Moje drogie, od pewnego czasu mam problem. Kilka miesięcy temu poznałam chłopaka. On- zakochał się we mnie, ja- kompletnie nic. On nie podoba mi się po prostu fizycznie, nic mnie w nim nie pociąga i z racji tego, chciałabym zachować między nami jakiś cielesny dystans. Niestety kompletnie nic z tego nie wychodzi. Mamy wspólnych znajomych więc widujemy się dosyć często. Pomimo moich usilnych starań zawsze ląduje na krześle obok niego i wtedy zaczyna się zabawa. On doskonale wie, że nic do niego nie czuje, ale generalnie non stop szuka pretekstu żeby mnie dotknąć. Przechodząc obok mnie łapie mnie za talie, drapie delikatnie po plecach. Kiedy siedzimy obok siebie i on chce zacząć ze mną rozmowę, a ja akurat patrze gdzieś w inną stronę, to nie wystarczy mu zwrócenie się do mnie po imieniu. Zaczyna swoje głaskanie po ramieniu, ręce, odgarnianie mi włosów z szyi i szeptanie czegoś na ucho. Koszmarnie mnie to męczy. Ja nie jestem z natury jakaś niedotykalska, sama nie zwracam uwagi na to jak ktoś tam mnie dotknie czy wykona jakiś tego typu gest, ale w jego wydaniu po prostu koszmarnie mnie to irytuje. Jego dotyk chyba mnie po prostu brzydzi, ale zastanawiam się czy ja nie robię z igły widły? Ale to dochodzi do tego, że nie wychodzę z domu ze znajomymi, kiedy on też ma być, bo nie mam ochoty przez cały wieczór czuć na sobie jego łapska. Mam z nim pogadać, a jeżeli tak, to co mu powiedzieć? Czy po prostu wyolbrzymiam sobie jakiś problem, związany z czymś tak naturalnym jak ludzki dotyk?
Nie wiem, czy dobrze umieściłam wątek, jak źle to sorry ![]()