Witajcie, w dużym telegraficznym skrócie... Byłem z Kobietą ponad 6 lat, odeszła do innego, niestety muszę to przyznać, to była w dużej części moja wina, sam sobie na to zasłużyłem to trzeba przyznać. Próbowałem o nią walczyć, niestety, to była walka z wiatrakami, walka z czymś czego nie mogłem wygrać... Ona go już kochała. Od tego wydarzenia, z tego co mi się o uszy obiło od kilku osób, to chyba trafiła na tego swojego wymarzonego więc, chciał nie chciał, musiałem się z tym pogodzić. Mija już prawie 4 lata od rozstania a ja wciąż nie mogę sobie życia jakkolwiek ułożyć. Czuję się tak jak by przy odejściu wyssała ze mnie wszystko to co najlepsze, zostawiając jakieś szczątki mnie. Obecnie czasem spotykam się z jakimiś Kobietami, ale po kilku spotkaniach robię się zupełnie obojętny, więc z miejsca sobie mówię że nie będę robił jej żadnych nadziei i tak się kontakt może nie urywa ale zostaje co najwyżej na stopie koleżeńskiej, a w środku się czuje tak jak bym nie miał żadnych uczuć, jak był pusty, zupełnie pusty, wszystko mi się robi obojętne, życie mi się robi obojętne, nie mam żadnej motywacji do tego żeby iść dalej, na przód, zastanawiam się czy ja po tym co kiedyś miałem potrafię jeszcze pokochać kogoś, tak szczerze, tak żebym świata nie widział, być szczęśliwym, mieć chęć do życia, mieć dla kogo żyć... Pomóżcie, podpowiedzcie ![]()
Podobne tematy
Dodam że przez ten cały czas poznałem dosłownie 2 Kobiety które wzbudziły (chyba) jakiekolwiek uczucia, jedna to dosłownie po 3 tygodniach od mojego spotkania z nią poznała chyba swoją drugą połówkę, obecnie ma męża i dziecko, a druga mnie totalnie olała ![]()
P.S. Jestem tu nowy, jeżeli taki post już był to przepraszam moderatora. P.S. 2 Mimo że jestem facetem to dobrze by było posłuchać jakiegoś głosu ze strony Kobiet na ten temat, tym bardziej że jakoś miła atmosfera tutaj panuje.
Chodzisz, jesz, śpisz, pracujesz, myślisz, czujesz (jakie by to nie były uczucia)...czyli żyjesz...czyli zakochasz się jeszcze miłością niewyobrażalną nawet dla Ciebie samego, bo pewnego dnia spotkasz kobietę dla której zakończysz żałobę po poprzednim związku.
Witaj! Chcę Ci powiedzieć ,że podoba mi się ,że nie robisz kobietom nadziei jesli czujesz ,że to nie to.Nie bawisz się czyimiś uczuciami,nie szukasz zemsty na kobietach za nie udany zwiazek.Tak zachowuje się odpowiedzialny i poważny mężczyzna.Uważam ,że potrafisz kochać prawdziwą miłością tylko potrzebujesz wiecej czasu by znów pokochać.Proszę nie zrozum mnie żle,ale jeśli takie zniechęcenie utrzyma się jeszcze przez jakiś czas to może warto porozmawiać z psychologiem.Myślę,że mogę powiedzieć ,że czułam się tak jak Ty (zostałam porzucona po kilku latach związku)i straciłam dużo czasu bo nie mogłam się otrzasnąć a dziś wiem ,że powinnam wtedy szukać pomocy bo życie mamy tylko jedno.
nolina
To piękne zakończenie
Witaj! Chcę Ci powiedzieć ,że podoba mi się ,że nie robisz kobietom nadziei jesli czujesz ,że to nie to.Nie bawisz się czyimiś uczuciami,nie szukasz zemsty na kobietach za nie udany zwiazek.Tak zachowuje się odpowiedzialny i poważny mężczyzna.Uważam ,że potrafisz kochać prawdziwą miłością tylko potrzebujesz wiecej czasu by znów pokochać.Proszę nie zrozum mnie żle,ale jeśli takie zniechęcenie utrzyma się jeszcze przez jakiś czas to może warto porozmawiać z psychologiem.Myślę,że mogę powiedzieć ,że czułam się tak jak Ty (zostałam porzucona po kilku latach związku)i straciłam dużo czasu bo nie mogłam się otrzasnąć a dziś wiem ,że powinnam wtedy szukać pomocy bo życie mamy tylko jedno.
Nie obraziłaś mnie bo nie było czym, widzisz, trzeba sobie zdawać sprawę co się ma w sobie, jakie uczucia i co się z nami dzieje i przyznam się że o rozmowie z psychologiem już myślałem, ale nie byłem pewien czy to faktycznie problem z którym powinienem się tam udać ale widać że i całkiem możliwe. Dziękuję Ci za radę, bo każde słowo jest cenne gdy człowiek potrzebuje pomocy.
Witaj
Nie wiem, czy to Cię pocieszy, ale nie jesteś sam
Mam identycznie. Kilka lat temu, po sześciu latach rozstałam się z chłopakiem. Wiadomo, po rozstaniu ciężko było się pozbierać. Ale udało się, i nawet polubiłam moje życie wolnego ptaka
. Od tamtej pory, poznając kogoś nowego, na początku faza zauroczenia, "motyle" itp, trzy tygodnie mijają i mam dosyć, wszystko zaczyna mnie irytować, staję się obojętna. Mówię, że jednak nie jestem jeszcze gotowa na nowy związek i mykam.
