„Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” – człowiek, który rozpływa się w ruchu
Na pierwszy rzut oka trudno nawet powiedzieć, co właściwie oglądamy.
Przed nami znajduje się coś przypominającego człowieka, ale jednocześnie bardzo dalekiego od klasycznego ludzkiego ciała. Nie ma wyraźnej twarzy. Nie ma rąk przedstawionych tak, jak znamy je z rzeźb antycznych. Nie ma klasycznych proporcji, spokojnego kontrapostu ani wyraźnej granicy między ciałem a otaczającą przestrzenią.
Postać wygląda tak, jakby właśnie zaczęła rozpadać się na kawałki, ale jednocześnie nie jest to rozpad.
Wręcz przeciwnie.
Wygląda, jakby poruszała się tak szybko, że powietrze zaczyna odkształcać jej ciało.
To „Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” Umberta Boccioniego – jedna z najbardziej charakterystycznych rzeźb włoskiego futuryzmu.
I jest w niej coś fascynującego.
Bo jeśli większość naszych dotychczasowych rzeźb próbowała zatrzymać człowieka w konkretnym momencie, Boccioni chciał zrobić coś niemal odwrotnego.
Chciał pokazać człowieka, który się porusza.
Nie człowieka stojącego.
Nie człowieka siedzącego.
Nie człowieka walczącego.
Nie człowieka umierającego.
Ale człowieka, którego ruch stał się najważniejszą częścią jego ciała.
Artysta zafascynowany nowoczesnością
Umberto Boccioni żył na początku XX wieku, w epoce, w której świat zmieniał się w niewiarygodnym tempie.
Pojawiały się samochody.
Samoloty.
Elektryczne oświetlenie.
Nowoczesne fabryki.
Tramwaje.
Telefony.
Kina.
Coraz szybszy transport.
Miasta rosły, a codzienne życie wyglądało zupełnie inaczej niż jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej.
Dla wielu ludzi była to epoka niezwykłego postępu.
Dla artystów oznaczało to jednak również problem.
Jeżeli świat jest coraz szybszy, to czy sztuka nadal powinna przedstawiać człowieka tak, jak robili to artyści dwa tysiące lat wcześniej?
Czy można przedstawiać współczesność za pomocą spokojnych, nieruchomych figur?
Futuryści odpowiedzieli:
Nie.
Ich zdaniem sztuka powinna odpowiadać nowoczesnemu światu.
Powinna być dynamiczna.
Powinna pokazywać energię.
Prędkość.
Ruch.
Hałas.
Technikę.
Miasto.
Maszyny.
I właśnie z tego sposobu myślenia narodziła się rzeźba Boccioniego.
Człowiek, który przestał być posągiem
Wyobraźmy sobie klasycznego Dawida Michała Anioła.
Stoi.
Ma ciężar rozłożony na nogach.
Jego ciało jest harmonijnie zorganizowane.
Możemy dokładnie przeanalizować jego mięśnie.
Wiemy, gdzie zaczyna się noga, gdzie kończy tors, gdzie znajdują się ręce i głowa.
Człowiek jest tutaj zamkniętą formą.
Boccioni chciał ten sposób myślenia zniszczyć.
W „Unikalnych formach ciągłości w przestrzeni” ciało nie kończy się wyraźnie na powierzchni skóry.
Niektóre elementy przypominają mięśnie.
Inne wyglądają jak fale.
Jeszcze inne jak skrzydła albo płomienie.
Postać wydaje się wychodzić poza własne ciało.
Jej forma przechodzi w przestrzeń.
To właśnie znajduje się w centrum futurystycznego myślenia.
Człowiek nie jest już nieruchomym obiektem.
Jest ruchem w przestrzeni.
Dlaczego figura wygląda tak dziwnie?
Boccioni chciał odejść od tradycyjnego sposobu przedstawiania anatomii.
Jeżeli człowiek idzie, to jego ciało nie jest przecież takie samo jak wtedy, kiedy stoi.
Mięśnie pracują.
