Jesteśmy razem 6 lat, od 2,5 w małżeństwie. Nie mamy dzieci. Zawsze po prostu ze soba byliśmy, bez rozstań, zawirowań i trudnych chwil. Od ślubu, gdy zamieszkaliśmy razem było mi trudno, pamiętam moment, gdy leżałam na łóżku i myślałam, że popełniłam błąd życia. Potem jakoś to szło-oboje bardzo dużo pracowaliśmy, tak że bardziej obok niż razem. Już przed ślubem było nijak, brak namiętności, czułości... Mój mąż wielokrotnie mnie odrzucał, rzadko okazywał uczucia, a gdy ja je okazywałam najczęściej mnie odtrącał. Nie chciał rozmawiać o nas. O pozostałych rzeczach rozmawiał ze mną na zasadzie wymuszania, wszystko co ode mnie chciał próbował zawsze uzyskać małym "zastraszaniem", jak o tym myślę jestem cała spięta, boję się tego. Poza tym dokuczał mi małymi rzeczami - zimna woda pod prysznicem, przystawianie zimnych przedmiotów z nienacka do ciała, odkrywanie itp. pomimo moich stanowczych słów, żeby tak nie robił, że tego nie lubię, ciągle się to powtarzało. Było i jest to dla mnie przykre.
To powyżej nie ma za zadanie tłumaczenia mojej zdrady, bo nic jej nie tłumaczy, to opis mojej sytuacji, gdyż nie wiem co dalej robić.Pojawił się w moim życiu mężczyzna-przestałam myśleć, wdałam się w romans-krótki. Zaangażoteałam się nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim emocjonalnie. Próbowałam ja i on kilka razy zerwać, w końcu się udało (brak kontaktu od trzech tygodni). Ale nie jest mi łatwo, tęsknię, choć wiem, że tamten związek nie ma żadnych szans (on ma dzieci). Podjęłam decyzję, że nie będę tego kontynuować.
Mąż dowiedział się o romansie - momentalnie, bez zastanowienia powiedział, że chce ze mną być, że mnie kocha, że jestem jego kobietą. Zdaje sobie sprawę z tego co robił. W tej chwili okazuje mi akceptację, to że mnie chce i kocha, czyli to, czego wcześniej nie pokazywał, a ja nie potrafię tego przyjąć. Boję się. Nie wiem, czy go kocham-zależy mi na nim jak na człowieku, ale czy jak na mężczyźnie. Ciągle w mojej głowie jeszcze jest ten drugi. Boję się, że on wróci, a ja ulegnę, nie chcę ponownie skrzywdzić męża. Nie chcę go też skrzywdzić (jego i siebie) w ten sposób, że z nim będę nie kochając go.
Tym co robiłam podświadomie dążyłam do zniszczenia mojego małżeńtwa, a teraz nie wiem, co dalej... Mąż wie, że ja nie wiem, ale jak długo można wystawiać człowieka na próbę....
Podobne tematy
Widzę, że nikt nie chce mi nic poradzić. Wiem, że osób tutaj to osoby skrzywdzone, a to ja skrzywdziłam, ale wierzcie mi nic nie jest czarno-białe.
skoro go nie kochasz i masz obawy co do swojej dalszej wierności to daj mu spokój i odejdź, przecież tak wierzysz w wróżby wróżki więc daj mu święty spokój już teraz, nie dawaj mu nadziei bo wyrządzisz mu jeszcze większą krzywdę.
sama wpakowałaś się w bagno wychodząc za mąż, wiedziałaś jaki mąż jest, wiedziałaś co do niego czujesz a mimo to chciałaś tego a potem w zamian jeszcze wbiłaś mu nóż w plecy i teraz tym nożem się jeszcze bawisz w jego ranie, odejdź i daj mu spokój, bo ten związek jest martwy od dawna i już nic z niego nie będzie skoro przez tyle czasu z tym porządku nie zrobiliście.
Tez uwazam ze powinnas odejsc. Nie jatrzyc, nie zadawac juz wiecej bolu. Jesli Tobie i Twojemu mezowi pisane jest byc razem - bedziecie, wrocicie do siebie. Ale teraz nie powinnas mu zadawac wiecej cierpien. On potrzebuje czasu a i Ty musisz sobie wszystko poukladac.
A o tamtym tak latwo nie zapomnisz. Wiem niestety z wlasnego doswiadczenia. ![]()
Dla jasności, od męża odeszłam. On o mnie bardzo zabiega. Są chwile, gdy pragnę wrócić, gdy jest we mnie nadzieja, że wszystko się poukłada, że teraz będziemy razem szczęśliwi, a potem strach przed tym, że nic się nie zmieni, a nawet, po tym co zrobiłam, będzie gorzej, że nie dam rady. Sama sobie nie ufam, dlatego boję się, że zdradzę. Teraz wiem, że jestem do tego zdolna. Nigdy wcześniej nie przypuszczałam, że mogłabym tak skrzywdzić człowieka, a okazało się, że mogę-bezmyślnie.
