Witam.
Wiem, że to forum dla kobiet ale jestem facetem i potrzebuję porady z kobiecego punktu widzenia.
Jesteśmy z żoną małżeństwem od prawie 4 lat, mamy półroczną córeczkę. Żona jest moją pierwszą kobietą w sensie seksu... nie wiem czy to ma znaczenie czy nie? Chodzi o to, że żona (będę pisał o niej M) ciągle robi mi o coś problemy i awantury, zwłaszcza od urodzenia córeczki. Ja pracuję od rana do wieczora, jestem kurierem, wracam zmęczony i nie mam siły robić czegoś co mi M każe robić w danym momencie. Nie są to jakieś wielkie rzeczy ale jestem na tyle zmęczony, że mi się nie chce np przynieś to, wynieś tamto, sprzątnij to itp... i najważniejsze, że chce żebym z nią i dzieckiem ciągle siedział, po prostu żebym był tam gdzie One. A ja mam też swoje zajęcia, swoje hobby.. Najbardziej się denerwuje jak idę sobie pograć na komputerze.. i słyszę potem komputer ważniejszy od Nas. A z mojego punktu widzenia tak nie jest, godzina czy półtorej to nie jest dużo. To jest w sumie główny problem. W ogóle jak czegoś nie zrobię w tej chwili kiedy M mi mówi to już mam problem. Może przykład wczorajszy: w dzień coś robiłem przy domu i wpadliśmy na pomysł romantycznego wieczoru film, wino itp.... ok, film zaczynał się ok 22 a wcześniej musiałem wyjść na chwilę i gdy wróciłem powiedziałem, że sobie pogram na komputerze, rozładował mi się telefon i podłączyłem go do ładowania w innym miejscu niż byłem. M w drugim pokoju. Pograłem sobie i patrzę na zegarek a tu 22:10, ok więc kończę i idę do niej. Wszystko przyniosłem a Ona nic, pytam co jest? Mówi że smsa mi napisała (z drugiego pokoju a ja go po prostu nie słyszałem, tego najbardziej nie lubię pisania mi smsów z drugiego pokoju ), czytam smsa a tam "za pół godziny przyjdź" a następny: "olałeś mnie, nie chcę cię tu widzieć". a spóźniłem się 10min dlatego że nie miałem telefonu a w grze nie ma godziny. Pomyślałem sobie przesada i mówię żeby nie wymyślała problemów których nie ma i że jak chce to pójdę z powrotem, nic nie powiedziała i poszedłem do drugiego pokoju. położyłem się do łóżka i zaczęła mi pisać smsy, że jak zawsze ją olałem i że nie chce mnie znać i chce rozwodu. Spała tam sama a dziś poszła z małą do mamy swojej i nie wróciła do tej pory. Nie wiem co mam robić, ciągle ja wg niej robię coś źle tzn co nie zrobię to jest źle. Ciągle zaczyna afery o jakieś pierdoły, jak dla mnie. I zawsze potem się zaczyna to samo... że nie mam dla nich czasu, że nic w domu nie robię itp. Chociaż i tak już bardzo się zmieniłem i jej staram się pomagać we wszystkim to zawsze ma tą samą gadkę;( Nie rozumiem tego w ogóle. A i druga sprawa to seks, bardzo rzadko, a jak już jest to zawsze wygląda tak samo... tylko w jednej pozycji w której żona dochodzi... M ma takie podejście do seksu żeby Ona jak najszybciej doszła a potem to już ja mogę dojść dopiero... Wiele razy jej to mówiłem a nic w tej kwestii się nie zmienia w ogóle. Nie wiem już co mam robić, kocham ją ale nie mogę znieść tego jej charakteru... a i jeszcze jedno też ważne, że jak M znajdzie powód do kłótni to zawsze jest moja wina i zawsze mi robi na złość np zabiera kabel od komputer, zabiera kartę do banku albo kluczyki od samochodu i zawsze przyznaje się że robi mi to na złość. Jest jeszcze wiele różnych takich historii podobnych do tej ale na razie nie będę o nich pisał...
Proszę pomóżcie mi co mam zrobić żeby było inaczej, żeby się z nią jakoś dogadać.
Pzdr K
Podobne tematy
Hmmm u mnie tez tak bylo w sensie kiedy urodzila sie córka, ja w domu z dzieckiem caly dom na mojej głowie, czekalam jak na zbawienie kiedy wroci zeby choc na chwile zajal sie dzieckiem, zebym ja mogla w tym czasie zrobić miliony innych rzeczy ktorych przy dziecku sie nie dalo, a on wracal zajadal sie obiadkiem oczywiście ugotowanym przeze mnie a pozniej co... Wlasnie nic granie na komputerze telewizor albo kanapa... No niestety ale razem robi sie dzieci i razem sie je wychowuje... Kłóciliśmy o byle pierdoly mega czesto nawet juz myśleliśmy o rozwodzie... W koncu ja juz nie mialam ochoty nawet o nic juz go prosic bo kazda prosba konczyla sie tekstem- a musze, a pozniej, a nie mozesz sama. No niestety takie odpowiedzi doprowadzały mnie do szalu wiec stwierdzilam ze mam go gdzies, i sama sobie poradze ze wszystkim jak do tej pory, i zmienilo sie to bardzo szybko kiedy przestalam sie nim interesowac on nagle "zatesknil" zaczal pytac czy cos nie trzeba zrobic, czy cos nie pomoc, w koncu nawet z myciem naczyn sie zaprzyjaźnił zebym tylko zaczela go dostrzegac i by mogl poczuc sie potrzebny
Mysle ze odstawienie komputera i drobna pomoc w domu bez proszenia sie zony o to bardzo by pomogla.
Chociaż niemam dzieci i nie jestem jeszcze po ślubie, to podobne akcje mamy z moim partnerem. Pisze do niego smsy kiedy nie zrobi tak jak ja chce i kiedy sobie pójdzie. Jestem obrażona chociaż sama nie wiem na co i chciałabym zeby tańczył jak mu zagram. Tak niestety nie idzie. I jeden i drugi musi popracować nad sobą... powiedz swojej kobiecie zeby nie robiła kolacji czy obiadu i zaproś rodzine do knajpki. Spędzicie razem czas, pogadacie jak minął dzień ... Takie małe czyny a zawsze to coś innego i nowego. Na inny dzień znów wymysl coś innego. Najważniejsze to troche zmian w codzienności. Nie zagłębiać sie w tych negatywnych chwilach. Pozwól jej iść do koleżanek na plotki wieczorem. W ten sposób pograsz sobie kiedy córka bedzie spała... Trzeba jakoś to wszystko pogodzić. A teraz pokaz ze ci zależy i sprowadz ja spowrotem do domu. Powiedz ze za bardzo tęskniłes i ze już nigdy nie chcesz tego uczucia doznać.
Witam.
Wiem, że to forum dla kobiet ale jestem facetem i potrzebuję porady z kobiecego punktu widzenia.
Twojej żonie, jak i wielu kobietom, wydaje się, że posiadanie dziecka to taka zabawa jak posiadanie kota, pieska czy króliczka-miniaturki. Najwyraźniej przerosła ją rola na jaką sama świadomie się zgodziła i codzienne stresy stara się odreagować na Tobie.
Powiedz jej jasno, że tyrasz żeby ona mogła siedzieć w domu i zajmować się dzieckiem i nie życzysz sobie takiego traktowania skoro to Ty utrzymujesz rodzinę. Należy Ci się szacunek i koniec, a nie pomiatanie po pracy.
Zwykły Facet a ona nie charuje jak go nie ma? On charuje w pracy, ona w domu, więc po jego pracy on może odpoczywać, a ona ma dalej chorować? Niezle podejście...
