Długo zbierałam się z napisaniem tego posta, od dawna miałam też temat. Jakoś nigdy nie starczało mi czasu... i odwagi. Są to bowiem bolesne wspomnienia, takie bardzo prywatne- nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek napiszę o tym publicznie. Postanowiłam jednak to zrobić, gdyż jest to taka forma wygadania się, nabrania dystansu do pewnych spraw, do których dystansu przez całe moje życie nabrać nie potrafię.
Będzie to długi post, więc nie wymagam od wszystkich czytania go. Nawet o komentowanie nie proszę, bo w sumie nie ma tu czego komentować. Ot kolejna życiowa historia.
Stało się i się nie odstanie.
Zacznę może od tego że moi rodzice to para 'starych hipisów'. Flower-power i te sprawy. Jak na tamte czasu, byli bardzo wyluzowani, zresztą byli też bardzo młodzi gdy się pojawiłam, bo mama swoje 20 urodziny spędziła w szpitalu, ja miałam wtedy 3 dni
Z relacji mamy wiem, że nie była gotowa, zresztą jakoś nie szczególnie opowiada o tamtym okresie. Tata natomiast twierdzi, że mama mnie nie chciała i miała w zamyśle mnie usunąć, choć mama zaprzecza gdy tylko o tym wspomnę. Zresztą do tej pory, a mam już 25 lat- muszę słuchać ich komentarzy na swój temat, co za miłe nie jest- ale o tym dalej.
Moi rodzice nie są razem. Rozwiedli się gdy miałam 7 lat, choć powinni dużo wcześniej. Pamiętam jak dziś, jak uciekałyśmy z mamą w środku nocy gdy miałam 2,3,4,5 latek, bo się pokłócili. Nie pamiętam co prawda za wiele, jedynie tyle że mnie zrywała nagle w nocy, ubierała i szłyśmy gdzieś na autobus lub taksówkę. Tylko i aż tyle.
Bardzo często bywało tak, że siedziałam z mamą w jej rodzinnej miejscowości, gdyż tata studiował w Warszawie, był zły że nie ma nas w domu po powrocie, mama była zła że nie było jego. Ogólnie tatę widywałam rzadko, byłam jednak bardzo emocjonalnie związana z mamą. Mama była bardzo nerwowa, często też przyłożyła mi pasem, np. za to że zamoczyłam buty. Ale ogólnie nie była jakaś straszna, jakkolwiek to brzmi.
Jakoś w tym okresie przeszłam zapalenie opon mózgowych, strasznie bolesne punkcje w kręgosłup, strasznie to wspominam. Mama była przy mnie, tata twierdzi, że też mnie odwiedzał, ja tego nie pamiętam, ale nie wiem jak to było naprawdę.
I stało się.
Gdy miałam 6 lat, poszłam do zerówki. Pewnego dnia mama zaprowadziła mnie do przedszkola i... nie przyszła po mnie. Odebrała mnie babcia (taty mama), co było już bardzo dziwne, gdyż nigdy tak się nie zdarzało, albo zdarzało ale wyczułam że coś jest nie tak. Nie wiem dokładnie. W każdym razie zaczęłam histerycznie wrzeszczeć, płakać i ogólnie to była jedna, wielka tragedia.
No i co się okazało? Mama wyjechała do Anglii, nic mi o tym nie mówiąc. Nawet się ze mną nie pożegnała, nie wyjaśniła, nie wytłumaczyła nic... Po prostu nie przyszła więcej po mnie. Nie muszę chyba pisać jak bardzo to przeżyłam. Był to przełomowy moment, który zaważył na moim całym życiu? Tata nie poczuł się w obowiązku ze mną porozmawiać. Wyjechał do Warszawy, zadzwonił do babci żeby odebrała mnie z przedszkola.
No i w ten sposób zamieszkałam z babcią i dziadkiem od strony taty. Było mi z nimi dobrze, choć wiadomo że to, co się stało, bardzo źle odbiło się na mnie. Tata odwiedzał mnie rzadko, bardzo rzadko, a gdy już był- nie mieliśmy o czym rozmawiać. Zawsze wyczuwałam od niego do mnie jakiś dystans, może nie umiał się mną zająć a może nie chciał. Zresztą mój ojciec to bardzo specyficzny człowiek, ale o tym będzie dalej.
