Witam drogich uzytkownikow forum. Mam do napisania kilka slow o nieciekawej sytuacji w jakiej sie znalazlam przez swoja glupote, choc z drugiej strony moze byc tez tak, ze to ja jestem ta zla w tym "fantastycznym" zwiazku ![]()
Zaczne moze od tego, ze jestem w zwiazku z facetem od prawie 7 lat. Pomijajac juz fakt, ze jest on chorobliwie zazdrosny powiem ze ostatnimi czasy traktuje mnie... jakby to delikatnie ujac... jak g..no, ale po kolei. Mieszkamy razem od 5 lat, nasze lokale sie zmienialy i razem z nimi zmienialy sie troche nasze relacje, jednakze zawsze po jakims czasie wszystko wracalo do normy. W aktualnym miejscu naszego zamieszkania zyjemy juz ponad 3 lata i zanosi sie na to, ze tak zostanie. Jest to dom na wsi, a jak to na wsi, wiadomo wszedzie daleko i na co dzien nie ma co zrobic z wolnym czasem. Ja jestem w ciazy w 6 miesiacu wiec siedze domu, robie przadki, gotuje i takie pierdoly, a On chodzi do pracy na 6 i wraca o 14. I tu sie zaczyna. On wychodzi do roboty, ja wstaje kolo 7 czasem 8, sprzatam pokoj, karmie kota, robie pranie, zabijam 2 godziny nudy przy komputerze, ogolnie staram sie utrzymac jakis lad w domu. On wraca o 14.30, je obiad przed telewizorem, jak juz zje, siada na kompie i gra w jakas durna gre po necie. OK, niech sobie chwile gra dam mu spokoj. Jak sie dobrze rozkreci, to moze grac do usmolonej smierci, wiec po dluzszym czasie zaczynam mu jeczec zeby juz skonczyl i to jest jak gadanie do sciany. Prosze go o cos- o jakas pierdole, zeby tylko odwrocic na chwile jego uwage od monitora- nie reaguje. Jak powiem glosniej, to sie rzuca ze mam sie nie drzec i zazwyczaj tak zaczynaja sie nasze jazdy. Ja mam pretensje ze on tylko przy tym kompie siedzi, ten sie rzuca ze sie po nim dre i dopina do tego wszystkiego ze on byl w pracy a ja nic caly dzien nie robilam ,wiec on chce odpoczac i "troche" pograc. No do jasnej cholery! Noz mi sie w kieszeni otwiera, jak codziennie slysze, ze nic nie robilam!Kilka razy mu pokazalam, ze owszem moge nic nie robic i sprzatalam tylko i wylacznie po sobie, pranie robilam tylko sobie, chyba tylko obiad mial ode mnie, ale jemu to kolo dupy lata. On moze siedziec w syfie i na dupie nosic trzy dniowe spodnie, a mi i tak bedzie gadal jaki tu burdel i ze ja nic nie robie. Juz nie mam sil do tego typa. Nie pamietam kiedy ostatni raz uslyszalam od niego dobre slowo, a co dopiero mowiac o glupim przepraszam kiedy mi ublizy, a zdaza sie to nie zadko, bo przecierz na przadku dziennym jest wyzwac mnie od pizd i psychopatek, a kiedy juz zbieraja mi sie lzy w oczach rzuci wredne "no poplacz sie". Wcale go nie rusza to ze przeciez za 3 miesiace bedzie ojcem a ja- czy mu sie to podoba czy nie- bede matka jego dziecka. Nie wyobrazam sobie takiego zycia z malym dzieckiem. Ciagle wrzaski i wyzwiska, tak sie nie da zyc. W zadnej sytuacji nie moge na niego liczyc. Boje sie o co kolwiek zapytac, poprosic, bo on za chwile ma jakis problem i wszystko obraca sie w klotnie. Sprawy lozkowe od jakis 2 miesiecy w ogole nie istnieja. Nie wiem moze ja jestem jakas trendowata. Jak mam na niego wplynac? Jak mu tlumacze to zaraz sie klocimy. Ostatnio chcialam pojechac z nim do sklepu, to nie on sobie sam pojedzie ja mam siedziec w domu. Kuzwa mac czy on sie mnie wstydzi?! Nie jestem nie wiadomo jak gruga przez ciaze, a nawet gdyby, to przeciez zaden wstyd.
