Jestem z facetem młodszym już ponad 4 lata. Generalnie nigdy nam ta różnica wieku nie przeszkadzała, ale może ona jest problemem tylko tego nie dostrzegam. Jak to w związku bywały wzloty i upadki ale w tym roku czuje jakby z jego strony to było już tylko zwyczajne przyzwyczajenie i wygoda. Zmieniłam pracę co wiązało się z dużym stresem usłyszałam, że się oddalamy bo nie uprawiamy seksu. Tak było przyznaje się, ale ja na niego nie miałam kompletnie ochoty. Wzięłam do serca powiedzmy że coś się w międzyczasie poprawiło. Z tym że kiedy poruszony został ten temat poczułam się niezrozumiana i prawie noc ryczałam w łazience podczas gdy on po wszystkim się odwrócił i poszedł spać. W pracy dalej toksycznie i tak jak kiedyś potrafił mi napisać słowa otuchy tak wczoraj usłyszałam że coś najwidoczniej jest ze mną nie tak bo on się dogaduje ze wszystkimi. Nooo to było dla mnie jak kolejny cios i ponownie poczułam się źle. Pracujemy w jednej firmie natomiast w różnych działach. On zorganizował wyjście na bilarda ot czapy rzucił czy chce iść z nimi- nie chciałam się narzucać, znam te osoby ale chciałam mu zostawić taka jego strefę więc odmówiłam. Bardzo szybko to zaakceptowal i zaklepal stolik dla kolegów i koleżanek z pracy. Nie przepadam za grami w planszówki tym bardziej oczywiście kupił jakaś droga więc weekend spędziliśmy na graniu. Stwierdził że umówi się z chłopakami, najpierw namawiał mnie że może bym chciała iść z nimi powiedziałam że raczej chyba odpuszczę, po czym jednego z kolegów narzeczona ma być więc wczoraj podjął decyzję za mnie ostatecznie że na pewno nie chcę i ponownie zostałam wykluczona. I nawet bym to przełknęła ale jak powiedziałam że pójdę w takim razie do kina skoro on nie chce iść na ten film to usłyszałam żebym siedziała w domu i razem pójdziemy, wówczas on pójdzie na to co chce a ja na ten film o którym mówię dwa tygodnie. Wiecie to chodzi mi o to że ja potrafię zrobić coś na co nie mam ochoty a on na durny film nie pójdzie.
Średnio co dwa miesiące słucham jak to by mi pierścionek zaręczynowy kupił ale nie ma kasy. Tymczasem wpłata rozmowę ze może byśmy najpierw auto kupili. To dla niektórych niuanse a dla mnie dość istotna sprawa. Mam prawie 40 lat a dalej mogę powiedzieć że to mój chłopak... Tylko... Obowiązki domowe są w większości po mojej stronie chociaż staram się usadzić na tyłku i wprowadzam powoli podział ich. Nie jestem praczka, sprzątaczka, kucharka w jednym a tak się niestety coraz częściej czuje. Kiedyś potrafił zaskoczyć, niespodziewane kolacje przy świecach, kwiaty, czule gesty... Teraz czuję się jakbym miała współlokatora tylko takiego co wiecznie nic nie robi prócz grania na kompie.
Nie wiem może przesadzam, nie mam z kim o tym pogadać... Jak Wy to widzicie?
1 2026-05-15 00:08:38 Ostatnio edytowany przez Mała888999 (2026-05-15 00:17:44)
Podobne tematy
2 2026-05-15 00:15:45 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-05-15 00:15:55)
Rozwalilas zwiazek brakiem seksu.
3 2026-05-15 00:19:19 Ostatnio edytowany przez Mała888999 (2026-05-15 00:19:44)
Rozwalilas zwiazek brakiem seksu.
Rozumiem jego punkt widzenia ale dlaczego on nie widzi mojego. Kiedy on miał kryzysy w pracy i nie miał ochoty to się odsuwalam i dałam przestrzeń a teraz nagle jest gorszy okres u mnie więc co pójdzie nowej szukać?
Ja to widzę tak, że kompletnie do siebie nie pasujecie. Nie za bardzo umiesz się sobą zająć, to znaczy wymuszasz zajmowanie się sobą facetowi.
