Wczoraj obejrzałam dość kontrowersyjny według mnie reportaż na temat kobiet (Brytyjek), które kolekcjonują sztuczne dzieci. Tak, dosłownie. Chodzi tutaj o lalki, do złudzenia przypominające niemowlęta. I wszystko byłoby w porządku, bo rzecz jasna kolekcjonowanie lalek to nic złego prawda, jednak w tym przypadku coś nie jest tak. Kobiety te, zazwyczaj nadmiernie opiekują się tymi lalkami, przebierają je, czeszą, kupują prawdziwe wózki, spacerują z nimi, zabierają w podróże, oczywiście umieszczając lalki w dziecięcym foteliku samochodu.
Przyznam szczerze że ten dokument mnie zaskoczył. Pokazano tam historię starszej kobiety, której córka z mężem i synem wyjechała do Nowej Zelandii. Ona tak bardzo tęskniła za wnuczkiem, że.. zamówiła sobie jego imitację z czasów niemowlęctwa! Kobieta która zajmuje się tworzeniem takich lalek odtworzyła wszystko ze zdjęcia, każdą bliznę, kropkę, zmarszczkę z ciała chłopca. Fakt, faktem, lalki te są piękne i wykonane w sposób prefekcyjny, jednak dla mnie nie jest to zdrowe. Wydaje mi się że zostaje przekroczona pewna granica, która istnieje między kolekcjonerstwem a obsesją?
Poniżej kilka zdjęć, byście miały/mieli pojęcie o czym mówię.