Ramiona poruszają się.
Nogi zmieniają pozycję.
Ubranie przesuwa się.
Ciało przecina powietrze.
Powstaje wrażenie kierunku.
Właśnie dlatego Boccioni deformuje sylwetkę.
Nie interesuje go dokładne odtworzenie anatomicznego człowieka.
Interesuje go energia ruchu.
To bardzo ważna różnica.
Można powiedzieć, że tradycyjny rzeźbiarz pytał:
«„Jak wygląda człowiek?”»
Boccioni pyta:
«„Jak wygląda człowiek, kiedy się porusza?”»
A to są dwie zupełnie różne rzeczy.
Rzeźba, która nie ma twarzy
Jednym z najbardziej zaskakujących elementów jest brak wyraźnej twarzy.
W wielu wcześniejszych dziełach twarz jest jednym z najważniejszych elementów.
Apollo ma idealne rysy.
Dawid ma skupione spojrzenie.
Perseusz pokazuje swoją triumfalną twarz.
Umierający Gal ma twarz człowieka pogrążonego w ostatnich chwilach życia.
Boccioni odbiera nam tę możliwość.
Nie mamy patrzeć na emocje bohatera.
Nie mamy pytać, czy jest szczęśliwy, smutny, przestraszony albo zmęczony.
Nie ma nawet znaczenia, kim konkretnie jest ten człowiek.
Najważniejszy jest ruch.
To właściwie anonimowy człowiek przyszłości.
Można sobie wyobrazić, że idzie przez wielkie, nowoczesne miasto.
Człowiek i przestrzeń
Tytuł dzieła jest bardzo ważny.
„Unikalne formy ciągłości w przestrzeni”.
Nie „człowiek idący”.
Nie „mężczyzna”.
Nie „chodząca postać”.
Boccioni mówi o formach i przestrzeni.
To niemal naukowy sposób myślenia.
Rzeźbiarz nie chce już tylko przedstawić konkretnej osoby.
Chce pokazać relację między ciałem a przestrzenią.
Człowiek porusza się przecież w otoczeniu.
Kiedy idziemy, powietrze znajduje się przed nami i za nami.
Nasza sylwetka tworzy określony rytm.
Widzimy ciało, ale jednocześnie widzimy ślad jego ruchu.
Boccioni próbuje ten ślad zamienić w materialną rzeźbę.
I właśnie dlatego jego figura wygląda trochę tak, jakby wiatr został zamieniony w metal.
To nie jest człowiek w zbroi
Czasami patrząc na tę rzeźbę, można odnieść wrażenie, że przedstawia futurystycznego robota albo człowieka w jakimś fantastycznym pancerzu.
To jednak nie jest przypadek.
Boccioni rzeczywiście nadał sylwetce pewną mechaniczną jakość.
Ale nie chodziło mu po prostu o przedstawienie maszyny.
Futuryści byli zafascynowani nowoczesną techniką, ale ich idea była szersza.
Chcieli, żeby sam człowiek stał się dynamiczny.
Ciało miało funkcjonować niemal jak maszyna.
Każdy krok miał być energią.
Każdy ruch miał tworzyć nowe formy.
W tym sensie postać Boccioniego jest czymś pomiędzy człowiekiem, ruchem i maszyną.
Nie jest robotem.
Nie jest klasycznym człowiekiem.
Jest człowiekiem nowoczesności.
Czy on właściwie idzie?
Tak można interpretować tę figurę.
Postać wygląda jak ktoś wykonujący zdecydowany krok do przodu.
Jedna noga znajduje się z przodu, druga pozostaje z tyłu.
Całe ciało pochyla się w kierunku ruchu.
Ale Boccioni nie próbuje odtworzyć pojedynczego momentu chodzenia.
Interesuje go raczej ciągłość.
To tak, jakbyśmy zobaczyli kilka kolejnych etapów ruchu nałożonych na siebie.
