Drogie Panie a także panowie mam pytanie. Mianowicie jakie jest Wasze zdanie na temat polskiej Policji? Jej działanie oceniacie dobrze, negatywnie czy może nie macie zdania? No i czy miałyście/mieliście do czynienia z Policją w jakiś okolicznościach innych niż spotkanie z Wydziałem Ruchu Drogowego? ![]()
Podobne tematy
ja mialam jak z domu zwialam
jechalam z nimi az z zabrza do cieszyna i wcale nie powiem zebysmy z kumpela byly dobrze traktowane przez nich potraktowali nas jak jakies kryminalistki ![]()
Kiedy widzę mundurowych zmieniam stronę ulicy albo kierunek. To chyba mówi samo za siebie.
Oprócz pospolitego chamstwa dokuczliwe jest "kręcenie statystyk". Cóż... zawód z negatywnej selekcji.
Niestety ja mam niemiłe doświadczenia z policją. Parę razy jak zadzwoniłam, bo coś działo się na osiedlu, bo ktoś zakłócał ciszę nocną i nie reagował na prośby to mnie olano! Stwierdzili, że a może zaraz przestanie i będzie dobrze. Pewnego razu na drodze osiedlowej wyłożonej płytami jumbo jedna z płyt (jej krawędź) mocno wystawało. akurat w tym miejscu było z górki i gdyby jechał ktoś z naprzeciwka to pewnie byśmy się zderzyli i to ostro. Gdybyśmy najechali na tą płytę, zapewne doszło by do dachowania. Minęły trzy dni i nic. Mój chłopak zadzwonił na nasz ''kochany" komisariat i powiedział o sprawie. Oczywiście obiecali, że zrobią z tym porządek. Po dwóch dniach bez skutku. W końcu ostro się wkurzyłam zadzwoniłam do nich i mega się na nich wydarłam. Tłumaczyli się chwilę i jeszcze tego samego dnia płyta nie stwarzała już zagrożenia, była na swoim miejscu.
Raz pod szkołą natknęłam się na jakiś pijanych dresów. Zadzwoniłam na policję, bo nie dawali mi żyć, jeden szedł już z łapami. (Policja ma 200m z komisariatu do mnie do szkoły). Czekałam tam 45minut!!! A jak już przyjechali, to nawet się nie zatrzymali, zawrócili za szkołą i pojechali do siebie. Szok! Jeszcze ani razu nie mogłam polegać na naszej miejscowej policji.
A ja mam raczej pozytywne zdanie o naszej policji. Nie chcę wnikać jak funkcjonuje od środka itd., bo to trochę inna bajka, ale jeśli chodzi o mój kontakt (jako obywatelki) z policją, to mam jak najlepsze zdanie. Jak dzwonię na policję, bo coś się dzieje, np. u sąsiadów albo na ulicy zawsze reagują.
Być może patrzę na policję przychylnym okiem, bo znam wielu policjantów i może to dzięki nim wyrobiłam sobie zdanie. Tak czy inaczej, nie mam nic do naszej policji.
Ja za dobrego zdania też nie mam. Nie chcę pisać szczegółów, bo nie mnie bezpośrednio sprawa dotyczyła, ale chodziło o to, że policjant z premedytacją wykorzystywał swoją pozycję i znajomości. Na początku zgrywał uprzejmego faceta, ale szybko wyszło szydło z worka....
W każdym srodowisku znajedzie sie czarna owca,nawet w sród księży:( Ja zatargu z policją nie miałam,zawsze mili pomocni i oby tak juz zostało.
To jeszcze zależy od komendy mi się wydaje.Bardzo zawiodłam się na miejscowej policji ale do tej w Gdańsku na przykład czy w innym dużym mieście nie mam zastrzeżeń. Robią swoje i tyle. A w mniejszych miejscowościach mają po prostu wylane. Nie wiem na czym to polega, ale to wynika z moich obserwacji.
Ja osobiście miałam do czynienia z policją.I nie mam na ich zdanie nic miłego do powiedzenia. Prawie każdy policjant ma we krwi, że musi jak to się mówi coś wywęszyć. Może macie rację że w dużych miastach jest inaczej ![]()
Zastanawia mnie tylko co zrobić, gdy nie można polegać na takiej naszej miejscowej komendzie. Można to gdzieś zgłosić?
Ja myślę że można to zgłosić do powiatowej lub wojewódzkiej komendy ???!!!
Przy najbliższej okazji, jeśli jeszcze raz się zawiodę, to od razu zgłoszę w takim razie.
kiedys marzylam o takim zawodzie
ale na dzien dzisiejszy jak najdalej od policji
!
Mam różne odczucia. Znam osobiście kilku policjantów, którzy są świetnymi ludźmi, jednak nie mam informacji jak działają, kiedy są w pracy.
Co do ich, nazwijmy to tak, funkcjonalności. Nigdy nie musiałam wzywać ich, ale żeby załatwić sprawę- kiepsko. Kiedy okradziono mojego narzeczonego, mało ich to obchodziło. Spisali zeznania i nic więcej. Wiadomo, że ciężko jest znaleźć sprawcę, kiedy nie widziało się jego twarzy, ale mieli to głęboko i szeroko.
Była sytuacja, ze trzy lata temu, kiedy zrobiłam imprezę. Przyjęli zgłoszenie o zakłócanie ciszy nocnej... przed siódmą rano. Co prawda od 12 było w miarę cicho, ale po 6 kilka osób zaczęło wariować. Poszło pouczenie i nic więcej. Później imprez nie robiłam, a jak już to na tyle cicho, żeby nie zrobić sobie problemów. Sąsiad jak robił imprezę, policja przyjeżdżała od razu do mnie i chcieli wciskać mandat i grzywnę, mimo dowodów z mojej strony, że imprezy nie było(rozmawiali z sąsiadami z piętra- mówili, że z dołu leciało a u nas było cicho).
Nie oceniam dobrze, ani źle, jednak uważam, że mogłoby być lepiej.
To fakt, nadużywają swojej władzy bardzo często, oceniają ludzi z góry, przesadzają z ich traktowaniem, traktując jak kryminalistów, którymi nie są, wymagając od nich kultury, tymczasem sami nie mają jej za grosz. Często sa tam gdzie ich nie potrzeba, a nie ma gdy są potrzebni. To fakt, ale nie wszyscy tacy są.
Prawdą jest również to, że gdyby jej nie było wcale zapanowałaby totalna anarchia. Człowiek bał by sie kompletnie wyjść na ulicę.
Miałam kiedyś nieprzyjemną sytuację z pewnym panem policjantem, który chyba chciał sobie nieco pożartować. Mianowicie, za małolata spędzało się czas w różnych miejscach. W tamtym momencie wraz ze znajomymi Byliśmy na opuszczonej szkole. Przyszedł z psem, spisał i zaczął przeszukiwać. Mnie bezczelnie macał po tylku dowalając głupimi tekstami. Robił to dosyc perfidnie. Ech...
Policja w Polsce nie spełnia podstawowej funkcji: pomagania obywatelom a sprawia, ze obywatele się policji boją.
Gdziekolwiek podróżowałam zagranicę tam Policja autentycznie pomagała ludziom.
Co innego mnie niepokoi, o czym założyłam osobny wątek, na który zapraszam osoby, które pracują w Policji: http://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?pid=1390047#p1390047
Ja swoje doświadczenia z policją opiszę tak - do pierdół są pierwsi. Ktoś przejdzie na czerwonym świetle, lecą z mandatem, ktoś zrobi imprezę - to samo. Ale jak stanie się coś poważniejszego, kończy się na spisaniu zeznań i tyle. Ja już ładne parę razy byłam na komendzie w związku z potłuczonymi szybami u mnie w pokoju, w samochodzie ojca, kradzieżami (raz nawet ktoś rozciął siatkę i ukradł nam z ogródka kilkadziesiąt... drzewek ozdobnych) i ZA KAŻDYM RAZEM TO SAMO. Najczęściej jeszcze do tego byli opryskliwi i nieprzyjemni, aczkolwiek raz się trafił jakiś młody, miły posterunkowy. Ale to raz.
