Hej dziewczyny:) Ja musze sie przyznac że od obecnego zwiazku to ja częściej siegam po telefon ,chociaz tego nie lubie bo czuje że on juz sie do tego przyzwyczaja i jest za bardzo mnie pewny. A jak to jest u Was? i jak sie z tym czujecie:)?
Podobne tematy
u mnie wyglądało to tak, że to zawsze ja dzwoniłam do swojego faceta.
Teraz żałuje tego.
Pół na pół. Zależy przecież, kto zawinił, i kto powinien przeprosić. Chociaż w poprzednich związkach byłam tą stroną, która wcale nie przepraszała, i w ogóle miała na wszystko wyrąbane. Ale faktem jest, że im częściej słyszałam słowo 'przepraszam' od tej drugiej osoby, tym bardziej mnie odpychało. Wbrew pozorom, trzeba oszczędnie dysponować tym słowem.
to samo zawsze pierwsza się odzywałam bo mój facet wiedział że to zrobie i perfidnie czekał cwaniak jeden
ALE ostatnio się nic nie odezwałam bo tam wieczorem sie posprzeczaliśmy i oczywiście rano sam się odezwał
z resztą ja to myśle że to nie ważne kto pierwszy wyciągnie rękę byle by ktoś to zrobił ;D
Zgadza sie:) ważne żeby sie pogodzic, chociaż wydaje mi sie że jak chlopak wie ze dziewczyna i tak zadzwoni to czasami specjalnie nie odzywa sie dlugo.....
ja w moim poprzednim związku zawsze pierwsza dzwoniłam itd, w ciagu 5 lat, zawsze to byłam ja. Teraz mam męża( kto inny niż tamten),i jak sie pokłócimy to ja jestem twarda i za zadne skarby świata sie nie odezwe pierwsza, mimo ze złość przechodzi mi szybko! zawsze czekam aż to mąż sie odezwie i przeprosi. Sytuacja jest inna wówczas, kiedy wiem że to ja podczas tej kłótni nie miałam racji - wtedy to ja sie oddzywam pierwsza ale takie sytuacje zdarzaja sie rzadko.
U nas funkcjonuje inna zasada- nie kończymy kłótni dopóki się... nie pogodzimy
Możemy się kłócić nawet dwie godziny (jak ostatnio) ale na hasło: DAJ BUZI spór zostaje zażegnany. Nieważne, kto zawinił; kłótnia dotyczy nas oboje i przepraszamy się nawzajem. Metoda skuteczna już od 2 lat związku ![]()
dawniej to ja siegałam za telefon, chociazby nawet sms.. teraz nie ma takiej opcji ;p to mój wydzwania i pisze smsy, przeprasza
tylko ja jestem na tyle złośliwa ze wogóle wtedy nie odbieram tel. od niego
jakos nie mam ochoty z nim rozmawiac po kłótni. Czasami kłótnie są potrzebne i pózniej będziemy sie śmiać własnie z takich sytuacji ![]()
U nas funkcjonuje inna zasada- nie kończymy kłótni dopóki się... nie pogodzimy
Możemy się kłócić nawet dwie godziny (jak ostatnio) ale na hasło: DAJ BUZI spór zostaje zażegnany. Nieważne, kto zawinił; kłótnia dotyczy nas oboje i przepraszamy się nawzajem. Metoda skuteczna już od 2 lat związku
Fajnie tak... ehh ja mam za niskie poczucie własnej wartości, żeby się nie odzywać. I przez to czuję się jak śmieć. Mąż potrafi trzasnąć drzwiami tak po prosty i mieć mnie daleko gdzieś. A ja zawsze wyciagam ręke. Mam dość samej siebie, że daję się traktować jak szmatę.
smutna88 ja też miałam bardzo niskie poczucie własnej wartości, nienawidziłam się do tego stopnia, że chciałam popełnić samobójstwo. Mój facet pewnego dnia po prostu nie wytrzymał, powiedział, że albo traktujemy się na równi i jesteśmy partnerami albo on rezygnuje bo nie może patrzeć jak w wieku 20 lat życie przecieka mi przez palce. Ja sama postanowiłam wziąć się za siebie i być może zabrzmi to niedorzecznie ale pomogło mi... czytanie ,,Cosmopolitana".
Chodziło o to, że czytając te wszystkie ,,jesteś tego warta" ,,świat leży u Twoich stóp" itd zaczęłam w to wierzyć. Prasa kobieca ma to do siebie, że stosuje chwyty psychologiczne ale może to służyć nie tylko celom reklamowym.
Przepraszam za robienie off-topicu ale być może moje rady pomogą innym ![]()
Dzięki Gothka... spróbuję ![]()