Wszystkie decyzje ktore powinnismy podejmowac wspolnie on podejmuje sam. On wybierze imie dla dziecka, on wybierze lozeczko, on wybierze nowe meble ktore planujemy kupic, ale z takiego planowania nic nie kupimy. Nie dociera do niego ze to nie on bedzie rodzil i nie on bedzie malemu pieluchy zmienial, nie on bedzie korzystal z tego cholernego lozeczka! Lekarz mi mowi, ze mam sie nie denerwowac. Jak mam sie nie denerwowac, kiedy codziennie jest jakas jazda o byle bzdure? Nie wiem co mam robic. Wezme spakuje sie i wyjade w cholere, to zas mi powie, ze on chodzi do roboty, a ja sie szlajam po kolezankach. Jak tak dalej pojdzie, to to dziecko bedzie mialo ADHD jak nic. Czasem mysle, ze to wszystko jest bez sensu i niepotrzebnie sie z nim mecze. Kilka razy juz siedzialam na walizkach i myslalam ze to koniec, myslalam jakos to bedzie dam sobie rade. Przeciez nie bede sama, mam rodzine i przyjaciol, ktorzy sie na pewno ode mnie nie odwroca. Jestem bardziej pewna za nich nich za niego.
Ludzie poradzcie co mam robic. Jak dalej zyc? Czy jest jakas szansa na jego resocjalizacje, bo przysiegqam pewnego dnia wezme noz i zabije dziada a za czlowieka pojde siedziec
;(
Przepraszam za wulgaryzmy, ale ostatnio brakuje mi normalnych slow.
Podobne tematy
2 2010-09-13 15:17:25 Ostatnio edytowany przez lady-in-black (2010-09-13 15:18:04)
Wspolczuje Ci...
A moze jakbys pojechala do rodzicow na per dni, odpoczela i zajela sie soba, nabrala sil?
Kurcze sama niewiem, zeby on zrozumial a nie potraktowal to jako ucieczke. Bo faeci to jak male dzieci i trzeba wszystko drukownymi literami mowic.
Musisz zmienić swoje nastawienie. Dziwisz się, że on się wścieka, gdy go atakujesz? Jak Ty byś się czuła, gdybyś wracała z pracy i wiedziała, że w domu czeka na Ciebie partner, który tylko ma do Ciebie pretensje? Pewnie unikałabyś konfrontacji uciekając w komputer lub telewizor.
Musicie siąść i spokojnie wyjaśnić sobie wszystko. Ty powinnaś mu powiedzieć jak się czujesz, że niedługo zostanie ojcem i czekają go obowiązki. On także powinien wyjaśnić jak sobie wyobraża wasze dalsze życie i w ogóle jak obecnie się czuje, czy jest zadowolony i szczęśliwy.
Próbujcie znaleźć sobie WSPÓLNE zajęcia. Razem sprzątajcie, razem gotujecie. To zbliża.
Ja się nie dziwię ,że ty się wkurzasz jak Twój mężczyzna Cie tak ostro wyzywa. Jesteś w ciąży powinien o ciebie dbać i w ogóle mieć szacunek do swojej kobiety. Nie wyobrażam sobie żeby w najgorszej kłótni mój chłopak mnie tak nazwał jak Ty to opisałaś.
Nie dziwię się ,że się denerwujesz jak on siedzi cały czas przy komputerze i nic do niego nie dociera. Też borykałam się z tym problemem , jak mój mężczyzna wracał z pracy to siedział nieraz i do rana przy grze. Co bym nie powiedziała słyszałam tylko " yhy " albo bezmyślne powtarzanie ostatnich moich słów. U mnie akurat poszło to gładko bo przestał grac po paru miesiącach jak już się porządnie wkurzyłam. W tych grach nie mam nic złego , każdy lubi pograć ale bez przesady. Ja postawiłam sprawę jasno albo całe dnie siedzisz przed kompem albo ja. Na szczęście mądrze wybrał i nie gra już całymi dniami tylko np. 2 godziny dziennie . Z tego co napisałaś to Twój facet za dużo w domu nie robi , też miałam ostatnio taki problem i przestałam robić cokolwiek , poburczał , pojęczał i w końcu zaczął doceniać i zauważać to czym ja się w domu zajmuję. Teraz mamy wspólne obowiązki i jest mi łatwiej.
