Witam,
czytajac posty,dochodze do wniosku,ze zycie nas (niestety) nie oszczedza.....
Jak myslicie,ile w tym naszej zaslugi?
Ile "smrodu" z dziecinstwa?
Jak nasza przeszlosc wplywa na nasze zachowania i wybory?
Czy powielamy ciagle ten sam,chory schemat?
Czy mamy w sobie(szczegolnie kobiety)gen cierpienia?
Dlaczego kochamy zbyt mocno?
Jak to zmienic.
Podobne tematy
Myślę,że kobiety nie mają w sobie czegoś takiego jak gen cierpienia.Jestem kobietą która tkwi w toksycznym związku-mąż alkoholik..Ile w tym moje zasługi -sporo.Był tak przystojny że wolałam nie widzieć tego czy tamtego.Druga sprawa całe moje ja mówiło mi że on nie dla mnie -nie słuchałam.Nie słuchałam samej siebie,nie ufałam sobie.Smród z dzieciństwa polegał na tym że wychowywali mnie ludzie którzy nie umieli się kochać.Nie wiedzieli na czym polega dojrzała ,prawdziwa miłość może dlatego że ich rodzice tez tego nie wiedzieli.Może dlatego wybrałam mężczyzne który tak naprawdę ma mnie gdzieś.Odkąd pamiętam zawsze stało coś pomiędzy nami.Zresztą zawsze uczono mnie jak mam odgrywać rolę żony -mam być opiekuńcza,obiadek na stole itp a zupełnie nie wiedziałam że to nie wystarcza.że taką kobietę sie wykorzystuje,ze taka kobieta nigdy nie zdobędzie miłości czy szacunku mezczyzny.Dobiegam czterdziestki i uczę na czym to wszystko polega.Uczę się że we wszystkim siebie mam stawiać na pierwszym miejscu,że zasługuję na miłość z samego faktu ze jestem,że mam prawo powiedziec'' nie''.Jak wyglądałoby moje życie gdyby moja matka potrafiłaby dbać o swoje potrzeby,gdyby była mi wzorcem kobiety która zna swoją wartość, odczuwałaby dumę z faktu że jest kobietą.Tymczasem filozofia mojej mamy którą głosiła w naszym domu to to że kobieta jest niewolnicą męzczyzny.
życie nie daje nam tego na co zasługujemy, życie nam daje to co daje.
Jak to zmienić:
- wyjedź za granicę, zmień nazwisko i udawaj pingwina...
NIC nie zmienisz, anwet jak będziesz myślałą że coś zmieniłaś to i tak będzie następstwem Twojego wczśniejszgo myślenia i doświadczenia. Popatrz na Katyń x2 czy oni sobie zasłużyli?
Smród z dzieciństwa - jak się go tylko ogląda a nie wyciągnie wniosków to będzie tak samo śmierdział do końca życia, jakbyś się nie podtarłą. Wyciąganie z dotychczasowych doświadczeń sedna może zmienić kształt tego życia , ale zadawanie pytań ile zasługi? bzdura.
Jak nasza przeszłość wpływa na nasze wybory he - determinuje je, a nie tylko wpływa. Są teorie, zresztą dość mocno podbudowane argumentami, że nie masz na nic wpływu, nawet na wybory, bo wszystko jest poukładane, od początku do końca świata. Schematy, a cóż to jest schemat?
Gen cierpienia, daria całkiem dobrze to ujeła, nie ma czegoś takiego, ba pisząc coś takego wyłaczasz w mężczyznach tę cześć co się nazywa cierpienie........................
ej nikt nigdy nie kochał zbyt mocno, nie ma czegoś takiego jak kochać zbyt mocno, zbyt słabo, kocha się zawsze po swojemu, niezależnie jak sobie to uczucie tłumaczysz nie można dzielić tego na takie kategorie, tu nie ma ograniczeń, jak na drodze.... i nigdy się nie dowiesz jak kocha inna osoba, możesz o tym usłyszeć, możesz to zobaczyć, ale nie będziesz wiedziała bo nie poczujesz. Sorki.
Wracając za to do tytułu wątku - komplikują nasze życie wszyscy którzy mają na niego wpływ, zarówno bezpośreni jak i pośredni, za to Ci któzy nawet stoją obok nas, ale nie wpływają na nas, nie są tymi które je komplikujemy. Natomiast samo komplikowanie sobiw życie buduje się wyłączie w naszej głowie. Zatem, sami sobie kompikujemy, bo nakładmy sobie sami ograniczenia.
4 2010-09-02 15:47:19 Ostatnio edytowany przez Mazarine (2010-09-02 15:50:50)
Moje życie nie jest skomplikowane, również nigdy sobie go nie utrudniam. Nie przejmuję się błachostkami, drobnymi problemami, o ile się takie pojawią. Codziennie pojawiają się osoby z "problemem" mniejszym, lub większym. Nie zliczę, ile razy mówiłam, aby użyć najprostszego rozwiązania. Zawsze starałam się pomóc, ale danej osobie zawsze brakowało wiary, że tak proste rozwiązanie może przynieść efekt. Życie będzie prostsze, dopiero wtedy, jak przynajmniej większość ludzi nauczy się sztuki podejmowania prostych decyzji.
