Moja Psychoterapia i powrót na forum - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Moja Psychoterapia i powrót na forum

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 ]

1 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (Wczoraj 16:15:02)

Temat: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Bede tutaj kontynuować  mój temat o psychoterapii.

Postanowilam też,że będę tylko odpisywać osobom,które lubię....a do reszty wogole nic nie będę pisać. Z kolei spamerów postanowilam ignorować totalnie i kontynuować pisanie tutaj w tym temacie pomimo ryzyka spamu... zdałam sobie sprawę,że komuś bardzo zależy na tym by mnie tutaj nie było. No,ale to akurat nigdy dopóki ja żyje na tym swiecie i to forum istnieje do tego nie dojdzie xD

Mój ostatni temat był podyktowany emocjami,bo się wkur*** i nie był on skierowany do wszystkich,ale do tych,którzy maczają paluchy w tym,żeby się mnie z tad pozbyć. Jednak po 2 dniach wszystko przemyślałam i postanowilam wrócić na forum z innymi zasadami odpisywania innym w tematach

A teraz będę tutaj kontynuować moją psychoterapie

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

●Mam depresję i jestem w trakcie psychoterapii. Może innym osobom moje ćwiczenia psychoterapii oraz to co praktykuje by wyleczyć depresję też pomoże... jest to temat w formie Pamietnika,ale kto chce tez moze tu pisać.  I oczywiście spam i chamstwo będą ignorowane

3

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Osoba zawsze łaknąca uwagi to nie tylko „ktoś, kto lubi być w centrum”. To zwykle zestaw głębszych mechanizmów psychologicznych, które powodują, że dana osoba musi być zauważana, aby utrzymać poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa albo kontroli.

Osoba „zawsze potrzebująca uwagi” to ktoś, u kogo silna potrzeba bycia zauważonym wynika najczęściej z lęku, niskiej samooceny, braku stabilnej uwagi w relacjach lub wyuczonych wzorców zachowania, a nie z samej próżności. Takie zachowanie może być chwilowym sposobem radzenia sobie albo utrwalonym wzorcem, który zaczyna szkodzić relacjom.
Co zwykle stoi za silną potrzebą uwagi?
Lęk, samotność, niska samoocena – osoba szuka potwierdzenia swojej wartości, bo nie czuje jej w sobie.

-Wyuczone wzorce z dzieciństwa – jeśli reakcję dorosłych otrzymywało się tylko po „głośnych” zachowaniach, schemat może przenieść się w dorosłość.

-Trudności w regulacji emocji – intensywne zachowania bywają próbą poradzenia sobie z napięciem, wstydem lub poczuciem pustki.

-Brak stabilnej, spokojnej uwagi w relacjach – osoba może eskalować zachowania, by ją wymusić.

Gdy osoba taka nie dostaje tego, czego potrzebuje, pojawia się problem.

-pojawia się dramatyzowanie, prowokowanie, eskalacja,
-zachowania są częste, sztywne i obciążają otoczenie,
-relacje stają się napięte lub wyczerpujące.


Czy to może być zaburzenie osobowości?

Jednym z możliwych klinicznych kontekstów jest osobowość histrioniczna, w której nadmierna emocjonalność i poszukiwanie uwagi są stałym wzorcem obecnym w wielu obszarach życia.


Przyczyny zachowań mających na celu zwrócenie uwagi są zróżnicowane. Czynnikami ryzyka sprzyjającymi takim zachowaniom są samotność, zazdrość, niskie poczucie własnej wartości, narcyzm, odrzucenie oraz użalanie się nad sobą. Pragnienie potwierdzenia własnej wartości jest często uważane za główną motywację dla takich działań. Na rok 2022 brak jest badań określających częstość występowania tego zjawiska w populacji ogólnej.

Jednym z obszarów problemowych związanych z tym typem zachowania jest niepożądane zachowanie w środowisku szkolnym. Badania wykazały, że odrzucenie ze strony rodziców prowadzi u młodych uczniów do obniżonego poczucia własnej wartości, co w konsekwencji skutkuje poczuciem braku bezpieczeństwa, niedocenienia i bezsilności. Doświadczanie odrzucenia popycha dziecko do poszukiwania akceptacji poprzez zachowania mające na celu zwrócenie uwagi. Takie dzieci mogą rozwijać asertywność jako sposób na to, by być zauważonym i wysłuchanym. W ten sposób odrzucone dzieci przyjmują strategię zwracania na siebie uwagi, aby poczuć choć trochę bezpieczeństwa i akceptacji. W dorosłym życiu przekłada się na czasami dziwne zachowania:

Przykłady zachowań mających na celu zwrócenie na siebie uwagi:

— Nadmierne publikowanie treści w mediach społecznościowych, sprawiające wrażenie rywalizowania o jak największą liczbę „polubień” i komentarzy
— Wybuchanie gniewem, gdy zamieszczone wpisy nie powodują zwiększonej uwagi u obserwujących
— Wygłaszanie komentarzy, zarówno w internecie, jak i osobiście, które wydają się celowo powodować dyskomfort u innych lub przekraczać granice społeczne
— Zachowywanie się tak, jakby każde wydarzenie w życiu było katastrofą, nawet jeśli tak nie jest.
— Sprawianie wrażenia, że zawsze chce się być w centrum uwagi
— Częste wygłaszanie uwag umniejszających sobie w celu uzyskania potwierdzenia
— Posiadanie tego, co można by określić jako „dramatyczną” osobowość
— Wyszukiwanie i wmawiane sobie chorób, aby tylko uzyskać uwagę

4 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (Wczoraj 17:13:52)

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Oczywiście zdecydowałam się nie brać leków przeciwdepresyjnych. Od razu pisze,że nikogo nie namawiam do rezygnacji z leczenia farmakologicznego,ponieważ nie każdy jest w takim stanie psychicznym,że mógłby sobie na to pozwolić. Ja z racji tego,że nie biore żadnych leków to muszę okresowo przechodzić testy psychologiczne,w których mój psychiatra określą czy powinnam zacząć branie leków czy mogę kontynuować bez nich ... I jak narazie szczęśliwie mogę kontynuować sama psychoterapie bez leczenia farmakologicznego

Moja depresja objawia się: zaburzeniami snu,trudnością w utrzymaniu decyzji, zaburzeniami apetytu i izolacja społeczna,z tym ,że to nie jest tak,że ja nie chce mieć kontaktu z ludzmi. Chce mieć kontakt,ale narazie kontakt z ludźmi online oraz na spacerze,gdy spotkam kogos do rozmowy to w zupełności mi wystarczy. Nie jestem jeszcze w stanie przyjmować gości (chyba,że to sporadyczne wizyty wtedy jakoś daje rade) ale kilkugodzinne siedzenie z kimś albo jeszcze sprzątanie domu na cudzy przyjazd,szykowanie jedzenia dla gości i wielogodzinne rozmowy z nimi mnie strasznie męczą w mojej depresji.... ale i tak wśród wszystkich tych objawów najgorsze dla mnie jest chroniczne zmęczenie,które utrudnia mi realizację moich życiowych celów... oczywiście przyczyny chronicznego zmeczenia oprócz depresji mogą też być inne z czego zdaje sobie sprawę...

