Witam wszystkich. Tak naprawde to nie wiem od czego zacząć. Dużo się tego nazbierało przez 6 lat małżeństwa. Nie będe opisywać wszystkich sytuacji, bo jest mi strasznie z tym co stało się ostatnio.
Mamy dwóch synów w wieku 5 lat i 12 miesięcy. Jak to zwykle bywa na początku wszystko było dobrze. Po urodzeniu pierwszego dziecka zaczęło się zmieniać. Synek nie zabardzo chciał ssać piersi, a mój mąż mówił, że jestem " wyrodną matką". Robił awantury o byle co, że nie potrafie zająć się dzieckiem.
Mój mąż nie jest alkoholikiem, ale jest strasznym tyranem i awanturnikiem. Jak jestem w domu to nie ma dnia bez kłótni. Wszystko jest nie tak, to nie zrobione, nie sprzątnięte mimo iż tak nie jest. Czasami mam wrażenie, że celowo szuka powodu do wywołania awantury. Przekleństwa są na porządku dziennym, nawet jak jest wszystko OK to i tak przeklina. Gdy stanełam w obronie dziecka, jak mo mąż się do niego darł i trzepał nim to popchnął mnie na łóżeczko i wtedy miałam 1 złamane i 1 peknięte żebro.
Przy okazji takich awantur pod moim aderesem pada stos wyzwisk począwszy od " debili", "wulgaryzm"itd. a na "burej suce" kończąc.Wiele razy prosiłam żeby się tak do mnie nie odzywał, ale on się tłumaczy tym,że ja go tak wkurzam że nie potrafi inaczej. Nie potrafi rozmawiać tak na spokojnie, każda moja próba ma taki sam koniec. Wyzwiska i nic więcej.
Wiele razy kazał mi się wynosić z domu mimo, że mieszkaliśmy jeszcze u teściowej.
Wczoraj przy takiej awanturze doszła "wulgaryzm" podeszłam do niego i powiedziałam,że za to to powinien dostac w twarz, a on mnie odepchnął tak mocno, że wpadłam na drzwi. Gdy wstałam powiedziałam, że co sobie myśli i jak może mnie tak wyzywać. Mój mąż na to, że jestem "wulgaryzm" i "szmatą" i tylko na tyle zasługuje. Podeszłam i klepnełam go w plecy, a on rzucił się na mnie zaczął mnie dusić i wrzeszczał, że mnie zabije. Wszysko to widział nasz starszy syn.
Po tym wszystkim chce już odejś, rozstać się z nim, żyć normalnie i nie pozwolić na to by moje dzieci oglądały takie obrazki. Tylko, że moj mąż grozi mi tym że dzieci napewno nie dostanę bo jestem "Chora psychicznie" i nie potrafie się nimi zająć, że one cały czas przy mnie płaczą.
Ze strony finansowej też nie jest ciekawie. Mamy dwa kredyty na , które ja wyraziłam zgodę, a mój mąż od jakiegoś czasu ich nie płacił. Mieszkamy w wynajętym mieszkaniu.
Proszę was o jakieś porady odnośnie rozwodu, czy powinnam się obawiać o dzieci, czy w kwesti tych kredytów ja też będe musiała płacić po rozwodzie. Jak z alimentami?
Używanie wulgaryzmów na forum jest zabronione.
moderatorka apoteoza
Podobne tematy
Jeśli wyraziłaś zgodę na kredyty to niestety będziesz musiała je płacić, a potem już po rozwodzie ewentualnie domagać spłaty ich połowy od męża (dotyczy to tylko tej części spłaconych kredytów, które są spłacane po ustaniu wspólności majątkowej - notarialnie lub w wyniku rozwodu, separacji). Musisz bardzo dobrze przygotować do rozwodu. Dobrze byłoby zrobić sobie obdukcję lekarską. Warto oprócz tego zwierzyć się z problemów koleżankom, tak by mieć ewentualnych świadków i uzyskać rozwód z orzeczeniem o jego winie.
