Zdecydowałam się założyć własny wątek, bo nie daję już sobie rady z własnymi emocjami i z tym poczuciem, że nic się już nie zmieni...
W skrócie: na początku wielka miłość, potem w mojej głowie coraz mocniej kiełkuje przeświadczenie, że to nie to. Jego zalety można mnożyć. Ja jednak nic nie czuję, tylko przyjaźń. Przesaję go szanować, pragnąć, potem kochać. Męczę się, nie porafię odejść, bo w mojej głowie mam zakodowane, że nikt inny mnie nie zechce. W końcu rozstanie po 4 latach. Ulga, potem lęk, że sama sobie nie poradzę, potem przekonanie o słuszności decyzji. Po kilku miesiącach poznaję Jego - miłość od pierwszego wejrzenia (jakkolwiek infantylnie to brzmi w ustach 30letniej kobiety
), szał, chemia jak nigdy. On zupełne przeciwieństwo ex - po prostu czarujący. Rok trwa szarpanie, walka o tą toksyczną znajomość, w końcu definitywne cięcie, jego, nie moje.
Od września nie mogę się pozbierać, zapomnieć. Dochodzi moje przekonanie o własnej bezwartościowości. W pracy sukcesy, a prywatnie porażka. Coś jest nie tak, nie potrafię nikogo sobą zainteresować. Co mam robić, jak uwierzyć, że zasługuję na miłość?
1 2011-01-06 17:52:50 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-01-06 20:04:07)
Podobne tematy
Aga To że zasługujesz na Miłość nie ulega żadnej wątpliwości...
czasami trzeba popełnić pare błędów aby dotrzeć do tego właściwego, do tej naszej drugiej połówki ![]()
To fantastycznie że masz sukcesy zawodowe, zapewne masz swoje pasję- rozwijaj je...ten właściwy, pojawi się jak zawsze nieoczekiwanie...
ja w to wierzę ![]()
uwierz i ty
Witam. Jestem poraz pierwszy na forum, poniewaz chce opowiedziec o swojej samotnosci. Trwa juz jakis czas, około 28 lat. Poczatkowo sadziłam, ze miłosc sama mnie spotka, wiadomo ze nie tak jak w serialu, ale sądziłam, ze ro przyjdzie samo, nic z tego. Postanowiłam ze skorzystam z serwisow randkowych, poznałam wielu mowiąc oglednie, niezbyt interesujących facetow. Same randki okazałz sie mnieszym lub wiekszym koszmarem, ale gdy pozniej wracałam do nich mysla chciało mi sie troche smiac. W skrocie, robie tak jak nakazują podreczniki-biore los w swoje rece i aktywnie (brzmi zabawnie) szukam partnera, ale poszukiwania jak dotąd spełzają na niczym a do tego w tzm roku koncze 29 lat i powoli pojawia sie na moim horyzoncie 30-ta magiczna granica, ktorą kobieta przekracza ze scisnietym gardłem i sercem. Dlatego prosze o rade, bo juz zaczynam tego nie ogarniac. Czuje sie jakbz wokoł gasły swiatła i zamykały sie wszystkie drzwi.
Niobe, wydaje mi się, że po prostu trzeba mieć szczęście, żeby przez internet poznać kogoś fajnego. Tak jak w grze w totka;) - szczęście i wytrwałość. Ja osobiście miałam na pewno ponad 10 spotkań (zresztą nie wiem, bo po 10 przestałam już liczyć
) i tylko jednymm facetem chciałam spotykać się dłużej. Cierpliwości nam obu życzę ![]()
I jeszcze dodam, że największe emocje z najfajniejszym facetem w moim życiu (bynajmniej pozornie
) przeżyłam właśnie w okolicach 30tki. To tylko liczba, choć i dla mnie dołująca, ale na pewno nie zamyka to żadnych drzwi.
dokładnie tak 30- stka nei zamyka żadnych drzwi a wręcz otwiera nowe- jesteś dojrzalsza, piękniejsza, masz ustabilizowane życie, wiesz już czego chcesz:)
Ja nigdy nie szukałam, to przychodzi znienacka..
