netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

toksyczny związek-moja historia...

16 odpowiedzi13 702 wyświetleniazałożony przez pepa, 19.10.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » toksyczny związek-moja historia...

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1

Temat: toksyczny związek-moja historia...

Muszę się wygadać...Nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim co mnie spotkało,nie mogę zrozumieć.Chociaż wysłuchajcie ku przestrodze.
  Mam 32 lata.Dwa miesiące temu rozstałam się z partnerem-nie mogłam już dłużej tkwić w takim związku.
On jest wdowcem(starszy ode mnie o 9 lat) i ma 11 letniego syna.Mamy wspólne dziecko-17 mies córeczkę.
Początek znajomości jak z bajki,mieliśmy plany,chcieliśmy być razem.Zaakceptowałam jego syna i na pewno dbałam jak o własne dziecko.On marzył o córce...
Kiedy się poznaliśmy,ja byłam czynna zawodowo i niezależna(miałam samochód i własny dom).On mieszkał z rodzicami w malutkim mieszkaniu,jednak nie chciał sie do mnie przeprowadzić-powiedział,że zbuduje dom dla nas wszystkich.Piszę o tym,bo to istotne.
Problemy pojawiły się,kiedy dowiedziałam sie,że jestem w ciąży.Jego rodzice zerwali ze mną kontakt,on dopiero po czterech miesiącach poinformował ich że zostanie ojcem.Było to juz wtedy dla mnie dziwne,dlaczego dorosły facet nie może układac sobie zycia jak chce,nie jest to radością,że będzie miał dziecko(córkę o której przeciez marzył)?Kochałam tak bardzo,ze wszystko potrafiłam sobie wytłumaczyć-brak jego zainteresowania,brak czasu-bo facet po przejściach,bo jest drugie dziecko itp.Praktycznie całą ciążę byłam sama,jeden raz był ze mną na usg,odwiedzał mnie w przelocie między powrotem z pracy do domu.Ja czułam sie bardzo dobrze w ciąży,do samego końca jeździłam samochodem,a poniewaz jestem typem "Zosi samosi" radziłam sobie w codziennych sprawach.Pustkę emocjonalną rekompensowały mi spotkania ekspresowe,w czasie których słuchałam o jego wielkiej miłości do mnie i przyszłości,która będzie świetlana jak tylko zamieszkamy razem.Ale było coraz gorzej,a ja znosiłam to z nadzieja,że za chwilę będzie lepiej.W czasie ciaży zdarzyło się tak wiele,że nawet nie będę próbowała tego opisywać.Kolejnym punktem kulminacyjnym był fakt nieodebrania nas  z córką ze szpitala.Powód-on jest w kościele ze swoim synem.Już wtedy powinnam zamknąć drzwi -nieodwracalnie...Ale szkoda mi było nawet jego syna,który zaczął do mnie mówić "mamo".
Jego rodzice nie zaakceptowali naszej córki,nie wpuścili mnie do mieszkania kiedy pojechałam zaprosić ich na chrzest.Też połknęłam żabę-przecież nie będe z nimi żyła pod jednym dachem...
Dziecko rosło,ja na urlopie wychowawczym.Rozpoczęła się budowa domu,na którą mój partner wziął kredyt.Nie miałam oszczędności w postaci gotówki,miałam jednak nieruchomość,którą zgłosiliśmy do sprzedaży i pieniądze miały być na wykończenie domu.W tym czasie on wynajął mieszkanie,po moich prośbach,bo takie życie stawało się nie do zniesienia...
Zamieszkaliśmy w czwórkę i zaczęła się jakaś masakra.Ja bez dochodów z dwójką dzieci,sama w domu.Sprowadzona do roli Marysi.Wydzielane pieniądze,paliwo,zero przyjemności typu kino czy książka.Zero kontaktów ze znajomymi(chyba że jego),sprawdzanie telefonu,konta bankowego.Dzieci nie istniały dla niego,bo przecież on ciężko pracuje-to ja się opie..w domu.