Jeżeli jesteś zdecydowana na rozwód najlepiej się wyprowadź, jeśli to niemożliwe przetań z mężem sypiać, gotować mu, prać, sprzątać. Ze złożeniem pozwu musisz poczekać ok. roku, tak aż ustaną wszystkie więzi. Na razie, jeśli to możliwe, a boisz się, że mąż wpędzi Was w długi, możesz z nim podpisać rozdzielność majątkową.
O dzieci się nie martw, żeby polski sąd przynał je ojcu, musiałabyś być naprawdę wyrodną matką lub ciężko chorą pychicznie. Przypuszczam, że jego słowa, że jesteś chora psychicznie to głupie gadanie, a nawet jeśli nie, to wątpie, czy to choroba uniemożliwijąca Ci opiekę nad dziećmi. Poza tym jeśli udowodnisz, że Cię bije...
Zajście, o którym piszesz oczywiście możesz zgłosić na Policję, szczególnie, jeśli masz jakieś obrażenia... to zawsze ułatwi rozwód. Przypuszczam, że nie wyprowadzisz się teraz, więc w każdej takiej sytuacji zawsze dzwoń na Policje.
Polecam też pomoc psychologa.
Jesteś w trudnej sytuacji. Ale jak każda kobieta, pewnie jesteś silna i dasz sobie radę!!! 3mam kciuki.
Witaj. Jakbym czytała o swoim życiu. Podobne sytuacje zdarzają się u mnie. Doszło do tego, że mnie pobił, zrobiłam obdukcję, wystraszył się i teraz gra "dobrego męża". Chcę również odejść od męża. Jabyś chciała ze mną pogadać, to napisz na mojego maila, chętnie podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami.
P.S. Szkoda tylko dzieci, One przecież kochają oboje rodziców. Pozdrawiam.
Dzieci szkoda, jeśli nadal będą świadkami tego, co się dzieje w domu. Nie ma nic gorszego niż wychowywać się patrząc, jak ojciec znęca się nad mamą. To będzie miało negatywne konsekwencje dla ich rozwoju. Rozstanie, choć też nie będzie dla nich łatwe, na pewno przyniesie mniej szkody, a może i da szanse na dobre relacje z obojgiem rodziców, którzy osobno będą szczęśliwi.
Na Twoim miejscu juz dawno bym odeszła od męża, jak dla mnie długo, zbyt długo dawałaś rzucać po sobie obelgi. Mieszkacie u tesciow? Oni nic nie widzą? Czy nie chcą widzieć jak zachowuje sie Twoj mąż? Dzieci Ci nie może zabrać, opieka społeczna ewentualnie może zbadać sprawe, jak to wszystko w domu wygląda. Jeśli chodzi o kredyty, to jesli wyraziłaś zgode, to pewnie bedziesz musiała płacić, ale przeciez można zrócić sie do Urzedu o pomoc finansową, lub napisać do banku o trudnej sytuacji i ewentualnym zmniejszeniu rat. Najlepiej idz do adwokata, on Ci udzieli fachowej pomocy. I bądz silna, bo czeka Cie ciężka i byc może długa walka o swoje prawa i rodzine.
6 2010-08-31 23:11:51 Ostatnio edytowany przez zima82 (2010-08-31 23:18:22)
Ciekawy jest w ogóle temat Twojego postu "nie jest alkoholikiem", a gdyby nim był, to byłoby lepiej, czy gorzej? czy to może by go usprawiedliwiało? a może łatwiej byłoby Ci odejść, bo pije?!
Alkoholizm to nie przestępstwo a choroba, alkoholik niekoniecznie znęca się nad rodziną, jak Twój mąż, choć często tak jest.
