Może ktoś udzieli mi porady, bo już nie wiem, co robić.Moja 17letnia kochana córeczka totalnie zwariowała, najpierw popadła w złe towarzystwo i żadnym sposobem nie można jej było wyciągnąć z ich wpływu, a rok temu poznała chłopaka, który pije i nadużywa narkotyków, ma kartotekę na policji, jest złodziejaszkiem, ma 21lat i ukrywa sie u jakiegoś kolegi przed dłużnikami.Moja córce totalnie odbiło na jego punkcie, zerwała kontakty ze wsz.koleżankami, przestała się uczyć, omal nie została w pierwszej klasie LO, a teraz podpuszczana przez niego nie wraca do domu na noce, opuszcza szkołę i odnosi się do nas okropnie.Zabierałam kieszonkowe, ale on jej daje pieniadze,zgłosiłam pól roku temu sprawę o wyznaczenie kuratora, ale to ją też nie wzruszyło, mówi, że my jej tylko przeszkadzamy żyć i chce sie wynieść z domu. Martwię się, bo ona się stacza,razem popijają alkohol, może narkotyki, a on ją sobie poporzadkował i jak mi z tupetem mówi,,wychodował ją sobie''.Wiem, że sobie zaplanował, ze jak ona skończy 18lat-wycągnie ja z domu i wystapią do nas o alimenty, bo ona się uczy.Wiele razy z nią szczerze rozmawiałam, wcześniej miałyśmy dobry kontakt, tłumaczyłam, psycholog itd, ale jest pod takim wpływem, jak w jakiejs sekcie.Poradźcie.
Podobne tematy
Ciężka sprawa,najlepiej to zabronic im kontaktu ze sobą,ale to raczej nie możliwe,bo znajdzie sposób aby i tak się z nim spotkać.Wiem,że ja zrobiła bym wszystko,aby zerwała z nim kontakt,nawet zabroniła wjscia z domu jesli by byla taka potrzeba,zabrała tel.własnie teraz póki jeszcze nie jest pełnoletnia i nie moze sama decydowac o sobie,pilnowała bym jej na kazdym kroku az się opamieta.Wiem,że taka znajomosc do niczego dobrego nie prowadzi niestety.Znajoma mojej kolezanki własnie byla z takim chłopakiem,zamieszkali razem,popadli w narkotyki,trwało to kilka lat,az do momentu kiedy zaszła w ciężę,zaczeła sie dziwnie zachowywac,a on już tego nie mógł zniesc i wyrzucił ją,wruciła do swojej babci,gdzie zamieszkała z dzieckiem,i jej zahowanie zaczeło odbijać sie na nich,dziecko hdy płakało,wyzywała od najgorszych,była agresywna,wylądowała w psychiatryku.Ja przedstawiłam tutaj ten gorszy scenariusz,którego nie zyczę tobie jako matce,ale lepiej dmuchać na zimne.
Nie wiem co powinnaś postąpić,ale na pewno nic krzykiem,zabranianiem,szantażem,groźbami...tym tylko możesz pogorszyć.Chociaż domyślam się,że ciężko opanować się w chwili gdy nie możecie się porozumieć.Nie wiem,co mogło mieć wpływ na jej postępowanie.Może tylko się tobie wydaje,że wszystko było ok.?może czegoś jej w domu brakowało?sama musisz to przeanalizować i sobie odpowiedzieć.Dobrze by było gdyby dała się namówić na pójście do psychologa,co pewnie niemożliwe więc ty sama powinnaś chodzić na jakieś spotkania,opowiedzieć całą sytuację,posłuchać rad i spróbować się do nich stosować.
Może powiedz córce,że cokolwiek się stanie to może liczyć na twoją pomoc i zawsze w domu czeka na nią miejsce.Może kiedyś się opamięta i to pomoże jej poprosić o twoją pomoc.
Córka jest niepełnoletnia. Wodę z mózgu robi jej pełnoletni przestępca (narkoman?). Pójdźcie do radcy prawnego i rozpoznajcie możliwości prawne odizolowania jej od niego.
Rozwiązanie najbardziej naturalne (czyli ojciec bierze rurkę i spuszcza gówniarzowi łomot tak długo, aż zostawi córkę w spokoju) w dawniejszych, bardziej cywilizowanych czasach zamykało sprawę, ale dzisiaj może mieć trudne do określenia konsekwencje prawne.
Radzę zadziałać zdecydowanie, zanim córka dostanie psuchotropy i padnie ofiarą gwałtu.
...hmmm,łomot?
Może i to nie głupi pomysł,skoro cywilizowane metody ni skutkują.Może by się od niej odczepił.
Wstyd się przyznać, ale 3 lata temu byłam w podobnej sytuacji. Wyprowadziłam się z domu do chłopaka (on bez matury, pracy, dorabiał na czarno). Mieszkaliśmy razem prawie rok. Rachunków nie płaciliśmy - ja nie miałam z czego bo studiowałam, a on mówił, że w następnym tygodniu zapłaci. Moja mama na początku bardzo walczyła, abym zerwała z nim kontakty, lecz im bardziej walczyła, tym bardziej ja wbijałam się w przekonanie, że ona chce zniszczyć moje szczęście i jest moim wrogiem. Myślałam, że dzięki mojemu wsparciu, chłopak wyjdzie na prostą. W międzyczasie zaczęłam palić jak smok i spędzać wieczory z piwkiem zamiast z książką czy znajomymi. Stałam się wulgarna, nie liczyłam się z uczuciami innych.