Zmieńmy mantrę:to takie trudne, skomplikowane... Na:to takie proste.
Naprawdę warto zaryzykować, nawet jak bedzie źle, zawsze możemy później to poprawić, niż nie robić nic.
Wszystkie odpowiedzi daja duzo do myslenia.....
Daria 1968,
bylam wychowana dokladnie w takim samym schemacie.
Siedz w kacie,a znajda cie i rob wszystko,co Pan Bog przykazal.....,gotuj,sprzataj,itd.
I co najwazniejsze,potrzeby innych sa zawsze wazniejsze niz twoje(przeciez nie jestes egoistka,bo takich nikt nie lubi)
Dunkis,
musze przyznac,ze lubie twoje wpisy............
Czy naprawde wierzysz,ze na nic nie mamy wplywu?
Mazarine,
jak Ci zazdroszcze takiego podejscia do tematu.
Moze wszystko jest bardzo proste,zanim sami to skomplikujemy.
życie nie daje nam co daje to my sami z niego bierzemy raz mniej raz więcej,Ważne żeby widzieć błedy i wyciągać wnioski-trudniej z realizacją przynajmniej u mnie.JA nigdy nie chciałam być taka jak moja mama im jestem starsza tym więcej rozumiem co było i jest nie tak wcześniej i teraz,walcze ale chyba z miernym skutkiem.TAk to kim teraz jestem i jakie jest moje życie zależy w 100% od tego w jakim domu się wychowywalam i trzeba siły żeby zmienić schemat,to jest właśnie wpływ na nasze życie.nie zgadzam śię z Mazarine czasami proste decyzie są nie takie proste a podjęte ryzyko może nie być warte końcowego efektu.
Uważam, że dużo zależy od nas. To my podejmujemy decyzje i my ponosimy ich konsekwencje, nikt inny. Dlatego wydaje mi się, że to jakie mamy życie to w większym stopniu nasza "zasługa" niż innych...
Oczywiście, że nie wszystko jest proste. Czasem podejmujemy złe decyzje, trudno nam się zmienić, ciężko odejść od toksycznego partnera, czasem mamy wrażanie, że cały świat sprzysiągł się przeciwko nam itd. Wychowanie i wartości wyniesione z domu rodzinnego bardzo mocno wpływają na nasze życie, w dzieciństwie kształtuje się nasza osobowość, samoocena itd, czyli wszystko to, co albo utrudnia, albo ułatwia późniejsze życie.
Jestem młodą osobą i może dlatego mam takie podejście, może po prostu życie jeszcze mnie nie doświadczyło, a może po prostu mam szczęście. Nie wiem, jednak uważam, że sami jesteśmy "kowalami własnego losu" i to od nas zależy jak nasze życie będzie wyglądać.
Witam,
czytajac posty,dochodze do wniosku,ze zycie nas (niestety) nie oszczedza.....
Jak myslicie,ile w tym naszej zaslugi?
Ile "smrodu" z dziecinstwa?
Jak nasza przeszlosc wplywa na nasze zachowania i wybory?
Czy powielamy ciagle ten sam,chory schemat?
Czy mamy w sobie(szczegolnie kobiety)gen cierpienia?
Dlaczego kochamy zbyt mocno?
Jak to zmienic.
Dużo w tym naszej zasługi, dużo smrodu z dzieciństwa. Ci, których dzieciństwo nie śmierdziało mają później mniej pracy, ci, którzy mieli dużo smrodu mają większą szansę na świadome budowanie swojego "ja".
Przeszłość jest cenna. To źródło mądrości. Niezależnie, czy mądrość tę przekazali nam rodzice, czy brutalne doświadczenia. Niektórzy powielają chory schemat w nieskończoność. Inni zrywają z nim po pierwszym okrążeniu.
Nie mamy żadnego genu cierpienia. Za to mamy społeczny nakaz bycia cierpiętnicą. Bo dziewczynka powinna być grzeczna, bo polska mentalność nakazuje narzekać, bo średniowiecze dawno minęło a wzorce tamtych czasów nadal pokutują...Bo miłość to cierpienie i inne blablabla...
Nie kochamy zbyt mocno. Zbyt mocno się przywiązujemy. Za bardzo zapominamy o sobie. Za bardzo się poświęcamy zapominając o analizie, czy warto się dla danej osoby poświęcać...
Jak to zmienić? Latami uczyć się egoizmu.