Spotkałam kiedyś w hipermarkecie ochroniarza z mojego dawnego liceum, jakoś w rok po skonczeniu szkoły. Zapamiętałam go jako fajnego, wyluzowanego gościa (zawsze nas krył przed nauczycielami jak wyskakiwaliśmy na papierosa i gadał o muzyce), więc jak zaproponował szybkie piwko żeby powspominać stare czasy, to się zgodziłam. Pośmialiśmy się, on pomarudził o żonie, ja o braku pracy, w pewnym momencie zaczął coś gadać, jaka jestem wspaniała i piękna. Mnie się lampka zapaliła i skłamałam, że chłopak na mnie czeka i nara. Jakoś za parę dni telefon, on (wtf?! skąd ma mój numer? ja mu go nie dawałam), chciał pożyczyć 200 zł, płakał, że go w pracy okradli. Powiedziałam, że nie mam, nara. Znowu za parę dni, byłam u przyjaciółki, było już ok 1-2 w nocy, dzwoni moja mama, że ten gość stoi pod domem, pijany, awanturuje się, myśli, że jestem w domu, bo drze się, że mnie kocha na zmianę z groźbami, że to już parę godzin trwa, że mama dzwoniła już parę razy na policję, ale nie przyjeżdżają. Przyjaciółka zadzwoniła do starszej siostry, ta do chłopaka, chłopak skrzyknął kolegów i pojechaliśmy, ale zanim dojechaliśmy, gość widać zmiękł i sobie poszedł. Chyba 2 dni później zadzwoniła do mnie jego żona i dowiedziałam się, czemu nie było policji - bo on zanim został ochroniarzem pracował właśnie na mojej komendzie i wszystkich doskonale zna, ze wszystkimi się kumpluje, ergo ani żona, ani ja na policję nie mamy co liczyć. Na szczęście facet sobie odpuścił po tej akcji.
Zgadzam się: do pierdół są pierwsi. Szlag mnie trafia jak widzę 3 policjantów kwestionujących pijaczka na skwerze.
Nie przypominam sobie nieuprzejmości ze strony policjantów z którymi miałam do czynienia. Co prawda, zaledwie kilka razy potrzebowałam ich interwencji, ale zawsze dość szybko się zjawiali, pomagali. Zależy, na kogo się trafi. Ja z własnego doświadczenia oceniam ich pracę pozytywnie, jednakże nie zaprzeczam, że są i tacy, którzy całkowicie minęli się z powołaniem. ![]()
20 2013-02-09 03:55:12 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-02-09 03:58:28)
Zacytuję fragment filmu Kiler
:
- Wiesz: co mówi ulica? Że jak chcesz dać komuś po mordzie, to najlepiej policjantowi. Nie odda. Bo się boi.
- Nie się boi, tylko nie może, bo paragrafy nie pozwalają
Nie będę tu podawał bardzo konkretnych przykładów (chcę zachować na tym forum pewną anonimowość), ale przypomnę sprawę znaną wszystkim.
Poznań i zastrzelenie przez pomyłkę młodego chłopaka.
Policjanci stracili pracę i do dzisiaj spędzają czas w sądach. Ostatnio unieważniono wyrok uniewinniający i nie wiadomo, czy nie skończą jako długoletni więźniowie.
Za co?
Za to, że byli w pracy i oddali strzały w kierunku samochodu, który chciał ich zabić (rozjechać).
W całym cywilizowanym świecie policjant strzelający do auta, które usiłuje go rozjechać zostałby uniewinniony. U nas prasa skupiła się na tym, że samochód został pomyłkowo rozpoznany.
Nikt nie zauważa, że dwóch smarkaczy palących trawkę (informacja oficjalna) rusza z kopyta w kierunku policjantów usiłujących ich zatrzymać. Woleli zaryzykować zabicie tych funkcjonariuszy niż dać się przyłapać na posiadaniu narkotyków.
I niech mi nikt nie wmawia, że policjanci nie przedstawili się i "biedni chłopcy" myśleli, że to napad.
Sam byłem w bardzo podobnej sytuacji.
Policjanci myśleli, że jestem członkiem mafii, a ja byłem przekonany, że to właśnie mafia mnie obserwuje (policjanci byli w cywilkach).
Jechałem powoli w kierunku dowodzącego. Gdy mój zderzak opierał się praktycznie o jego kolana policjant wyjął "blachę" i broń (odbezpieczoną wcześniej).
Wrzasnął: policja kryminalna i momentalnie stanąłem.
Nie dlatego, ze wrzasnął te słowa, ale dlatego, że najpierw sięgnął po "blachę". Każdy policjant tak zrobi. To taki odruch.
Jakoś nie ruszałem na tych ludzi z kopyta.
Rozumiem, że smarkacze przestraszyli się oskarżenia o narkotyki, ale rozumiem też doskonale, że policjanci przekonani, że w wozie siedzi niebezpieczny gangster, otworzyli ogień gdy ten wóz ruszył na nich z piskiem opon.
No chyba, że wg kogoś powinni puścić ten samochód w centrum gwarnego miasta przekonani, że siedzi w nim poszukiwany przestępca.
A tak z ciekawości zapytam: Kto z was ruszyłby samochodem w kierunku kilku mężczyzn celujących do niego z pistoletów i broni długiej? Są jacyś chętni? Zaznaczam, że cała rzecz dzieje się w centrum dużego miasta.
Dlatego policjanci wolą się nie wychylać i skupić na sprawdzaniu pijaczków.
Denerwuje mnie że policja nie ściga za śmiecenie ani za zajeżdżanie drogi czy nieutrzymywanie odległości na trasie. Cieszy mnie że nie przeszkadza im gdy jeżdżę na samych światłach pozycyjnych. Z policją miałem do czynienia w kilku dosyć zróżnicowanych sytuacjach, funkcjonariusze na ogół byli uprzejmi i pomocni, w trudnych niekiedy sprawach. Owszem, raz wydarł się na mnie policjant na motorze, ale nie mam mu tego za złe, bo w świetle prawa powinien wlepić mi mandat i jeszcze trzymać pół godziny aż sprawdzą czy nie jestem poszukiwany.
Trzeba pamiętać że praca policjanta jest trudna i niewdzięczna. Brak ludzkiej życzliwości i wyzwiska są na porządku dziennym co musi fatalnie wpływać na nastrój policjanta i jego stosunek do innych ludzi. Dlatego zawsze jestem dla policjantów uprzejmy i przyjazny, i wiem że choćby nie wiem jak głupiego przepisu pilnowali, to nie mam prawa mieć do nich pretensji bo oni od tego są żeby właśnie przestrzegania prawa pilnować.
Mam w rodzinie dwóch policjantów i znam dość dobrze małe środowisko policyjne jednego z turystycznych małych miasteczek mojego regionu.
Muszę przyznać,że ci policjanci,których znam prywatnie są takimi samymi przestępcami jak ci,których oni ścigają.Rózni ich tylko mundur:(
Kradną co się da: materiały budowlane,wycinają drzewa w nie swoim lesie,nigdy nie wożą dzieci w fotelikach i nigdy sami nie zapinają pasów,oszukują na fakturach,kupują przebijane,kradzione auta.
Po obejrzeniu "Drogówki" mogę powiedzieć tylko jedno: baaardzo realistyczny film
Gojka102 mam takie same doświadczenia. Policjant, z którym się spotykałam zupełnie nie przestrzegał przepisów drogowych jadąc swoim cywilnym samochodem. Żadne tam pasy, czy też ograniczenia prędkości - on miał blachę i to wszystko załatwiało po tym jak zatrzymywała go policja - w sumie jego koledzy.
Gojka102 mam takie same doświadczenia. Policjant, z którym się spotykałam zupełnie nie przestrzegał przepisów drogowych jadąc swoim cywilnym samochodem. Żadne tam pasy, czy też ograniczenia prędkości - on miał blachę i to wszystko załatwiało po tym jak zatrzymywała go policja - w sumie jego koledzy.
To taka solidarność resortowa
.
Obecna zapewne we wszystkich firmach.
A tak poważnie: czy oprócz niezapinania pasów i naruszania przepisów ruchu drogowego (co wszystkim zdarza się nam na co dzień
) ten Twój spotykacz robił coś przestępczego?
Bo Gojka wspomniała o sprawach konkretnych i zdecydowanie nagannych.
25 2013-02-11 10:21:10 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-02-11 10:37:53)
Dla mnie nie jest niczym dziwnym, że policjanci są znienawidzonym zawodem. Mój tesc, były milicjant, zatrzymywał ponoc samochody cięzarowe z ładunkiem materiałów budowlanych i tak długo "szukał" czegoś, że kierowca dawał za wygraną i wykiprowywał co nieco na jego budowie. To nie jest miłe, a ludzie pamiętają, oj pamiętają, po grób.
Następna sprawa, miał ktoś stłuczkę z policjantem? Jasny gwint, to nigdy nie jest ich wina. Trzeba uważac nawet jeśli ma się nagranie z kamery w samochodzie, koledzy tego patafiana przez "nieuwagę" skasują, zabiorą, zniszczą dowód. Pozostaje wożenie się po sądach i powoływanie biegłych.
A imprezy urządzane przez samych policjantów czy ich dzieci? Spróbuj zadzwonic i doniesc na takich, że ciszę nocną zakłócają. Koledzy jak usłyszą adres to się zlbo nie śpieszą, albo przyjadą z dużym opóźnieniem gdy impreza dogorywa.
Policjant może palic w swoim piecu nawet oponami i też zero reakcji.
Mówiąc krótko, nadużywają władzy, stanowiska. A że gdzieś tam głowy się czasami posypią? Czysta polityka, co jakiś czas złożymy w ofierze kozła i działamy dalej. Góry nic nie ruszy, proste pachołki oberwą.
