Jestem z chłopakiem ponad 2 i pół roku. Nasze życie seksualne zawsze było bardzo udane, zawsze mieliśmy na siebie ochote, kochaliśmy sie prawie codziennie, czasem po kilka razy... jakos pól roku temu zaczelo sie to zmianiac, stopniowo. Teraz kochamy sie raz w tygodniu jak dobrze pójdzie. On mi prawie za każdym razem odmawia... to naprawde dosyć upokarzające, czuje sie przez to mało atrakcyjna.. czuje, ze go nie podniecam. Kiedyś było zupełnie inaczej... Jestem raczej atrakcyjną kobietą, dosyc szczupłą blondynką, dbam o siebie.... Zawsze podobało mu sie moje ciało, patrzył na mnie z takim pożadaniem, uwielbiał mnie rozbierac, pieścic, całować...Kochalismy sie w różnych miejsach jak tylko byla okazja. Naprawde mi tego brakuje. Nie wiem, moze jestem jakas nienormalna. On tak chyba uważa. Tzn rozmawiałam z nim ostatnio o tym wszystkim. Kiedy odmówił mi seksu 4 raz z rzędu, polecialy mi łzy. Nie moglam ich powstrzymac. Tzn to bylo tak, ze siedzielismy i polozylam powoli ręke w okolicy jego rozporka, zaczęłam go delikatnie pieścić a on spojrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem i powiedział ,,zostaw"(często sie tak ostatnio zachowuje). Sprobowalam jeszcze raz to wręcz sie oburzył, ze chyba nie rozumiem co sie do mnie mowi. Powiedzialam ze chce o tym porozmawiac, bo ostatnio w ogole nie ma ochoty na seks i chce wiedziec dlaczego. On stwierdził, ze chyba tylko na seksie mi zalezy. To nieprawda! Poprostu ciezko mi sie przestawic, przyzwyczaił mnie do częstego seksu. A teraz musze sie prosić o każdą pieszczotę czy pocałunek. Ostatnio przestałam sie juz prosic bo czuje sie jak idiotka. Po jego slowach odpuscilam, polozylam sie na lozku i oglądalam tv, chociaz w oczach mialam lzy. Jak zauwazyl ze placze, wkurzył sie strasznie. Zapytał o co mi chodzi. Powiedzialam, ze nie chodzi mi o sam seks, tylko o ta bliskosc jaka jest miedzy nami kiedy sie kochamy, bo po za tym nie dostaje chyba od niego żadnej czułosci. Wkurzył sie jeszcze bardziej. Powiedziałam mu ,ze w naszym związku cos sie zepsulo od jakiegos czasu, ze nie okazuje mi już milosci, jest dla mnie chłodny... i zapytalam czy tego naprawde nie widzi, ze sie bardzo zmieniło na gorsze.. odparł, ze nie i ze nie wie o co mi chodzi. Że niby dalej mnie kocha itp, ale ze nie każdy jest taki czuły.. Ale przeciez kiedys byl!. . Pogadalismy jeszcze troche i juz było niby w porządku.. na drugi dzien starał sie, był miły, kochany... w dodatku sam pierwszy zainicjował seks co mu sie ostatnio rzadko zdarzało(w porownaniu do tego, co bylo kiedys...). Poczułam, ze moze cos zrozumiał... Bardzo poprawił mi sie nastrój. Niestety, tylko przez jeden dzien. Potem znowu bylo i jest to samo. Nie wiem juz co mam robić. Nic nie daje bardziej wyzywając ubiór i ładna bielizna. Staram sie go kokietowac itp, ale on i tak woli siedziec przy komputerze i grac w jakies gry, zajmuje sie wszystkim tylko nie mna. Mówi , ze nie ma ochoty ciagle lezec na lozku i ze niby ja bym sie tylko przytulała albo kochała. To nie jest tak... Boli mnie to wszystko. Co mam robić? pomóżcie.. Dodam ze rozstanie nie wchodzi w gre... Kocham go najmocniej na świecie
PS: mam 19 lat on jest 2 lata starszy, jesli ktoś pytałby sie o wiek. Nie mieszkamy razem, każde z nas z rodzicami,ale mieszkamy blisko siebie. A i biore tabletki antykoncepcyjne od poltora roku, wiec w gre nie wchodzi obawa o ciąże.
Dodam też, ze np jak zaczynam go pieścić normalnie mu staje, czyli jednak jest podniecony... ale jak juz rozpinam mu spodnie to mowi ze nie chce, albo ze jest zmęczony, ze nie ma ochoty itp... A jak sie normalnie zapytam czy sie pokochamy to prosto z mostu odpowiada ,,nieee". Kiedys nigdy nie bylo takiej sytuacji ze mi odmawiał. Czuje sie z tym strasznie