I nie pisze tego by wzbudzić litość wręcz przeciwnie ja sie po tym forum i tak żadnej empatii nie spodziewam i AI jako maszyna ma więcej serca i empatii od niektórych tutaj xD....pisze to dlatego,by było na wstępie wiadomo z jakimi objawami depresji walczę,po to,że może pomogę komuś innemu,a nie po to,bo się nad sobą użalam  big_smile

5 Ostatnio edytowany przez Alessandro (Wczoraj 17:32:37)

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Szkoda, że nie wpadłaś wczoraj do Mikloszy na imprezkę urodzinową. Ale zgodnie z polskim zwyczajem urodziny obchodzi się 3 dni przed i 3 dni po wink big_smile

6

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Julcia oby leczenie u ciebie było skuteczne jak nie musisz farmokologicznie to dobrze mam nadzieje że s twoim zdrowiem psychicznym i nie tylko ok smile

7

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum
Alessandro napisał/a:

Szkoda, że nie wpadłaś wczoraj do Mikloszy na imprezkę urodzinową. Ale zgodnie z polskim zwyczajem urodziny obchodzi się 3 dni przed i 3 dni po wink big_smile

Na DC złożyłam mu życzenia,a że imprezka była tu wczoraj to wiem big_smile

8

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum
Miklosza napisał/a:

Julcia oby leczenie u ciebie było skuteczne jak nie musisz farmokologicznie to dobrze mam nadzieje że s twoim zdrowiem psychicznym i nie tylko ok smile

Tak dzięki, jest stopniowo coraz lepiej. Dlatego chcę tutaj pisać,bo czuje,że to może też pomóc innym osobom o ile będą czytać ten temat

9

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Moje chroniczne zmęczenie objawia się tym,że po większym wysilku fizycznym albo po dłuższym spacerze musze później odpoczywać w łóżku,co jest psychicznie dobijające,bo ja bym wolała w tym czasie robić rozne inne rzeczy niz leżenie w łóżku i czekanie aż znowu bede miec więcej energii...oczywiście powinnam powtórzyć badania,ale ja mam taki wstret do sluzby zdrowia po ostatnich przygodach w szpitalu,że ja sie predzej do szptuchy udam na leczenie niz do tych konowalow w bialych fartuchach. To nie sa zadne szpitale tylko jakies umieralniki  w tych czasach

10

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

# Dziewica w welonie – marmur, który wygląda jak przezroczysta tkanina

„Dziewica w welonie” Antonio Corradiniego to jedna z tych rzeźb, przy których pierwszą reakcją człowieka jest zazwyczaj: „Przecież to niemożliwe, żeby to było z kamienia.”

Na głowie i twarzy młodej kobiety znajduje się delikatny welon. Wydaje się cienki, miękki i niemal przezroczysty. Widzimy pod nim kontury twarzy, nos, usta, policzki, a nawet zarys brody. Materiał układa się tak, jak prawdziwa tkanina, która została położona na twarzy.

Tyle że nie jest to tkanina.

To marmur.

I właśnie tutaj zaczyna się cała magia tej rzeźby.

Corradini osiągnął efekt, który jest niemal paradoksalny: wykorzystał jeden z najcięższych i najbardziej nieprzezroczystych materiałów, jakie można sobie wyobrazić, żeby stworzyć wrażenie czegoś lekkiego, delikatnego i częściowo transparentnego.

To nie jest tylko pokaz technicznego kunsztu. „Dziewica w welonie” jest również bardzo ciekawym przykładem tego, jak artyści XVIII wieku potrafili połączyć religijność, teatralność, symbolikę i niemal niewiarygodną iluzję optyczną.

## Rzeźbiarz, który lubił welony

Antonio Corradini urodził się w Wenecji pod koniec XVII wieku i przez znaczną część swojej kariery pracował właśnie z marmurem.

Wenecka tradycja artystyczna była szczególnie zainteresowana efektem wizualnym. Wenecja była miastem światła, odbić, tkanin, masek, teatralności i iluzji. Nic więc dziwnego, że Corradini fascynował się możliwością sprawienia, aby kamień wyglądał jak coś zupełnie innego.

Welon był dla niego niemal idealnym motywem.

Z jednej strony zasłaniał twarz.

Z drugiej – pozwalał ją zobaczyć.

Z jednej strony oddzielał widza od postaci.

Z drugiej sprawiał, że widz jeszcze bardziej chciał przyjrzeć się jej twarzy.

To właśnie napięcie pomiędzy ukryciem a odsłonięciem jest jednym z najciekawszych elementów tej rzeźby.

## Jak można wyrzeźbić przezroczystość?

To pytanie brzmi banalnie, dopóki człowiek nie spróbuje sobie wyobrazić samego procesu.

Marmur jest twardy.

Nie można go rozciągnąć.

Nie można go zgnieść.

Nie można zrobić w nim prawdziwego materiału.

Rzeźbiarz musi więc stworzyć wszystko za pomocą usuwania kamienia.

Corradini musiał pozostawić odpowiednio cienką warstwę marmuru w miejscu, gdzie miał znajdować się welon, a jednocześnie wyrzeźbić jego fałdy, napięcia i sposób układania się na twarzy.

I tutaj zaczyna się rzecz naprawdę niezwykła.

Jeżeli pozostawiłby zbyt dużo materiału, welon wyglądałby jak gruba kamienna maska.

Jeżeli usunąłby go zbyt dużo, mógłby uszkodzić strukturę rzeźby.

Musiał więc znaleźć bardzo precyzyjny kompromis.

A wszystko wykonywał w materiale, którego nie można po prostu „cofnąć”.

Jeżeli usuniesz za dużo marmuru, nie możesz go z powrotem przykleić i udawać, że nic się nie stało.

Jeden zły ruch może zniszczyć miesiące pracy.

## Twarz pod welonem

Największe wrażenie robi oczywiście twarz.

Nie patrzymy na nią bezpośrednio.

Patrzymy przez coś.

To bardzo nietypowe doświadczenie w przypadku rzeźby.

Kiedy oglądamy Dawida Michała Anioła, jego twarz jest całkowicie odsłonięta. Kiedy patrzymy na Apolla, również widzimy idealne rysy bez żadnej przeszkody.

Tutaj sytuacja jest odwrotna.

Twarz jest obecna, ale jednocześnie ukryta.

I właśnie dlatego wzrok zaczyna pracować inaczej.

Zaczynamy szukać konturów.

Patrzymy na nos.

Potem na usta.

Potem na policzek.

Próbujemy zrozumieć, gdzie kończy się twarz, a zaczyna materiał.

To niemal jak patrzenie przez bardzo cienką zasłonę.

Tyle że zasłona jest wykonana z kamienia.

## Marmur jako iluzja

W historii rzeźby istnieje cała tradycja popisywania się możliwościami marmuru.

Rzeźbiarze lubili pokazywać, że kamień może wyglądać jak skóra, włosy, futro, koronka czy materiał.

Jednym z najbardziej znanych przykładów jest późniejsza rzeźba „Chrystus spowity całunem” Giuseppego Sanmartina z Neapolu. Tam również widzimy ciało przykryte bardzo cienką tkaniną, która wydaje się niemal niemożliwie delikatna.

Corradini należał do artystów, którzy rozwijali właśnie tę tradycję.

W jego rękach marmur przestaje być po prostu blokiem kamienia.

Zaczyna udawać coś, czym nie jest.

To trochę przypomina magię.

Widz wie, że patrzy na marmur.

Jednocześnie oczy mówią mu:

„To wygląda jak materiał.”

I mózg musi pogodzić te dwie sprzeczne informacje.

## Dlaczego welon?

Oczywiście nie jest to tylko sztuczka techniczna.

Welon ma również bardzo długą historię symboliczną.

W kulturze europejskiej zakrywanie głowy mogło oznaczać skromność, czystość, pobożność, żałobę albo przynależność do określonej roli społecznej.

W sztuce religijnej welon często pojawia się przy przedstawieniach kobiet świętych.

Ale welon ma jeszcze jeden bardzo ciekawy wymiar.

Ukrywa to, co chcemy zobaczyć.

I dlatego może symbolizować tajemnicę.

Kiedy twarz jest całkowicie odkryta, niczego nie musimy sobie wyobrażać. Wszystko jest podane.

Kiedy jest zakryta, widz zaczyna dopowiadać.

„Dziewica w welonie” wykorzystuje więc naturalną ludzką ciekawość.