Mars. Dla jasności nie napisałam, że męża nie kocham, nie wiem, czy kocham. Jedyne, co dzisiaj czuję, to strach. Jeśli zdradziłam, to rodzi się pytanie, czy kocham. Wychodząc za mąż nie wiedziałam jaki dokładnie jest, nie mieszkaliśmy wcześniej razem, i nie wiedziałam, co się będzie działo w czterech ścianach, choć owszem symptomy były, tylko, że nie zdawałam sobie z nich sprawy. Człowiek naiwnie wierzy...
I może to właśnie ten moment by zrobić z tym porządek! Bolesna, ale w końcu, szansa dla nas dwojga by zobaczyć co było nie tak i jakoś to poskładać. Tylko czemu ten strach?
Boisz się samotności, nie wiesz czy wrócic do męża bo może przyjdzie kochanek i zdradzisz bo nadal więcej do niego czujesz niż do męża, a jak nie wróci to come back do męża, tak to widzę, strach przed wyborem Cię paralizuje, bo może być i tak że jeden i drugi Cię nie zechce i zostaniesz sama, a tego byś nie chciała. jednak radzę Ci zostań sama
Kochanka nie chce, gdy wróci teraz, dostanie kopa i tyle. Owszam nadal coś do niego czuję, ale w końcu zaczęłam myśleć i widzieć, jak bardzo krzywdziłam i jakie to chore. Wcześniej też niby widziałam, ale jak w letargu nie mogłam przestać. Oboje jesteśmy w związkach (bo w końcu ja nadal mam męża) i w takiej sytuacji nie ma mowy o żadnej relacji.
A mimo to boję się, że zdradzę. Ty byś się nie bała? Skoro raz już się to zrobiło, nie wiadomo do czego człowiek jest jeszcze zdolny. Gdybym znowu założyła, że na pewno będę wierna, jak zakładałam przez lata, straciłabym czujność. Sama sobie nie ufam, a powinnam, chyba nie mam powodów by sobie ufać. Przerażam sama siebie.
Nie wybieram pomiędzy mężem a kochankiem, a mężem a samotnością. I tu masz rację, samotności się zapewne trochę boję, ale nie
jakoś bardzo. Wręcz przeciwnie, mam ochotę po prostu wszystko olać i uciec. Bardziej boję się zmarnowanej szansy, poddania przed czasem, a z drugiej strony tego, że mimo walki nie wyjdzie i oboje będziemy jeszcze bardziej poranieni
8 2010-08-30 22:09:53 Ostatnio edytowany przez maja 84 (2010-08-30 22:20:03)
Ja też się bałam zimo, bałam przez dwa lata i nie tylko tego czy dam radę " nie tęsknić" i zakończyć tamto definitywnie ale też czy mąż to zniesie, czy nie będzie się mścił, wypominał czy nie łatwiej bylo odejść z kochankiem ( był wolny) i zacząć wszystko od nowa, jednak nie potrafiłam powiedzieć: jestem pewna,że nie kocham już męża, że nic a nic dla mnie nie znaczy.
Duzo czasu upłynie zanim przestaniesz mysleć o tamtym, ale uwierz jest to wykonalne. Ty już myslisz "jak mogłaś być do tego zdolna" ja dopiero teraz tak zaczęłam mysleć,natomiast poczucie ,że skrzywdziłam męża miałam od początku a przecież gdybym nic do niego nie czuła to by mnie nie obchodziło co on czuje.
Dlatego zastanów się mocno zanim podejmiesz jakieś radykalne kroki bo odchodząc od męża możesz zrobić ogromny błąd, jesteście teraz osobno, masz czas, przemyśl to i nie kontaktuj się z tamtym człowiekiem on ma żonę i dzieci, niech wraca do rodziny.
Ja też zwiałam na dwa miesiące, nie mogłam patrzeć na to spustoszenie, ze strachu chyba przed konsekwencjami, nie wiem, nikt Ci tu nie da gwarancji czy Wam się uda, wiele w Tobie "wspomnień" a w mężu bólu i ten strach z obu stron ale nam się udało więc dobrze się zastanów co zrobic, rozwieść się zawsze zdążysz.
jezeli tak bardzo się boisz że jak wrócisz do męża to możesz go zdradzic to nie kochasz męża, byłaś z nim z przyzwyczajenia i dla wygody, zostań jakiś czas sama np parę miesięcy i poczekaj co los Ci sam przyniesie, pobądź trochę ze sobą i swoimi myślami
wiem, że tu potrzebny jest czas, że u mnie on działa pozytywnie. Udaje mi się codziennie wygrywać i nie nawiązywać kontaktu z tamtym, nawet w najgorszej chwili. I każda ta wygrana daje mi mnóstwo radości i przybliża do męża. Wcześniej w końcu przegrywałam. Jednak mój mąż boi się tego czasu, boi się, że teraz gdy nie mieszkamy razem jeszcze bardziej się od siebie oddalimy. Widzę, że za mną tęskni, że męczy się, gdy mnie nie ma, a ja nie chcę mu sprawiać więcej bólu.