2

Odp: toksyczny związek-moja historia...

c.d
Byłam obrażana,podejrzewana o zdradę...itp Przemoc psychiczna,ekonomiczna -tak wygladał mój dzień.Doprowadzał mnie do skrajności-dostał -oddał bez zastanowienia.Na naszą córeczkę potrafił tylko warknąć.Powiedziałam,że odchodzę z dzieckiem-wybił mi palec,kazał wynosić się w ciągu godziny,bo jesteśmy w tym mieszkaniu nielegalnie.Czara się przelała,żałuję że tak późno,bo jestem wrakiem człowieka.Wpakowałam kupę energi,pieniędzy,czasu i jakiejś chorej miłości w ten związek.Jego ostatnie zdanie to,że ch...kontrakt ze mną zawarł.
Założyłam sprawę o alimenty,on oczywiście strasznie nas kocha...Już nie reaguję.Boję się tylko spotkania z nim w sądzie.

3

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Jestem z Ciebie dumna. Naprawdę podziwiam takie kobiety jak Ty. Które mają siłę i potrafią rozsądnie zareagować.

Rozwód na pewno będzie ciężkim przejściem, ale niestety taka kolej rzeczy. Jesteś mądra kobietą, wierzę, że dasz sobie radę.
Pytanie mam tylko, jak sobie radzisz? Bo rozumiem, że swoje własne mieszkanie sprzedałaś na rzecz domu?

4

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Myślę, że teraz dopiero możesz przestać się bać - bo czy nie było do tej pory tak że bałaś się w jakim humorze wróci, co znowu zrobi , powie, co mu się niespodoba. To masz za sobą. Teraz czas na odbudowanie siebie, rozwód będzie pewnie trudny z wielu względów, ale przetrwasz to dla swej córeczki i siebie. A potem zobaczysz będziesz usypiać spokojna a rano patrzeć w uśmiechniętą , wypoczętą twarz. To co zrobiłaś - to walka o swoją godność, szacunek i normalne życie które każdemu się należy. do diabła z Nim kiedyś sam zobaczy co stracił, ale to już niebędzie twój problem. Jesteś silna i powtarzaj to sobie stale - a wszystko będzie dobrze. Powodzenia - do odwarznych świat należy - a ty jesteś odwarzna!!!!!

5

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Trzymaj się Pepo ,wiem co czujesz-miałam do czynienia z podobnym -nawet to paliwo,tyle że mi sprawdzał ilość przejechanych kilometrów,odstawiał prawdziwe szopki za wymeldowanie musiałam mu oddać samochód,który spłacałam-szantażował,straszył itd
przejdziesz rozwód,zaczniesz wszystko od początku -trudna droga przed Tobą,
nie poddawaj się bądz dzielna-masz przecież córcię
Mi się ułożyło a jeszcze kilka lat temu nie chciałam w to wierzyć.
Sciskam mocno

6

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Dziękuję za dobre słowa.Coraz częściej myślę pozytywnie.Jestem młoda,mam wyższe wykształcenie i dobry zawód,mam rodziców którzy pomagają i wspierają.Mam gdzie mieszkać(nie doszło do sprzedaży-i to też było powodem wzrostu ciśnienia u mojego "pana").Córka jest szczęśliwa,nie tęskni,bo nie miała okazji związać się z nim emocjonalnie(wyciągała do niego łapki,a on przechodził jak obok szafy...).Niestety nadal mnie to boli i nie mogę tego przeżyć,że nie interesuje się własnym dzieckiem-minęło trochę czasu,nawet nie zadzwonił spytać o jej zdrowie...18 listopada mam sprawę o alimenty-boję się tej konfrontacji-wiem,że nie będzie łatwo.Ale jakoś dam radę,potem zrobię następny krok i wrócę do pracy.
Chodzę do psychologa,dużo mi to dało...Zrozumiałam i zobaczyłam,że byłam sama od początku tej znajomości.On potrzebował sprzątaczki,kochanki i sponsorki.Jak popatrzę na jego bilans życia to robi mi się lepiej...bo on się nie zmieni...niedojrzały typ z osobowością psychopaty.Nawet mój wybity palec ma się lepiej smile)
P.S:nie byliśmy małżeństwem(na szczęście),nie ma więc sprawy rozwodowej.To co mogłam zabrałam,reszta należy do jego...banku.

7

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Bardzo ci współczuje. Niestety.My kobiety z miłosci wiele jestesmy w stanie zrobic. Wazne to sie opamietac w pore. Zycze ci abys wyszła na prostą.