Nie za bardzo jesteś asertywna - dużo się dzieje poza tym co komunikujesz. Np. zgadzasz się na coś, a jednocześnie czujesz się pominięta, obrażona.
Ale tak to jest z wieloma niedowartościowanymi kobietami. Specjalnie robią gównoburze, żeby zwrócić na siebie uwagę.
Zapewne w swoim wieku nie widzisz alternatyw, dlatego tkwisz w tym co jest, licząc, że np. oświadczyny coś zmienią. Nie zmienią, bo jest zbyt wiele różnic. Wy nawet na film nie jesteście w stanie razem iść.
Piszesz, że w kolejnej pracy jest toksycznie, a jednocześnie w tej samej pracy twój facet mówi, że nie. No to raczej problem jest w tobie i twoim podejściu do życia.
Mała888999, jak tak cię czytam, to przechodzi mi przez myśl, że nie ma was, że twoje odczucia są dobre, a on cię dodatkowo zwodzi jak z tym pierścionkiem. Zresztą, zachowujecie się jak nie do końca udane małżeństwo z dwudziestoletnim stażem - co realnie da ci pierścionek, bo według mnie nic. To faceta nie zmieni. Lepiej pomyśl o sobie, o swojej przyszłości, zamiast wplatać się w relację bez perspektyw. Jeśli natomiast chodzi o twoją pracę, to akurat coś może być na rzeczy, że jakieś niedostatki czy może po prostu jakaś twoja większa wrażliwość - to są spawy po twojej stronie, a nie po stronie współpracowników czy znajomych.
6 2026-05-15 11:37:59 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2026-05-15 11:43:01)
Problemem jest Twoje niezadowolenie z życia, z siebie. I brak komunikatywnosci w prostych sprawach.
co do sfery seksu, delikatnej przecież, to ważniejszy jest sposób przekazu niż sam fakt.
z pracą nie rozumiem czemu nie poszukasz innej?Czy od wyżalania się drugiej osobie stanie się ona mniej toksyczna? Nie, bo przecież Ciebie nie obchodzi tak naprawdę spojrzenie chłopaka na ten temat, uważasz że nie ma racji.
rozumiem, że są ludzie którzy lubią narzekać, ale nic nie zmieniać, ale to jest naprawdę bardzo męczące w związku.
ani klimat ani pora na pierścionek zaręczynowy.
7 2026-05-15 12:28:52 Ostatnio edytowany przez madoja (2026-05-15 12:32:44)
Wiecie to chodzi mi o to że ja potrafię zrobić coś na co nie mam ochoty a on na durny film nie pójdzie.
Hmmm... Ale wymieniłaś właśnie cały szereg rzeczy (oprócz planszówki) których nie chcesz z nim robić. Bilard nie, spotkania z jego znajomymi nie, seks nie.
Ty masz podejście " będzie fajny seks, dopiero gdy dostanę należyte wsparcie emocjonalne", natomiast facet myśli "skoro nie ma seksu, to nie mam ochoty się do niej zbliżać emocjonalnie" (nie jako kara czy szantaż, ale faceci właśnie poprzez seks czują bliskość i akceptację).
Wiem że to może być trudne i kontrowersyjne, ale jeśli chcesz ratować związek spróbuj od zbliżenia się do faceta. Wieczór we dwoje, ładny strój, daj mu kilka komplementów, a potem bądź jego dziwką. Po wszystkim możecie porozmawiać. Zobaczysz że jego uczucie do Ciebie wróci.
Coś tam grubo nie styka. Po wieku 40 lat już raczej lepiej z seksem nie będzie (w sensie chęci + możliwości) więc jeżeli teraz jest posucha to albo partner nie "iskrzy" albo inne szatany są tam czynne. A może obawa, że lepszego partnera już nie spotkasz i stąd z nim jesteś mimo, że pociąg do niego zmalał ?
JohnyBravo777 napisał/a:Rozwalilas zwiazek brakiem seksu.
Rozumiem jego punkt widzenia ale dlaczego on nie widzi mojego. Kiedy on miał kryzysy w pracy i nie miał ochoty to się odsuwalam i dałam przestrzeń a teraz nagle jest gorszy okres u mnie więc co pójdzie nowej szukać?
