Na początek się przywitam, bo to mój pierwszy post
Jestem sobie facetem jakich wielu, mam niezla prace, zainteresowania, przyjaciol i... no wlasnie, jak tam z dziewczynami? Otoz do niedawna preferowalem raczej luzne zwiazki, ale jak to mowia - latka leca, wiec postanowilem dojrzec i zainwestowac w zwiazek na powaznie.
Glownie dlatego pare miesiecy po poznaniu mojej obecnej dziewczyny (jestesmy ze soba rok), w ktorej nie ukrywam - zakochalem sie (a to drugi raz w moim zyciu sie zdarzylo, a pierwszy byl w zamierzchlych czasach liceum), zgodzilem sie z nia zamieszkac. Inicjatywa ta byla z jej strony. Na poczatku, jak to zazwyczaj bywa, bylo naprawde cudownie i juz myslalem, ze w koncu sie ustatkuje. Niestety, moja dziewczyna od pewnego czasu systematycznie zamienia moje zycie w piekielko, a nawet chyba juz pieklo.
Od razu po jej poznaniu zauwazylem, ze jest zazdrosna. Myslalem - kto nie jest? Gdy po jakims czasie zaczela sie zloscic o jakiekolwiek proby spedzania czasu inaczej niz z nia pomyslalem - tak to wyglada w powaznym zwiazku, trzeba sie przyzwyczaic. Niestety, z biegiem czasu pomimo prob tlumaczenia, ze jestem czlowiekiem, ktory chcialby miec troche czasu dla siebie i nie ma w tym nic zlego oraz, ze pomimo bycia najwazniejsza osoba w moim zyciu sa w nim tez inne, na kontakcie z ktorymi mi zalezy, problem jej zaborczosci urosl do rozmiarow, ktore juz chyba podpadaja pod chore.
Wszelkie spotkania ze znajomymi to zbrodnia, chce miec hasla do wszystkich mozliwych kont i serwisow, z ktorych korzystam, chce czytac moje smsy (ot tak, bez zadnego wyraznego powodu, telefon lezy w zasiegu mojej reki a ona chce go podniesc i przeczytac smsa). Naturalnie nie jestem idiota i pantoflarzem, zadnego hasla jej nie dalem, ze znajomymi staram sie utrzymywac kontakt i tak dalej. Niestety, w danej sytuacji samo np skorzystanie z komputera i odpalenie facebook'a czy konta mailowego rowna sie fochowi i/lub placzowi.
Po tym opisie pewnie wydaje wam sie, ze moja dziewczyna to jakas niedojrzala nastolatka. Otoz, uwaga, ma ona 25 lat i, co ciekawe, jest absolwentka psychologii.
Nie to jest jednak najgorsze, bo jestem w stanie po japonsku (jako-tako) zrozumiec, ze np kobieta sie sfoszy, gdy spedze wieczor ze znajomymi i zostawie ja sama w domu. Ale ostatnio zachowanie mojej dzieczyny osiagnelo faze, gdy foszy sie i placze w maksymalnie losowych/totalnie nieadekwatnych sytuacjach i to gdy jestesmy razem. Naprawde, pomimo, ze to forum jest anonimowe to az glupio mi podawac przyklady, za co moja kobieta potrafi strzelic focha. Po prostu kazdy moj najmniejszy, najzwyczajniejszy gest, slowo, czyn moze byc zinterpretowane w jakis maksymalnie dziwaczny i zwichorwany sposob i zakonczyc sie wybuchem placzu. Tego typu dzialania sa przeplatane regularnym przytulaniem sie do mnie i zadawaniem pytan "lubisz mnie jeszcze? kochasz mnie? bedziesz za mna tesknil (jak pojade do pracy-dopisek moj)?" itp
Jak sie nietrudno domyslic zaczynam miec tego serdecznie dosyc. Co gorsza, jej zachowanie coraz czesciec zaczyna przypominac jakies zaburzenia psychiczne i najzwyczajniej w swiecie zaczynam sie bac. I o nia i jej.
Nie wiem czy jest sens to ciagnac, ale tak jak mowilem - bylem (bo teraz to juz zostalo zastapione przez inne uczucia) w niej zakochany, duzo bylo miedzy nami dobrego i nawet gdybym mial odejsc, to nie chce jej przy tym skrzywdzic i chcialbym pomoc. Tylko jak jej przemowic do rozsadku?