jestem wlasnie taka- samotna z rodziną mam dzieci (3) jedno niepelnoletnie -gimnazjum. Nie mam mężą- rozwiodłam się i nie szukam partnera. Nie wiem czy jestem normalna czy już wariuję, Dzieci mająmnie w nosie, jestem im potrzebna tylko wtedy gdy cos im moge dac( opieka nad dziecmi , porada, itp) jak niczego ode mnie nie potzrebują to ja dla nich nie istnieję , wcale nie oczekuje zeby o mnie zabiegali ale chcialbym aby czasem tak bezinteresownie ze mną pgadali. Niedlugo swieta i tradycyjnie spedze je z tą njmlodszą bo corka z zieciem co roku jada do jego rodzicow a na wielkanoc jego rodzice przyjezdzają do nas, bo oni nie mogą zostac na swieta sami( ja mogę i zostaję) . jak corka potrzebuje mojej pomocy zawsze wie ze ja jestem ale poza tym nie ma czasu( ja czas zawszemam. Dzisiaj odmowilam jej pomocy ( byl ziec w domu ktory powinien jej pomóc i pomógł po kłutni) teraz córka się nie oddzywa do mnie. Nie wiem czy mam racje bo ona uwaza ze nie , ale ja tez mam prawo byc zmeczona i tez moze mi sie nie chciecczegos zrobic czy gdzies z nią iść. Obrazila sie bo ja powiedzialam ze nie chce mi sie isc niech jej mąż z nią idzie ja musze zrobic zakupy, ugotowac obiad( w koncu ja mam tą najmlodszą córkę i obowiążki wobec niej i naprawde nie chcialo mi sie nigdzie isc, gdyby zięcia nie bylo to nawet nie wspomnialabym ze niechce mi sie czy ze jest mi to nie na reke. Ona od razu stwierdziula ze ja mam humory, moze i miala racje ale ja od razu przypomnialam sobie ze tylko wtedy o mnie pamietaja jak cos chcą a przewaznie jestem powietrzem, przeciez dobrze wiem ze ziec nie pozwala zeby corka siedziala ze mną w kuchni i rozmawiala, ma o to do niej pretensje, ja to im powiedzialam, teraz juz jej nie wywoluje jak sie do mnie odezwie ale ...
a moze ja jestem nienormalna?
niech ktos sie do mnie odezwie i powie co o tym mysli.
Podobne tematy
Ja myślę, że nie jesteś WCALE nienormalna. Trochę ci się dzieciaki rozpieściły i tyle. Zapominają, że matka TYŻ człowiek. Ba, zapominają, że matce od nich należy się dobre traktowanie
Nie łam się i nie daj się. Do czego to podobne, żebyś nie mogła z córką pogadać w 4 oczy, bo zięciuniowi się to nie podoba. Matka ma swoje prawa, może chcesz jej się wypłakać w kamizelkę, nie jego interes. Przez to że została jego żoną nie przestała być twoim dzieckiem. Kichaj na niego a córce wytłumacz.
Mam sytuację podobną do twojej jak przez kalkę. Dorosłe córki poszły w świat (choć niedaleko) a gimnazjalistka jeszcze w domu. Też spędzamy święta same, bo oni mają drugich rodziców, ale to mi akurat nie przeszkadza, bo lubię spokój
Ps. I też jestem rozwódką
Masz rację i swoje prawa, nie daj się zakrakać. Nie dajmy się obie ![]()
dziekuje ci za te slowa, myslalam ze mi juz szjba z powodu wieku odbija , ja tez lubie spokój ale jednak boze narodzenie jest takie smutne na dodatek gdy sie widzi jak oni jadą do tych drugich zeby nie byli sami , ziec swoją matke malo na oltarzu nie posadzi tylko ja jestem na boku dla nich. ja mam taki charakter ze sama usuwamsie zeby nikomu nie przeszkadzac , boję sie byc zawadą .