Ale to jest twoj niewolnik czy wolny czlowiek, ktory moze podejmowac inne decyzje niz Ty?
W tym związku brak komunikacji, a to podstawa
11 2026-05-15 14:04:23 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2026-05-15 14:04:29)
W tym związku brak komunikacji, a to podstawa
Brak komunikacji nigdy nie jest przyczyna tylko skutkiem.
Absurdalne jest, ze ludzie obwiniaja "brak komunikacji" za jakiekolwiek problemy.
12 2026-05-15 20:03:14 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-05-15 20:03:24)
Wiem że to może być trudne i kontrowersyjne, ale jeśli chcesz ratować związek spróbuj od zbliżenia się do faceta. Wieczór we dwoje, ładny strój, daj mu kilka komplementów, a potem bądź jego dziwką. Po wszystkim możecie porozmawiać. Zobaczysz że jego uczucie do Ciebie wróci.
Dobrze ze Madoja to napisała bo facet by po uszach dostał ![]()
Zasadniczo po 4 latach to on już powinien zrobić z niej "dziwkę" dawno temu, a nie że ona ma się dać tak potarmosić po 4 latach dopiero teraz by coś tam osiągnać. Nie wiem jak tam jest, ale przy tak długim okresie chłodu nagły skok o kilka skal w intensywności może się wydać facetowi podejrzany. Ona już dawno temu powinna sama z siebie mu się wieszać na szyi i mu mówić, że zrobił z niej dziwkę (jeżeli faktycznie udało mu się to z nią zrobić), a nie że teraz przyaktorzy jak Jan Furtok w meczu z San Marino (gol strzelony ręką, przypominam). Jeżeli do tej pory nie dał rady to ... A co jak facet się wystraszy ?
Tam jest jeszcze coś takiego "średnio co dwa miesiące słucham jak to by mi pierścionek zaręczynowy kupił ale nie ma kasy". Jeżeli facet się zadeklarował, coś obiecał, i jak rozumiem coś ważnego, no to niech nie robi z gęby cholewy. Albo się wie co się mówi albo się nie wie. Po części trochę rozumiem autorkę. Lata mijają, a facet pieprzy że te deklaracje jakie złożył kiedyś to ... zasadniczo nie są aż tak ważne bo jakieś auto musi kupić ?
Tam jest jeszcze coś takiego "średnio co dwa miesiące słucham jak to by mi pierścionek zaręczynowy kupił ale nie ma kasy". Jeżeli facet się zadeklarował, coś obiecał, i jak rozumiem coś ważnego, no to niech nie robi z gęby cholewy. Albo się wie co się mówi albo się nie wie. Po części trochę rozumiem autorkę. Lata mijają, a facet pieprzy że te deklaracje jakie złożył kiedyś to ... zasadniczo nie są aż tak ważne bo jakieś auto musi kupić ?
Rzeczywiście to żenujące. Jak nie jest pewny to niech nie pierdzieli po prostu
Dżaro2026 w związku jest tak, że wszystko z czegoś wynika i ma swoją strukturę. Skok do przodu z zaręczynami jest głupi. Oczywiście jest dla niej ważny, bo jej chodzi o ciągłe potwierdzanie własnej wartości u niego i tu jest cały haczyk.
Za chwilę będzie chciała dziecka, tez tylko po to. Może przez jakiś czas poczuje się ważna.
Wracając do zależności związkowych. Facet niewiele od siebie daje, bo i niewiele dostaje. Tak to już jest i działa w obie strony.
Pierwsze co mi się rzuca w oczy, to że gdy rozmawiałaś z nim o tym, dlaczego nie miałaś ochoty się z nim kochać, czy też że nie masz takich relacji zbudowanych jak on, to on Ci dał do zrozumienia, że to z tobą coś jest nie tak, bo on jakoś potrafił zbudować w pracy relacje - to nie potrafiliście się zrozumieć. Niestety w dłuższym związku, gdzie ludzie są już spory kawał czasu razem mogą przestać zauważać uczucia drugiej osoby i jej po prostu nie zrozumieć. Przez to wtedy słyszymy nie to co byśmy chcieli - jak w twoim przypadku, kiedyś pisał słowa otuchy, a teraz uważa że przesadzasz.
