Witam. Mam problem z chłopakiem. Nie wiem czy bycie z nim ma sens. Jesteśmy ze sobą od 3 lat a jego zachowanie sprawia, że ciągle czuję się niepewnie w tym związku. Nie wiem być może to moja wina. Chwilami nie wiem co mam już robić i nie mam już siły.
Pokłóciliśmy się. W większości kłócimy się tylko o jedną rzecz. Kiedyś domyśliłam się, że mój chłopak się onanizuje przed zdjęciami, teledyskami, odwiedza wiadomo jakie strony. Powiedział, że robi to kilka razy w tygodniu, i że czasem nawet więcej niż raz dziennie. Wchodził też na czaty i podrywał małolaty ale to jeszcze za czasów "nie bycia razem". Potem z tym skończył. Poczytałam trochę na ten temat i stwierdziłam, że takie zachowanie nie prowadzi do niczego dobrego. Wręcz uzależnia. To było około roku temu. Staram się obecnie to kontrolować. Umówiliśmy się, że zawsze gdy będzie miał ochotę na coś takiego powie mi to i nie zrobi tego jak nie powiem, że może. Na początku trudno mu było wytrzymać tydzień, czasem się udawało, czasem nie. teraz może wytrzymać około 2 tyg. Muszę się z nim jednak o to wykłócać. Wiem, że to śmiesznie wygląda ale to jest dla mnie straszne i niezrozumiałe bo ja staram się go zaspokoić a on po 1 dniu od przyjazdu ode mnie mówi, że nie może już wytrzymać i ma ochotę coś obejrzeć. Poza tym mówi, że wpędzam go w kompleksy i poczucie winy i strach, że jest uzależniony.
Kurcze czy to ja jestem dziwna, że mnie to boli i najzwyczajniej w świecie wierze, że to uzależnia czy on bo uważa, że to normalne.
Ja uważam, że to normalne ale gdy np nie ma się nikogo albo ludzie są przez długi czas daleko od siebie.
Jeżeli on ma ochotę to zrobić to dotąd będzie marudził, narzekał aż w końcu to zrobi. Wiem, że czasem mną manipuluje tak naciskając aż ulegnę.
Myślę, że najlepiej gdyby poszedł do lekarza ale on nie chce. Mnie zaczyna brakować sił, tym bardziej, że przez to zaczyna nam się coraz bardziej nie układać. On mówi, że jestem zbyt wymagająca, i że go nie akceptuję. Ja boję się o niego, że się jeszcze bardziej uzależni i o siebie, że mnie przez to w przyszłości skrzywdzi. On się stara ale ale, że tak powiem jak mu się chce to nic do niego nie dociera i jest zły a jak już to zrobi to nie chce o tym rozmawiać. Dodam, że gdy wyjeżdza na studia nie robi tego sam i tam go nie ciągnie do tego problem pojawia się gdy jest w domu. Jak ja inaczej mogę mu pomóc?
Jest jeszcze ta sprawa, że mam wrażenie, że on nie wie sam czy mnie kocha. Nie myśli o stabilizacji po 3 latach związku wręcz mówi że się nie ożeni. Nie mówi ze kocha, teskni itp. prawie wcale. Mówi, że narzekam na niego, nie chce rozmawiać o problemach, zbywa mnie, mówi że jestem cały czas niezadowolona. Gdy coś próbuję zasugerować to puszcza tekst" ja się już tyle zmieniłem, nie chcę już się zmieniać i udawać, chce być onanistą i babiarzem czyli takim jakim naprawdę jestem i jak ci nie pasuje to poszukaj sobie kogoś kto będzie ci odpowiadał". Czuję, że w tym związku to niestety ja kocham bardziej i bardziej chcę. Cóż niestety nie potrafię być twarda. Wymiękam. Za bardzo go kocham. Czasem myślę, że to nie ma sensu i dla swojego dobra powinnam go zostawić a czasem, że to ja jestem dziwna i inna niż wszystkie dziewczyny. Jak zwykle teraz powiedział, że śpi a ja siedze i rycze jak glupia.Proszę napiszcie szczerze co myślicie.