Niestety Doris, nie każdemu zdarza się TO znienacka...
A co do bycia piękniejszą po 30tce, to owszem, czułam się tak przez chwilę, ale tylko wtedy, gdy On był przy mnie. Teraz czuję się wręcz brzydka. Jak wierzyć w swoją atrakcyjność, gdy nikt się nie interesuje, nikt nie prawi komplementów??
Dzięki dziewczyny- podniosłyście mnie na duchu i może macie racje, ze 30-tka to nowy początek. Tak kurczowo trzymam się tej 20-tki, ale biorąc na logikę te lata nie były zbyt przyjemne; studia, szukanie pracy itd. Nieudane związki z facetami, którzy sami nie wiedzieli czego chcą.
A co do miłości, może przyjdzie sama , może ją znajde- nie wiem i trudno jest mi sobie teraz to wyobrazić, bo przeżywam kryzys wiary .
Ago 30, ja przeżywam kryzys wiary, więc nie będe nudzić o tym, że jestesmy atrakcyjne dla siebie nie dla mężczyzn-bo nie o tym chce napisać. Mnie też od dawna żaden facet nie powiedział, że fajnie wyglądam, a po randce pewien chłopak napisał, że sie pochorował (tak pewnie działam na facetów:) ) i moim zdaniem nie powinno sie przywiazywać do tego wagi, bo męskie komplementy uważam za mowe-trawe, coś niewiele znaczącego.
Niobe, chyba nie jesteśmy aż takimi indywidualistkami, ja nie jestem, by całkowicie odciąć się od tego, co myślą faceci. Wydaje mi się, że w dużej mierze to, czy czujemy się atrakcyjne zależy właśnie nie tyle od słów, co reakcji facetów na nas. A może tak myślą tylko kobiety z niską samooceną, jak ja? W każdym razie to, co sądzimy o sobie wpływa na otoczenie i odwrotnie. Jak mam budować przekonanie, że jestem arakcyjna? Tylko na podstawie tego co ja sama myślę? Jednak musi być jakaś rekacja zwrotna... Teraz jej nie ma ![]()
Kochane, witajcie w tym pięknym wieku. Ja w marcu skończę magiczną trzydziestkę i cóż rozwód, samotne macierzyństwo i brak wiary, że może jeszcze mi się uda życie poukładać, o miłości już nie wspomnę. Jeden dzień euforii, że będzie ok, drugi, że wytrzymać sama ze sobą nie mogę. Ile można czekać na szczęście?
Zachłysnęłam się karierą, pracoholizm i dziecko - to trzyma przy życiu. Jestem z Wami. Trzymajmy się jakoś, byleby do jutra jakoś przetrwać. Pozdrawiam:)
Znam ten stan, ja to nazywam "od euforii do depresji". Jednego dnia czuje sie swietnie, jestem przekonana, że poznam kogoś fajnego, urodze dziecko i bedzie ok. Drugiego dnia stwierdzam, że każdy facet to cep i niechce mi się żyć.
Dowód na potwierdzenie; w grudniu była rocznica śmierci Johna Lennona i pokazano zdjęcie na którym John tulił i całował Yoko i mnie to zdjęcie doprowadziło do płaczu bo emanowało czułością. Jestem sama i bardzo brakuje mi męskiej czułości a jak już wspominałam wcześniej poznaje samych cepów ( wiem, że to troche zaostre, ale tak odczuwam). Chce zastrzec, że nie jestem laską która zatruła się Harleqiunami i wszystko mnie rozrzewnia.
W każdym razie, to było piękne zdjęcie i wierze, że mnie też spotka taka miłość.
