To jest jakieś piekło! Odkąd pamietam zawsze wszystko było nie tak. Czekałam na narzeczonego prawie 3 lata. Teraz wrócił. I co? Hmm... z mojego czułego, dobrego, kochającego chłopaka zrobił się jakiś taki obcy - nie mój. ślub za 3 miesiące. No właśnie i tu jest problem. Cały czas ma być tak jak on chce. Nie liczy się ze mną. Nawet niedziela dla niego to czas siedzenia przy kompie i telewizorze. Ja chciałam żebyśmy posiedzieli razem, pogadali. Żeby było choć trochę inaczej.... żeby było razem. Nie zabiera mnie nigdzie. Nie mówię o jakichś restauracjach, czy coś w tym stylu. Chodzi mi o głupi spacer. Ale jak proponuję, to oczywiście jest na nie. Na każy wyjazd tak reaguje. Na wszystko. Już nie pamietam kiedy sam do mnie podszedł i przytulił. Zawsze muszę błagać o każdy gest czułości. Kiedyś było inaczej... a teraz? Wie, że jestem romantyczką. On też kiedyś był. A teraz czepia się mnie. Ja już tak nie mogę. Stałam się nerwowa. Jego głupie żarty mnie wyprowadzają z równowagi. Nie panuję już nad emocjami. Niszczy mnie. Liczy się tylko on - moje pragnienia go nie obchodzą. Obiecywał, że uczyni mnie najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Gdy mu o tym przypomniałam, powiedział, że nie musiałam na niego czekać. To było takie przykre, tak zabolało... Wiem, że nie musiałam, ale chciałam mu dac oparcie, pewność, stałość. Chciałam pokazać, że go kocham, że jestem w stanie z czegoś zreygnować. Dlaczego on się tak zmienił? Gdzie popełniłam błąd? Dziś gdy go prosiłam, żeby usiadł obok i pomasował mi brzuch, bo tak bardzo bolało - on nie podnosząc głowy znad monitora powiedział - sama sobie pomasuj. A gdy on był ostatnio w szpitalu rzucałam wszystko i biegłam, żeby być przy nim. Miałam sesję i tak biegałam z uczelni do szpitala. Nie spałam w nocy, bo się uczyłam. Opiekuję się nim teraz, zmieniam opatrunki i nie robię tego "z łaską". Poradźcie mi coś, bo zwariuję niedługo. Ślub za pasem, a ja... czuję się taka... hmm samotna?
Podobne tematy
Smutna (co za nick!) jedyne co bym Ci poradzila to przełożenie daty.
Skoro nie musiałaś czekac nie musisz rowniez za niego wychodzic!
Widzę ze masz dopiero 22 lata- nie musisz umierac kazdego dnia, po trochu, przy nim.
Zacznij myslec o sobie. Nie zmien opatrunku jesli potrafi sam to zrobic.
Wyraznie mu powiedz ze albo zacznie o Ciebie dbac albo znajdzie się ktos kogo nie trzeba bedzie w tym uswiadamiac.
3 2010-06-27 17:28:54 Ostatnio edytowany przez noelle (2010-06-27 17:36:58)
On twierdzi, że dba... i to wszystko są moje wymysły. Że na mam prawa niczego wymagać. Opatrunku sobie nie może zmienić sam, bo jest na plecach.
"Wyraznie mu powiedz ze albo zacznie o Ciebie dbac albo znajdzie się ktos kogo nie trzeba bedzie w tym uswiadamiac."
On mi pewnie by na to odpowiedział, żebym sobie kogoś takiego poszukała. Zaangażowałam się w ten związek. On kiedyś był inny. Kiedyś chciałam żebyśmy poszli na pizzę, a on nakrzyczał na mnie, że ma wiele wydatków związanych ze ślubem, a nie mnie jeszcze zabierać na pizze. To zaproponowałam spacer, a on że mu się nie chce. Ehh tak się chyba nie zachowuje zakochany facet.
nie chce milczeć... i nie mówić o tym, co mnie boli czy irytuje. a on tak własnie myśli. że ja mam siedzieć cicho, a on będzie decydował i robił to, na co ma ochotę. A jak kiedyś przyjdzie mu ochota żeby mnie zdradzić? Wiem, że to czarny scenariusz. Ale jeśli w takich sprawach tak się zachowuje, to czy cofnie się przed zdradą? Kiedyś mnie okłamał, skrzywdził... wybaczyłam. Dziś myślę, że wtedy trzeba było zakończyć ten związek
Dziewczyno jesli on jest przekonany ze moze Cię olewać, nakrzyczec na Ciebie, zapominac o ważnych sprawach- to nie jest miłosc.