Im mniej widzimy, tym bardziej chcemy zobaczyć.

## To nie jest zwykły posąg

Warto też zauważyć, że rzeźba nie działa tak samo z każdej strony.

W klasycznym posągu można często obejść figurę i oglądać ją z wielu kierunków. Tutaj najważniejsza jest określona perspektywa.

Corradini chciał, aby widz zobaczył dokładnie to, co on zaplanował.

Welon musi odpowiednio układać się względem światła.

Cienie na twarzy muszą działać.

Fałdy muszą tworzyć odpowiednie przejścia.

Jeżeli podejdziemy zbyt blisko albo spojrzymy z niewłaściwego miejsca, iluzja może osłabnąć.

To przypomina trochę teatr.

Rzeźbiarz nie tylko stworzył postać.

On stworzył również sposób patrzenia na postać.

## XVIII wiek i zamiłowanie do efektu

Corradini tworzył w epoce, w której sztuka europejska była niezwykle zainteresowana efektami wizualnymi.

Barok i późniejsze style uwielbiały zaskakiwać odbiorcę.

Kościoły miały sprawiać wrażenie otwierających się ku niebu.

Malowidła miały zacierać granicę między architekturą a niebem.

Rzeźby miały wyglądać, jakby właśnie zaczynały się poruszać.

Marmur miał udawać skórę, włosy albo tkaninę.

„Dziewica w welonie” doskonale pasuje do tej kultury.

Nie wystarczyło już powiedzieć:

„Oto kobieta w welonie.”

Trzeba było powiedzieć:

„Zobacz, czy potrafisz uwierzyć, że ten welon jest z kamienia.”

To była sztuka jako demonstracja możliwości.

## Widz staje się częścią dzieła

Co ciekawe, ta rzeźba wymusza na odbiorcy określone zachowanie.

Nie wystarczy na nią rzucić okiem.

Trzeba podejść.

Trzeba przyjrzeć się twarzy.

Czasami trzeba zmienić kąt patrzenia.

Trzeba zobaczyć światło padające na marmur.

W pewnym sensie rzeźba zaczyna działać dopiero wtedy, gdy widz zaczyna jej szukać.

To zupełnie inny rodzaj doświadczenia niż przy monumentalnym Sfinksie.

Przy Sfinksie człowiek czuje własną małość.

Przy „Dziewicy w welonie” człowiek pochyla się i zaczyna analizować szczegóły.

W jednym przypadku rzeźba mówi:

„Jestem ogromna.”

W drugim:

„Podejdź bliżej.”

## Corradini i sztuka robienia niemożliwego

Corradini miał szczególną słabość do postaci zasłoniętych cienkim materiałem.

Jego twórczość pokazuje obsesję artysty na punkcie jednego pytania:

Jak daleko można posunąć iluzję marmuru?

To pytanie brzmi bardzo technicznie, ale prowadzi do czegoś znacznie ciekawszego.

Bo kiedy rzeźbiarz udaje, że marmur jest miękką tkaniną, zaczynamy patrzeć na sam materiał inaczej.

Przestajemy widzieć kamień.

Zaczynamy widzieć jego możliwości.

To trochę tak, jak dobry aktor, który sprawia, że przestajemy widzieć aktora, a zaczynamy widzieć postać.

Corradini chciał, żebyśmy przestali widzieć marmur.

Chciał, żebyśmy zobaczyli welon.

## Rzeźba pomiędzy widocznością a niewidocznością

Jest w tej pracy również coś bardzo symbolicznego.

Twarz człowieka jest jednym z najważniejszych elementów jego tożsamości.

Rozpoznajemy ludzi po twarzy.

Zwracamy uwagę na oczy.

Na usta.

Na mimikę.

A tutaj twarz zostaje częściowo odcięta od bezpośredniego kontaktu.

Nie możemy jej zobaczyć tak, jak zwykle.

Jednocześnie nie jest całkowicie ukryta.

To właśnie czyni tę rzeźbę tak intrygującą.

Postać jest jednocześnie widoczna i niewidoczna.

Można to oczywiście interpretować religijnie – jako symbol tajemnicy, czystości czy dziewictwa. Ale można też patrzeć na nią bardziej uniwersalnie.

Każdy człowiek ma przecież coś, czego inni nie widzą.

Widzimy twarz.

Widzimy ciało.

Widzimy ubranie.

Ale nie widzimy bezpośrednio myśli, wspomnień ani wewnętrznego świata drugiej osoby.

Welon staje się więc bardzo prostą metaforą granicy między tym, co można zobaczyć, a tym, czego zobaczyć się nie da.

## Czy to rzeczywiście „przezroczysty” marmur?

Warto tutaj zachować pewną ostrożność.

Często mówi się o takich rzeźbach, że artysta stworzył „przezroczysty marmur”. Oczywiście nie oznacza to, że marmur rzeczywiście stał się przezroczysty jak szkło.

To efekt niezwykle cienkiej warstwy materiału, odpowiedniego kształtowania powierzchni, światła i sposobu, w jaki ludzkie oko interpretuje kontury.

Marmur może przepuszczać niewielką ilość światła w cienkich partiach, a dodatkowo jego półprzezroczystość i sposób odbijania światła mogą wzmacniać iluzję.

Ale cała reszta jest już dziełem rzeźbiarskiego kunsztu.

Corradini nie zmienił właściwości fizycznych marmuru.

Zmusił nasze oczy, żeby zobaczyły w nim coś więcej.

## Co ciekawe – rzeźba jest prawie „fotograficzna”

W pewnym sensie Corradini robi coś podobnego do tego, co później będzie robić fotografia.

Fotografia próbuje uchwycić światło, fakturę i szczegóły rzeczywistości.

Corradini robi to za pomocą kamienia.

Patrzymy na twarz i niemal możemy wyobrazić sobie delikatność materiału.

Fałdy welonu tworzą drobne cienie.

Światło prześlizguje się po powierzchni.

To rzeźba, która jest bardzo mocno uzależniona od oświetlenia.

W ciemnym pomieszczeniu część jej efektu może zniknąć.

W odpowiednim świetle nagle pojawia się twarz pod welonem.

To trochę tak, jakby rzeźba była wyposażona w własny efekt specjalny, tylko że nie potrzebuje żadnej technologii.

Wystarczy światło i marmur.

## I właśnie dlatego trudno przejść obok niej obojętnie

Wiele rzeźb zachwyca rozmiarem.

Inne – ruchem.

Jeszcze inne – emocją.

„Dziewica w welonie” zachwyca przede wszystkim precyzją iluzji.

To dzieło, przy którym człowiek zaczyna zadawać sobie pytanie:

„Jak on to zrobił?”

I to pytanie jest właściwie częścią doświadczenia artystycznego.

Nie musimy znać całej historii XVIII-wiecznej Wenecji.

Nie musimy znać teorii sztuki.

Nie musimy znać religijnej symboliki welonu.

Wystarczy spojrzeć.

Widzimy kamień.

A jednocześnie widzimy materiał.

Widzimy twarz.

A jednocześnie jest ona ukryta.

Widzimy nieruchomą rzeźbę.

A jednak niemal czujemy delikatność czegoś, co powinno się poruszać przy najmniejszym podmuchu powietrza.

## Marmur, który próbuje oszukać człowieka

I chyba właśnie to jest najpiękniejsze w tej rzeźbie.

Przy większości naszych dotychczasowych dzieł najważniejszy był temat.

Apollo reprezentował ideał.

Dawid – człowieka przed walką.

Nike – zwycięstwo.

Laokoön – walkę z losem.

Budda – spokój.

Armia Terakotowa – władzę i życie po śmierci.

Perseusz – triumf bohatera.

Tutaj natomiast sam materiał staje się tematem.