pierwszy raz spotrykam taką osobę jak ty i to na dodatek z takim samym niewypalem rodzinnym ,
Bardzo gorąco cie pozdrawiam
Pozdrawiam wzajemnie
Ja jestem na etapie uczenia się miłości do samej siebie, bo też zawsze cofałam się w cień. Weszłam na to forum bo potrzebowałam wsparcia jako że nie potrafię się pozbierać po rozstaniu z partnerem, mimo, że minęło już 15 miesięcy. I okazało się, że wszystko dlatego, że nie kocham sama siebie, odsuwam swoje potrzeby na 2 plan itp. W wątkach "grupa wsparcia dla kochających za bardzo" i "dlaczego zdradzani są głupi" są fajne i mądre dziewczyny. Dzięki nim staje na nogi i zmieniam się na lepsze, uczę asertywności. Może sobie poczytasz? Myślę, że ten problem dotyczy nie tylko relacji z partnerami ale również z innymi bliskimi. Trzymaj się cieplutko ![]()
I wygląda na to ze same sobie jestesmy winne , bo dla dobra dzieci, mezow partnerow wycofujemy sie w cien zeby tylko ich zaspokoic, ja tez sama siebie nie kocham , nigdy nie kochalam, wręcz nie lubie siebie. Pamietam ja bylam dzieckiem i mama uczyla mnie pacierza a przy .....będziesz milowal blizniego swego jak siebie samego" ja nie rozumialam co to znaczy i mama powiedziala ze czlowiek najbardziej kocha siebie i innych tez ma tak kochac to ja juz wtedy powiedzialam ze ja siebie wcale nie lubie.
Jutro poczytam polecone przez ciebie tematy na forum. czasem jest tak bardzo ciezko i wlasnie dzisiaj mialam taki zly dzien.
dziekuje ci jeszcze raz ze sie do mnie odezwalas, tylkoty jedna, ja mam w sobie cos takiego ze nikt ze mną nie chce rozmawiac,( mam na mysli internet) widzisz gdybys ty sie nie odezwala to tylko wyc do ksiezyca..
Pustelnica oj jak ja bym chciała czasem zamknąć drzwi i w święta rozkoszować się spokojem, zapachem choinki, masa świec.
Zrobić sobie święta dobroci dla siebie, mieć czas na dogadzanie, na kąpiel w spokoju, bez walenia do drzwi...
Kochana rodzinka przyzwyczaiła się że mamusia zawsze jest na skinienie pora ich oduczyć...Kto powiedział że bycie samemu nie może być super, ważne byś myślała o sobie, własnych potrzebach, i nowych pasjach???
A może by tak zacząć np wpisać w google ciekawostki w twojej okolicy, może będą jakieś festyny, czy może wydarzenia kulturalne?Odkurz swoje zainteresowania, i nie bój się być zdrowo egoistyczna dla siebie..
Nie martw się da się zwalczyć samotność, nawet jak się jest jak ja godzinami sama w domu, i jeszcze chorowita.
I wygląda na to ze same sobie jestesmy winne...ja tez sama siebie nie kocham , nigdy nie kochalam, wręcz nie lubie siebie...mama uczyla mnie pacierza a przy .....będziesz milowal blizniego swego jak siebie samego" ja nie rozumialam co to znaczy i mama powiedziala ze czlowiek najbardziej kocha siebie i innych tez ma tak kochac to ja juz wtedy powiedzialam ze ja siebie wcale nie lubie.
Hola, hola, pustelnicokochana - nie mów tak, nie róbmy więcej tego błędu. To NIE NASZA wina:) to zlepek okoliczności: cechy wrodzone i nabyte, charakter i temperament (cholibka, nie pamiętam już które nabyte, które wrodzone
psiakość skleroza).
Po drugie ten "byt co to kształtuje świadomość". Nie mówili ci czasem - "siedź w kącie, sami cię znajdą"(?)(znaczy ceń się?) "prawdziwa cnota krytyk się nie boi" (nie tłumacz się, tylko winni się tłumaczą) Nota bene do dziś nie rozumiem jak można kochać kogo jak siebie samego - kogoś to ho, ho - wszystko do stópek, aby zobaczyć ten uśmiech, zdobyć akceptację, dla kogoś to góry przenosić...Ech...czasem jest tak bardzo ciezko i wlasnie dzisiaj mialam taki zly dzien.
dziekuje ci jeszcze raz ze sie do mnie odezwalas, tylkoty jedna, ja mam w sobie cos takiego ze nikt ze mną nie chce rozmawiac,( mam na mysli internet)...
