Poznałem kiedyś w pracy pewną kobiete, z którą miałem fajny kontakt i vibe. Wzmocnił się po jej burzliwym rozstaniu z poprzednim facetem. Mi się ona podobała, a ona widziała we mnie coś co nie pozwoliło jej calkowicie przejsc koło mnie. Miałem mieszane odczucia co do tego i postanowiłem się zdystansować. Ona wtedy odkryła karty, nieświadomie komunikajac mi, że jestem dla niej ważny i nie chce mnie stracić, ja odebrałem to jako zaproszenie do flirtu i czegoś więcej. Spędzaliśmy sobą czas prywatnie w takiej dziwnej relacji aż w końcu powiedzialem dość. Potem przez chwilę żałowałem, chciałem zawalczyć i przecholowalem, więc ta relacja była już skreślona. Nie mniej moje powolne dystansowanie się zadziałało na nia jak płachta na byka. Nagle w miejscu naszej pracy pojawił się ktoś inny, kto zaczął z nie spędzać czas. Więc naturalnie się wkurwiłem i zamiast całkowicie się zdystansować pojawiła się u mnie jebana zazdrość (z dalszej części myślę że to była forma manipulacji). Oczywiście wkurwila się na moją reakcje, i następne miesiace było tragiczne, ale ona i tak nie przechodziła obok mnie obojętnie. Początkowo byłem "osaczycielem", ale jak tylko postanowiłem iść w innym kierunku to ona tez na to reagowała aby wzbudzać u mnie zazdrość. Podjąłem zatem inna formę walki, zrobilem pewne wielkie rzeczy, o których wam nie opowiem, ale kopara by wam opadła a ona została doceniona jak zadna inna świecie. Wróciła forma relacji, ona tego na swój sposób potrzebowała, ale nie była w stanie dać nic więcej. Natomiast nie potrafiła też się całkowicie odciąć, i od czasu do czasu rzucała do mnie wrzutki. Ja jednak uparcie chciałem czegos więcej, i powtórzyliśmy schemat z poprzedniego roku. Ja widząc że trace czas chciałem konkretów, a ona nie. Wiec postanowiłem zniknąć, ale pojawiłem się w pracy ponownie. W międzyczasie ona postanowiła mnie na swój sposób ukarać (mniejsza o większość jak). A chwilę później dostalem deja vu. Znów się ktoś pojawil i znowu ktoś w miejscu pracy i znowu gadal z nią godzinami wlasnie w miejscu pracy (może jestem głupi, ale nie wierzę w przypadki).
Tym razem nie wytrzymałem, skończyłem to definitywnie. Ona w konsekwencji straciła pracę. Wiem, że darzyłem ja uczuciem, wiem też że postąpiłem słusznie, choć pewnie zostanę sprzedany jako tokstyk w jej otoczeniu, wiem też że nie byłem dla niej obojętny, ale nie wiem co to miało być i dlaczego wiedząc że mnie rani nie była w stanie wcześniej tego skończyć zmieniając prace, skoro w jej oczach byłem dla niej kimś ważnym. Tego nie wiem, choć ja odbieram to inaczej, właśnie przez pryzmat zachowania. Człowiek wiele znosił, właśnie przez uczucie, ale w końcu duma powiedziala dość.
Nie rozumiem takich osób, musiałem to przeciąć i skończyć na moich warunkach. Na pewno reakcji sie nie spodziewała. Może kiedyś zapłacze, że straciła wspaniałego faceta, a może po prostu to zleje. Nie wiem, ale ja już będę w innym miejscu, nawet jeśli nie wygasze tego uczucia do końca. Wiem, że jestem w innym miejscu też niż kilka miesięcy wcześniej i z racji tego, że już to przechodziłem to łatwiej jest się zebrać i nawet już podjąłem pewne kroki jak to sobie poukładać na nowo. Nie wiem po co ludzie bawią się agencja innych osób lub ich emocjami, skoro wiedzą że je krzywdzą. Mogła odejść w innych okolicznościach, wcześniej, ale nie miała na to jaj, zawsze musiało wyjść na jej. Mogła przede wszystkim nie dawać nadziei, a czerpała z tego pełną parą. Ja się do tego oczywiście przyczyniłem, ale ja ta nadzieję miałem, a ona z tego tylko korzystała, nie dawając nic kompletnie w zamian. W chwilach słabości nie była też oparciem, a dodatkowo podkręciła śrubę z tymi facetami w miejscu pracy. Mówiąc mi, że jestem ważnym a jednocześnie pozwalając na takie rzeczy mam totalne odmienne zdanie na ten temat. I serio nie wiem czy byłem dla niej ważną osobą. W każdym razie dostalem lekcje, ktorej nigdy nie zapomnę i niestety drogie Panie - potem się proszę nie dziwić, że nie potrafiąc docenić po ludzku faceta i o niego zabiegać kończycie nieszczęśliwie. Żeby nie było, pewnie i są faceci postępujący podobnie.
A wy co o tym myślicie? Mieliście podobne osoby w swoich otoczeniu?