Jeśli rozmowa Wam nie pomoże , spakuj się wyjedź do rodziców na kilka dni a może przejrzy na oczy i zrozumie. Niestety nie do każdego to dociera .
Trzymam kciuki.
Jak pojadę odpocząć na parę dni, to będzie gadał, że on chodzi do roboty, a ja się szlajam ;]
Musisz zmienić swoje nastawienie. Dziwisz się, że on się wścieka, gdy go atakujesz? Jak Ty byś się czuła, gdybyś wracała z pracy i wiedziała, że w domu czeka na Ciebie partner, który tylko ma do Ciebie pretensje? Pewnie unikałabyś konfrontacji uciekając w komputer lub telewizor.
Musicie siąść i spokojnie wyjaśnić sobie wszystko. Ty powinnaś mu powiedzieć jak się czujesz, że niedługo zostanie ojcem i czekają go obowiązki. On także powinien wyjaśnić jak sobie wyobraża wasze dalsze życie i w ogóle jak obecnie się czuje, czy jest zadowolony i szczęśliwy.
Próbujcie znaleźć sobie WSPÓLNE zajęcia. Razem sprzątajcie, razem gotujecie. To zbliża.
Ja go atakuje?? Czym?? Tym, że mu obiad podam jak wróci z pracy??
A co do wspólnego sprzątania to jak już pisałam, ja go o coś proszę a on mi mówi, że nie bo odpoczywa po pracy i że moge zrobić to sama bo przecież i tak cały dzień nic nie robiłam
Jak mu mówię, że się źle czuje, to mi każe iść spać. Normalnie czuje się jak pluszak, którym jak dziecko się już pobawi to może odłożyć na półkę i się nim nie przejmować
Jego życie teraz obraca się wokół pracy, telewizora i komputera, a o przyszłości to on tylko dużo gada, tak samo jak gadał, że kiedy będę w ciąży będzie się mną opiekował. Sranie w banie, szkoda słów.
Jak sie dobrze rozkreci, to moze grac do usmolonej smierci, wiec po dluzszym czasie zaczynam mu jeczec zeby juz skonczyl i to jest jak gadanie do sciany. Prosze go o cos- o jakas pierdole, zeby tylko odwrocic na chwile jego uwage od monitora- nie reaguje. Jak powiem glosniej, to sie rzuca ze mam sie nie drzec i zazwyczaj tak zaczynaja sie nasze jazdy. Ja mam pretensje ze on tylko przy tym kompie siedzi, ten sie rzuca ze sie po nim dre i dopina do tego wszystkiego ze on byl w pracy a ja nic caly dzien nie robilam ,wiec on chce odpoczac i "troche" pograc. No do jasnej cholery!
Tutaj obydwoje się atakujecie.
Jak nie chcesz polubownie rozwiązać sprawy i porozmawiać z facetem, to Twoja sprawa. Ale pamiętaj - podstawą udanego związku jest DIALOG.
Wyjedz, nie ważne co będzie myślał, ale nawet jeśli pomyśli że się szlajałaś to jest szansa że w ciągu tych kilku dni zatęskni, zrozumie ile stracił. Z tego co piszesz to jakiś palant, może jak trochę zatęskni to doceni, a Ty też sama zobaczysz czy tęsknisz, czy czujesz się lepiej bez niego chociaż na 2 dni, zawsze coś.
A ja myślę, że małe szanse, żeby ktoś, kto tak traktuje swoją dziewczynę (i to jeszcze jak jest w ciązy!!!) - się zmienił. Moja rada, to wyjazd do rodziny na czas ciąży dla dobra dziecka, może coś go tknie wtedy...albo na początek Ty staraj się nie wyprowadzać z równowagi, tylko idź np na spacer jak jest nieciekawa sytuacja.... Ale na czas ciąży ja bym wyjechała chyba... jeśli potem bedzie tak samo, to w ogóle bym sobie darowała....:( ale głowa do góry - są tacy faceci, którzy pokochają i kobietę i dziecko i będą troskliwymi mężami i tatusiami ![]()
o -Kasia,
powiem tak, wyjedz poki jeszcze nie ma dziecka, jak sie urodzi bedzie jeszcze gorzej. Nie bedzie sie chciał zajmowac dzieckiem , zaczna sie awantury, wszytsko go bedzie denerwowac a szkoda dziecka, dziecku jest potrzebny spokój , miłosc, poczucie bezpieczeństwa a juz mu dostarczasz stersu bo jak ty sie denerwujesz to i dziecko sie denerwuje. Chyba nie chesz zeby dzecko się bało i płakało, patrzyło jak ojciec traktuje matke...?
