netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Nie umiemy się dogadać

18 odpowiedzi9 190 wyświetleńzałożony przez Naevia, 14.07.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie umiemy się dogadać

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Nie umiemy się dogadać

Dość długo czekam, żeby opisać tu mój problem, bo nie wiem czy potrafię i czy ktoś udzieli mi rady...
Ponad rok mieszkałam z moim chłopakiem. W tym czasie wiele rzeczy mi w nim nie odpowiadało, drażniło. Postanowilam sie wyprowadzić. Tak zrobiłam. To było w lutym. Od tego momentu nasz związek rozkwitał. Wreszcie mieliśmy prawdziwe randki, przestaliśmy się po prostu zastawać w domu. Wiele razy pytalam samą siebie, jak mogłam rozważać rozstanie z nim.
W czerwcu przylecieliśmy do Irlandii, do pracy. Mieszkamy razem już ponad 3 tygodnie.
I wszystko wraca. Nie ma dnia bez kłótni, bez jakiejś różnicy zdań.
Teraz znowu wyraźnie widzę, że mój facet jest jak dziecko. Ma 29 lat, a wielu rzeczy kompletnie nie rozumie. Za każdym razem, gdy wytykam mu jego błędy czy wady, śmieje się i mówi, że dramattyzuję. Zupełnie nie liczy się z moim zdaniem, nie potrafię na niego wpłynąć. Nie rozumiem, co sie dzieje. Widzę, że on tak jakby się stacza. Nie ma skończonych studiów, a gdy mu o tym przypominam, mówi, że juz mu nie są do niczego potrzebne. Nie potrafi sobie znaleźć pracy, a jak mu o tym mówie, wraca do sytuacji, gdy na pierwszym roku studiów przez 3 miesiące tez jej nie miałam. Nie wiem, jego jedyną formą obrony jest atak... Nie wiem, co robić. Nie wiem czy chcę z nim wciąż być czy mam siłę, żeby próbować go zmienić. Nie wiem czy potrafię...

2

Odp: Nie umiemy się dogadać

Jesli chcesz zmarnowac zycie to z nim bedziesz , co byloby najwieksza glupota. Przeciez jego wady sa nie do przyjecia. Jak dziecko. Jest niezaradny, nie ma celow w zyciu, klocicie sie juz teraz. To nie ma przyszlosci. Wez sie w garsc dziewczyno i rzuc go, zaslugujesz na kogos lepszego. Powodzenia:*

3

Odp: Nie umiemy się dogadać

Nie możesz próbować zmienić drugiego człowieka. On musi sam chcieć to zrobić. To tak jakbyś chciała zmienić bieg rzeki albo przekonać drzewo, by inaczej rosło. Po prostu nie jesteście dla siebie stworzeni.

4

Odp: Nie umiemy się dogadać

Nie zmieniaj bo to nie ma sensu...nie da się kogoś zmienić na siłę, możesz jedynie zaakceptować. Na tym polega miłość i związek dwojga osób...kochanie siebie nawzajem z wadami i zaletami. Jeśli nie potrafisz tego zrobić to najlepszym rozwiązaniem będzie rozstanie inaczej będziesz cierpieć i się zamęczysz. Może daj mu czas (nie wiem miesiąc bez twojego gadania, narzekania - zaciśnij zęby i obserwuj), może on nie zna języka jest w nowym kraju nie odnajduje sie w sytuacji a w domu czekają go jedynie awantury...to troche dołujące - nie uważasz? Jesteś jeszcze młoda na poważne deklaracje jest czas. Przypomnij sobie za co go pokochałaś a uświadomisz sobie czy uczucie jest jeszcze na tyle silne żeby pokonać przeszkody. Wspólne mieszkanie to sztuka kompromisu  i dogadania się a od dawna wiadomo, że relacje damsko meskie nie sa łatwe. Powodzenia;-)

5

Odp: Nie umiemy się dogadać

Dziewczyny mają rację, przemyśl wszystko dokładnie i podejmij "męską" decyzję;) Nie ma nad czym dywagować.

6

Odp: Nie umiemy się dogadać

To mnie zaskoczylyscie. Takimi brutalnymi radami:) Zupelnie nie myslalam o tym, zeby z nim zerwac. Wow...daje do myslenia, jak to moze wygladac z zewnatrz... Dziekuje.

7

Odp: Nie umiemy się dogadać

A wyobrazasz sobie z nim przyszlosc, skoro nie potraficie razem mieszkac?

