Chce napisać moim problemie. O moim problemie wie tylko najbliższa rodzina, nie wie nikt z przyjaciół czy znajomych, bo boje sie że zaczną myśleć o mnie w kategoriach; wariatka.
Zaczne od początku.
Skończyłam uczelnie medyczną. Na początku studiów, gdy myślałam o wybranym zawodzie czułam, że to jest to. W okolicach 4 roku studiów zaczeło dziać sie ze mną coś dziwnego, zaczełam się bać krwii i tego co w niej być ( mam na myśli wirusy, takie jak HIV, HCV). Bałam się krwii w probówce, bałam się przejść koło palmy krwii na ulicznym chodniku. Chciałam zrezygnować ze studiów, ale pozostałam dzięki namową matki. Na 5 roku wiedziałam, że na 100% nie bede pracować w wybranym zawodzie- miałam małe załamanie nerwowe połączone z depresją i stanami lękowymi.
Skończyłam studia i zaczełam myśleć o przekwalifikowaniu- udało się. Jestem w trakcie zmiany zawodu.
Chciałabym aby osoby, które miały podobny problem do mojego, napisały jak udało mi się go pokonać.
Podobne tematy
Hej, też mam podobne problemy. Jestem hipochondryczką, również mam obsesje na punkcie krwi. Boje się zarazić HIV. Niestety jeszcze sobie z tym nie poradziłam
mam coraz to nowe obsesje, szczególnie na punkcie chorób, grzechów itp. Miałam także z powodu mojej nerwicy załamanie nerwowe. Chodziłam po lekarzach ale niestety nikt mi nie pomógł. Niestety, niektórzy tak mają
pozdrawiam.
Ja też jestem hipochondrykiem. Nawet jak na Discovery mówią o chorobie jajników to ja i tak jestem przekonany, że to mam bo mam takie same objawy ![]()
Poza tym jak byłem małym chłopcem to się bałem Straży Pożarnej .... nie wiedzieć czemu.
a ja sie strasznie boje pajakow i dlatego nie chce zamieszkac w domu wolnostojacym , w bloku na 10 pietrze jest mi dobrze.. ja p...!
dobre nie?
Musisz się przemóc, po prostu.
Samym kontaktem z zakażoną krwią się przecież nie zarazisz. Musiałaby dostać się do Twojego organizmu. Wiesz przecież o tym.
Ja miałam taki problem z zostawaniem na noce sama... Rodzice często wyjeżdżali do pracy do Niemiec, nie było Ich po parę tygodni, ja jako 16-17 latka zamiast cieszyć się z "wolnej chaty" ściągałam na siłę swoje koleżanki, ciocie, babcie itd... Jak nikt nie chciał przychodzić, to ja jeździłam do babci. Dostałam swoje mieszkanie... Byłam niby z facetem, ale On często wpadał w ciągi alkoholowe i nie wracał na noce, bałam się, nie spałam, światło paliło się w całym mieszkaniu.
Doszłam jednak do wniosku że przecież nie mam na drzwiach napisane, że jestem sama w domu... Zaczęłam gasić światło, na siłę, żeby nic nie słyszeć zakładałam słuchawki, włączałam głośną muzykę i zasypiałam. Teraz mieszkam sama (no z dwójką małych Dzieci) bo mój partner jest w więzieniu. I już normalnie się zachowuję.
Został mi jeszcze paniczny lęk przed pająkami... Nie wiem czy się boję czy raczej się brzydzę... Miałam węża, nie był groźny, ale zawsze to wąż, ludzie się go bali, a jak dowiadywali się że boję się pająków to patrzyli na mnie jak na debila... Ale ja się ich po prostu boję i już... Z tym nie potrafię sobie poradzić.
NiobeXXX,
poradzenie sobie z fobią na własną rękę polega najczęściej na unikaniu sytuacji, w których odczuwamy lęk. Osoba cierpiąca na arachnofobię będzie unikała miejsc, gdzie może spotkać pająka, a w sytuacji zagrożenia poprosi o pomoc. Zmagający się z mizofobią będzie wykorzystywał wszystkie możliwe produkty i czynności, pozwalające mu zachować sterylną czystość w swoim otoczeniu. Kobieta z tokofobią, która panicznie boi się ciąży i porodu, podejmie decyzję, że nie chce mieć dzieci. Twoją decyzją była zmiana zawodu. Te rozwiązania są jednak doraźne - nie usuwają źródła problemu, a jedynie tymczasowo pozwalają uniknąć przykrych konsekwencji - strachu, obrzydzenia, poczucia zagrożenia, ataku paniki. Niestety także dezorganizują życie.
