Cześć.
Jeśli pisze w złym miejscu to serdecznie przeprasza.
Mój problem jest następujący: Jestem z moją narzeczoną już 5 lat i wszystko było ok a nawet więcej niż ok, tzn wszystko ładnie pięknie, czasami kłótnia (mniejsza większa) ale zawsze nawet w kłótni czuć było ze nam zależy. A tu od pewnego czasu (jakiś miesiąc) wcale się mną nie interesuje, nie zależy jej na mnie, przestała mi cokolwiek mówić i okazywać. Starałem się z nią rozmawiać,pytać i tłumaczyć ze coś powinna zmienić ale żadnej reakcji a jeśli już jest to trwa od 5 minut do maksymalnie 2 dni. Ostatnio w kłótni (o ten problem) powiedziałem jej twierdząco że wiem że kogoś ma (zmyśliłem to, z resztą pierwszy raz w życiu jej takie coś powiedziałem) i odpowiedziała że nikogo nie ma jednak po chwili dodała że może jednak kogoś ma.Potem tłumaczyła że powiedziała to w złości by mi dogryść. Staram się i kombiniuje na różne sposoby, nawet rozmowy na jej ulubiony temat o którym może gadać godzinami niczym nie skutkują. Po prostu zaczyna się zamykać pomału przede mną. Więcej mówi swojej siostrze (mam z nią bardzo dobry kontakt stąd wiem) a kiedyś wszystko sobie mówiliśmy i nawet w kłótni potafiła się przytulić i pocałować. Np ostatnio była w domu (nie mieszkamy razem) i pytałem czy przyjedzie do mnie byśmy się spotkali, odpowiedz była przecząca jednak gdy godzinę później postanowiła pojechać na zakupy (mama ją poprosiła) to stwierdziła ze możemy pod warunkiem że z nią pojadę. Czuję że spotyka się ze mną tylko gdy coś chce. Planowaliśmy razem zamieszkać po wakacjach, ale teraz gdy wszystko się sypie zastanawiam się czy warto, Kocham Ją i planuje całe życie z nią ale sam już nie wiem o co chodzi. Próbowałem już chyba wszystkiego.
Myślałem że trochę ją (Was kobiety) rozumiem ale teraz głupieje.
Jak któraś z was może coś podpowiedzieć to będę wdzięczny. Jeśli ja coś źle robię to mówcie wprost bo chce by było dobrze jak kiedyś. Dziękuje.