8 Ostatnio edytowany przez Shabby (2010-07-17 08:23:11)

Odp: Nie umiemy się dogadać

Myślę, ze kolezanki wzgledem siebie nie uczynilyby takich rad jak dla Ciebie ... łatwo mowic drugiej osobie, zostaw go ...

Skoro bylo wam dobrze, a nie źle - te "złe uczynki" twojego faceta, sa jaknajbardziej do wyregulowania : praca ? znajdzie sie, czyli ten aspekt mozemy zmienic; zachowanie, smianie sie, dokazywanie ? porozmawiaj z nim, powiedz co cie drazni- wez go na "dywanik", postaw sprawe jasno, ze jest juz na ostrzu noza, moze facet zacznie sie zachowywac jak przystalo na jego wiek. Zmienianie drugiego czlowieka na sile ? Heh dobre sobie, przeciez nikt na sile nie zrobi czegos ... zwlaszcza, ze przypadke tutaj nawet by o tym nie wiedzial smile
Nie uwazam, ze jego zachowania sa az na tyle karygodne, zeby z nim zrywac. Pamietaj najlepiej poznaje sie drugiego czlowieka - czy to kobiete czy faceta - w momencie, kiedy zamieszka sie razem, wteyd wychodza wszystkie sprawy, ktorych normalnie nie widac, wydaje mi sie, ze nie ma na swiecie pary, ktora od razu bylaby super idealnie zgrana para od pierwszych chwil po wprowadzeniu sie. Wydaje mi sie, ze wasz zwiazke zasluzyl na odrobine walki zarowno z Twojej strony jak i ze strony Twojego partnera, tyle, ze on musi sie dowiedziec, ze musi juz teraz walczyc a nie bawic sie w piaskownicy grabkami ... pamietaj, ze niektorzy ludzie, dosc dlugo przechodza okres przyzwyczajenia sie do nowej sytuacji zyciowej, a zamieszkanie razem nalezy do takich.

Wiek nie ma wplywu na to jak sie zachowujemy, co sadzimy, jak myslimy, jakie mamy problemy ... to zalezy od tego czy jestesmy dojrzali czy tez nie.
Jestem zdania, ze powinno sie troche powalczyc o cos co trwa wiecej niz pol roku ... chyba, ze dla Ciebie on tak malo znaczy ... to juz Twoje sumienie powinno rozstrzygnąć.



Powodzenia, mam nadzieje, ze zrozumiesz o co mi chodzi.

9 Ostatnio edytowany przez Aguśka20 (2010-07-17 12:46:00)

Odp: Nie umiemy się dogadać

Jeśli ci na nim zależy to staraj sie z nim szczerze porozmawiać. Powiedz mu jakie ty masz plany i zamiary w życiu i spytaj czego on oczekuje od swojego życia co chce osiągnąć? Powiedz mu wprost co ciebie drażni w jego zachowaniu, czego nie znosisz. A może w twoim zachowaniu też jest coś czego on nie znosi. Spróbujcie sie dogadać.  Przecież miłość to sztuka kompromisów. Czasem trzeba ustąpić, ale tylko wtedy kiedy ta druga osoba też jest gotowa na ustępstwa. Musisz coś z tym zrobić teraz, bo inaczej nie wytrzymasz całego życia z nim. Życie nie jest łatwe, tym bardziej życie we dwoje. Pamiętaj rozstanie jest ostatecznym rozwiązaniem.

10 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2010-07-17 14:54:32)

Odp: Nie umiemy się dogadać

Dla mnie ten caly zwiazek ejst na sile. Ale coz - ty wybierasz jakosc swego zycia, sama wybierasz, czy zamierzasz sie wciaz meczyc z kims, czy nie. Co do postu Shabby - uwazam,ze jest wiele par, ktore nawet od razu po zamieszkaniu  sa zgrane, ktore nie musza ze soba walczyc, bo kazdy po prostu troszczy sie o siebie i o partnera. Ale trzeba byc odpowiednio dopasowanym i dojrzalym.

