Witam wszystkich serdecznie! Zdecydowałam się napisać a właściwie wypisać na tym forum wszystkie moje dziwactwa, lęki, obawy a może znajdzie się jakaś mądra osoba która albo coś mi doradzi albo da ,,kopniaka" do chęci do życia. Może zacznę od początku. Jestem młodą mężatką( 3 lata po ślubie), mamy przecudną, kochaną 2 letnią córeczkę która jest oczkiem w głowie całej rodziny. Mieszkamy w wynajętym mieszkaniu w małej miejscowości, prawdę mówiąc raczej to taka większa wioska. Mąż pracuje dużo, nawet bardzo dużo. jest kierowcą, zazwyczaj wyjeżdża z domu w nocy ok 2-3ej, wraca ok południa, zje obiad ,,bryknie" z małą nieraz nawet pół godziny i znów wyjeżdża. Jak nie w trasę to do jego rodziców( mają już swoje lata, ciężkie charaktery i sa sami-reszta rodzeństwa mieszka 200 km od nas, i nie ma dnia żeby nie było telefonu w stylu,, kiedy przyjedziesz bo to, podjedź bo tamto itp.) Nieraz mu mówię że ma 2 domy, nie ukrywam że czasem już mnie to doprowadza do szału, bo są to tacy ludzie którzy ciągle wymagają nie dając nic w zamian, a potrafią jeszcze wyżalić się rodzeństwu jak to my ich nie odwiedzamy, nie interesujemy się nimi itp. Tłumaczę to sobie jednak tak że jako dzieci musimy im pomagać i zacisnąć zęby ale czasem trudno to znieść tym bardziej że teściowa jest koszmarna i kompletnie niewdzięczna, ale to już inna bajka. Kontynuując, mąż wraca ok 22-ej, jak nietrudno zgadnąć kompletnie wykończony, zasypia nad kolacją a ja nie mam sumienia i gonię go spać bo w nocy znów wstaje. Janie pracuję-nie mogę przynajmniej dopóki mała nie pójdzie do przedszkola. Moja mama ciągle jeszcze dorabia razem z tatą bo póki co żadnej renty nie mają a co gorsza jeszcze troszkę czasu upłynie zanim będą mogli sobie porządnie odpocząć. Fakt, proponowała mi że zostanie z małą od wiosny a ja mam sobie czegoś poszukać, ale nie mam sumienia bo wiem że jakoś to przetrwam(mam nadzieję:) a im będzie ciężko pracować i cały dzień zajmować się mała rozrabiarą prawda? Wystarczy że mogę ją podrzucić jak jadę na samotne zakupy(mężuś nigdy nigdy nie ma czasu). Teściowej nie ufam kompletnie, byłam już świadkiem jak opiekowała się wnuczką-córeczką szwagierki-więc dziękuję, krzyki, przekleństwa itp szkoda gadać.Do tego jest po ciężkim wylewie i zawale, więc choćby przyszło mi zwariować w domu, malutkiej u teściowej nie zostawię nawet na 5 minut. Mąż faktycznie pracuje za nas dwoje, na moje prośby i marudzenie żeby troszkę odpuścił i odpoczął od razu się napusza i słyszę teksty typu,,pewnie siądźmy, leżmy a z nieba nam spadnie" i koniec tematu bo zazwyczaj wybucha awantura i on wychodzi twierdząc że szkoda w ogóle wracać do domu bo tu tylko marudzenie, narzekanie, pretensje i ,, skrzywiona" baba. A ja po całym dniu z małą, przekładaniu miśków, lalek i szykowaniu jedzonka, praniu itp marzę żeby się przytulić odpocząć, pogadać. No właśnie pogadać-to też problem, bo mój mąż jak wróci to nawet zmęczony ale co pilot w łapkę i tvn turbo, a moje gadanie przelatuje gdzieś koło uszu. jak mu powiem że mam ochotę pogadać, jakby nie było jest trochę spraw do omówienia, to sie oburza i stwierdza że ja mam tv 24h na dobę i że jemu to już się nic nie należy tylko robić i robić. Dziś też od rana planowałam, właściwie to planowaliśmy razem miły wieczór, jakoś nam ostatnio ciężko o takie wieczory kiedy jest w miarę kumaty i nie jedzie w nocy. Przygotowałam winko świeczki dzieciątko wymęczyłam żeby wcześniej zasnęło i dało spokojnie pogadać, została kąpiel i czekanie na fajny wieczorek. Tym bardziej że odkąd jest mała nasze łóżkowe