Natomiast to, co on robi to przestępstwo, i to pważne, nawet więcej niż jedno, bo to i znęcanie i uszczerbek na zdrowiu. Zastanów się, czy go nie zgłosić na Policję, jednak przed tym proponuję rozważyć wszystkie za i przeciw (też względy finansowe, przyszłego rozowdu, mieszkania), bo jeśli to niepotrzebne, jedynie wymęczysz samą siebie jeszcze bardziej.
Pytałaś jeszcze o alimenty. Jak tylko odejdziesz od męża możesz odrazu o nie wystąpić do sądu (jeszcze przed rozwodem). Możesz żądać alimentów i dla siebie i dla dzieci. Oczywiście wszystko zależy od jego i Twoich dochodów. Jeśli teraz też nie daje wam na utrzymaniu również możesz zażądać alimentów, bądź upoważenienia by jego wynagrodzenie było wypłacane bezpośrednio do Towich rąk.
Pisanie do banków, to na razie nienajlepszy pomysł. Można się nad tym zastanowić, ale później, na razie poszukałabym innych rozwiązań i sposobów wydobycia kasy od niego. NIestety mało szczegółów.
Moim zdaniem ta walka owszem będzie trudna, ale nie aż tak ciężka. Mnóstwo rzeczy jest po Towjej stronie, choć nie znamy do końca Twojej sytuacji bytowej, zawodowej itp. Wiesz mi, że szybko będzie lepiej. Najważniejsze jest żebyś teraz wydostałą się z tego bagna i odzyskałą trochę sił i wiary w siebie. Potem będzie z górki.
POWODZENIA
Dziękuję Wszystkim za miłe słowa i rady. Tytuł mojego postu stąd, że mój mąż jest bardzo dumny z tego, że nie jest alkoholikiem tak jak jego ojciec. To jest jego argument dla mnie, żebym się cieszyła, że nie mam aż tak źle. Teściowa rozwiodła się z jego ojcem jak miał chyba 5 lat. Wiem, że nie miała z nim łatwo. Mój mąż nie chce zbytnio rozmawiać na jego temat i opowiadać o tym co było. Może też zbyt wiele nie pamięta. Wiem tylko tyle, że teściowa podała jego ojca o psychiczne znęcanie się i dostał wyrok w zawieszeniu. Ja też się nie dopytuje bo wiem, że nie jest to łatwe ani dla niej ani dla niego.
Mieszkaliśmy z teściami przez ok. 3 lata. Teraz wynajmujemy mieszkanie, na które ja musze mieć pieniądze. On ostatnio część swojej wypłaty przeznacza na swoją pasje. Jak pytam po co kupił to czy tamto, to mówi mi, że on nie zamierza nic nie mieć. Nie płacił rat, albo wpłacał tylko część co doprowadziło do tego, że banki wypowiedziały umowy, w tym dwa duże kredyty, na które ja wyraziłam zgodę i wiem, że jako współmałżonek jestm za nie odpowiedzialna.
Pracuje na zmiany w innym mieście i jadę godzine do pracy czasami dłużej. Od października przenosze się bliżej swojego miasta i dojazd zajmie mi 25- 30 min. Godziny pracy zmienią mi się troche na lepsze.
Szkoda mi jest dzieci i to one są dla mnie najważniejsze, tylko strach przed tym czy sobie poradzę, czy zapewnie im to czego potrzebują.
Wczoraj leżałam wieczorem i myślałam nad tym wszystkim. Jedna myśl nie daje mi spokoju, że teraz nie ma takiej rzeczy ani słowa, które chciała bym usłyszeć od męża. Nawet słowo "przepraszam" na które tak wiele lat czekałam.
Tutaj się nie da przeprosić...
Zastanawiam się nad takimi jak on. Moim zdaniem ludzie mogą się zmienić na lepsze. Jednak nie wierzę, że dotyczy to tych stosujących przemoc (słowną, fizyczną) wobec rodziny. W tym względzie resocjalizacja jest raczej niemożliwa. Nie znam się na psychologii, więc mogę się mylić. Takie rzeczy na pweno mają jakieś psychologiczne podłoże.
