Witam bardzo serdecznie wszystkich!Nie wiem dlaczego ale odczułem potrzebę podzielenia sie z innymi moją historią.Robie to być może dlatego nie aby się chwalić,tylko po to by pokazac niektórym że warto czekac..
Ten rok od samego poczatku okazał sie być najgorszym dla mnie.Wszystko zaczęło sie od tego że po pięcioletnim związku porzuciła mnie dziewczyna.Wiadomo jestem zdania ze gdy dochodzi do rozstania to jest to wina dwóch osób,jednak tu troszeczke było innaczej.Osoba z którą byłem straszliwie sie zmieniła.Widział to mój umysł jednak serce było przysłoniete miłościa.Starałem sie ze wszystkich sił,zrzucałem wszystkie błedy na siebie w kłotniach,całkowicie podporzadkowalem sie swojej kobiecie.To był mój bład bo przeżywałem to strasznie,patrzyłem na inne szcześliwe pary,a sam wiedziałem ze jestem nieszcześliwy.Dla miłosci robiłem wszystko,poświecałemsie z całej strony,a dobro mojej partnerki stawiałem ponad wszystko.Zrezygnowałem z wiekszosci planow bo wydawało mi sie ze pomimo klotni będe z nia..Niestety zostałem porzucony i to w perfidny sposob.Dowiadywałem sie roznych historii na swój temat i to nawet od osób trzecich.Kiedy spotykałem ją na mieście zachowywała sie w sposób bezczelny,tylko po to aby zwrocić moja uwage i powiedziec jaka to nie jestem super..
Niby jestem facetem powinnienem być twardy ale jestem osobą uczuciową wiec łzy co noc napływały pod oczy..
Z biegiem kilku miesięcy pojawił sie kolejny problem.Moja matka która chorowała na raka dostała znacznego pogorszenia stanu zdrowia..to przybiło mnie już całkowicie.Zycie stało sie walką o zycie najblizszej mi osoby.Dzien wygladal zawsze tak samo:praca,pomaganie mamie,znowu praca znowu pomoc.Sytuacja stawała sie coraz bardziej napięta bo stan z dnia na dzien ulegał pogorszeniu i kolejne partie ciała obumierały.Nie wiedziałem wtedy co robic,widziałe jak moja matka umiera..Przypominam sobie jak nie chciałem jej pokazywać że cierpie,rozmawialismy,patrzylem na jej wymeczone ciało,schodziłem na dol przed dom,odpalałem papierosa i płakałem jak dziecko..nie chciałem jej tego pokazywac..ta mi wtedy brakowało bliskiej osoby..
Ktoregoś dnia siedziałem na komputerze i zobaczyłem ze odezwała sie do mnie znajoma z ktora poznałem sie sześc lat tem nad morzem.Nie utrzymywalismy kontaktu przez moja była narzeczona.Zaczełem ja przepraszac ze sie nie odzywałem i jakos nawiazalismy rozmowe.Powspominalismy stare czasy,wymienilismy numerami komorki..ale nie chcialem jej mowic o moich problemach.
Miesiąc pożniej mama zmarła w karetce..nie zapomne tego dnia,siedzielismy w kuchni z ojcem i bratem,zadzwoniła siostra ze mama nie dojechała do szpitala.Załamalismy sie kompletnie..nie bede rozwijal tu tego tematu,gdyz jest on dla mne bardzo cięzki.
Postanowiłem zadzwonic do mojej znajomej i opowiedzialem jej o tym bo potrzebowalem tego.Potrzebowałem sie komus wygadac..Nie jestem osoba zamnknieta w sobie ktora izoluje sie od innych,nie narzekam na brak znajomych,tylko nie chcialem za bardzo sie z ta wiedza z nikim dzielic,ale cos mi serce podpowiadalo zeby zadzwonic do niej..
Powedzialem jej o tym.Potem zaczalem od niej otrzymywac smsy zebym dawal rade,ze jest ze mna.ze mne wspiera..odczytywalem je ale nie odpisywalem bo nie bylem w stanie.Otrzymwalem duzo takich wiadomosci od znajomych,ze kazdy jest ze mna,jednak dla mnie to byly tylko slowa..
Nadszedl dzien pogrzeb.Pamietam wyjechalem o wiele wczesniej samochodem zeby byc pierwszym,porozmyslac jeszcze,zostac sam.Zaparkowałem pod cmentarzem koło zielonego Vana,i oczom nie uwiezylem ze wysiadła z niego wlasnie ona..specjalnie dla mnie,nie widziala mnie 6 lat,nie bylismy nawet nigdy para,wsiadla w samochod i przejechala 400 kilometrow do mnie..
Serce staneło mi w gardle,zaczelismy rozmawiac,i pamietam jak ona powiedziała do mnie:Napisałam Ci ze będe Cie wspierac wiec wspieram..lzy mimowolnie naplynely pod oczy..
Chociaż był to najgorszy dzień w moim zyciu,ona dostaczyla mi tyle radosci w serduszko,ze byłem szczesliwy ze ktos ze mna jest,ze mne wspiera..Postanowiłem pojechać do niej.Pojechałem jeden raz,drugi,zobaczylem ze jest wspaniała kobieta ktora uwielbia pomagac innym,i zakochalismy sie w sobie ze wzajomnoscia...Aktualnie dzieli nas odleglosc,jezdzimy do siebie,i jest nam dobrze,ale ja juz czuje w sercu gdy zalatwie w mojej miescince wszystkie swoje sprawy,skoncze szkolenie policyjne,to poprosze o przydział do jej miasta..I zaczne wszystko od nowa,ze szczęściem w sercu:)
Przepraszam jeżeli kogoś w ogóle nie zainteresowała ta historia,bądź poczuł się nią znużony,ale chciałem to napisać,gdyż nie wiem czemu ale jest lepiej mi na sercu.
Pozdrawiam Wszystkich użytkownikow portalu!Trzymajcie sie cieplutko!