Z babcią i dziadkiem miałam namiastkę normalnego domu, choć bardzo mnie rozpieszczali. Chyba jeszcze bardziej niż normalnie miałoby to miejsce. Chcieli mi zapewnić wszystko? a że dziadek miał swoją własną prężnie rozwijającą się firmę, materialnie dawali mi wszystko. Babcia poszła na wcześniejszą emeryturę, aby się mną zająć. Było mi dobrze, bardzo się do nich przywiązałam. Kochałam ich bardzo, najbardziej na świecie, choć zawsze mi czegoś brakowało. Dbali o mnie, zapisali mnie na lekcję gdy na fortepianie, grałam koncerty w filharmonii i byli ze mnie bardzo dumni, choć byłam bardzo nieznośnym dzieckiem. Bardzo wrażliwym, ciągle płaczącym, krzyczącym, egzekwującym wszystko histerią. Eh.
Mama dzwoniła dosyć rzadko, a z biegiem czasu coraz rzadziej? po 2 latach przestałam ją pytać kiedy wróci. Chyba w jakiś sposób przyzwyczaiłam się do tego, jak jest. Jakoś w tym czasie rodzice się rozwiedli. Zresztą chyba było mi wszystko jedno?
Po jakimś czasie tata przypomniał sobie o mnie, a raczej przypomnieli mu koledzy. Po 3 latach, w środku nocy przyjechał do domu mojej babci (mojego) w środku nocy, pijany i zabrał mnie do siebie. To było straszne. Płakałam i babcia płakała, dziadek trzymał się za serce? I w taki sposób zamieszkałam z tatą.
Był to dziwny okres w moim życiu, kompletny luz. Nie miałam żadnych obowiązków, mogłam w ogóle się nie myć, nie uczyć, chyba by nawet nie zauważył gdyby nie było mnie w domu. Nigdy nie było nic w lodówce, tylko oliwki i pasta pomidorowa. Robił za to baaardzo pikantne obiady (które teraz uwielbiam, wtedy niekoniecznie). Babcia co jakiś czas wpadała, sprzątała u taty, dawała mi kanapki (potrafiła nawet przyjechać do szkoły na drugi koniec miasta i mi je przywieźć.) Tęskniłam za nią bardzo jak i za dziadziem?, ale kochałam tatę i bałam się mu powiedzieć, że nie chcę u niego być.
Ale muszę przyznać, że byłam bardzo grzeczna, zawsze sama narzucałam sobie czas powrotu z podwórka do domu, odrabiałam lekcje, uczyłam się. Aż sama się sobie dziwię, że umiałam aż na tyle sama się sobą zająć. Jedynie z pianina zrezygnowałam (życiowy błąd), ale jako dziecko nie rozumiałam jeszcze jak jestem dobra i jak będę za tym tęskniła.
Do mamy wpadałam na wakacje, czasami na ferie i tak jakoś mijał czas. Nadal bardzo za nią tęskniłam. Tata poznał jakąś 13 lat młodszą babę, spędzał z nią każdą chwilę, kłócili się i godzili, ale jakoś trwali razem, mieszkaliśmy wszyscy razem- oni ciagle na imprezach poza domem a ja jakoś dawałam sobie radę. Mama poznała jakiegoś faceta w Anglii. Kiedy przyjechałam na pewne wakacje, podejrzewałam że jest w ciąży- miałam już ponad 10 lat a teksty niektórych ludzi i mamy dbanie o to by nikt nie dotykał jej brzucha- mówiły same za siebie. Jednak nic mi nie powiedziała, nie potwierdziła nawet gdy zapytałam wprost.
Gdy przyjechałam rok później, okazało się że mam 5cio miesięczną siostrę. Pierwszy raz wtedy ją zobaczyłam, zakochałam się w niej, nosiłam na rękach, karmiłam butelką, chodziłam z nią na spacery. Jednak zawsze w głębi duszy było mi przykro, że mama mi nie powiedziała, że znam ją tylko ze zdjęć? no i zazdrosna. Ale byłam na tyle mądrą dziewczynką, że wiedziałam, że to nie jej (siostry) wina więc moja miłość do niej była bardzo silna. Cieszyłam się, że jest.
Mama zaproponowała mi przeprowadzkę do Anglii. Bardzo chciałam, cieszyłam się- jednak gdy wróciłam do Polski, do taty, babci, dziadka, szkoły, koleżanek- powiedziałam nie. I stało się- po jakimś czasie mama wróciła do Polski, żeby być bliżej mnie (taka jest wersja). Zamieszkała jednak ponad 500 km od naszego miasta. Widywałam ją bardzo rzadko, siostrę zobaczyłam dopiero jak miała prawie 2 latka. I to na troszkę?