Tzn. tak: Ty jesteś bardzo zaangażowana emocjonalnie ale to nie tak ma byc.
Skrzywdził- w jakim sensie?
Nie warto się poswięcać całkowicie dla kogos kto uważa ze się mu to nalezy.
Dobrze sobie ten ślub przemyśl. Nie spędzisz przeciez reszty zycia wspominając jak to przez pierwsze 4 miechy był "kochany".
Okłamał kilka razy... Wolał się kontaktować z byłą dziewczyną... I w ogóle można jeszcze byłoby dodać kilka rzeczy. Zabolało mnie to, ze powiedził, ze nie musiałam czekać... Chciałam dziś spędzić miło niedzielę - razem. A nie tylko komp. i telewizja. Nie chcę zabiegać o każdy gest czułości. To chore...
No własnie - wniosek nasuwa się sam.. A po ślubie lepiej nie będzie. To nie jest magiczne przejscie w krainę szczęscia.
Przejdz się na spacer przemyśl sobie wszystko Dziewczyno. Życzę powodzenia!
alaclaudie słusznie zwróciła uwagę - on po ślubie nie zmieni się na lepsze. Zostanie taki albo będzie jeszcze gorzej. Chcesz być męczennicą i tak żyć do końca swoich dni? Być okłamywaną i nie szanowaną?
Smutna, powinnaś póki co odwołać ślub (albo przynajmniej o rok przesunąć termin). Może to podziała jak zimny prysznic na ukochanego.
Musze przyznac ze u mnie w związku przed slubem było bardzo podobnie...kłamstwa ,głupie wyskoki jak u jakiegos małoletniego gówniarza wtedy go przycisłam kazałam mu wybierac ,oczywiscie on mówił ze w niczym wybierac nie bedzie i wtedy wziełam go szantarzem,teraz jest kochajacym męzem i ojcem czasami sie kłucimy ale bez tego związku nie matyle ze nie wiem czy w twoim wypadku to bedzie dobry pomys bo my mielismy troche wiecej czasu do slubu ale jesli ci tak na nim bardzo zalezy to spróbuj sie zachowywac tak samo jak on...olej go!nie pomagaj nie przytulaj niech poczuje sie tak jak ty!...byc moze jego miłosc zgasła pogadaj z nim!zapytaj w prost...pomys nad tym zeby później nie bawic sie w rozwody bo ta zabawa miła nie bedzie!
Tak, super rada - olewaj, kłam, odwzajemniaj brak szacunku i w takim klimacie weźcie ślub. Naprawdę super. Swoją drogą, nie rozumiem jak można szantażować czymkolwiek osobę, z którą ma się brać ślub. Postawić ultimatum - ok. Ale nie szantażować.
spokojnie wcale nie napisałam zeby brali ślub w takim klimacie jak napisała a_normalna chodziło mi o to zeby zrozumiał jak sie czujesz przed slubem a nie po nim ,oczywiscie ze sie z Tobą zgadzam zeby nie brali ślubu teraz w sytuacji jakiej są bo to nie ma przyszłosci ale przeciez widac ze samotnej88 zalezy na tym związku a jesli komus na kims zalezy to nie jest łatwo tak poprastu odejsc...poprostu użyłam nie odpowiedniego słowa moj bład!pogadac szczerze albo wóz albo przewóz,albo chce być z Tobą albo nie,proste po co owijac w bawełne!