Pocieszę Was kochane. Ja mam 35 i też jestem sama ![]()
Naczytałam się na tym forum i wniosek jest jeden: samotność jest okresem przejściowym, ale wierzą w to tylko osoby, które mają poczucie własnej wartości na odpowiednim poziomie. Wszyscy z niską samooceną uznają to za tragedię i widzą małe szanse na zmianę tego i skupiają się tylko na tym dojmującym poczuciu pustki.
A co do wahania nastroju, to znam to. Wczoraj byłam pełna nadziei, dziś dół. Ale tym razem jest inaczej, nie poddaję się i jutro idę na basen tak jak planowałam. Sama... Zamierzam bywać tam regularnie, mam nadzieję, że wytrwam. Zauważyłam, że gdy dokładniej planuję dzień, to mniejsze mam poczucie beznadziei i widzę światełko w tunelu.
Drogie trzydziestki, zainspirowałyście mnie do napisania wiersza, jak chcecie to zerknijcie, podaje link:http://www.allarte.pl/Nzc3Nw__df7239,oczyszczenie.html . Pozdrawiam serdecznie:)
Zwykle niedziela jest dla mnie najgorsza - taki rodzinny dzień. Dlatego właśnie niedzielę wybrałam na ten basen i naprawdę czuję się świetnie. Musiałam się trochę zmusić, bo ciężko było wybrać się samej, ale nie żałuję i zamierzam bywać tam regularnie
Polecam wszystkim, bo to coś dla ciała i super robi na głowę ![]()
Witaj. ja równiż jestem tu po raz pierwszy. Aga,to co napisałaś,to niewiele różni się od moich przeżyć,choć dużo bym musiała jeszcze dodać. JESTEŚMY warte miłości,i wszystkiego co najlepsze. Oj faky,ciężko zapomnieć,zwłaszcza jak się trafi jeden czy dwóch takich. Tez mam wahania a i czasem już wiary brak,ale to paradoks,ja tłumacze sobie tak,że będzie lepiej i trafi się ktoś kto szczerze doceni.pokocha. Drogie kobietki,siła w nas.
Ja znajduje siłe w drobnych rzeczach,w czymś co zrobie,co mnie cieszy,próbuje różności. . . To wszystko przejściowe. Uśmiech rodzi uśmiech,może od tego by zaczęć:)
pozdrawiam
Wita was 33^^
miałam podobne przeżycia do Waszych. Związki, które zrywałam, okresy samotności mimo masy znajomych itd...
Miłość przyszła w momencie gdy zrezygnowałam zupełnie. Kiedy pomyślałam - no tak 29 lat i chyba będę sama. Olałam zalotników i zdecydowałam, że albo ten jedyny z marzeń albo żaden. Ponieważ cały dzień otaczałam się ludźmi, często nowymi (przedst. handl) dodatkowo chodziłam na siłownię, zwiększało to prawdopodobieńswo napotkania fajnego mężczyzny. I właśnie w momencie gdy walnęłam focha na miłość i facetów, zjawił się On ;D
Niesamowicie się przy nim czułam, od początku wiedziałam, że chcę się przy nim zestarzeć. Jesteśmy bardzo podobni, mamy takie same podejście do świata, partnerstwa, miłości, seksu, wychowania dziecka.
Nadal jesteśmy razem, mamy ponad 2-letniego syna i szczęśliwe życie. Ja zaś mam 33 lata i nigdy nie byłam szczęśliwsza, nie czułam się piękniejsza... jestem spełniona
Miłość płata filge Kochane Kobiety ;D
Nigdy nie zakładajcie, że nie spotkacie wymarzonego faceta. Spotkacie - tylko go sprecyzujcie w głowie, jasno określcie jakiego byście chciały...
