czytałam kiedyś podobne wypowiedzi.
Dziś wstałam rano, i coś we mnie się obudziło.
Ostatnio, ja i mój partner mamy sporo problemów. Jak już wcześniej mówiłam w innych moim wypowiedziach, zaczęły się gdy On zaczął coraz częściej wychodzić "na piwo" po czym wracał zalany, na drugi dzień wszystkiego się wyrzekając. Jest człowiekiem, który nie ma samokontroli. A mnie to przeszkadza, z tego względu, że już dzieciństwo miałam z alkoholikiem.
Wstałam rano, i niestety patrząc na mój pierścionek od niego dotarło do mnie, że to wszystko nie ma sensu. Te słowa, które kiedyś do mnie mówił wydają się teraz całkowicie puste.
Coś go zmieniło. Czuję, że przestało mu zależeć, nie kocha jak kochał. Czuję, że jestem z innym człowiekiem, nie z takim jakiego poznałam.
I jestem już tym zmęczona. Obietnice, brak dotrzymywania słowa, a teraz kłamstwa.
Gdyby wykazał zainteresowanie...
Niedługo czeka mnie sporo egzaminów, do tego jego praca. Bardzo Go kocham, i umiałabym zrobić dla niego wszystko, to że toleruje to do tej pory co robił. Niestety, ile można ? Nie mogę być z nim i czuć się tak "niekochaną" nie chcianą....
Nie chcę tego robić, ale niestety muszę się poważnie zastanowić czy nie przerwać tego związku.
Co mi radzicie ? Walczyć do końca? A może to już jest koniec .... ?