Teraz, po kilku miesiącach nie wchodzenia w żadne (oprócz czystko kumpelskich) relacji z facetami (nie chciałam nikogo ranić), znów pojawił się ktoś(jeszcze z nikim chyba nie miałam tak wiele wspólnych zainteresowań). Ponownie zauroczenie; poznałam, polubiałam, wkręciłam się. Od miesiąca niby jesteśmy parą. A ja znów mam dosyć... I dosyć siebie, że sama nie wiem, czego chcę
I też jawnie myślę, żeby pójść do jakiegoś specjalisty... Tylko nie wiem, czy jakiś ogarnie to wszystko ![]()
Pozdrawiam
ps. Sorry za chaotyczność.
samotnik_1234 - jak mi to ktoś kiedyś powiedział "Nic na siłę" co prawda minęły 4 lata i wydaje ci się że to długo, ale tak nie jest czasem całe lata szukamy, cierpimy i w momencie gdy stwierdzamy "mnie już nic dobrego nie spotka/ nie ma mojej połówki" nagle niewiadomo jak i kiedy pojawia się ta/ten i potem już jest dobrze. Najważniejsze to nie zniechęcać się, żyć pełnią życia być otwartym na nowe znajomości , żeby nie minąć tej przeznaczonej. Ona gdzieś jest tylko jeszcze się nie spotkaliście. Daj szansę przeznaczeniu ale sam musisz mu pomóc.
Wiem co czujesz i doskonale Cię rozumiem. Ja też kochałam chłopaka któy mnie zostawił, zdradził z koleżanką z pracy. Bardzo długo to przeżywałam, i od tamtej pory nie potrafie sobie życia ułożyć.Żaden facet mi nie pasuje, być może poruwnuje go do tego pierwszego, którego naprawde kochałam. Kaażdy facet wydaje mi się, że tak samo postąpi, rozkocha w sobie i zostawi lub zdradzi. Sama nie weim może musi minoć więcej czasu, albo musze znów ponownie zakochać się tak na poważnie czas pokaże już ponad rok czasu jestem sama, i coraz bardziej mi to przeszkadza, z emoze za bardzo przebieram ![]()
o matko! wez sie w garsc i zyj..milosc przyjdzie-albo i nie...;)
Wszystkim tak łatwo pisać...weź się w garść, żyj dalej, a miłość sama przyjdzie. A ja go rozumiem...mnie zostawił narzeczony, nawet bez krótkiego wyjaśnienia dlaczego, po latach spędzonych razem...Wspólne mieszkanie, marzenia i plany które mieliśmy razem...nagle wszystko się rozpadło. Później psycholog, walka samej z sobą o to by przeżyć kolejny dzień... I wiecie co, mimo tego wszystkiego, wielu rozmów i przemyśleń, nie wierze że kogoś spotkam, nie wierze już w prawdziwą miłość i strasznie boje się samotności. Nie da się tak po prostu zapomnieć o osobie która była dla ciebie całym światem, którą się kochało nawet jeżeli ona przestała... Mimo że ja czuję sie na przegranej pozycji, Tobie samotnik_1234 życzę powodzenia w walce z samym sobą, żeby nie opuszczały cie siły i nadzieja bo może gdzieś za rogiem czeka twoja kobieta.
Okej, mi tam już nie zależy tak bardzo na wielkiej miłości. Może nie umiem pokochać. Ma ktoś patenta, jak zatem nauczyć się przynajmniej bliskości?
Tak po prostu być z kimś kogo się lubi.
Nie mam na myśli oszukiwania tego kogoś.
Po prostu nie umiem być z kimś z kim nie łączy mnie szaleńczy romans - a to źle. Bo miłość to nie jest szaleńczy romans, tylko ciepła codzienność
.
I mam wrażenie, że jeżeli się tego nie nauczę - miłości nigdy nie spotkam.
Zatem - jak się tego nauczyć? ![]()
ŻADEN psycholog nie uleczy cie od miłości..z tego nie da rady się wyleczyć..tylko że u jednych to trwa latami ,a u innych całe życie...
nadzieja umiera ostatnia..
Witaj,
Weszlam tu dzis po ponad roku,i zobaczylam co pisalam,w jakim stanie musialam byc..Dzis jest to dla mnie troche smieszne,a zarowno tragiczne bo dalej sie u mnie nic nie zmienilo!!!!! mam podobnie jak Ty nie potrafie znalezc sobie tej drugiej polówki..Mysle,ze wynika to juz z tego im jestesmy starsi mamy wieksze oczekiwania wobec drugiej osoby,nie jestesmy juz tacy spontaniczni,energiczni i pelni szalonych pomysłow,Teraz patrzymy kategoria moj przyszly maz,zona!!! i czy z ta osoba chce spedzic zycie przynajmniej Ja tak mam...Dodam,ze te moje myslenie jest bardzoooo bledne bo nie potrafie zyc chwila spotykac sie dla przyjemnosci,,,a moze cos z tego by wyniklo.Tylko szukam dziury w calym i jak juz mi cos nie odpowiada odpuszczam...Dodam,ze moje kolezanki i koledzy twierdza,juz ze szukam ksiecia z bajki,a ich juz dawno nie ma!!!Napewno to idzie w dwie strony..Takze,zycze sobie i Tobie odwagi i powodzenia..hehe Napisze znow Pozdrawiam
Niestety, kiedy kończą się związki, chociaż jedna strona kocha - zawsze umiera coś w środku
Po trochu, powoli, ale zawsze. I te wszystkie urazy przeradzają się w brak umiejętności pokochania i uczuć wyższych.
Zawsze znajdzie się ten ktoś, kto odgrzebie i przeremontuje. A i na nogi postawi, kto wie ![]()
Nie lepiej PRZED przeanalizować potencjalne plusy i minusy? Minusów jest zdecydowanie więcej.
Nie ma żadnej miłości. Tylko szukanie frajera.