Spędzać dzień z takim malutkim dzieckiem to rownież wykańcza. Już po 5 godzinach pilnowania mojego bratanka zasypiałam razem z nim na popołudniowa drzemkę. Jeśli macie dobre stosunki z dziadkami to niech przyjdą na jeden wieczór popilnowac wnuczki i wyjdźcie sami gdzieś. Relaks po całym dniu dla obojga sie przyda. A jak wspólny relaks to jeszcze fajniej
Ale ja tu czegoś nie rozumiem - facet wraca do domu zmęczony, chce odpocząć, dostaje w zamian za to stertę rozkazów i żądań i to jest ok? No kaman??
8 2015-11-08 22:23:06 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-11-08 22:24:50)
Facetom często wydaje się, że co to za problem zajmować się tylko dzieckiem, tylko domem.
Ale półroczne dziecko zaczyna raczkować, wchodzi wszędzie, trzeba odkurzyć, umyć podłogi. Obiad się sam nie zrobi, pranie też nie.
Nie wszystkie dzieci są grzeczne i zajmują się same sobą.
W związku powinno być tak, że ludzie dzielą się obowiązkami.
Ty bez łaski powinieneś choć trochę pomóc żonie, choćby przy dziecku, gdy wrócisz z pracy.
Mój mąż pracuje, ale poza tym pomaga mi przy dziecku ile tylko może.
Nie widzi w tym nic dziwnego, kąpie syna, często kładzie spać, bawi się z nim, a przecież też wraca zmęczony z roboty.
Wy się chcieliście w dom pobawić, a tu się okazuje, że zabawa Was przerosła...
----------------------------------
Zwykłyfacet, to kiedy, Twoim zdaniem, może odpocząć kobieta, jeśli jest cały dzień z dzieckiem, a jej facetowi po pracy należy się św. spokój?
9 2015-11-08 22:26:05 Ostatnio edytowany przez ZwykłyFacet (2015-11-08 22:27:24)
W dom i ciąże chce się zazwyczaj bawić kobieta... To raz. Dwa - on łoży na utrzymanie rodziny więc swoją rolę wypełnia jak należy. Trzy - jak znam życie to kobieta chce zazwyczaj bardziej dziecka, poczęte świadomie, więc... nie ma teraz co narzekać.
Facet ma tyrać od rana do wieczora (kurier), a potem jeszcze siedzieć z dzieckiem?
@Hipo - A mamusia szanownej Pani co chce odpocząć nie może pomóc? teściowej rączki odjęło? Matka męża też może.
10 2015-11-08 22:29:42 Ostatnio edytowany przez agusia587 (2015-11-08 22:34:51)
W dom i ciąże chce się zazwyczaj bawić kobieta... To raz. Dwa - on łoży na utrzymanie rodziny więc swoją rolę wypełnia jak należy. Trzy - jak znam życie to kobieta chce zazwyczaj bardziej dziecka, poczęte świadomie, więc... nie ma teraz co narzekać.
Facet ma tyrać od rana do wieczora (kurier), a potem jeszcze siedzieć z dzieckiem?@Hipo - A mamusia szanownej Pani co chce odpocząć nie może pomóc? teściowej rączki odjęło? Matka męża też może.
Przepraszam bardzo ale to dziecko jest tylko Jej ?? Przecież jest tak samo Jego jak i Jej, więc nie rozumiem Twojego podejścia. Skąd w ogóle pomysł że tylko Ona chciała dziecka ??
Dziecko jest ich wspólne i w związku z tym on na nie zarabia tak jak i na utrzymanie żony. Taki model wybrali i tak jest.
A co do tego kto chciał - autor sam może napisać ale to zazwyczaj kobietom spieszy się do macierzyństwa (słusznie, bo czym później tym problemów więcej...).
nie chciałam tego mowić, ale to takie typowe
ja pracuję, ona zajmuje się domem i haj lajf. znam wiele podobnych historii gdzie praca w domu to nie była przecież praca, bo "ty przecież sobie odpoczywasz, a ja pracuję". i wielu zmieniało zdanie gdy musiało się tak poodpoczywać w domu przez 1-2 tygodnie. rozumiem frustracje M. ale zamiast pisania smsów i szczekania na siebie powinniscie odesłać dziecko do dziadków i po prostu o ty wszystkim pogadać.
Mi jako kobiecie sie do dziecka nie spieszy. Bardziej mojemu facetowi, on by bardziej chciał niż ja. Wiec nie tylko kobieta pragnie dziecka i rodziny. Do tanga trzeba dwojga. Oczywiście każdy ma prawo buc zmęczony po pracy. Ale tu nie chodzi o pieniądze, kto na kogo zarabia i kto pracuje więcej. Na rodzine powinno sie zawsze znaleść czas i sile. Można to jakoś pogodzić. Wspólne wieczory, raz na jakiś czas olać wszystko co trzeba zrobić w domu i wyjsć na spacer. Zapomnieć o kłopotach.
Ale ja tu czegoś nie rozumiem - facet wraca do domu zmęczony, chce odpocząć, dostaje w zamian za to stertę rozkazów i żądań i to jest ok? No kaman??
Ja tu czegoś nie rozumiem...
Facet wraca z pracy (wyszedł z domu, zmienił otoczenie, przebywał z innymi ludźmi etc.), i zmęczony pada przed tv bądź siada do komputera bo potrzebuje odpoczynku.
Kobieta przez cały dzień opiekuje się ich WSPÓLNYM dzieckiem i po przyjściu księcia z pracy nadal zajmuje się maleństwem by hrabia mógł wypocząć.
A kiedy odpoczywa kobieta? Prócz dziecka ma na głowie również cały dom i jej też należy się chwila dla samej siebie.
Jakie to egoistyczne...
Jakim prawem ONA się jeszcze czepia bądź dlaczego ma pretensje? Trochę empatii, wyrozumiałości.
@Hipo - A mamusia szanownej Pani co chce odpocząć nie może pomóc? teściowej rączki odjęło? Matka męża też może.
Teściowe już swoje dzieci wychowały. Teraz niech owe dzieci wychowają swoje dzieci.
To przecież logiczne.
Mnie teściowa nie pomaga zbyt często, mimo tego, że mieszkamy razem.
Ona ma swoje życie, a ja mam swoje. Każda z nas ma swoje obowiązki.
A moja mama mieszka za granicą, więc nie pomaga wcale.
ZwykłyFacet napisał/a:Ale ja tu czegoś nie rozumiem - facet wraca do domu zmęczony, chce odpocząć, dostaje w zamian za to stertę rozkazów i żądań i to jest ok? No kaman??
Ja tu czegoś nie rozumiem...
Facet wraca z pracy (wyszedł z domu, zmienił otoczenie, przebywał z innymi ludźmi etc.), i zmęczony pada przed tv bądź siada do komputera bo potrzebuje odpoczynku.
Kobieta przez cały dzień opiekuje się ich WSPÓLNYM dzieckiem i po przyjściu księcia z pracy nadal zajmuje się maleństwem by hrabia mógł wypocząć.
A kiedy odpoczywa kobieta? Prócz dziecka ma na głowie również cały dom i jej też należy się chwila dla samej siebie.
Jakie to egoistyczne...
Jakim prawem ONA się jeszcze czepia bądź dlaczego ma pretensje? Trochę empatii, wyrozumiałości.
A za czyje pieniądze ona żyje w domu i karmi dziecko? Mikołaj przynosi czy skrzat?
Dziewczyna "chciała się pobawić w dom" to ma, a teraz jest niezadowolona.
Słuchajcie, to nie jest tak, że tylko ja przynoszę wypłatę, M też dostaje zasiłek macierzyński...