Nasilenie Twojej fobii jest znaczące ponieważ nie dość, że stale odczuwasz niepokój, zachowujesz stresującą czujność, to postanowiłaś też podjąć trudną decyzję, mającą wpływ na całe życie - całkowitą zmianę profilu zawodowego. Proponuję Ci podjęcie terapii poznawczo-behawioralnej. Metody stosowane w tym nurcie są, moim zdaniem, najskuteczniejszymi w leczeniu lęków. Praca trwa najczęściej kilka miesięcy i polega na zmianie błędnych przekonań (czy kontakt z krwią w warunkach laboratoryjnych rzeczywiście może być niebezpieczny?) oraz usunięciu niepożądanego zachowania (nerwowej reakcji, napadu lęku). Wykorzystywane metody to m.in. racjonalizacja, desensytyzacja oraz nauka, jakie są mechanizmy powstawania fobii, świadomość, w jaki sposób i dlaczego właśnie tak reaguje Twoje ciało i umysł.
Szanse na poradzenie sobie z problemem na drodze terapii są bardzo duże.
Musisz się przemóc, po prostu.
Samym kontaktem z zakażoną krwią się przecież nie zarazisz. Musiałaby dostać się do Twojego organizmu. Wiesz przecież o tym.
Takie racjonalne tłumaczenia są wobec osoby z fobią zupełnie pozbawione sensu. To nieco podobnie, jak ze straszeniem palacza konsekwencjami palenia - każdy palacz słyszał o raku płuc czy krtani, jednak bardzo niewielu przestało z tego powodu palić. Każdy cierpiący na fobie dobrze wie, że jego stach jest irracjonalny, ale nie pomaga mu to w przezwyciężeniu problemu.
Fobie z definicji mają charakter sprzeczny z tzw. "zdrowym rozsądkiem".
Dziękuje za odzew a w szczególnosci za mail od Wojciecha Net-Eksperta, w którym ostatnie zdania zawiera całą prawde o fobiach.
Mail wyżej pani Jusytna prponuje terapie behawioralną- troche o tym czytałam, ale osobiście mało w to wierze i nie sadze bym miała na to cierpliwośc.
Nie tęskno mi za analityką med. i nie sądze bym była nadzieją polskiej diagnostyki laboratoryjnej (jeżeli ktoś z czytających jest analitykiem, to wie o czym mówie).
Przekwalifikowałam sie ale nie zrezygnowałam z kierunku medycznego , wybrałam tylko inną gałąź (to drzewo ma ich wiele).
Wiem, ze stosuje doraźne rozwiązania, ale może kiedyś dorosne do terapii a w obecnej chwili. co najważniejsze moja fobia nie przybrała na sile (bo było za mną zdecydowanie gorzej).
Fobie z definicji nie mają nic wspólnego ze "zdrowym rozsądkiem"-dziekuje panie Wojtku, pan to najlepiej zrozumiał.
9 2011-04-07 22:24:18 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-04-07 22:26:22)
Niemniej jednak mam pewne wątpliwości, czy w Pani przypadku mamy rzeczywiście do czynienia z fobią.
O fobii mówimy raczej wtedy, kiedy irracjonalny strach jest tak ogromny, tak paraliżujący, że uniemożliwia normalne funkcjonowanie w warunkach codziennego życia (zawodowego czy prywatnego).
Dla przykładu - znam mnóstwo osób twierdzących, że cierpią na "lęk wysokości". W przypadku większości, albo nawet wszystkich tych osób, jest to nieprawda. Odczuwają po prostu najnormalniejszy, zupełnie rozsądny strach przed dużą wysokością, która w określonych warunkach bywa niebezpieczna i niesie ze sobą realne, faktyczne zagrożenia. Osoba cierpiąca na akrofobię boi się natomiast wejść na drabinę czy wyjrzeć z okna na pierwszym piętrze. Oczywiście bywa różnie w przypadku różnych osób ale nie należy zbyt szybko rozpoznawać u siebie fobii, bo przy odrobinie dobrej woli można by znaleźć je u każdego z nas.
