Witam,
Dostałam rok temu pracę w banku na niepełny etat. Ale gdy składałam CV i list motywacyjny, zamieściłam info. że studiuję Bankowość i Zarządzanie Finansami. Rzecz w tym, że wówczas faktycznie studiowałam. Po pewnym czasie byłam zmuszona zrezygnować ze studiów gdyż nie było mnie stać na czesne. Postanowiłam że będę kontynuować naukę, ale od nowego roku akademickiego (2010/2011 - czyli teraz od października), ale po prostu uzbieram trochę na opłatę roku. Pracę dostałam na czas określony do minionej środy (30 czerwca). Byłam przekonana że mi nie przedłużą umowy, więc nie miałam w myślach aby powiadomić pracodawcę o zaistniałej sytuacji. Zresztą było mnie wstyd mówić komuś że nie mam pieniędzy na studia.
Dlatego gdy ktoś (razu pewnego nawet Prezes) pytał mnie jak mi idzie na studiach, to brnęłam w jeszcze większe kłamstwo i mówiłam że wszystko dobrze.
Teraz umowa została mi przedłużona (ku mojemu zdziwieniu) i dostałam pracę na pełny etat i na stałe. I zamiast się cieszyć to jestem przerażona faktem, że jeszcze nie studiuję, a wszyscy myślą że ja już drugi rok niedługo zacznę.
Proszę, powiedzcie mi co mam robić? I jakie konsekwencje mnie mogą czekać?
Czy się przyznać z pokorą do kadrowej że brnęłam w nieprawdę, a czy nic nie robić dokąd nie poproszą o jakieś potwierdzenie tego że studiuję i że jestem na drugim roku i wtedy się przyznać?
Proszę pomóżcie, bo po nocach spać nie mogę :-(((
Podobne tematy
2 2010-07-06 18:43:36 Ostatnio edytowany przez wordi (2010-07-06 18:44:22)
Wiesz co ,ja bym nic nie mówiła. Teraz tak trudno o pracę, a ty jak napisałaś zabrnęłaś w to po prostu już zbyt daleko. Co to kogo obchodzi w sumie - studiujesz i tyle. Chcesz studiować, a nie mogłaś bo nie było cię stać - to jasne i nie Twoja wina. Więc ja bym normalnie szła na studia i nie omawiała z innymi czy studiuję na tym roku czy innym. W końcu i tak studia trwają 5 lat i nie wiadomo czy za rok czy dwa jeszcze tam będziesz pracować ( oczywiście ci tylko dobrze życzę i pisząc, że nie wiadomo czyt będziesz tam pracować mam tylko na myśli ,że może znajdziesz jeszcze inną , fajną pracę i sama zrezygnujesz ) Także, spokojnie i nic nie mów. A nawet gdybyś została tam na lata , to cóż na 4 roku możesz mówić ,że baaardzo długo piszesz pracę mgr i w ten sposób zyskać ten zawalony rok ![]()
Hm.. ciekawe. Nie wymagali od Ciebie, bądź uczelni zaświadczenia, że studiujesz? W końcu pracodawca płaci mniej za osoby uczące się. Chyba Ci się upiekło.
Nie wymagali...
Czyli Pracodawca (nie wspomnę już o mnie) może mieć potem jakieś problemy przeze mnie gdyby sprawa wyszła na jaw?
Ja bym nic nie mówiła.
Inaczej sytuacja by wyglądała gdyby pracodawca zastrzegł sobie,ze przedłuzy Ci umowę POD WARUNKIEM że dalej studiujesz,wiec w tedy był by problem,ale jak nie ma tekiego warunku,to milcz:)
Chyba, że odezwie się do pracodawcy ZUS, bądź wyjdą nieprawidłowości przy kontroli skarbowej. Ale raczej nie martw się, sporo ludzi latami pracuje mając swoje "za uszami". Sam pracuję bez części niezbędnych dokumentów już trzy lata i nic. ![]()
htc podstawowa sprawa czy przez pierwszy okres miałaś umowę zlecenia czy umowę o pracę na okres próbny/ czas określony? Jeśli była to jakaś forma umowy o pracę to pracodawca i tak musi od niej ZUS odprowadzać (niezależnie od tego czy się uczysz czy nie) zatem tutaj problemów nie będzie.
Jeśli chodzi o studia to w sumie pracodawca nie ma prawa wymagać od Ciebie zaświadczenia, że jesteś studentem jeśli właśnie nie jest to związane z formą umowy. Wyjątek byłby wtedy gdyby rzeczywiście mieli takie formalne wymogi, że mogą zatrudniać tylko i wyłącznie osoby na lub po studiach kierunkowych. Owszem dyplom ukończenia studiów liczy się np. do stażu pracy koniecznego do uzyskania wyższego wymiaru urlopu (ale tutaj już jest to raczej Twój interes żeby go dostarczyć).
Czy pracodawca dawał Ci jakieś dni wolne ze względu na rzekomą uczelnię? Jeśli tak to tutaj byłby rzeczywiście problem, że mogą poczuć się oszukani.
Co robić dalej - jeśli masz dobre relacje z prezesem to myślę, że ja osobiście poszłabym do niego żeby mu powiedzieć prawdę. I nie brnęłabym w to kłamstwo.
Sam fakt, że miałaś być na II roku a będziesz na I to nic - mogłaś po prostu coś zawalić i powtarzać (na niektórych kierunkach zawalenie jakiegoś przedmiotu może powodować powtarzanie całego roku a nie warunek - np. u mnie było tak z praktyczną nauką języka angielskiego).
