Witam Was netkobietki. Nie wiem czy ten wątek który chcę napisać znajduje się na odpowiednim miejscu. Mieszkam z rodzicami i ostatnio u nich zauważyłam dziwne zachowanie może dlatego,że nie mają wnuków. Chcę zostać matką jak najbardziej ale jakoś w moim życiu nie mogę trafić na odpowiedniego faceta nie dawno się roztałam z kimś chociaż go ciągle kocham ale ok to nie o mnie chcę tu pisać. Moi rodzice rozmawiają ze zwierzętami jak z dziećmi gdyby ktoś zobaczył ich z ukrycia nie jeden by się uśmiał. Ok ludzie rozmawiają czasami z swoimi zwierzętami bo sama rozmawiałam z psem kiedy żył ale rodzice inaczej rozmawiają takie słowa jak np kicia i po imieniu i coś tam mowią zaś za nimi latają i szukają ich po domu bawią się z nimi mamy koty w domu i widzę,że oni bardziej się kotami interesują niż ludzmi zdarza się,że zwierzęta są mądrzejsze od ludzi bo ja kocham zwierzęta ale dajce luz rodzice to już chyba dostali na głowę nigdy tacy nie byli wręcz przeciwnie któregoś roku mieliśmy aż za dużo kotów to mama postanowila im skrócić życie.
Podobne tematy
hehe - a one odpowiadaja? Co mowia? :PPP O co dokladnie chodzi z ta rozmowa?
hmm... ja mam też zwierzęta w domu i jakby ktoś nas czasem z ukrycia zobaczyl, jak my z nimi rozmawiamy i sie z nimi obchodzimy, to też pewnie wiele osob by sie zdziwilo z lekka. U mnie to na zwierzeta sie chucha i dmucha, czasem mnie to wkurza, bo jak psa wypuszcze i nie daj Boze zatrzasne drzwi, tak ze musi spedzic na dworze 5 minut w chlodna pogode, to juz mam ochrzan
Serio. W ogole lubimy (tata wprowadzil taki trend) mowic do zwierzat jezykiem spieszczonym ,ja tak caly czas mowi, w ogole podczas dnia kieruje bardzo duzo komunikatow slownych do naszych zwierzat, stosuje jakies zaczepne zdania, zartobliwe, w zartach je wyzywam, a one odbieraja to pozytywnie. Lubimy rozmawiac ze zwierzetami - to prawda;). Czasem przemknie taka mysl, czy oby wszystko jest z nami ok, no ale my tak mamy - takze to chyba nie jest takie rzadkie... W ogole lubie tak do zwierzat pieszczotliwie mowic i spieszczac jezyk, bo np. do dzieci to nie wolno tak mowic, trzeba mowic poprawnie, bo sie moga zle nauczyc, a do zwierzat mozna:)
Być może to zachowanie jest dziwne, ale dobrze świadczy o twoich rodzicach. Pokazuje, że mają serce i mimo upływu lat wciąż potrafią znaleźć dobre strony życia.
Jak miałam psa to też z nim rozmawiałam. mówiłam "Atosik chcesz iść na dwórek?" itp
a jak miałam zły dzień to przychodził do mnie i zlizywał mi łzy, a wtedy ja go przytulałam i mówiłam, że aby on mnie na tym świecie tak rozumie i aby na niego mogę liczyć ![]()
Uważam, że to normalne ![]()
Może rzeczywiście chcieliby mieć już wnuki,jak sama stwierdziłaś i przelewają miłość na zwierzęta :-)
Podobno wszelkie zachowanie, które nie krzywdzi nikogo z otoczenia jest normalne. Czemu żałujesz rodzicom tak wyrażanej radości życia? Niech sobie gadają do zwierzaków skoro to sprawia im przyjemność i uciechę ![]()
No właśnie... ale mam inny problem związany z tym tematem... Bo ogólnie to rodzinnie jesteśmy bardzo wrażliwi, a zwłaszcza, jeśli chodzi o zwierzęta. Martwi mnie to czasem, bo wydaje mi sie, że nam to utrudnia życie. Przywiązujemy się do każdego zwierzęcia, które się u nas znajdzie, czy to podrzucone, czy to wzięte od kogoś, kto "nie wie, jak sie nim opiekować". nigdy nie zdecydowałabym sie na uśpienie małych kotków, nawet takich, które jeszcze nie widzą... bo dla mnie jedynym rozwiązaniem jest odchowanie ich (do schronikska takich malych nie biorą), po czym takie zwierzątka wzięte tylko na odchowanie - zostaja po części u nas. Bo się zżyliśmy. Mam jeszcze inne zwierzęta, od 10 lat ponad i opieka nad nimi wraz z ich wzrostem jest coraz trudniejsza, nie mogę im juz tez zapewnić najlepszych warunków (mało miejsca itp), chciałabym oddać komuś, kto się nimi dobrze zajmie, ale sie boję, że będa mnie gryzły wyrzuty sumienia do końca życia, że kiedyś za nimi zatęsknię...;( A ich hodowla już naprawdę mnie przerasta. W moim pokoju zwykle śmierdzi, tzn stale utrzymuje się nieprzyjemny zapach, na ścianach okresowo pojawia sie grzybek (bo to zwierzęta wodne), mam problemy z zatokami, ale nie mam serca ich oddać! Nie po to je brałam, żeby teraz im niepewny los zgotować. To nie jedyne zwierzęta, które są u nas i są uciążliwe. W dodatku każde musi być w innym pomieszczeniu i trzeba pilnować, żeby sobie krzywdy nie zrobiły (taka syt jest stosunkowo od niedawna). Mamy nadzieje, że sie do siebie przyzwyczaja, ale nie wiadomo i cały czas stres. Brzydki zapach, stres itp, ale ja nie mam serca pooddawać, nawet jeśli jeszcze małe. Tzn część oddana, ale coś zostało. Bardzo dużo mi przynoszą roadości, ale również wiele mnie kosztuje to psychicznie czasem. Inni mówią: uśpić i sie nie cykają, mają ważniejesze sprawy na głowie niż jakieś zwierzątka, a w moim domu wszystko się wokól tych zwierząt kręci... Co Wy o tym sądzicie?
Według mnie sytuacja opisana przez autorkę wątku jest normalna ![]()
U mnie w domu też się gada ze zwierzętami. Sama to robię, a jak jest mi smutno, biorę kota na ręce, wypłakuję się w jego futerko i gadam do niego hehe
Fajnie tak czasem wygadać się, wiedząc że ta istotka nam nie odpowie a co za tym idzie potencjalnie nie skrytykuje
Moja mama tez gada i bracia gadali ![]()
9 2010-12-05 22:25:39 Ostatnio edytowany przez karlayn3 (2010-12-05 22:26:36)
No jak dla mnie to normalne. Ja nie lubię psów ale jak nieraz zostaję sama z psem mojego chłopaka to też do niego gadam różne i to naprawdę różne rzeczy
Też się czasem zastanawiam czy jestem normalna
Ale myślę, że raczej tak, to jest normalne. Moja koleżanka ma dwie siostry, ich mama ma kotka który jest dla niej jak syn ( no bo trzy kobietki i żadnego synka
) no i tak gada z nim i na śniadanie dziecko woła, i obiadki mu robi i kolacje...i na spacerki zabiera i łóżeczko ścieli, żeby synek miał wygodnie
haha jak się tam przyjdzie to faktycznie ma się wrażenie że to chłopiec, tylko przemieniony w kotka ![]()