Dlaczego tu jestem?
Nie wiem, czy potrzebuję wsparcia, czy się boje przyznać, że jest źle, czy po prostu się wygadać...
tak - na pewno jestem słaba, dlatego wystukuje to na klawiaturze...
Mój mąż nie jest ideałem - takich przecież nie ma.
Ale jesteśmy po Ślubie niecały rok i nie jest różowo.
Zaczęło się 3 mce po Ślubie tak na poważnie
On cały czas zamyka się w sobie, nie umie rozmawiać ze mną o otaczającym świecie.
Unika wszelkich relacji, mówi, że ja jestem dla niego za dobra, a on nic mi nie daje.
I rzeczywiście mi przykro, bo przy każdej kłótni to ja wyciągam pierwsza rękę, bo serce mnie boli...
Kompletnie tego nie rozumiem, myślałam, że to ja jestem problemem... przestałam aż tak się narzucać, to on stwierdza, że jestem nieczuła.
Boli mnie to, że on nie pokazuje, że mu zależy, nie przeprosił mnie nigdy, choć w kłótni jest strasznie wredny, obraża mnie...
Ja nigdy nie byłam nieprzyjemna, bo wiem, że obraziłby się i odszedł...
Ja po prostu nie potrafię zrozumieć dlaczego przychodzi nagle dzień - a on mi mówi - wiesz co, znudziło mi się, nie chce małżeństwa, mnie, żadnych dzieci, mieszkania, kredytu - powiedział, że coś tam podpisał, ale co to zmienia...
Nawet powiedział, że seks mu ze mną nie odpowiada, choć ja jestem jego pierwszą kobietą i zawsze był zdumiony naszą bliskością... kiedyś powiedział, że chce mnie zniechęcić.
Ma bardzo niską samoocenę, czuje się źle ze sobą i mówi, że ja mogę mieć każdego... bo i tak wszyscy na mnie patrzą... a on zaraz widzi w każdym facecie mojego byłego...
Psuje mi wszystkie imprezy rodzinne. Na weselu w jego rodziny przez całą noc nie odezwał się do mnie słowem, a ostatnio na weselu i mojego brata poszedł spać po 23 - mówiąc, że on się źle czuje. Następnego dnia ta sama śpiewka - znudziło mu się...
Nie raz mówił mi, że nie chce żyć, i wiem, że gdybyśmy przyjechali swoim samochodem na to wesele, to idiota by wracał 200km i sam mówił - idealny pomysł na śmierć, przecież wypadki się zdarzają....
Ile jeszcze razy tak będzie zanim zrozumie, albo ja odpuszczę??
Obiecaliśmy tym razem, że pójdziemy na terapie - ale tak naprawdę.
Kocham Go i dlatego walczę... tylko nie wiem, czy o niego , czy o naszą miłość...