Za każdym razem, gdy wytykam mu jego błędy czy wady, śmieje się i mówi, że dramattyzuję. Zupełnie nie liczy się z moim zdaniem, nie potrafię na niego wpłynąć. Nie rozumiem, co sie dzieje. Widzę, że on tak jakby się stacza. Nie ma skończonych studiów, a gdy mu o tym przypominam, mówi, że juz mu nie są do niczego potrzebne. Nie potrafi sobie znaleźć pracy, a jak mu o tym mówie, wraca do sytuacji, gdy na pierwszym roku studiów przez 3 miesiące tez jej nie miałam. Nie wiem, jego jedyną formą obrony jest atak... Nie wiem, co robić. Nie wiem czy chcę z nim wciąż być czy mam siłę, żeby próbować go zmienić. Nie wiem czy potrafię...

Czy uwazasz, ze on sie z dnia na dzien zmieni? Albo ze z takim kims naprawde mozna budowac powazna relacje? jak mozna byc z kims, kto nie liczy sie z twoim zdaniem? Przeciez on niepowazny jest.

Jak to czytam, to przypomina mi sie cytat z artykulu o rozwoju duchowym, w ktorym kobieta opisuje, jak nauczyla sie przestac powielac wzorce meczennicy i 'naprawiaczki'.

''Odkąd rozpoczęłam swój świadomy rozwój duchowy, poczułam, że i w tej dziedzinie Bóg ma dla mnie wszystko co najlepsze. Po kilku sesjach regresingu, uświadomiłam sobie swoje pierwotne intencje i przyczyny wchodzenia w niesatysfakcjonujące mnie relacje z innymi i trzymanie sie ich. Nie miałam jednak jeszcze pojęcia, jakie są te idealne wzorce, idealny partner. Wiedziałam już jednak, że wszystkie moje dotychczasowe związki były związkami karmicznymi z przewagą wzorców przejętych od rodziców, w których grałam dzielnie role mamusi ?ustawiając?, kontrolując i manipulując. Ta rola zmęczyła mnie bardzo.

Coraz bardziej do mojej świadomości docierało poczucie braku spełnienia w takich relacjach. Często jednak upierałam się w swoim zaślepieniu, łudząc się, że jeszcze można coś zmienić, bezskutecznie szarpiąc się i wysilając w poszukiwaniu kompromisu. I tak przez prawie całe moje dotychczasowe życie byłam w związkach z nieodpowiednimi dla mnie partnerami, w związkach, w których odgrywały sie relacje karmiczne ? zobowiązania, misje i uzależnienia.''
http://www.czysteswiatlo.com/artykuly/1 … ly-zwiazek

11

Odp: Nie umiemy się dogadać

Nie jestem w stanie dać konkretnej porady, ale mogę podzielić się swoim doświadczeniem. Obydwoje jesteście jeszcze młodzi, choć twój mężczyzna powinien być już dość dojrzały. Pytanie czy obydwoje chcecie być nadal ze sobą - zaznaczam obydwoje.

Ja mam podobną sytuację, tyle, że z mężem a nie chłopakiem. Różnica wieku między nami jest duża, bo 14 lat, ale mój mąż mimo swojego wieku jest bardzo niedojrzały emocjonalnie i ma dużo problemów, których nabawił się jeszcze w dzieciństwie - fakt pochodzenia z rozbitej rodziny itd. Moje dzieciństwo też było trochę problematyczne i też mam bagaż emocjonalnych przeżyć, które jakoś rzutują na mnie do dnia dzisiejszego. Do tego wszystkiego mamy 3 letniego synka. Cóż nie jest nam łatwo, bo mamy problem z komunikacją i wzajemnym zrozumieniem. Obydwoje chcielibyśmy być razem, szczególnie ze względu na syna, ale ilość kłótni między nami jest przeogromna i nie wiem czy lepiej byłoby być razem czy osobno. Człowieka nie da się zmienić - szczególnie jego natury a u nas jest problem nie typu, że ani jedno ani drugie nie chce się zmienić tylko, że nie potrafimy zmienić akurat tego co powinniśmy.

Mój mąż podobnie jak twój chłopak, ani studiów skończonych, ani stałej pracy (aktualnie od 11 miesięcy jest bez pracy) a moich rad nie przyjmuje, bo uważa, że ja mu narzucam mój sposób działania a on chce po swojemu (wiesz, on jest 'dojrzały' i wie co robić, mam mu dać szansę się wykazać itd.). Kiedy mówię mu o niektórych jego wadach, które są dla mnie nie do zaakceptowania to nie bierze tego na serio, tylko stroi sobie z tego żarty. I też uważa, że najlepszą obroną jest atak.