Dzięki dziewczyny za rady. On chce być ze mną, ale na jego warunkach. Tzn ja mam robić to, co on chce. Jeśli jest inaczej, to od razu teksty, że "nie dam się Tobie owinąć wokół palca, nie dam z siebie zrobić pantoflarza". Tylko że jak ja go o coś proszę, to zawsze jest stały tekst "Ty wiecznie o coś prosisz". Czy wyjście gdzieś od czasu do czasu (oprócz jego rodzinki szanownej) to jakieś wielkie wymagania? Spacer czy romantyczny wieczór? Bo myślę, że nie. Ja zdaję sobie sprawę z tego, że po ślubie będzie jeszcze gorzej (bo na ogół tak jest). Ja już nie pamiętam kiedy słyszałam jakiś komplemet z jego ust. A po każdej kłótni on do mnie z tekstem "Bedziesz już grzeczna" A jak się pokłócimy to on od razu chce jechać do domu. Facet 27 letni... może do mamusi albo szwagierka (bo nawiasem mówiąc to go uwielbia). Ja już nie mam siły. Nie mogę się nic odezwać, bo się czepiam. Poprosić też nie, bo nie i już. To co ja mam robić? Siedzieć w garach i z odkurzaczem w ręce? A kiedyś niańczyć dzieci i tyle? To chyba nie na tym polega związek - szczęśliwy. Ja się już nie czuję atrakcyjna, nie czuję się kobietą. Mimo iż zawsze uważałam się za ładną... Czuję się jak śmieć dosłownie
No tak syneczek mamusi i powiedz ze jeszcze jedynak...powiedz mu to powiedz ze chcesz sie czuc przy nim szczesliwa!to on sobie Ciebie owija wokół palca nie daj sie!
Nie - ma 3 siostry.. które zawsze koło niego skakały jak koło jajka. Obiadki podsuwane pod nos, śniadanka, kolacje. tak samo teraz.. jak idzie do pracy to mamusia wstaje o 5 mu śniadanie robić... ehh tylko jej "podziękować" można za to. Ja mu mówiłam, że chcę się czuć szczęśliwa - to on na to "Ty cały czas coś chcesz". No i po dyskusji. A najgorsze jest to, że wszyscy wokół mają go za ideała. Tylko ja mam już dość... nie poznaję siebie. Kiedyś z poczuciem własnej wartości - pewna, mająca piękne marzenia. Dziś - wrak człowieka ze zrytą psychiką
No to niedobrze...a powiedz mi tak szczerze ,chcesz wogóle tego slubu?chcesz za niego wyjść? czy chcesz to skonczyc ale rodzinka juz wszystko zaplanowała i nie chcesz robic zamieszania?
Wiesz, czasem to się nawet cieszę z tego ślubu. Ale ostatnio to nie jestem co do tego taka przekonana. Boję się, że stanę się już zupełnie śmieciem. I tak on chce mną manipulować. A co to za związek?
16 2010-06-27 21:12:02 Ostatnio edytowany przez a_normalna (2010-06-27 21:13:28)
ja mam robić to, co on chce. Jeśli jest inaczej, to od razu teksty, że "nie dam się Tobie owinąć wokół palca, nie dam z siebie zrobić pantoflarza"
Rozumiem, że pewnie w jego słowniku nie ma słowa "kompromis"?
Ja bym zrobiła tak: po pierwsze jeszcze jedna próba spokojnej rozmowy. Jeżeli to nic nie da, to mówisz mu, że na dzień dzisiejszy ślubu nie będzie i przesuwacie datę. Bez względu na jego błagania idziesz wszędzie i odwołujesz termin.
Edit: niestety, ale obawiasz się, że skoro on PRZED ślubem tak Cię traktuje, to później będzie ow iele gorzej. Bo będzie uważał Cię za swoją własność, która nie ma prawa głosu. Musisz mu pokazać, że nie może tak postępować.
No raczej marny...wydaje mi sie ze on przyzwyczaił sie do tego ze miał i ma to co chce o co poprosi ze wszyscy koło niego skakają i buntuje sie gdy Ty prosisz lub wymagasz cos od niego!Jezeli sama sobie z tym nie dajesz rady to moze popros kogos innego Tobie bliskiego zeby jakos na niego wpłynął niewiem pogadał...przeciez nie mozesz sie tak pogrązac Ty masz sie Cieszyc z zycia a nie zastanawiac sie tylko Jemu jest dobrze czy On jest zadowolony ,pomys tez o sobie!
Dzisiaj dałam się sprowokować... przez kilka godzin prosiłam o to, żeby zostawił w końcu ten komputer, żebyśmy gdzieś wyszli lub chociaż posiedzieli razem, porozmawiali - ale nic z tego. W końcu trzasnęłam drzwiami i wyszłam z pokoju. A on do mnie z tekstem, że nie będzie tolerował takiego mojego zachowania. A ja mam jego lekceważenie tolerować? Nieraz chcę pogadać, to on jest zajęty albo śpiący. Mimo iż teraz chwilowo nie pracuje. Rozmowa jest trudna - bo on widzi tylko swoje racje.
