Nie mam nadziei - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 19 ]

1

Temat: Nie mam nadziei

Sprawa wygląda następująco mam 25 lat, jestem facetem i tak jak większość chciałbym budować relację z kobietą. Potrzeba bliskości jest duża, ale niewykonalna.

Nigdy nie byłem z żadną dziewczyną, nie mam koleżanek i chciałbym to zmienić, ale chyba nie jest to wykonalne.

W pracy nie ma kobiet, na aplikacjach randkowych nie mam polubień.

Chodziłem na warsztaty kursy językowe to zawsze kobiety niestety dla mnie miały niby już kogoś.

Cóż chciałbym tylko budować relację nawet i koleżeńską, ale chyba przez wzrost 170 cm jestem skończony i mój charakter spokojny i empatyczny to gwóźdź do trumny, w dzisiejszych czasach facet musi być przystojny albo bogaty.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (Wczoraj 13:42:16)

Odp: Nie mam nadziei

Spokojnie jeszcze jestes mlody do 30 tki napewo kogos sobie znajdziesz. A wzrost masz sredni az całe 5 cm wiecej ode mnie big_smile  wiec myślę ze nie o wzrost tutaj chodzi,bo sa kobiety i z 10-20 cm nizsze od Ciebie,tylko o cos innego. Niewiem moze charakter-niska pewnosc siebie. Kobiety nie lubia jak im ktos jeczy i steka i wyglasza litanie jaki to jest nieszczęsliwy w życiu.

3

Odp: Nie mam nadziei

Ale to już było... Też na "n", niski1996, teraz Nierealne...

4

Odp: Nie mam nadziei

Wychodzisz na ulice >  Następnie zagadujesz (normalnie, bez desperacji) 100 kobiet > wystarczy 1% skuteczności i masz dziewczynę.

To kwestia matematyki, tu pytanie jest kiedy a nie czy. Kobiety też są różne, nie wszystkie mają ten sam typ i oczekiwania i jakaś na pewno będzie zainteresowana.

170 to może nie dużo, ale to przecież zupełnie normalny wzrost na faceta.


Julia life in UK napisał/a:

Kobiety nie lubia jak im ktos jeczy i steka i wyglasza litanie jaki to jest nieszczęsliwy w życiu.

Dokładnie, również z moich obserwacji wynika, że takie zachowanie faceta, użalanie się, cierpiętnictwo sprawia, że w oczach kobiety staje się często zupełnie aseksualny i nie ma mowy o bliższej relacji niż koleżeńska z przesadnie narzekającym facetem.

5

Odp: Nie mam nadziei
sebastiannn napisał/a:

Wychodzisz na ulice >  Następnie zagadujesz (normalnie, bez desperacji) 100 kobiet > wystarczy 1% skuteczności i masz dziewczynę.

To kwestia matematyki, tu pytanie jest kiedy a nie czy. Kobiety też są różne, nie wszystkie mają ten sam typ i oczekiwania i jakaś na pewno będzie zainteresowana.

170 to może nie dużo, ale to przecież zupełnie normalny wzrost na faceta.


Julia life in UK napisał/a:

Kobiety nie lubia jak im ktos jeczy i steka i wyglasza litanie jaki to jest nieszczęsliwy w życiu.

Dokładnie, również z moich obserwacji wynika, że takie zachowanie faceta, użalanie się, cierpiętnictwo sprawia, że w oczach kobiety staje się często zupełnie aseksualny i nie ma mowy o bliższej relacji niż koleżeńska z przesadnie narzekającym facetem.