a-normalna chętnie pożyczyłabym ci go na 2-3 dni, skoro twoim zdaniem ja nie chce "polubownie rozwiązać prawy" i zobaczyłabyś jak z nim się da w ogóle porozmawiać ;] Jak już pisałam ja się odzywam- on się drze i mówi, że to ja mam się nie drzeć
o cokolwiek zapytam- jestem zryta, że w ogóle pytam i najlepiej mam zająć się gotowaniem, sprzątaniem, praniem, sraniem, bo przecież cały dzień nic nie robiłam ![]()
Może i macie racje z tym wyjazdem. Obawiam się tylko, że jak wyjadę to będę miała tak dupe obrobioną przez niego u jego matki, że tego się opisać nie da
Ja nie wiem, ale ja o naszych problemach z moją mamą nie rozmawiam w ten sposób żeby go oczernić. Ewentualnie mówię tylko, że się pokłóciliśmy i tyle, moja mama to rozumie i też nie wnika specjalnie w szczegóły. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że w przyszłości prawdopodobnie to będzie jego teściowa i przeszkadzało by mi to, że ona miała by o nim złe zdanie, a on... oprócz tego, że by powiedział, że się pokłóciliśmy dodałby jeszcze, że ja pojechałam do koleżanek i na pewno będę się szlajać nie wiadomo gdzie i z kim i jeszcze trochę by podkoloryzował całą sytuację tak, żebym to ja wyszła na tą najgorszą. A na pewno nie mam zamiaru się tłumaczyć jego mamie, czemu jest tak, a nie inaczej, bo to są nasze sprawy.
Spróbuje, wyjadę i zobaczę co będzie. Może chociaż te ostatnie trzy miesiące ciąży będą dla mnie i dla malucha jakieś spokojniejsze.
czy ty go kochasz??
jesli nie to sytulacja jest jasna, nie jestescie w zwiazku malzenskim wiec odejdz od niego urodz i wpisz wpapier yze ojcec nieznany, wiem co mowie rob tak! jak nie zrobisz to gwarantuje ze za xlat bedziesz mnie wspominac.
co do was...zawsze tak bylo?? jest zle ale jednego sie dziwie, dlaczego ty tak przejmujesz sie jego zdaniem co on powie, co powi ejego matka?? mysl o dziecku i sobie, wyjedz do matki i odpocznij, przed wyjazdem zostaw mu kartke ze musisz przemyslec(napisz co i jak sie czujesz ztym) niech i on ma tydzien do namyslen. w liscie nie atakuj go, pisz przede wsyztskim o sobie jak ty sie czujesz ale wspomienie ze mial sie toba zajmowac w ciazy a ty tego nie czujesz moze warto przypomniec??
wyjedz i sprawdz czy zateksnisz, niech si epali wali wyjedz jutro i powiedz ze wrocisz w nastepna srode...dajcie sobei czas....
a poza tym pamietaj ze jestes w ciazy, to tez robi balagan w glowie tz hormony:)
O-Kasia masz racje, wyjedz, spróbuj i sama zobaczysz. Mi tez się wydaje że to jest najlepsze rozwiązanie, tym bardziej że jestes w ciąży. A już na pewno nie przejmuj się tym co nagada chłopak i to co pomyśli sobie jego matka. Szkoda tylko nerwów.
tylko nie wracaj zbyt szybko;) Ty odpocznij, a on niech się pierwszy Tobą zainteresuje, niech zobaczy jak to jest żyć samemu z obowiązkami..
Tylko pamiętaj, nie daj się zbyt szybko nabrać na miłe słówka i czułe gesty..może tu byc haczyk, wrócisz bo bedziesz mu potrzebna do sprzątania, gotowania itd...na spokojnie sobie to przemyśl no i powodzenia;)
syla135 >>>>>. a ja bym nie pisała listu. powiedziała bym że chce porozmawiać, jeśli nawet się nie zainteresuje to wal kilka słów, wtedy kiedy siedzi przy komputerze. Ogólnie i w skrócie. ze chcesz wyjechać, odpoczać. powiedz to co czujesz i ze nie masz w nim wsparcia żadnego. i tyle. odeszła bym a nastepnego dnia wyjechała.