I nie jest też tak, że ja jej w ogóle nie pomagam przy niczym - pomagam ile mogę, na ile mam siłę, ale to ciągle wg M za mało, ona by chciała żebym robił po pracy wszystko to co ona robi jak mnie nie ma, ale ja po prostu ni daje rady. A i czy coś zrobię czy nie to i tak zawsze słyszę, że nic nie robię. I nie daj Boże jak coś nie usłyszę albo powiem, że nie chce mi się zrobić a wtedy robię jakieś swoje zajęcia to awantura gotowa - że na swoje sprawy to mam czas. A jak się wtedy nie męczę tylko odpoczywam to już się nie liczy? Nie mogę mieć własnych spraw? Jak mnie nie ma to M często jeździ gdzieś sama z małą, do koleżanek, do mamy, na zakupy (swoje). I jest dobrze wtedy. Dziadkom nie bardzo żona chce oddawać małą, ale jak trzeba to nigdy nie ma z tym problemu. Mi tylko chodzi o to, czego zrozumieć nie mogę w ogóle, że nie mogę w ogóle odpocząć, w ogóle czasu dla siebie nie mogę mieć bo potem słucham że ja to olewam rodzinę itp... A co do wspólnego relaksu to ja po takim intensywnym stresującym tygodniu po prostu nie mam na to siły i ochoty, nawet z kumplami nie chce mi się chodzić na piwo... Rozmowa na ten temat z M jest owocna na kilka dni, potem wraca to samo, wystarczy że raz coś zrobię źle, źle wg M.
Nic poza rozmową z żoną nie zmieni Twojej sytuacji.
A ja mam lepszy pomysl..
Niech zona pojdzie do pracy, a po pracy odpoczywa, a ty zajmij sie domem i dzieckiem...
Taka zamiana rol- czemu nie???
20 2015-11-09 00:25:41 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-11-09 00:28:00)
to ja sie troche wylamie z tej solidarnoscic jajnikow
i napisze, ze opieka nad dzieckiem to naprawde nie jest koniec swiata. Opiekowalam sie dwojka malych dzieci i mialam czas zeby posprzatac, zrobic zakupy, ugotowac obiad, isc na spacer z dziecmi... I naprawde nie czulam sie jakas skonana. Ustalilismy z mezem taki podzial, ze on bedzie zarabial, a ja bede pracowac w domu. Odwrotnie nie bylo problemu. Ale poniewaz on zarabial bardzo duzo, a ja nie, to bylo oczywiste, ze on bedzie utrzymywal dom i dbal, aby nam niczego nie brakowalo.
W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czcia
To jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
Oczywiscie nie bronie tu panow, ktorzy nic nie robia. Bo angazowac sie w zycie rodzinne i wychowanie dzieci nalezy, w koncu sa wspolne. Ale niektore kobiety zachowuja sie jak angielskie krolowe. Przychodzi styrany facet z pracy, ktory ma na utrzymaniu ten caly majdan, i juz od progu slyszy tylko wymowki. Bo zonie sie wydaje, ze on poza domem to odpoczywa.
Ja wiem, ze opieka nad dzieckiem bywa nuzaca, nie ma atrakcji, i to jest glowny powod, dlaczego kobiety tak narzekaja, co sie odbija na ich partnerach. Bo dni sa do siebie podobne, kaszka, pieluchy, pieluchy, kaszka... Ale kazda, decydujac sie na rezygnacje z pracy poza domem na rzecz pracy w domu, chyba rozumie, ma swiadomosc, na co sie decyduje. Ze dziecko wymaga wiecej uwagi i jest bardziej absorbujace niz piesek.
Też sądzę, że jeśli kobieta nie pracuje, to poniekąd ma obowiązek sama sprzątać i gotować (zakładając, że mąż pracuje od rana do wieczora). No ale z drugiej strony, jeśli facet po powrocie do domu woli komputer niż własne dziecko, to już chyba coś nie tak. W końcu nie widzi dziecka całe dnie (tyra), no to chyba powinno mu tym bardziej zależeć na nadrobieniu czasu? A co do kobiety, to bardzo źle się zachowuje rozdmuchując każdą pierdołę do rozmiarów afery. Tylko nie zakładałabym od razu złej woli. Może jest sfrustrowana, bo już nie czuje, że mężowi na niej zależy?
Ale tu nie chodzi o ciężar opieki nad dzieckiem, podział obowiązków ani nic z tych rzeczy.
Istotę problemu stanowi wyłącznie retoryka narracji, zwana ze staropolska 'zrzędzeniem'.
Witz polega na tym, że nie ma najmniejszego znaczenia, czy żona ma obiektywną rację czy nie.
Bo cała wartość merytoryczna ginie za formą w jakiej jest przedstawiana.
Wiele kobiet ma manierę nadawanie każdej swojej wypowiedzi ram żalu, skargi albo pretensji.
Efekt jest taki, że budzą tym wyłącznie irytację, gniew i naturalną niechęć do spełnienia żądania.
I nieważne czy żądanie jest słuszne czy nie.Ważne, że człowiek z natury się wzbrania przed ultymatywnymi nakazami.
Skutek jest taki, że facetowi w ogóle się nie chce wracać do domu, jeśli wróci, to chce jak najszybciej zaszyć się gdzieś żeby nie słuchać zrzędzenia.
A jeśli słyszy zrzędzenie, to kombinuje jedynie jak sprawić żeby ona się wreszcie zamknęła.
Tymczasem kobieta mogłaby powiedzieć dokładnie to samo, tylko bez głupich ozdobników typu 'ty zawsze','ty nigdy' etc.
i wówczas spora szansa, że uzyskałaby pozytywną reakcję.
A to prawda. Mnie zawsze też trochę śmieszy, że kobieta jednocześnie narzeka ile ma roboty i że nikt jej nie pomaga, ale jednak pomimo tego "ogromnego" zmęczenia ma siłę i ochotę strzelać fochy i robić awantury.
A przecież to wymaga całkiem sporo zaangażowania emocjonalnego, no i myślenia o takich rzeczach. Może ja jestem dziwna, bo jak jestem naprawdę zmęczona, to jest mi totalnie wszystko jedno co kto robi, czy trzeba wynieść śmieci itp.
A ja mam lepszy pomysl..
Niech zona pojdzie do pracy, a po pracy odpoczywa, a ty zajmij sie domem i dzieckiem...Taka zamiana rol- czemu nie???
Już jej to proponowałem, to usłyszałem, że "jak siedząc w domu będę przynosił tyle pieniędzy co teraz pracując to proszę bardzo."
adiaphora i cslady dobrze piszecie, gdyby żona to przeczytała to może by coś zrozumiała... albo byłoby jeszcze gorzej, tzn jak ja mogłem gdzieś napisać na forum o naszych problemach i byłby powód do kolejnej afery. Niestety Ona tak ma, że nikt nie może jej nic powiedzieć i wytłumaczyć, bo Ona wie wszystko najlepiej i wszyscy inni się mylą. Kilka razy proponowałem jej wizytę u psychologa albo terapeuty jakiegoś to usłyszałem, że z nią jest wszystko ok i nie musi chodzić po lekarzach, że to ja stwarzam problemy.
25 2015-11-09 01:36:25 Ostatnio edytowany przez oldorando (2015-11-09 01:44:09)
oldorando napisał/a:A ja mam lepszy pomysl..
Niech zona pojdzie do pracy, a po pracy odpoczywa, a ty zajmij sie domem i dzieckiem...Taka zamiana rol- czemu nie???
Już jej to proponowałem, to usłyszałem, że "jak siedząc w domu będę przynosił tyle pieniędzy co teraz pracując to proszę bardzo."
adiaphora i cslady dobrze piszecie, gdyby żona to przeczytała to może by coś zrozumiała... albo byłoby jeszcze gorzej, tzn jak ja mogłem gdzieś napisać na forum o naszych problemach i byłby powód do kolejnej afery. Niestety Ona tak ma, że nikt nie może jej nic powiedzieć i wytłumaczyć, bo Ona wie wszystko najlepiej i wszyscy inni się mylą. Kilka razy proponowałem jej wizytę u psychologa albo terapeuty jakiegoś to usłyszałem, że z nią jest wszystko ok i nie musi chodzić po lekarzach, że to ja stwarzam problemy.
Ja proponowalam zamiane rol..
Ona zarabia, ty zajmujesz sie domem i dzieckiem...
