Cześc Wszystkim. W maju tego roku pierwszy raz weszłam na to Forum. Zostawił mnie maz po 15 latach udanego zwiazku. Zostałam sama z nastoletnia córką. Moj swiat legł wtedy w gruzach. Przez internet poznał kobiete i mimo, ze zawsze był wobec mnie uczciwy i prawdomówny, w tym wypadku zawiódł . Zostałam z problemami i dzieckiem. Nie byłam zdolna pracowac ani uczyc się. Dodatkowo jeszcze będac przed egzaminami koncowymi i nawalem obowiązków w pracy. Nie lubie litości ani wspólczucia, wiec kryłam głeboko , to co czułam.To forum pozwolilo mi jednak rozejrzec sie wokół siebie, że nie byłam osamotniona z tymi problemami. Nie przezywalam tu zadnego rodzaju katarsis . nie przyrównywalam tez swoich problemow do innych. Kazdy był indywidualny i kazdy był osobista tragedią. Jednak im wiecej czytałam, tym bardziej dostrzegalam, jak bardzo niekiedy nadajemy znaczenia ludziom, którzy czasem nie sa warci jednej myśli. Po pewnym czasie stwierdzilam, ze mój maz, ktorego uwazalam za mój swiat, nie był nim, a mi go tylko przysłaniał. Nadalam mu tak wielka wartosc, ze stał sie moim tlenem, woda,słoncem. jednak jak odszedł, okazało sie, ze tlenu nie zabrakło, woda nadal jest a słonce równiez nadal swieci. Rozejrzałam sie wokół siebie i zaczełam w tych zgliszczach, po upadku mojego zwiazku, zbierac to, co pozostało. Co sie okazało? Ze pozostało bardzo wiele wartosciowych rzeczy. Moja córka, chyba najwazniejsza, praca, szkoła, cele, zdrowie.Spojrzałam na przeszłosc, jak na usprawiedliwienie mojego lenistwa, bo łatwo mi było przeciez ,,biadolic" i zwalac wszystko na to, co sie stało, niz sie podniesc i isc dalej. Po co miałam cos zmieniac, skoro zostałam tak zraniona i moglam tym usrawiedliwiac swoje humory, zle samopoczucie, depresje czy brak checi do dalszej drogi. Jednak ileż mozna siedziec w takim stanie i tylko rozpamietywac, co było i dlaczego mnie to spotkało. Wstalam na nogi, Pozdawalam egzaminy. Zlozylam pozew o rozwód, W pracy zaczełam sie stawac efektywniejsza. Zajelam sie swoimi hobby i córką. Na nasz zwiazek spojrzalam z innej perspektywy wtedy, Stało sie i nie mam wehikułu, nie cofne, ale nie musze tez z poczuciem wielkiej niesprawiedliwosci zyc. Odnowiłam kontakt z mezem, gdyz jest ojcem mojej córki. Ich stosunki nie musza byc złe, bo akurat my mielismy problemy, Udalo sie to.Nie zerwalam rowniez kontaktu z rodzina meza, oni nie byli niczemu winni. Zycie zaczełam sobie ukladac juz innym torem, Wyznaczylam sobie nowe cele.Teraz niezaleznosc:) by nie byc nigdy od nikogo uzalezniona pod zadnym względem. Myslami czesto wracam do przeszłosci ale tylko po to, by poukladac ja. Odrzucic stare znaczenia, pozwolic sobie spojrzec na wszystko trzezwiej. Nie powiem, ze nie boli, to normalne, ale teraz jest teraz, a jutra jeszcze nie ma. Rozpamietywanie nie jest rzecza konstruktywną.Nadalam teraz nowe znaczenia poszczególnym aspektom mojego zycia. Z mezem mam kontakt kolezenski, wytlumaczyłam mu, ze powrotu do siebie nie mamy, ale nie musi to oznaczac wrogosci. Rozwód ugodowy, poszedl w calosci na moje warunki, w zamian za to, ma ode mnie zawsze pomoc, jezeli poprosi o to. Rozmawiamy otwarcie na temat naszego nowego zycia, wiem co u niego a on co u mnie. Mieszkamy teraz daleko od siebie, on mieszka ze swoja nowa miłoscia. Ja niestety na chwile obecna nie mam zamiaru sie angazowac w zadne zwiazki, nie teraz. Mozna powiedziec, ze wygralam sama ze sobą, bo nie pozwolilam samej sobie upasc na dno, zalamac sie. Sztuka nie jest nigdy nie upadac,Sztuka jest, umiec sie podnosci po upadku. Moze ktoraz z Was ,po przeczytaniu tego postu, spojrzy równiez na swoje zycie z innej perspektywy. O wartosci czegos, stanowi nasze myslenie. Czasem ktos nie jest warty tego, by nazywac go calym swiatem i zakladac, ze zycie sie konczy wraz z odejsciem takiej osoby, Pozdrawiam ![]()
Podobne tematy
Super, suuuper, obu wiecej takich postow. Gratuluje Ci optymizmu i woli walki. Naprawde wielki szacunek dziewczyno! ![]()
Nie wiem skąd miałaś taką siłę by po tym wszystkim co zrobił Twój mąż umieć jeszcze optymistycznie spojrzeć na życie... Zazdroszczę, naprawdę. Ja tak nie potrafię... Ojciec mojego dziecka porzucił mnie jak byłam w ciąży i zajął się inną panią. Potem jeszcze próbowaliśmy być razem ale to nie miało sensu...Definitywnie się rozstaliśmy.Teraz zostałam sama z malutkim dzieckiem a on jest z nią...