Zacznij z policją, częsta kontrola drogowa i nękanie murowane.
Małgorzatka napisał/a:Gojka102 mam takie same doświadczenia. Policjant, z którym się spotykałam zupełnie nie przestrzegał przepisów drogowych jadąc swoim cywilnym samochodem. Żadne tam pasy, czy też ograniczenia prędkości - on miał blachę i to wszystko załatwiało po tym jak zatrzymywała go policja - w sumie jego koledzy.
To taka solidarność resortowa .
Obecna zapewne we wszystkich firmach.
A tak poważnie: czy oprócz niezapinania pasów i naruszania przepisów ruchu drogowego (co wszystkim zdarza się nam na co dzień ) ten Twój spotykacz robił coś przestępczego?
Bo Gojka wspomniała o sprawach konkretnych i zdecydowanie nagannych
Obecna we wszystkich firmach? Ja tego jakoś nie widzę
Np w supermarketach w jaki sposób miałaby wyglądać ta solidarność między pracownikami tak jak w przypadku policji.
Mam jeszcze inne argumenty
Gdy np pojechał z samochodem do przeglądu wrzucił sobie do bagażnika sygnał świetlny tzw "kogut"
chociaż na co dzien tego nie wozi. Gdy sprawdzający samochód zapytał w jakim celu ma to w bagażniku odpowiedział że niektórzy mają prawo to wozić po czym machnął legitymacją. W ogóle tą legitymację zawsze nosił na wierzchu żeby inni np w urzędach itp zauważali ją "przypadkiem". Przez co był traktowany zazwyczaj z pierszeństwem.
Raz też przyniósł ze sobą pistolet po służbie do mnie do domu. Byliśmy umówieni.. to dało mi wyjątkowo dużo do myślenia.
Ja wezmę znowu w obronę panów policjantów. Dzisiaj czytałem wywiad z policjantem z drogówki w którym m.in. wyliczał ilu kolegów pochował w trakcie służby, w większości rozjechanych przez bezmyślnych kierowców. Poza tym ostatnio wzywałem policję w dosyć poważnej sprawie. Sympatyczni, uprzejmi, poopowiadali trochę o tym co się w mieście wyprawa i jak głupio przestępcy potrafią wpaść.
Heh panie Lewski mój tata jest kierowca ciężarówki i tez pochował kilku swoich kolegów, którzy właśnie zginęli w wypadkach. Nie ma reguły, dużo zawodów jest niebezpiecznych i ludzie giną.
29 2013-03-18 19:37:18 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-18 20:24:54)
Ile ludzi żyje z poczuciem niesprawiedliwości, bo policjant jadąc po pijanemu zabił. Ilu diabli biorą, bo z policją trudno wygrac. Zwykły Kowalski za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, chociaż zawiasy dostanie,p olicjant już niekoniecznie ( no może jakiś krawężnik zostanie poświęcony).
Uważaj Lewski, Ty też możesz trafic na policjanta, prokuratora, sędziego lub kogoś z jego rodziny. Nie mówię tylko o wypadkach. Nie życzę nikomu takiego sąsiedztwa. Jeśli znacie jakiegoś ugodowego przedstawiciela tej grupy, to gratuluję.
Mam szczerą nadzieję, ze w końcu zaczną robic porządki z tym branżowym kumoterstwem. Dobrze byłoby, żeby przyszli policjanci byli bardziej za pan brat z naukami ścisłymi. Nie zaprotestuję gdy spotkam wreszcie takich, którym mózgownica pracuje, oczywiście będąc osadzoną na mocnym kręgosłupie moralnym.
30 2013-03-18 21:38:07 Ostatnio edytowany przez gojka102 (2013-03-18 21:46:32)
Ja wezmę znowu w obronę panów policjantów. Dzisiaj czytałem wywiad z policjantem z drogówki w którym m.in. wyliczał ilu kolegów pochował w trakcie służby, w większości rozjechanych przez bezmyślnych kierowców. Poza tym ostatnio wzywałem policję w dosyć poważnej sprawie. Sympatyczni, uprzejmi, poopowiadali trochę o tym co się w mieście wyprawa i jak głupio przestępcy potrafią wpaść.
Och,jakbym widziała moich dwóch szwagrów- dowcipni,uprzejmi,chętnie dzielą się swoimi opowieściami z ciężkiej policyjnej pracy...
A wiesz,że tacy uprzejmi,sympatyczni policjanci potrafią siedzieć okrakiem na swojej żonie i walić jej głową o podłogę?Uwierzysz,że tacy sympatyczni policjanci potrafią wywieźć swoje 10 letnie dziecko do lasu,wlać mu tam i je w lesie zostawić?
Że potrafią kraść materiały budowlane,kupować auta z przebijanymi numerami,brać łapówki od kierowców?
Że na drodze łamią wszelkie przepisy,jeżdżą po dwóch piwach i nigdy nie przewożą dzieci w fotelikach?
Naprawdę znam kilkudziesięciu takich uprzejmych i sympatycznych policjantów,którzy robią wymienione przeze mnie rzeczy...
Napisałabym jeszcze parę słów o tym jak policjanci uczą się języków obcych i jakie dostają certyfikaty ale zwyczajnie obawiam się,że jak podam jakieś fakty to zostanę namierzona i będę miała problemy.
Nie oceniaj książki po okładce:)
31 2013-03-25 13:24:06 Ostatnio edytowany przez Pan Lewski (2013-03-25 13:25:13)
Mam szczerą nadzieję, ze w końcu zaczną robic porządki z tym branżowym kumoterstwem. Dobrze byłoby, żeby przyszli policjanci byli bardziej za pan brat z naukami ścisłymi.
Raz spotkałem policjanta-metalurga. Nie wiem jednak co mają nauki ścisłe do tego.
Heh panie Lewski mój tata jest kierowca ciężarówki i tez pochował kilku swoich kolegów, którzy właśnie zginęli w wypadkach. Nie ma reguły, dużo zawodów jest niebezpiecznych i ludzie giną.
Raz nocowałem w motelu dla kierowców ciężarówek. Może miałem pecha ale część z nich jest sama sobie winna jeśli ginie w wypadkach. Jak się jedzie trasę to powinno się być w miarę możliwości trzeźwym i wyspanym.
Wszyscy narzekają na policję. Być może, nie wiem dlaczego, większość ludzi rości sobie prawo do orzekania w sensie totalnym. Ja takiego prawa sobie nie roszczę, piszę jedynie z perspektywy swoich doświadczeń. Kilka razy miałem do czynienia z policją, nigdy mnie nie pobili, nie obrazili, nie okradli. Przeciwnie, byli potrzebni to pomogli. Ze swojej perspektywy jestem zadowolony. Są patologie? Pewnie są, o tym się nie wypowiadam bo nie mam wiedzy na ten temat.
W sumie masz Lewski rację, niech lepiej policja nie zna podstaw matematyki i fizyki. Ja faktycznie na tej niewiedzy skorzystałam. Pan policjant opowiedział fajną bajeczkę, a opinia biegłego z zakresu rekonstrukcji zdarzeń drogowych, pozbawiła cwaniaka złudzeń.
Kiedyś też miałam do policji stosunek obojętny. Życie jednak pokazało, że te niepochlebne opinie z powietrza się nie wzięły. Mąż oraz jego pracodawca też im laurki nie wystawią. Nigdy nie wykryte kradzieże, niechęc do przyjmowania zgłoszeń, bo statystyki im popsują, i tym podobne zdarzenia, malują prawdziwe oblicze stróżów prawa.
Wiem, że policja ma prikaz walenia mandatów za bzdety. Za co można zostac ukaranym? Tutaj moja wyobraźnia okazała się za mała. Otóż za używanie słów nieparlamentarnych podczas akcji ratunkowej. Tak dobrze czytacie, strażacy, mieszkańcy, inni kierujący ratowali ludzi z autokaru, któremuś się wymsknęło i mandat dostał ( opiewał na stówę). Za przechodzenie o 4 rano przez pustą jezdnię ( zebra 80m dalej) też można otrzymac stosowny kwitek. Za jazdę z jedną ręką na kierownicy - podobno zagraża to bezpieczeństwu pozostałych użytkowników ( to teraz popatrzcie na wyścigi kolarskie, wszystkich karac).
Policja zatrzymując na drodze, musi nam podac powód owej kontroli. Po przygodach z moim "panem władzą" byłam wielokrotnie zatrzymywana, a nocą to już na mur beton. Wymyślano jakieś włamy w okolicy. Zawsze dzwoniłam pod 112 żeby potwierdzic, że to nie przebierańcy. Po 6 razie mam spokój.
Cosik mi się zdaje, że chcesz Lewski wstąpic w szeregi tej formacji. Mam nadzieję, że wiesz co robisz. Uczciwemu trudno tam przeżyc. Wejdziesz między wrony, kracz jak i one.
