netkobietyWszystkie działy
Nieśmiałość, niska samoocena, kompleksy

Osobowość do utylizacji?

5 odpowiedzi2 600 wyświetleńzałożony przez Pierożek, 06.01.2011

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Osobowość do utylizacji?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 6 ]

1

Temat: Osobowość do utylizacji?

Prawdę mówiąc zalogowałam się na tym forum spontanicznie. *Niestety* później zorientowałam się, że nawiązałam rozmowę z innymi osobami. Tak, to był dla mnie szok i niepewność. Zdałam sobie sprawę, że będę musiała z kimś rozmawiać i nie zawsze ktoś może patrzeć na mnie przychylnie.
Od zawsze podpierałam ściany w szkole, nie potrafiłam zagadać do innych ludzi, ktoś musiał pociągać mnie za sobą, a jeśli chodzi o imprezy - męczyły mnie. Przyjaciele mówią, że od kilku miesięcy widać zmianę - częściej się uśmiecham, staram się nie siedzieć w swoich 4 ścianach, kiedy nadejdzie okazja. Jednak ta blokada wewnętrzna jest nadal, bo przejmowałam się nawet zalogowaniem na forum! O.o Kiedyś często wypowiadałam się na innym, byłam moderatorem, a teraz sprawia mi to duży problem (?!). Nie lubię, kiedy ktoś do mnie podchodzi, patrzy na mnie z bliska, bo to krępujące. Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości, a nieśmiała jestem od kiedy pamiętam. Może błąd w tym, że rodzice z tym nie walczyli? Ale cóż, byli zajęci walką między sobą w sądzie o alimenty i opiekę nade mną.
Spotykałam osoby, które - jak twierdziły - też były takie nieśmiałe. Spytałam jakim cudem  zmienili się w ludzi roześmianych i pewnych siebie. Jedna z osób stała się (chyba cudem) upierdliwie pewna siebie, a druga pali zielone. Co w tym magicznego?
Samotność to mój chleb powszedni, a mieszkanie z dziadkami nie pomaga mi z tego wyjść. Pytanie za 100 punktów dla... znawców: z tego można wyjść polubownie po dłuższym czasie czy mam już szukać pomocy? Dodam tylko, że poczułam się wartościowa, kiedy ktoś zaakceptował mnie taką, jaka jestem. Problem w tym, że związek nie był możliwy. Dzięki wink

2

Odp: Osobowość do utylizacji?
Pierożek napisał/a:

Od zawsze podpierałam ściany w szkole, nie potrafiłam zagadać do innych ludzi, ktoś musiał pociągać mnie za sobą, a jeśli chodzi o imprezy - męczyły mnie.

Ja też miałam problemy z nawiązywaniem kontaktów z innymi w mniej więcej moim wieku. Czasami nie wiedziałam co powiedzieć. Gdy zapadała cisza obwiniałam się. Myślałam że to przeze mnie, bo nie mam nic ciekawego do powiedzenia. Chodziłam na imprezy ale bardziej było to wymuszane, gdy wypiłam alkohol czułam się lepiej. Nie paliłam nigdy różnych świństw.

Pierożek napisał/a:

Mam bardzo niskie poczucie własnej wartości, a nieśmiała jestem od kiedy pamiętam. Może błąd w tym, że rodzice z tym nie walczyli?

Ja też szukałam źródła mojego problemu z nieśmiałością w rodzicach. Pamiętam, że często mój ojciec powtarzał mi, "jak ty coś zrobisz to napewno nic z tego nie będzie", gdy coś ugotowałam to mówił "nawet nie spróbuję, bo napewno nie jest zjadliwe." Prawda jest taka, że w wieku 16 lat wymagał ode mnie abym gotowała już tak jak moja mama. Niestety zostało mi to do dzisiaj. Gdy gotuję coś dla mojego chłopaka, strasznie się denerwuję czy będzie smaczne. Zawsze zanim spróbuje powtarzam mu, że pewnie za mało soli, niedogotowane itp. Staram się to ograniczać. Tym bardziej, że on mówi: "Kotek nie przejmuj się ja jestem wszystkożerny." wink
O braku pochwał z ich strony nie muszę chyba wspominać, to oczywiste. Gdy w podstawówce przychodziłam do domu z piątką ze sprawdzianu, mama pytała czy ktoś dostał szóstkę. Do tej pory jej to zostało chociaż jestem już na studiach. Tylko że teraz się tym nie przejmuje i nie biegnę do niej po zaliczeniu każdego kolokwium:)

Pierożek napisał/a:

z tego można wyjść polubownie po dłuższym czasie czy mam już szukać pomocy?