( bez zlosliwosci- znam taka pare, juz z 2 dzieci)
Mozecie tez isc oboje do pracy, a dodatkowe pieniadze przeznaczyc na opieke nad dzieckiem, i wspolnie zajmowac sie domem...
Tak na prawde, to problem u was jest taki, ze sie kompletnie nie dogadujecie.
Ty napiszesz, ze chcesz sie dogadac....( ona by pewnie napisala, ze nic do ciebie nie dociera, tylko zamykasz sie przed nia i grasz)
>>Teraz owszem- bede zlosliwa!<<
Jak sie zwiazek buduje na chemiach, i wrazeniach, wywolywaniu emocji, a nie na porozumieniu, to sie potem dostaje esemesy z sasiedniego pokoju. I trzeba pytac ludzi na forum, jak z zona rozmawiac....
>>Koniec zlosliwosci<<
Ona sie czuje olewana, i probuje zwrocic na siebie uwage, zainteresowac cie tym, czym sama sie zajmuje, swoja codziennoscia...
Ty odbierasz to jako zrzedzenie i unikasz, wiec ona naciska mocniej...
Ty nie umiesz jej przekazac, ze ci na niej zalezy, i nie masz gdzies...a jak probujesz, to odbierasz tylko pretensje...
Bo ty wyniesiesz smieci- i oczekujesz usmiechu wdziecznisci...
A ona w dupie ma smieci, ona mowi o smieciach, zebys zainteresowal sie nia,...
A ty interesujesz sie smieciami...
Ona pokazuje ci jeszcze wiecej, a to pielucha, a podaj, a to zmywanie...
A ty masz dosc, bo jak wykonasz, to nie bedzie efektu- bo tu nie o wykonanie zadania chodzi, wiec wysilek jest chybiony...
I tak beda pretensje, wiec unikasz staran.
Ona czuje sie jeszcze bardziej odsunieta, i jeszcze wiecej marudzi, a ty odsuwasz sie jeszcze bardziej, ze juz nawet nie slyszysz jej telefonu z pretensjami,...a ona ma jeszcze wieksze pretensje, bo olewasz nawet wiadomosc od niej...
Itd, itd, itd....
Gadal glupi z kolowatym.....
Jak dla mnie musisz jasno postawić warunki i nie dać sobą pomiatać. Jesteś facetem a nie zabawką, polecam przejść na forum braciasamcy.pl tam jest więcej przydatnych informacji.
27 2015-11-09 08:23:22 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-11-09 08:24:19)
to ja sie troche wylamie z tej solidarnoscic jajnikow
i napisze, ze opieka nad dzieckiem to naprawde nie jest koniec swiata. Opiekowalam sie dwojka malych dzieci i mialam czas zeby posprzatac, zrobic zakupy, ugotowac obiad, isc na spacer z dziecmi... I naprawde nie czulam sie jakas skonana. Ustalilismy z mezem taki podzial, ze on bedzie zarabial, a ja bede pracowac w domu. Odwrotnie nie bylo problemu. Ale poniewaz on zarabial bardzo duzo, a ja nie, to bylo oczywiste, ze on bedzie utrzymywal dom i dbal, aby nam niczego nie brakowalo.
W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czciaTo jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
Oczywiscie nie bronie tu panow, ktorzy nic nie robia. Bo angazowac sie w zycie rodzinne i wychowanie dzieci nalezy, w koncu sa wspolne. Ale niektore kobiety zachowuja sie jak angielskie krolowe. Przychodzi styrany facet z pracy, ktory ma na utrzymaniu ten caly majdan, i juz od progu slyszy tylko wymowki. Bo zonie sie wydaje, ze on poza domem to odpoczywa.
Ja wiem, ze opieka nad dzieckiem bywa nuzaca, nie ma atrakcji, i to jest glowny powod, dlaczego kobiety tak narzekaja, co sie odbija na ich partnerach. Bo dni sa do siebie podobne, kaszka, pieluchy, pieluchy, kaszka... Ale kazda, decydujac sie na rezygnacje z pracy poza domem na rzecz pracy w domu, chyba rozumie, ma swiadomosc, na co sie decyduje. Ze dziecko wymaga wiecej uwagi i jest bardziej absorbujace niz piesek.
Opiekowanie się czyimiś dziećmi to zupełnie coś innego. Trwa parę godzin, a nie 24 na dobę.
Nie każdego stać na zmywarkę i inne cudowne technologie.
Dzieci też bywają różne. Są grzeczniejsze, ale są też małe marudy.
Np. mój syn do 4-ego miesiąca był aniołkiem, a potem zaczął się sajgon.
Na początku radziłam sobie ze wszystkim sama, ale im starszy był syn, tym gorzej dawałam radę - praktycznie zero snu, bo syn budził się setki razy w nocy, w dzień również mało sypiał, grymasił przy jedzeniu, dużo płakał. Byłam wykończona.
Z tym, że ja nie musiałam tego mówić, bo mąż sam to widział i automatycznie oferował mi swoją pomoc.
Nie chcę absolutnie nikogo bronić, tylko warto czasem wczuć się w sytuację obu stron.
Przychodzisz, Autorze, po pracy, nic Ci się nie chce - rozumiem. Ale rozumiem też Twoją żonę, bo po prostu wiem, co przeżywa.
Odniosę się jeszcze do stwierdzenia, że opieka nad dzieckiem jest nużąca z braku atrakcji.. dawno takiej głupoty nie czytałam, za przeproszeniem.
Nie ma po prostu czasu na jakiekolwiek atrakcje, a nawet gdyby był, to sto razy zmęczona matka wolałaby wziąć spokojną kąpiel w wannie, albo się porządnie wyspać.
A ja mam lepszy pomysl..
Ona sie czuje olewana, i probuje zwrocic na siebie uwage, zainteresowac cie tym, czym sama sie zajmuje, swoja codziennoscia...
Ty odbierasz to jako zrzedzenie i unikasz, wiec ona naciska mocniej...
Ty nie umiesz jej przekazac, ze ci na niej zalezy, i nie masz gdzies...a jak probujesz, to odbierasz tylko pretensje...
Bo ty wyniesiesz smieci- i oczekujesz usmiechu wdziecznisci...
A ona w dupie ma smieci, ona mowi o smieciach, zebys zainteresowal sie nia,...
A ty interesujesz sie smieciami...
Ona pokazuje ci jeszcze wiecej, a to pielucha, a podaj, a to zmywanie...
A ty masz dosc, bo jak wykonasz, to nie bedzie efektu- bo tu nie o wykonanie zadania chodzi, wiec wysilek jest chybiony...
I tak beda pretensje, wiec unikasz staran.
Ona czuje sie jeszcze bardziej odsunieta, i jeszcze wiecej marudzi, a ty odsuwasz sie jeszcze bardziej, ze juz nawet nie slyszysz jej telefonu z pretensjami,...a ona ma jeszcze wieksze pretensje, bo olewasz nawet wiadomosc od niej...Itd, itd, itd....
Gadal glupi z kolowatym.....
Może i tak trochę jest. To co ja mam w takiej sytuacji zrobić? Robić wszystko co chce? Jak ja nie daje rady tak, Ona nie rozumie, że mogę być zmęczony po pracy i że nie mam siły robić wszystkiego co mi mówi.
W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czciaTo jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
I nie miały telefonów komórkowych, rozmawiali ze sobą a nie z pokoju (izby
) obok wysyłali do siebie smsy.
kam19
Rozumiem i jedną i druga stronę .
Żona chciałaby jak najwięcej czasu spędzać z Tobą , gra w grę na komputerze urosła do problemu i jej się wydaje, że grając Ty ja olewasz, co nie jest prawdą bo każdy człowiek ma prawo odpocząć i chociaż przez chwilę spędzić czas na tym co jemu wydaje się najbardziej relaksujące w tym momencie.
Nie rozumiem , dlaczego będąc w tym samym mieszkaniu/domu nie przyjdzie i nie powie , która jest godzina i że się umawialiście się na oglądanie filmu.