Tak samo ty robisz coś na co nie masz ochoty dla niego, gdy on nie ma problemu Ci oznajmić że czegoś nie zrobi/nie pójdzie itp. Powinnaś tu tą sprawę rozwiązać, albo pogadać z nim o tym, albo po prostu przestać robić coś na siłę, gdy czegoś nie chcesz. Bo w taki sposób unieszczęśliwiasz siebie i jego przede wszystkim.
Co do pierścionka zaręczynowego, to gadaniem tylko to odwleka. Normalnie facet by kupił i Ci go dał, a nie obiecywał że kiedyś da ale kasy nie ma, to po prostu... słabe i żenujące. Ile ludzie nie ma pieniędzy, a są w stanie nawet uzbierać parę stów na jakiś ładny pierścionek, przecież miłość nie przelicza się na tysiące - no chyba, że jakaś pusta lala by innego nie przyjęła, bo by była z kimś dla kasy ^^ Ślub też można wziąć cywilny i to z samymi rodzicami i świadkami, wesela robić nie trzeba - co to za problem?
Facet po prostu Cię tym zbywa, a ty się go trzymasz bo już jesteście spory czas razem, a przede wszystkim odczuwasz jak widzę swój wiek, co tym bardziej Cię przy nim wiąże, bo coś czuję że obawiasz się, że z nikim innym się nie zwiążesz.
Jak dla mnie sama musisz wiedzieć, czy z nim chcesz być, czy też nie. Nikt Ci nie wskaże właściwej drogi, bo to Twoje życie. Ja napisałam jak to widzę z tego co tu przedstawiłaś, ale to tylko maleńkie ziarenko piasku, jeśli chodzi o te lata waszego życia, które pokazałaś. No nic, obyś wiedziała jak postąpić, ale pamiętaj że ważne jest pomyśleć też o sobie i swoim szczęściu.
17 2026-05-16 01:42:51 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-05-16 01:45:24)
Zmęczyło mnie samo czytanie, dlatego mogę sobie wyobrazić, jak męcząca ta relacja musi być od środka.
Na tapet wezmę tylko ten fragment:
Pracujemy w jednej firmie natomiast w różnych działach. On zorganizował wyjście na bilarda ot czapy rzucił czy chce iść z nimi- nie chciałam się narzucać, znam te osoby ale chciałam mu zostawić taka jego strefę więc odmówiłam. Bardzo szybko to zaakceptowal i zaklepal stolik dla kolegów i koleżanek z pracy.
Wspomniałaś, że masz 40 lat, a zachowujesz się jak sfochowana nastolatka. Dorośli ludzie mają prawo trzymać się tego, co usłyszeni od drugiej dorosłej osoby. Jeśli zatem uznałaś, że chcesz iść, to należało o tym powiedzieć, a nie oczekiwać, że partner będzie Cię o to prosił. Twój komunikat mówił w końcu coś innego.
Nie przepadam za grami w planszówki tym bardziej oczywiście kupił jakaś droga więc weekend spędziliśmy na graniu.
Co znaczy "oczywiście kupił jakąś drogą"? Może warto przyjąć wersję, że miał ochotę na tę grę i wcale nie zrobił tego przeciwko Tobie.
Ty z kolei jeśli nie chciałaś grać, to zamiast pielęgnować w sobie żale, mogłaś w tym czasie zająć się sobą, robiąc coś zupełnie innego.
Stwierdził że umówi się z chłopakami, najpierw namawiał mnie że może bym chciała iść z nimi powiedziałam że raczej chyba odpuszczę, po czym jednego z kolegów narzeczona ma być więc wczoraj podjął decyzję za mnie ostatecznie że na pewno nie chcę i ponownie zostałam wykluczona.
Ale że jak wykluczona? Przecież to Ty sama powiedziałaś, że odpuszczasz.
I nawet bym to przełknęła ale jak powiedziałam że pójdę w takim razie do kina skoro on nie chce iść na ten film to usłyszałam żebym siedziała w domu i razem pójdziemy, wówczas on pójdzie na to co chce a ja na ten film o którym mówię dwa tygodnie. Wiecie to chodzi mi o to że ja potrafię zrobić coś na co nie mam ochoty a on na durny film nie pójdzie.
