Postanowiłam założyć ten wątek bo zastanawia mnie to co się dzieje z miłością tzn.dlaczego w związkach z dłuższym stażem dzieje sie tak ze te osoby nie sa juz ze soba tak blisko jak na poczatku?dlaczego przestaja tak bardzo sie starac? To bardzo przykre bo my kogos bardzo kochamy a on jest poprostu do nas ,,przyzwyczajony ,,
1 2010-12-14 20:38:54 Ostatnio edytowany przez malwina17 (2010-12-14 20:42:50)
Podobne tematy
myśle że nie masz racji ja jestem w związku 5 lat i kocham meża jeszcze bardziej niż na początku. Może jest troche inaczej ale napewno to miłość nie przyzwyczajenie...
Ale nie chodzi we wszystkich zwiazkach tak jest.A zdarza sie tak ze to dziala z jednej strony np.kobieta nadal kocha mezczyzne a on poprostu juz tego tak nie czuje...
myśle że trzeba cały czas się starać żeby nie popaść w rutyne. Trzeba pamiętać o słowe kocham cię i innych drobnych gestach. Bo później ciężko przywrócić miłość. Np moi rodzice wogóle nie umieją okażywać sobie uczuć moja mama nawet nie mówi do taty po imieniu tylko woła ojciec.
Właśnie przykre takie coś jest...a jak myslisz moze skoro jedna osoba po dlugim zwiazku nadal kocha ta druga a ta druga juz tego nie okazuje,byc moze nawet jest na to obojetna na slowa kocham to czy ta milosc ze strony drugiej osoby byla w ogole kiedys? Czy sie wypalila?jesli to mozliwe
6 2010-12-14 21:04:09 Ostatnio edytowany przez malwina17 (2010-12-14 21:09:38)
dlaczego po dluzszym czasie niektorzy ludzie staja sie obojetni?
Nie jestem może zbyt doświadczona w tej sprawie, nie wiem, po jakim czasie staż związku staje się już tym "długim stażem". Ja będąc w 2letnim związku bardzo męczyłam się w przejście w tą "normalność"- no bo jak to, już tak nie tęskni, patrzy jakoś tak inaczej, motyle dawno odfrunęły i co? Ja w stosunku do partnera miałam dokładnie tak samo. Tylko po ostatnich wydarzeniach (rozstanie- powrót), nauczyłam się jednej rzeczy- sztuką jest odnaleźć się w tej rzeczywistości bez fajerwerków. I właśnie tą normalność pokochałam, tak samo jak on. Bo mimo tego, że nie ma tej początkowej fascynacji, to żyjemy w przeświadczeniu, że i tak jest super.
Kiedyś myślałam inaczej, ale teraz jestem przeciwniczką "pracy nad związkiem". To dla mnie sztuczne i mechaniczne. Albo kogoś kochasz i akceptujesz jego wady, albo usilnie chcesz je ukryć, albo wyeliminować. A jeśli za wadę uważam np. upartość i ktoś próbuje mnie tej upartości oduczyć "w imię związku", to z pewnością mu się to nie uda. ![]()