Właśnie ten strach, czy mój mąż da radę, czy to zniesie, też to, że pewnie teraz będę go oddtrącała. I tego wypominania też się boję i jego złości.
Ty jesteś tutaj maju nadzieją, że może się udać.
Kupiłam kartę taką do automatu telefonicznego, nie mialam już go w komorce ale wszystkie numery w głowie,tamten nie miał jak dzwonić a ja wiedziałam,że wystarczy,że dam mu sygnał i się skontaktujemy, nosiłam tę kartę długo, (to tak jak dla palacza papieros za szybką) ale nie zadzwonilam, wytrzymałam, mam ją dotąd tylko numeru już nie pamiętam jednak zapomnialam.
Długo chodziłam jak ćma i ten strach czy nadal będzie "przesłuchanie"? po co do tego wraca?, on to nazywał szczerą rozmową ja przesłuchaniem,potem przestał do tego wracać, tłumił wszystko w sobie i depresja, bardzo pomogła nam terapia.
Znacznie łatwiej zostawić wszystko i odejsć, jeżeli wrócisz rzucasz się na głęboką wodę,ale to konsekwencja tego co zrobiłysmy, mąż Cie kocha ty być może kochasz jego, przemysl wszystko jeszcze raz masz czas.
Ja wiem ,że więcej nie zdradzę bo nie ma tamtego już w moim zyciu, ta zdrada dała mi niezły wycisk i rozwaliła mi psychike, więcej nie wejdę w to bagienko.
Widzę, że za mną tęskni, że męczy się, gdy mnie nie ma, a ja nie chcę mu sprawiać więcej bólu.
skoro nie chcesz sprawiać mu bólu to odejdź, poboli go ale przejdzie i dzięki temu będzie mógł ułożyć sobie życie z kimś innym, może akurat kimś kto go nie będzie zdradzał. bo skoro nie jesteś pewna swoich uczuć to bez sensu dawać mu nawet najmniejsze szanse na swój powrót, lepiej od razu powiedzieć z mostu że koniec i może później powalczyć o niego jak będziesz pewna swoich uczuć i swojej sytuacji z kochankiem, a nie trzymać męża w zapasie na wypadek gdyby kochanek nawalił.
Maju jeszcze raz dzięki za wsparcie. Miałabym miliony pytań. Mam nadzieję, że i ja zapomnę wszystkie numery telefonów, niezależnie od tego jak mi się ułoży życie z mężem. Bo z drugiej strony są też osoby, które to krzywdziło i nie wolno mi o tym zapominać.
Jednak wydaje mi się, że ta pewność uczuć, o której piszesz mars, nie przyjdzie jak grom z jasnego nieba, jak zakochanie. Po tylu latach to będzie praca nad tym, co mam w sobie, co boję się odkryć, co mamy razem. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że ta pewność przyjdzie prędzaj, gdy będę przy mężu niż daleko od niego.
Że mi na nim zależy, że bardzo, wiem na pewno, że chce by był szczęśliwy też. Pytanie, czy ja mogę mu to dać? I ile jeszcze jest we mnie zła?
I rzecz najtrudniejsza. Oboje popełniliśmy wiele błędów. Ja niestety się męża boję, po tym co było między nami. Gdy o tym myślę cała się spinam, mam dreszcze. Nie jestem pewna, czy będzie to w stanie zmienić, czy po tym co mu zrobiłam to się nie nasili.
Jednak jeśli nie spróbuję, jeśli nie zawalczę, nie dowiem się nigdy.
A co do kochanka podjęłam decyzję i zrobię wszystko, by w niej wytrwać, jak pisała o swojej walce maja. Nic nie jest łatwe. Nie da się tego rozwiązać z dnia na dzień.
Mój mąż obecnie na pewno nie jest w zapasie. Postanowiłam go postawić na pierwszym miejscu, czego dotąd nie robiłam.
A że się boję upadku? czy to źle? Teraz jest czas by podejmować decyzje i walczyć, żeby w nich wytrwać, nie upadać, a po upadkach powstawać.
Takie to wszystko łatwe w teorii... a takie trudne, gdy targają mną sprzeczne emocje i często te niechciane.
zima82 napisał/a:Widzę, że za mną tęskni, że męczy się, gdy mnie nie ma, a ja nie chcę mu sprawiać więcej bólu.
skoro nie chcesz sprawiać mu bólu to odejdź, poboli go ale przejdzie i dzięki temu będzie mógł ułożyć sobie życie z kimś innym, może akurat kimś kto go nie będzie zdradzał. bo skoro nie jesteś pewna swoich uczuć to bez sensu dawać mu nawet najmniejsze szanse na swój powrót, lepiej od razu powiedzieć z mostu że koniec i może później powalczyć o niego jak będziesz pewna swoich uczuć i swojej sytuacji z kochankiem, a nie trzymać męża w zapasie na wypadek gdyby kochanek nawalił.