A dała bys rade tak jak napisała a_normalna iśc i tak poprostu to wszystko odwołac?
Smutna, wg mnie nie możesz grać w stylu "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie". Jesteście dorosłymi ludźmi i takie zachowanie i nawzajem boczenie się na siebie nie rozwiąże problemu. Spory problem jest jeśli on kompletnie nie widzi swojej winy i nie chce się zmienić. Ale miejmy nadzieję, że jednak się opamięta. Ale musisz być stanowcza. A to będzie na pewno bardzo trudne.
No właśnie on nie widzi niczego złego. Bo skoro ma ochotę posiedzieć przed kompem zamiast spędzić czas ze mną - to mu wolno przecież. Nie wiem czy starczy mi sił na odwołanie tego wszystkiego. teraz jestem kompletnie rozbita, za kilka dni mam obronę. Ja wiem, ze nie można tak jak "Koba Bogu, tak Bóg Kubie". Tylko, że ja już nie wytrzymuję tego wszystkiego. Brakuje mi już cierpliwości, argumentów i co najgorsze tracę szacunek do samej siebie. Dziś już powiedziałam, że nie wiem czy ten ślub to dobry pomysł. A on nic sobie z tego nie robił
Bo wie ze tego nie zrobisz,za bardzo mu ulegasz,zrób cos czego sie nie bedzie spodziewał!
Zgadzam się z Kasią. Nie rusza go to, bo nie wierzy w to, że Ty cokolwiek odwołasz. Po prostu wie, że może być tak jak ON chce, bo ty się temu poddajesz.
Skoro masz obronę, to najpierw na niej się skup. I jak to zdasz, to może weź na jakieś babskie pogaduchy przyjaciółki i jeszcze pogadaj z nimi. Żebyś poczuła się silniejsza psychicznie, żeby Cię wsparły, podniosły na duchu i wtedy go atakuj.
Macie rację...
I chyba powinnam zacząć myśleć najpierw o sobie - później o nim. Teraz też żeby mi udowodnić nie wiem co - oglada mecz kolejny już dzisiaj. Ehh nie sądziłam, że kiedyś taka sytuacja mnie spotka
25 2010-06-27 21:52:07 Ostatnio edytowany przez kasia31a1 (2010-06-27 21:52:54)
Nie wiem czy to bedzie dobra rada zrobisz jak poczujesz ale moze usiąc obok niego (zacisnij zęby nie musisz ogladac meczu niech on sobie ogląda jak tak bardzo chce) wez go za ręke czy sie przytul,zobacz jak zareaguje! czy powie zebys mu nie przeszkadzała czy cie przytuli...moze chociaz przez chwile uda wam sie byc razem1
Spróbuję... tylko to znów ja ulegnę w takim razie.
27 2010-06-27 22:00:45 Ostatnio edytowany przez kasia31a1 (2010-06-27 22:02:15)
Jezeli tego nie chcesz to tego nie rób...chodziło mi o sprawdzenie czy by sie do ciebie przytulił podczas ogladania meczu... ,najlepiej usiadz obok i czekaj!Jej naprawde zycze ci zeby wam sie ulozyło!Nie daj sie...I nie ulegaj mu badz twarda moze jeszcze wam sie uda!
Nie wiem czy to taki wspaniały pomysł Kasiu. Moze na nią nakrzyczeć ze co to cały dzień się foszy a teraz kiedy jest zajęty zebrało się Jej na czułosci.
Generalnie rzecz biorąc szkoda że mnie nie posłuchałas- ale taka Twoja wola.
Uwazam również ze zbierasz żniwo- skoro od małego w koło niego skakały.
I chłopak mysli ze tak jest w porządku.