Tylko musisz sprawiac wrażenie, że tego chcesz, ze się tego nie boisz. Bądz tego pewna niech to widzi. Wiem z własnego doświadczenia, że jak chłopak widzi ze dziewczyna krucha jest/slaba to on czuje sie wyższy i ze może wszystko. uwierz mi!
jezeli ma na celu nie dogadac sie i zaryzykowac ze polowe nie uslyszy lub jednym uchem wleci a drugim wyleci to fakt wima87 powinna zrobic tak jak mowisz...ja mysle ze list nawet jak nie zrozumie za pierwszym razem, lub zaraz zapomni o co chodzilo to sobie wroci i pomysli...
mysle ze wazne jest zeby to on sie w koncu wysilil.
wspolczuje autorce postu "(
To jest tez tak, ze jesli oboje sie 'zabarykadujecie'',to o porozumienie bedzie jeszcze trudniej. Moglabys podejsc do faceta z innej strony -bo oni nie znosza narzekan i to daje skutek odwrotny. Sprobuj sobie poczytac niektore fragmenty ebooka 'Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy'' podczas tej przerwy, ktora ci doradzaja dziewczyny. Moze tam znajdziesz odpowiedz co robic
To jest lekko pisana, ale w gruncie rzeczy madra ksiazka.
polecam polecam!! "Dlaczego mezczyzni kochaja zolzy" Sherry Argov
Naprawde fajna książka..Dużo z niej wyniosłam, oczywiście po przeczytaniu nalezy mieć równiez własny rozum bo nie zawsze i nie z każdym "sztuczki" wychodzą takie jak by się chciało... noi nie tylko dlatego;) Wszędzie powinno się mieć własny rozum;)) pozdr***
Tylko jeśli zdecydujesz się odejść od niego na dobre,gdyby twój wyjazd do mamy nie zmienił sytuacji i okazałoby się że twój facet zupełnie nie interesuje się tobą i swoim dzieckiem,to w razie czego nie podawaj po urodzeniu (tak jak to radzi syla) że ojciec dziecka nieznany.Jeśli tak zrobisz to dużo więcej czasu zajmie ci załatwienie alimentów na dziecko.On się może wyprzeć że jest jego i bedzie trochę kłopotu żeby to udowodnić.No i póżniej otrzymasz pieniądze.Podaj go jako ojca i tyle.I domagaj się w miarę wysokich alimentów.Zrobił dziecko i teraz myśli że na tym jego rola się skończyła,to niech chociaż dzieciaczkowi zapewni godziwe warunki materialne.A tak na marginesie to ja bym od kogoś takiego odeszła.Nie szanuje cię,wyzywa,kompletnie się tobą nie interesuje,nie wzrusza go nawet to że jesteś w błogosławionym stanie,zero jego opieki i uczucia,praktycznie nie macie ze sobą kontaktu.I wcale się nie dziwię że szlag cię trafia na takie jego postępowanie.Nie chcę cię do niczego namawiać ale niebardzo widzę sens takiego związku.Nie wierzę że taki typ jak twój facet cudownie się zmieni.dziecko i ty powinniście mieć spokój,opiekę i dużo miłości,a on wam jednego procenta z tego nie daje. Po urodzeniu będziesz jeszcze bardziej potrzebowała czułości i wsparcia a zamiast tego będziesz w domu miała egoistę siedzącego nałogowo przed komputerem i ubliżającego ci gdy tylko się odezwiesz.jak dziecko się odezwie (czytaj: zapłacze) to też będzie wrzask i bluzgi.Chcesz tego?
