Hej, od tygodnia próbuję sobie uświadomić, że tym razem nie będzie to wizyta na długi weekend. Wracam do rodzinnego miasta z miasta mojego chłopaka, bo skończył się rok akademicki. Nie mogę zostać, bo musiałabym płacić, a nie stać mnie na to. Chcę przez te 2 miesiące zarobić na wakacje i inne wydatki. Wracać dzień w dzień do domu po 8 godzinach harówki i nie martwić się, czy mam bułki i masło, po które nie miałabym siły pójść. W weekendy odpoczywać i spotykać się ze starymi znajomymi. Niby życie normalnej Polki, tylko... brakować w nim będzie tego, co zostawiam w tym mieście. Jego...
Tęsknie za nim na samą myśl o wyjeździe... Do tego nie jestem go pewna. Przez pierwszy rok byliśmy związkiem na odległość, więc jakoś to leciało, ale ufałam mu... Teraz minął drugi rok i dużo się wydarzyło.
Po pierwsze: mieliśmy siebie "na co dzień", po drugie: przez ten rok konflikty między nami doprowadziły do częściowej utraty zaufania u obojga. Oba te czynniki nie pozwalają mi przestać się martwić o te wakacje... Do tego on przez ostatnie 3 tygodnie jest zajęty pewnym serwerem gry (a do tego pracuje) i nasze stosunki się ochłodziły...
On uznał, że to lepiej, kiedy on nie będzie przed moim wyjazdem ciągle spędzał ze mną czasu, bo dzięki temu nie odczuje tak boleśnie, że już mnie nie ma. Nie wiem co o tym myśleć, bo brzmi to logicznie, ale to mnie zabija. Czy ja też się powinnam zdystansować, żeby lepiej to przeżyć? Dla mnie to wszystko wygląda jak droga krzyżowa. A po rozłące nastąpi ukrzyżowanie: jak się spotkamy... uświadomimy sobie - albo któreś z nas - że nie istnieje już żadne MY.
Czemu ta myśl mnie tak przeszywa??
Planujemy jechać razem we wrześniu na wakacje.. Ale jestem tego taka niepewna. Ważniejsze dla mnie jest, żeby najpierw opłacił semestr studiów, na które się wybiera od tego roku, a potem myślał o wakacjach. A mam wrażenie, że jemu na tych studiach zupełnie nie zależy i będąc u siebie nie przypilnuję, żeby on złożył tam papiery i zapłacił... Dodam, że zależy mi na jego edukacji na tyle, że jestem w stanie go zostawić, jeśli zmarnuje kolejny rok. Chcę żeby był wykształcony. Mówiłam mu o tym i zapewnił, że będzie się uczył!! Ale już niejedno takie zapewnienie zniknęło tak szybko jak się pojawiło.
Podsumowując:
- wyjeżdżam na 2 miesiące
- nie zobaczę przez ten czas chłopaka
- nie jestem pewna jego wierności
- boję się, że związek sypnie się po tej rozłące [zobojętniejemy]
- boję się, że pod moją nieobecność oleje studia, które są dla mnie ważne
Czy ktoś był w takiej, bądź podobnej sytuacji i może służyć radą?
![]()
Wiem, że piszę dużo tematów o problemach z chłopakiem... Może to się wydawać beznadziejne, że w ogóle go kocham. Ale to nie tylko on jest przyczyną moich problemów, przez dużą część życia mam wiele problemów na raz na głowie, po tym jak w moim życiu pojawił się chłopak, czułam się wybawiona, było mi lżej. Wiem, że on potrafi mnie zrozumieć, ale ostatnio i z nim sobie nie mogę poradzić... Chcę z tego wszystkiego chociaż jego mieć przy sobie, dlatego walczę... Zrozumcie ![]()