Mars255 mam nadzieję że z racji nicka jesteś blisko Olimpu i Zeud pośle Ci porządnego pioruna pod żebra, oczywiście to nic osobistego.
tak po krótce, nie mam czasu bo piszę do kogoś list, BLEEEEEEEEE, dziś mam paskudny humor więc wybaczcie moje zachowanie:
- super że wykopujesz kochanka z życia, i tego się trzymaj
- mąż zrozumiał że kocha - i nie sprawia mu ból to że go zdradziłaś, to znaczy to też, ale większy ból mu sprawia myśl że możesz od niego odejść, zatem odejście od niego, spowoduje jeszce większy ból - dlatego właśnie pisałem do Ciebie mars225 o tym gromie, mówiłem nic osobistego,
- chcesz zadać większy ból mężowi odejdź, chcesz go ukoić zostań, ale wiedz że nie zostajesz dla niego tylko dla siebie,
- odejśc zawsze zdążysz, a teraz możesz dać mu szansę, co ja chrzanię, Wam szansę, on zrozumiał to wszystko co trzeba, gdie teraz znajdziesz takiego, który mimo że został zdradzony okazuje że kocha, jest w stanie to przeboleć, wisz jaki to ból - nawet nie próbuj się do niego zbliżyć, bo ten ból zabija. Albo bo przytul, albo zostaw w cholere bo inaczej go zniszczysz swoim wahaniem. Suma sumarum poniesiesz niewielkie straty, za to on... otworzył się na Ciebie zabiega, czy nie możesz dać mu szansy. Zapewne juz więcej nie powtórzy błędu zaniedbań i oddalania sie od Ciebie, bo będzie pamiętał ile to go kosztowało. Jeśli teraz odejdziesz a okaże się że go kochasz, może Ci nie pozwolić wrócić do siebie pomimo że będzie kochałał jeszcze więcej. Wiesz dlaczego, bo ból potrafi być większy niz miłość, obawa przed kolejnym ciosem skutecznie odwiedzie go od zaryzykowania. pozatym co tracisz nic, możesz się przekonać tylko czy go kochasz , czy on Cie naprawdę kocha, zobacz jak będzie wyglądało życie z nim. Zawsze możesz zrezygnować, ale przynajmniej będziewz wiedziała z czego rezygnujesz. A jeśli teraz odejdziesz, możesz spotkać kolejnego dupka, jakim wcześniej był Twój mąż pomimo że CIę kochał, tyle że ten może kochać mniej i gdy się od sibie oddalicie to on zdradzi albo Ty. A w obecnej sytuacji zaróno on jak i Ty wiecie jakie to ciężkie doświadczenie. Nie będzie łatwo, jest szansa. Wyobraź sobie jak silny może być Twój związek jeśli się z tym uporacie we dwoje, wtedy mało co Was będzie w stanie złamać. bye
Maju jeszcze raz dzięki za wsparcie. Miałabym miliony pytań. Mam nadzieję, że i ja zapomnę wszystkie numery telefonów, niezależnie od tego jak mi się ułoży życie z mężem. Bo z drugiej strony są też osoby, które to krzywdziło i nie wolno mi o tym zapominać.
Jednak wydaje mi się, że ta pewność uczuć, o której piszesz mars, nie przyjdzie jak grom z jasnego nieba, jak zakochanie. Po tylu latach to będzie praca nad tym, co mam w sobie, co boję się odkryć, co mamy razem. Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że ta pewność przyjdzie prędzaj, gdy będę przy mężu niż daleko od niego.
Że mi na nim zależy, że bardzo, wiem na pewno, że chce by był szczęśliwy też. Pytanie, czy ja mogę mu to dać? I ile jeszcze jest we mnie zła?
I rzecz najtrudniejsza. Oboje popełniliśmy wiele błędów. Ja niestety się męża boję, po tym co było między nami. Gdy o tym myślę cała się spinam, mam dreszcze. Nie jestem pewna, czy będzie to w stanie zmienić, czy po tym co mu zrobiłam to się nie nasili.
Jednak jeśli nie spróbuję, jeśli nie zawalczę, nie dowiem się nigdy.
A co do kochanka podjęłam decyzję i zrobię wszystko, by w niej wytrwać, jak pisała o swojej walce maja. Nic nie jest łatwe. Nie da się tego rozwiązać z dnia na dzień.
Mój mąż obecnie na pewno nie jest w zapasie. Postanowiłam go postawić na pierwszym miejscu, czego dotąd nie robiłam.
A że się boję upadku? czy to źle? Teraz jest czas by podejmować decyzje i walczyć, żeby w nich wytrwać, nie upadać, a po upadkach powstawać.
Takie to wszystko łatwe w teorii... a takie trudne, gdy targają mną sprzeczne emocje i często te niechciane.
zima82 śledzę Twoją historię i wiesz co... zgadzam się z również z Mają. Choć zapomnienie nr telef nie jest łatwe, czasem poprostu nie chcę się to wykasować. Naciśnięcie klawisza Delete jest czasem bardzo trudne. Ale dasz radę
Wierzymy w Ciebie ![]()
coś mnie tknęło aby to się tu znalazło :
"Wyobraź sobie, że życie jest grą, podczas, której żonglujesz pięcioma piłeczkami.