Serdecznie współczuję
Rozumiem, że to hormony w tobie buzują, bo poza tym ideał jesteś. Chyba nic z tego związku nie będzie, skoro tylko się kłócić umiecie a nie rozmawiać. Każde się uparło przy swoim. Jak sobie wyobrażasz dalsze życie? Masz oparcie w swojej rodzinie? Chyba odpoczynek od siebie by się wam przydał. Może zatęsknicie za sobą? Z odległości lepiej widać co ta druga osoba nam daje takiego, czego nam brakuje w oddaleniu od niej. Życzę powodzenia w tych trudnych chwilach
Minęły dwa miesiące od momentu opisania mojego problemu i gdyby Anhedonia go nie odświeżyła, pewnie już bym tu nie zajrzała
Posłuchałam waszych rad i wyjechałam na jakiś czas, dałam sobie odpocząć. Nie trwało to długo i było dokładnie tak jak pisałam, że będzie "ja się szlajałam...", "...nie mam po co wracać.." itd
Jednak po jakimś czasie wróciłam, prawdę mówiąc nie mając wielkich nadziei na rozwiązanie problemu. Jakoś dziwnym zbiegiem okoliczności, po moim powrocie zastałam w domu normalnie nie tego faceta
Zaczął się o mnie troszczyć, przejmować się tym, że będziemy mieli dziecko i pomagać mi. Wprawdzie nie chciał się przyznać do błędu i miał mi za złe mój wyjazd i moje "szlajanie się" , ale zmienił zupełnie swoje podejście do mnie i do tego co robię. Od tego czasu nie usłyszałam ani razu, że ja nic w domu nie robię :)Było parę zgrzytów, ale to drobnostka, wszędzie się zdarzają
Podejrzewam, że pod czas mojej nieobecności wyświetlił historie stron jakie przeglądałam, trafił na mojego posta i dało mu to do myślenia. Oczywiście nigdy się nie upewnię, bo on nigdy by się do tego nie przyzna
a ja też nie będę pytać. Niech będzie jak jest, z nie do końca wyjaśnionych przyczyn
Mam nadzieję, że taki jak jest teraz, już zostanie i nie będę musiała więcej dawać mu do myślenia za pośrednictwem forum
Dziękuję wszystkim za wsparcie i do zobaczenia przy bardziej przyjemnych tematach tego forum ![]()
21 2010-11-22 20:23:38 Ostatnio edytowany przez kasiaks (2010-11-22 20:25:15)
Wyprowadź się na kilka dni, jeżeli masz gdzie. Zostaw mu list , że masz dosyć, i nie pozwolisz się traktować jak śmiecia.
Wtedy sobie przemyśli, jak wiele ma do stracenia.
Uwierz mi , że się zmieni.
Trzy miesiące świętego spokoju i znowu to samo. Już nie mam siły, a jest teraz jeszcze gorzej i jeszcze trudniej niż wcześniej, bo z maluszkiem to już nie jest tak łatwo po prostu zebrać się, spakować i wyjechać w cholerę. Już nawet nie chce mi się o tym pisać, gadać, ani myśleć. Od miesiąca znów słyszę, że jestem nierobem, darmozjadem, że jestem pier... pizdą i nie mam się czuć jak w domu, bo nie jestem u siebie tylko u niego. Dzisiaj już przesadził. Wpierw nawbijał mi, że nie mam pracy i że wydaje jego pieniądze- już Wam mówię jak je wydaje- jadę do sklepu, kupuję pieluchy dla malucha i inne niezbędne mu rzeczy, płacę jego raty i kupuję to co jaśnie hrabia sobie zażyczył, dla siebie nic. Jesteśmy w trakcie przygotowań do chrztu i trzeba było ustalić jakieś menu dla gości, prosił mnie bym coś wymyśliła, to dałam trochę pomysłów, a jak przyszło do zakupów, to usłyszałam, że kupuje niepotrzebne pierdoły za nieswoje pieniądza i wymyślam sobie dania Bóg wie jakie. Już nie ważne, że wszystkie te pomysły jeszcze wczoraj mu się podobały. Później zamknął mi drzwi z pokoju, w którym są wszystkie rzeczy maluszka, tłumacząc, że on idzie spać i ma wszystko w dupie ja mogę z małym siedzieć gdzie indziej. Jak przyszła pora przebrania pieluchy, z rozpędu chcąc wejść do pokoju dobiłam do tych cholernych zamkniętych drzwi. Wkurzyłam się i kopnęłam w nie, żeby jaśnie hrabia wstał i łaskawie mi je otworzył. Wydarł się, że mam nie kopać po JEGO drzwiach. W trakcie przewijania małego, usłyszałam parę ciepłych słów