Jak widzisz, nie ja jedna. Nie masz w sobie nic takiegodaj czas ludziom. Bo to nie czat, ludzie różnie siedzą przy kompach, czasem pusto, czasem latają po innych wątkach... Pozdrawiam i życzę miłej niedzieli
Sorry, znów coś pokręciłam z tym komputerem i w twoje słowa wplotłam swoje odpowiedzi. Wybacz ![]()
różyczko jasne ze fajnie jest byc samemu wtedy gdy ma sie dosc rodziny ja lubie jak oni gdzies jadą czy wychodzą na dzialke wtedy jest taki spokoj. ale nie lubie bozego narodzenia bo mam swiadomosc ze jestem tą gorszą matka . ktora jest na te rodzinne(moja corka zawsze mowi ze są to swieta rodzinne- ironia czy cel?)jest zupelnie nie potrzebna i jedzie sie do tych drugich rodzicow bo nie mogą byc sami,. a na wielkanoc oni do nas przyjezdzają i nikt nawet nie zapyta mnie o zdanie, jestem we wlasnym mieszkaniu a nikt sie ze mną nie liczy, w pierszym poscie zapytalam was czy jestem moze nienormalna ze tak do tego podchodze, Anhedonia mowi ze jestem zupelnie normalna, chce w to wierzyc ale jednak ciagle mam wątpliwosci,
Ale dzisiaj przyszlo mi do glowy ze ja poprostu nie umialam wychowac dzieci, Bo np. moj ziec bardzo szanuje swoich rodzicow, zeby mogl to trzymalby ich na oltarzu pomimo ze czasem opowiada jaki ojciec byl niedobry dla matki ze ją bil i zdradzal, o matce nigdy zlego slowa nie powiedzial i matke prawie ze nosi na rekach,ale pamietam jak oni byli dziuecmi on zostawal ciagle sam, bo nikt nie mial dla niego czasu , wygodniej bylo siedziec u sąsiadki na kawie, ojciec w domu byl gosciem a matka byla c zesciej u kolezanki niz z dziecmi. ja znowu ciagle sie trzeslam zeby nic sie dzieciom nie stalo, zeby nie zginely, nie przeziebli sie, chuchalam dmuchalam na zimne az w koncu gdy byli nastolatkami powiedzieli ze jestem nadopiekuncza, pewnie mieli racje, ale za to do dnia dzisiejszego moja corka wypoina mi kazdy blą wychowawczy, i nie tylko blą ona ma mi za zle ze musiala chodzic po zakupy czy myc naczynia a gdy byla troche starsza to wysylalam ja zeby zalatwila jakies drobne sprawy. ona wszystko potrafi zalatwic ale ma do mnie zal ze ją wykorzystywalam. a za to moj ziec nie potrafi nic sam zalatwic i wszedzie ona musi z nim chodzic i wszystko zalatwia bo on nigdy nawet po chleb nie byl wyslany , wiec corka narzeka ze rodzice niedojde wychowali, ja jej powiedzialam ze wlasnie dlatego moje dzieci mialy obowiązki zeby sobie w zyciu radzily i byly samodzielne , no to znowu slysze ze i sie garow myc nie chcialo i oni musieli, Ta najmlodsza 14 latka tez zmywa , robi zakupy i pomaga tak jak tamci kiedys, wcale nie uwazam zebym kogokolwiek wykorzystywala, juz sama nie wiem. N a dodatek ta corka mężatka przy okazji takich wypominek powiedzxiala ze jej dzieci nie bedą zmywaly naczyn bo muszą miec prawdziwe dziecinstwo a nie takie jak ona.
Napiszcie co sądzicie o tym wszystkim, czy dzieci powinny miec obowiazki ,czy wszystko zle cale zycie robie .
Pewnie balagan w tym co napisalam ale nie chce pisac tekstu na wzór szkolnego wypracowania .