W tym czasie zaczęły się problemy ze mną. W końcu musiały, tak to sobie teraz tłumaczę. Ucieczki z domu, picie (miałam 13 lat!), nawet jakieś narkotyki. W szkole w ogóle nie bywałam. Cięłam się (przez co do dziś mam straszne blizny na ręce- temu planuję tatuaż w tym miejscu, bo ludzie dziwnie na to patrzą) aby załagodzić swój ból psychiczny. Pomagało. Bywało i tak, że parokrotnie szukała mnie policja. Potrafiłam znikać na parę dni?
Mama akurat pokłóciła się z mojej siostry ojcem i wyprowadziła do swojego rodzinnego miasta (60km od mojego) do swojej mamy (mojej kochanej, drugiej babci). Gdy zgwałcono moją wówczas najlepszą koleżankę, przyjechała po mnie i w ósmej klasie zamieszkałam z nią. Początkowe miesiące byłam spokojna, jednak z czasem coraz bardziej się rozkręcałam. Znów przestałam chodzić do szkoły, bluzgałam nauczycieli, piłam i cięłam się jak szalona. Próbowałam się parokrotnie zabić, kłóciłam się z mamą cały czas, wrzeszczałam że nie jest moją matką i nie chcę jej znać, biłyśmy się, to był jakiś koszmar. Przyjechał tata i chciał zabrać mnie do siebie, uciekłam do łazienki, wrzeszczałam, że go nienawidzę i żeby spadał. Załatwił mi kuratora, ale zostałam z mamą.
Kuratora odwiedzałam kiedy mi się chciało, aż się dziwię że mnie nigdzie nie zamknęli, kompletnie to olałam. Mama zaprowadziła mnie do psychologa, który po rozmowie ze mną sam się chyba załamał, był wręcz przerażony, gdy mu opowiedziałam wszystko co czuję i co się wydarzyło w moim życiu. Poszedł pogadać z moją mamą, ale wszystko słyszałam? Zaburzenia emocjonalne i borderline. Nie chce mi się tego teraz tłumaczyć. Powiedział, że będą ze mną w ogromne problemy w przyszłości, że powinnam przejść intensywną terapię. Jednak ja to olałam, mama też nie dopilnowała? i to była moja ostatnia wizyta u psychologa?
Zmarł mój dziadek, który był dla mnie jak ojciec, myślałam że tego nie przeżyję? Nie chcę o tym nawet pisać? Zmarł na zawał. Tata gdy był pijany, powiedział mi że to przeze mnie. Heh.
Po jakimś czasie przyjechał mojej siostry ojciec i przeprosił moją mamę. Pogodzili się i przeprowadziliśmy się wszyscy razem do niego, te ponad 500 km dalej. Nigdy nie zapomnę jak mnie przekonywał, że będziemy mogli stworzyć pełną rodzinę (żebym pojechała z nimi, bo to był warunek mojej mamy). Dostałam tam inną panią kurator, świetna osoba- do tej pory wspominam rozmowy z nią? która zdjęła mi nadzór kuratorski, gdyż stwierdziła że ja potrzebuję jedynie dobrego psychologa. Jestem jej za to bardzo wdzięczna. Wspaniała babka.
Pojechałyśmy i swój pierwszy rok spędziłam w szkole na Pomorzu. Mieszkałyśmy na wsi, musiałam dojeżdżać autobusem do domu ponad godzinę, ale było nieźle. Jednak mama i On kłócili się bardzo często, on w ogóle był dziwnym człowiekiem i w końcu wydało się że bije moją mamę. Jednak robił to tak, że ja o tym nic nie wiedziałam? wydało się z czasem. W końcu uciekłyśmy z moją małą siostrzyczką. Przez jakiś czas mieszkałyśmy u różnych znajomych, później jakoś wróciłyśmy do mojego miasta. Tam gdzie była babcia, dziadek, tata? Poszłam tam do szkoły i jakoś to było.
Z mamą nadal kłóciłam się jak nie wiem co, ale zaczęłam żyć w miarę normalnie, choć nadal w moim zyciu było dużo narkotyków i alkoholu. Z tatą za dużego kontaktu nie miałam, ot raz na jakiś czas wpadł gdy byłam u babci, a ja przeprowadziłam się w końcu do niej. Wyprowadziłam się od mamy, bo nie umiałyśmy żyć ze sobą na co dzień. Odwiedzałam ją oczywiście i moją siostrę. W międzyczasie urodziła mi się druga siostra (u taty), którą też bardzo pokochałam, a zaraz potem tata rozwiódł się z tą kobietą.