jaka to jestem beznadziejna, że jestem zerem i takie różne komplementy. Gdzieś jeszcze po drodze wyrzucił z siebie, że mogę się wyprowadzić. Już nie wytrzymałam i powiedziałam, że nie ma sprawy, że niech mi się tylko pozwoli spakować i zabieram dziecko i już mnie nie ma, bo nic mnie tam nie trzyma tylko syn. Oczywiście odezwał się w nim wielki tatuś, dziecka mi nie da, mogę zapomnieć, a jak spróbuję to dzwoni po policję. W tym momencie podałam mu telefon i powiedziałam, że mogę mu nawet numer wybrać, to zwątpił. Po paru minutach, ponownie wchodzę do pokoju, a ten cholerny dupek siedzi przy kompie i przegląda stronki "Przyznanie opieki nad dzieckiem ojcu...". Szlag mnie trafił jak to zobaczyłam. Przysięgam, że gdyby nie 3-miesięczne dziecko na moich rękach, odbiłby się od monitora. Jest niemal dokładnie tak, jak było poprzednim razem. On chodzi do roboty, trochę zajmuje się dzieckiem (3-4godziny dziennie), a poza tym nie robi nic i jeszcze burdel po sobie zostawia, a po mnie się tylko drze, że nie pracuję i w ogóle nic nie robię. Co ja mam teraz zrobić?! Wiem, spieprzyłam sprawę już we wrześniu. Miałam pojechać i nie wracać, ale teraz też tak mówię, a pamiętam doskonale jak było za każdym razem i wtedy też tak się kończyło. Teraz już nie mogę tak po prostu wyjechać, bo mnie oskarży, że mu dziecko zabrałam i będę mieć kłopoty. Ja sama nie mam żadnego mądrego pomysłu, a co gorsza zdaję mi się, że nie ma dla tej sytuacji, żadnego dobrego rozwiązania. Pozostaje mi żyć w tym syfie, z tym gnojem i patrzeć jak moje maleństwo powoli będzie się zmieniać na gorsze. Jak o tym myślę mam ochotę pocisnąć konkretną wiązkę łaciny do niebios, bo już naprawdę nie wiem co robić.
Minelo poltora roku od mojego ostatniego wpisu i na dzien dzisiajszy moge powiedziec ze nie zyje juz z tym sukinsunem. W sierpniu ubieglego roku rzucilam tym wszystkim zabralam dziecko i wyjechalam do mojego rodzinnego miasta. Zamieszkalam u matki z malym, znalazlam prace i bylam w miare usatysfakcjonowana. Martwil mnie tylko problem opieki nad dzieckiem pod czas mojej nieobecnosci w czasie kiedy bylam w pracy, ale i to dalo sie ogarnac. Z ojcem dziecka do dzis utrzymuje kontakt ze wzgledu na malego. Nie chce ograniczac jego kontaktow z malych bo w koncu jest jego ojcem i nie wyrzadzil mu zadnej krzywdy. Na dzien dzisiejszy wyglada to tak ze maluch jest 2 tygodnie u mnie 2 tygodnie u ojca. Od wrzesnia zaczyna przedszkole i tu zaczyna sie tez problem poniewaz ze wzgledu na moja prace i brak opieki dla malego zgodzilam sie by przedszkole bylo tam gdzie ojciec mieszka. Ostatnio zaczelo mi sie bardziej ukladac i na chwile obecna jestem w stanie zagwarantowac malemu opieke u mnie i tymbardziej jesli chodzilby do przedszkola tutaj. Nie wiem jak to teraz odkrecic i obawiam sie ze to wszystko skonczy sie w sadzie jesli wykaze inicjatywe w tej kwestii. Nie chodzi o to ze sie boje, bo mam wsparcie jakiego do tad nie doswiadczylam i wiem ze na moim obecnym partnerze moge polegac bo ma leb na karku a gebe nie po to by sie na mnie wydzierac lecz po to by rozmawiac z ludzmi. Chodzi jedynie o to ze wolalabym nam tego oszczedzic: sobie, mojemu a przede wszystkim dziecku. Jednak z drugiej strony patrzac byla by to najprawdopodobniej ostatnia sprawa do zalatwienia by byc w koncu szczesliwa osoba ![]()
Jesli ktos orientuje sie w kwestii prawnej jak by to mialo wygladac prosze o wypowiedzi ![]()
Pozdrawiam
nie potrafię ci doradzić w interesującej cię kwestii ale gratuluję że udało ci się odejść od tego palanta. mam nadzieje, że zostaniesz na forum i będziesz doradzać innym kobietom w podobnej do ciebie sytuacji, że jednak się da i warto walczyć o własne szczescie i szacunek. powodzenia:)