Corradini mówi nam:

„Spójrzcie, co można zrobić z kawałkiem marmuru.”

I rzeczywiście trudno się nie zatrzymać.

Bo marmur, który przez tysiące lat kojarzył się z ciężarem, trwałością i monumentalnością, zostaje tutaj zmuszony do udawania czegoś dokładnie przeciwnego.

Czegoś lekkiego.

Czegoś miękkiego.

Czegoś delikatnego.

Czegoś niemal niewidocznego.

I może właśnie dlatego „Dziewica w welonie” jest tak wyjątkowa.

Nie jest największą rzeźbą.

Nie przedstawia najbardziej dramatycznej historii.

Nie opowiada o wielkiej bitwie ani o bogach walczących z potworami.

Stoi spokojnie, z twarzą ukrytą pod cienką warstwą marmuru.

A mimo to potrafi wywołać jedno z najbardziej pierwotnych uczuć, jakie może wywołać sztuka:

niedowierzanie.

Patrzymy na kamień i przez chwilę naprawdę chcemy uwierzyć, że przed nami znajduje się prawdziwy welon.

I właśnie w tej krótkiej chwili Corradini wygrywa z naszym rozsądkiem.

11

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

PunBB bbcode test

12 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (Wczoraj 19:56:33)

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

CFS i pogorszenie objawów po wysiłku zostało rowniez u mnie zdiagnozowane jako wspolwystepujace w depresji o czym.juz duzo razy pisalam na forum  i ucze sie zarzadzac energia,by nie miec duzych spadkow energii... przyczyny tego moga byc rozne

13

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

# Umierający Gal – barbarzyńca, którego zwycięzca postanowił upamiętnić

„Umierający Gal” jest jedną z tych rzeźb, które na pierwszy rzut oka wydają się przedstawiać po prostu pokonanego wojownika. Mężczyzna siedzi na ziemi. Jest ciężko ranny. Jego ciało zaczyna opadać, głowa lekko się pochyla, a twarz zdradza ogromne zmęczenie. Obok niego leży złamany przedmiot, a jego broń najwyraźniej nie jest już w stanie uratować sytuacji.

Nie ma tu triumfalnego gestu.

Nie ma podniesionego miecza.

Nie ma przeciwnika stojącego nad pokonanym.

Nie ma nawet wyraźnej sceny zwycięstwa.

Jest człowiek, który właśnie umiera.

I właśnie dlatego „Umierający Gal” jest tak niezwykły.

Bo został stworzony przez cywilizację, która zwyciężyła nad jego ludem, a mimo to artysta nie zrobił z niego karykatury, potwora ani bezwartościowego barbarzyńcy.

Przeciwnie.

Nadał mu godność.

## Kim właściwie był Gal?

Gallowie byli ludami celtyckimi zamieszkującymi między innymi tereny dzisiejszej Francji, Belgii i części Europy Środkowej oraz Zachodniej. W świecie grecko-rzymskim postrzegano ich jako lud wojowniczy, nieprzewidywalny i często groźny.

Dla mieszkańców państw śródziemnomorskich byli również „obcymi”.

Mieli inne stroje.

Inne zwyczaje.

Inny wygląd.

Inny sposób prowadzenia wojny.

W sztuce greckiej i hellenistycznej pojawienie się takich ludów stworzyło niezwykle interesujący problem.

Jak przedstawić przeciwnika?

Można go oczywiście pokazać jako kogoś gorszego.

Ale można też zrobić coś bardziej wyrafinowanego.

Można powiedzieć:

„To wróg. Ale to również człowiek.”
I właśnie to zrobił artysta.

## Rzeźba zwycięstwa, która nie pokazuje zwycięzcy

„Umierający Gal” powstał w świecie hellenistycznym, prawdopodobnie w III wieku p.n.e., jako część większego zespołu monumentów związanych ze zwycięstwami króla Pergamonu nad Galatami.

I tutaj pojawia się bardzo ciekawy paradoks.

Jeżeli władca zamawia monument upamiętniający zwycięstwo nad wrogiem, można oczekiwać, że centralną postacią będzie zwycięski król.

Tymczasem w „Umierającym Galu” zwycięzca właściwie nie jest obecny.

Nie widzimy armii Pergamonu.

Nie widzimy króla.

Nie widzimy triumfalnego pochodu.

Widzimy tylko pokonanego.

To bardzo nietypowy sposób opowiadania o zwycięstwie.

A jednak działa.

Bo właśnie przez pokazanie cierpienia przeciwnika widz zaczyna rozumieć, jak wielkie było zwycięstwo.

Nie trzeba przedstawiać tysiąca żołnierzy.

Wystarczy jeden.

## Twarz człowieka, który wie, że przegrał

Jedną z najbardziej poruszających części rzeźby jest twarz.

Nie jest to twarz człowieka krzyczącego.

Nie ma teatralnego wrzasku.

Nie ma wytrzeszczonych oczu.

Nie ma przesadnej mimiki.

Jest raczej rezygnacja.

Mężczyzna wie, że jego sytuacja jest beznadziejna.

I właśnie przez to scena jest jeszcze bardziej przejmująca.

Nie patrzymy na chwilę największego bólu.

Patrzymy na chwilę, która następuje później.

Na moment, kiedy walka już się skończyła.

Kiedy nie ma już nic do zrobienia.

Kiedy pozostaje tylko usiąść i czekać na koniec.

To bardzo ludzki moment.

## Ciało wojownika

Artysta przedstawił Galla jako człowieka silnego i dobrze zbudowanego.

Jego ciało jest umięśnione, ale nie przesadnie idealizowane.

Widać napięcie mięśni.

Widać ciężar ciała.

Widać, że siedzenie na ziemi nie jest naturalną pozą odpoczynku, lecz wynika z osłabienia.

Mężczyzna podtrzymuje się jedną ręką.

Druga część ciała zaczyna opadać.

Cała kompozycja działa tak, jakby siła stopniowo opuszczała jego organizm.

To bardzo charakterystyczne dla sztuki hellenistycznej.

Artyści tego okresu coraz częściej interesowali się nie tylko idealnym ciałem, ale również ciałem znajdującym się pod wpływem wydarzeń.

Ciałem rannym.

Zmęczonym.

Starym.

Umierającym.

Przeżywającym emocje.

W tym sensie „Umierający Gal” jest daleki od spokojnego Apolla.

Apollo pokazuje człowieka lub boga, który posiada pełną kontrolę nad swoim ciałem.

Gal pokazuje człowieka, który tę kontrolę właśnie traci.

## Rany, które opowiadają historię

Na ciele wojownika widoczne są ślady walki.

Najważniejsza rana znajduje się w okolicy klatki piersiowej.

Krew nie jest przedstawiona w sposób przesadnie realistyczny.

Artysta nie próbuje epatować makabrą.

Zamiast tego rana ma funkcję narracyjną.

Mówi nam:

„Ten człowiek został pokonany.”

Nie musimy widzieć bitwy.

Nie musimy widzieć mieczy.

Nie musimy widzieć setek martwych wojowników.

Jedna rana wystarcza.

I to jest niezwykle skuteczna metoda opowiadania historii.

## Co ma na szyi?

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów rzeźby jest metalowa ozdoba wokół szyi – torques, czyli charakterystyczny naszyjnik noszony przez wielu wojowników celtyckich.

To właśnie on pozwala rozpoznać, że nie mamy do czynienia z Grekiem.

Artysta nie mówi:

„Oto przypadkowy umierający człowiek.”

Mówi:

„Oto Gal.”

Jego tożsamość zostaje więc zakodowana w szczegółach.

I jest to bardzo interesujące, ponieważ sztuka grecka często przedstawiała obcych poprzez charakterystyczne cechy stroju, fryzury czy uzbrojenia.

Tutaj mamy właśnie taki przypadek.