Niezależnie, czy zmienić się da, czy nie, Ty musisz po prostu dla własnego dobra i dobra dzieci go zostawić. Tu nie ma żadnego innego wyjścia z tej patologicznej sytuacji.
DASZ SOBIE RADĘ!!! Widzę, ze jesteś silną kobietą.
Szkoda mi jest dzieci i to one są dla mnie najważniejsze, tylko strach przed tym czy sobie poradzę, czy zapewnie im to czego potrzebują.
alez Moninia, czego Ci szkoda?!, ze dzieci nie zobacza juz jak ich tatus lamie Ci zebra przy ich lozeczku jak Cie dusi i wrzeszczy, ze Cie zabije?
czy moze tego, ze nie bedzie nimi "trzepal i sie na nie darl"?, a moze szkoda Ci dzieci bo nie uslysza calej jego opini o Tobie, czyli ze jestes debil", "wulgaryzm", "buraj suka" "wulgaryzm i szmata"?
Moninia jesli z nim zostaniesz to nie zapewnisz im tego co potrzebuja.
Tak na logike... to czego im moze od niego zabraknac? Jakiez to straty poniosa gdy odejdziesz?
Zawsze mnie bardzo boli gdy widze w wypowiedziach konflikt miedzy pragnieniami a faktami.
Twoje pragnienia przeslaniaja Ci fakty.
To co myslisz, ze dzieci straca to ... tego tak naprawde nie ma, to tylko Twoje pragnienie, zeby cos bylo, Twoja nadzieja na pozytywne emocje, ze moze cos kiedys bedzie gdy on zrozumie.... ale tam jest pustka... i to jest fakt.
... i faktem jest, ze to co on Tobie robi to przestepstwo, a nie tylko ciezki charakter.
Moninia, jak byłem bardzo mały miałem marzenie o tym kim chciałbym zostać. Inne dzieci kierwcą, pilotem, panią z okienka, wychowawcą, sklepikarzem, a ja nie, ja chiałem zostać pijakiem. Do dziś marzenie nie zostało zrealizowane i tyle. Wzieło się to z tego że w moim otoczeniu miałem przykład takiej osoby.
Ale nie o tym chciałem. Mam wrażenie, że nie dostrzegasz pewnego schematu w rodzinie męża. On co prawda nie pije, ale awanturuje sie dokładnie jak jego ojciec. Traktuje podle dzieci i Ciebie, a w dodatku jest z tgo dumny. Zobacz on naśladuje swojego ojca. Morał jest taki, choć bynie chciały Twoje dzieci być takie jak ich ojciec to pozostawienie ich w jego pobliżu, biorąc pod uwagę skłonności naśladownicze, mają pełne do tego predyspozycje. Przykro mi to pisać, ale jak nie chcesz, by Twoje wnuczęta - tak wnuczęta, były narażone na patologiczne zachowanie swoich rodziców, tylko dlatego, że nie znalazłaś odwagi, by teraz, gdy są dziećmi nie brały udziału w takim zyciu to działaj. Dzisiaj nie robisz tego wyłącznie dla siebie, robisz to dla dzieci i kolejnych pokoleń, Twoja teściowa najwyraźniej za późno zadziałała. A skoro przeszła piekło to powinna CIę wesprzeć, zrozumieć i pomóc. Owszem nie będzie chciała pewnie we wszystko uwierzyć, ale nich spojrzy w oczy Twojego starszego dziecka - gdy tatuś jest w pobliżu to zrozumie. A skoro ona nie potrafiła odpowiednio wcześnie zareagować, nich broni wnucząt. Jeśli tu nie znajdziesz wsparcia, są specjalne organizacje powołane w tym celu. Poszukaj i nie zwlekaj. Czas tu gra jak widzisz ogromną rolę.