sprawy to bardzo ciężki temat(spotykamy się może z 2 razy w miesiącu-niewiem dlaczego ale ciągle jestem zmęczona, na jego zaczepki zawsze reaguję wykrętem, nie mam za grosz ochoty na ,,te" sprawy) Więc planuję fajny wieczór( bo dziś wyjątkowo mam roje motyli w brzuchu) mąż szczęśliwy bo już po południu przedstawiam mu co planuję, a on wraca wieczorkiem i rzuca że chłopaki podjadą po radio, ja z oburzeniem że dasz im radio i im podziękujesz no bo nasz wieczór, on że raczej tak i co????Siedzą już od 8ei przy 2ej flaszeczce(żeby nie było mój mąż zaproponował)a ja siedzę z winem w ręce łzami w oczach bo wystawił mnie jak małolatę. jestem wściekła ale bardziej jest mi przykro że tak po prostu odrzucił coś co nie jest na codzień( naprawdę jest z tym ciężko), już kichać ten seks ale brakuje mi naszej bliskośći, oddalamy się coraz bardziej od siebie, ja już jestem zmęczona codziennym wywiadem w stylu jak tam, jak droga, co nowego itp.bo odpowie ale tak 2 słowa dosłownie a na pytania czy wszystko ok wścieka się że jest zmęczony i chce odpocząć i nie chce mu się gadać!!!!A mi się chce i problem gotowy. Jestem już coraz bardziej nerwowa, wyładowuję się na wszystkim, ale najgorzej boli mnie to że moja kochana kicia na mnie patrzy, znosi moje ataki furii, krzyki, złośći- cholera wstyd mi że ma taką matkę no!!!Już myślałam o psychologu-bo te nerwy mnie zjedzą, ale jak wspomnę mężowi o tym jak się czuję-że nie mam w ogóle radości nic mnie nie cieszy łażę ciągle smutna chce mi się płakać z byle powodu i drę się o wszystko jak jakaś głupia normalnie to słyszę że to nic tylko BRAK ZAJĘCIA!!!Już sama niewiem ,może ma rację?Teraz słyszę że mój ślubny już jest w dobrych miejscach-pewnie zaśnie zanim jeszcze się zdąży położyć, jutro przeprosi a na moje zarzuty że zachował się nie fair usłyszę że nic takiego się przecież nie stało, jak wypije raz na rok to mu się należy bo ciągle tylko jeździ, i pewnie znów zakończy si o kłótnią w stylu o co ci chodzi, tobie to by się przydał inny facet zrozumiałabyś że nie masz racji marudo, zrzędo itp itd.Będę kończyć bo mała mi się przebudza. Mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto patrząc z boku napisze jak to wygląd i co robić, bo przyznam że tęsknię za dziewczyną jaką byłam jeszcze 2 lata temu. Pozdrawiam wszystkich i z góry dziękuje!
Podobne tematy
Milla witaj..
piszesz wszystko w wielkich emocjach..rozumiem Cię...
czasy są tak cieżkie jeżeli chodzi o pracę i pieniążki...ale przecież gdzies w tej pogoni gubimy nawzajem siebie, swoje uczucia , pragnienia, bliskość...
zapominamy o tym co najważniejsze- o Sobie nawzajem
O potrzebie rozmowy
o Potrzebie bliskości
O potrzebie rozmowy
I nagle potem przystajemy ...a obok nas jest pustka, jest mur zbudowany z wielu lat milczenia , obojetności i pośpiechu...
zapominamy Co tak naprawdę jest najważniejsze.
Droga Millo- nie wierz mężowi gdy mówi że masz złe samopoczucie bo brak zajęć. Bycie matką, kucharką i sprzataczką- nie płatne ale jakże meczące...nie zauważane...ale przecież wszędzie widoczne...
Porozmawiaj na spokojnie z meżem..myślę że on też bardzo cieszył się na ten wieczór...ale faceci tak mają że boją się skompromitować lub wyjść na pantoflarza/ w ich mniemaniu/
Porozmawiaj z mężem o swoich potrzebach...nie ejsteś gorsza bo nie pracujesz zawodowo- TY PRACUJESZ!!!! i to 24h na dobę...
Powodzenia:)
Milla co cie dopadło, hmmm proza życia po prostu.
Moja babcia zawsze mówiła że małżeństwo jest jak pszenny placek z rodzynkami, musisz najeść się czasem dużo chleba by znaleźć rodzynka.