Działajcie i wychodźcie do ludzi ;]]
O samotności można mówić dużo i powstanie tyle historii ilu nas jest. I to jest straszne. Zapisałam się tutaj aby powoli zacząć panować nad tym jakie spustoszenie sieje ona w moim życiu. Gdy już myślałam, miałam nadzieję- to właśnie ta nadzieja mnie zniszczyła. czy wierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia? Gdy on staje się dla Ciebie całym światem odganiającym chmury, pomagającym a jego uśmiech sprawi że świat w około przestanie istnieć, spowolni swoje tempo... Tylko że on tego ani nie chce widzieć, ani nie jest zainteresowany innymi relacjami niż te które teraz są. Powtarzający się schemat... A nie chcę w wieku 30 lat rozejrzeć się dookoła siebie i nie widzieć go tam. przyjaciół już nie mam... w pewnym momencie zostałam sama... wiem... to moja wina. ale tego nie chciałam...
Witam was moje drogie! Też jestem nowa i po przeczytaniu tego wątku doszłam do wniosku, że muszę się zarejestrować bo wreszcie znalazłam miejsce gdzie ktoś mnie zrozumie. Mam 31 lat i też jestem samotna. Chyba nikt nie zrozumie tego tak dobrze jak ludzie mający ten sam problem. Moim znajomym nawet ciężko zrozumieć jak bardzo to czasem boli kiedy się wraca do domu z pracy i jest ta przerażająca cisza... Jednak nie wolno się łamać dziewczyny i trzeba iść do przodu. Ostatnio czytałam pewien artykuł i napisano tam, że miłość często sama przychodzi ale w momencie gdy przestajemy o niej myśleć, więc może to jest jakiś sposób?
Jednak nie wolno się łamać dziewczyny i trzeba iść do przodu. Ostatnio czytałam pewien artykuł i napisano tam, że miłość często sama przychodzi ale w momencie gdy przestajemy o niej myśleć, więc może to jest jakiś sposób?
Ale co wtedy gdy nie myślimy o niej i rzeczywiście sama zapuka do nas... a znowu ta nieszczęśliwa? I gdy już nie masz sił walczyć z samotnością a co dopiero z jednym z wielu czynników potęgujących samotność?- miłością która uświadamia mi każdego dnia jak wiele dzieje się dookoła cudownych rzeczy... a ja czuję się pominięta?
Wiem zupełny brak optymizmu.
22 2011-01-10 21:02:32 Ostatnio edytowany przez Aga30 (2011-01-10 21:03:45)
Mnie najbardziej martwi, że już nie zakocham się tak totalnie i po uszy, bo ciągle wydaje mi się, że tan ostatni facet był idealny. Ja nie potrafię żyć bez uczuć i jeśli coś jest "letnie" to momentalnie usycham i tracę zainteresowanie.
Wiem, że to myślenie trochę jest skrzywione, bo jeszcze do końca nie zapomniałam i kiedyś wszystko wróci do normy. Tylko że ja nigdy nie byłam dziewczyną, za którą uganiały się tłumy, jestem raczej zdystansowana do ludzi, bynajmniej na początku. To utrudnia poznawanie nowych ludzi. Dlatego ciągle się zastanawiam czy nie mam za wysokich wymagań, które jeszcze dodatkowo podkręcił ON... Od niedawna stosuję "sekret" - może to pomoże
Poczytajcie wątek o przyciąganiu - mi bardzo pomógł. W ogóle fajnie, że nie ja jedna mam takie rozterki, choć mam nadzieję, że wkrótce będziemy mieć szansę założenia jakichś pozytywnych wątków ![]()
Piszesz, że za tobą nigdy nie uganiały sie tłumy, a czy znasz dziewczynę za którą uganiają się tabuny mężczyny, bo ja nie. Mężczyźni są na to zbyt leniwi, pójdą tam gdzie konkurencja jest mniejsza; po co się wysilać???lub latają za jedna dziewczyną, bo w grupie razniej- nie dlatego, że ona tak ich kręci.