8

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Stracił okazję na to by mieć fajną rodzinę . Ci osobnicy często powinni szukać pomocy u psychologów tyle,że widzą wszędzie błędy tylko nie w sobie.
Szkoda ,że pewnie kolejne ofiary podobnych typów nie będą korzystać z przestróg i będą uczyć się na własnych błędach.
Tak to jest jak się kocha,ufa i wierzy,że człowiek nie może być tak podły.
Wszystkiego dobrego

9

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Witam! Odnośnie toksycznych związków jak nazwać mój i proszę o rady co zrobić.
Mam 26 lat, z moim partnerem jestem 1,5 roku po ślubie, znamy się od prawie 10 lat.
Kocham go choć od pewnego czasu chcę go znienawidzić, niestety nie udaje mi się.
Jestem osobą bardzo uczuciową więc w życiu kieruję się uczuciami nie rozumem. Pewnie gdybym słuchała rozumu nie serca to nie wyszła bym za niego. Znęca się nade mną psychicznie. Pół roku po ślubie uderzył, wielce żałował, przez 2 tygodnie, potem znów traktował jak szmatę. Mówi że jestem nikim, nic nie znaczę, moja praca, moje uczucia, ja - nic nie znaczę.
Słyszę że załużyłam na traktowanie jak bezdomnego psa, że sobie zapracowałam, że nie załuguję by ze mną spać, kochać się.
Mój mąż jest kierowcą ciężarówki, sam sobie wybrał tą pracę, wiem że jest to męczące. Znam tą pracę, nieraz mu towarzyszyłam w podróżach, obcenie jestem w trakcie kursu prawa jazdy kat. C. Więc może sama dołącze do tego grona osób.
Mój mąż się na mnie wyżywa jak go ktoś zdenerwuję, jak mu coś nie idzie. Słysze takie obelgi że trudno mi sobie w głowie pomieścić że osoba która kocha może tak ranić. Przestaję wierzyć że faktycznie mnie kocha. Raczej jest to chyba nienawiść!
Odkąd mieszkamy ze sobą jest coraz gorzej. Czepia się mnie jak gotuję, nawet jak piorę, jak sprzątam, prasuję. Pracowałam, starciłam pracę rok temu ponieważ nie "dałam" szefowi. Pracuję w domu. Teść ze szwagrem maja firmę transportową u mnie w domu znajduję się biuro. Ja szukam im ładunków, jakieś tam papierkowe sprawy. W tej firmie pracuję mój mąż. Po ślubie usłyszałam że dla niego słowa przysiegi nic nie znaczą, on tylko powtarzał to co mu kazali. A ja go zmusiałam do ślubu. O wszystko ma do mnie pretensje, o wszystko się czepia. Mówi że wolno mi wszystko, że żyje mi się jak pączek w maśle, że nasz związek jest taki normalny. Nie raz mam chęć wybuchnąć mu śmiechem w twarz jak tak do mnie mówi. W teorii wolno mi wszystko, w praktyce krzywi się, rzuca obelgi jak coś robie dla siebie. Moim psim obowiazkiem jest siedzieć w domu przy komputerze i telefonie i warować! 24 godziny na dobe. Jestem z rodziny wielodzietnej, kocham dzieci i chce mieć dzieci. Od zawsze to wiedział. Po ślubie zapowiedział że żadnych dzieci w naszym zwiazku nie będize, chyba że sobie z sąsiadem zrobie. On ma mieć czas na piwo, na odpoczynek, w każdej chwili jechać na wakację, narty i co mu się zamarzy. Ostatnio zapisałam się na studia podyplomowe, usłyszałam że to szkoda czasu i pieniędzy, a po co mi studia skoro i tak będę siedzieć w domu. Mam coraz większe wyrzuty sumienia że to ze mną jest coś nie tak, że nie umiem go zmienić, bo mówi że nikt go zmieniać nie będzie, że to ja mam się dostosować jak nie to mam spier... Najgorsze jest to że już od dawna nie hamuje się i poniża mnie przy rodzinie, znajomych u nas w domu, u nich w domach, na ulicy. Boję się z nim gdziekolwiek wyjść bo przesadnie ogoląda się za dziewczynami, komentując że mają np. fajne dupy to zerżnięcia, cycki które by ssał bez przerwy i dodaje że przy nich jestem beznadziejna. Boli mnie to, mówie mu o tym a on że wie o tym i tym  bardziej będzie tak robił żeby zrobić mi na złość.
Czy to jest normalne? Czy da się z tego wyjść bez większych ran? Bardzo się przywiązuję i cięzko mi się pogodzić z rozstaniem.
Czy moje życie musi tak wyglądać do końca życia? Widząc co się dzieje, wiem że lepiej nie bedzię tylko gorzej! On nie chce nigdzie iść po pomoc, uważa że to ja wymyślam i ja się powinnam leczyć. Błagam o pomoc!!!

