Witam Wszystkie forumowiczki... Pierwszy raz wypowiadam się na takim forum w oczekiwaniu obiektywnych porad, sugestii czy wsparcia, które także jest ważne.
Jestem w związku od 6 lat, poznałam mojego narzeczonego w wieku lat 17 ( on miał wtedy 21). Kocham go bardzo mocno...niestety, po około 1,5 roku musiał wyprowadzić się do innego miasta i zaczął sie tak zwany związek na odległość. Zmienił się przez to zarówno on, jak i ja. Po skończeniu studiów magisterskich przeprowadziłam sie do niego i starałam się znaleźć pracę w mniejszym mieście, co wiąże się z wieloma negatywnymi emocjami. Mój narzeczony ma bardzo trudny charakter, oprócz dobrych momentów i chwil są również te złe...Zdarza mu się długo nie odzywać, kiedy jestem w swoim mieście, często okazuje wyrazy braku szacunku ( brzydko się odzywa). Zawsze pierwsza wyciągałam rękę na zgodę.
Ostatnio wydarzył się moment przełomowy. Dzwoniłam do niego w celu ustalenia godziny mojego przyjazdu ( studiuję podyplomowo w mieście rodzinnym) i nie mogłam się dodzwonić długo, napisałam smsa z zapytaniem czemu nie oddzwania ( nie miałam kontaktu od poprzedniego dnia). Oddzwonił w nocy mówiąc, że jest na wieczorze kawalerskim u kolegi a w tle słyszałam śmiech jego kolegów, którzy brzydko o mnie mówili i sie naśmiewali. Chciałam, by zareagował...zdenerwowana jego reakcją ( lub właściwie jej brakiem) odłożyłam słuchawkę i powiedziałam, że nie mam zamiaru informować go o moim przyjeździe. ( Nie wiedziałam o tym, że jest na wieczorze kawalerskim..nie dzwoniłabym w trakcie imprezy) Nie odezwał się potem przez następne 2 dni. Trzeciego dnia dostałam smsy z internetu bez nadawcy dotyczące kobiet..z dziwnymi tekstami. Pragnę zaznaczyć, że wcześniej tez zdarzały się sytuacje nasmiewania przez kolegów lub głupich uwag, na które on nie zwracał uwagi. Smsy zapewne też sa od tych kolegów...napisałam mu że może im przekazać ze nie musza sie wysilać i mnie dobijać smsami jeszcze i tak mam wystarczająco dużo powodów, by nie wracać. On odpisał jedynie, że nie ma zamiaru i moge sama im powiedzieć. Teraz czekam na jakikolwiek sygnał przeprosin..ale jestem bliska decyzji o rozstaniu i powrotu do domu. Każdy, kto mi doradza twierdzi, że mu nie zależy i, że powinien przeprosić i zareagować. Ciężko mi podejmować taka decyzję, ale ja nie mam za co przepraszać, a gdy sie odezwę lub wrócę będzie kolejny raz z mojej strony kompromis chyba setny...
Co o tym myślicie..możecie zadawać pytania, ciężko tak to opisywać...