Czy zdarzyła wam się kiedyś myśl, ze zakochaliście się w kimś w nieodpowiednim czasie ..?
my poznaliśmy się tuż przed zakończeniem studiów. cudowna chemia i chwile razem.
ale wszytko zaczęło się sypać z barku niepewności. nikt nie wiedział co będzie po studiach, dokąd pojedziemy. kwestie wyjazdów. baliśmy się rozmawiać o uczuciach, były problemy komunikacyjne. za dużo niedomówień, interpretacji, tworzenia historii, które nie miały miejsca. ja przerwałam to ze strachu/uciekłam. nie mogłam znieść myśli, że nie wiem co będzie dalej (on chciał kontynuować to po wakacjach, ale co jak i gdzie i z jaką częstotliwością - tego nie udało nam się ustalić ..)
teraz ja jestem tu, on tam. ja wkrótce też wyjeżdżam. być może zostanę dłużej w miejscu, gdzie ktoś na mnie czeka i być może wiąże jakieś plany ze mną.
od 2 dni piszemy ze sobą (ja chciałam całkowicie zerwać kontakt). wszytko to przeżywamy, tęsknimy. on cierpi, ja cierpię, ja mu się śnię, on mi. on jest za mną, a ja za nim.
co to będzie? czy spotkamy się za parę m-cy? za parę lat? czy będziemy wolni wtedy? czy będziemy wtedy jeszcze chcieć? czy tu chodzi o tę 'wolę' bycia właśnie z tym człowiekiem? o tą świadomość, że prędzej czy pózniej się zejdziemy? czy to jest tylko oszukiwanie siebie? dlaczego my się tak baliśmy być razem?
chciałabym z nim spróbować jeszcze raz. nigdy nie wchodziłam 2 razy do tej samej rzeki, ale tutaj czuję, że powinna być ta 2 szansa. zależy mi na nim, cudowny facet. ale kiedy to miałoby by nastąpić? nie mogę nic od niego oczekiwać, bo on sam nic nie wie? a jeśli to uczucie się wypali - znaliśmy się przecież tak krótko ...