## Fryzura i wąsy

Gal ma również charakterystyczne włosy i wąsy.

Dla współczesnego człowieka może to wyglądać jak zwykły detal.

Dla antycznego widza był to sposób na rozpoznanie „barbarzyńcy”.

Grecy przywiązywali dużą wagę do wyglądu.

Tożsamość kulturowa była widoczna na pierwszy rzut oka.

Grecki wojownik wyglądał inaczej.

Pers wyglądał inaczej.

Egipcjanin wyglądał inaczej.

Gal wyglądał inaczej.

Rzeźbiarz wykorzystał więc wygląd, aby natychmiast powiedzieć widzowi, po czyjej stronie stoi przedstawiony człowiek.

Ale jednocześnie zrobił coś jeszcze.

Nadał mu indywidualność.

To nie jest bezimienna masa barbarzyńców.

To konkretny człowiek.

## Dlaczego zwycięzca pokazuje pokonanego z godnością?

Tutaj dochodzimy do najważniejszego pytania dotyczącego tej rzeźby.

Czy nie jest dziwne, że zwycięska strona przedstawia swojego przeciwnika w tak szlachetny sposób?

Właśnie niekoniecznie.

W sztuce hellenistycznej pokonany przeciwnik może być jednocześnie dowodem potęgi zwycięzcy.

Jeżeli pokonany był słaby i żałosny, zwycięstwo nad nim niewiele znaczy.

Ale jeżeli był silny, odważny i godny szacunku, jego pokonanie pokazuje ogrom zwycięstwa.

To trochę jak powiedzenie:

„Pokonaliśmy groźnego przeciwnika.”

Dlatego przedstawienie Galla jako człowieka silnego i godnego może wcale nie osłabiać propagandowego przekazu.

Może go wzmacniać.

## „Barbarzyńca” jako człowiek

Jednocześnie ta rzeźba robi coś jeszcze.

Pozwala spojrzeć na świat z perspektywy przegranego.

Zazwyczaj historię piszą zwycięzcy.

Wiemy, kto wygrał bitwę.

Wiemy, który król przeżył.

Wiemy, które państwo przetrwało.

Ale bardzo rzadko zastanawiamy się nad pojedynczym człowiekiem po drugiej stronie.

„Umierający Gal” zmusza widza do tego.

Nie możemy patrzeć wyłącznie oczami zwycięzcy.

Musimy spojrzeć na pokonanego.

I nagle wróg przestaje być abstrakcją.

Ma twarz.

Ma ciało.

Ma swoją kulturę.

Ma swoją broń.

Ma swoje życie.

I właśnie je traci.

## Porównanie z Laokoönem

To interesujące, że wcześniej w naszej serii pojawił się „Laokoön i jego synowie”.

Obie rzeźby należą do świata sztuki hellenistycznej i obie przedstawiają cierpienie.

Ale sposób przedstawienia bólu jest zupełnie inny.

Laokoön walczy.

Jego ciało jest skręcone.

Mięśnie są napięte.

Wszystko jest ruchem.

Każda część kompozycji krzyczy:

„Jeszcze walczę!”

Umierający Gal jest już po drugiej stronie tego momentu.

On nie walczy.

On ustępuje.

Jego ciało powoli przestaje być aktywne.

Właśnie dlatego te dwie rzeźby można oglądać niemal jak dwa różne etapy tragedii.

Laokoön to walka.

Gal to koniec walki.

## A jednak nie wygląda jak człowiek upokorzony

To jedna z największych zalet tej rzeźby.

Gal jest pokonany.

Ale nie jest przedstawiony jako tchórz.

Nie błaga.

Nie ucieka.

Nie próbuje się poddać.

Siedzi z godnością.

To bardzo ważne, ponieważ sztuka propagandowa mogłaby z łatwością przedstawić wroga jako kogoś śmiesznego.

Tutaj tego nie ma.

Wręcz przeciwnie.

W pewnym sensie Gal zachowuje więcej godności niż wielu zwycięskich bohaterów przedstawianych w innych monumentach.

Jego porażka jest fizyczna.

Nie jest jednak całkowitym upokorzeniem.

## Kim był człowiek przedstawiony jako Gal?

Nie wiemy.

I to jest jedna z rzeczy, które nadają rzeźbie dodatkową siłę.

Nie znamy jego imienia.

Nie znamy jego wieku.

Nie wiemy, z jakiego plemienia pochodził.

Nie wiemy, czy miał żonę, dzieci albo rodzinę.

Nie wiemy, czy rzeczywiście był jednym z wojowników pokonanych przez Pergamon.

Dla nas pozostaje anonimowy.

A mimo to artysta zrobił z niego postać, którą pamiętamy ponad dwa tysiące lat później.

To ciekawy paradoks.

Jego prawdziwe imię zniknęło.

Jego historia zniknęła.

Jego życie zniknęło.

Ale jego obraz przetrwał.

## Rzeźba jako zwycięstwo nad czasem

I tutaj pojawia się jeszcze jeden poziom interpretacji.

Pierwotnie „Umierający Gal” miał prawdopodobnie upamiętniać zwycięstwo Pergamonu.

Państwo Pergamonu już nie istnieje.

Jego królowie już nie żyją.

Ich polityczna potęga dawno zniknęła.

A Gal, który miał symbolizować pokonanego barbarzyńcę, przetrwał w historii sztuki.

To dość ironiczne.

Monument miał przypominać:

„My zwyciężyliśmy.”

Po ponad dwóch tysiącach lat wiele osób pamięta jednak przede wszystkim tego, który przegrał.

Zwycięzca zniknął.

Pokonany pozostał.

## Kopia, która stała się sławniejsza niż oryginał

Warto też zaznaczyć, że rzeźba znana dzisiaj jako „Umierający Gal” nie jest zachowanym oryginałem hellenistycznym wykonanym w starożytności.

Jest rzymską kopią greckiego pierwowzoru.

To bardzo częsty problem w przypadku słynnej sztuki greckiej.

Grecy tworzyli oryginały.

Rzymianie bardzo często je kopiowali.

A oryginały z czasem ginęły.

W efekcie ogromna część tego, co znamy jako „sztukę grecką”, jest znana właśnie dzięki rzymskim kopiom.

To trochę tak, jakby oryginalny film zaginął, ale zachowała się bardzo dobra kopia wykonana przez kogoś kilka stuleci później.

Dzięki niej możemy przynajmniej zobaczyć, jak wyglądało dzieło.

## Od starożytności do muzeum

Rzeźba została odkryta w Rzymie w XVII wieku.

Później trafiła do kolekcji rodu Ludovisi, a następnie została zakupiona dla kolekcji papieskich i ostatecznie znalazła się w Muzeach Kapitolińskich.

W XVIII i XIX wieku stała się niezwykle popularna wśród europejskich artystów, kolekcjonerów i podróżników.

Była jednym z tych dzieł, które każdy wykształcony Europejczyk interesujący się sztuką chciał zobaczyć.

Jej wizerunki pojawiały się w książkach, rycinach i reprodukcjach.

Artyści studiowali ją ze względu na anatomię.

Historycy sztuki analizowali jej emocjonalność.

A podróżnicy przyjeżdżali do Rzymu, aby zobaczyć ją osobiście.

## Dlaczego ta rzeźba nadal działa?

Można powiedzieć, że znamy dziś niezliczoną liczbę przedstawień rannych wojowników.

Filmy, gry komputerowe, obrazy, fotografie – współczesna kultura jest pełna scen walki.

A jednak „Umierający Gal” nadal robi wrażenie.

Dlaczego?

Bo nie pokazuje przemocy.

Pokazuje jej konsekwencję.

Nie widzimy momentu, kiedy miecz uderza.

Nie widzimy krwi tryskającej z rany.

Nie widzimy zwycięzcy.

Widzimy człowieka po wszystkim.