33 2013-03-26 12:08:32 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-03-26 12:12:16)
Mam wrażenie, że chaber05 i gojka102 podchodzą do całej policji przez pryzmat doświadczeń z osobami, z którymi związane były uczuciowo i które to związki nie były dla obu dziewczyn nazbyt korzystne.
Jeżeli chodzi o tzw. solidarność resortową, to zdecydowanie istnieje ona w wielu środowiskach. Weźmy np. lekarzy.
Jeżeli chodzi o przemoc w rodzinie, to nie jest ona przypisana wyłącznie policjantom. Zgadzam się, że z powodu charakteru pracy policjanta niektóre sytuacje mogą wyglądać inaczej. Możliwe, że interweniujący w domowej awanturze policjanci mogą znać (i lubić) swojego kolegę i z tego powodu potraktują go pobłażliwiej, ale prawdopodobnie wiele osób na ich miejscu postąpiłoby podobnie. Nie demonizujmy. Nie każdy policjant katuje swoją żonę i dziecko. Osobiście miałem dłuższy kontakt tylko z jednym takim "człowiekiem" i był on zatwardziałym wrogiem policji. Może dlatego, że dzięki pracy tych "złych" policjantów ma zakaz zbliżania się do swojej byłej żony i dziecka.
Osobiście znam wielu policjantów pozostających w szczęśliwych (dla obojga partnerów) związkach. Zauważam też, że odsetek rozwodów wśród znanych mi policjantów jest wyższy od odsetka rozwodów wśród innych grup zawodowych. Tłumaczę to sobie kłopotliwymi dla małżonki elementami pracy policjanta np. częstym, niezaplanowanym pobytem w pracy, przenoszeniem stresów związanych z pracą do domu, czy koniecznością odreagowania tych stresów. Znam dość dobrze dwóch rozwodników w mundurach i byłbym bardzo zaskoczony, gdyby okazało się, że kiedykolwiek skrzywdzili swoją żonę. Dowodem na to są dla mnie stosunki panujące po rozwodzie między byłymi małżonkami.
Z racji prowadzenia firmy wielokrotnie zmuszony byłem korzystać z pomocy policji. Nie mam zastrzeżeń do ich pracy operacyjnej. Cóż jednak jest ona warta, gdy prawo w naszym kraju stoi na straży bandytów i złodziei?
Bandyta zna doskonale przepisy i w łatwy sposób może dowiedzieć się, kto go oskarża. Potem przychodzi do takiej osoby i przystawia jej nóż do gardła. Nie można mu niczego udowodnić, bo jest jego zeznanie przeciw zeznaniu zastraszanego. Nawet, gdy zastraszana osoba nie wycofa zeznań, bandyta może poddać się tzw. dobrowolnemu ukaraniu i pokrzywdzony dowie się o tym dopiero po kolejnym (bolesnym) napadzie.
Dlatego doświadczeni policjanci przekraczają niekiedy swoje uprawnienia.
Przyznam, że znam wiele przypadków, gdy działania policjantów na granicy prawa uratowały dobytek, zdrowie, a w trzech przypadkach być może nawet i życie zagrożonych ludzi.
Podam przykład bardzo czytelny.
Proszę wyobrazić sobie policyjny wóz (na cywilnych numerach), którego załoga obserwuje przestępców. Zdarza się (o zgrozo
), że ci przestępcy nie stosują się do zasad ruchu drogowego. Potrafią nawet znacznie przekroczyć prędkość w terenie zabudowanym
. Gdy śledzący ich policjanci także przekroczą prędkość i zostaną uwiecznieni na portrecie fotoradaru Straży Miejskiej, z własnej kieszeni zapłacą mandat i dostaną punkty karne.
Oczywiście policjanci wiedzą o tym i stosują pewne metody, ale zgodnie z prawem stosując je, sami popełniają wtedy przestępstwo.
Takie ciągłe lawirowanie na granicy prawa (aby móc wykonywać dobrze swoją pracę) powoduje nonszalanckie podejście policjantów o niektórych przepisów.
Podsumowując: policjant też człowiek. Może okazać się porządnym człowiekiem i podłą świnią, ale nie zależy to od bycia przez niego policjantem, ale od jego wrodzonego charakteru.
Mundur daje mu tylko większe możliwości, dlatego w przypadku bycia świnią jego utytłanie w błocie przestępstwa jest bardziej widoczne.
34 2013-03-26 13:14:09 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-26 13:16:02)
Fakt, mam teścia, byłego milicjanta. Z "panem władzą" od "dzwona" uczuciowo na pewno nie jestem związana. Z resztą jego kolegów z branży podobnież, tak jak mój mąż i jego szefostwo.
Mnie tylko jedno zastanawia: policjant i strażak - obciążenie psychiczne w pracy zawodowej podobne, a w statystykach odnośnie przemocy cud jakowyś, o strażakach prawie wzmianki nie ma.
Odnośnie pracy operacyjnej owej grupy zawodowej, skąd tyle skarg o zaniedbania? Zbieranie dowodów to jakaś męka jest?
Co do lekarzy, to tutaj też jest bagienko. Osobiście polegam na poleconych specjalistach i sama wypisuję stosowne laurki lekarzom. Na szczęście można to robic. Podobnie można oceniac prawników.
A teraz Yogi złóż doniesienie do prokuratury na przekroczenie kompetencji przez danego policjanta - umorzą skubani. Oglądam "Państwo w państwie" i diabli mnie biorą. Ludzie tracą dobre imię i majątek, przez prokuratorów wspomaganych wybitną pracą operacyjną wiadomych służb.
35 2013-03-26 13:36:45 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-03-26 13:46:01)
Policjant i strażak mają pracę niebezpieczną, ale zupełnie odmienną.
Jeżeli strażakowi ktoś zabroni wynieść z płonącego domu ogłuszonego człowieka, to będzie skandal na skalę światową.
Jeżeli policjantowi zabronią zamknąć niebezpiecznego (ale posiadającego właściwe koneksje) pedofila, to będzie... NORMA.
Oczywiście oświadczam, że nie znam takiego przypadku i moja wypowiedź, to tylko dywagacje.
Jak wspomniałem wcześniej: nie mam zastrzeżeń do operacyjnej pracy policji.
Kiedyś okradziono moją firmę. Policja w ciągu godziny ujęła trzech z czterech sprawców włamania razem z większością "fantów". Odebrała zeznania od kobiety będącej świadkiem całego zdarzenia. Potem sąd uniewinnił wszystkich poza jednym, który poddał się dobrowolnie karze. Dowodem dla sądu nie było nawet prawo jazdy zagubione przez "uniewinnionego" sprawcę na terenie firmy !!!
Nie składałem nigdy doniesień na przekroczenie kompetencji przez policjanta. Za to kiedyś w centrum miasta zatrzymało mnie dwóch policjantów i zarzucając (bezpodstawnie) naruszenie przepisów ruchu drogowego wymusiło wpłacenie "mandatu bez pokwitowania". Byli bardzo zdziwieni, gdy kilka godzin później zameldowali się u mojego kolegi. Szybko przestali być policjantami. Kolega nie wywalił ich z roboty dlatego, że jest moim kolegą, ale dlatego, że zaufał mojemu doniesieniu i zrobiłby to samo w innym wiarygodnym przypadku.
Inny mój znajomy policjant znalazł się w więzieniu na podstawie doniesienia zatrzymanego przez niego bandyty. Prawie pół roku spędził w towarzystwie zatrzymanych wcześniej przestępców. Został oczyszczony ze wszystkich zarzutów, ale stracił chęć do pracy na zawsze.
Może dlatego policjanci z dużą rezerwą podchodzą do oskarżeń pod ich adresem?
Nie mam znajomych policjantów, nigdy z tą grupą zawodową nie było mi po drodze.
Policjanci powinni jednakowo podchodzic do oskarżeń skierowanych do wszystkich, bez owej rezerwy dla swojaków. To tyle.
Wymuszenia mandatów: o tak, tutaj mąż i jego koledzy mogą epistoły wypisywac. Logo bogatej firmy na boku samochodu i polowanie czas zacząc. Kamery w radiowozie na wzór amerykański i załatwione.
Chciałabym żeby policja tak pomagała i była tak szanowana jak niemiecka czy szwedzka. Niestety to tylko marzenie, od lat jedynie marzenie. Na razie jestem zdegustowana i rozżalona. Przyszło mi się zmagac z nieuczciwością i kumoterstwem w tej grupie zawodowej. Wiem już, że dobry prawnik zawsze będzie miał zajęcie. Tylko o zgrozo, nigdy nie pomyślałam, że trzeba będzie uciekac się do jego pomocy, by bronic się przed policją.