Gdyby to po prostu zrobiła a nie wysłała smsa gdybyś odmówił - bo grasz - to wtedy jej zarzut olewania jej byłby słuszny.
Trzeba więcej mówić i widzieć się na wzajem przy tym a nie pisać smsy.
Nie rozumiem , dlaczego będąc w tym samym mieszkaniu/domu nie przyjdzie i nie powie , która jest godzina i że się umawialiście się na oglądanie filmu.
Może już tyle razy mówiła, że teraz ma dość.
Chociaż uważam pierwsze pół roku spędzone z moim malcem w domu za jeden z piękniejszych okresów w moim życiu to i tak uważam, że po powrocie do pracy (praca biurowa) odpoczywam
I nie wcale nie leżę tu i nie wachluję się, aczkolwiek nie uważam też że tyram jak osioł, jednak opieka 24 godzinna nad dzieckiem jest wyczerpująca, nawet jeśli fizycznie nie jesteśmy wyczerpani, to już psychicznie bardzo.
32 2015-11-09 10:40:41 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-11-09 10:47:25)
adiaphora napisał/a:to ja sie troche wylamie z tej solidarnoscic jajnikow
i napisze, ze opieka nad dzieckiem to naprawde nie jest koniec swiata. Opiekowalam sie dwojka malych dzieci i mialam czas zeby posprzatac, zrobic zakupy, ugotowac obiad, isc na spacer z dziecmi... I naprawde nie czulam sie jakas skonana. Ustalilismy z mezem taki podzial, ze on bedzie zarabial, a ja bede pracowac w domu. Odwrotnie nie bylo problemu. Ale poniewaz on zarabial bardzo duzo, a ja nie, to bylo oczywiste, ze on bedzie utrzymywal dom i dbal, aby nam niczego nie brakowalo.
W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czciaTo jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
Oczywiscie nie bronie tu panow, ktorzy nic nie robia. Bo angazowac sie w zycie rodzinne i wychowanie dzieci nalezy, w koncu sa wspolne. Ale niektore kobiety zachowuja sie jak angielskie krolowe. Przychodzi styrany facet z pracy, ktory ma na utrzymaniu ten caly majdan, i juz od progu slyszy tylko wymowki. Bo zonie sie wydaje, ze on poza domem to odpoczywa.
Ja wiem, ze opieka nad dzieckiem bywa nuzaca, nie ma atrakcji, i to jest glowny powod, dlaczego kobiety tak narzekaja, co sie odbija na ich partnerach. Bo dni sa do siebie podobne, kaszka, pieluchy, pieluchy, kaszka... Ale kazda, decydujac sie na rezygnacje z pracy poza domem na rzecz pracy w domu, chyba rozumie, ma swiadomosc, na co sie decyduje. Ze dziecko wymaga wiecej uwagi i jest bardziej absorbujace niz piesek.Opiekowanie się czyimiś dziećmi to zupełnie coś innego. Trwa parę godzin, a nie 24 na dobę.
Nie każdego stać na zmywarkę i inne cudowne technologie.Dzieci też bywają różne. Są grzeczniejsze, ale są też małe marudy.
Np. mój syn do 4-ego miesiąca był aniołkiem, a potem zaczął się sajgon.
Na początku radziłam sobie ze wszystkim sama, ale im starszy był syn, tym gorzej dawałam radę - praktycznie zero snu, bo syn budził się setki razy w nocy, w dzień również mało sypiał, grymasił przy jedzeniu, dużo płakał. Byłam wykończona.
Z tym, że ja nie musiałam tego mówić, bo mąż sam to widział i automatycznie oferował mi swoją pomoc.Nie chcę absolutnie nikogo bronić, tylko warto czasem wczuć się w sytuację obu stron.
Przychodzisz, Autorze, po pracy, nic Ci się nie chce - rozumiem. Ale rozumiem też Twoją żonę, bo po prostu wiem, co przeżywa.Odniosę się jeszcze do stwierdzenia, że opieka nad dzieckiem jest nużąca z braku atrakcji.. dawno takiej głupoty nie czytałam, za przeproszeniem.
Nie ma po prostu czasu na jakiekolwiek atrakcje, a nawet gdyby był, to sto razy zmęczona matka wolałaby wziąć spokojną kąpiel w wannie, albo się porządnie wyspać.
w tym watku chyba piszemy o opiece nad wlasnymi dziecmi, wiec nie rozumiem Twojego wstepu o cudzych dzieciach.
Bylas zmeczona, ok, nie neguje. Nie pisalam nigdzie, ze opieka nad dzieckiem to relax, tylko, ze niektore przesadzaja. Co bys zrobila przy trojce albo piatce dzieci w takim razie, skoro przy jednym juz bylas wykonczona? Zatrudnilabys 3 opiekunki?
Co do cudownych technologii, to pralka nie jest w dzisiejszych czasach chyba zadnym luksusem a standardem. Pampersy raczej tez. A to przy dzieciach podstawa. Dzisiejsze mamy maja o niebo lepiej z podobnymi wygodami, ktore oszczedzaja czas. Ja przy pierwszym dziecku nie mialam na poczatku pralki ani pampersow. Uwazasz, ze moje dzieci roznily sie od innych? Nie, nie siedzialy grzecznie w fotelach i nie czytaly gazety
Byly nieznosne i absorbujace jak wiekszosc dzieci. Dlatego irytuja mnie troche te stekania dziewczyn, ktore dzisiaj maja nieporownywalnie lepsze warunki do opieki nad dziecmi i ogolnie lepszy standard zycia, niz kobiety kiedys. A pomimo tego narzekaja bardziej. Przeniesc was w czasie o 50 lat wstecz to byscie poumieraly chyba z przepracowania.
Opieka nad dzieckiem i zajmowanie sie domem jest praca jak kazda inna. I robienie z siebie meczennika z tego powodu jest troche nie na miejscu. Wystarczy troche organizacji pracy i zycie jest naprawde duzo latwiejsze. I nie sa to rozwazania teoretyczne, pisze to z doswiadczenia, jako pelnoetatowa mama i pani domu (przez 6 lat) , ktora nigdy nie byla tytanem pracy bo ma dosc leniwa nature a ktora potrafila bez problemu tak te prace sobie zorganizowac, ze starczalo jej jeszcze czasu na plotki z kolezanka.
p.s Nie zrozumialas. Nie napisalam, ze opieka jest nuzaca z braku atrakcji, tylko, ze nie ma w tym zajeciu atrakcji, dlatego jest nuzace. Nie znam zadnej, ktora odczuwalaby ekscytacje na mysl o tym, ze kolejny dzien bedzie taki sam :-)
33 2015-11-09 11:04:35 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2015-11-09 11:08:46)
Cynicznahipo napisał/a:adiaphora napisał/a:to ja sie troche wylamie z tej solidarnoscic jajnikow
i napisze, ze opieka nad dzieckiem to naprawde nie jest koniec swiata. Opiekowalam sie dwojka malych dzieci i mialam czas zeby posprzatac, zrobic zakupy, ugotowac obiad, isc na spacer z dziecmi... I naprawde nie czulam sie jakas skonana. Ustalilismy z mezem taki podzial, ze on bedzie zarabial, a ja bede pracowac w domu. Odwrotnie nie bylo problemu. Ale poniewaz on zarabial bardzo duzo, a ja nie, to bylo oczywiste, ze on bedzie utrzymywal dom i dbal, aby nam niczego nie brakowalo.
W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czciaTo jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
Oczywiscie nie bronie tu panow, ktorzy nic nie robia. Bo angazowac sie w zycie rodzinne i wychowanie dzieci nalezy, w koncu sa wspolne. Ale niektore kobiety zachowuja sie jak angielskie krolowe. Przychodzi styrany facet z pracy, ktory ma na utrzymaniu ten caly majdan, i juz od progu slyszy tylko wymowki. Bo zonie sie wydaje, ze on poza domem to odpoczywa.