Prezes Miklosza,Shingami mogli by czytać i sie uczyc-bo oni to tutaj najwiecej jecza i marudza big_smile

6

Odp: Nie mam nadziei

Generalnie wzrost nie ma znaczenia jeśli facet nie jest przystojny, ja sam mam 184 cm wzrostu i sam wzrost nie sprawił że nagle zacząłem podobać się kobietom.
I nie słuchaj pieprzenia że jeszcze masz czas, mi tak samo pisali i dziś mam 32 lata i do tej pory nigdy nie byłem w związku i to już się nie zmieni.
Obalę też stwierdzenie że jak podejdziesz do stu kobiet to przynajmniej jedna będzie zainteresowana, ja w swoim życiu miałem dużo, dużo więcej podejść niż sto i ani jedna nie była zainteresowana wink
Co w twoim przypadku zrobić?
Skoro masz już 25 lat i do tej pory ani jednej się nie spodobałeś to znaczy że się nie podobasz......odkrywcze co?
Może przy dużym szczęściu i setkach podejść w końcu się spodobasz jakiejś pannie 2/10 ale czy będzie ciebie taki scenariusz satysfakcjonować? Ano właśnie.
Jedynie co możesz zrobić to powinieneś zrobić jakiś porządny zawód i mieć bardzo dobrą pozycję społeczną, wówczas BYĆ MOŻE jakaś dziewczyna zainteresuje się tobą z rozsądku bo na miłość nie ma co liczyć, na nią mogą liczyć tylko wybrani.

7 Ostatnio edytowany przez Solaris (Wczoraj 16:51:32)

Odp: Nie mam nadziei
Tom94 napisał/a:

Generalnie wzrost nie ma znaczenia jeśli facet nie jest przystojny, ja sam mam 184 cm wzrostu i sam wzrost nie sprawił że nagle zacząłem podobać się kobietom.
I nie słuchaj pieprzenia że jeszcze masz czas, mi tak samo pisali i dziś mam 32 lata i do tej pory nigdy nie byłem w związku i to już się nie zmieni.
Obalę też stwierdzenie że jak podejdziesz do stu kobiet to przynajmniej jedna będzie zainteresowana, ja w swoim życiu miałem dużo, dużo więcej podejść niż sto i ani jedna nie była zainteresowana wink
Co w twoim przypadku zrobić?
Skoro masz już 25 lat i do tej pory ani jednej się nie spodobałeś to znaczy że się nie podobasz......odkrywcze co?
Może przy dużym szczęściu i setkach podejść w końcu się spodobasz jakiejś pannie 2/10 ale czy będzie ciebie taki scenariusz satysfakcjonować? Ano właśnie.
Jedynie co możesz zrobić to powinieneś zrobić jakiś porządny zawód i mieć bardzo dobrą pozycję społeczną, wówczas BYĆ MOŻE jakaś dziewczyna zainteresuje się tobą z rozsądku bo na miłość nie ma co liczyć, na nią mogą liczyć tylko wybrani.

Tekst o pannie 2/10 oraz szukaniu kogoś, kto poleci na pozycję społeczną z rozsądku pokazuje Twoje podejscie, ktore chyba bardziej odstrasza niz wyglad;)
Zakladasz, że  relacje międzyludzkie to czysty handel wymienny - uroda za status. To spłycony obraz świata. Ok, związki oparte wyłącznie na statusie materialnym istnieją, ale nie mają nic wspólnego z bliskością, o którą chodzi w prawdziwej miłości.
Emanujesz kiepską energią. Kobiety to nie automaty z napojami, do których wrzucasz 'podejście' i oczekujesz, że wypadnie związek. 
Rozejrzyj się po ulicy - ludzie o przeciętnym wyglądzie sa w związkach:) Niscy, chudzi, grubi, rudzi, łysi, mlodzi, starzy....szczerbaci big_smile

8

Odp: Nie mam nadziei
Solaris napisał/a:
Tom94 napisał/a:

Generalnie wzrost nie ma znaczenia jeśli facet nie jest przystojny, ja sam mam 184 cm wzrostu i sam wzrost nie sprawił że nagle zacząłem podobać się kobietom.
I nie słuchaj pieprzenia że jeszcze masz czas, mi tak samo pisali i dziś mam 32 lata i do tej pory nigdy nie byłem w związku i to już się nie zmieni.
Obalę też stwierdzenie że jak podejdziesz do stu kobiet to przynajmniej jedna będzie zainteresowana, ja w swoim życiu miałem dużo, dużo więcej podejść niż sto i ani jedna nie była zainteresowana wink
Co w twoim przypadku zrobić?
Skoro masz już 25 lat i do tej pory ani jednej się nie spodobałeś to znaczy że się nie podobasz......odkrywcze co?
Może przy dużym szczęściu i setkach podejść w końcu się spodobasz jakiejś pannie 2/10 ale czy będzie ciebie taki scenariusz satysfakcjonować? Ano właśnie.
Jedynie co możesz zrobić to powinieneś zrobić jakiś porządny zawód i mieć bardzo dobrą pozycję społeczną, wówczas BYĆ MOŻE jakaś dziewczyna zainteresuje się tobą z rozsądku bo na miłość nie ma co liczyć, na nią mogą liczyć tylko wybrani.

Tekst o pannie 2/10 oraz szukaniu kogoś, kto poleci na pozycję społeczną z rozsądku pokazuje Twoje podejscie, ktore chyba bardziej odstrasza niz wyglad;)
Zakladasz, że  relacje międzyludzkie to czysty handel wymienny - uroda za status. To spłycony obraz świata. Ok, związki oparte wyłącznie na statusie materialnym istnieją, ale nie mają nic wspólnego z bliskością, o którą chodzi w prawdziwej miłości.
Emanujesz kiepską energią. Kobiety to nie automaty z napojami, do których wrzucasz 'podejście' i oczekujesz, że wypadnie związek. 
Rozejrzyj się po ulicy - ludzie o przeciętnym wyglądzie sa w związkach:) Niscy, chudzi, grubi, rudzi, łysi, mlodzi, starzy....szczerbaci big_smile

Dokładnie tak... ludzie co to sie porobilo na tym świecie z tym podejsciem do związków sodoma i gomora

9

Odp: Nie mam nadziei
Nierealne napisał/a:

Sprawa wygląda następująco mam 25 lat, jestem facetem i tak jak większość chciałbym budować relację z kobietą. Potrzeba bliskości jest duża, ale niewykonalna.

Nigdy nie byłem z żadną dziewczyną, nie mam koleżanek i chciałbym to zmienić, ale chyba nie jest to wykonalne.

W pracy nie ma kobiet, na aplikacjach randkowych nie mam polubień.

Chodziłem na warsztaty kursy językowe to zawsze kobiety niestety dla mnie miały niby już kogoś.

Cóż chciałbym tylko budować relację nawet i koleżeńską, ale chyba przez wzrost 170 cm jestem skończony i mój charakter spokojny i empatyczny to gwóźdź do trumny, w dzisiejszych czasach facet musi być przystojny albo bogaty.


I tak w miarę ok to napisałeś, nie brzmi to w końcu jak zwykłe roszczenie sprowadzające się do tego, że inni mają to ja też chcę mieć, bo tak, bo kobietę jakąś się powinno "mieć". Acz nie na wzrost stawiałabym, tylko na ten "empatyczny i spokojny" charakter szybciej. Może jesteś po prostu nudny czy bezpłciowy.

10

Odp: Nie mam nadziei
Tom94 napisał/a:

Obalę też stwierdzenie że jak podejdziesz do stu kobiet to przynajmniej jedna będzie zainteresowana, ja w swoim życiu miałem dużo, dużo więcej podejść niż sto i ani jedna nie była zainteresowana wink
Co w twoim przypadku zrobić?
Skoro masz już 25 lat i do tej pory ani jednej się nie spodobałeś to znaczy że się nie podobasz......odkrywcze co?
Może przy dużym szczęściu i setkach podejść w końcu się spodobasz jakiejś pannie 2/10 ale czy będzie ciebie taki scenariusz satysfakcjonować? Ano właśnie.

To trzeba do 1000. Tyle, że w zasadzie chyba nie jest możliwe nie znaleźć w ten sposób kobiety nawet będąc szczerbatym karzełkiem. Oczywistym jest, że facet który jest pewny siebie, ma kasę, wygrał na loterii genowej i jest przystojny będzie miał ogromną skuteczność. Znacznie wyższą niż ktoś kto jest przeciwieństwem. Ale różnicą jest to, że ten mniej atrakcyjny musi więcej zagadać. I tyle. Z każdym zagadaniem zwiększa się prawdopodobieństwo trafienia, w końcu MUSI "coś się trafić. I to nie jak już operujesz rankingiem 2/10. Równie dobrze może 9/10.

