Witajcie. Chciałabym się was zapytać o coś i poradzić.. Otóż od roku jestem sama. Wcześniej miałam przez ponad 3 lata chłopaka, ale zostawił mnie dla innej
to był związek na odległość, i wydaje mi się, że dlatego właśnie on mnie od razu nie skreślił, bo nie widział mnie jak się poznawaliśmy.. Później spotykaliśmy się, było cudownie. Nie pozwalał mi mieć kompleksów.. Kochał mnie, a ja jego. Ale w momencie, kiedy odszedł do innej załamałam się. Poczułam się nic nie warta, a jak zobaczyłam jego nową dziewczynę na zdjęciu znienawidziłam siebie. Ona jest dużo szczuplejsza, zgrabna, ładna.. A ja? Szkoda gadać.. Może i z twarzy jestem nawet ładna, ale odwraca od niej uwagę reszta mojego ciała. Duża reszta.. Mam nadwagę odkąd pamiętam. Próbowałam się odchudzać, nic z tego nie wychodziło. Ale gdy zaczęłam być z T. pomału zaczęłam się akceptować. Wiedziałam, że jemu moje ciało się podoba i go podnieca. Więc dałam sobie spokój z dieta, stwierdziłam, że jak schudnę to schudnę, jak nie to trudno -najważniejsze, żeby nie przytyć. I rzeczywiście schudłam bez żadnej diety i ćwiczen 5 kg. Ale to i tak nie zmieniło sytuacji na tyle, bym mogła powiedzieć, że jestem zgrabna.. Bo nie jestem. Podam moje wymiary ; biust-105cm, talia-90cm
i biodra 109cm.. Zaraz po rozstaniu cierpiałam, ale myślałam, miałam nadzieję, że po jakimś czasie znów mnie ktoś pokocha. Niestety, myliłam się. Nikt nie jest w stanie tego zrobić ;( nie narzucam się facetom, jestem dla nich miła, nie zachowuję się jak desperatka bo i oni nie zawsze mi pasują.. Ale ogólnie z charakteru jestem znośna, a od innych słyszę, że miła, wesoła, z dystansem do siebie (hmm nie wiem czy to prawda, bo w duchu przecież siebie nie znoszę) i że mnie lubią. Ale żadnen facet nie chce się mną zainteresować pod kątem związku.. Mija rok a ja wciąż sama. I im dłużej to trwa tym mi trudniej. Nie mam w nikim wsparcia, nie mam z kim spędzać czasu, nikt się o mnie nie martwi, nikt mnie nie przytula.. Ogólnie czuję się w ogóle niepotrzebna nikomu
chciałabym kochać i żeby ktoś kochał mnie. Nie jestem niewiadomo jak wymagająca.. Chciałabym tylko mieć przy sobie męskiego opiekuńczego czułego i w miarę intelientnego faceta.. Sama wtedy mogłabym dużo od siebie dać. Dbam o osoy, które kocham, staram się im zawsze pomóc, rozbawić, sprawiać przyjemność.. Ale dla innych widocznie to się nie liczy. Patrzą tylko na mój wygląd, i nie chcą się ze mną zapoznać. Czuję się okropnie.. Dobija mnie ta samotność
na codzień się uczę, po szkole wracam do domu (niedawno się na wieś przeprowadziliśmy) a tu nikogo ciekawego nie ma.. No i miasto, w którym się uczę też jest niewielkie. Nie ma kina, nie ma za bardzo żadnych warsztatów żadnych, ani kursów.. Nie mam gdzie wyjść. Nie lubię imprez, jestem spokojną domatorką więc za często nie wychodzę, a jak już to tylko jadę do jakiejś koleżanki. Nie mam gdzie poznać faceta ;/ nie chcę szukać przez internet, już próbowałam i nic z tego nie wyszło. Nie jest tak, że szukam miłości na siłe.. Ale ile można czekać? Jestem młoda a ciągle siedzę w domu.. (gdybym miała gdzie iśc, to bym poszła) ciężko mi samej.. Chciałabym być poprostu szczęśliwa. Mieć świadomość, że jest ktoś mi bliski, kto o mnie myśli, i potrafi mnie zaakceptować. Rozstanie kompletnie mnie przybiło.. Chciałabym znów móc schować się w męskich ramionach i poczuć się ważna.. A nie mogę. Za to dalej często myślę o byłym i o tym, że on ma inną.. Że mnie już nie chce
czuję się beznadziejnie. Gruba, brzydka, i widocznie nudna. Czytałam parę wątków na tym forum i widzę, że są dziewczyny, które pomimo swojej nadwagi mają kochających i dobrych facetów.. Jeśli byście mogły, napiszcie mi, gdzie ich poznałyście... I powiedzcie, tak szczerze, czy wygląd jest aż tak ważny? Czy tylko ja jakaś dziwna jestem?
Dzięki, że mogłam się wygadać.. Pozdrawiam