Martwię się o mój związek. Mam kochanego chłopaka od ponad roku i jestem z nim bardzo szczęśliwa. To z nim chce spędzić całe moje życie. Jednak jest w naszym związku problem z którym oboje nie potrafimy dać sobie rady. Mianowicie kiedy się posprzeczamy o coś, o zwykłą błahostke, czasem nawet o głupotę o którą normalni ludzie by się nie pokłocili... to ta błahostka przeradza się w ogromny problem. Potrafimy nawet pół dnia przeleżeć w łożku, nie odzywająć się do siebie... i płakać. Łzy już są prawie codziennością u mnie. Są one oznaką mojej bezradności... staram się czasem załagodzić tą "błahostkę", obrócić to w żart, powiedzieć kochanie nie kłóćmy się o takie bzdury, szkoda życia. Ale to wszystko na nic. Oboje jesteśmy tacy sami, nie umiemy radzić sobie z małymi problemami. Co będzie jeśli pojawią się większe ? Mam już tego dość. Nie wiem co robić, żeby to zmienić, żeby zmienić nas. Odechciewa mi się żyć i zapominam co to szczęscie. Życie przestaje nas cieszyć przez to. Proszę o pomoc.....
Podobne tematy
jestem z nim bardzo szczęśliwa(...) Odechciewa mi się żyć i zapominam co to szczęscie.
To w końcu jesteś szczęśliwa, czy nie?
Cóż, obydwie strony muszą chcieć coś z tym zrobić. Na pewno nie możecie udawać, że problemu (problemów) nie ma i zamiatać je pod dywan, bo wszystko będzie tylko narastać. Łzy też nic nie pomogą, więc nie warto się do nich uciekać.
Rozmawiałaś z nim jak on sięwtedy czuje? Czy podobają mu się takie kłótnie i że potem macie takie "ciche godziny"?
Wydaje mi się, że jednak nie jesteś do końca szczęśliwa.. Albo zaczniecie o tym poważnie rozmawiać i dojdziecie do porozumienia w tym temacie, albo dajcie sobie spokój..
Rozmawiamy ze sobą bardzo dużo. On też nie chce żeby tak się działo między nami. Ale nie potrafimy tego zmienić. macie rację- już sama nie wiem czy jestem szczęsliwa czy przestaję być ![]()
Uważam, że przestałaś być szczęśliwa z chwilą, gdy zaczęły występować w twoim związku te ciche godziny..
To wszystko można naprawić, ale trzeba chcieć..
Łzy pojawiające się z powodu błahostek, w dodatku przeradzających się w ogromny problem, to nic innego jak zbyt wysokie oczekiwania wobec siebie. Wszystko sielankowo - czujesz się szczęśliwa, chcesz spędzić ze swoim partnerem resztę życia. Pojawia się błahostka - odczuwasz(-cie) pewnego rodzaju zawód... Droga Adver19 nic nie jest idealne. Zdystansuj się troszkę.
ja też tak uważam... nie jest za późno by to naprawić, ale potrzeba zaangażowania obu stron. Jeśli to tylko Ty tego chcesz - nie wyjdzie nic z tego. On też musi w to włożyć coś. Inaczej wszystko nie ma sensu. Życie we dwójkę, to ciągłe kompromisy, rozmowy szczere, wyjaśnianie sobie na bieżąco nieporozumień. Milczenie nie jest najlepszym wyjściem - nie rozwiąże problemu. Ale dojrzałej rozmowy trzeba się uczyć. To jest trudne, ale je sli się tego nauczycie będzie lżej. Trzymam kciuki
Adver,
W młodych związkach tak niestety bywa. Pamiętam, jak między mną a moim mężem też mleko potrafiło wykipieć z powodu byle głupoty. Myślę, że nie ma tragedii, skoro pomimo kłótni dalej leżycie razem. Problem pojawiłby się wtedy, kiedy nagle jedno by wstało i wyszło trzaskając drzwiami. Musicie wypracować sobie własny sposób radzenia sobie w takich sytuacjach. Przydaje się tu poczucie humoru i rozmowa. Niczego nie wolno przemilczeć, zamieść pod dywan.