Każda z nas przechodziła w swoim związku takie sytuacje jak u ciebie. Tylko od twojej miłości do męża zależy czy zawalczysz o waszą rodzinę.
O atmosferę w domu nie okłamujmy się w większości dba zona, zwłaszcza jeśli nie pracuje ale i ta pracująca też..
znasz swojego męża lepiej , ja tu co przeczytałam nie widzę za wiele strasznego w jego zachowaniu , mimo iż owszem fajnie było by żeby poświęcał więcej czasu na rodzinę.
Piszesz że mąż jest zaradny, bardzo ciężko pracuje a gdy wraca ty sfrustrowana urządzasz mu jazdy.
Kochana tu nie wolno tak robić bo on przestanie całkiem wracać do domu a znajdzie sobie pocieszenie typu wódka , lub inna.
Sa różne wyjścia z sytuacji gdy chcesz by on był częściej w domu,lub gdy chcesz by pozbył się kolegów prędzej.
Możesz mu mówić otwarcie chce zostań w domu bo cie potrzebuję, bo boli mnie że zaharujesz się a ja jedyny pożytek z tego jak będę miała to to że będę młoda bogata wdową..
Jak wróci z pracy daj mu odpocząć godzinę a potem ustalcie co robicie potem we dwoje.
Pokaz mu że dom to ciepło, to miła atmosfera i zatęskni za tym, nie ma innej możliwości.
Wiem że gdy człowiek weźmie ślub to myśli że atmosfera czułości nie zgaśnie, ale życie zabiera nam czas, dostarcza kłopotów.
Poza tym mężczyznom trzeba mówić otwarcie , chce byś znalazł jutro czas na dwie godziny dla nas, gdy zawali to rano powiedzieć ranisz mnie celowo, obiecałeś i nie dotrzymałeś ty słowa.
Trzeba mówić im że sa świetnymi ludzmi ale nie widza że ranią swoim zachowaniem, rozmowa taka musi być przeprowadzona na spokojnie.
Mimo iż będzie ci się gotować w środku to nie daj się sprowokować tu chodzi o waszą rodzinę.
Ja też kiedyś czekałam z utęsknieniem na męża po kilkunastu godzinach w domu i oczekiwałam ze zainteresuje mnie wszystkim, co widział, co słyszał...A on tylko zjadł i padał, kawa i po godzinie łaskawie mówił no choc pogadamy, siadałam a on to mów do mnie.
A sam okiem na tv, słucham cie słucham a właściwie mogłam gadać z pudłem.
Zmieniłam te nawyki dwa lata ciężkiej pracy, teraz często on mi mówi masz swoje zajęcia a ja to tylko mi dajesz pilota a ja tez chce ciebie dla siebie...
Znalazłam hobby, odnowiłam kontakt ze znajomymi i to że nie pracuje to się nie nudzę, mąż zrobił się zazdrosny o mój czas, mój uśmiech.
Musisz mieć swoje zajęcia pasję, mężczyzna nie może być do dostarczania rozrywki. Zobaczysz że zacznie sie interesować dlaczego ci błyszczą oczy.
4 2011-01-06 01:55:51 Ostatnio edytowany przez różyczka (2011-01-06 01:56:59)
Przepraszam dwa posty mi wkleiło już ok
Milla co cie dopadło, hmmm proza życia po prostu.
Moja babcia zawsze mówiła że małżeństwo jest jak pszenny placek z rodzynkami, musisz najeść się czasem dużo chleba by znaleźć rodzynka.
Każda z nas przechodziła w swoim związku takie sytuacje jak u ciebie. Tylko od twojej miłości do męża zależy czy zawalczysz o waszą rodzinę.
O atmosferę w domu nie okłamujmy się w większości dba zona, zwłaszcza jeśli nie pracuje ale i ta pracująca też..
znasz swojego męża lepiej , ja tu co przeczytałam nie widzę za wiele strasznego w jego zachowaniu , mimo iż owszem fajnie było by żeby poświęcał więcej czasu na rodzinę.Piszesz że mąż jest zaradny, bardzo ciężko pracuje a gdy wraca ty sfrustrowana urządzasz mu jazdy.
Kochana tu nie wolno tak robić bo on przestanie całkiem wracać do domu a znajdzie sobie pocieszenie typu wódka , lub inna.Sa różne wyjścia z sytuacji gdy chcesz by on był częściej w domu,lub gdy chcesz by pozbył się kolegów prędzej.
