Z rosnącym niepokojem obserwuję to co dzieje się w związku z próbą przeniesienia sprzed Pałacu Prezydenckiego krzyża upamiętniającego tragedię jaka cztery miesiące temu wydarzyła się pod Smoleńskiem.
Oczywiście mówi się, że umieszczenie w tym miejscu symbolu katolików i w ogóle chrześcijan to tylko przejściowa sytuacja do czasu aż zostanie postawiony pomnik upamiętniający tragiczne wydarzenie z 10 kwietnia. Ale czy tak naprawdę nie chodzi tu o coś więcej niż tylko o jego usuwanie (lub nie)? To przecież zwrócenie uwagi i podkreślenie wpływu jaki na nasze państwo ma Kościół, a samo miejsce jest też symboliczne, bo przecież prezydent RP jest prezydentem wszystkich Polaków, nie powinien i nie może wyróżniać żadnej religii, grupy społecznej, wprowadzać podziałów. I dlatego wydaje się, że stawianie tego symbolu przed pałacem to naruszanie konstytucyjnych zasad równości, wolności sumienia i religii.
Zastanawiające jest również to, że niektórzy z taką zaciekłością i zawziętością bronią obecnego miejsca, w którym krzyż stoi, bo on przecież miał być przeniesiony nie gdzie indziej jak do Kościoła Św. Anny, czyli tam gdzie jest jego miejsce- nikt nie chciał go zniszczyć, spalić, zbeszcześcić. Nic takiego nie groziło, a jednak ta nieudana próba zaczęła urastać do walki siły i poglądów.
Moim zdaniem akcja Dominika Tarasa ma większy niż tylko pozornie symboliczny (dotyczący krzyża i znalezienia mu właściwego miejsca) wydźwięk, jest to pretekst do zwrócenia uwagi na to z jakim narzucaniem klerykalizmu mamy do czynienia. ,,Akcja Krzyż", bo takie medialne miano przyjęła ta manifestacja, to tak naprawdę z jednej strony obrona symbolu religijnego przez przeciwników jego usunięcia, a z drugiej obrona Konstytucji i praw tam zapisanych oraz nawoływanie do laicyzacji kraju.
A Wy, po której stronie się opowiadacie?