Wiatm Was drogie Panie:) Jestem Mężczyzną mam 21 lat... Czytając wasze historie postanowiłem napisać na kobiecym forum, mam nadzieje że się nie pogniewacie?
A zatem, są mężczyźni którzy kłamią, robią wszystko na pokaz.... Ale są też takie kobiety.... Domyślacie się pewnie dlaczego tutaj pisze, gdybym był szczęśliwie zakochany z pewnością bym tutaj nie napisał.
Rok temu poznałem wspaniałą kobiete 2 lata starsza, piękna i w ogóle wydawała się być godną zaufania osobą. Poznaliśmy się na imprezie ona była tam ze swoim chłopakiem ja byłem sam, fajnie się bawiliśmy i w ogóle, na początku nie miałem nic na myśli, nawet nie przyszło by mi na myśl zacząć podrywać zajętą kobiete.
Jej spojrzenia, uśmieszki... Dość dużo wypiła, jej chłopak pił z kolegami... Podeszła do mnie z zaczęliśmy ze sobą rozmawiać (mówię sympatyczna dziewczyna).. aż w końcu powiedziała że jej się podobam (szok, nie wiedziałem co mam myśleć) No i zapytała czy ja jej się podobam. Ja powiedziałem że fajną dziewczyną jest ale ma chłopaka i w ogóle.. Ona powiedziała że on ma ją w tyłku i się im nie układa (zmusiło mnie to do refleksji , może spotkałem miłość swojego życia???) Potańczyliśmy trochę rozmawialiśmy, z faktu że nie pije ona była zdziwiona i namawiała mnie do picia (skusiłem się)
Koniec imprezy wszyscy wychodzą do domu a ona do mnie powiedziała że się odezwie (Hmm... znów chwila przemyśleń, o co jej tak naprawde chodzi)
Kolejny dzień jak mówiła tak zrobiła, dostałem sms'a od niej : Cześć co u ciebie? Przepraszam za wczoraj głupio mi ale była pijana więc wiesz... (hmm..)
Pisaliśmy ze sobą rozmawialiśmy, fajnie się wszystko układało... Aż pewnego dnia napisała mi że rozstała się ze swoim, płakała i w ogóle ciężko jej było... (nie miałem zamiaru do niej jechać jej pocieszać, pomyślałem że to po prostu chwilowy kryzys w związku, a ja nikomu nie chce psuć życia) po ok 1 miesiąca po rozstaniu wydało się być wszystko w porządku, mówiła że to nie chłopak dla niej, że ciągle się z nim kłóci... Zbliżał się 14 lutego, przygotowałem dla niej wielką walentynkę i chciałem zaprosić na kolacje ( Poczuła by sie lepiej, chciałem jej sprawić przyjemność).
2 dni przed walentynkami dostaje sms'a : Znów jestem z nim zrobił coś wyjątkowego. (walentynka do kosza i wszystkie plany szlag trafił)
Właśnie tego dnia jak do mnie napisała sms'a poczułem ból, jakiego wcześniej nie czułem... Poruszyło mnie to więc coś nie tak ze mną?? Zakochałem się? (myśle sobie, niech będzie szczęśliwa)
Dzień po walentynkach zaprosiła mnie do siebie na obiad smile Fajnie było, miło i w ogóle dogadywaliśmy się... Po spotkaniu napisała mi że podobam jej się jeszcze bardziej niz wcześniej..
(pomyślałem że coś tu znów nie tak, ma chłopaka, a koledze mówi taki rzeczy?) Postanowiłem zerwać z nią kontakt, ignorowałem ją, nie odpisywałem, nie odbierałem telefonu, nie chciałem się spotykać... (dziewczyna ma chłopaka więc daj sobie spokój!!) Pewnego dnia napisała mi: "nigdy bym się nie spodziewała że tak się zachowasz, że właśnie ty! Teraz wiem że nic do mnie nie czujesz!" (hm... ruszyło mnie to:)) Napisałem jej, pewnie się domyślacie co... (głupi byłem ehh...) ale napisałem jej że ma chłopaka wiec to nie ma sensu. Ona powiedziała że ma wyrzuty sumienia, ale chce ze mną cały czas utrzymywać kontakt, pisać rozmawiać i spotykać sie.. (zgodziłem się)
Wszystko było w porządku, ona wciąż mi mówiła że nadal jej się nie układa że nie chce już tak żyć, płakała ( jak wiadomo mnie też to bolało, ponieważ pojawiło się uczucie)
Rzadko sie spotykaliśmy, uważałem że tak będzie lepiej dla niej (nie chciałem mieszać sie do jej życia, a za razem chciałem być z nią)... Nadszedł okres przedwakacyjny, powiedziałem jej że wyjeżdżam daleko do pracy i sie długo nie będziemy widzieć... Pisała do mnie czy musze wyjeżdżać, czy nie moge pracować gdzieś na miejscu.. (może popełniłem błąd że wyjechałem, mogłem zostać i starać się o nią).. Gdy byłem już w drodze do miejsca pracy zadzwoniła do mnie i powiedziała że na pewno poznam tam kobiete swoich marzeń i zapomne o niej.... (zaprzeczyłem)
Wyjechałem z zamiarem aby zapomnieć o niej i dać jej spokój... (ogarnij sie!! ta dziewczyna ma chłopaka!!), ale wtedy okazałbym sie kłamcą... Więc Ograniczyłem kontakt z nią do minimum...