Ja zaczęłam dopiero w liceum tak poważnie nad sobą pracować. Byłam w klasie informatycznej. 25 chłopaków, 6 dziewczyn. Każda odpowiedź przy tablicy, czy też nagłe zadanie pytania przez nauczyciela powodowało u mnie straszny stres, łącznie z rumieńcami, czego nienawidziłam.

Pierożek napisał/a:

Kiedyś często wypowiadałam się na innym, byłam moderatorem, a teraz sprawia mi to duży problem (?!).

Właśnie ja przypomniałam sobie siebie w podstawówce, mniej więcej 5-6klasa. Byłam zawsze bardzo aktywna, uczestniczyłam w różnych akcjach, zostałam raz "dziewczyną szkoły" (grupa wybranych dziewczyn z różnych klas miała przed całą szkołą powiedzieć coś o sobie, zaprezentować się. Później wszyscy głosowali). Fakt to była podstawówka, w między czasie dojrzewanie itd. Ale skoro kiedyś byłam bardzo śmiała, nie krępowałam się więc dlaczego nie mogę być taka i teraz?
Ty także możesz przemyśleć tą sprawę, przecież kiedyś byłaś moderatorką na forum, nie miałaś problemów z wypowiedziami.

Liceum jakoś przeżyłam, ale było ciężko, następnie studia. Niestety tak jest na studiach, że aby dobrze zaliczyć kurs trzeba się samemu zgłaszać, być aktywnym przede wszystkim na ćwiczeniach. Największy problem był na matmie. Mój ulubiony przedmiot. Do tablicy chodzili tylko ochotnicy i tylko oni mieli szansę na 5. Musiałam się przełamać. Zaczęłam się zgłaszać, coraz częściej.
W zeszłym roku miałam seminarium. Mieliśmy napisać pracę na wybrany temat, a następnie przedstawić przed grupą. Cały semestr myślałam o tej prezentacji. W końcu nadszedł ten dzień. Strasznie się denerwowałam, przygotowałam się bardzo dobrze. Wyszłam przed grupę, powiedziałam co miałam do powiedzenia. Jakim wielkim szokiem było dla mnie to, że wykładowca powiedział: "Zazdroszczę pani, mówi pani z takim spokojem a zarazem interesująco, że aż chce się słuchać. Ja także chciałbym mieć taką umiejętność. Powinna się pani zastanowić nad zostaniem wykładowcą."?! To był szok.
Studia naprawdę pomagają pokonać nieśmiałość, bo często trzeba się wykazać. Teraz nie mam problemów, aby odezwać się na wykładzie przy pełnej sali. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Czy Ty studiujesz?
Pracowałam też w sklepie. Wiadomo ciągły kontakt z ludźmi, to także dużo pomaga. Niektórzy zagadywali, a jak jakiś fajny facet to tym bardziej czułam się lepiej.
Nie bez znaczenia była także choroba, którą przeszłam (już prawie dwa lata temu). To także mnie wzmocniło. Po wszystkim inni patrzyli na mnie i nie wierzyli jak po dwóch operacjach usunięcia guza mózgu można mieć stypendium za średnią. A poza tym sam fakt takiej ingerencji w mój organizm, z którego wyszłam prawie bez szwanku, spowodował wzrost mojej samooceny.

Nie mam zamiaru tutaj w jakiś sposób się chwalić. Mam nadzieję, że moje sposoby pomogą Ci jeżeli skorzystasz. Piszesz też, że nie lubisz jak inni do Ciebie podchodzą, chcą rozmawiać. W takiej sytuacji wręcz przeciwnie, to Ty powinnaś podchodzić do innych. Z czasem takie zachowanie stanie się dla Ciebie normalne, nie będzie wywoływało przykrych uczuć. Mieszkałam jakiś czas temu we Wrocławiu przez 4 miesiące. Miasto kompletnie mi nieznane. Aby się dostać w nowe miejsce, gdzieś dojechać musiałam pytać się innych. Na początku ogromna bariera. Teraz nawet zagaduję innych w sklepie na chodni. Stało się to dla mnie normalne.
Ja także próbowałam uciekać w alkohol. W sumie nie piłam dużo, tylko na imprezach. Utrzymywałam się ciągle w stanie "dobrego humoru", wtedy było łatwiej. Na szczęście zauważyłam, że nie tędy droga. W sumie 2-3 lata temu byłam jeszcze dosyć nieśmiała, to zaczęło się zmieniać właśnie w wieku 20 lat. Spróbuj popracować nad sobą.