Możesz mu mówić otwarcie chce zostań w domu bo cie potrzebuję, bo boli mnie że zaharujesz się a ja jedyny pożytek z tego jak będę miała to to że będę młoda bogata wdową..
Jak wróci z pracy daj mu odpocząć godzinę a potem ustalcie co robicie potem we dwoje.
Pokaz mu że dom to ciepło, to miła atmosfera i zatęskni za tym, nie ma innej możliwości.Wiem że gdy człowiek weźmie ślub to myśli że atmosfera czułości nie zgaśnie, ale życie zabiera nam czas, dostarcza kłopotów.
Poza tym mężczyznom trzeba mówić otwarcie , chce byś znalazł jutro czas na dwie godziny dla nas, gdy zawali to rano powiedzieć ranisz mnie celowo, obiecałeś i nie dotrzymałeś ty słowa.
Trzeba mówić im że sa świetnymi ludzmi ale nie widza że ranią swoim zachowaniem, rozmowa taka musi być przeprowadzona na spokojnie.
Mimo iż będzie ci się gotować w środku to nie daj się sprowokować tu chodzi o waszą rodzinę.Ja też kiedyś czekałam z utęsknieniem na męża po kilkunastu godzinach w domu i oczekiwałam ze zainteresuje mnie wszystkim, co widział, co słyszał...A on tylko zjadł i padał, kawa i po godzinie łaskawie mówił no choc pogadamy, siadałam a on to mów do mnie.
A sam okiem na tv, słucham cie słucham a właściwie mogłam gadać z pudłem.Zmieniłam te nawyki dwa lata ciężkiej pracy, teraz często on mi mówi masz swoje zajęcia a ja to tylko mi dajesz pilota a ja tez chce ciebie dla siebie...
Znalazłam hobby, odnowiłam kontakt ze znajomymi i to że nie pracuje to się nie nudzę, mąż zrobił się zazdrosny o mój czas, mój uśmiech.
Musisz mieć swoje zajęcia pasję, mężczyzna nie może być do dostarczania rozrywki. Zobaczysz że zacznie sie interesować dlaczego ci błyszczą oczy.
wszytsko to świeta racja, ja tez czasem zachowywalam sie w ten sposob i mialam pretensje do niego o byle co
wiem, ze tak nie mozna, i jedyne wyjkscie jest takie jak napisalaróżyczka mieć swoje hobby, zajecie, cos cos nam daje radosc nam samym to jest naprawde dobra rada, wiem to po sobie i rozmaowa, ale bez wyrzutow, szczera otwarta bez obrazania sie
trzymam kciuki, zeby sie udalo ![]()
Dziękuję za miłe słowa:) Nawet nie myślałam że opinia kogoś z zewnątrz może dodać siły, troszkę zawstydzić ale tak zupełnie pozytywnie, dając wiarę we własne siły, możliwości i w to że nie ma rady-musi być dobrze. Czuję się troszkę jak taka faktycznie zrzęda która nie pomoże a chodzi i narzeka.Mój mężusio chrapie jak smok ale przed zaśnięciem na wpół przytomny przysiadł do mnie do komputera i chciał oglądać projekty domów(po cichutku planujemy budowę ale nigdy nie ma czasu na konkrety), nerwy troszkę puściły bo ta jego mina niewiniątka zrobiła swoje. Wiem że mnie kocha i mu zależy ale czasem tak bardzo mnie zawodzi. Napewno spróbuję spokojnie przekazać mu to co myślę, bo macie rację, emocje szczególnie te złe mogą tylko narobić niepotrzebnego zamieszania. A hobby to świetny pomysł tylko będzie troszkę trudniej z realizacją. Przed urodzeniem małej nałogowo jeździłam konno-to było coś na co czekałam, pożyczaliśmy konie i jeździliśmy po okolicy nieraz całymi dniami-czasem za tym tęsknię. Ale po dość niefortunnym upadku troszkę się już boję i chyba nie będę miała już z tego takiej frajdy jak kiedyś. Koleżanki które mam a z którymi można naprawdę fajnie spędzić czas mieszkają z babciami, intensywnie pracują zawodowo i jakoś nigdy nie mają czasu na kawę czy pogaduchy a przyznam że to też byłoby coś miłego. Ostatnio rozważam nawet remont starego domu obok nowego moich rodziców i zamieszkanie tam przynajmniej dopóki nie postawimy tego naszego wymarzonego domeczku, byłoby mi raźniej na co dzień bo siostra z mężem mieszkają razem z rodzicami i u nich zawsze jest wesoło, coś się dzieje, jest z kim pogadać ale niewiem czy nie będzie to swego rodzaju samobójstwo-jednak przyzwyczajenie do niezależności robi swoje?Ale może już nie będę nikogo zamęczać swoimi problemami, każda z Was na pewno ma swoje dlatego bardzo serdecznie dziękuję że znalazłyście czas i ochotę żeby troszkę podnieść mnie do pionu. Takich słów było mi trzeba. Pozdrawiam serdecznie!