I dlatego nasza wyobraźnia musi sama stworzyć całą bitwę.

To bardzo inteligentny zabieg.

Artysta pokazuje mniej, a dzięki temu widz wyobraża sobie więcej.

## Najbardziej ludzka rzecz w tej rzeźbie

Być może najbardziej poruszające jest to, że Gal nie jest pokazany jako ktoś niezwyciężony.

Nie jest superbohaterem.

Nie ma magicznej mocy.

Nie jest bogiem.

Jest człowiekiem.

Silnym, ale śmiertelnym.

Walecznym, ale pokonanym.

Dumnym, ale cierpiącym.

I właśnie przez to jest tak bliski współczesnemu odbiorcy.

Apollo jest ideałem.

Dawid jest bohaterem.

Perseusz jest triumfatorem.

Gal jest człowiekiem, który przegrał.

A przecież każdy człowiek w pewnym momencie życia doświadcza jakiejś formy porażki.

Nie zawsze wojny.

Czasem jest to choroba, utrata, rozczarowanie, starzenie się, koniec związku, utrata pracy albo po prostu świadomość, że czegoś nie da się już zmienić.

„Umierający Gal” nie mówi więc tylko o wojowniku.

Mówi o chwili, w której człowiek zdaje sobie sprawę, że nie wszystko zależy od niego.

## I właśnie dlatego jest tak piękny

To może zabrzmieć dziwnie, ale „Umierający Gal” jest piękną rzeźbą o przegranej.

Nie dlatego, że przegrana jest czymś dobrym.

Tylko dlatego, że artysta pokazał, iż nawet w klęsce może istnieć godność.

Człowiek może przegrać bitwę i nadal pozostać człowiekiem.

Może zostać pokonany i nadal zachować własną tożsamość.

Może umrzeć, a jego historia może przetrwać.

I właśnie dlatego ten anonimowy Gal stał się jednym z najbardziej pamiętnych przedstawień pokonanego wojownika w całej historii sztuki.

Jego przeciwnicy chcieli upamiętnić własne zwycięstwo.

A ostatecznie, ponad dwa tysiące lat później, patrzymy przede wszystkim na niego.

Siedzi samotnie na ziemi.

Głowa powoli opada.

Siła uchodzi z jego ciała.

Wie, że za chwilę umrze.

A mimo wszystko nie wygląda jak ktoś pozbawiony godności.

Wygląda jak człowiek, który przegrał, ale nie został poniżony.

I może właśnie to jest największym osiągnięciem tej rzeźby.

Nie sprawia, że współczujemy „biednemu barbarzyńcy”.

Sprawia, że na chwilę zapominamy, kto był zwycięzcą.

Patrzymy po prostu na człowieka.

14

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

PunBB bbcode test

15 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (Wczoraj 20:06:12)

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

Moje zaburzenia snu polegaja na tym,ze ciezko mi zasnac oraz czesto budze sie w nocy(jest z tym juz troche poprawy)... po prostu mam bezsennosc przy depresji... natomiast juz gdy sie budze w nocy to sie nie stresuje jak wcześniej,ze nie moge zasnąć tylko w nocy np trochę jestem na internecie i potem znowu zasypiam. Wczoraj w nocy sie obudziłam o 4 rano i bylam troche na internecie i niewiem kiedy zasnelam,bo sie obudziłam przed 9 rano. Właśnie jezeli ktos ma problemy z bezsennoscia i sie obudzi w srodku nocy to najgorsze co mozna zrobić to zamykac oczy i na sile wymuszac spanie,bo to tylko stres daje... I myślę,że to by było na tyle w wstępnego opisu i teraz tu zacznę opis mojej psychoterapii

16

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

„Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” – człowiek, który rozpływa się w ruchu

Na pierwszy rzut oka trudno nawet powiedzieć, co właściwie oglądamy.

Przed nami znajduje się coś przypominającego człowieka, ale jednocześnie bardzo dalekiego od klasycznego ludzkiego ciała. Nie ma wyraźnej twarzy. Nie ma rąk przedstawionych tak, jak znamy je z rzeźb antycznych. Nie ma klasycznych proporcji, spokojnego kontrapostu ani wyraźnej granicy między ciałem a otaczającą przestrzenią.

Postać wygląda tak, jakby właśnie zaczęła rozpadać się na kawałki, ale jednocześnie nie jest to rozpad.

Wręcz przeciwnie.

Wygląda, jakby poruszała się tak szybko, że powietrze zaczyna odkształcać jej ciało.

To „Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” Umberta Boccioniego – jedna z najbardziej charakterystycznych rzeźb włoskiego futuryzmu.

I jest w niej coś fascynującego.

Bo jeśli większość naszych dotychczasowych rzeźb próbowała zatrzymać człowieka w konkretnym momencie, Boccioni chciał zrobić coś niemal odwrotnego.

Chciał pokazać człowieka, który się porusza.

Nie człowieka stojącego.

Nie człowieka siedzącego.

Nie człowieka walczącego.

Nie człowieka umierającego.

Ale człowieka, którego ruch stał się najważniejszą częścią jego ciała.

Artysta zafascynowany nowoczesnością

Umberto Boccioni żył na początku XX wieku, w epoce, w której świat zmieniał się w niewiarygodnym tempie.

Pojawiały się samochody.

Samoloty.

Elektryczne oświetlenie.

Nowoczesne fabryki.

Tramwaje.

Telefony.

Kina.

Coraz szybszy transport.

Miasta rosły, a codzienne życie wyglądało zupełnie inaczej niż jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej.

Dla wielu ludzi była to epoka niezwykłego postępu.

Dla artystów oznaczało to jednak również problem.

Jeżeli świat jest coraz szybszy, to czy sztuka nadal powinna przedstawiać człowieka tak, jak robili to artyści dwa tysiące lat wcześniej?

Czy można przedstawiać współczesność za pomocą spokojnych, nieruchomych figur?

Futuryści odpowiedzieli:

Nie.

Ich zdaniem sztuka powinna odpowiadać nowoczesnemu światu.

Powinna być dynamiczna.

Powinna pokazywać energię.

Prędkość.

Ruch.

Hałas.

Technikę.

Miasto.

Maszyny.

I właśnie z tego sposobu myślenia narodziła się rzeźba Boccioniego.

Człowiek, który przestał być posągiem

Wyobraźmy sobie klasycznego Dawida Michała Anioła.

Stoi.

Ma ciężar rozłożony na nogach.

Jego ciało jest harmonijnie zorganizowane.

Możemy dokładnie przeanalizować jego mięśnie.

Wiemy, gdzie zaczyna się noga, gdzie kończy tors, gdzie znajdują się ręce i głowa.

Człowiek jest tutaj zamkniętą formą.

Boccioni chciał ten sposób myślenia zniszczyć.

W „Unikalnych formach ciągłości w przestrzeni” ciało nie kończy się wyraźnie na powierzchni skóry.

Niektóre elementy przypominają mięśnie.

Inne wyglądają jak fale.

Jeszcze inne jak skrzydła albo płomienie.

Postać wydaje się wychodzić poza własne ciało.

Jej forma przechodzi w przestrzeń.

To właśnie znajduje się w centrum futurystycznego myślenia.

Człowiek nie jest już nieruchomym obiektem.

Jest ruchem w przestrzeni.

Dlaczego figura wygląda tak dziwnie?

Boccioni chciał odejść od tradycyjnego sposobu przedstawiania anatomii.

Jeżeli człowiek idzie, to jego ciało nie jest przecież takie samo jak wtedy, kiedy stoi.

Mięśnie pracują.

Ramiona poruszają się.

Nogi zmieniają pozycję.

Ubranie przesuwa się.

Ciało przecina powietrze.

Powstaje wrażenie kierunku.

Właśnie dlatego Boccioni deformuje sylwetkę.