Uganiający sie mężczyźni, mężczyźni zdobywający kobiete - to należy do kanonu wielkich ściem, którą wymśliły kobiety, aby jakoś wytłumaczyć ich zachowania.
Mnie kilka osób też powiedział, że mam zbyt wysokie wymagania w stosunku do facetów- ja to widze inaczej; wiem jakiego chce faceta.
Nie bedziemy dziękowały na klęczkach na jakiegokolwiek chłopa, który zwrócił na nas uwage- my też możemy powybierać ( byle z głową).
Też jestem takiego zdania, nie chce pierwszego lepszego, bo jak mam budować z kimś związek bez przekonania? Ale lata lecą, a ten właściwy się nie pojawia... U mnie dochodzi jeszcze fakt, że coraz bardziej chciałabym mieć dziecko, presja wieku jest więc dodatkowo silna.
Aguś30, ja mam identyczne odczucia, też chciałabym mieć już rodzinę, dziecko.
Też zaczynam na poważnie myśleć o założeniu rodziny, tyle że kandytata na męża i ojca hipotetycznych dzieci brak.
No własnie to myslenie o założeniu rodziny wywołuje jeszcze większą presję... Zauważyłam też, że nie lubię spotykać się z koleżankami, które mają mężów, dzieci. Jakoś nie potrafię szczerze cieszyć się ich szczęściem, bo uświadamiają mi moje własne braki.
Znów mam kiepskie dni, znów myślę o nim i znów pojawia się wniosek, że jak on mnie nie chciał, to nikt nie będzie chciał... A już było dobrze...
Też JUŻ nie lubie koleżanek, mających męża i dzieci, bo boje się, że mnie to nie będzie nigdy dane.
Pojawił sie facet w moim życiu, który albo nie jest mną tak naprawde zainteresowany albo zamknięty w sobie ( wmawiam sobie drugą wersje, choć raczej bardziej prawdopodobna jest pierwsza- pozwalam sobie na samooszukiwanie).
Ale dziś mam dobry humor i patrze na niego z przymróżeniem oka
Niobe, to weź otwórz tego faceta jakoś
Fajnie, że ktoś się pojawił u Ciebie, u mnie zastój totalny
Ago staram się go otworzyć ( mam wrażenie, ze on siedzi w jakimś weklu, czy słoju) ale nie chce się też narzucać. To chłopak zamknięty w sobie i dość oschły, i dlaetgo nie bardzo wiem jak z nim postępować, by nie wystraszyć.
Ja ostatnio nikogo nie poznaję, nawet oschłych i zamkniętych
Co utwierdza mnie w przekonaniu, że coś ze mną nie tak. Ten mój ostatni facet-niefacet był bardzo przystojny i do dziś nie mogę wyjść z podziwu dlaczego mnie chciał
Ja nigdy nie szukałam w mężczyznach wyglądu, tylko siły wewnętrznej i inteligencji. Tak więc nie mam jakiegoś wyidealizowanego typu. Swojego wyglądu nie akceptuję, ale zdarzało mi się słyszeć nawet czasami (aczkolwiek rzadko
), że jestem piękna. Natomiast nigdy nie miałam powodzenia. Może chodzi o to, że wydaję się niedostępna, wręcz wyniosła, zbyt pewna siebie?... Nie wiem...
