Od czasu do czasu muszę o tym pomyśleć.
Postaram się przedstawić sprawę lapidarnie.
Większość z nas spędza życie na próbach dopasowania się do oficjalnych standardów. Mówi się nam, że musimy być poważne, pewne siebie, konsekwentne, odpowiedzialne, kreatywne, wrażliwe, kochające, wypielęgnowane i mamy wciąż żyć w poczuciu winy, że nie wygladamy tak dobrze jak się da. Wymaga się, byśmy marzyły o pogaduszkach na temat sposobów przyrządzania sosu, żebyśmy prały, biegały z odkurzaczem i bały się losu starej panny. A kiedy czasem któraś biedna idiotka powie "mam dość, nie dają rady, za dużo tego", żal nam jej oczywiście i cieszymy się zarazem, że to nie na nas trafiło, kiedy zamykają ją u czubków albo w trumnie. Standardów nie nagina się do jednostki.
Wierzymy w nonsensy - "uśmiechnij się, a świat uśmiechnie się do ciebie", "możesz być kim zechcesz", "prawdziwa miłość nigdy nie rdzewieje", "mężczyźni są z Marsa... itd." Wszedzie slogany. Na plakatach, w prasie, w radiu, w rozmowach, w głowach. Nie mówcie, że nie wierzycie w wiele z nich. Nie mówcie, że się nad nimi zastanawicie.
Coś Wam zacytuję:
"Jeśli procesy myślowe jednostki zostaną całkowicie uzależnione od zewnętrznego źródła informacji, jednostka nie może być dłużej uznawana za takową."
Co znaczy ni mniej ni więcej, ale to, że póki staramy się być tak fajne, jak się tego od nas oczekuje, dopóty nie będziemy sobą.
Pomyślcie - dlaczego przyjęło się, że ktokolwiek (matka, mąż, sąsiadka, przełożony, postać z telewizji) może decydować o tym, co i jak mamy czuć? Znacie to: "czemu jesteś taka markotna?", "no, nie przejmuj się", "okaż trochę szacunku", "uważasz, że to śmieszne?", "wszyscy jesteśmy pogrążeni w żalu".
Tak, wiem, wiem. "Być sobą" to także takie wyświechtane. Wszycy tego chcą. Wszędzie. Więc? Co stoi na przeszkodzie? Dlaczego jesteśmy wciąż więźniami, choć przecież mieliśmy być wolni?
Czy nie nazbyt często "ja" to "my"? "My", czyli kto? Czyli "wszyscy"? Czyli "nikt"?
Jeszcze jeden cytat:
"Jeśli wszyscy będziemy marzyć o tym samym, prędzej zbudujemy raj. Lub piekło."
Kiedy powiedzą ci, że są TO ONI są normalni - czy uwierzysz im tylko dlatego, że mają przewagę liczebną?
Napisałam to troszkę w imieniu Doroty. Dokładnie cztery lata temu powiedziała "dość."
Tęsknię za nią.