Kobiety są bardzo bardzo różne. Mają różne typy facetów, jedna będzie wolała pewnego siebie, innej zaimponuje nieśmiałość. Również podczas zagadywania kobiety są w różnym stanie psychiczny. Może być dziewczyna 10/10 wracać wkurzona po awanturze i rozstaniu z facetem, zagadasz i... pójdzie z Tobą na imprezę, spontanicznie do kina i znajomość może się rozwinąć. Normalnie by odmówiła, ale wstrzeliłeś się.

Chce pokazać, że sytuacji jest masa, różnią się od siebie.

Przypadek ma duży wpływ na życie, ale trzeba podejmować działanie aby temu pomóc.

Julia life in UK napisał/a:

Prezes Miklosza,Shingami mogli by czytać i sie uczyc-bo oni to tutaj najwiecej jecza i marudza big_smile

To prawda.

Solaris napisał/a:

Rozejrzyj się po ulicy - ludzie o przeciętnym wyglądzie sa w związkach:) Niscy, chudzi, grubi, rudzi, łysi, mlodzi, starzy....szczerbaci big_smile

Dokładnie. Ale na forum jest inaczej, rzeczywistość jest inna. Czasami niektórzy faceci brzmią jakby życie wyglądało tak, że szanse na związek/kobietę będzie miał tylko przystojny brunet 195 cm wzrostu, 25 cm przyrodzenie z własną firmą generującą miliony przychodów, własnym mieszkaniem bez kredytu i nowym samochodem. Każdy inny musi pozostać prawiczkiem i bez związku.

A jednak życie wygląda tak, że nawet księża mają kochanice czasem big_smile

11

Odp: Nie mam nadziei

Z tym wzrostem to jakiś mit jest. Na mnie nie wiedząc czemu zawsze okiem zerkały te wyższe, a ja zawsze lubiłem te niższe, a mam 176cm. Kursy językowe to dobry kierunek bo tam zawsze ich było sporo. Zapisz się na studia językowe. Zawsze dobrze reagowały na nauczycieli, wykładowców czy jakiś szkoleniowców. Nie wiem z czego to wynika, chyba aura autorytetu. Kiedyś na gitarę leciały, ale to zamierzchłe czasy – dzisiaj już mało kto wychodzi by w ogóle się spotykać, a na gitarze to chyba już tylko kosmici grają. Czasem widzę młodszą latorośl to niby siedzą, gdzieś na ławce, ale wpatrzeni w telefony, dziwne zjawisko. Ważne żeby nie użalać się nad sobą i widzieć samego siebie w świetle pozytywnym, ale pozytywnym nie dlatego żeby komukolwiek się przypodobać bo to sztuczne. Po prostu, pozytywnie bo sam tak czujesz.

Ciekawe, okazuje się, że jakaś tam grupa młodych badaczy z Polski przeprowadziła badania pod kątem czy występuje polskie zjawisko hikikomori. W tych badaniach widzę, że trochę autorzy odeszli od pierwowzoru, ale faktycznie coś takiego występuje wśród młodzieży. Badanie przeprowadzono na 500 uczestnikach, więc niewielka to ilość, ale moim zdaniem wnioski tam stawiane są w miarę słuszne.

12

Odp: Nie mam nadziei

Czytam ten wątek i mam... deja vu big_smile

13

Odp: Nie mam nadziei
Priscilla napisał/a:

Czytam ten wątek i mam... deja vu big_smile

No właśnie. Mam to samo od początku, stety big_smile

14

Odp: Nie mam nadziei
Alessandro napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Czytam ten wątek i mam... deja vu big_smile

No właśnie. Mam to samo od początku, stety big_smile

Ja też  big_smile

15 Ostatnio edytowany przez madoja (Wczoraj 20:22:34)

Odp: Nie mam nadziei
sebastiannn napisał/a:

Wychodzisz na ulice >  Następnie zagadujesz (normalnie, bez desperacji) 100 kobiet > wystarczy 1% skuteczności i masz dziewczynę.