3

Odp: Osobowość do utylizacji?

Łał, jestem pod wrażeniem. Dziękuję Ci, Małgorzatko, za taką wyczerpującą odpowiedź smile Cenię, że zgodziłaś się pokazać trochę siebie.

Małgorzatka napisał/a:

Studia naprawdę pomagają pokonać nieśmiałość, bo często trzeba się wykazać. Teraz nie mam problemów, aby odezwać się na wykładzie przy pełnej sali. Kiedyś było to nie do pomyślenia. Czy Ty studiujesz?

Studiuję zaocznie, co jest tutaj minusem, bo spotykając się z nowymi ludźmi 4 razy w miesiącu nie jestem w stanie otworzyć się na nich i próbować nawiązać znajomość. Oczywiście można, ale ja boję się, że coś głupiego palnę i ta osoba zapamięta to do emerytury big_smile Widać tutaj przejęcie zdaniem innych.
Poznałam trzy fajne osoby, dzięki którym miałam się otworzyć, ale one są zupełnie inne niż ja - nie potrafię im zaufać, a dla nich nie ma z tym problemu. To takie inne światy. Poza tym - dobrze, że się nie angażowałam, bo dwie z nich sobie odpuściły znajdując inny "cel".

Małgorzatka napisał/a:

Niestety tak jest na studiach, że aby dobrze zaliczyć kurs trzeba się samemu zgłaszać, być aktywnym przede wszystkim na ćwiczeniach.

Wykładowcy powadzą zajęcia na podstawie rozmowy, ale ja - by się przełamać - i tak nie mam nic do powiedzenia.

Małgorzatka napisał/a:

Każda odpowiedź przy tablicy, czy też nagłe zadanie pytania przez nauczyciela powodowało u mnie straszny stres, łącznie z rumieńcami, czego nienawidziłam.

Skąd ja to znam...? sad

Małgorzatka napisał/a:

Pracowałam też w sklepie. Wiadomo ciągły kontakt z ludźmi, to także dużo pomaga.

Pracowałam w Empiku - niby idealne miejsce na takie eksperymenty. Nic z tego. W pracy odzywałam się automatycznie, bo musiałam. Wróciłam do domu - znowu bez zmian.

Małgorzatka napisał/a:

Gdy gotuję coś dla mojego chłopaka

Oj, ja takiego w ogóle nie miałam big_smile Matka twardą ręką broni, bym nie skończyła jak ona, a babcia patrzy wilkiem na każdego faceta, którego znam/zapraszam do siebie (co jest cudem). Ostatnio nastąpił przełom z jej strony: możesz mieć chłopaka, ale się nie zakochuj! Też coś... Pod dachem dziadków czuję się jak na przepustce w wojsku, bo wyjść mogę, ale lepiej nie. Co z resztą mi potwierdzono. Babcia traktuje mnie jak 14-latkę, jakbym zatrzymała się w czasie. Właśnie wtedy u niej zamieszkałam.

Myślę, że zmiany przyniosłoby wrzucenie mnie na głęboką wodę, ale nowe osoby poznaję bardzo rzadko, a wyjazd do innego miasta jest niemożliwy. Boję się otworzyć na ludzi, bo z reguły im nie ufam i nie wierzę w słowa. Kiedy ktoś mnie chwali, ja biorę to za ironię.
Wiele osób rozmawiało ze mną i próbowało w jakiś sposób pomóc, ale ja tkwię w martwym punkcie. Boję się, że do zmiany musi wydarzyć się coś większego. Sama w ogóle się dziwię, że postanowiłam rozmawiać z kimś innym tongue
Boję się, że zostanę sama, bo mam... znajomych znajomych, a żadnych własnych. Nie potrafię takich "stworzyć", bo uważam, że nie jestem osobą wartą jakiegokolwiek zainteresowania.