Są to: praca, rodzina, zdrowie, przyjaciele i uczciwość.
Przez cały czas starasz się utrzymać je wszystkie w powietrzu.
Nagle pewnego dnia dochodzisz do wniosku, że praca to piłka z gumy.
Nawet jeżeli ją upuścisz, odbije się i wróci.
Pozostałe cztery - rodzina, zdrowie, przyjaciele i uczciwość zostały wykonane ze szkła.
Gdy, któraś z nich upadnie, nieodwracalnie porysuje się, pęknie lub, co gorsza, może się nawet rozbić"
daje do myślenia ...
17 2010-09-01 17:26:50 Ostatnio edytowany przez zima82 (2010-09-01 17:43:41)
Dunkis na wstępie dziękuję, że nie oberwałam od Ciebie jakoś szczególnie mocno, prawie w ogóle, a przecież masz zły humor. Widzę, że wszystko skupiło się na Marsie255.
e
To, że zdradziłam sprawia ból mojemu mężowi-gigantyczny, który myślę, że wzmoż się, gdy już wrócę, bo ból związany z rozłąką przestanie go dusić. Ja odpowiadam za ten ból i będę musiała mu pomóc sobie z nim poradzić.
- chcesz zadać większy ból mężowi odejdź, chcesz go ukoić zostań, ale wiedz że nie zostajesz dla niego tylko dla siebie
odejśc zawsze zdążysz, a teraz możesz dać mu szansę (...) pozatym co tracisz nic, możesz się przekonać tylko czy go kochasz , czy on Cie naprawdę kocha, zobacz jak będzie wyglądało życie z nim. Zawsze możesz zrezygnować, ale przynajmniej będziewz wiedziała z czego rezygnujesz.
To bardzo ciekawie napisane, ale czy słuszne. Masz rację, co również wynika z tego, co piszesz dalej, że zrobiłabym to dla siebie. Ale czy mi wolno? Bo tak naprawdę to powrót na próbę, bo "zawsze możesz zrezygnować". Nie uważasz, że w ten sposó mogę bardziej skrzywdzić mojego męża? On nie chce na próbę, on chce w całości i na zawsze, choć zdarza się, że zdaje sobie sprawę, że może nam nie wyjśc -zarówno z mojej strony, jak i jego, jak i po prostu razem. Jednak obawiam się, że to takie bawienie się wspólnymi uczuciami. Z drugiej strony jest małżeństwo, sakrament i to "na dobre i na złe". Jeśli raz się temu sprzeniwierzyłam to nie oznacza, że nie powinnam jednak wziąć sobie przysięgi do serca i być jej wierna (i nie chodzi mi tylko o przysięgę wierności). Upadek i powstanie.
Zapewne juz więcej nie powtórzy błędu zaniedbań i oddalania sie od Ciebie, bo będzie pamiętał ile to go kosztowało.
Gdyby to były tylko błędy zaniedbań i oddalenie byłoby dużo łatwiej. Z tych powodów dziś na myśl o powrocie nie byłoby tych ciarek, napięcia i "trzęsawki".
Reasumując. Ja już właściwie podjęłam decyzję, że wrócę i spróbujemy to posklejać. Między innymi dzięki Wam i temu, co tu czytam. Ale przede wszystkim dzięki postawie mojego męża, choć ona mi pokazuję, że zmiana pewnych jego zachowań nie przyjdzie tak szybko i będzie wymagała dużo pracy. Ja też muszę popracować nad sobą. Natomiast moje uczucia i emocje wciąż są jak sinusoida, dlatego chcę by ta decyzja była w miare ugruntowana zanim przyniosę z powrotem moje rzeczy do domu. Nie mogę przecież wchodzić i wychodzić, bo to go faktycznie zabije.
kasku84
dziękuję za wsparcie... delete...trudniejsze niż się wydaje, ale nie awykonalne. Jestem w pewien sposób wdzięczna temu trzeciemu, że i on póki co również delete mocno trzyma, co nie przecze, że sprawę mi ułatawia. Choć niestety mam dziwne przeczucie, że nastąpi dzień, gdy go puści. Jeśli to będzie teraz mam dość siły na kopa w d...., gorzej jeśli to będzie za jakiś czas, szczególnie jeśli trafi na bardzo zły moment (bo to zawsze tak się dzieje). A takich złych momentów będzie przecież wiele i będzie mi i mojemu mężowi pewnie niezwykle ciężko. Jednak przecież mam już doświadczenie i to co się stało dało mi niezłą nauczkę. Jedno wiem, że męża juz nie zdradzę. Jeśli coś takiego miałoby się stać - odejdę.
Twój cytat jest niezwykle trafny - my nadal niestety nie do końca mamy świadomość tego, że praca to tylko piłeczka z gumy...
Cześć, (tak na marginesie czytałaś e-maila odemnie?)
jak pisałem co do mars225 to nic kompletnie nic osobistego, była to alergiczna reakcja - moja własna nieleczona - stety, na odwodzenie kogokolwiek by nie próbował ponownie odbudować związek gdy widzę że jest szansa. Choć czasami w sytuacjach gdy to widzę pisze by sobie dać spokój.