Trochę przypomina to fotografię chronofotograficzną z przełomu XIX i XX wieku, kiedy fotografowie wykonywali serię zdjęć pokazujących kolejne fazy ruchu.
W jednej fotografii człowiek znajduje się w określonej pozycji.
W następnej – trochę dalej.
W następnej – jeszcze dalej.
Boccioni chce właściwie zrobić coś podobnego, ale zamiast kilku fotografii tworzy jedną rzeźbę.
Futuryści nie chcieli spokojnego świata
Futuryzm był ruchem bardzo mocno związanym z nowoczesnością.
Jego przedstawiciele fascynowali się prędkością i energią.
Widzieli piękno w samochodach, samolotach, fabrykach i ruchliwych ulicach.
Dla nich stary świat był zbyt statyczny.
Muzea, tradycja i klasyczne ideały wydawały się należeć do przeszłości.
Chcieli sztuki, która będzie odpowiadać nowej epoce.
Dlatego rzeźba Boccioniego jest tak daleka od Apolla.
Apollo mówi:
„Piękno polega na harmonii.”
Boccioni odpowiada:
„Piękno może polegać na energii.”
To zupełnie inna filozofia.
I tutaj pojawia się pewien paradoks
Rzeźba Boccioniego jest jednym z najbardziej dynamicznych dzieł sztuki, jakie można sobie wyobrazić.
Ale przecież...
jest całkowicie nieruchoma.
Nie porusza się ani o milimetr.
Nie może.
Jest rzeźbą.
I właśnie tutaj znajduje się jej największy paradoks.
Artysta chce pokazać ruch za pomocą przedmiotu, który nie może się poruszać.
To podobny problem, z którym zmagali się artyści od tysięcy lat.
Jak przedstawić czas w czymś, co jest nieruchome?
Jak pokazać dźwięk?
Jak pokazać ruch?
Jak pokazać przemianę?
Boccioni odpowiada:
deformując formę.
Nie pokazuje ruchu jako osobnego wydarzenia.
Sprawia, że ruch staje się częścią samego kształtu.
Gdyby tę rzeźbę wyrzeźbić klasycznie...
Wyobraźmy sobie, że Boccioni postanowił przedstawić tego samego człowieka zgodnie z zasadami antycznej rzeźby.
Mielibyśmy głowę.
Klatkę piersiową.
Ramiona.
Nogi.
Mięśnie.
Wyraźną anatomię.
Być może piękne proporcje.
Ale zniknęłoby to, co najważniejsze.
Ruch.
Dlatego deformacja nie jest tutaj błędem.
Jest narzędziem.
Jeżeli noga wygląda jak wydłużona forma przecinająca przestrzeń, to dlatego, że Boccioni chce, abyśmy czuli kierunek ruchu.
Jeżeli ciało ma ostre, falujące powierzchnie, to dlatego, że mają one sugerować energię.
Jeżeli granica między postacią a otoczeniem się zaciera, to dlatego, że człowiek nie istnieje w próżni.
Rzeźba bez jednego idealnego punktu widzenia
To kolejna rzecz, która odróżnia Boccioniego od wielu klasycznych rzeźbiarzy.
W przypadku niektórych klasycznych posągów istnieje szczególnie korzystny punkt widzenia.
Patrzymy na Dawida od przodu.
Oglądamy Nike z określonego kierunku.
Tymczasem futurystyczna rzeźba Boccioniego właściwie prosi o chodzenie wokół niej.
Kiedy zmieniamy miejsce, zmienia się rytm form.
Jedna część zaczyna wystawać.
Inna znika.
Powierzchnie zaczynają na siebie nachodzić.
Sylwetka wygląda inaczej.
To bardzo ważne, ponieważ rzeźba przestaje być jednym obrazem.
Staje się serią obrazów zmieniających się w czasie.
Widz sam się porusza.
Rzeźba również wydaje się poruszać.
W efekcie powstaje relacja pomiędzy dziełem a człowiekiem.
A co z materiałem?
Boccioni wykonał oryginalną rzeźbę w gipsie, a później powstały jej odlewy z brązu.