Witam! tak życie nas nie oszczędza,niestety. sądzę że naszej zasługi tez jest nie mało. niekiedy same podejmujemy pochopne decyzje których z czasem żałujemy,no ale czasu sie nie cofnie. wielokrotnie nie zastanawiamy sie nad tym co chcemy powiedzieć.zresztą tak jak i faceci-bo oni to mówią co im ślina na język przyniesie.no my troche wiecej sie zzastanawiamy niż oni.a jeśli chodzi o dzieciństwo to ja uważam że otocznie w którym jesteśmy wychowywani ma wiele wspolnego. ja byłam i jestem w otoczeniu że tak powiem "zobczonym" no a ja jestem zupełnym przeciwieństwem. nie lubie takich facetów,wręcz nienawidze. gdy facetowi tylko jedno w głowie(a ja na takich to mam wielkie "szczeście")nie widzę z nim przyszłośći.
jeśli chodzi o przeszłość w moim przypadku wiele nauczyło.i staram sie nie popełniać takich błędów.aktuanie jestem całkiem inna osobą niż chodźby 2 miesiące temu.to niby taki krótki okres czasu a życie może obrócić sie o 180stopni. teraz to nie ufam facetom,nie wierze w zadne ich słowo. a nawet mam ich dość.
nie ma takiego czegoś jak gen cierpienia.to jest nieprawdą.każdy cierpi tyle ile jest to mu pisane.jedni cierpią bardziej drudzy mniej.
a jeśli chodzi o "kochanie za bardzo" to twierdzę że każda z nas myśli że może jednak sie facet zmieni,i tak łudzimy się tą nadzieją.chodź mężczyźni nas niekiedy bardzo ranią my wybaczamy-mamy nadzieję że tak jak on mówi"to juz sie nigdy nie powtórzy,obiecuje.przecież wiesz jak bardzo cie kocham". facet jeszcze doda parę czułych słówek,pobudzi nasze sumienie a raczej litość i zostajemy i wkółko to samo.nie umiemy powiedzieć przedewszystkim sobie"dość".i na tym tak cierpimy,w sumie to same jesteśmy sobie winne,chociaż tak nas natura stworzyła. ale to dlaczego faceci tak sprytnie potrafia nami manipulować-a raczej naszymi uczuciami,sercem?skąd sie im to bierze? czemu ich jest coraz to wiecej i wiecej?czemu jest tylu oszustów?dlaczego my,kobiety nie możemy żądzić facetami, tak jak oni nas wykorzystuja? ile sie naczytałam o tym że facet każe robić nam wszystko,nawet za niego?otóż,bardzo duzo. ja tam nie mówię że wszyscy tacy są ale coraz wiecej jest takich leniwych cwaniaków. na początki nas tak "urabiają" a później robią co im sie żywnie podoba.
jak to zmienic?nie wiem. chyba byśmy musiały mniej ufac,ale czy to możliwe?
malina5512,
hmmm, wolę myśleć, że mamy wpływ na to co nas spotyka i na wydarzenia które się dzieją, przynajmniej te w najbliższym otoczeniu. Ale jeśli dotkniesz tego tematu w sposób profesjonalny, zbaczysz że obydwie teorie maja swoich zwolenników i swoje arumenty, których nie da się zbić w przekonywujący sposób. Jedni będą mówić że masz, drudzy, że nie masz wpływu.
Jedno co ostatnio wyciągam, z tego forum to to, jak kobiety tutaj piszące łatwo stwierdzają, że wystarczy że facet zrobi to , czy tamto , a kobieta wybaczy , zapomni, albo po prostu zostanie odwpowiednio wysterowana. DO tej pordy byłem zatwardziałym zwolennikiem, tego ,że to kobiety sterują mężczyznami, ale Wy tak wiele mnie nauczyłyśćie tutaj, że chyba spokojenie będę potrafił to wykorzystać w drugą stronę. Piszecie o słowach , o tym jak one działają i jakie zachowania na Was mają wpływ. Suma sumarum , ztego punktu wiedzenia można by przyjąć, że kto jak kot, ale faceci mają wpływ na to co się dzieje:)
Dunkis,
jak ja lubie czytac Twoje posty!
Masz poczucie humoru,w sam raz skrojone wg.mojego(troche dziwaczene,wydaje mi sie,dla szerszego gremium).
Nie moge sie wypowiadac w imieniu wszystkich kobiet,co nie zmienia faktu,ze moge sie wypowiedziec jako kobieta....
Zgadzam sie z Toba,to my kobiety,sterujemy mezczyznami,co nie zmienia faktu,ze jestesmy bardziej wrazliwe
i chyba bardziej ufne,i chyba dajemy Wam kredyt zaufania,na ktory niekoniecznie zaslugujecie.
My zawsze,staramy sie zrozumiec Wasze zachowanie,mamy wiecej emptii.......
A to czyni nas bardziej "otwartymi" na to,zeby nas zranic.
Zastanawiam sie,po rozmowach z wieloma mezczyznami,co jest powodem tego,ze w zasadzie,dazymy do jednego,do szczescia,a ono wydaje sie byc tak rozne.
Dunkis,
masz takie zdrowe podejscie do tylu tematow,ze az zazdroszcze kobiecie,z ktora dzielisz zycie