Jeśli zaś chodzi o ZUS to widzę, że Lena się zna - jednak ja się dopytam bo coś mi tu nie gra. Owszem, przy każdej formie umowy (dzieło, zlecenie, praca) pracodawca płaci składki - ALE przecież za studenta płaci je znacznie mniejsze! Dlatego właśnie studenci są tak rozchwytywani. I dlatego dostają określoną max kwotę zwrotu podatków z PIT37.
Czy jesteś więc pewna, że pracodawca nie będzie miał problemów? Nie wiem dokładnie jak to jest z umową o pracę na czas określony czy nieokreślony ale przy umowie o dzieło dostaje się od pracodawcy rozpiskę, którą składa się w PIT37 do urzędu - a tam dokładnie rozpisane stawki, koszty uzyskania przychodów itd - nie wiem czy to się nie zmienia przy osobach nie studiujących (lub powyżej 26 roku życia).
Dostałam na początek (od października 2009) umowę o pracę na czas określony do 30 czerwca tego roku na niecały etat. Natomiast od 1 lipca tego roku dali mi już umowę o pracę na stałe (czas nieokreślony) na pełny etat. Gdy mnie przyjmowali to nie było warunku że muszę studiować. To po prostu była dodatkowa informacja w CV dla pracodawcy że jestem studentką.
penny studenci są rozchwytywani i bardzo często daje się im umowę zlecenia lub umowę o dzieło, ponieważ jeśli oni się uczą, to pracodawca nie ma właśnie obowiązku odprowadzać od ich wynagrodzenia składek na ZUS. Musi tylko odprowadzić podateka ten jest różny przy umowie zlecenia i umowie o dzieło. W przypadku umowy o pracę, nieważne czy na czas określony czy na nieokreślony, firma od każdego pracownika musi odprowadzać składki na ZUS i podatek. Wysokość składek na ZUS jest określona % i są to takie same procenty dla studentów i dla nieuczących.
Różnice przy zleceniu i umowie o dzieło pojawiają się jeszcze wtedy gdy np. pracujemy na umowę o pracę na min. najniższą krajową i do tego mamy jeszcze umowę zlecenia czy o dzieło. Ale ta sytuacja akurat nie dotyczy htc.
Ok, czyli jednak gdyby nie miała umowy o pracę tylko umowę o dzieło (wiem czym się różni od zlecenia i dlaczego
) to mógłby to być problem.
Btw. w jaki sposób pracodawca sprawdza czy osoba zatrudniona na umowę o dzieło studiuje? Prowadzę z mamą agencję reklamową i ostatnio zatrudniałyśmy hostessy na umowę o dzieło właśnie. Nie przyszło mi wtedy do głowy zapytać ich czy są studentkami czy też nie. Zastanawiam się teraz czy powinnam poinformować o tym moją księgową?
Przy umowie o dzieło nie ma obowiązku odprowadzania składek, ale też nie każda praca podpada pod tą umowę. Bo generalnie z definicji wynikiem pracy powinno być wówczas coś niepowtarzalnego, zatem hostessa powinna iść na zlecenie.I przy umowie o dzieło można skorzystać z ryczałtowych kosztów uzyskania przychodu 20 lub 50 % podstawy opodatkowania. Wyjątek umowa o dzieło z własnym pracownikiem wówczas składki ZUS są.
Jeśli chodzi o sprawdzenie czy osoba ma status studenta - przynosi ważną, podbitą na dany rok / semestr akademicki legitymację i sprawdza się czy nie przekroczyła 26 roku życia. Są to dwa warunki konieczne do tego by nie odprowadzać składek ZUS od umowy zlecenia.
Zatem jeśli one pracowały u Was na umowę o dzieło to możecie spać spokojnie ![]()
Pracowały na umowę o dzieło - co tu się oszukiwać dla pracodawcy to lepiej bo ma opodatkowane 50% a i one chyba dostają większy zwrot na koniec roku (dobrze myślę?). Wpisane było w tytule umowy po prostu uczestnictwo w konferencji czy jakoś tak - wg mojej księgowej można to podpiąć pod dzieło ![]()
penny interpretacje co podlega pod umowę o dzieło a co nie są bardzo różne, co do większego zwrotu - hmm chyba tak, ale tutaj sobie nie dam ręki za to uciąć.
Szkoda,że nie wzięłaś urlopu dziekańskiego, zamiast od razu rezygnować. Teraz masz pracę- wróciłabyś na uczelnię.
Ja na Twoim miejscu bym się nie tłumaczyła, zachowała to dla siebie.
Skoro nie było wymogu studiowania podczas rekrutacji na te stanowisko to nie przejmuj się.
Słuchajcie!
Przemogłam się!
Poszłam do Prezesa ze łzami w oczach i przyznałam się, że nie byłam lojalna, że skłamałam w CV, bo było mnie wstyd że brakowało mi kasy na studia i wszystko mu opowiedziałam.
Wiecie jaka była jego odpowiedź?
- "To jest problem?" - zapytał
- Tak - odpowiedziałam
- To żaden problem. Musi pani wrócić na studia, ALE TYLKO DLA SIEBIE, DLA SWOJEGO DOBRA, a nie dla pracy.
Zatkało mnie.
Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi i że przyjmie to do wiadomości nie wyciągając żadnych konsekwencji.
"Kocham go" :-)
Dzięki dziewczyny za wsparcie
No widzisz htc - zachowanie szefa to dowód tego, że jest to ludzki człowiek z klasą, zatem nie było się czego bać. Gratuluję odwagi.
htc, muszę Ci powiedzieć, że cholernie mi zaimponowałaś swoją odwagą
Znam niewielu ludzi, którzy potrafiliby się przyznać swojemu szefowi, więc można śmiało powiedzieć, że "masz jaja"! ![]()