Do tego wszystkiego jest wybuchowy - jak tylko coś mu nie odpowiada to od razu cała ulica o tym wie... A jego nerwy - nieadekwatne do sytuacji - powodują, że ja staję się nerwowa i wybuchowa i w tym momencie jestem podobna do niego - po prostu tragedia. A w tym wszystkim najbardziej cierpi syn, bo mąż nie ma wychowawczego podejścia do dziecka - nie hamuje się z epitetami przy dziecku (również tymi w stosunku do mnie gdy ma nerwy), choć jak ochłonie to czasami wie, że źle zrobił. Nie zawsze traktuje serio moje uwagi, też przy dziecku, co daje ogólne odczucie, że lekceważy mnie. Do tego jak ma nerwy i wybucha - to uprawia czystą pyskówkę - zero argumentów, byle by tylko zakrzyczeć przeciwnika... Po prostu ręce opadają. Do tego wszystkiego nie pamięta (albo nie chce się przyznać, że pamięta i udaje), że powiedział to czy tamto przy dziecku, które słyszało np. wyzwisko w moim kierunku...

Tego typu kłótnie kończą się tym, że jemu nerwy opadają po 5 minutach i on już 'nie pamięta', zaczyna być jakby miły by zatuszować sytuację zmienia temat, a mnie to gryzie przez kolejne tygodnie, czuję się nieuszanowana, zlekceważona itd. a najgorsze, że to wszystko w obecności dziecka... Gdy w końcu dotrze do niego, że potrzebna jest rozmowa na ten temat i rozmawiamy, nie przyzna się, że to jego nerwy są początkiem tego wszystkiego, tylko słyszę, że ja nie byłam w tej kłótni lepsza.

Na dodatek gdy już uzna, że jest wybuchowy i że przy dziecku powinien się bardziej hamować, niestety kolejne podobne sytuacje nie kończą się wcale inaczej. Ile razy już obydwoje obiecywaliśmy sobie, że jak będziemy mieć nerwy to za wszelką cenę się powstrzymamy przy dziecku i co? I nic - kompletnie. Tych sytuacji jest coraz więcej bo po prostu działamy sobie na nerwy... A jesteśmy w trudnej sytuacji, bo mamy dziecko i nie jest tak łatwo zakończyć taki związek... Obydwoje chcemy być z synem i by nie miał nigdy poczucia, że pochodzi z rozbitej rodziny. Ale już sama nie wiem czy lepsza byłaby spokojna domowa atmosfera mimo, że rodzina rozbita, czy lepiej być razem z perspektywą ciągłych kłótni i krzyków w domu?

Rozpisałam się, ale może mój przypadek da ci do myślenia. Na ile twój chłopak lekceważy twoje argumenty (jak mój mąż moje) na ile nie akceptuje porad, by coś zmienić w swoim życiu i z tego powodu są kłótnie. No i w końcu na ile jesteś w stanie to znosić przez resztę życia... a jak to będzie jak będą dzieci, jeśli myślisz o pełnej rodzinie?

12

Odp: Nie umiemy się dogadać

Żabko, czytajac Twoj post, byłam z minuty na minute coraz bardziej przerazona. Bo Twoj mąż to moj chlopak za jakies kilkanascie lat... To naprawde trudne, nie potrafie odpowiedziec na pytanie czy jestem w stanie to wytrzymac przez cale zycie. A juz gdyby pojawilo sie dziecko...
Dziekuje Ci za pelny opis mozliwego scenariusza...

13

Odp: Nie umiemy się dogadać

Heh... Niestety też mam taki problem z facetem. Niby młody bo w moim wieku, ale:
-siedzi gra na konsoli leży koło niego pranie do poskładania on go nawet nie widzi
-jest wielki syf mówię by posprzątał a on poco? przecież jest czysto( a nawet nie mam gdzie obiadu postawić)
-powiedziałam mu że by jak wróci z pracy umył wannę i zlew a jak wrócił to kazałam mu całą łazienkę to co ksiażę wymyslił? On tylko zlew zrobi i wannę to jak wsiadłam na niego zrobił wszystko
- mówię umyj gary to co robi? bieże tylko swói i muj ale nie widzi ze są inne a jak juz zauważy to mówi po co niech po sobie umyja
- jak coś mówię by zrobił zapomina