Brąz okazał się dla tej formy niemal idealny.
Dlaczego?
Ponieważ brąz pozwala tworzyć bardzo skomplikowane, wystające fragmenty.
Można dzięki niemu uzyskać formy, które w marmurze byłyby znacznie trudniejsze.
I tutaj pojawia się kolejny ciekawy paradoks.
Przez tysiące lat marmur był jednym z najważniejszych materiałów sztuki europejskiej.
Boccioni wybiera materiał kojarzący się bardziej z techniką, przemysłem i odlewnictwem.
To pasuje do jego epoki.
Brąz jest ciężki, ale jego powierzchnia może wyglądać dynamicznie.
Światło przesuwa się po załamaniach.
Cienie pojawiają się i znikają.
W efekcie sama powierzchnia rzeźby zaczyna „pracować”.
Dlaczego dzieło jest tak słynne?
„Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” stały się jednym z symboli włoskiego futuryzmu.
Co ciekawe, dzisiaj dzieło jest często kojarzone nie tylko z muzeami sztuki, ale także z codziennym życiem.
Jego sylwetka została wykorzystana na włoskiej monecie 20 eurocentów.
To niezwykła kariera jak na awangardową rzeźbę.
Wyobraźmy sobie: dzieło stworzone przez artystę należącego do radykalnego ruchu artystycznego, który chciał zerwać z tradycją, trafia na zwykłe monety używane przez miliony ludzi.
Awangarda staje się codziennością.
Rzeźba, która kiedyś miała symbolizować przyszłość, została sama zamieniona w element współczesnej codzienności.
Ale z futuryzmem wiąże się również ciemniejsza historia
Nie można mówić o włoskim futuryzmie bez wspomnienia jego politycznego kontekstu.
Część futurystów fascynowała się wojną, przemocą i nacjonalizmem. Futuryzm został później częściowo związany z włoskim faszyzmem, choć relacje poszczególnych artystów z faszyzmem były różne i zmieniały się w czasie.
To ważne, ponieważ łatwo zrobić z futurystów prostą historię:
„Artyści uwielbiali nowoczesność i maszyny.”
Rzeczywistość była bardziej skomplikowana.
Ich zachwyt nad energią, przemocą i wojną miał również bardzo niebezpieczne konsekwencje.
Boccioni sam zginął bardzo młodo podczas I wojny światowej, w 1916 roku, po upadku z konia podczas szkolenia wojskowego.
Miał zaledwie trzydzieści trzy lata.
I tutaj historia jego życia niemal tragicznie łączy się z jego sztuką.
Artysta, który chciał przedstawiać ruch i energię nowoczesnego świata, sam został ofiarą gwałtownych przemian swojej epoki.
Człowiek przyszłości, który nie dożył przyszłości
Boccioni wierzył w nowoczesność.
Wierzył w energię.
Wierzył w zmianę.
Wierzył, że świat przyszłości będzie zupełnie inny.
A jednak zmarł w 1916 roku.
Nie zobaczył telewizji.
Nie zobaczył lotów pasażerskich na masową skalę.
Nie zobaczył komputerów.
Nie zobaczył internetu.
Nie zobaczył człowieka na Księżycu.
Nie zobaczył samochodów elektrycznych ani współczesnych drapaczy chmur.
Jego „człowiek przyszłości” pozostał więc zamrożony w wyobrażeniu początku XX wieku.
I to jest bardzo ciekawe.
Dla Boccioniego przyszłość oznaczała przede wszystkim prędkość i maszynę.
Dla nas przyszłość kojarzy się również z cyfryzacją, sztuczną inteligencją, biotechnologią czy eksploracją kosmosu.
Jego przyszłość stała się naszą przeszłością.
A jednak jego rzeźba nadal wygląda futurystycznie.
Czyli co właściwie jest przedstawione?
Można oczywiście powiedzieć:
„To po prostu człowiek idący.”
Ale to byłoby trochę zbyt proste.