Ja wiem, ze opieka nad dzieckiem bywa nuzaca, nie ma atrakcji, i to jest glowny powod, dlaczego kobiety tak narzekaja, co sie odbija na ich partnerach. Bo dni sa do siebie podobne, kaszka, pieluchy, pieluchy, kaszka... Ale kazda, decydujac sie na rezygnacje z pracy poza domem na rzecz pracy w domu, chyba rozumie, ma swiadomosc, na co sie decyduje. Ze dziecko wymaga wiecej uwagi i jest bardziej absorbujace niz piesek.Opiekowanie się czyimiś dziećmi to zupełnie coś innego. Trwa parę godzin, a nie 24 na dobę.
Nie każdego stać na zmywarkę i inne cudowne technologie.Dzieci też bywają różne. Są grzeczniejsze, ale są też małe marudy.
Np. mój syn do 4-ego miesiąca był aniołkiem, a potem zaczął się sajgon.
Na początku radziłam sobie ze wszystkim sama, ale im starszy był syn, tym gorzej dawałam radę - praktycznie zero snu, bo syn budził się setki razy w nocy, w dzień również mało sypiał, grymasił przy jedzeniu, dużo płakał. Byłam wykończona.
Z tym, że ja nie musiałam tego mówić, bo mąż sam to widział i automatycznie oferował mi swoją pomoc.Nie chcę absolutnie nikogo bronić, tylko warto czasem wczuć się w sytuację obu stron.
Przychodzisz, Autorze, po pracy, nic Ci się nie chce - rozumiem. Ale rozumiem też Twoją żonę, bo po prostu wiem, co przeżywa.Odniosę się jeszcze do stwierdzenia, że opieka nad dzieckiem jest nużąca z braku atrakcji.. dawno takiej głupoty nie czytałam, za przeproszeniem.
Nie ma po prostu czasu na jakiekolwiek atrakcje, a nawet gdyby był, to sto razy zmęczona matka wolałaby wziąć spokojną kąpiel w wannie, albo się porządnie wyspać.w tym watku chyba piszemy o opiece nad wlasnymi dziecmi, wiec nie rozumiem Twojego wstepu o cudzych dzieciach.
Bylas zmeczona, ok, nie neguje. Nie pisalam nigdzie, ze opieka nad dzieckiem to relax, tylko, ze niektore przesadzaja. Co bys zrobila przy trojce albo piatce dzieci w takim razie, skoro przy jednym juz bylas wykonczona? Zatrudnilabys 3 opiekunki?
Co do cudownych technologii, to pralka nie jest w dzisiejszych czasach chyba zadnym luksusem a standardem. Pampersy raczej tez. A to przy dzieciach podstawa. Dzisiejsze mamy maja o niebo lepiej z podobnymi wygodami, ktore oszczedzaja czas. Ja przy pierwszym dziecku nie mialam na poczatku pralki ani pampersow. Uwazasz, ze moje dzieci roznily sie od innych? Nie, nie siedzialy grzecznie w fotelach i nie czytaly gazetyByly nieznosne i absorbujace jak wiekszosc dzieci. Dlatego irytuja mnie troche te stekania dziewczyn, ktore dzisiaj maja nieporownywalnie lepsze warunki do opieki nad dziecmi i ogolnie lepszy standard zycia, niz kobiety kiedys. A pomimo tego narzekaja bardziej. Przeniesc was w czasie o 50 lat wstecz to byscie poumieraly chyba z przepracowania.
Opieka nad dzieckiem i zajmowanie sie domem jest praca jak kazda inna. I robienie z siebie meczennika z tego powodu jest troche nie na miejscu. Wystarczy troche organizacji pracy i zycie jest naprawde duzo latwiejsze. I nie sa to rozwazania teoretyczne, pisze to z doswiadczenia, jako pelnoetatowa mama i pani domu (przez 6 lat) , ktora nigdy nie byla tytanem pracy bo ma dosc leniwa nature a ktora potrafila bez problemu tak te prace sobie zorganizowac, ze starczalo jej jeszcze czasu na plotki z kolezanka.p.s Nie zrozumialas. Nie napisalam, ze opieka jest nuzaca z braku atrakcji, tylko, ze nie ma w tym zajeciu atrakcji, dlatego jest nuzace. Nie znam zadnej, ktora odczuwalaby ekscytacje na mysl o tym, ze kolejny dzien bedzie taki sam :-)
Napisałaś, że opiekowałaś się dziećmi, a wróżką nie jestem, żeby wiedzieć, czy pisałaś o własnych, czy cudzych.
Dalej - nie robię sobie trójki albo piątki dzieci, jeśli z góry wiem, że sobie nie poradzę - to chyba logiczne.
Pralka nie jest luksusem, ale zmywarka już tak. Mój mąż w odróżnieniu od Twojego kokosów nie zarabia, więc nas nie stać na takie ''must have''.
Co do dzieci, każde bywa niegrzeczne - jednak ludzie już są tak skonstruowani, że różnie reagują w różnych sytuacjach, są osoby silniejsze i słabsze, cierpliwe i nerwusy. To, że Ty sobie poradziłaś i nie byłaś zmęczona może wynikać z siły Twojego charakteru lub innych tego typu czynników. Może Ty potrafisz przez 2 lata spać po 3 godziny w nocy i normalnie funkcjonować, ale ja tego nie potrafię, z czego nie zamierzam się tłumaczyć. Jestem człowiekiem, nie maszyną.
Dlatego też z mężem wzajemnie sobie pomagamy, wspólnie zajmujemy się synem. I tak jest dobrze. To dla mężczyzny żaden wstyd pomóc żonie w domu.
W sumie rozumiem i Ciebie i zonę.
Chociaż jej dziecinnych zagrań (SMSy, zabieranie karty do bankomatu) nie jestem w stanie pojąć. Jest chyba strasznie młoda.
35 2015-11-09 11:21:38 Ostatnio edytowany przez adiafora (2015-11-09 11:49:05)
adiaphora napisał/a:W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czciaTo jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
I nie miały telefonów komórkowych, rozmawiali ze sobą a nie z pokoju (izby
) obok wysyłali do siebie smsy.
kam19
Rozumiem i jedną i druga stronę .
Żona chciałaby jak najwięcej czasu spędzać z Tobą , gra w grę na komputerze urosła do problemu i jej się wydaje, że grając Ty ja olewasz, co nie jest prawdą bo każdy człowiek ma prawo odpocząć i chociaż przez chwilę spędzić czas na tym co jemu wydaje się najbardziej relaksujące w tym momencie.Nie rozumiem , dlaczego będąc w tym samym mieszkaniu/domu nie przyjdzie i nie powie , która jest godzina i że się umawialiście się na oglądanie filmu.
Gdyby to po prostu zrobiła a nie wysłała smsa gdybyś odmówił - bo grasz - to wtedy jej zarzut olewania jej byłby słuszny.Trzeba więcej mówić i widzieć się na wzajem przy tym a nie pisać smsy.
no wlasnie, czasem dla niektorych byloby lepiej, gdyby zyli w swiecie bez technologii, bo jest szansa, ze komunikacja miedzy nimi bylaby lepsza, niz w dobie, ktora te komunikacje ulatwia :-)
Jestem za tym, aby ze soba rozmawiac. Rozmawiac a nie stekac i kwekac oraz roscic pretensje czy miec wymagania.
Nie rozumiem tylko takiego czegos, ze cos chce wiec juz, w tym momencie ktos ma rzucic wszystko i spelnic moje ządanie.
Przeciez autor watku nie napisal, ze nie pomaga zonie, tylko, ze denerwuje go to, ze po przyjsciu z pracy czeka na niego lista zadan, ktore wymagane sa natychmiasyowej realizacji. Jakby smieci nie mogly godzine poczekac...
Zona absorbuje z miejsca jego uwage i chce, aby nie odstepowal ich na krok.