To kwestia matematyki, tu pytanie jest kiedy a nie czy. Kobiety też są różne, nie wszystkie mają ten sam typ i oczekiwania i jakaś na pewno będzie zainteresowana.
Dokładnie, również z moich obserwacji wynika, że takie zachowanie faceta, użalanie się, cierpiętnictwo sprawia, że w oczach kobiety staje się często zupełnie aseksualny i nie ma mowy o bliższej relacji niż koleżeńska z przesadnie narzekającym facetem.

O kurde, miałam kumpla z tym samym podejściem. Obiektywnie: zupełnie nieatrakcyjny. Wyglądał jak Ziobro - też taka twarz, okularki i przerzedzone włosy, tylko mniejszy i grubszy, a nie miał nawet 30 lat.
Miał podejście że na 100 kobiet 99 da mu kosza, ale jedna nie. I ciągle ale to ciągle umawiał się na spotkania z portali randkowych. I miał rację - spotkał w końcu dziewczynę która jest jego żoną. Całkiem ładna, nawet mają już dzieci.
Ale do takiego podejścia trzeba mieć twardą dupę, bo wiele dziewczyn Cię wyśmieje albo powie coś wrednego.

Tylko w przypadku mojego kolegi było tak, że był po studiach prawniczych i miał całkiem niezła fuchę gdzieś w Urzędzie Miasta czy coś... Ładnie zarabiał i był szanowany w mieście. I tu przechodzę do kolejnej wypowiedzi:

Tom94 napisał/a:

Generalnie wzrost nie ma znaczenia jeśli facet nie jest przystojny, ja sam mam 184 cm wzrostu i sam wzrost nie sprawił że nagle zacząłem podobać się kobietom.
I nie słuchaj pieprzenia że jeszcze masz czas, mi tak samo pisali i dziś mam 32 lata i do tej pory nigdy nie byłem w związku i to już się nie zmieni.
Obalę też stwierdzenie że jak podejdziesz do stu kobiet to przynajmniej jedna będzie zainteresowana, ja w swoim życiu miałem dużo, dużo więcej podejść niż sto i ani jedna nie była zainteresowana wink
Co w twoim przypadku zrobić?
Skoro masz już 25 lat i do tej pory ani jednej się nie spodobałeś to znaczy że się nie podobasz......odkrywcze co?
Może przy dużym szczęściu i setkach podejść w końcu się spodobasz jakiejś pannie 2/10 ale czy będzie ciebie taki scenariusz satysfakcjonować? Ano właśnie.
Jedynie co możesz zrobić to powinieneś zrobić jakiś porządny zawód i mieć bardzo dobrą pozycję społeczną, wówczas BYĆ MOŻE jakaś dziewczyna zainteresuje się tobą z rozsądku bo na miłość nie ma co liczyć, na nią mogą liczyć tylko wybrani.

Generalnie się zgadzam.
Jeśli facet nie ma ani wzrostu, ani twarzy i po prostu sam widzi że kobiety go nie chcą, to powinien zainwestować albo w dobre ciało (siłka, mięśnie, dobre ciuchy), albo w dobrą pracę i zdobywanie pieniędzy.
Dziewczyny zawsze kłamały i będą kłamać, że liczy się tylko wnętrze. Ale sam widzisz że to nieprawda, bo miałbyś już kogoś.
Ja nie mówię że wnętrze nie jest ważne. Jest. Ale nikt nie będzie miał ochoty go poznawać, jeśli opakowanie jest nieatrakcyjne. Więc tak - musi być coś, czym przyciągniesz dziewczyny. Postaw na ciało lub pieniądze.

16

Odp: Nie mam nadziei
madoja napisał/a:
sebastiannn napisał/a:

Wychodzisz na ulice >  Następnie zagadujesz (normalnie, bez desperacji) 100 kobiet > wystarczy 1% skuteczności i masz dziewczynę.