To raczej idea człowieka poruszającego się przez nowoczesny świat.
Nie interesuje nas jego imię.
Nie interesuje nas jego historia.
Nie wiemy, dokąd idzie.
Nie wiemy, skąd przyszedł.
Nie wiemy, czy jest szczęśliwy.
Nie wiemy, czego chce.
Liczy się sam ruch.
Kierunek.
Energia.
Przestrzeń.
Ciągłość.
W pewnym sensie Boccioni odebrał człowiekowi indywidualność, aby dać mu coś innego:
uniwersalność.
To może być każdy z nas.
Każdy człowiek idący ulicą.
Każdy pasażer wysiadający z pociągu.
Każdy pracownik spieszący się do pracy.
Każdy człowiek przemieszczający się przez coraz szybszy świat.
Od Sfinksa do Boccioniego
Jeżeli spojrzymy na tę rzeźbę w kontekście naszej całej serii, różnica jest ogromna.
Wielki Sfinks w Gizie próbuje pokonać czas.
Jego ciało pozostaje nieruchome przez tysiące lat.
Apollo pokazuje doskonałość.
Dawid pokazuje napięcie przed wydarzeniem.
Laokoön pokazuje walkę.
Umierający Gal pokazuje moment, kiedy walka dobiega końca.
Nike pokazuje zwycięstwo poprzez ruch.
A Boccioni robi coś jeszcze innego.
On właściwie mówi:
„Nie chcę pokazać jednej chwili. Chcę pokazać samą ciągłość ruchu.”
To ogromna zmiana w myśleniu o rzeźbie.
Rzeźba, która bardziej przypomina proces niż przedmiot
I chyba właśnie to jest w niej najciekawsze.
Kiedy patrzymy na klasyczny posąg, możemy pomyśleć o nim jako o przedmiocie.
Stoi.
Ma określony kształt.
Możemy go zmierzyć.
Możemy opisać.
Boccioni próbuje stworzyć coś, co bardziej przypomina proces.
Postać nie jest zamkniętym obiektem.
Jest czymś, co dzieje się w przestrzeni.
To prawie tak, jakby artysta próbował wyrzeźbić nie człowieka, lecz jego ruch.
I dlatego niektóre fragmenty wyglądają jak części ciała, a inne jak ślady pozostawione przez ciało w powietrzu.
Człowiek i jego otoczenie zaczynają się ze sobą mieszać.
I może właśnie dlatego nadal wygląda nowocześnie
Minęło ponad sto lat od powstania tej rzeźby.
A mimo to kiedy patrzymy na nią dzisiaj, trudno uznać ją za całkowicie staromodną.
Wręcz przeciwnie.
Jej ostre, dynamiczne kształty mogą kojarzyć się z projektami pojazdów, robotami, futurystycznymi strojami czy grafiką science fiction.
Boccioni nie przewidział dokładnie przyszłości.
Ale przewidział coś ważniejszego:
że człowiek będzie coraz bardziej żył w świecie ruchu.
Samochody, pociągi, samoloty, windy, ruchome schody, telefony, ekrany, internet – wszystko przyspieszyło.
Człowiek XX i XXI wieku niemal bez przerwy gdzieś się przemieszcza, coś przesyła, coś odbiera, coś zmienia.
W tym sensie „Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” nie są już tylko rzeźbą o początku XX wieku.
Są rzeźbą o nowoczesnym doświadczeniu życia.
Człowiek nie stoi w miejscu.
Idzie.
Przyspiesza.
Zmienia kierunek.
Wchodzi w kolejną przestrzeń.
A kiedy próbuje się go zatrzymać w jednej chwili, ta chwila okazuje się zbyt mała.
Boccioni rozciągnął więc człowieka poza jego własne ciało.
I właśnie dlatego jego dziwna, zdeformowana postać nadal wygląda tak, jakby za chwilę miała zrobić kolejny krok.
Jakby rzeźba wcale nie była skończona.
Jakby ruch trwał dalej poza jej granicami.