YogiBear- nie jestem uczuciowo związana i nigdy nie byłam z żadnym policjantem:)). Tych,których znam to bracia mojego męża i ci,którym pomagałam rozwiązywać testy językowe po to by mogli ponieść swoje "kwalifikacje. A był to-uwierz cały posterunek:)
Jeśli chodzi o mnie chodzi jeszcze do niedawna raz w tygodniu wzywałam policję na młodzież robiącą imprezy na klatce schodowej.Za każdym razem skarga była przyjmowana,zjawiali się funkcjonariusze i za chwilę był spokój.Ostatnim razem gdy to zrobiłam panowie policjanci spisali młodzieńców,którzy poli piwo,przeklinali i głośno się zachowywali po 22.A gdy ci rozeszli się do domów panowie w mundurach troszkę się zapomnieli bo zaczęli pod moimi drzwiami bluzgać,wydzierać się gorzej niż ci w sprawie których przed chwilą interweniowali:)
Miałam też niezbyt bystrego dzielnicowego,który razu pewnego wpadł do mnie z wizyta przeprowadzić tzw wywiad bo brat męża starał się wtedy o przyjęcie do policji.Robił to tak idiotycznie,nie potrafił poprawnie się wysławiać,że chwilami miałam niezłą polewkę.Następnie przyszedł za tydzień i rozbrajająco stwierdził,że musi jeszcze raz przeprowadzić wywiad bo....podarł notes w którym robił zapiski.Następnie stwierdził,że przeprasza,że mnie nie uprzedził o swojej wizycie ale mój numer stacjonarny jest....zastrzezony.Ze śmiechem pokazałam mu mój numer w książce telefonicznej.
No cóż.....metody operacyjne policji rozwaliły mnie na łopatki:)
Pamiętam też sytuację gdy zaprosiłam męża i dwójkę naszych znajomych do knajpy z dyskoteką bo uczcić mój doktorat.Ochroniarze zaczęli nas atakować bo mąż wziął fotel ze stolika,który był wolny.Ochroniarz przyszedł i po chamsku kazał mężowi fotel odstawić.Mąż odpowiedział,że nie jest z panem na Ty i poprosił o szefa.Szefa oczywiście nie było,mąż dzwonił po policję kiedy ochroniarze na parkiecie zaczęli nas potrącać a gdy mąż poszedł do toalety nie chcieli go wypuścić i zaczęli mu grozić co mu zrobią jak nie wyjedzie z knajpy.
Pojechaliśmy od razu na komisariat ale policjant nie chciał od nas przyjąć zgłoszenia bo stwierdził,że jesteśmy ......pijani:)
Zrobiłam małą aferkę i następnego dnia zjawił się u mnie w domu komendant i osobiście przyjął moje zeznania,przedstawił zdjęcia typków co nas zaczepiali i powiedział,że policja wezwana przez nas była w lokalu ale ochrona powiedziała im,że już wszystko jest w porządku więc ci nawet do lokalu nie weszli.
Sprawa zakończyłaby się dobrze gdyby nie fakt,że jeden ze zbirowatych ochroniarzy(przeciw któremu złożyłam pozew cywilny) zjawił się u mnie w domu z przeprosinami.Oczywiście go nie wpuściłam a następnie dziwnym zbiegiem okoliczności miałam poprzebijane opony i rozbitą przednią szybę.A gdy wyjechałam na wakacje ktoś podpalił drzwi do mojego mieszkania....
Oczywiście Yogi,że podchodzę do pracy policji przez pryzmat SWOICH doświadczeń.No bo jak niby miałabym do tego podchodzić?:)
Wiesz Gojka: ja nie twierdzę, że wszyscy policjanci są geniuszami. Ja po prostu kumpluję się z tymi rozgarniętymi
.
Oczywiście znam przypadki zupełnie odmienne. Na własnej skórze przerobiłem przypadek policjanta, który za niewielką opłatą (o której oczywiście nic nie wiem
) szykanował mnie przez kilka tygodni. Sprawa skończyła się, gdy kilku moich znajomych policjantów wpadło na niego tak nieszczęśliwie, że szykanowanie mnie wypadło mi zupełnie z głowy
. I wcale nie byli to moi bliscy znajomi. Po prostu wkurzyła ich sytuacja i nie przepadali za tym przygłupem.
Wasze zajście z ochroniarzami było konfliktem z ochroniarzami. Twój adres otrzymał "przepraszający" ochroniarz prawdopodobnie od reprezentującego go prawnika. Taka osoba ma dostęp do wszystkich danych i to jest właśnie największa ułomność systemu. Ale sama policja nie ma na to żadnego wpływu.
Ochroniarze doskonale znali system pracy policji i wykorzystali to przeciw Wam
.
Jeżeli chodzi o języki obce, to prawdę mówiąc policjanci niezbyt często będą z tej umiejętności korzystać, więc dlatego (zapewne) potraktowali to "po łebkach"
.
Lepiej zapytaj ich jak wyglądają obowiązkowe strzelania, gdy nie ma w magazynie naboi (to nie żart
), albo jak często w ostatniej pięciolatce zmienił się kodeks karny, który jest podstawą ich pracy (z całą pewnością częściej niż język obcy
).
Ps. To do braci swojego męża nie masz żadnych uczuć
?
No w każdym razie nie jestem z nimi związana uczuciowo w taki sposób jaki Ty to rozumiesz pisząc,że te związki uczuciowe były niekorzystne:)
Ja nie kumpluję się z żadnymi policjantami bo po prostu jakoś po akcji kiedy pisałam za nich te testy okazało się,że wielu z nich jest matołowatych a potwierdzają to stosownym certyfikatem z języka,którym to brylują wśród znajomych.
Ostatnio mój chrześniak podczas gdy to tatuś przed znajomymi nie- policjantami się chwalił zagadał do niego po angielsku a ten oczywiście nic nie skumał.Znajomi się pośmiali a po ich wizycie tatuś udzielił synkowi takiej reprymendy,że chłopak chodził z rozbitym nosem....
Wiesz to nawet nie było traktowanie "po łebkach"- to były jaja.Jaja zrobił z siebie ten,który testy układał za spore pewnie pieniądze(tylu byków to ja dawno nie widziałam) jak i ci co je "rozwiązywali".
Te "jaja" nie ujrzą zapewne zbyt dużo "światła dziennego"
.
Zapewniam Cię że nie "przebiją" wielu szkoleń dla bezrobotnych (ci ostatni dostają często pieniądze za obecność), albo szkoleń BHP
.
A na rodzinę (nawet szwagrów) zawsze patrzymy subiektywnie
.
Tolerowałem mojego szwagra do czasu rozwodu. Teraz z całym spokojem nazywam go opóźnioną umysłowo pierdołą, choć poza wywołaniem kilku katastrof (dosłownie
np. zmiażdżenie kolejowego wagonu) nieszkodliwą.
Co do bezsensownych testów, to pamiętam jedno zadanie z ekonomii, zadane na uczelni, mojej pracownicy. Przez pól dnia głowiliśmy się z zaprzyjaźnionym doktorantem, kto mógł COŚ TAKIEGO wymyślić
.
Znam też "prostsze" umysły w mundurach
. Kiedyś, aby mieć o czym z nimi rozmawiać czekałem przez trzy godziny na transmisję walki Gołoty. Gdy wreszcie wszedł na ring, wybiegłem na moment do ubikacji. Wróciłem i... walka była zakończona
. Od tego czasu NIE LUBIĘ Gołoty
.
Z Policją mialam kilka razy scine (zawsze larum wznosilam w konkretnych sytuacjach, i co za tym idzie zawsze wychodzilo na moje) a takze kilka razy bardzo mile ,a co najwazniejsze kompetentnie zostalam potraktowana
Byla tez sytuacja kiedy odmowilam przyjęcia mandatu ,i doskonale wiedzialam że w tym wypadku mam 100% racje, równiez z pozytywnym skutkiem przez sąd zostala rozpatrzona moja odmowa
Cenie sobie sprawiedliwosc i rzetelnosc wladzy do swojej pracy, jesli widze ,że tak jest ,wtedy nie wdaje sie w bezsensowną dyskusje i respektuje daną osobe,ktora uczciwie ze mną jakis "problem" stara sie rozwiązać
Reasumując: chyba samej policji nie zależy na tym, by zmienic wizerunek. Od czasów mojego teścia nic się nie zmieniło, a to już kilkadziesiąt lat. Jak zatrudniali niezbyt bystrych, tak zatrudniają. Jakieś tam testy przechodzą, ale moim zdaniem powinna byc weryfikacja co np. 5 lat. Tylko problem w tym, że policjant najczęściej nie umie nic. Statystyczny Kowalski ma jakiś fach w ręku, jak nie ta firma, to inna go zatrudni. Nie oszukujmy się, to są ludzie po ogólniaku lub licencjacie z politologii, europeistyki, socjologii itp. Obecnie obserwuję wysyp szkół a'la wojskowe, policyjne. Mamią tych młodych ludzi perspektywami pracy w służbach mundurowych. Wabikiem jest też mieszkanie służbowe, dodatek mieszkaniowy, wcześniejsza emerytura i nade wszystko stabilnosc finansowa. To akurat błędne rozumowanie, bo przyciąga nie tych co trzeba, a amatorów łatwizny. Lewski pisał o metalurgu, aż mi się wierzyc nie chce, ze inż metalurg wolał pracę w policji, od lepiej płatnej w swoim zawodzie.