To kwestia matematyki, tu pytanie jest kiedy a nie czy. Kobiety też są różne, nie wszystkie mają ten sam typ i oczekiwania i jakaś na pewno będzie zainteresowana.
Dokładnie, również z moich obserwacji wynika, że takie zachowanie faceta, użalanie się, cierpiętnictwo sprawia, że w oczach kobiety staje się często zupełnie aseksualny i nie ma mowy o bliższej relacji niż koleżeńska z przesadnie narzekającym facetem.

O kurde, miałam kumpla z tym samym podejściem. Obiektywnie: zupełnie nieatrakcyjny. Wyglądał jak Ziobro - też taka twarz, okularki i przerzedzone włosy, tylko mniejszy i grubszy, a nie miał nawet 30 lat.
Miał podejście że na 100 kobiet 99 da mu kosza, ale jedna nie. I ciągle ale to ciągle umawiał się na spotkania z portali randkowych. I miał rację - spotkał w końcu dziewczynę która jest jego żoną. Całkiem ładna, nawet mają już dzieci.
Ale do takiego podejścia trzeba mieć twardą dupę, bo wiele dziewczyn Cię wyśmieje albo powie coś wrednego.

Tylko w przypadku mojego kolegi było tak, że był po studiach prawniczych i miał całkiem niezła fuchę gdzieś w Urzędzie Miasta czy coś... Ładnie zarabiał i był szanowany w mieście. I tu przechodzę do kolejnej wypowiedzi:

Tom94 napisał/a:

Generalnie wzrost nie ma znaczenia jeśli facet nie jest przystojny, ja sam mam 184 cm wzrostu i sam wzrost nie sprawił że nagle zacząłem podobać się kobietom.
I nie słuchaj pieprzenia że jeszcze masz czas, mi tak samo pisali i dziś mam 32 lata i do tej pory nigdy nie byłem w związku i to już się nie zmieni.
Obalę też stwierdzenie że jak podejdziesz do stu kobiet to przynajmniej jedna będzie zainteresowana, ja w swoim życiu miałem dużo, dużo więcej podejść niż sto i ani jedna nie była zainteresowana wink
Co w twoim przypadku zrobić?
Skoro masz już 25 lat i do tej pory ani jednej się nie spodobałeś to znaczy że się nie podobasz......odkrywcze co?
Może przy dużym szczęściu i setkach podejść w końcu się spodobasz jakiejś pannie 2/10 ale czy będzie ciebie taki scenariusz satysfakcjonować? Ano właśnie.
Jedynie co możesz zrobić to powinieneś zrobić jakiś porządny zawód i mieć bardzo dobrą pozycję społeczną, wówczas BYĆ MOŻE jakaś dziewczyna zainteresuje się tobą z rozsądku bo na miłość nie ma co liczyć, na nią mogą liczyć tylko wybrani.

Generalnie się zgadzam.
Jeśli facet nie ma ani wzrostu, ani twarzy i po prostu sam widzi że kobiety go nie chcą, to powinien zainwestować albo w dobre ciało (siłka, mięśnie, dobre ciuchy), albo w dobrą pracę i zdobywanie pieniędzy.
Dziewczyny zawsze kłamały i będą kłamać, że liczy się tylko wnętrze. Ale sam widzisz że to nieprawda, bo miałbyś już kogoś.
Ja nie mówię że wnętrze nie jest ważne. Jest. Ale nikt nie będzie miał ochoty go poznawać, jeśli opakowanie jest nieatrakcyjne. Więc tak - musi być coś, czym przyciągniesz dziewczyny. Postaw na ciało lub pieniądze.