29 2010-06-27 22:06:43 Ostatnio edytowany przez kasia31a1 (2010-06-27 22:09:10)
No ja tez nie wiem...ale nuż sie im uda chociaz chwile razem pobyć!Facet sie rozpanoszył i juz a smutna88 sobie z tym nie radzi...smutne strasznie!
smutna88 jak masz na imie tak wogóle bo głupio tak po nicku
Dzięki dziewczyny. A tak w ogóle to mam na imię Edyta. Dzisiaj się zabrał i pojechał do mamusi... ehh maminsynek jeden. I miał jeszcze jechać po listę zakupów na wesele do takiej pani... Ja mówię, zemy przywiózł mi tę listę. A on, że najpierw musi mamie pokazać. to już jest śmieszne i załosne
Smutna spójrz na to realnie. Nie jesteś szczęśliwa. Jeśli będzie gorzej po ślubie, to będziesz za to winiła siebie, że go w porę nie zostawiłaś. Ten koleś to jakaś porażka. Uważa, że powinnaś przy nim skakać i że liczy się tylko on. Jesteś jeszcze młoda i na pewno poznasz kogoś z kim będziesz na prawdę szczęśliwa. Ale nie wychodź za niego.
Wczoraj mi powiedział, że nie życzy sobie takich sytuacji, że ja coś od niego chcę... egoista i tyle... i mogę podziękować za to między innymi jego matce.
pojechał rano i nawet do tej pory nie napisał, nie zadzwonił - jakbym nie istniała... to koniec. ja nie chcę takiego związku, takiego faceta. Ostatnio mi powiedział, że nie ma matury. A to oznacza, że na początku znajomości mnie okłamał.... myślałam, że żartuje - ale jak widać nie. nie chodzi mi o wykształcenie, bo to nie najważniejsze, ale o kolejne kłamstwo. Nie interesuje go nic poza własnym czubkiem nosa. nie wiem jak sobie to poukładam wszystko, ale nie mogę wziąć tego ślubu. obrona za trzy dni... ehh to tak boli wszystko
smutna, dobrze, że to teraz wyszło. Naprawdę, teraz poboli ale zostaną tylko wspomnienia, a nie status rozwódki.
Dasz rade kochana ,jesli czujesz ze to nie ma sensu to wyrzuć go ze swojego zycia on nie jest Ciebie wart!Pogadaj sobie z kims Ci zaufanym niech podtrzymuje Cie na duchu i pomoze ci to wszystko pozałatwiac!teraz juz musi byc lepiej weż sie tylko w garść i nie daj sie kolejny raz okłamac!zycze powodzenia mam nadzieje ze poukładasz sobie to jakos wszystko
mam nadzieję, że dam radę... byłam za dobra dla niego. on chce mnie zmienić tak, żeby to jemu było wygodniej...nie odzywa się - co go obchodzi, że ja się mogę martwić - NIC. Czuję się podle, okropnie. Teraz wiem, że ten ślub to totalna pomyłka. Przez ostatnie tygodnie musiałamprosić go o każdy gest czułości - to chore, bez sensu totalnie. jak myślicie?
Oczywiście, że chore i nie tak powinien wyglądać związek. Masz jakieś zaufane przyjaciółki (albo chociaż jedną), której będziesz mogła wszystko opowiedzieć i żeby w razie czego trzymały Cię żebyś nie próbowała błagać go o spróbowanie raz jeszcze wszystkiego?
38 2010-06-28 20:48:17 Ostatnio edytowany przez kasia31a1 (2010-06-28 20:49:47)
Ale postanowiłas juz tak na pewno?bo to niekiedy łatwiej powiedziec trudniej zrobic,dlatego lepiej by był obok ciebie ktos bliski kto cie bedzie wspierał kiedy bedziesz sie wahac!
a no własnie a_normalna mnie wyprzedziła ![]()
Moja jedyna przyjaciółka jest na drugim końcu Polski na studiach... nie mam z kim pogadać. Jedyna osoba to mama. Ona mi zawsze pomagała. Mówi, że nie podoba się jej jego zachowanie, że nie wie jak to wszystko będzie wyglądało po ślubie. Ja już nie mam złudzeń.. wiem, ze ciężko będzie mi to przekreślić, było tyle pięknych chwil.... ale to co się teraz dzieje mnie przeraża.