4

Odp: Osobowość do utylizacji?
Pierożek napisał/a:

Dziękuję Ci, Małgorzatko, za taką wyczerpującą odpowiedź smile Cenię, że zgodziłaś się pokazać trochę siebie.

Napisałam, bo wiem jak ciężko się egzystuje z nieśmiałością. Wiem, że są trudniejsze przypadki niż nasze. Niektórzy nawet słowa nie mogą powiedzieć, ja mówiłam mimo tego że robiło mi się gorąco i te rumieńce.

Pierożek napisał/a:

Studiuję zaocznie, co jest tutaj minusem,

Ja także studiowałam zaocznie przez cztery miesiące. Miałam zjazdy co dwa tygodnie. Podchodziłam do tego w ten sposób. Tych ludzi zobaczę dopiero za dwa tyg. więc nie muszę jakoś specjalanie wykazać się elokwencją, czy być w centrum uwagi. W końcu nie spotykam ich na co dzień. Na dziennych jest całkiem inaczej. Spotykam te same osoby prawie codziennie.

Pierożek napisał/a:

Widać tutaj przejęcie zdaniem innych.

Ja niestety także bardzo się przejmowałam co powie ktoś inny. Ale idąc za przykładem innych ludzi w dużym stopniu udało mi się to zmienić. Inni się tak przecież nie przejmują wszystkim co powiedzą i co zrobią. Podchodzą do różnych spraw na luzie.

Pieorżek napisał/a:

Wykładowcy powadzą zajęcia na podstawie rozmowy, ale ja - by się przełamać - i tak nie mam nic do powiedzenia.

A interesuje Cię to co studiujesz? Mnie bardzo ciekawi mój kierunek. Lubię też dyskutować, ale z osobami które już dosyć dobrze znam. Na wykładach raczej rzucam pojedyńcze słowa, nie są to długie wypowiedzi. Chociaż zdarza się, że dosyć dużo powiem, dla mnie to duży sukces.

Pierożek napisał/a:

Pracowałam w Empiku - niby idealne miejsce na takie eksperymenty. Nic z tego. W pracy odzywałam się automatycznie, bo musiałam. Wróciłam do domu - znowu bez zmian.

Ja pracowałam w takim większym sklepie spożywczym niedaleko akademików big_smile Oprócz "dzień dobry", "do widzenia" zdarzało się, że inni zostawali dłużej, gdy nie było kolejki. Do empiku przychodzą pewnie codziennie inne osoby. Do tego sklepu, w którym pracowałam przychodził jeden student codziennie po południu po piwo na wieczór. Był tez taki jeden który się pytał jak zrobić panierkę do kurczaka wink Przychodził też taki, który codziennie kupował gotowe pierogi ruskie, z nim się w sumie kilka razy spotkałam smile Jak są stali kliencie łatwiej zagadać.

Pierożek napisał/a:

Oj, ja takiego w ogóle nie miałam big_smile Matka twardą ręką broni, bym nie skończyła jak ona, a babcia patrzy wilkiem na każdego faceta, którego znam/zapraszam do siebie (co jest cudem). Ostatnio nastąpił przełom z jej strony: możesz mieć chłopaka, ale się nie zakochuj! Też coś...

Nie możesz jakoś wytłumaczyć rodzinie, że masz już 20 lat, a nie 10? Trochę przykre, że tak Cię "ograniczają" W sumie ja za wszelką cenę po liceum chciałam się wyprowadzić. Zrobiłam to, mimo że studiowałam zaocznie na początku. Moim rodzicom się to nie podobało, ale w końcu się uwolniłam od ich wpływu i tej szkodliwej atmosfery, która panowała w domu.

Pierożek napisał/a:

Boję się otworzyć na ludzi, bo z reguły im nie ufam i nie wierzę w słowa. Kiedy ktoś mnie chwali, ja biorę to za ironię.

W tym momencie dosyć mocno się różnimy. Ja z założenia ufam każdej osobie (oczywiście w granicach rozsądku), dopóki ta osoba mnie w jakimś najmniejszym stopniu nie zawiedzie. Ufam dopóki się na czymś nie przejadę, później jest ciężko odbudować zaufanie.
Dlaczego uważasz, że inni komplementują Ciebie z ironią? Zauważasz jakieś uśmieszki, coś w tym stylu?