Jednak to co mnie najbardziej bulwersuje to brak etyki i uczciwości tych służb. Niedobrze mi się robi jak ich rzecznicy plotą bzdury, usprawiedliwiając wybryki swoich. Czego to oni nie wymyślają! Obrażają społeczeństwo, bo tylko idiota da wiarę takiemu bajdurzeniu.
Chaber- po licencjacie... to ja bym sobie życzyła mieć z takimi do czynienia:)
Tych,których znam to ludzie po maturze w różnych technikach.O jednym wiem na 100%,że kupił sobie maturę.
44 2013-03-27 09:20:19 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-03-27 09:22:17)
Pisałam o teraźniejszych naborach. Starsi stażem faktycznie są absolwentami szkółek tego i owego. Poznałam swojego dzielnicowego, przystojny chłopak, ale buzi niech lepiej nie otwiera. Taki cwaniak, coś w stylu wiejskiego filozofa, do tego bufon.
Spotkał ktoś życzliwego i pomocnego policjanta? Takiego w stylu angielskiego mundurowego, co to pouczy, wytłumaczy. Bywają takowi?
Pomińmy może przypadki życzliwości w stosunku do młodziutkich i ładniutkich kobiet.
A takiego mega inteligentnego?
Jak Wy tych policjantów nie lubicie
.
Powtórzę jeszcze raz: moi zaprzyjaźnieni policjanci są inteligentni i rozgarnięci
. Większość może wpisać przed swoim nazwiskiem mgr i wcale nie jest to tytuł z wyższej szkoły policyjnej
.
Właśnie skojarzyłem, że jeden z nich jest uznanym kuratorem i kilku małolatów wyprowadził na ludzi.
Lubię ich nie za to, że są policjantami, ale za to, jakimi są ludźmi. Gdyby odpowiadali opisowi zamieszczonemu wcześniej przez dziewczyny, to nie bardzo miałbym o czym z nimi rozmawiać.
Przypomniał mi się kolejny kolega, którego hobby jest historia drugiej wojny światowej.
Może nie jest to szczególnie wysublimowane hobby, ale ten policjant nie ogranicza się do czytania i zapamiętywania. Potrafi sam dokonać analizy porównawczej różnych źródeł i wyciągnąć nowe, interesujące wnioski. Proszę wybaczyć, ale znam kilka osób po humanistycznych studiach, które zrobić tego nie potrafią, a facet skończył tylko technikum.
Tak na marginesie, to prosiłbym Gojkę o wyjaśnienie: dlaczego ludzi po technikach uważa za głąbów?
Sam dawno temu ukończyłem taka szkołę. Koledzy z mojej klasy zajmowali pierwsze miejsca na ogólnopolskich olimpiadach matematycznych i fizycznych. Moje technikum należało wtedy do najlepszych szkół w województwie i miało najwyższy procent osób przyjętych na studia. Z mojej klasy tylko trzy osoby zrezygnowały ze studiów (wtedy naprawdę było trudno dostać się na studia, poza tym zrezygnowali to nie oznacza, że nie zdali egzaminów wstępnych), a maturę (dużo trudniejszą od obecnej) zdali wszyscy przy pierwszym podejściu. Negatywnym ocenianiem wszystkich techników czuję się nieco urażony.
Yogi, jakoś tak się złożyło, że żadnego uczciwego i inteligentnego policjanta nie spotkałam. Nie wiem, to chyba jakiś pech. Mam dorosłych synów, oni kolegów, żaden z klasy licealnej nie myślał nawet o pracy w policji, nie ten profil chyba. Owszem, koledzy gimnazjalni aplikowali do różnych służb mundurowych.
Gdzie Ty spotykasz wszystkich tych inteligentnych i fajnych mundurowych? Jesteśmy z mężem towarzyskim tandemem, spotykamy wielu interesujących ludzi, ale w obrębie służb mundurowych - ani jednego. O przepraszam, strażak się trafił. Niestety niepochlebnie mogę się wypowiedziec o jeszcze kilku grupach zawodowych. Najbardziej jednak drżę przed aparatem skarbowym. Wolałabym im nie podpasc i nie isc na noże. Pracują tam moje koleżanki licealne, te najbardziej wredne i jeśli są takie dla petenta miłe, jak były za szkolnych czasów, to wszystkim stykającym się z nimi współczuję.
Chyba jednak największy wpływ na to z jakimi ludźmi się stykamy, ma nasza praca oraz wykonywany zawód. Ludzie dobierają sobie znajomych pod względem wspólnych zainteresowań, podobnego zawodu, bo mają o czym rozmawiac. Dlatego też z policją nam zupełnie nie po drodze ( albo i po drodze, ale tej w sensie komunikacyjnym).
Yogi, jakoś tak się złożyło, że żadnego uczciwego i inteligentnego policjanta nie spotkałam. Nie wiem, to chyba jakiś pech.
To naprawdę pech. Ja nie twierdzę, że wszyscy policjanci to intelektualna śmietanka towarzyska, stanowiąca wzorzec wszelkich cnót
.
Uważam, że podobnie jak w innych zawodach także i tutaj mamy przegląd różnych charakterów. Specyfika tej pracy wyrabia w tych ludziach pewne maniery, które mogą czasami denerwować innych ludzi.
Każdy z nas przekracza prędkość w znanych mu miejscach, gdzie ograniczenie tej prędkości jest zupełnie bezsensowne i każdy z nas po złapaniu radarem próbuje wykpić się od mandatu. Czym różni się to od "kumoterskiego" stwierdzenia: koledzy, ja też jestem policjantem?
Nie mówię tutaj o sytuacjach dotyczących wypadków itp.
Gdzie Ty spotykasz wszystkich tych inteligentnych i fajnych mundurowych?
Część poznałem trenując w młodości sporty walki. Sympatie przetrwały do dzisiaj. Czasami nawiązuję kontakt doradzając ich kolegom w jakiś problemach, na których znam się ja, a czasami korzystam z ich pomocy w rozwiązaniu problemów swoich.
Prowadzę firmę i często mam do czynienia ze złodziejami, a nawet bandytami. Znajomość policyjnych procedur pozwala mi nie pakować się w beznadziejne procesy i omijać sytuacje potencjalnie niebezpieczne np. oprócz złodziei, których skazała kiedyś Temida dobrzy policjanci znają większość tych, którym nadal udaje się nie wpaść (takich jest niestety większość). Omijając ich szerokim łukiem omijam również kłopoty.
Chyba jednak największy wpływ na to z jakimi ludźmi się stykamy, ma nasza praca oraz wykonywany zawód. Ludzie dobierają sobie znajomych pod względem wspólnych zainteresowań, podobnego zawodu, bo mają o czym rozmawiac.
Jak wspomniałem powyżej tematy rozmowy biorą się z warunków pracy. Przyznam, że dużo bardziej interesuje mnie to czy pobliski komisariat nie zostanie zlikwidowany, niż to, czy zamkną jakiś inny zakład.
Najbardziej jednak drżę przed aparatem skarbowym. Wolałabym im nie podpasc i nie isc na noże. Pracują tam moje koleżanki licealne, te najbardziej wredne i jeśli są takie dla petenta miłe, jak były za szkolnych czasów, to wszystkim stykającym się z nimi współczuję.
Mnie spotkał tam facet, który z powodów mikrego wyglądu był w naszej podstawówce często wyśmiewany. Nie pamiętam, bym osobiście mu dogryzał, ale byłem częścią masy, której nienawidził. W US uśmiechał się do mnie sympatycznie, a potem "zgubił" część moich dokumentów. Dwa lata starań i 20 000zł (kary i wyrównania finansowe) kosztowała mnie ta jego niechęć.
Znam też miłe dziewczyny pracujące w US. Prawdę mówiąc spotkałem ich całkiem sporo. Wykonują wybitnie upierdliwą pracę np. podczas przystępowania Polski do Unii moja znajoma otrzymała zadanie informowania petentów o wchodzących w związku ze zjednoczeniem zmianach w przepisach VAT-u. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kompendium tych zmian w postaci ośmiuset stron prawniczego bełkotu otrzymała na 5 dni przed zmianami. A wszyscy petenci przez wcześniejsze dwa miesiące uważali ją za idiotkę i winną braku informacji.
Myślę, że po wzięciu poprawki na warunki wykonywania danej pracy można spojrzeć na przywary różnych grup zawodowych w bardziej pobłażliwy sposób.
