Do pytania zainspirował mnie wątek "Czy lubicie "z połykiem"?".
Wiele kobiet, zwłaszcza młodszych, uskarża się na efekty "uboczne" towarzyszące aktowi miłosnemu, od mokrych plam na pościeli po wyciekające po stosunku nasienie i związane z tym negatywne odczucia. Jak Wy podchodzicie to tych spraw? Przyznam, że kiedy byłam młodsza strasznie mnie to drażniło, krępowało a pod ręką musiały być ręczniki i chusteczki. Z wiekiem jakoś nauczyłam się te "zjawiska" obracać na swoją korzyść, dzięki czemu moje pożycie stało się zdecydowanie bardziej spontaniczne.
Jak wygląda to u Was? Potraficie czerpać z tego przyjemność, podchodzicie do tego obojętnie czy raczej jest to element nieporządany? Ciekawi mnie szczególnie jak to podejście do spraw bardziej fizjologicznych ewoluuje z czasem.