5

Odp: Osobowość do utylizacji?
Małgorzatka napisał/a:

Tych ludzi zobaczę dopiero za dwa tyg. więc nie muszę jakoś specjalanie wykazać się elokwencją, czy być w centrum uwagi. W końcu nie spotykam ich na co dzień.

Ja to widzę tak, że właśnie powinnam się przełamać, bo wszystko się może zdarzyć a osoby zapamiętają mnie taką, jaka byłam ostatnio, jak się zachowywałam, jak wyglądałam...

Małgorzatka napisał/a:

Inni się tak przecież nie przejmują wszystkim co powiedzą i co zrobią.

Ja właśnie czasami nie rozumiem jak można nie przejmować się myślami innych. Chcę, bądź muszę wypaść dobrze idąc tropem poprzedniej wypowiedzi - zapamiętają ostatni dzień, w którym się widzieliśmy.

Małgorzatka napisał/a:

A interesuje Cię to co studiujesz?

Czy to studia? tongue W każdym razie chodzę do szkoły detektywistyczno-ochroniarskiej, co pomoże mi przygotować się do stałej, przyszłej pracy w mundurówce. Poruszamy bardzo ciekawe tematy, bo mamy zajęcia z policjantami, pułkownikami czy adwokatami, ale wszyscy tak mądrze mówią (wbrew pozorom big_smile ), że ja wymiękam.

Małgorzatka napisał/a:

Nie możesz jakoś wytłumaczyć rodzinie, że masz już 20 lat, a nie 10?

Nawet nie wiesz ile razy to robiłam. Poruszam ten temat przy każdej okazji, ale czuję bezsilność. Babcia nie bierze mnie za człowieka dorosłego, więc nie liczy się z moim zdaniem w tym temacie.  Zapytałam ją raz czy zmieni zdanie, gdy skończę tę szkołę, odpowiedź... no cóż, była milcząca. Ona nie chce, żebym dorosła, a nie zauważyła, że to stało się dawno temu. Zawsze, gdy wychodzę, ona ma przed oczami najczarniejsze scenarusze - leżę w rowie, w krzakach, robale mnie zjadają, ktoś mnie zaczepi itp. Sama jest lekomanką i zwariowała, kiedy poszła na emeryturę - bała się wyjść z domu. Teraz jest lepiej. Najlepszy przykład mamy podczas zimy, kiedy to o 16 jest ciemno za oknem. Mówię, że wychodzę, a ona "przecież jest ciemno!" - co pozostawię bez komentarza.
Mi się już nie chce tego mówić. Jestem zmęczona powtarzaniem, że jestem dorosła, ufam swoim najbliższym przyjaciołom, którzy nie dadzą mnie skrzywdzić, a ja nie szukam kłopotów. Dla niej jestem małą, bezbronną dziewczynką, a pal licho samoobronę czy strzelanie z broni palnej w szkole. Rozumiem, że się o mnie martwi, ale już nawet ojciec się wkurza, a on ostatni powinien mieć o tym zdanie, bo mieszka na drugim końcu miasta. Mama mówi, że mam to wszystko olać, ale nie mogę nie reagować na pytania zadawane salwą: gdzie idziesz? z kim idziesz? o której wrócisz? A nie idziesz przypadkiem sama?   
W ten sposób zaczynam się alienować. Kiedyś w ogóle nie wychodziłam bawić się ze znajomymi, byle tylko uniknąć tych pytań. Kiedy mówię o swojej sytuacji, ktoś od razu widzi, że nigdzie ze mną nie wyjdzie, a wszystko co mam do powiedzenia dotyczy moich domowników.
Babcia mnie hamuje, bo nie chce mi się słuchać jej lamentów i w ten sposób nie wychodzę na imprezę.

Małgorzatka napisał/a:

Dlaczego uważasz, że inni komplementują Ciebie z ironią? Zauważasz jakieś uśmieszki, coś w tym stylu?

Może to głupie, ale... no po prostu. Nie widzę u ludzi tego specyficznego wzroku, nie czuję niechęci. Ciężko mi odbierać komplementy ze względu na niskie poczucie własnej wartości. Wiem, że nie mogę być tak dobra w czymś, żeby uzyskać pochwałę.

Tak to wygląda.

Posty [ 6 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NIEŚMIAŁOŚĆ, NISKA SAMOOCENA, KOMPLEKSY » Osobowość do utylizacji?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026