Nie interesuje go dokładne odtworzenie anatomicznego człowieka.

Interesuje go energia ruchu.

To bardzo ważna różnica.

Można powiedzieć, że tradycyjny rzeźbiarz pytał:

«„Jak wygląda człowiek?”»

Boccioni pyta:

«„Jak wygląda człowiek, kiedy się porusza?”»

A to są dwie zupełnie różne rzeczy.

Rzeźba, która nie ma twarzy

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów jest brak wyraźnej twarzy.

W wielu wcześniejszych dziełach twarz jest jednym z najważniejszych elementów.

Apollo ma idealne rysy.

Dawid ma skupione spojrzenie.

Perseusz pokazuje swoją triumfalną twarz.

Umierający Gal ma twarz człowieka pogrążonego w ostatnich chwilach życia.

Boccioni odbiera nam tę możliwość.

Nie mamy patrzeć na emocje bohatera.

Nie mamy pytać, czy jest szczęśliwy, smutny, przestraszony albo zmęczony.

Nie ma nawet znaczenia, kim konkretnie jest ten człowiek.

Najważniejszy jest ruch.

To właściwie anonimowy człowiek przyszłości.

Można sobie wyobrazić, że idzie przez wielkie, nowoczesne miasto.

Człowiek i przestrzeń

Tytuł dzieła jest bardzo ważny.

„Unikalne formy ciągłości w przestrzeni”.

Nie „człowiek idący”.

Nie „mężczyzna”.

Nie „chodząca postać”.

Boccioni mówi o formach i przestrzeni.

To niemal naukowy sposób myślenia.

Rzeźbiarz nie chce już tylko przedstawić konkretnej osoby.

Chce pokazać relację między ciałem a przestrzenią.

Człowiek porusza się przecież w otoczeniu.

Kiedy idziemy, powietrze znajduje się przed nami i za nami.

Nasza sylwetka tworzy określony rytm.

Widzimy ciało, ale jednocześnie widzimy ślad jego ruchu.

Boccioni próbuje ten ślad zamienić w materialną rzeźbę.

I właśnie dlatego jego figura wygląda trochę tak, jakby wiatr został zamieniony w metal.

To nie jest człowiek w zbroi

Czasami patrząc na tę rzeźbę, można odnieść wrażenie, że przedstawia futurystycznego robota albo człowieka w jakimś fantastycznym pancerzu.

To jednak nie jest przypadek.

Boccioni rzeczywiście nadał sylwetce pewną mechaniczną jakość.

Ale nie chodziło mu po prostu o przedstawienie maszyny.

Futuryści byli zafascynowani nowoczesną techniką, ale ich idea była szersza.

Chcieli, żeby sam człowiek stał się dynamiczny.

Ciało miało funkcjonować niemal jak maszyna.

Każdy krok miał być energią.

Każdy ruch miał tworzyć nowe formy.

W tym sensie postać Boccioniego jest czymś pomiędzy człowiekiem, ruchem i maszyną.

Nie jest robotem.

Nie jest klasycznym człowiekiem.

Jest człowiekiem nowoczesności.

Czy on właściwie idzie?

Tak można interpretować tę figurę.

Postać wygląda jak ktoś wykonujący zdecydowany krok do przodu.

Jedna noga znajduje się z przodu, druga pozostaje z tyłu.

Całe ciało pochyla się w kierunku ruchu.

Ale Boccioni nie próbuje odtworzyć pojedynczego momentu chodzenia.

Interesuje go raczej ciągłość.

To tak, jakbyśmy zobaczyli kilka kolejnych etapów ruchu nałożonych na siebie.

Trochę przypomina to fotografię chronofotograficzną z przełomu XIX i XX wieku, kiedy fotografowie wykonywali serię zdjęć pokazujących kolejne fazy ruchu.

W jednej fotografii człowiek znajduje się w określonej pozycji.

W następnej – trochę dalej.

W następnej – jeszcze dalej.

Boccioni chce właściwie zrobić coś podobnego, ale zamiast kilku fotografii tworzy jedną rzeźbę.

Futuryści nie chcieli spokojnego świata

Futuryzm był ruchem bardzo mocno związanym z nowoczesnością.

Jego przedstawiciele fascynowali się prędkością i energią.

Widzieli piękno w samochodach, samolotach, fabrykach i ruchliwych ulicach.

Dla nich stary świat był zbyt statyczny.

Muzea, tradycja i klasyczne ideały wydawały się należeć do przeszłości.

Chcieli sztuki, która będzie odpowiadać nowej epoce.

Dlatego rzeźba Boccioniego jest tak daleka od Apolla.

Apollo mówi:

„Piękno polega na harmonii.”

Boccioni odpowiada:

„Piękno może polegać na energii.”

To zupełnie inna filozofia.

I tutaj pojawia się pewien paradoks

Rzeźba Boccioniego jest jednym z najbardziej dynamicznych dzieł sztuki, jakie można sobie wyobrazić.

Ale przecież...

jest całkowicie nieruchoma.

Nie porusza się ani o milimetr.

Nie może.

Jest rzeźbą.

I właśnie tutaj znajduje się jej największy paradoks.

Artysta chce pokazać ruch za pomocą przedmiotu, który nie może się poruszać.

To podobny problem, z którym zmagali się artyści od tysięcy lat.

Jak przedstawić czas w czymś, co jest nieruchome?

Jak pokazać dźwięk?

Jak pokazać ruch?

Jak pokazać przemianę?

Boccioni odpowiada:

deformując formę.

Nie pokazuje ruchu jako osobnego wydarzenia.

Sprawia, że ruch staje się częścią samego kształtu.

Gdyby tę rzeźbę wyrzeźbić klasycznie...

Wyobraźmy sobie, że Boccioni postanowił przedstawić tego samego człowieka zgodnie z zasadami antycznej rzeźby.

Mielibyśmy głowę.

Klatkę piersiową.

Ramiona.

Nogi.

Mięśnie.

Wyraźną anatomię.

Być może piękne proporcje.

Ale zniknęłoby to, co najważniejsze.

Ruch.

Dlatego deformacja nie jest tutaj błędem.

Jest narzędziem.

Jeżeli noga wygląda jak wydłużona forma przecinająca przestrzeń, to dlatego, że Boccioni chce, abyśmy czuli kierunek ruchu.

Jeżeli ciało ma ostre, falujące powierzchnie, to dlatego, że mają one sugerować energię.

Jeżeli granica między postacią a otoczeniem się zaciera, to dlatego, że człowiek nie istnieje w próżni.

Rzeźba bez jednego idealnego punktu widzenia

To kolejna rzecz, która odróżnia Boccioniego od wielu klasycznych rzeźbiarzy.

W przypadku niektórych klasycznych posągów istnieje szczególnie korzystny punkt widzenia.

Patrzymy na Dawida od przodu.

Oglądamy Nike z określonego kierunku.

Tymczasem futurystyczna rzeźba Boccioniego właściwie prosi o chodzenie wokół niej.

Kiedy zmieniamy miejsce, zmienia się rytm form.

Jedna część zaczyna wystawać.

Inna znika.

Powierzchnie zaczynają na siebie nachodzić.

Sylwetka wygląda inaczej.

To bardzo ważne, ponieważ rzeźba przestaje być jednym obrazem.

Staje się serią obrazów zmieniających się w czasie.

Widz sam się porusza.

Rzeźba również wydaje się poruszać.

W efekcie powstaje relacja pomiędzy dziełem a człowiekiem.

A co z materiałem?

Boccioni wykonał oryginalną rzeźbę w gipsie, a później powstały jej odlewy z brązu.

Brąz okazał się dla tej formy niemal idealny.

Dlaczego?

Ponieważ brąz pozwala tworzyć bardzo skomplikowane, wystające fragmenty.