Wystarczy troche dobrej woli aby sie dogadac, np. daj mi dzisiaj godzine lub dwie dla siebie, jutro ja posiedze z dziecmi a Ty bedziesz miec czas tylko dla siebie. A pojutrze zrobimy sobie romantyczny wieczor i obejrzymy razem film... itd. itp.
Cynicznahipo: nie trzeba byc wrozka, tylko wystarczy czytac w calosci i ze zrozumieniem, bo z kontekstu wyraznie wynika, ze porownujac swoja sytuacje do sytuacji autora (pracujacy poza domem maz i pracujaca w domu zona) pisalam o swoich doswiadczeniach w tym temacie, czyli o swoich dzieciach, skoro opowiadalam o podziale obowiazku i o tym, ze u nas ja zajmowalam sie domem i dziecmi a maz na ten dom i na nas pracowal.
Tak, zgadzam sie, pomoc mezczyzny to nie wstyd. Przeciwnie, to normalne, skoro dom i dzieci sa wspolne, o czym pisalam, ale moze nie zauwazylas....
Zyciem w malzenstwie trzeba sie po prostu dzielic. Jesli np. jednak osoba pracuje caly dzien, wraca pozno i jeszcze gra na komputerze to druga osoba praktycznie nie ma jak nawiazac wiezi z ta osoba. To po co malzentwo? Jakos wiezi spada, rozpoczynaja sie wzajemne pretensje. Owszem, czas wolny trzeba dzielic zostawiajac sobie cos dla siebie. Ale poza grami jest jeszcze zona, dziecko, obowiazki domowe. Budowanie czulosci, intymnosci, spedzanie czasu razem. Potem autor sie zdziwi jak przy zaniku wiezi zaczna sie zdrady jego albo zony. Bo on i zona beda szukac gdzie indziej spelnienia swoich potrzeb uczuciowych. Zona na razie reaguje prawidlowo. Bunuje sie i sygnalizuje problem. Niestety autor, jak to nalogowiec, tego problemu nie widzi. Dzis oglupiacze w stylu komorka, TV, gra niestety zabieraja czas ludziom. Kiedys tego nie bylo i ludzie mieli czas na spotkanie, rozmowe, bycie razem. Wiez buduje sie spedzajac czas razem (a nie obok), zajmowanie sie, bawieniem sie z dzieckiem razem (a nie traktowanie tego jako obowiazku utrzymania go), ikontaktujac sie w ciagu dnia, dzielac sie, rozmawiajac o wszystkim, o problemach. No ale jak niedojrzali do roli meza, zony, ojca, matki ludzie zakladaja rodzine, to roznych kwiatkow mozna sie spodziewac.
Zyciem w malzenstwie trzeba sie po prostu dzielic. Jesli np. jednak osoba pracuje caly dzien, wraca pozno i jeszcze gra na komputerze to druga osoba praktycznie nie ma jak nawiazac wiezi z ta osoba. To po co malzentwo? Jakos wiezi spada, rozpoczynaja sie wzajemne pretensje. Owszem, czas wolny trzeba dzielic zostawiajac sobie cos dla siebie. Ale poza grami jest jeszcze zona, dziecko, obowiazki domowe. Budowanie czulosci, intymnosci, spedzanie czasu razem. Potem autor sie zdziwi jak przy zaniku wiezi zaczna sie zdrady jego albo zony. Bo on i zona beda szukac gdzie indziej spelnienia swoich potrzeb uczuciowych. Zona na razie reaguje prawidlowo. Bunuje sie i sygnalizuje problem. Niestety autor, jak to nalogowiec, tego problemu nie widzi. Dzis oglupiacze w stylu komorka, TV, gra niestety zabieraja czas ludziom. Kiedys tego nie bylo i ludzie mieli czas na spotkanie, rozmowe, bycie razem. Wiez buduje sie spedzajac czas razem (a nie obok), zajmowanie sie, bawieniem sie z dzieckiem razem (a nie traktowanie tego jako obowiazku utrzymania go), ikontaktujac sie w ciagu dnia, dzielac sie, rozmawiajac o wszystkim, o problemach. No ale jak niedojrzali do roli meza, zony, ojca, matki ludzie zakladaja rodzine, to roznych kwiatkow mozna sie spodziewac.
Zgadzam się z Mańkiem.
dokładnie Maniek ujął to idealnie
to ja sie troche wylamie z tej solidarnoscic jajnikow
i napisze, ze opieka nad dzieckiem to naprawde nie jest koniec swiata. Opiekowalam sie dwojka malych dzieci i mialam czas zeby posprzatac, zrobic zakupy, ugotowac obiad, isc na spacer z dziecmi... I naprawde nie czulam sie jakas skonana. Ustalilismy z mezem taki podzial, ze on bedzie zarabial, a ja bede pracowac w domu. Odwrotnie nie bylo problemu. Ale poniewaz on zarabial bardzo duzo, a ja nie, to bylo oczywiste, ze on bedzie utrzymywal dom i dbal, aby nam niczego nie brakowalo.
W dobie pralek, zmywarek i innych cudownych technologii, spokojnie mozna tak czas zorganizowac, ze ma sie go jeszcze na relaks.
Nasze prababki nie mialy tych wynalazkow za to mialy i po tuzinie przychowku, i jakos sobie dawaly rade.
Nie rozumiem wiec troche niepracujacych kobiet, ktore maja pod opieka jedno dziecko i uwazaja, ze z tego powodu caly swiat powinien sie wokol nich krecic z uznaniem a wlasny maz to juz bic glowa o podloge z czciaTo jest ich praca, na taki podzial obowiazkow przeciez sie zgodzily. Ich mezowie maja swoja prace poza domem, ktora czesto bywa bardziej stresujaca, niz ta w domu. Maja wiec prawo po przyjsciu do domu na chwile odpoczynku.
Oczywiscie nie bronie tu panow, ktorzy nic nie robia. Bo angazowac sie w zycie rodzinne i wychowanie dzieci nalezy, w koncu sa wspolne. Ale niektore kobiety zachowuja sie jak angielskie krolowe. Przychodzi styrany facet z pracy, ktory ma na utrzymaniu ten caly majdan, i juz od progu slyszy tylko wymowki. Bo zonie sie wydaje, ze on poza domem to odpoczywa.
Ja wiem, ze opieka nad dzieckiem bywa nuzaca, nie ma atrakcji, i to jest glowny powod, dlaczego kobiety tak narzekaja, co sie odbija na ich partnerach. Bo dni sa do siebie podobne, kaszka, pieluchy, pieluchy, kaszka... Ale kazda, decydujac sie na rezygnacje z pracy poza domem na rzecz pracy w domu, chyba rozumie, ma swiadomosc, na co sie decyduje. Ze dziecko wymaga wiecej uwagi i jest bardziej absorbujace niz piesek.
Ja mam w domu 8msc trojaki, porządek w domu, ale nie zawsze ugotowane jednak.
Jak się człowiek zorganizuje to można wiele osiągnąć
Autorze, może Twoja żona zwyczajne Ci zazdrości? Ja mojemu mężowi czasami zazdroszczę, że wychodzi na te kilka godzin i nie słucha "domowego jazgotu"
-a przy trojakach sie dzieje. Może jest sfrustrowana, może przerasta ją rola mamy? Nie wiem, w każdym razie musisz być stanowczy i uświadomić ją jak cała ta sytuacja według Ciebie wygląda, że przez jej ciągłe pretensje człowiek traci wszelki zapał do czegokolwiek. Szacunek, wyrozumiałość i harmonia to podstawa.
40 2015-11-10 09:21:41 Ostatnio edytowany przez rojka (2015-11-10 13:30:07)
adiaphora napisał/a:to ja sie troche wylamie z tej solidarnoscic jajnikow
i napisze, ze opieka nad dzieckiem to naprawde nie jest koniec swiata. Opiekowalam sie dwojka malych dzieci i mialam czas zeby posprzatac, zrobic zakupy, ugotowac obiad, isc na spacer z dziecmi... I naprawde nie czulam sie jakas skonana. Ustalilismy z mezem taki podzial, ze on bedzie zarabial, a ja bede pracowac w domu.