Zabiłaś mi ćwieka. Nie wiem jakim jesteś człowiekiem i jaką monetą zagrać, odpowiadając na Twoje pytanie , czy Ci wolno powrócić na próbę, może spróbuję tak:
- nie wolno, absolutnie nie i kropka (tak bym chciał powiedzieć w przypadku, o ile bym wiedział że jesteś przekorną osobą i na moje słowa zareagujesz na odwrót, z czystej złośliwości, albo tylko po to by zrobić komuś - mnie *chyba za wysoko się cenię ) na złość)
- absolutnie wolno, skoro masz taki wybór nic nie tracisz (tak bym powiedział w przypadku gdybyś była skłonna posłuchać mojej rady)
Co Ty na to?
zatem zrobię na początek co innego, nie słuchaj tego co napisałem wyżej, tylko weź sama kartkę, podziel ją na pół, z jednej strony wypisz to co zyskujesz wracając, co może przynieść korzyści zarówno Tobie jak i jemi, co Wy możecie zyskać, z drugiej to co wydaje Ci się stratami. A tutaj trochę Ci podpowiem:
- stracisz niezłą zabawę z okazji zakońćzonego rozwodu,
- po podziale majątku będziesz mogał pochwalić się znajomym, że Twój adwokat wyszarpał mu lwią część majątku
- będziesz mogała sobie popłakać do poduszki, że niewykorzystałaś szansy
teraz przykłądy tych złych rzeczy:
- będziesz miała wielkiego kaca po imprezie rozwodowej bo spijesz się jak cholera, gdy będziesz wspominała jego słowa, że on CIę kocha
- jemu zostanie Wasz ulubiony kot, bo nie będziesz miała sumienia zabierać mu mimo wszystko waszej wspólnej ulubionej maskotki, która mu zawsze będzie Ciebie przypominała
- będziesz musiała wyprać poduszkę bo będzie bardzo mokra
No a teraz tak pół żartem, pół serio było Wam źle, on się zmienił, oddaliliście się - on nie widzi świata poza Tobą, zdradziłaś - on jest gotów wybaczyć, On powinien się czuć skrzywdzony - czuje, ale przezwyciężył to, sprawiłaś mu ból - tylko TY jesteś w stanie go uleczyć, tak by nie czuł że cierpiał na marne. Czy go skrzywdzisz? - już go skrzywdziłaś - Ty naprawdę nie rozumiesz jaki to ból zostać zdradzonym, tylko dlatego jeszcze zastanawiasz się nad tym czy go mocniej nie skrzywdzisz. Dasz mu nadzieję, on jest świadomy tego że może wam nie wyjść, bo to wcale nie jest powiedziane że się uda, ale on, pomimo że doskonale o tym wie, wicska to głęboko, bardzo głęboko w najdalsze osdmęty myśli, ddlatego, że ma miliony pomysłó na ratowanie tego, nabył determinacji i wie że podoła, nawet nie przyjmuje do wiadomości , że Wam się nie uda, a jedyne co to Ty jesteś niewadomą w jego planie, On Cię zna, przypomniał i przeanalizował sobie te rzeczy które wiele razy mówiłaś, które powodowały że się oddaliliście.
Przyznam Ci sie do czegoś, bo widzę że z rozwaga podchodzisz do moich słó, ale te wziełaś zbyt mocno do siebie, spropowkowałem Cię pisząc że wracacie do siebie na próbę - był to chwyt , który miał Cię nieco skłonić w jego kierunku, pomyślałe, że a nóż się na to nabierzesz, i pomyślisz, że skoro ktoś mówi że to na próbe to właściwie czemu nie....ale wiesz co , ja w Was wierzę, bo przypuszczam co ten facet będzie robił by Cię przekonać do tego iż dobrze zrobiłaś dając Wam ponowną szansę. Właściwie, jeżeli wrócisz to, po porstu stawim na Was, i wierzę, że to nie będzie jedynie próba.
Przypomnij sobie to co Ci w liście napisałem, przykłąd tego gościa co zrozumiał 0 jak on myślał o tym, jakie miał nastawienie. Co do sakramentu, ludzie nie w takich rzeczach grzeszą, księża mają kochanki, dzeici, są pedofilami , hierarchowie to ukrywają. Ludzie nie są doskonali, przysięga jest czymś co jest ważne. Ja wiem że Ty mówisz o przysiędze którą wy sobie osobiście złożyliście tam pisze na dobre i złę --- na złe , przysięgasz miłaość wierność i uczciwość małżeńską, czy do tej pory , pomijając tą zdradę dochowywaliście przysięgi, nie łamaliście jej oddalając się od siebie? Owszem, a zdrada , to była jedynie jedynie wyrazem tego jak bardzo ta przysięga stała się nieaktualna, ona była efektem czegooś, co wspólnie zaprzepaściliście. Jesteś winna również temu, że ta sytuacja miała miejsce, ale uwierz że można i da się to do kupy pozbierać. Praca będzie cieżka, ale jeśli tylko zobaczysz jej efekty będzie CI łatwiej, gdy poczujesz prawdziwie, że on Cię kocha, też sobie przypomnisz o tym. Może to tylko jest tak, że wasza miłość przygasła, ale zawsze w Was była, a teraz powróci tak bardzo dojrzale. A złymi momentami się nie przejmuj, będą, ale jak sobie z nimi łatwo poradzicie, zaświadczą o tym jak mocno teraz popracujecie. Przytul go, on Ciebie potrzebuje. A to jak CI odda ten uścisk, pomoże Ci pomyśleć , że podjełąś słuszna decycję. A uwierz mi im dłużej pozostaniesz z mężęm, tym większy zamach będziesz potrafiła wziąść na wykop
A wiedz, że Twój mąż będzie częściej myślał o tym trzecim niż Ty. Pozdrawiam.