Oceniam bardzo źle. Napchało się "misiów" do mundurówki, bo bali się brać za coś poważniejszego i teraz połowa myśli że są Panami na ulicy. Ale jak co do czego, sytuacja zagrożenia to nigdy ich nie widać.
Jak Wy tych policjantów nie lubicie
![]()
.
Tak na marginesie, to prosiłbym Gojkę o wyjaśnienie: dlaczego ludzi po technikach uważa za głąbów?
Sam dawno temu ukończyłem taka szkołę. Koledzy z mojej klasy zajmowali pierwsze miejsca na ogólnopolskich olimpiadach matematycznych i fizycznych. Moje technikum należało wtedy do najlepszych szkół w województwie i miało najwyższy procent osób przyjętych na studia. Z mojej klasy tylko trzy osoby zrezygnowały ze studiów (wtedy naprawdę było trudno dostać się na studia, poza tym zrezygnowali to nie oznacza, że nie zdali egzaminów wstępnych), a maturę (dużo trudniejszą od obecnej) zdali wszyscy przy pierwszym podejściu. Negatywnym ocenianiem wszystkich techników czuję się nieco urażony.
Yogi- to nie jest tak,że ja nie lubię policjantów.Ja po prostu nie lubię opierdzielaczy,nierzetelnych,nie przestrzegających zasad przedstawicieli wszelakich zawodów.
Czy ja gdzieś napisałam,że ludzie po technikach to głaby? Ja Cię proszę czytaj i nie nadinterpretuj bo trudno jest dyskutować z kimś to wie lepiej ode mnie co chciałam napisać i jaki mam pogląd na sprawę.
Gdybym była wredna napisałabym,że "techniczni" nie potrafią czytać ze zrozumieniem.Ale nie jestem:)
Czy ja gdzieś napisałam,że ludzie po technikach to głaby? Ja Cię proszę czytaj i nie nadinterpretuj bo trudno jest dyskutować z kimś to wie lepiej ode mnie co chciałam napisać i jaki mam pogląd na sprawę.
Gdybym była wredna napisałabym,że "techniczni" nie potrafią czytać ze zrozumieniem.Ale nie jestem:)
Chaber- po licencjacie... to ja bym sobie życzyła mieć z takimi do czynienia:)
Tych,których znam to ludzie po maturze w różnych technikach.
"Techniczny" (choć później kształcony humanistycznie
) wywnioskował z powyższego zdania, że nie cenisz zbyt wysoko ludzi po maturze w technikum.
I jakbym tego zdania nie przeczytał, to jego sens odbieram tak samo
.
Yogi- jeszcze raz wytłumaczę tym,którzy na lekcjach czytania ze zrozumieniem nie uważali:).
Uważam,że policjant odgórnie powinien mieć narzucone wykształcenie wyższe niż niż średnie.A jeśli już średnie- to jest teraz coś takiego jak szkoły średnie mundurowe- i przynajmniej taką powinien mieć skończoną.Nie pytaj dlaczego:)
Przeczytałeś to co pisałam o niezbyt bystrych policjantach i od razu wysnułeś wniosek,że pewnie tak o nich myślę bo mają średnie wykształcenie.Otóż nie- cokolwiek by przed nazwiskiem mieli niewiele by im pomogło.
Intelekt można pomnażać przez wykształcenie ale zdobyć się go wraz z magisterką nie da:)Ja nie ośmieszam braku wiedzy tych policjantów- no chyba,że zdobycie tej wiedzy wiązało się z ukończeniem szkoły podstawowej lub średniej.
Mam wrażenie,że jesteś dotknięty syndromem "kasjer- dupa".
Dla Ciebie mój ukochany wierszyka mojego ukochanego autora:
Mała poczta w małym mieście
i na poczcie mała przerwa.
Kasjer szybkę przymknął wreszcie,
plik banknotów liczyć przestał.
Rozrzucone dokumenty,
w szklance po herbacie ? denko?
A on czujny, a on spięty,
obserwuje swe okienko.
Wtem otworzył. W przód się rzuca
i zaprychał, i zatupał,
i zakrzyknął co sił w płucach:
?Kto powiedział ?Kasjer dupa??!
Kto powiedział ?Kasjer dupa??!?
A na poczcie cicho, pusto,
drzemią paczki niewysłane.
Pachnie barszczem i kapustą
(bo garkuchnia jest przez ścianę).
W głębi jakiś pan łysawy
adresuje list, a bliżej
gość wbił w sufit wzrok kaprawy
i pocztowy znaczek liże.
Brudno, zaduch, much, upał?
Nikt nie mówi nic, a zwłaszcza
Nikt nie krzyczy ?Kasjer dupa?.
Kasjer krzyczał tak z pół roku,
po okresie zaś półrocznym,
z urzędowym błyskiem w oku,
wezwał go naczelnik poczty
i powiada zły okropnie:
?Co pan się kompromituje?
Nikt się aż do tego stopnia
panem nie interesuje,
żeby w takim mieście małym,
wołać wśród tych much, w upale,
wołać - choćby dla kawału:
?Kasjer? prawda? i tak dalej?.?
I nasz kasjer krzyczeć przestał,
rozleniwił się? rozziewał?
Lecz gdy w święta jest orkiestra
on coś nadal podejrzewa.
Myśli, że ten tamburmajor
regimentu strażackiego,
swą buławą wywijając,
też przyczepia się do niego.
Gdy strażacka trwa parada
i mosiężna trąbi grupa -
kasjerowi się podkłada
pod rytm marsza: ?Kassss-jer dupa, kasss-jer dupa??
Pointa zaś wierszyka mego
w takich słowach się zawiera,
że znam cały kraj, co tego
przypomina mi kasjera.
Mały kraj, co tak uważa
z pokolenia w pokolenie:
że ktoś ciągle go obraża,
że ktoś wciąż go nie docenia.
Czasem mu ktoś prawdę kropnie:
?Kraju mój - źle kombinujesz.
Nikt się aż do tego stopnia
tobą nie interesuje.
Skończ te siupy, bo cię wpiszą
do Guinnessa lub Gallupa?.
?
A kraj okno - trach! I dyszy:
?Kto powiedział ?Kasjer dupa??!
Kto powiedział ?Kasjer dupa??!?
Pozdrawiam.
52 2013-04-10 21:59:57 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-10 22:05:24)
Ale Ci się nudzi
.
Yogi- jeszcze raz wytłumaczę tym,którzy na lekcjach czytania ze zrozumieniem nie uważali:).
Uważam,że policjant odgórnie powinien mieć narzucone wykształcenie wyższe niż niż średnie.
Jeden z tych, którzy wg Ciebie na lekcjach czytania ze zrozumieniem nie uważali:), przyznaje, że nie rozumie powyższego zdania
.
A jeśli chodziło Ci o przyjmowanie do służby tylko ludzi z wyższym wykształceniem, to zacytuję zaprzyjaźnionego komendanta
: Za coś mnie Boże pokarał tymi magistrami? Ani to kondycji nie ma, ani z ludźmi dogadać się nie potrafi. Nawet broń boję się im dać do ręki.
.
Jego wypowiedź wcale nie jest bez sensu. Osobiście wolę, żeby policjant wzbudzał u złodziei/bandytów respekt, niż próbował ich przekonać retoryką. Na niektóre typy retoryka nie działa
.
I wyobraź sobie, że (z tego co wiem) do służby są obecnie przyjmowanie prawie wyłącznie osoby z mgr przed nazwiskiem.
A jeśli już średnie- to jest teraz coś takiego jak szkoły średnie mundurowe- i przynajmniej taką powinien mieć skończoną.Nie pytaj dlaczego:)
Pech zrządził, że żaden z moich bliskich kumpli w granatowych mundurkach takiej szkoły nie skończył
. Za to wszyscy ukończyli wyższe szkoły mundurowe i potrafią zrozumieć proste teksty w języku angielskim.
Przeczytałeś to co pisałam o niezbyt bystrych policjantach i od razu wysnułeś wniosek,że pewnie tak o nich myślę bo mają średnie wykształcenie.Otóż nie- cokolwiek by przed nazwiskiem mieli niewiele by im pomogło.
Intelekt można pomnażać przez wykształcenie ale zdobyć się go wraz z magisterką nie da:)Ja nie ośmieszam braku wiedzy tych policjantów- no chyba,że zdobycie tej wiedzy wiązało się z ukończeniem szkoły podstawowej lub średniej.
Poddaję się Gojka
. Przekonujesz mnie, że nie pogardzasz ludźmi po technikach, a w zdaniu powyżej rozszerzasz zakres osób, których wykształcenie ośmieszasz na wszystkich. którzy zakończyli edukację na szkole średniej
.
Mam wrażenie,że jesteś dotknięty syndromem "kasjer- dupa".
Wiesz, że jesteś wredna?
.
A poważnie: razi mnie uogólnianie negatywnej opinii na wszystkich policjantów. Ja znam takich, z których pracy jestem zadowolony i zawsze będę stawał w ich obronie
.