To chyba oczywiste, ze takie podstawy jak schludny, zadbany wygląd to trzeba mieć ogarnięte bo to jak tlumaczenie  myj zeby, obcinaj paznokcie, zmieniaj majtki...;)
Wątpię aby ktokolwiek twierdził, że liczy się tylko wnętrze. Liczy się całokształt, nie działa jedno w oderwaniu od drugiego a jesli to na krótką metę.
Co mi po wnętrzu jak facet mnie  w ogóle nie kręci? A chemia to nie tylko wzrost i ładna twarz.
Pewnie, ze nie zaszkodzi isc na siłownię, ale popracować warto też nad charakterem i postawą bo ta często potrafi bardziej zniechęcać niż wygląd;))
A przyciąganie na pieniądze - można, ale wątpię, aby mu chodziło o ten typ dziewczyn, które to przyciąga:))

17

Odp: Nie mam nadziei
sebastiannn napisał/a:
Solaris napisał/a:

Rozejrzyj się po ulicy - ludzie o przeciętnym wyglądzie sa w związkach:) Niscy, chudzi, grubi, rudzi, łysi, mlodzi, starzy....szczerbaci big_smile

Dokładnie. Ale na forum jest inaczej, rzeczywistość jest inna. Czasami niektórzy faceci brzmią jakby życie wyglądało tak, że szanse na związek/kobietę będzie miał tylko przystojny brunet 195 cm wzrostu, 25 cm przyrodzenie z własną firmą generującą miliony przychodów, własnym mieszkaniem bez kredytu i nowym samochodem. Każdy inny musi pozostać prawiczkiem i bez związku.

A jednak życie wygląda tak, że nawet księża mają kochanice czasem big_smile

Bo na forach siedzą teoretycy spiskowi, którzy szukają wymówki, dlaczego im nie wychodzi. Łatwiej powiedzieć nie mam 195 cm wzrostu czy nie jestem przystojny.. więc laski mnie nie chcą, niż przyznać, że ma się kiepski charakter albo zerowe umiejętności społeczne.
Przecież ulice pełne są chadów i modelek big_smile
W ogole nie widac tam żadnych zakochanych Januszy ze swoimi Grażynkami, tacy zwyklasi przecież nie mają szans na związek, nie ma opcji:) a jeśli gdzieś się zauważy taka parę przeciętniaków to po prostu jest to fatamorgana big_smile

18 Ostatnio edytowany przez sebastiannn (Dzisiaj 01:40:37)

Odp: Nie mam nadziei
Solaris napisał/a:

Bo na forach siedzą teoretycy spiskowi, którzy szukają wymówki, dlaczego im nie wychodzi. Łatwiej powiedzieć nie mam 195 cm wzrostu czy nie jestem przystojny.. więc laski mnie nie chcą, niż przyznać, że ma się kiepski charakter albo zerowe umiejętności społeczne.
Przecież ulice pełne są chadów i modelek big_smile
W ogole nie widac tam żadnych zakochanych Januszy ze swoimi Grażynkami, tacy zwyklasi przecież nie mają szans na związek, nie ma opcji:) a jeśli gdzieś się zauważy taka parę przeciętniaków to po prostu jest to fatamorgana big_smile

Pamiętam jak lata temu pracowałem z facetem, który jak widział zwykłego/przeciętnego gościa z atrakcyjną kobietą to zawsze mówił, że to na bank siostra albo kuzynka big_smile

Jak ktoś poznał jakąś fajną dziewczynę to chodził wkurzony i mówił, że faceci się dogadują z siostrami/kuzynkami albo opłacają jakieś dziewczyny aby się pokazać z nimi przy kolegach, bo to przecież nie możliwe aby to były ich partnerki big_smile


Nie wiem czy mam rację, tylko głośno myślę... ale może to być jakiś sposób.. Przestać latami analizować, rozkładać na atomy te sprawy, pisać na forum posty latami gdzie pewnie z tego tekstu zebrała by się książka na 800 stron.... i po prostu zacząć gadać z dziewczynami. Ale rozmawiać normalnie, jak z drugim człowiekiem a nie tak jak z potencjalną partnerką od pierwszej sekundy, nie od pierwszej minuty presja, czekoladki, bombonierki czy nie wiadomo co.


madoja napisał/a:

Ale do takiego podejścia trzeba mieć twardą dupę, bo wiele dziewczyn Cię wyśmieje albo powie coś wrednego.