10

Odp: toksyczny związek-moja historia...

pepo współczuję Ci, ale zacznij działać. On nie powinien pozostać bezkarny. Całym sercem jestem z Tobą i wierzę, że Ci się uda. Żadne słowa otuchy zapewne nie podniosą Cie na duchu, ale wiedz, że możesz coś z tym zrobić.

Kasiek...Nie daj się moja droga. Nie jesteś jego własnością. Jak czytam te posty to normalnie się gotuję. Pomoc znajdziesz w fachowych ośrodkach np w OIK, pójdź na terapię a swojego Pana koniecznie zgłoś na policję. Tak być nie może. Rany zostają, pamięć po tym co się przeszło szybko nie znikną, nie daj się do reszty upodlić. On Ci nieraz wiele rzeczy wmówi, nawet sama nie będziesz wiedziała kiedy... Omota, przepierze mózg. Mówi, że wymyśliłaś? - masz świadków z tego co czytam. Wal na Policję i nie popełnij mojego błędu - pozostawienia kata bezkarnym!!!!!!!!!!! Wiem teraz mi łatwo to pisać.... bo wychodzę z przemocy. Tobie wierzę, też się uda.  Jak postawisz jeden kroczek do przodu to pójdzie z górki. Naucz się mu mówić NIE. Inaczej powiem. wiej z tego związku jak najszybciej, nie pozwól by Cie do reszty zniszczył.... proszę Cię o to. Nie pozwól mu. Przeżyjesz traumę i długo będziesz jeszcze przeżywać sad nawet po odejściu. Na dzień dzisiejszy i w tą piękną słoneczną pogodę zawadiacko mrugnę do ciebie, żeby ci się humorek poprawił wink

11 Ostatnio edytowany przez mirabi (2010-11-01 19:14:29)

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Kasiek1 smutne i straszne to co przeczytałam. Mam wrażenie, że byłaś bardzo spragniona miłości, tego, żeby Cię ktoś pokochał i  niestety wyszłaś za psychopatę, bo nazwijmy rzecz po imieniu. Tak nie zachowuje się zdrowy emocjonalnie człowiek, tylko taki, który ma poważne problemy z psychiką. Ty go nie zmienisz, nie łudź się.
Poza tym widać, że masz niską samoocenę i on to wykorzystuje, poniża Cię, nie liczy się z Twoimi uczuciami, robi Ci celowo na złość chociażby z tymi dziewczynami, jego zachowanie jest niedojrzałe i dziecinne, do tego nie panuje nad swoją złością, bo Cię uderzył.  Myślę, że jest typowym przykładem człowieka z zaburzeniami psychicznymi, nie wiem jak dokładnie nazywa się taka osobowość, ale poszukaj o tym informacji w necie.
Bardzo ważne, ze robisz coś dla siebie, czyli zapisałaś się na studia podyplomowe, robisz prawo jazdy, czyli podnosisz swoje kwalifikacje. Nie słuchaj jak on mówi, że to nieważne, musisz uodpornić się na tego typu uwagi, puszczać je mimo uszu.
Tkwisz w toksycznym związku, i ważne, żebyś próbowała się z niego uwolnić. Przykład Pepy pokazuje, że można wyjść z takiego   związku, więc to do Ciebie należy decyzja co dalej.
Pierwszą rzeczą, którą powinnaś zrobić, jest pójście do psychologa, aby jeszcze bardziej uzmysłowił Ci w jak toksycznym związku żyjesz, że masz niską samoocenę do której Twój mąż się w dużej mierze przyczynił stosując przemoc psychiczną, bo to co opisujesz jest właśnie przemocą psychiczną, do tego dochodzi jeszcze przemoc fizyczna. Wszystko to po to, byś zaczęła emocjonalnie uwalniać się od swojego męża. Teraz na pewno jesteś emocjonalnie uzależniona od niego, chodź może nie zdajesz sobie z tego sprawy. Oczywiście doradziłbym Ci odejście od niego i to jak najszybciej, bo dalej będzie Cię niszczył, ale pewnie to nie jest takie proste.