Szczeże to znudziło mi się ciągłe wrzeszczenie na niego to zrobiłam mu notes. Nie no było bosko ale... Robił tylko to co tam napisane było... Nic innego jak by nie mógł zrobić coś sam od siebie. Kocham , to fakt choć długo mi to zajeło, ale czy czasem facet sam nie mógł by ruszyć głową? Ciągle musze mu pokazywać palcami. JA rozumiem, rodzice nigdy nie kazali mu samemu czego kolwiek robić ale tego muzgu mógł by uzywać? Tu napisałam tak jak bym sama niczego nie obiła xD Ale to nie prawda. NA codzień mam szkołę brata do opieki i szukam pracy bo nie mam z czego a raczej za co isć do weterynaża z kotem a jest on dla mnie całym światem  no i Braciszkowi coś kupić bo głupio ciągle mówić że nie mam pieniędzy. Spytacie gdzie rodzice... he a to już innna długa historja ale ją opowiem chyba nie w tej wiadomości.

14

Odp: Nie umiemy się dogadać

Zabko, moim zdaniem zdecydowanie ''rozbita'' (slowo nieadekwatne) rodzina jest lepsza od domu pelnego klotni. Pod wieloma wzgledami twoj maz przypomina mi mojego ojca: wybuchowy, impulsywny, czesto nieprzyjmujacy krytyki, nieszanujacy matki, po 5 minutach od 'napadu' zapomina o nim i udaje, jakby nigdy nic sie nie stalo. Jak go ogarnie zlosc to nikt sie nie liczy. Przez niego wszyscy w domu sa nerwowi. Moj brat tak sie wkurzyl podczas jednej awantury, ze walnal z calej sily w podloge  i zlamal sobie reke...

Wierze, ze ojciec na pewno chcialby sie zmienic, kazdy choleryk chce - ale to sa glebokie problemy i to nie takie proste. Ja tez bardzo probuje zapanowac nad swoja zloscia (bardzo sie irytuje o kazda pierdole, przypuszczam, ze wlasnie przez przyklad z domu) i od kiedy mieszkam ze spokojnym chlopakiem, ze spokojnej rodziny, zaczyna mi sie to udawac.

Ty i twoj maz nie poradzicie sobie ze swoim problemem sami, to jest jasne. Zwlaszcza, ze nie robicie nic oprocz skladania sobie kolejnych obietnic - ktore ulatuja w momencie, gdy ogarniaja was emocje. Sadze, ze jesli chcecie cos ratowac, to musielibyscie oboje isc na terapie i na niej pracowac. Jesli nie - nie funduj dziecku piekla, znacznie szczesliwsze bedzie widujac rodzicow raz w tygodniu, ale szanujacych siebie nawzajem.

15

Odp: Nie umiemy się dogadać

Dużo w tym prawdy co piszesz paulino20.

Mąż wie, że przydałaby się terapia, ale raczej na nią nie pójdzie. On uważa, że najpierw musi mieć pracę to dużo rzeczy się wyprostuje (co wcale jest nie prawdą - już to przerabialiśmy). Problem w tym, że on nie widzi w tym takiego problemu jak ja - uważa, że wyolbrzymiam. Do tego wszystkiego nawet, gdyby poszedł na terapię, to szykuje mu się praca na kontrakcie - nie będziemy w stanie jej kontynuować regularnie. A terapia na odległość wymaga dużo pracy nad sobą, dlatego terapia powinna być dla niego priorytetem - a tak nie jest. Gdy będzie daleko od domu to te drobiazgi, które oszlifowaliśmy (a które niestety w gruncie rzeczy nie zmieniają sedna problemu) pójdą w zapomnienie i gdy znów będzie przerwa w kontrakcie, on wróci do domu na kilka miesięcy z nowymi nawykami, nie przebierający w słowach, traktujący mnie jak faceta z kontraktu (niestety takie ma on traktowanie kobiet, jakby żadnej różnicy nie było między płciami).

Jest jeszcze jeden dylemat, kiedy odejść? Jak on się weźmie w garść to potrafi się kontrolować przez kilka dni, czasem tygodni. Wtedy między nami układa się lepiej a synek tak się cieszy, że np. tata przytula mamę itp., że nie wiem czy dobrze byłoby jemu tę rodzinę odbierać. Po prostu nie potrafię tego jeszcze ocenić. Nam ten związek wychodzi o wiele lepiej jak jesteśmy daleko od siebie i widujemy się tylko w weekendy a kontrakty mają to do siebie niestety, że nie ma ich ciągłości i są przerwy są kilku miesięczne...