Mój świat runął, wiem że marzenia , które miałam nigdy się nie spełnią...Świadomość tego odbiera mi chęć do życia, wolę walki o lepszą przyszłość. Ja nie umiem podnieść się po zdradzie...Nie umiem tego " przeskoczyć ". Nigdy nie przypuszczałam nawet że on jest zdolny do takiego sk..........wa. Też był dla mnie całym światem...
Gratuluję zdrowego podejścia do zycia beba62 , uwazam ze nalezy pielegnować w sobie wszystko: osobowość, wygląd, wierzenia i wartości, zainteresowania i osiągnięcia, nalezy cenic i szanować samą siebie, zamiast szukać związków, które by dały nam poczucie wartości, nalezy akceptować siebie a wtedy akceptujemy również innych takimi jacy są, jeżeli stworzymy jakiś związek nalezy zadać sobie pytanie: czy ten związek jest dla mnie dobry?czy rozwija te wartości które mam w sobie czy też przeciwnie?, przede mną długa droga aby to osiągnąć ale z całym szacunkiem podziwiam Cię miła kobieto.
podziwiam cię beba62. podziwiam twój spokój, opanowanie, zdecydowanie w trwaniu w obranej drodze. to co zrobiłaś świadczy o twym silnym charakterze. po tym co zrobili nasi byli trudno o taką wspaniałomyslność.
pogodzenie się z rzeczywistośćią to fundamentalny krok naprzód. niestety to chyba najtrudniejszy krok. rozpamiętywanie krzywd jest duzo prostsze, poza tym zawsze w nas tkwi słuszne zresztą przekonanie że przecież racja jest po naszej stronie. to nie my okazałyśmy sie oszustami, kłamcami, zdrajcami. Dlaczego my mamy wybaczać, rękę wyciągać na zgodę? i tak nakręca się ta spirala żalu, gniewu, nienawiści.
mnie osobiście daleko do takiego stanu równowagi. Pomagam sobie róznymi sposobami bo nie chce tkwić wiecznie w tym destrukcyjnym stanie, ale póki co obojetność miesza się u mnie z nienawiścią. pozwalam sobie na te hustawki, bo wiem że tu tylko czas może pomóc. zajmuję się swoim zyciem, pracą, pasjami, ale nie wybiegam planami w przyszłość, bo po co? utrzymuje kontakty z różnymi ludźmi, w tym z facetami, ale to słuzy raczej zapełnieniu wolnego czasu, niż jakimś konkretnym celom.
nie jestem osobą, która szybko wybacza. wiem że kiedyś się pogodzę z tym co się stało, ale póki co dla mnie ten moment nie nadszedł. dlatego podziwiam ciebie, ze ty to juz osiągnełaś. bo to daje ci spokój, ktorego ci zazdroszczę. dla mnie poczucie osiągnięcia sprawiedliwości póki co jest ważniejsze. i to też daje mi satysfakcje widząc że szczęście mego byłego to kolos na glinianych nogach.
A gdy runie, ja też osiągne spokój..
Mój były był mi przyjacielem do momentu, gdy mnie zaczał zdradzać. od tego momentu przestał nim być. i nigdy już nie będzie.
wiem, wiele we mnie nienawiści ale to też jest uczucie napedzające do działania.
kochane dziewczyny dzięki :)Trzymam kciuki za to, byscie powstały niczym Feniks z popiołow i jak juz otrzasnecie z siebie to,byscie zobaczyły, ze to nie warte było upadku:) pozdrawiam
7 2010-09-29 17:41:50 Ostatnio edytowany przez agau (2010-09-29 17:49:30)
beba62 gratuluję CI siły, wytrwałości, pewności siebie, czy ja też tak będę potrafiła...? Jestem przed rozwodem, ale z innych powodów niż w Twoim przypadku, często zadaję sobie pytania, czy dam radę, czy potrafię żyć, czy będę na tyle silna, by pokonać wszelkie trudności? Na dzień dzisiejszy mam wsparcie rodziny, przyjaciół, ale jak ich zabraknie i będę musiała zmierzyć się z życiem sama, co wtedy? Jestem rozdarta emocjonalnie, astabilna, Ty wydajesz się być kobietą zdecydowaną, konsekwentną, jak dokonałaś takiej metamorfozy siebie?