Witam , jakies 3 lata temu poznałam mojego obecnego faceta .. byliśmy bardzo szczęśliwi , wszystko robiliśmy razem , nawet razem zamieszkaliśmy a po pewnym czasie postanowiliśmy założyc rodzinę mamy malutką córeczkę było cudownie jak w bajce .. od jakiegoś roku mieszkam u rodziców z dzieckiem bo mieliśmy kłótnie ciągle i czułam że mnie zdradza i tak było spotykał się ze swoją byłą .. Kilka miesięcy temu pogodziliśmy się i przez jakiś czas było wspaniale , zaczeliśmy myślec o mieszkaniu i nawet w czerwcu tego roku mieliśmy zaplanowany ślub ... Ale znowu zaczęły się kłótnię co trzy dni zrywanie ze sobą , wyzywanie się wzajemnie troche to dziecinne ale tak było a teraz wogóle nie ma dla mnie czasu przychodzi do mnie 2 razy dziennie na 15 minut slub również odwołaliśmy .. nie wiem co mam robic bardzo go kocham a zarazem nie nawidzę codziennie płacze bo szkoda mi mojego dziecka tak bardzo ja kocham zawsze marzyłam żeby moje dziecko miało prawdziwą kochającą się rodzine jakiej ja nie miałam . Rozmawiam z moim facetem czego pragne czego chce i co zrobic zeby było lepiej oczywiście obiecanki cacanki obiecuje mi że będzie przychodził na czas i bedzie z nami spędzał troszke więcej czasu niz 15 min dziennie a nawet 15 min raz na dwa dni rozumiem że tez ma obowiązki ale jakie? nawet nie pracuje siedzi z kolegami całymi dniami za przeproszeniem h**j wie co robi .. a jak mam do niego pretensje że chce go zobaczyc że z córką tęsknimi za nim to awantórę robi że się czepiam a potem mi wypisuje że znajdzie se inną itp .. wiem że dziecko bardzo kocha bo to widac ale nie wiem co jest grane , pisze mi esemesy i dzwoni że mnie kocha że zrobi wszystko żebyśmy byli szczęśliwą rodziną ale co z tego jak nawet nie chce on o tym gadac ostatnio znowu pokłuciliśmy się pare dni się nie odzywaliśmy którgos dnia postanowiłam go odwiedzic i co zobaczyłam siedział z kolega i dwiema laskami .. dziwnie zareagował bo zaczoł płakac że wkońcu jestem że tesknił i że mnie kocha wyprosił gosci i nawet nie chciał mnie puścic do domu .. nie wiem co jest i co mam dalej robic nie chce tak życ ; ( kocham go
Od września nie mogę się pozbierać, zapomnieć. Dochodzi moje przekonanie o własnej bezwartościowości. W pracy sukcesy, a prywatnie porażka. Coś jest nie tak, nie potrafię nikogo sobą zainteresować. Co mam robić, jak uwierzyć, że zasługuję na miłość?
Moja droga mi pomogli przyjaciele. Też przechodziłam przez podobny kryzys egzystencjalny. Mogła bym to nawet nazwać depresją i załamaniem.
Nic nie było po mnie widać- do chwili jak przekraczałam próg własnego mieszkania. Wtedy łzy, żal i poczucie beznadziejności - to były moje towarzyszki.
Przyjaciele mnie wyciągnęli z tego bagna.
Wciąż mam poczucie, że jestem gorsza od innych, ale pracuję nad tym.
Teraz mogę powiedzieć z czystym sumieniem, ze nie jestem samotna ale sama.
Kiedy częściej się uśmiecham, większa ilość mężczyzn zwraca na mnie uwagę.
Sporo osób poznaję na basenie i w klubie fitness. Zawsze to miło porozmawiać i wyjśc do kina z kimś nowym.
Musisz się otworzyć na nowe znajomości. Nie szukaj na siłę bo nic dobrego z tego nie wyjdzie.
Jesteś młodziutka i jeszcze wiele pięknych rzeczy przed Tobą ![]()
Wierzę w to całym sercem!!!!!
lumos, dziękuję Ci bardzo za wsparcie, ale to wszystko nie jest takie proste. Ostatnio jakoś poluźniły się moje więzi z ludźmi, jestem nerwowa i mało tolrancyjna. Na basenie nikogo nie poznaję, w innych miejscach również. Są ludzie, do których inni się garną, a są tacy, którzy tworzą jakąś barierę - ja należę do tych ostatnich. To wszystko utrudnia wygrzebanie się z dołka
witam dopiero zaczynam pisać może mi pomożecie. Należę do osób szybko nawiązujących znajomości, jestem otwarta może nawet za bardzo, mam męża z którym jestem już od 8 lat a mimo to jestem samotna z każdym dniem bardziej. Czuje że powoli zaczynam się zamykać w sobie, stałam się nerwowa a czasami jestem jak cień człowieka. Gnębi mnie kilka spraw ale boje się o tym mówić więc może tu znajdę pomoc.