Można dzięki niemu uzyskać formy, które w marmurze byłyby znacznie trudniejsze.

I tutaj pojawia się kolejny ciekawy paradoks.

Przez tysiące lat marmur był jednym z najważniejszych materiałów sztuki europejskiej.

Boccioni wybiera materiał kojarzący się bardziej z techniką, przemysłem i odlewnictwem.

To pasuje do jego epoki.

Brąz jest ciężki, ale jego powierzchnia może wyglądać dynamicznie.

Światło przesuwa się po załamaniach.

Cienie pojawiają się i znikają.

W efekcie sama powierzchnia rzeźby zaczyna „pracować”.

Dlaczego dzieło jest tak słynne?

„Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” stały się jednym z symboli włoskiego futuryzmu.

Co ciekawe, dzisiaj dzieło jest często kojarzone nie tylko z muzeami sztuki, ale także z codziennym życiem.

Jego sylwetka została wykorzystana na włoskiej monecie 20 eurocentów.

To niezwykła kariera jak na awangardową rzeźbę.

Wyobraźmy sobie: dzieło stworzone przez artystę należącego do radykalnego ruchu artystycznego, który chciał zerwać z tradycją, trafia na zwykłe monety używane przez miliony ludzi.

Awangarda staje się codziennością.

Rzeźba, która kiedyś miała symbolizować przyszłość, została sama zamieniona w element współczesnej codzienności.

Ale z futuryzmem wiąże się również ciemniejsza historia

Nie można mówić o włoskim futuryzmie bez wspomnienia jego politycznego kontekstu.

Część futurystów fascynowała się wojną, przemocą i nacjonalizmem. Futuryzm został później częściowo związany z włoskim faszyzmem, choć relacje poszczególnych artystów z faszyzmem były różne i zmieniały się w czasie.

To ważne, ponieważ łatwo zrobić z futurystów prostą historię:

„Artyści uwielbiali nowoczesność i maszyny.”

Rzeczywistość była bardziej skomplikowana.

Ich zachwyt nad energią, przemocą i wojną miał również bardzo niebezpieczne konsekwencje.

Boccioni sam zginął bardzo młodo podczas I wojny światowej, w 1916 roku, po upadku z konia podczas szkolenia wojskowego.

Miał zaledwie trzydzieści trzy lata.

I tutaj historia jego życia niemal tragicznie łączy się z jego sztuką.

Artysta, który chciał przedstawiać ruch i energię nowoczesnego świata, sam został ofiarą gwałtownych przemian swojej epoki.

Człowiek przyszłości, który nie dożył przyszłości

Boccioni wierzył w nowoczesność.

Wierzył w energię.

Wierzył w zmianę.

Wierzył, że świat przyszłości będzie zupełnie inny.

A jednak zmarł w 1916 roku.

Nie zobaczył telewizji.

Nie zobaczył lotów pasażerskich na masową skalę.

Nie zobaczył komputerów.

Nie zobaczył internetu.

Nie zobaczył człowieka na Księżycu.

Nie zobaczył samochodów elektrycznych ani współczesnych drapaczy chmur.

Jego „człowiek przyszłości” pozostał więc zamrożony w wyobrażeniu początku XX wieku.

I to jest bardzo ciekawe.

Dla Boccioniego przyszłość oznaczała przede wszystkim prędkość i maszynę.

Dla nas przyszłość kojarzy się również z cyfryzacją, sztuczną inteligencją, biotechnologią czy eksploracją kosmosu.

Jego przyszłość stała się naszą przeszłością.

A jednak jego rzeźba nadal wygląda futurystycznie.

Czyli co właściwie jest przedstawione?

Można oczywiście powiedzieć:

„To po prostu człowiek idący.”

Ale to byłoby trochę zbyt proste.

To raczej idea człowieka poruszającego się przez nowoczesny świat.

Nie interesuje nas jego imię.

Nie interesuje nas jego historia.

Nie wiemy, dokąd idzie.

Nie wiemy, skąd przyszedł.

Nie wiemy, czy jest szczęśliwy.

Nie wiemy, czego chce.

Liczy się sam ruch.

Kierunek.

Energia.

Przestrzeń.

Ciągłość.

W pewnym sensie Boccioni odebrał człowiekowi indywidualność, aby dać mu coś innego:

uniwersalność.

To może być każdy z nas.

Każdy człowiek idący ulicą.

Każdy pasażer wysiadający z pociągu.

Każdy pracownik spieszący się do pracy.

Każdy człowiek przemieszczający się przez coraz szybszy świat.

Od Sfinksa do Boccioniego

Jeżeli spojrzymy na tę rzeźbę w kontekście naszej całej serii, różnica jest ogromna.

Wielki Sfinks w Gizie próbuje pokonać czas.

Jego ciało pozostaje nieruchome przez tysiące lat.

Apollo pokazuje doskonałość.

Dawid pokazuje napięcie przed wydarzeniem.

Laokoön pokazuje walkę.

Umierający Gal pokazuje moment, kiedy walka dobiega końca.

Nike pokazuje zwycięstwo poprzez ruch.

A Boccioni robi coś jeszcze innego.

On właściwie mówi:

„Nie chcę pokazać jednej chwili. Chcę pokazać samą ciągłość ruchu.”

To ogromna zmiana w myśleniu o rzeźbie.

Rzeźba, która bardziej przypomina proces niż przedmiot

I chyba właśnie to jest w niej najciekawsze.

Kiedy patrzymy na klasyczny posąg, możemy pomyśleć o nim jako o przedmiocie.

Stoi.

Ma określony kształt.

Możemy go zmierzyć.

Możemy opisać.

Boccioni próbuje stworzyć coś, co bardziej przypomina proces.

Postać nie jest zamkniętym obiektem.

Jest czymś, co dzieje się w przestrzeni.

To prawie tak, jakby artysta próbował wyrzeźbić nie człowieka, lecz jego ruch.

I dlatego niektóre fragmenty wyglądają jak części ciała, a inne jak ślady pozostawione przez ciało w powietrzu.

Człowiek i jego otoczenie zaczynają się ze sobą mieszać.

I może właśnie dlatego nadal wygląda nowocześnie

Minęło ponad sto lat od powstania tej rzeźby.

A mimo to kiedy patrzymy na nią dzisiaj, trudno uznać ją za całkowicie staromodną.

Wręcz przeciwnie.

Jej ostre, dynamiczne kształty mogą kojarzyć się z projektami pojazdów, robotami, futurystycznymi strojami czy grafiką science fiction.

Boccioni nie przewidział dokładnie przyszłości.

Ale przewidział coś ważniejszego:

że człowiek będzie coraz bardziej żył w świecie ruchu.

Samochody, pociągi, samoloty, windy, ruchome schody, telefony, ekrany, internet – wszystko przyspieszyło.

Człowiek XX i XXI wieku niemal bez przerwy gdzieś się przemieszcza, coś przesyła, coś odbiera, coś zmienia.

W tym sensie „Unikalne formy ciągłości w przestrzeni” nie są już tylko rzeźbą o początku XX wieku.

Są rzeźbą o nowoczesnym doświadczeniu życia.

Człowiek nie stoi w miejscu.

Idzie.

Przyspiesza.

Zmienia kierunek.

Wchodzi w kolejną przestrzeń.

A kiedy próbuje się go zatrzymać w jednej chwili, ta chwila okazuje się zbyt mała.

Boccioni rozciągnął więc człowieka poza jego własne ciało.

I właśnie dlatego jego dziwna, zdeformowana postać nadal wygląda tak, jakby za chwilę miała zrobić kolejny krok.

Jakby rzeźba wcale nie była skończona.

Jakby ruch trwał dalej poza jej granicami.

17

Odp: Moja Psychoterapia i powrót na forum

PunBB bbcode test

Posty [ 17 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Moja Psychoterapia i powrót na forum

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024