Na początku gdy zamieszkaliśmy było ok. potem zaczęło się zmieniać. Uderzył mnie raz, uderzył drugi. Moje życie ograniczało się do sprzątania, gotowania dla niego obiadków i zaspokajania fantazji seksualnych. Oczywiście cały czas ciągnęłam studia (cud, że mnie nie wylali!). Gdy byłam zmęczona, miałam kobiece trudne dni itp jego to nie obchodziło. Miał ochotę na sex to sobie brał. Najgorsze w tym wszytskim było to, że ja to akceptowałam. Zapuściłam się strasznie - często chodziłam z tłustymi włosami, nieumalowana, w starych ciuchach, z poszarpaną torebką.
Kontakt z mamą był ograniczony. Nie odzywałam się do niej, bo ona ciągle mi truła i krytykowała mój wybór. Nie chiało mi się tego słuchać, więc nie dzwoniłam, nie odwiedzałam jej.
Potem pojawiła się druga dziewczyna, znikał wieczorami, nie wracał na noc. Justyna miała ma imię. Opowiadał mi oniej a ja słuchałam. Kiedyś, gdy wróciłam wcześniej zastałam ich razem. Obrażony tej nocy poszedł spać na kanapę, bo brzydził się mną. Tak mieszkaliśmy jeszcze miesiąc.
Aż w końcu coś we mnie pękło. Gdy wyszedł do pracy, szybko wstałam i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Bałam się, aby nie wrócił, bo czegoś zapomniał czy coś. Chcialam stamtąd uciec. Wróciłam do mamy. Ona nie pytała o nic, i dobrze bo i tak bym jej nie powiedziała. Wróciłam do domu w marcu. Dopiero teraz zaczynam z mamą normalnie rozmawiać.
Mam 23 lata.
Może wypowiem się jako osoba która zachowywała sie podobnie w wieku -nascie.
Dziewczyna w tym wieku nie myśli, że rodzice chca dla niej dobrze, ma wrażenie, że chca jej zrobić na złość, że jej przeszkadzają "zyc własnym zyciem". No taki wiek. Szuka się własnego ja,własnego miejsca,najwięcej się wtedy błądzi. Czy Pani ma pełna rodzinę i zdrowe stosunki panujące w domu? Może córce czegos brakuje, a nie zwierzała sie tym Pani, może ma jakiś osobisty problem z sobą a Pani tego nie wie? Jesli chodzi o rozmowę z osoba w tym wieku to nie jest tak łatwo jak z dorosła osobą, nastolatki same nie wiedzą czego chcą, o co im chodzi, a jesli już to zasłaniają je innymi wytłumaczeniami,bo np nie potrafią o tym mówić. To wszystko mija w wieku ok 20lat. Moja mama takze robiła wszystko by mnie uchronic od złego,choć niezbyt dobrymi metodami, bo krzyczała, zabraniała, policja,kurator etc etc. Teraz po latach jej za to dziekuję. Ale wtedy im bardziej to robiła tym bardziej sie buntowałam. Nie chcę doradzać w tej kwestii, ale ja pamietam, że jedyne co na mnie działało to to gdy mama sie do mnie nie odzywała, olewała, tak jakby dała sobie za wygrana i cierpiała w ciszy i samotności. To było okropne uczucie. Proponuję,aby jednak udała sie do specjalisty który Pani doradzi jak z nia postępować.
Ja mysle, ze krzykiem i zabranianiem nic sie nie zdziala. Im bardziej cos jest zabronione czy niedostepne, tym bardziej zwykle tego pragniemy, a juz szczegolnie w takim wieku, w ktorym czlowiek ''walczy'' o nowe przywileje, o wolnosc wyboru.
Czytalam o badaniu, ktore przeprowadzono na nastolatkach i ich rodzicach - im bardziej rodzice byli przeciwni ich zwiazkom, tym 'mocniejsze'' one sie stawaly - czyli tym bardziej nastolatki byly 'za' nimi. Jesli byly pozbawione nacisku rodzicow bardziej trzezwo patrzyly na faktyczna wartosc partnera.
Pewna dziewczyna zaczela spotykac sie ze starszym facetem, i jak sama stwierdzila, gdyby rodzina nie zaczela sie tym zamartwiac, bylaby z nim najwyzej miesiac, a nie cale 5.
Tak wiec zakazy i grozby nie zadzialaja. Juz teraz widac,ze nie dzialaja. Mysle,ze powinna pani powiedziec corce, ze od teraz akceptuje jej wybory, ale wierzy w jej rozsadek. Ogolnie porozmawiac jak dorosly z doroslym. Na pewno ona w glebi duszy nie chcialaby zniszczyc sobie przyszlosci, zawalic szkoly. Musi pani po prostu pokazac jej,ze jest po jej stronie. I pozwolic jej poczuc, ze to ona sama o sobie decyduje, ze jej zdanie jest wazne, itd. Mysle, ze przy takim podejsciu szybko otworzy sie na jakeis sugestie. Byleby nie stawiac sie w pozycji jej wroga. Skoro wierzy, ze to jest jej droga do szczescia, niech sobie chwile powierzy. Jesli przestanie skupaic sie na walce z rodizcami, szybciej przejrzy na oczy.