Do tego wszystkiego on też zdaje sobie sprawę, że lepiej dla rodziny byłoby gdybyśmy na co dzień nie przebywali razem z tytułu wzajemnego drażniącego działania jedno na drugie, ale z drugiej strony nie wyobraża sobie w przerwie między kontraktami nie być z rodziną, synem w szczególności. Ta sytuacja jest naprawdę trudna dla mnie do rozwiązania. Gdyby nie było dziecka sprawę miałabym jasną, bo te awantury domowe to wytrącają mnie z równowagi emocjonalnej do tego stopnia, że przez kilka dni nie mogę dojść do siebie (podczas gdy on już dawno zapomniał i w ogóle nie wie co się ze mną dzieje) i nie mogę dać sobie wtedy rady z codziennością...

16

Odp: Nie umiemy się dogadać
żabka napisał/a:

Ta sytuacja jest naprawdę trudna dla mnie do rozwiązania. Gdyby nie było dziecka sprawę miałabym jasną, bo te awantury domowe to wytrącają mnie z równowagi emocjonalnej do tego stopnia, że przez kilka dni nie mogę dojść do siebie (podczas gdy on już dawno zapomniał i w ogóle nie wie co się ze mną dzieje) i nie mogę dać sobie wtedy rady z codziennością...

Zabko, szczerze mowiac nie rozumiem Twojego dylematu. Co wlasciwie da dziecku obserwowanie wiecznych klotni przeplatanych z rzadka pozorna czuloscia? Czy sa dla dziecka jakiekolwiek plusy takiego malzenstwa? Moze pominelam cos, co ty widzisz?
Wg mnie wyniesie z niego tylko bagaz przykrych doswiadczen na reszte zycia, lacznie z przekonaniem, ze tak widocznie powinien wygladac zwiazek.. Twoj maz prawdpodobnie nie dojrzal do terapii, zwlaszcza, ze umniejsza problem. Mysle, ze separacja bedzie tu najlepszym rozwiazaniem, gdyz walka o to, by na ta terapie poszedl nie dosc, ze bedzie wyczerpujaca, to jeszcze moze nie odniesc skutku. To musi byc decyzja meza, musi sam chciec, zeby sie starac zmienic.
Mysle, ze odejscie od niego byloby wyrazem dojrzalosci i troski o przyszlosc syna. Syn nauczy sie, ze nie wolno byc z kims na sile, ze klotnie nie sa ''normalnoscia'', bedzie mial na codzien wieksze poczucie bezpieczenstwa i spokoju, zwlaszcza majac spokojna i szczesliwa mame. Ponadto, male dzieci czesto za klotnie rodzicow obwiniaja SIEBIE. Podczas nich Twoj syn musi czuc sie tak zle, ze przytulenie mamy przez tate chyba mu tego nie wynagrodzi.

17

Odp: Nie umiemy się dogadać

Hej dziewczyny ! Ja też jestem w takim toksycznym związku. Mój facet niby mi pomaga i takie tam. Ale odkąd zamieszkaliśmy razem wszystko się zepsuło nic nie mówi o ślubie , dzieciach, zachowujemy się jak stare chu**** małżeństwo. Pierścionek zaręczynowy też mi chyba dał tylko dlatego , że to ja chciałam, więc mu go oddałam. W ogóle jak on mi go wręczył....włożył pod poduszkę w ciemnym pokoju. Też mi sposób, nie tak sobie to wyobrażałam. Jest strasznie zazdrosny o moją rodzinę, ja jest problem zamyka się w sobie zamiast pogadać a ja muszę go prosić ,żeby wyjaśnił o co chodzi. NIe potrafi postawić w mojej sytuacji. Wszystko musi być tak jak on tego chce. Zawsze kiedy się kłóciliśmy to ja wyciągałam 1 rękę, ale wczoraj powiedziałam dość. To chyba nie ma sensu, szkoda mi tego wszystkiego bo nie jest najgorszy ale nie potrafi rozmawiać i chce rządzić a ja sobie nie pozwole aby mnie traktował w ten sposób, TYle aryz go prosiłam , żeby zrobił coś romantycznego no  przecież my kobiety to uwielbiamy jakoś nie może wyśilić sowjego mózgu. Mam już wszystkiego dośc postawiałam wszystko na jedną kartę. Uważam, że zasługuję na kogoś lepszego po prostu.Problem-kredyt na mieszkanie <auć>

18

Odp: Nie umiemy się dogadać

człowiek może się zmieni jeśli tylko sam tego chce..

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Nie umiemy się dogadać

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026