Twardą dupę? Dziewczyna co najwyżej odmówi i tyle, to jest takie straszne?
Dorosły człowiek musi się mierzyć z wieloma problemami. Mogą przyjść ciężkie choroby, wypadki i wiele innych trudności. Nie wiem czy ktoś kto jest wstanie przeżyć odmowę dziewczyny jest takim twardzielem jak mówisz. A co do wyśmiewania... miałem okres zagadywania w swoim życiu, NIGDY nie zostałem wyśmiany, ani nie usłyszałem nic wrednego. Przystojny nie jestem ani wygadany. Oczywiście może się to wydarzyć, ale to dotyczy marginesu. Oczywiście, większość pewnie odmówi, ale na bank kulturalnie jeśli ktoś nie jest nachalny.

I nawet patrząc typowo pragmatycznie. Warto "przetrwać" te 50 odmów, aby spędzić np super dwa miesiące z fajną dziewczyną smile albo poznać partnerkę na stałe/dłużej. Przecież to się opłaca.

19

Odp: Nie mam nadziei
sebastiannn napisał/a:
Solaris napisał/a:

Bo na forach siedzą teoretycy spiskowi, którzy szukają wymówki, dlaczego im nie wychodzi. Łatwiej powiedzieć nie mam 195 cm wzrostu czy nie jestem przystojny.. więc laski mnie nie chcą, niż przyznać, że ma się kiepski charakter albo zerowe umiejętności społeczne.
Przecież ulice pełne są chadów i modelek big_smile
W ogole nie widac tam żadnych zakochanych Januszy ze swoimi Grażynkami, tacy zwyklasi przecież nie mają szans na związek, nie ma opcji:) a jeśli gdzieś się zauważy taka parę przeciętniaków to po prostu jest to fatamorgana big_smile

Pamiętam jak lata temu pracowałem z facetem, który jak widział zwykłego/przeciętnego gościa z atrakcyjną kobietą to zawsze mówił, że to na bank siostra albo kuzynka big_smile

Jak ktoś poznał jakąś fajną dziewczynę to chodził wkurzony i mówił, że faceci się dogadują z siostrami/kuzynkami albo opłacają jakieś dziewczyny aby się pokazać z nimi przy kolegach, bo to przecież nie możliwe aby to były ich partnerki big_smile


Nie wiem czy mam rację, tylko głośno myślę... ale może to być jakiś sposób.. Przestać latami analizować, rozkładać na atomy te sprawy, pisać na forum posty latami gdzie pewnie z tego tekstu zebrała by się książka na 800 stron.... i po prostu zacząć gadać z dziewczynami. Ale rozmawiać normalnie, jak z drugim człowiekiem a nie tak jak z potencjalną partnerką od pierwszej sekundy, nie od pierwszej minuty presja, czekoladki, bombonierki czy nie wiadomo co.

I to jest właśnie podejście ktore można nazwać samospełniającą sie przepowiednią - jesli nie wierzysz ze cos jest dla ciebie możliwe to nie będzie możliwe.
Nawet jeśli będziesz robić 500 podejść to z tylu głowy zawsze będziesz mieć - to się nie może udać. I się nie uda. A Ty będziesz zrzucał wine na okoliczności zewnętrzne. Przekonania najwięcej mówią o nas a z przekonaniami ciężko walczyć. Bo nieważne co mówisz ale w co wierzysz.
Gadki jak tego goscia z ktorym pracowales to dobry przykład na takie przekonania ktore programują na porażkę, nawet gdyby chciał probować. I potem taki sfrustrowany albo zrezygnowany przyjdzie na forum i zacznie pisać, jakie życie jest niesprawiedliwe;)
Mówiąc krotko, działamy na podstawie tego, jak widzimy świat, a nie tego, jaki on jest naprawdę. To jak ze szklanką w polowie wypelniona wodą - jedni widza w polowie pustą a drudzy w polowie pełną. Można się domyslic że ci, co skupiaja się na braku, mają w życiu pod górkę;)
Trzeba pracowac z przekonaniami a wtedy rzeczywistosc sie zmieni. Wiem, łatwo sie pisze big_smile

Posty [ 19 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024