Aga30, może to zabrzmi banalnie, ale nie śpiesz się z założeniem rodziny. Wiem, każda o tym marzy, ja też należałam do tego grona. Dziś po wielu obserwacjach i doświadczeniach wiem, że szczęśliwa rodzina i małżeństwo to tylko w filmach, nawet w erze nie dają hihi. Jesteśmy same, ale lepiej samemu niż z jakimś kretynem. Ułoży się, liczę na to (jeszcze), że samotne nie umrzemy. Buziaki.
Samotność w związku jest zdecydowanie gorsza od być samotnym "w pojedynke" ale mniej widoczna. Samotne kobiety są bardziej widoczne, czesto im sie współczuje, często życzy by znalazły "tego kogoś". przez co są jeszcze bardziej zaszczute i wstydzą sie swojej samotności.
Mężatka nigdy nie jest samotna- mąż , dzieci, pies, dom, ogród- strażnicy broniący jej przed samotnością. A przecież każda z nas zna dziwczyny, czy kobiety będące w zwiazku, czy małżeństwie i czujące sie potwornie samotnie.
Tyle, ze nasza samotność jest bardziej widoczna.
Witam
mam 22 lata. niewiem czy dobrze trafiłam na forum ale chce napisać wyżalić się. mam meża który zawsze mówi przy moich problemcha ze bedzie dobrze nie mam sil juz tego słuchac!! moze zaczne od tego że poroniłam 4 lata temu .... i od tamtego momentu nie moge zajsc w ciąze. a w sylwetsra 2010/2011 dowiedziałam zę mam uszkodzona macice na 60% dzisiaj byłam u lekarza i sie tez sie dowiedziałam ze mam góza na macicy który wynosi 3 cm jestem załamana jesli sie okaże zlośliwy to beda musieli mi usunąć macice;( zastanawiacie sie dlaczego mam uszkodzona?? odpowiem wam teraz na to gdyz 2009 roku poddałam sie zabiegowi czyszczenia macicy na żadanie mojego lekarza bo krwawiła pod 2 tygodnie potem zrobili mi badanie histe... cos tam i lekarz i mój i ze szpitala poiwiedzieli ze ok jest wszytsko w styczniu nastepnego roku(w innym szpitalu jak pojechałam na badania) dowedziałam sie że nic nie jest ok bo miałam zakażen ie macicy i zadnych proszków n ie dostałam super co nie?? prosze was chce z wami troche popisać nie mam sie komu wyżalic
loona co u Ciebie? Dziewczyny czemu ten wątek stracił wazność?
Hehe, chyba dlatego, że powstało kilka podobnych
Przeczytałam jednym tchem wszystkie posty, mam doła, ale po tym co tu przeczytałam, jest mi lepiej, dostałam trochę otuchy
Odezwijcie się drogie Panie, co u was słychać?
Witajcie, zasilam grono samotnych....zastanawiam się czy to ja jestem taka pechowa czy trafiam na nieodpowiednich facetów....pierwszy związek 5 lat-totalna porażka, drugi to już małżeństwo-jeszcze gorzej-nic nie wyszło, nie należę do ,,kochliwych'' jestem raczej nieufna a tu i tak same porażki....przede mną rozprawy w sądzie o znęcanie a dopiero potem rozwodowa, nie wiem czy dam radę, panicznie się boję i zauważyłąm,że mam lęk przed ludźmi, boję się gdziekolwiek wyjść...po prostu mi wstyd..