Milla -Jazda konna to cudowna sprawa:) ja też jeżdżę i też spadłam z konia... :(jeżeli naprawdę to była twoja pasja..postaraj się znowu wsiąść na konia -bo to naprawdę fantastyczna sprawa...
Millo -nie jesteś zrzędą, masz prawo do mówienia co czujesz, z jakiego powodu Ci smutno,masz prawo do swojego szczescia....ja też tego powoli się uczę...pomagają mi w tym osoby które tutaj na forum są i tobie też chcemy pomóc.
Swietnei by było gdybyś miała jakiś znajomych, z którymi mogłabyś się spotkac i pogadać...
Trzymam za ciebie kciuki ![]()
Dziękuję za miłe słowa:) Nawet nie myślałam że opinia kogoś z zewnątrz może dodać siły, troszkę zawstydzić ale tak zupełnie pozytywnie, dając wiarę we własne siły, możliwości i w to że nie ma rady-musi być dobrze. Czuję się troszkę jak taka faktycznie zrzęda która nie pomoże a chodzi i narzeka.Mój mężusio chrapie jak smok ale przed zaśnięciem na wpół przytomny przysiadł do mnie do komputera i chciał oglądać projekty domów(po cichutku planujemy budowę ale nigdy nie ma czasu na konkrety), nerwy troszkę puściły bo ta jego mina niewiniątka zrobiła swoje. Wiem że mnie kocha i mu zależy ale czasem tak bardzo mnie zawodzi. Napewno spróbuję spokojnie przekazać mu to co myślę, bo macie rację, emocje szczególnie te złe mogą tylko narobić niepotrzebnego zamieszania. A hobby to świetny pomysł tylko będzie troszkę trudniej z realizacją. Przed urodzeniem małej nałogowo jeździłam konno-to było coś na co czekałam, pożyczaliśmy konie i jeździliśmy po okolicy nieraz całymi dniami-czasem za tym tęsknię. Ale po dość niefortunnym upadku troszkę się już boję i chyba nie będę miała już z tego takiej frajdy jak kiedyś. Koleżanki które mam a z którymi można naprawdę fajnie spędzić czas mieszkają z babciami, intensywnie pracują zawodowo i jakoś nigdy nie mają czasu na kawę czy pogaduchy a przyznam że to też byłoby coś miłego. Ostatnio rozważam nawet remont starego domu obok nowego moich rodziców i zamieszkanie tam przynajmniej dopóki nie postawimy tego naszego wymarzonego domeczku, byłoby mi raźniej na co dzień bo siostra z mężem mieszkają razem z rodzicami i u nich zawsze jest wesoło, coś się dzieje, jest z kim pogadać ale niewiem czy nie będzie to swego rodzaju samobójstwo-jednak przyzwyczajenie do niezależności robi swoje?Ale może już nie będę nikogo zamęczać swoimi problemami, każda z Was na pewno ma swoje dlatego bardzo serdecznie dziękuję że znalazłyście czas i ochotę żeby troszkę podnieść mnie do pionu. Takich słów było mi trzeba. Pozdrawiam serdecznie!
nie ma za co dziękować ![]()
Kochana ja równiez tak jak Doris uwazam, ze powinnas spróbować z tą jazdą konna raz jeszcze, pomału nie musisz od razu wsiadać, ale stopniowo tak zeby sie oswoić na nowo ![]()
i nie mysl, ze jestes zrzadą, kazdy ma prawo do gorszego dnia, malego zalamania i mniejszej wiary,wazne, zeby umiec sie w sobie zebrac i spojrzac na wszystko inaczej.
Mysle, ze jesli jestescie przyzwyczajeni do mieszkania sami to nie powinnas sie decydowac na przeprowadzke az tak blisko rodziny, zrobisz jak uwazasz, ale pamietaj, ze wszędzie dobrze gdzie nas nie ma ![]()
trzymam kciuki i trzymaj sie dzielnie :*