12

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Kasiek1...uciekaj jak najdalej od tego człowieka.Jesteś jeszcze taka młoda!Nie łudź się,że dziecko coś zmieni-znasz jego zdanie-będzie jeszcze gorzej.Masz szanse na nowe życie,większą rodzinę.Jak nam się urodziła córka było mi jeszcze trudniej podjąć decyzję o odejściu.Ale pomyśl...chcesz aby twoje dziecko żyło w czymś takim i czerpało wzorce ??Jest na początku bardzo trudno,psychicznie...ale to mija,uwierz.Twój mąż się nie zmieni,bo nie wiąże się emocjonalnie,nie istnieje dla niego system kar i nagród,nie wyciąga wniosków ze swojego zachowania,nie współczuje.Ludzie o takiej psychopatycznej osobowości nie widzą nic złego w swoim postępowaniu.I ty nie zmienisz tego niestety,choćbyś tkwiła przy nim kolejne lata.Stań przed lustrem i zadaj sobie pytanie czy nie szkoda życia???

13

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Dziekuę wszystkim za słowa otuchy. Tak nie jest mi łatwo podjąć decyzję o odejściu, patrząc na to że nie mam gdzie iść i nie mam z czym iść. Pozbawiając mnie pójścia do pracy pozbawił mnie samodzielnych pieniędzy, może było to celowe z jego strony żeby mnie uwiązać do siebie. Dziś rano usłyszałam z ust mojego męża że mam się wynosić, że jak wróci z drogi to ma mnie już tu nie być. Zastanawiam się po kilka razy dziennie jak można tak szybko się zmieniać. Jeszcze tydzień temu mówił Kocham dziś okazuję nienawiść! Dla mnie jest to nie pojęte, nie umiem tak ranić celowo ludzi jak on. Powiem wam szczerze że nie myślałam kiedykolwiek że trafie tak źle. Pochodze z rodziny wielodzietnej, mój ojciec miał skłonności do picia. Jak skończyłam 18 lat rozpił się całkowicie, nie potrafił przeżyć dnia bez picia, zaczął się awanturować, uderzył mnie, mame. Moja mama została uderzona przez ojca po 21 latach małżeństwa, ja po pół roku! Mama wcześnie zareagowała, wyrzuciła ojca z domu, po kilku próbach odratowania go z nałogu, nie pomagało więc chciała nas uchronić przed tym co sama miała w domu, jej ojciec też pił i ich bił. MOja najmłodsza siostra ma Zespół Downa, jest kochana pociechą, ona najbardziej to przeżywała. Więc mama ucieła to. Podziwiam ją za to. Teraz sama daje rade. Ma nas i Dorotke, dla której wie że musi żyć. Nie wiem czy dam radę tak jak moja mama postawić wszystko na jedną kartę. Nie wiem co mnie czeka jutro z jego strony, potrafię tylko przewidzieć że na pewno nic miłego.

14

Odp: toksyczny związek-moja historia...