Dunkis jestem przekorna-bardzo przekorna...jednak nie to miejsce i nie ten czas;) tak tylko na marginesie przypuszczam, choć nie jestem pewna, że gdyby mąż wystawił mi walizki za drzwi to ja byłabym dziś tą walczącą, gdyż z niektórych przyczyn mogłabym poczuć wielką ulgę i "cieszyć" się, że odpowiedzialność co do podjęcia decyzji nie spoczywa na mnie (egoizm).
Robiąc Ci Dunkis na złość - wracam na próbę
- faktycznie się przeceniasz.
A teraz tak już całkiem poważnie. W mojej sytuacji to zawsze będzie na próbę, chociaż to brzmi okropnie. Jednak większość osób na tym forum przekonała się i wie, że miłość nie jest czarno-biała i to, co wcześniej oznaczało brak miłości, niekoniecznie nim jest. To samo jest z tym próbowaniem (tak sobie to tłumaczę). Nie znam się, o czym się przekonałam, mój mąż też się nie zna (jeszcze miesiąc temu był pewien, że na zdradę zareaguje rozstaniem), wobec tego nie wiem, jak to się rozwinie, jakie są moje uczucia, czy są i czy zdołam je odbudować. Wszystko przed nami.
Nie wiem, który z was (mężów) napisał, że w pewien sposób wdzięczny jest za zdradę. Ja też jestem wdzięczna, nie sobie i nie tej zdradzie, ale losowi, że jednak mam szansę powalczyć o jego i moje szczęście, a nawet nasze.
Co do przysięgi i do sakramentu. Gdyby tego nie było, nie byłabym z mężem, odeszłabym (raczej też bym nie zdradziła, bo gdybym kogoś spotkała najpierw zerwałabym, choć to nie jest niewątpliwe), on pewnie też by odszedł. Jednak to jest zobowiązanie, nie tyle obliguje, co zachęca nas do walki. (masz racje rozwód nic przyjemnego i nie mogłabym powiedzieć w sądzie, że nic mnie z mężem nie łączy, nie mogłabym też powiedzieć, że nie kocham). Ale nie dla rozwodu walkę podejmę, tylko jak pisałeś wcześniej dla siebie.
Nie wiadomo, gdzie w tym wszystkim uczucia, bo to moja dogłębna analiza sytuacji. Co ja czuję, poza strachem, nadal nie wiem.
Jest wiele jeszcze innych pytań i wątpliwości, i spraw...
Jak często ten trzeci będzie wracał w mojej głowie, przekonamy się na ile to było silne i co to było. Na pewno nic dobrego (poznacie po owocach). Niemiłe jest, gdy wraca, gdy jestem z mężem. Ale to już problemy i wątpliwości, o które powinnam spytać zdradzające żony. A wolałabym by zdradzeni w to nie wnikali, by to nic dla nich przyjemnego.
Dziewczyny jak sobie radzić z tym rozdwojeniem? Okropność, ale łatwiej było sobie radzić, gdy się zdradzało - żyło w kłamstwie, wtedy cały świat był dziwnie nierealny. Jak reagować na wypominanie? Co z okazywaniem uczuć?
Czas...
widac że Cię mąż kocha skoro wybaczył zdradę :*)
skoro nie jestem zdradzającą żoną, powstrzymam się od dalszych komentarzy prócz jednego, to że masz wątpliwości to też coś znaczy i daje nadzieję.
No i cieszę się że skorzystałaś z mojej rady:) dla Pani która wybrała bramkę numer 1 oto nagroda :
.... tę część życia sama sobie dopiszesz.
22 2010-09-03 16:58:19 Ostatnio edytowany przez zima82 (2010-09-03 16:59:19)
Dunkis, a ja liczyłam jeszcze na jedną odpowiedź.
Póki co nie było z mojej strony ostatecznej deklaracji, tamto to była ironiczna wypowiedź, by niektórze forumowicze tutaj poczuli się ważni;)
A jednak jak przeczytałam to, co napisałam powyżej, to jednoznacznie z tego wynika, że wracam i to na próbę (przerażające!). I pewnie tak jest, choć u mnie, to nie tak od razu i minie pare dni zanim przeniosĘ swoje łachY do domu (a z zasady jestem spontanicznA).