Napisałam tutaj na forum, bo on wmawia mi, że to moja wina, że powinnam się jemu podporządkować, robić to, co on chce...a ja trace poczucie własnej wartości, czuję się rozbita jak nigdy w życiu...
spytałam czy juz napewno to postanowione bo czasem rodzina wywiera rózne presje typu "nie wygłupiaj sie""to tylko chwilowy kryzys""to taki dobry chłopak" itp itd dlatego porozmawiaj szczerze ze swoja mama o tym ze nie wyobrazasz sobie zycia z nim nie chcesz zyc w takiej atmosferze!skoro ci zawsze pomagała to i teraz bedzie z Tobą
Co za.... #$%@ Pewnie, skoro chce mieć żonę, która będzie patrzeć w niego jak w więty obrazek, podsuwać obiadek pod nos, nadstawiać tyłek nocami i nigdy nie otwierać ust, to niech jedzie na Ukrainę. Ponoć takie są Ukrainki jako żony (bez urazy, ale takie opinie słyszałam).
Edytko, odpowiedz mi na pytanie: czy chcesz być poniewierana? Chcesz tak przez niego płakać? Chcesz włączyć każdego dnia o najmniejszy skrawek uczuć z jego strony? Chcesz być traktowana jak zwykła rzecz, która ma mu usługiwać? Zastanów się nad tym jaki on TERAZ jest. Bo to, że dawniej było pięknie, to (niestety) przeszłość i to już jest tylko w Twoich wspomnieniach. A miałabyś wyjść za mąż za człowieka, który obecnie traktuje Cię jak służącą lub popychadło, które ma spełniać jego zachcianki.
Wiem... jest ze mną. I mówi, że będę żałować jeśli za niego wyjdę. Ma rację. Ale to będzie trudne... czemu to wszystko wcześniej nie wyszło. Tylko dopiero teraz kiedy wrócił z tej Anglii? Ja naprawdę już nie mam siły na to wszystko. Kiedyś był inny. Albo to ja kochałam moje wyobrażenia o nim...
Lepiej późno niz pózniej...chciałas poprostu wyjśc za męzczyzne który bedzie Cie kochał szanował,z którym kazdego dnia bedziesz czuła sie jak na pierwszej randce, bedziecie wpatrzeni w siebie bedziecie zakochani...ale to nie ten facet !tam gdzies własnie taki kochający i czuły na Ciebie czeka!wiec olej tego cholernego egoiste i poczekaj w spokoju na tego jedynego!
Edytko, a może dlatego on się zmienił tak bardzo po tej Anglii bo musiał się dostosować do towarzystwa w jakim przebywał? Nie piszę tego zeby go usprawiedliwić, ale żeby jakoś spróbować wyjaśnić tę nagłą zmianę.
46 2010-06-28 21:17:57 Ostatnio edytowany przez kasia31a1 (2010-06-28 21:19:39)
A moze było mu tam dobrze tzn był sam i mógł robic co chciał...moze spodobało mu sie takie zycie takie jak on chce takie jakie jemu sie podoba i z toba sie juz nie liczy!
Do tego doszło towarzystwo (niewiadomo z kim niewiadomo co) a towarzystwo potrafi zmienic ludzi nie do poznania
Dla tego towarzystwa zrezygnował ze wspólnej wigilii ze mną, a do mnie nawet w ten dzień nie zadzwonił. A mnie okłamał, że był w domu, w którym mieszka... i nawet opowiadał, co tam razem jedli na ta kolację... to wszystko były kłamstwa. A ja się dowiedziałam o tym od obcych osób... w komentarzu do zdjęcia na nk.. jak to bolało. Później miałam występ dla dzieci w domu dziecka w ramach egz. na sudiach... nie wiem jak to wszystko przeżyłam po przepłakanej nocy... a on? szkoda słów
Już wtedy te kłamstwa powinny dać Ci do myślenia.
powinny, ale nie dały... przepłakałam swoje i nie miałam odwagi nic z tym zrobić... a on obiecywał, że to było ostatni raz...wiem, że źle zrobiłam
tylko teraz juz nie popełnij tego samego błedu!