To co przeczytałam to straszne.Jestem mezatka od osmiu lat,pierwsze lata naszego zwiazku byly koszmarem.Maz wychowywal sie w domu dziecka chcialam stwozyc mu szczesliwy dom i rodzine.Bedac w szostym miesiacu ciazy maz zostawil mnie bo stwierdzil ze nie moze podolac roli maza mial wtedy 26lat,nie bylismy ze soba 3 miesiace przez ten czas utrzymywal ze mna kontakt ale bylo mi ciezko.Misiek urodzil sie w maju,tatus byl przy porodzie plakal prosil zebym pozwolila mu wrocic.Wybaczylam mu,mysle sobie kazdy moze zbladzic,jego poprawa nie trwala dlugo kiedy Misiek mial szesc miesiecy zorientowalam sie ze on ma kogos zrobilam mu awanture odszedl zostalam u rodzicow.Byl grudzien.Bylam pewna ze nie chce byc z nim choc nadal go kochalam.13 marca mialam wypadek samochodowy,nie wiem co mnie sklonilo ze zadzwonilam do niego w ciagu 20min.byl na miejscu.Zaczelismy ze soba rozmawiac,spotykac sie i postanowilismy wynajac mieszkanie i zamieszkac razem.Poczatki byly trudne docieralismy,Misiek poszedl do przedszkola ja do pracy.Dobrze bylo przez 5lat wspolnego mieszkania,od lipca zaczelo sie cos psuc miedzy nami.Maz poznal jakis kolesi z ktorymi zaczal sie spotykac,wieczorne weekendy spedza z nimi,tlumaczy to tym ze ma problemy w pracy i musi sie odstresowac.Stal sie opryskliwy,oschły,wulgarny,nawet nie ma czasu zeby z synem pobyc.Jest mi ciezko nie wiem co mam zrobic,stalam sie obojetna wobec niego ale w srodku roznosi mnie zal.

15

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Toksyczny związek który zrujnował mi życie...
Mój toksyczny związek trwał dwa lata i o dwa lata za długo. Zaczeło się niewinnie. Świeżo po długim związku odnowiłam znajomość przez internet ze znajomym z lat szkolnych. Po wielu godzinach rozmów, wielu smsach i wielu godzinach pisania na gg postanowiliśmy się spotkać na przysłowiową *kawę*. Ja wtedy studiowałam i pracowałam w mieście oddalonym od rodzinnego o 60 km. On nadal mieszkał w *naszym* mieście i o ironio po sąsiedzku. Przy pierwszym spotkaniu istna bomba namiętności.Cały weekend spędziliśmy razem. To co się wtedy działo było nie do opisania. Magiczne chwile. Czułam się jak w jakimś filmie. Spotykaliśmy się w każdej wolnej chwili. Oczywiście ja zawsze jeździłam do Niego. Mijały miesiące. Miłość kwitła. Mówił, że kocha, że jestem jego wymarzoną. Zaczeło się od niewinnych kłotni, które z czasem przybierały coraz gorszy bieg. Szarpaniny, popychanki. Na drugi dzień wielki żal za grzechy.Kiedyś powiedział mi, że po jakieś naszej kłótni której nawet nie byłam w stanie sobie przypomnieć pojechał na *dziwki* żeby zrobić mi na złość.Szczeniak!! Wybaczyłam.Scenę jak na moich oczach kleił się do *koleżanki* też wybaczyłam, pomimo, że po całej akcji zrobił mi awanturę na ulicy, że czego ja od niego chcę przecież nic się nie stało. Śmiejąc mi się w twarz mówił, że jestem nienormalna po czym odwrócił się przeszedł jak obok obcego w kierunku baru.Było wiele takich *incydentów*.Z czasem zaczeło mu wszystko przeszkadzać. To,że ja studiuję, że pracuję, że co tydzień muszę jeździć na studia. W telefonie żadnych numerów kolegów czy ogólnie płci męskiej. Zero wyjść ze znajomymi, z którymi i tak musiałam zerwać kontakt bo każdy mu nie odpowiadał. Mój świat po mału zaczął ograniczać się tylko do jego rodziny i jego znajomych. Ja ze swoją rodziną skłóciłam się dlatego,że wszyscy w koło widzieli co się dzieje a ja zapatrzona wmawiałam sobie, że nie mają racji.Z biegiem czasu rzuciłam studia, żeby nie było awantur że znów musze jechać do szkoły, pracę rzuciłam bo też była daleko od *naszego* miasta, ze znajomymi urwałam kontakt. Z rodziną się nie odzywałam. Wróciłam do *naszego* miasta, zamieszkaliśy razem.Cały mój świat skupił się na nim. Ja, moje życiem, moje cele i marzenia nie istniały. Prałam sprzątałam gotowałam, siedziałam w domu z nikim się nie widywałam ale dalej było źle. Jemu wolno było wszystko, mi nic. Wychodził kiedy chciał, pił, ćpał, nie wracał na noc do domu, podejrzane telefony, romase, kłotnie gdzie to zawsze ja byłam winna i zawsze ja musiałam przepraszać. Wręcz błagać nie raz na kolanach żeby chciał ze mną porozmawiać. Niejednokrtonie wyrzucał mnie z domu, mówił, że jestem nikim, że gówno go obchodzę. Śmiał mi się prosto w twarz mówiąc, że jestem nikim bez niego.Przemoc fizyczna była mniej bolesna od tej emocjonalnej....Postanowiliśmy wyjechać za granicę. Przed wylotem obiecywał, że to koniec tamtego życia, że się zmieni, że tam zaczniemy wszystko na nowo. Wyjechaliśmy. Nie chciał iść do pracy. Ja łapałam się wszystkiego co tylko się dało. Płakać mi się chciało jak po nocach biegałam po irlandzkich osiedlach roznoszać ulotki a on siedział w ciełym domu przed telewizorem a gdy przemoczona zmarznięta wracałam do domu on robił awanturę dlaczego tak długo mnie nie było. Moja czara goryczy przelała się gdy pewnego dnia odkryłam jego kolejny romans.Wiedziałam, że to już był szczyt wszystkiego. Na początku chciałam zawalczyć, ale któregoś dnia obudziłam się, spojrzałam w lutro i powiedziałam sobie sama *dość, nie zasłużyłaś sobie na takie traktowanie, nie pozwól zniszczyć sobie życia*. Po wielu miesiącach ciszy zadzwoniłam do mamy. Powiedziałam jej o wszytkim. Płacząc do słuchawki prosiłam o pomoc. Wróciłam do Polski sama, z walizką rzeczy, z długami, ze zniszczonym życiem.Wyjechałam z *naszego* miasta. Zostałam sama. Miesiące depresji, bólu, świadomość, że miałam tak dużo a zostałam z niczym budziła mnie każdej nocy...Nadal jestem słaba, myślę, że już nigdy nie będę tą uśmiechnięta i pewną siebie E, pomalutku małymi kroczkami zaczynam wszystko od nowa. Praca, szkoła, odnowionone znajomości i kontakt z rodziną, który daje mi siły. A przede wszystkim pewien Ł, dzięki któremu może znów uwierzę w sens wiązania się z mężczyzną....