Wydaje mi się, że problem, który Pani opisuje, może być elementem szerszych zaburzeń o charakterze nerwicowym i nie jest to fobia w czystej postaci. Lęk przed krwią jest wówczas pewnym specyficznym objawem.
A czy lęk przed krwią nie był przypadkiem nie całkiem świadomym pretekstem do zmiany profilu zawodowego? (To tylko hipoteza diagnostyczna, proszę jej nie brać za bardzo do siebie).
Jeśli chodzi o naturę fobii i ewentualne leczenie, za pozwoleniem, obiema rękami podpisuję się pod syntetycznym i konkretnym postem Pani Justyny Piątkowskiej.
10 2011-04-08 21:00:41 Ostatnio edytowany przez kocia (2011-04-08 21:02:20)
Ja zawsze bałam się panicznie pająków, ale że mieszkam w wolno stojącym domu od zawsze to w końcu musiałam zaakceptować to że czasami spotykamy się.Jest to oczywiście tylko przypadkowe spotkanie bo moja dewizą jest to że te stworzenia nie mają prawa mieszkać w moim domu.Tępie je bezlitośnie a jak się trafi "grubsza" sztuka - wołam o pomoc.Zawsze uważałam że kto to widział aby mieć tyle nóg.Na polu - prosze bardzo - niech sobie żyją ale nie pod moim dachem.Podoba mi się Australia i chętnie bym tam pojechała ale jest problem - tam ich jest stanowczo za dużo! Dlatego rozumiem Niobe.Unika kontaktów ze swoją fobią.I jest to pewne rozwiązanie.
11 2011-04-08 21:31:24 Ostatnio edytowany przez Wojciech Imielski (2011-04-08 21:57:12)
Jednak w Pani przypadku zapewne również nie jest to fobia w sensie klinicznym, zwłaszcza, jeśli jest Pani w stanie przeżyć jakoś bez większego bólu te spotkania.
Niechęć (czy nawet wstręt) do pająków jest również bardzo powszechnym zjawiskiem, wręcz masowym.
Autentyczna fobia pająków (a właściwie - pajęczaków) - arachnofobia - jest zapewne dużo mniej częsta.
Moze to jest fobia, moze to ma podłoze nerwicowe- nie wiem, to miało gdzieś swój początek ale teraz nie chce tego analizować i zastanawiać sie nad tym co wywołało te moje zaburzenie.
Wiem jedno, gdy widze krew (obojętnie gdzie, czy to na ulicy , jakiś zakrwawiony strzępek chusteczki higienicznej, niewielka plamka) wpadam w panike, obsesyjnie mysl o tym czy przypadkiem nie dotknełam tego (nawet butem). W autobusie dokładnie sprawdzam nim usiąde czy siedzenie nie jest poplamione krwią.....i pare innych.
Przyznaje racje pani Justynie, ze to może troche dezorganizować moje życie (nie zawsze sie do tego przyznaje, nawet przed sobą). ale na obecną chwile nie jestem na siłach rozgrzebywać tego wszystkiego, nie mam cierpliwości, nie mam ochoty. W tej chwili terapii mówie nie.
Poza tym dużo osób brzydzi sie krwią, ja może tylko w większym stopniu, bo wiem o niej ( i o tym co może w niej być) nieco więcej (tak sobie czasem to tłumacze).
Wiem, że mam problem i dlatego prosze o odpowiedź od p. Wojciecha (pańskie rady bardziej do mnie trafiają niż suche i podręcznikowe rady p. Justyny).
NiobeXXX skoro odmawiasz terapii to nie jesteś gotowa na zmierzenie się z tym wielkim problemem dla Ciebie.
ja to tak widzę. ja też miałam pewien problem, ale zanim wybrałam się na terapię minęło kilka lat.
trzeba być na to gotowym albo dostać jakiegoś kopa od życia.
Tak czy inaczej, jeśli chce Pani zająć się tym problemem, nie ma innego wyjścia, niż podjęcie terapii a przynajmniej konsultacja.
I ja również polecam Pani nurt behawioralno - poznawczy.