Rozmawiałam z mamą. Stwierdziła, że martwi się o mnie, bo widzi, że mój narzeczony to egoista myślący tylko o sobie. Że to tylko jemu ma być dobrze, wszyscy mają wokół niego skakać, a sam nie daje zupełnie nic. Pokłóciliśmy się wczoraj. Ja powiedziałam, że już dłużej nie zniosę takiego traktowania. Przepłakałam całą noc. On dobrze wie, że za 2 dni mam obronę, ale nawet nie stara się mi pomóc, wesprzeć. Nic kompletnie. Kiedyś, niedawno, gdy byłam u niego zostałam obrażona przez ojca jego szwagra. Nie zwrócił uwagi nawet, nie stanął w mojej obronie. Ja chciałam wyjść stamtąd, ale też nie chciałam mu robić przykrości. W jego rodzinnym domu, ktoś mówi takie rzeczy. A ja nic nie zrobiłam. Siedziałam sobie cichutko, nikomu nie wchodziłam w drogę... jejku, to tak zabolało. A najbardziej to, że on kompletnie nic nie powiedział, nie zrobił. Jak ja si mogę czuć spokojna, bezpieczna, pewna? Nie mogę...
Przeraża mnie to. Mama powiedziała, że na siłę starałam się znaleźć w nim coś dobrego, coś, co pozwoli mi widzieć go w lepszym świetle.
Dziś nawet nie przyjechał... Jego w ogole nie obchodzę. On chciałby się pewnie ożenić po to, żeby mieć darmową kurę domową... a poza tym dalej wieść życie jak kawaler, który może robić to, na co ma ochotę. Nawet nie wspiera mnie, a wie, że mam niedługo obronę...
Nie chcę tego slubu i on już o tym wie
miałam kiedyś to samo co ty. prosiłam się o uczucie o czułości o odrobinę spontanu w związku. on nie pracował przez rok i zmienił się o 180 stopni. masakra. a ja stawałam na rzęsach aby on nie czuł się gorszy bo nie ma pracy czy szkoły a ja mam i pracę i skończyłam studia ( jutro mam obronę:P) on myślał tylko o sobie o tym aby jemu było dobrze. dla niego to tylko się czepiałam trułam i byłam zazdrośnicą. wmawiał mi że wszystko o co się kłócimy to moja wina a on jest czysty jak łza. rozeszliśmy się, teraz on popłyną w swój pierwszy rejs i chciał być sam na statku aby NIBY sobie odpuścić stresów afer które ja mu ciągle robiłam. tyle razy prosiłam się rozmowę w cztery oczy o przytulenie o wszystko. no i stało się jak się stało. on nie podołał. nie umiał mi dać podstawowych rzeczy które no są NORMĄ w związkach. póki co nie czuje się samotna, ale chciała bym poznać kogoś już przy kim nie będę musiała być SUPER NIANIĄ
to powodzenia na obronie Szirina.. ja mam obronę w czwartek ![]()
widzę, że podobnie się potoczyły nasze losy... to nie jest normalne, że musiałyśmy prosić o każdy gest czułości, o rozmowę, o ciepło. ja straciłam poczucie własnej wartości. dziś mnie olał i nie przyjechał, a ja mu pokazałam, że nie mam zamiaru za nim płakać...
może coś do niego dotrze, a jak nie to będzie już na zawsze koniec. Nie jestem jakąś lalką do sprzątania, która nie ma uczuć i jest traktowana jak śmieć... chore
Dzięki wielkie za odpowiedź ![]()
Ja rowniez mocno trzymam za Ciebie kciuki:-) taki facet, który nie traktuje Cie powaznie nie jest Ciebie wart - wiem, że to bardzo banalne stwierdzenie, ale tego sie trzymaj i najlepiej o nim zapomnij:-) Miej swoj honor i swoja dume. jestem z Toba;*
dziewczynki obroniłam się ![]()
i dowiedziałam się zarazem że mój exowy mnie zdradzał przez cały czas kiedy żyliśmy sobie na odległość fajnie co ?? drugi facet który mnie zdradził. co to ma być ?? czy ze mną jest coś nie tak że oni mi to robią ???? !!!!!!!!!!!