16

Odp: toksyczny związek-moja historia...

Trzymam kciuki za powodzenie Twoich poczynań. Sama tkwię w podobnym związku ale już przestałam się bać. U mnie sytuacja była troszkę inna. Ja przyjechałam z moją "wielką miłością " do Norwegii. Bez pieniędzy, pracy, zdana na jego łaskę i humory. Codziennie wyzwiska, obrażanie, poniżanie, doszło nawet do tego, że ja wykształcona, inteligentna kobieta zaczęłam się przy nim jąkać. Doskonale wiem, co przeszłaś. U mnie jeszcze doszło do tego, że zaczął wypominać mi nawet ile wydaje na jedzenie dla mnie i ile to on dla mnie robi, a ja tego nie doceniam. Byłam dla niego ku..., szmatą itd. szkoda nawet przytaczać te słowa. W momencie kiedy znalazłam pracę, legalną, zmienił się i usłyszałam, że wiąże ze mną pewne nadzieje". Smieszny , mały , zakompleksiony człowiek. Natomiast kilka dni temu, nie dość , że znalazłam w jego laptopie nagie zdjęcia jego "byłej", to tak odwrócił kota ogonem, że usłyszałam, że' nie opłaca mi się z tobą być" i to mówi człowiek, który kocha. To jest chory, bardzo chory związek, z którego przy najbliższej nadarzającej się okazji (a będzie to pierwsza wypłata) odchodzę. Szkoda mojego czasu na życie z kimś takim. Tkwiąc przy człowieku, który ma problemy z samym sobą a odreagowuje je na mnie. Mam prawo do miłości, szacunku i zrozumienia i nie pozwolę aby takie zero się nade mną znęcało psychicznie. Tak więc jeszcze raz trzymam kciuki i życzę dużo cierpliwości a wszystko się ułoży a Ty będziesz szczęśliwą , spokojną kobietą . Pozdrawiam

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » toksyczny związek-moja historia...

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026