Dam wam znać.
I to wszystko to znowu wynik moich przemyśleń i analizy - rozumu, a przecież mam uczyć się czuć (rada profesjonalisty) - nie tylko rozum, ale i serce.
Niestety to, co zapewne czuje nie byłoby najmilsze, choć kto wie co to, skoro ja nie wiem.
Dunkis nie bierz do siebe moich pytań do zdradzających żon. Po prostu, gdy czytam, co przeżywacie, aż się boję co czulibyście i jak bardzo byście cierpieli po wejściu w nasze umysły. Choć pewnie nie każda zdradzająca myśli i czuje to samo. Zaczynam mieć opory przy wypisywaniu wszystkiego na tym forum, by komyś nie sprawić przykrości (błąd). A nie chodziło mi o to by inni się wypowiadali, bo pogląd tych obiektywnych, a jeszcze bardziej subiektywnych przeciwnie jest dla mnie ważny, a nawet ważniejszy niż osób takich jak ja.
gadula - kocha na pewno, chociaż.... bardzo mądrze gdzieś o tym napisała Zdrada (nie mogę znaleźć) o strachu przed odrzuceniem i niemożnością pozwolenia na odejście.
Na razie wiem, że on się panicznie boi, że straci mnie na zawsze i kieruje nim przede wszystkim strach. To co teraz robi jest dla mnie w pewien sposób sztuczne i nienaturalne, dlatego potrzeba czasu by zobaczyć, jak jest faktycznie. I on też potrzebuje czasu by zobaczyć, czy rzeczywiście może mi wybaczyć. Na razie moje odejście spowodowało, że ta moja zdrada przeniosła się na drugi plan.
23 2011-04-02 23:44:42 Ostatnio edytowany przez zima82 (2011-04-02 23:49:41)
Jestem tutaj, bo uważam, że ta historia powinna mieć wpisane ostateczne (na dzisiaj) zakończenie. Dlaczego? Chodząc po tym forum najwięcej szukam odpowiedzi na pytania i co dalej, co się stało, jak się skończyło.
Wróciłam. Szczerze chciałam walczyć o mojego męża. Niestety nie powiodło się. Okazało się, że nie mam dość siły, by stoczyć bitwę o moje małżeństwo, że zupełnie nie panuję nad tym co się ze mną dzieję.
Tak jak maja nosiła kartę, tak jak nosiłam list do trzeciego, by w sytuacji, gdy napisze, niezależnie od wszystkiego przepisać jego treść o wydźwięku "spadaj".
Wszystkie pomysły okazały się dla mnie nie do wcielenia w życie.
Byłam bezsilna wobec samej siebie i uczuć tłoczących się we mnie.
To już prawie pół roku jak nie jestem z mężem. Zdążyłam się usamodzielnić i pewnie na chwilę osiąść w jakimś miejscu. Od prawie dwóch miesięcy nie mamy ze sobą żadnego kontaktu (boli-ale on nie chce, a ja się staram to szanować).
Dzisiaj na wszystko patrzę zupełnie inaczej. Miałam wspaniałego męża i spędziłam z nim cudowne 7 lat mojego życia. Nie wiem, kiedy zostały popełnione błędy i dlaczego w odpowiednim czasie nie umiałam ich naprawić. Przygotowanie do tej zbrodni zapewne trwało dług. Ja zdradzając zadałam ostateczny cios.
Chciałabym dać radę wszystkim tym, którzy kiedyś się znajdą w mojej sytuacji, żeby opamiętali się zawczasu. Jednak wiem, że się nie da. Byłam przekonana o swojej sile i miłości, o tym że nigdy nie zdradzę, że kochać będę zawsze i co więcej spełniałam wszystkie przesłanki sobą i charakterem by to urzeczywistnić. To zapewne był pierwszy błąd. Stało się inaczej. Okazuje się, że do ideału mi daleko, że jestem jak Ci, którymi gardziłam, a dziś ich rozumiem.
Na pewno dojrzałam. Obecnie mam zupełnie inne podejście do życia i do związku. Ostatnie miesiące nauczyły mnie mnóstwa nowych rzeczy i jeszcze więcej o sobie. Przede mną jeszcze wiele trudnych miesięcy, a może i lat. Nie wiem, co będzie. Mam nadzieję, że będzie dobrze. Mam też nadzieję, że nie zniszczyłam mężowi życia doszczętnie.
Emocjonalnie w końcu jestem stabilna, choć i ja bardzo cierpiałam i opłakiwałam.
" Byłam przekonana o swojej sile i miłości, o tym że nigdy nie zdradzę, że kochać będę zawsze i co więcej spełniałam wszystkie przesłanki sobą i charakterem by to urzeczywistnić. To zapewne był pierwszy błąd. Stało się inaczej. Okazuje się, że do ideału mi daleko, że jestem jak Ci, którymi gardziłam, a dziś ich rozumiem" - ja też gardziłam ,dziś rozumiem.