Kiedy jako nastolatka spotykałam się z moim mężem, w pewnym momencie spisaliśmy taki kodeks związku, te rzeczy, które były dla nas najważniejsze. Oboje się pod tym podpisaliśmy i każdy zabrał ze sobą kopię do domu. Teraz, po latach przeglądaliśmy te sentymentalne pamiątki. Niektóre wydały nam się głupie, ale inne (np. Nigdy nie śpijmy osobno. Nigdy nie zasypiajmy pokłóceni.) dowodzą, że nawet mając szesnaście lat można co nieco wiedzieć. Może Wy spisalibyście taki regulamin czy kodeks związku? To pomaga w chwilach kryzysu.
Całe zycie składa się właśnie z tych małych błachostek, one sa czescia naszego zycia, zwiazkow miedzyludzkich ... wedlug mnie te blachostki sa dla Was pretekstem do klotni, wlasciewie nie chodzi o jakas duperele, o ktora mozanaby sie poklocic, ale o problemy w waszym zwiazku, o ktorych nie rozmawiacie.
Spróbujcie rozmawiać. O wszystkim. Powiedz mu co czujesz, jak to wygląda z Twojej strony. Mów o wszystkim i nie bój się, że jak coś powiesz to będzie gorzej. Nie zostawiaj niczego dla siebie. Jak tak robiłam i było dobrze. Jak już się kłócicie, to powiedz mu wszystko co Ci leży na wątrobie i rozmawiajcie o waszym związku. Pomaga. Naprawdę.
A mnie ciekawią te błahostki o które się kłócicie. Podaj przykłady ![]()
Problem jest w tym, ze wlasnie nie zawsze lezymy i milczymy, czasem wybucham i trzaskam drzwiami (jestem bardziej znerwicowana niż on)...
Przykład błahostki o którą się kłócimy ? np. jego przeszłość która nie ma już znaczenia albo to że gdy jest ze mną
nie jestem do niego przytulona tylko siedzę sobie na krześle dwa metry dalej, albo zbyt krotkie smsy...
Te zbyt wysokie oczekiwania wobec siebie chyba są jednym z powodów, tylko jak z tym walczyć ?
Ja bym proponowała dystans i racjonalizm
jak się o czymś myśli, to jest jak z plotką - wróblem wyleci i wołem powraca. zanim nie nauczyłam się automatycznie przyjmować postawy z dystansem, to robiłam tak - pojawił się jakiś problem - czułam, że się złoszczę i wycbuchnę - wychodziłam do innego pomieszczenia, gdzie zaczynałam czytać książkę, gazetę, lub oglądać kabarety. To ostatnie najlepiej działało, przy śmiechu uchodziło całe napięcie i dało się spojrzeć na wszystko świeżym okiem.
I mam takie pytanie - czy w Waszych domach rodzice się często kłócili? Bo jeśli tak, to możecie tak przeżywać kaze drobne nieporozumienie z powodu strachu przed powtórką tego, co znacie z domu. Miałam kiedyś ten sam problem, u moich rodziców kłótnie potrafią wybuchać o byle co i mieć dramtyczny przebieg. Kilka dni temu wróciłam z wizyty u przyszłych teściów, byłam pierwszy raz, i okazało się, że jego rodzice wcale nie odstają od moich. Pod niektórymi względami jest nawet gorzej.
Może być tak, że podświadomie oboje sądzicie, że musicie się idealnie zgadzać we wszystkim, by nie dochodziło do kłótni i dlatego reagujecie nerwowo na błahostki. Dlatego dystans bardzo się przydaje. Żeby nie myśleć emocjami.
ja mam podobna sytuacje z tym ze my z mezem...klocimy sie poprostu z nudow ,bo potem mozna sie pogodzic w calkiem mily sposob...ale mysle ze oboje jestescie uperci dlatego pol dnia potraficie sie nioddzywac my tez tak mamy,duzo rozmawiac to jest w naszym przypadku recepta.proponuje sprobowac,
Musicie sobie trochę odpuścić, bo co to za związek, gdy się ciągle kłócicie? Wyniszczacie samych siebie, za rok nie będziecie mogli na siebie patrzeć. Musicie sobie trochę odpuścić, bo długo tak nie pociągniecie niestety...
W naszych domach nie było raczej takich problemów. Czuję że jestem podobna do mojej siostry, która jest strasznie wybuchowa i w szale wściekłości nie wie co się z nią dzieje.
a naprawdę dużo rozmawiamy o tym... tylko że po jakimś czasie znów jest to samo...
ja jestem wybuchowa a on znowu ma tendencje do czepiania sie o głupoty...