Ja mam w domu 8msc trojaki, porządek w domu, ale nie zawsze ugotowane jednak.Jak się człowiek zorganizuje to można wiele osiągnąć
Autorze, może Twoja żona zwyczajne Ci zazdrości? Ja mojemu mężowi czasami zazdroszczę, że wychodzi na te kilka godzin i nie słucha "domowego jazgotu"
-a przy trojakach sie dzieje. Może jest sfrustrowana, może przerasta ją rola mamy? Nie wiem, w każdym razie musisz być stanowczy i uświadomić ją jak cała ta sytuacja według Ciebie wygląda, że przez jej ciągłe pretensje człowiek traci wszelki zapał do czegokolwiek. Szacunek, wyrozumiałość i harmonia to podstawa.
Dla mnie czas kiedy moje dziecko było małe i siedziałam w domu był najlepszym czasem,mogłam sobie wszystko zorganizować, miałam czas dla siebie , mogłam zaplanować i to zrealizować.
To był czas kiedy wszystko było takie przewidywalne.
Teraz jak jest dużo starsza nie wiem co mnie czeka każdego dnia. ![]()
Małe dzieci- mały kłopot
Zorganizować sobie czas przy trojaczkach to już sztuka.
Autorze, a po co jest ci to małżeństwo i rodzina? Masz w swoich planach: praca, zarobkowanie, po pracy odpoczynek - gry i TV. Irytuje i drażni cię żona i sprawy z dzieckiem - nie masz na to ochoty. Fatalnie to się dla was skończy jeśli nie poukładasz sobie w głowie priorytetów. Za kilka lat, jak dziecko podrośnie zdasz sobie sprawę, że nie zbudowałeś silnej więzi ani z żoną, ani z dzieckiem. Ona odejdzie, bo nie będzie mogła już z tobą wytrzymać, a dziecko kiedyś pójdzie sobie w świat, i mało będzie chciało utrzymywać z tobą kontaktu. Wiem, że teraz sprzedaję ci najczarniejszy scenariusz, ale takich rodzin jak wasz jest bardzo wiele. Słabe więzi, rodziny z tego powodu nie są w stanie przetrwać, rozwody, zdrady, a potem, w dorosłym życiu dzieci na kozetce, bo nie potrafią nawiązać zdrowych i silnych relacji z bliskimi/partnerami, aby zbudować rodzinę. I tak w kółko... Bierzesz za to odpowiedzialność?
Może przykład wczorajszy: w dzień coś robiłem przy domu i wpadliśmy na pomysł romantycznego wieczoru film, wino itp.... ok, film zaczynał się ok 22 a wcześniej musiałem wyjść na chwilę i gdy wróciłem powiedziałem, że sobie pogram na komputerze, rozładował mi się telefon i podłączyłem go do ładowania w innym miejscu niż byłem. M w drugim pokoju. Pograłem sobie i patrzę na zegarek a tu 22:10, ok więc kończę i idę do niej. Wszystko przyniosłem a Ona nic, pytam co jest? Mówi że smsa mi napisała (z drugiego pokoju a ja go po prostu nie słyszałem, tego najbardziej nie lubię pisania mi smsów z drugiego pokoju ), czytam smsa a tam "za pół godziny przyjdź" a następny: "olałeś mnie, nie chcę cię tu widzieć". a spóźniłem się 10min dlatego że nie miałem telefonu a w grze nie ma godziny. Pomyślałem sobie przesada i mówię żeby nie wymyślała problemów których nie ma i że jak chce to pójdę z powrotem, nic nie powiedziała i poszedłem do drugiego pokoju.
Haha... nie miej mi za złe, ale trochę mnie ta sytuacja rozbawiła
Masz do czynienia z typowym FOCHMISTRZEM. Zawsze mnie to rozwalało u kobiet, że zamiast pójść coś zrobić wolą strzelić Focha i się nie odzywać. Ja byłam całe życie praktycznie wychowywana z facetami, mam 2 braci, tatę i ambitną mamę pracującą od rana do wieczora. Wyprowadziłam się już dosyć dawno i mieszkam z mężem. Nie zdarza mi się strzelać fochów i denerwuję się kiedy mąż mi próbuje wpoić, że mam focha, choć tak na prawdę jest mi smutno i chcę zwykłego przepraszam. Nie mam czegoś takiego, że się nie odzywam po prostu jest mi źle, smutno, ale normalnie ze sobą gadamy. Mam coś takiego, że nawet gdy jestem zła, humor można mi poprawić w jednej chwili, trzeba tylko odpowiednio do tego podejść i mojemu mężowi się to udaje.
Ja lubię grać na komputerze, sprawia mi to przyjemność, jednak mam ciężko z czasem. Co prawda nie mam dziecka, ale pracuje praktycznie przez cały dzień. Zwykle mój dzień wygląda tak pracuje do 15.00, jadę na zakupy, robię obiad i potem lecę do pracy. Mój mąż kończy swoją pracę po 17.00 więc ma więcej czasu dla siebie.
Wcześniej wyglądało to tak, że on codziennie po pracy siadał na kompa i siedział na internecie. Gdyby grał nie byłby to dla mnie problem, bo pewnie znalazłabym sposób, żebyśmy grali we dwójkę
a tak to on wolał nie raz posiedzieć przykładowo od 20 do 22.30 niż spędzić czas ze mną. A ja wkurzona bo nie mogłam robić dawnej rzeczy której robiłam, czyli grania i jedynie co mi zostawało to telewizor. Dlatego często dąsałam nad nim i mówiłam, żeby spędził czas ze mną. Tekst który wtedy mnie zbijał z nóg to "Przecież spędzamy ze sobą czas"
Przychodziłam wtedy do niego co pół godziny i pytałam się kiedy skończy, mówił że zaraz. Koniec końców zmuszał się i do mnie przychodził
Po czasie męczyło mnie już dąsanie nad nim. Szukałam sobie innych zajęć i sam do mnie przychodził i wspólnie oglądaliśmy film. Potem zaczęłam namawiać go na zwierzaki i tak mamy poza kotem, którego on chciał jeszcze królika i pieska. Teraz głównie wieczorami oglądamy ze sobą filmy, wiadomo siedzi na kompie ale godzinkę, dwie, a w weekendy wychodzimy razem z pieskiem na długi spacer.
Nie rozumiem po co Twoja żona pisze smsy w momencie gdy ty jesteś na kompie, nie lepiej byłoby podejść i pomęczyć ci trochę dupę ? Ja osobiście tak bym robiła. Nie stroiłabym żadnych fochów, które nic nie dają, a jedynie faceta denerwują.
Po części ją rozumiem powinieneś z nią spędzać więcej czasu. Nie może być sytuacji, że ty jesteś zmęczony i jedynie o czym myślisz to o kompie. Powinieneś cieszyć się też czasem wspólnie spędzonym z żoną. Proponuję żebyś ograniczył komputer do 40 min dziennie i pobył z nią i z dzieckiem. Gdy poczuje, że jesteś obecny, przestanie tak bardzo wymagać, a zaczniecie znowu cieszyć się sobą. Musisz zaspokoić jej potrzebę bliskości i bawić się z małą tak, żebyście oboje czerpali z tego przyjemność. A nie żebyś brał to za przymus.
Już jej to proponowałem, to usłyszałem, że "jak siedząc w domu będę przynosił tyle pieniędzy co teraz pracując to proszę bardzo."
Denerwują mnie tego typu hasła. Ja osobiście nigdy nie chciałabym i nie mogłabym być zależna finansowo od faceta. Tutaj mam wrażenie jakby Twoja żona była księżniczką, a ty tyrającym dla niej wołem. Musisz przeczekać okres macierzyństwa, a potem oboje możecie pomyśleć nad żłobkiem i nad tym, żeby żona poszła do pracy.