Mieszkając u babci, bez dziadka zawsze odczuwało się tą pustkę. Ale wiem, że tam był, dawało się to wyczuć? Trochę się uspokoiłam, choć babcia przeżyła ze mną swoje? nie powiem. Ciągle rzucałam studia za studiami, nie było mnie w domu- ciągłe imprezy. Wyzywałam ją i bardzo mi jest teraz głupio i przykro z tego powodu, ale wyjaśniłyśmy sobie parę lat później wszystko i powiedziała mi, że się nie gniewa i jest duma, że jestem jaka jestem, mimo moich przeżyć, bo spodziewała się, że będzie dużo gorzej?
Teraz już w ogóle jest bardzo szczęśliwa, bo poznałam R, jestem z nim już 4 lata i teraz jestem sobą. Przy nim nauczyłam się co to życie, obowiązki, nauczyłam się kochać i kocham go ponad wszystko, choć boję się- mam taki cholerny strach przed odrzuceniem, ciągle wydaje mi się że nagle zniknie? najgorzej jest gdy są kryzysy, gdy się kłócimy. Krzyczę, płaczę, kompletnie nad sobą nie panuję. Jestem zaborcza, ale z tym walczę. Staram się i są duże postępy, w końcu to już ponad 4 lata? mam straszne depresje, lęki, mini-psychozy? Mamy trochę problemów przez to, ale jesteśmy dzielni i staramy się pokonywać moje demony. Jest ciężko, ale wierzę, że kiedyś to pokonam i stworzymy szczęśliwą rodzinę. Być może jak wrócę do Polski, wybiorę się do psychologa, chociaż samej udało mi się tak wiele wypracować. Ale wybiorę się na pewno, dla własnego spokoju, za jakiś czas?
Takie uzupełnienie na koniec:
Moja mama ma do tej pory dziwny sposób postrzegania mnie. Nie wie, że się zmieniłam? mieszkam w Anglii już tyle lat, w sumie nie ma jak tego zobaczyć. Wkurza mnie gdy przyjeżdżam a ona mówi o mnie coś co kompletnie nie jest prawdą. Nigdy nie pogadałyśmy szczerze o tym co było, bo ona zawsze wtedy mówi, że ją obwiniam i płacze? Też zapewne ma swoją historię? Mówi też czasem, że robię z siebie ofiarę i ogólnie nie da się tego tematu poruszyć. Chyba już zostanie tak na zawsze.
Tata za to jest typem egocentryka. Wszystko wie najlepiej, jest najinteligentniejszy? wszyscy ludzie (w tym ja) to buraki, durnie, co nie mają nic do powiedzenia. Choć muszę przyznać, że ostatnio widzę u niego coraz większą zmianę na lepsze. Naprawdę. I trzymam z całej siły kciuki, żeby zmienił się jak najbardziej? wierzę w niego. Kiedyś był straszny, potrafił mi powiedzieć, że mnie nie kocha, że jestem głupia... wiele bolesnych rzeczy usłyszałam w życiu od niego...
Mimo tego co przeżyłam, kocham moich rodziców, napisałam to aby w końcu to z siebie wyrzucić, uporać się ze sobą i z tym co mnie spotkało. Jestem już całkiem inną osobą i szczerze mówiąc, gdy o tym piszę, to trochę tak jakbym pisała o kimś innym, kimś kogo znałam, ale nie jestem to ja. Chyba zamknęłam to na kłódkę gdzieś wewnątrz mnie i nie dopuszczam tego do świadomości. Jednak czasem to wraca? i boli? Czuję taki straszny wewnętrzny ścisk? i nic nie wiem?
Na tym zakończę ten post. Jestem już normalną dziewczyną, która pracuje, studiuje, planuje powrót do Polski aby założyć swój biznes, być może wkrótce wyjdę za mąż i za jakiś czas urodzę dzieciaczka. Którego pokocham całym sercem i nigdy nie opuszczę.
Ps. Pierwotny plan tej historii był znacznie dłuższy, było jeszcze wiele dziwnych sytuacji, patologicznych, chorych, bolesnych- ale nie będę jednak o tym pisać. Zostawię coś dla siebie- i tak napisałam bardzo dużo... Przepraszam, że końcówka taka chaotyczna, ale wszystko we mnie odżyło, miałam już w sobie za dużo emocji i pisałam to pod ich wpływem.
Nie musicie komentować, chciałam tylko komuś to opowiedzieć.
impresja.