I znów sms: Widze że się męczysz więc zapomnij o mnie już... . (bardzo wiele czułem nie wiedziałem co robić? Chciałem dla niej dobra) Postanowiłem się urwać jednak kontakt z nią..
PEwnego wieczoru zadzwniła zapłakana i powiedziała że nie może o mnie zapomnieć, że nikt jej tyle bólu nie sprawił... (wtedy powiedziałem jej co naprawde czuje)Powiedziała że nigdy w życiu czegoś podobnego nie czuła...
Minęły 2 miesiące dzień w dzień rozmawialiśmy ze sobą mnóstwo smsów, nawet chciała przyjechać do mnie, ale nie przyjechała ze względu na to że pracowała..(super się układało)
bodajże jakoś na początku sierpnia zadzwoniła wieczorem... Powiedziała mi że z związek z jej chłopakiem skończył się już na zawsze, że już na pewno do niego nie wróci. (ucieszyłem się, a zarazem starałem się ją wspierać jakoś przez telefon)
Wróciłem z "wakacji" i umówiliśmy się na spotkanie, było bardzo miło i fajnie powiedziała że jestem super chłopakiem że właśnie o takim marzyła, mam same zalety.. Powiedziała mi że jestem osobą która odmieni jej życie na lepsze..
Nie zwlekając zbyt długo postanowiłem jej miesiąć późnej wyznać miłość powiedziałem na prawde co do niej czuje... (kolejny błąd:()
Ona Powiedziała mi że ma wielkie uczucia ale wciąż myśli o byłym ... Ja na to że będzie lepiej gdy damy sobie troche czasu niech wszystko to przemyśli poukłada sobie... Po jakimś miesiącu milczenia napisała mi że już sobie wszystko poukładała że już jest super. Zapytałem czy moge jej zaufać: Powiedziała że tak! Spotkaliśmy się (od tamtego spotkania się z nią nie widziałem)
Rozmawialiśmy powiedziała że nie może być z kimś a wciąż będzie myśleć o byłym, mówiła że nie chce nikogo ranić, powiedziała że chce być sama (zabolało ) Powiedziała że wciąż chce by było tak jak wcześniej i że ma nadzieje że nikogo przez ten czas nie pozna... (byłem smutny, zawiedziony, a zarazem szczęśliwy że będę mógł być przy niej chociaż w ten sposób)
Po tym wszystkim coś się zepsuło, gdy ja dzwoniłem nie miała czasu aby rozmawiać gdy pisałem , zlewała mnie i nawet nie odpisywała... (ból straszny przecież mówiła co innego) trwało to długo, jej zachowanie diametralnie się zmieniło, nie wiedziałem co mam myśleć( tyle mówiła , pisała a teraz co?) Postanowiłem napisać jej list miłosny wyznałem miłość, (ponieważ mam jako takie zdolnośc artystyczne , narysowałem jej twarz w wielkim sercu i podpisałem że na zawsze w nim pozostanie) Znów minęło dużo czasu, a ona się nie odezwała nawet... Próbowałem się kontaktować ona robiła to co wcześniej zlewała była obojętna (tym sposobem rozdarła moje serce na pół)
Napisałem jej że będzie lepiej gdy nie bede utrzymywał z nią kontaktu bo ma wystarczająco dużo problemów i spraw.... To były moje ostatnie słowa.... do dziś nic, nawet się nie odezwała....
Sie rozpisałem:( Naprawde rozumiem co czujecie , również czuje sie oszukany i nie wiem co mam robić, chętnie bym walczył o nią, ale pewnie ona mnie nie chce nawet widzieć... . Poddać sie co robić ?? Jak myślicie?? Ja bym mógł na nią czekać latami ale nie w taki sposób... Gdy zobacze ją z jakimś innym facetem nie wiem jak ja się pozbieram... Teraz jest mi ciężko a co będzie później? Napiszcie co myślicie w końcu jesteście kobietami, może jeszcze nie wszystko stracone? Chyba jako jedyny mężczyzna tu pisze , ale coż też jestem człowiekiem i mam uczucia, zranione uczucia...
Pozdrawiam Was gorąco!