Szirina gratuluję obrony
a na jakim kierunku studiów byłaś?
a jeśli chodzi o facetów, to raczej z nimi jest coś nie tak... nie martw się, znajdzie się taki, co będzie Cię kochał, a nie zdradzał
byłam na ekonomii zarządzanie hotelami.
wiesz nie wierze już w nic ani w to że poznam kogoś z zasadami ani kogoś kto będzie po prostu kochał mnie.
gdybym była pustą blondyną było by mi lepiej bo wszystko bym miała gdzieś tak jak faceci ehh masakra. gdzie ja popełniam błąd że już drugi raz mnie facet w rogi wyje..... no szok. nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
fakt jest jeden chyba go tak bardzo nie kochałam bo nawet nie płakałam ale boli to że jestem w porządku do kogoś a ktoś to zwyczajnie wykorzystuje.
póki co nie umiem znaleźć sobie celu życia ogarnąć swoich spraw nie wiem co dalej robić a nie umiem żyć tak z dnia na dzień
ja się też obroniłam ![]()
chociaż z tego się cieszę, bo reszta to do niczego... ;(
Smutna-odwołasz ślub? czy nadal wierzysz że on się zmieni?
nie wierzę.... dzisiaj po tej całej obronie myślałam, że jakoś się ucieszy moim sukcesem, bo naprawdę jest to dla mnie ważne. ale był za bardzo zmęczony, żeby o cokolwiek się zapytać czy cieszyć... już rozmawialiśmy kiedyś - powiedziałam, że jeśli się to nie zmieni, to ślubu nie będzie... jak widać nie dało mu to do myślenia nic. Ja rozumiem, że można być zmęczonym. Ale jest osobą, która powinna się cieszyć także moimi sukcesami i w ogóle być... a on nic. przykro mi było ;(
61 2010-07-01 22:35:47 Ostatnio edytowany przez natalia1710 (2010-07-01 22:37:24)
Odwołaj ślub kobietko.. Przecież ten gość w ogóle się Tobą nie interesuje, nie masz w nim żadnego wsparcia. A co będzie później. Dom, dzieci, finanse. Zostaniesz z tym wszystkim sama przy boku męża którego nic nie interesuje. Nie pakuj się w to.. Ten człowiek Cię tylko niszczy.
smutna, odwołaj ślub. Nie musisz póki co tak samo związku kończyć, ale w obecnej sytuacji i jego podejściu to nic się nie zmieni i magicznie nie polepszy się sytuacja.
Odpowiedz mi na pytanie: czy chcesz mieć takiego męża jakim on się teraz stał? Bo taki on właśnie będzie po ślubie. Jeżeli mocno nim nie wstrząśniesz i on się nie opamięta.
odpuść sobie go. trochę to chore jego zachowanie
nie wiem co teraz robić... chcę iść dalej na studia. miał być ślub - ok to na zaoczne... a teraz jestem w totalnej kropce. rozchorowałam się na dodatek... boję się, że cokolwiek zrobię, to będzie źle... nie wiedziałam, że to wszystko takie trudne... miałam z nim pogadać o tym ślubie, a raczej o jego przełożeniu...zawsze byłam za bardzo wrażliwa, boję się jak on się poczuje, że będzie mu przykro...
wiem, że muszę...wiem też że będzie trudno
czesc jestem tu nowa mam problem ze sobą ... nie potrafie zapomnieć o byłym chłopaku ;( mijają już 3 lata a ja ciągle o nim myśle... nie wiem jak sobie z tym poradzić <załamana> myślałam ze jak znajdę sobie nowego to o nim zapomne lecz to nie pomaga , z żadnym mi się nie układa i jak do tej pory nie poznałam żadnego normalnego faceta ktory by mi się podobał i chciał ze mną być co mam zrobić???!!!
chłopak o którym nie moge zapomnieć wykorzystuje mnie , ponieważ po rocznym związku wyjechał do Anglii został tam na stałe ale zjeżdza co jakis czas do Polski i raz na rok się widujemy ,tydzien temu spotkałam się z nim poraz kolejny był pijany powiedzial mi ze mnie kocha i nagadał mi wielu innych bzdur ,a na nastepny dzień powiedział mi ze nic nie pamięta
co ja mam zrobić ,aby się od niego odczepić??? na jego widok serce bije mi 3 razy mocniej
chciałabym wyrzucic z siebie te wszystkie wspomnieia z naszego rocznego związku ale nie potrafie coś w śrdku mnie powstrzymuje .próbowałam poznać kogos ,juz tak nie myśleć ale gdzie się podziali prawdziwi faceci czyżby ten gatunek wyginął? im czesciej chodze na jakieś imprezy do barow z nadzieja ze kogos poznam fajnego ym bardziej mi się odechciewa szukania,sami kretyni
porażka ...pomocy:(