A miałem dzisiaj nic nie pisać
.
Yogi, wiem, że wśród tych policjantów mogą byc uczciwi ludzie. Akurat my ich nie spotkałyśmy. Gdybym odkryła, że mój kolega/koleżanka choc raz wykorzystali swoje stanowisko/układy do wymigania się od odpowiedzialnosci - nie byliby już moimi dobrymi znajomymi. Uwierz, potrafię okazac pogardę i chłód. Kiedyś te praktyki musi ktoś ukrócic.
Nie chcę jakoś strasznie rozgrzebywac tematu uczciwości policjantów, ale zapytaj kolegów czy nie skorzystaliby z okazji "wymigania się". gdyby takowa się nadarzyła. Tylko niech będą szczerzy, zresztą sam ich znasz, będziesz wiedział kiedy mówią prawdę.
Yogi, wiem, że wśród tych policjantów mogą byc uczciwi ludzie. Akurat my ich nie spotkałyśmy. Gdybym odkryła, że mój kolega/koleżanka choc raz wykorzystali swoje stanowisko/układy do wymigania się od odpowiedzialnosci - nie byliby już moimi dobrymi znajomymi. Uwierz, potrafię okazac pogardę i chłód. Kiedyś te praktyki musi ktoś ukrócic.
Nie chcę jakoś strasznie rozgrzebywac tematu uczciwości policjantów, ale zapytaj kolegów czy nie skorzystaliby z okazji "wymigania się". gdyby takowa się nadarzyła. Tylko niech będą szczerzy, zresztą sam ich znasz, będziesz wiedział kiedy mówią prawdę.
Chaber:
Taki jeden, powszechnie znany, powiedział kiedyś: Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem.
Rozróżniam wymigiwanie się od odpowiedzialności za jazdę z przepaloną żarówką światła pozycyjnego (czego normalny człowiek nie jest w stanie zauważyć), od odpowiedzialności za spowodowanie wypadku.
O ile w pierwszym przypadku mogę tylko zazdrościć nie zapłacenia mandatu, o tyle w przypadku "poważnym" (np. gdy ta przepalona żarówka doprowadziła do wypadku) uważam, że winowajca musi ponieść pełną odpowiedzialność.
Nie muszę o to pytać moich mundurowych kolegów, bo rozmawialiśmy na ten temat wiele razy.
Człowiek jest już tak zbudowany, że w nieświadomy dla siebie sposób próbuje wymigać się od obowiązków, lub odpowiedzialności. Ważne jest: czy dotyczy to drobiazgów, czy spraw poważnych. Np. inną sprawą jest jednorazowe "urwanie się z pracy" urzędniczki z ważnego powodu (np. konieczność wcześniejszego odebrania dziecka z przedszkola), a inną permanentne opuszczanie miejsca pracy przed czasem.
Ciągle się słyszy,że jest zbyt mało chętnych do pracy w policji, wcale się nie dziwię, bo to raczej niebezpieczna praca. Ciekawa, ale i stresująca i czasami nie dająca - mimo wysiłków - rezultatów.Nigdy nie miałam do czynienia z policją,nawet jeśli chodzi o drogówkę, a co do samych policjantów - szanuję Ich pracę, podziwiam za odwagę w razie różnych interwencji. Czasami się słyszy, o przekupstwie, o załatwianiu coś po znajomości, a gdzie teraz tego nie ma? Kto nie kombinuje,ten nie żyje i to powiedzenie ma coś z racji. Alłe czy w każdym mieście jest taka policja?, bywają z powołania,którzy walczą z przestępcami, kombinatorami itp.Nie należy wszystkich mierzyć jedną miarką. To moja o Nich opinia.Pa.
A ja znam ludzi honoru i naprawdę uczciwych, ci się nie pokuszą. Trzeba jednak miec ten kręgosłup moralny i tyle. Nie ma nieświadomego wymigiwania się - pierwsze słyszę, ale teoria zgrabna i wiele wyjaśnia.
A ja znam ludzi honoru i naprawdę uczciwych, ci się nie pokuszą. Trzeba jednak miec ten kręgosłup moralny i tyle. Nie ma nieświadomego wymigiwania się - pierwsze słyszę, ale teoria zgrabna i wiele wyjaśnia.
Ostatnio dużo o kręgosłupie się dowiedziałem i jest to bardzo elastyczna bestia
.
Chory jest wtedy gdy nazbyt się usztywnia.
Po mojemu
w życiu jest tak samo.
Nie ten ma honor, który o nim ciągle mówi, ale ten, który w sytuacji krytycznej się nim wykaże.
Ja wolę przyjaźnić się z niedoskonałymi policjantami, którzy w poważnej sytuacji (np. wypadku spowodowanego przez kolegę) staną na wysokości zadania i zapomną o przyjaźni od tych, którzy nie będą wtedy wiedzieli, co mają zrobić.
Nic nie jest czarne albo białe.
Nasze życie składa się z odcieni szarości.
I nie rozumiem co ma przymknięcie oka przez policjanta na np. parkowanie 40cm bliżej skrzyżowania niż przepisowa odległość do honoru.
O jakiej pokusie piszesz?
Rozumiem, że nigdy w życiu nie ściągnęłaś od kolegi, ani nie dałaś ściągnąć komuś. Nigdy w życiu nie skłamałaś przez telefon, że koleżanki nie ma w pokoju. Nigdy nie przejechałaś na żółtym świetle. Nigdy nie zaparkowałaś (na moment) w miejscu zabronionym. I nigdy nie urwałaś się wcześniej z pracy, szkoły, zajęć.
Ja nie wybielam policjantów biorących łapówki. Ja tylko zwracam uwagę, że niekiedy muszą zachować się niezgodnie z przepisami, a to powoduje u nich "lżejsze" podejście do mniej ważnych przepisów na codzień.
To tak jakbyś oskarżała strażaka o wybicie okna. A on tylko wyniósł kogoś przez to okno z pożaru.
To ja też przykładem pojadę: kolegowałam się pewną osobą pracująca w ubezpieczeniach. Po tym jak już z całą pewnością wiedziałam, że kombinowała z wypłatą odszkodowań dla znajomych i siebie, kontakty zerwałam. Dobrze zrobiłam, bo prokuratura zainteresowała się bardzo szybko tą osobą i wszystkimi znajomymi.
Yogi nie fandzol mi tu o małych grzeszkach typu odpisywanie i ściąganie, bo nasza wiedza czy niewiedza zostanie prędzej czy później obnażona. Ja pisałam o wykorzystywaniu swojego stanowiska.
Yogi nigdy nie przejechałam na czerwonym świetle, na żółtym jeszcze można. Nigdy nie parkowałam na zakazie, nie mam i nie miałam wystawianych mandatów. Taka trochę "niemra" ze mnie. Nie do wiary, co? Już tu gdzieś pisałam, ze jesteśmy z mężem uczciwymi jeleniami, nawet abonament RTV płacimy.
59 2013-04-11 11:40:47 Ostatnio edytowany przez YOGI bear (2013-04-11 15:04:41)
Jeżeli chodzi o ubezpieczenia, to znam przypadek, gdy pewna osoba "poszła na rękę" swojej przyjaciółce. Ta ostatnia złamała nogę i nie mogła w terminie opłacić składki na ubezpieczenie AC auta. Z powodu jednego dnia opóźnienia straciłaby (wtedy) ciągłość ubezpieczenia i co za tym idzie duże zniżki. Agentka wypisała dowód wpłaty z terminem umożliwiającym zachowanie ciągłości ubezpieczenia. Na drugi dzień sama przyjechała do swojej unieruchomionej przyjaciółki, wzięła od niej należne pieniądze i wpłaciła (zbiorczo) na konto ubezpieczyciela. Wypisując kwit z datą wcześniejszą popełniła przestępstwo. Nie wiem: jak to ocenisz.
Ja widzę ogromną różnicę pomiędzy takim przestępstwem, a oszukaniem kogoś z wypłatą odszkodowania.
I wcale nie straciłem o tej agentce dobrego zdania.
Żółte zapala się po to, byś mogła spokojnie wyhamować przed sygnalizatorem
, a nie przyśpieszać, jak czyni większość z nas
.
Ta Twoja agentka prawa nie złamała, ani w jakiś nadzwyczajny sposób nie wykorzystała. No bez jaj Yogi, zaczynasz już dziwy wypisywac.
Ta Twoja agentka prawa nie złamała, ani w jakiś nadzwyczajny sposób nie wykorzystała. No bez jaj Yogi, zaczynasz już dziwy wypisywac.
Antydatowanie na oficjalnym dokumencie jest fałszerstwem. W końcu potwierdziła przyjęcie wpłaty, nie otrzymując pieniędzy.
I ja przymykam oko na takie "przestępstwa" popełniane przez innych, co nie znaczy, że akceptuję pobłażanie w przypadku przestępstw prawdziwych
.