I ja naprawdę rozumiem, że czasem powinniśmy wzajemnie trochę się naginać, żeby spędzić ze sobą czas, ale moim zdaniem cały czas szukasz dziury w całym, a tak naprawdę potwierdzenia, że jesteś dla niego ważna. Tym potwierdzeniem ma być fakt proszenia Cię, namawiania na coś, pomimo że twierdzisz, że nie masz ochoty, spędzania czasu "po Twojemu".
I żeby nie było - on też ma swoje za uszami, choćby w temacie pierścionka, ale jego raczej nie zmienisz. Możesz jednak zmienić własne zachowanie, ono z kolei będzie determinować zmiany w całym związku.
18 2026-05-16 02:29:56 Ostatnio edytowany przez Solaris (2026-05-16 02:38:01)
Nie wiem może przesadzam, nie mam z kim o tym pogadać... Jak Wy to widzicie?
Nie daj sobie wmówić, że wina leży po Twojej stronie. I seks też nie działa tak, że jak mu ‘dasz’, to nagle wszystko się zmieni. To są naczynia połączone, ale nie w sensie, że seks rozwiąże problem. Jeśli w relacji brakuje wsparcia, bliskości i szacunku to sam seks tego nie naprawi a z jego strony to nie wiadomo jak to naprawdę jest, ale z tego co piszesz to on też się wycofał emocjonalnie i trochę przestał dbać o wasz związek a tu potrzeba troski z obu stron bo inaczej będzie to jednostronna relacja.
Przykre to, że czujesz się w tym wszystkim coraz bardziej sama i w dodatku większość obowiązków domowych jest na Twojej głowie.
Teraz to najważniejsze, aby sprawdzić czy on jeszcze chce budować tę relację razem z Tobą, czy już bardziej płynie siłą przyzwyczajenia. Bo trochę tak to wygląda i zresztą sama tak czujesz. Także w jakis weekendzik winko i szczera rozmowa o tym co sie miedzy wami dzieje bo inaczej będziecie się dalej mijać.
A, i jeśli Ty chcesz ślubu to po 4 latach ja bym juz zapytała wprost czy on traktuje was poważnie i ma realne plany bo jak nie to szkoda czasu na ciągle deklaracje bez pokrycia.
Z tym seksem, to ok, może na chwilkę pomóc, ale co potem? Potem wróci do tego, co było? Libido zależne jest od wielu czynników, a tak w ogóle jeśli już teraz nie czuje się dziwką w łóżku, to raczej się nie poczujesz tak na dłuższą metę. Dlatego seks jako narzędzie ok, ale na krótką metę, a tak w ogóle to lepiej dać jest sobie spokój z takim związkiem. Ten facet jest z nią dla wygody, zwodzi Autorkę i nic z tego nie będzie wynikać.
madoja napisał/a:Wiem że to może być trudne i kontrowersyjne, ale jeśli chcesz ratować związek spróbuj od zbliżenia się do faceta. Wieczór we dwoje, ładny strój, daj mu kilka komplementów, a potem bądź jego dziwką. Po wszystkim możecie porozmawiać. Zobaczysz że jego uczucie do Ciebie wróci.
Dobrze ze Madoja to napisała bo facet by po uszach dostał
Ale sam seks nie rozwiąże problemu.
Uważam, że sprawy zaszły (za) daleko, bo on już się po cichu emocjonalnie wycofał.
Uważam, że sprawy zaszły (za) daleko, bo on już się po cichu emocjonalnie wycofał.
Mnie dziwi jak oni mogli się w ogóle związać.
Bert44 napisał/a:madoja napisał/a:Wiem że to może być trudne i kontrowersyjne, ale jeśli chcesz ratować związek spróbuj od zbliżenia się do faceta. Wieczór we dwoje, ładny strój, daj mu kilka komplementów, a potem bądź jego dziwką. Po wszystkim możecie porozmawiać. Zobaczysz że jego uczucie do Ciebie wróci.
Dobrze ze Madoja to napisała bo facet by po uszach dostał
Ale sam seks nie rozwiąże problemu.
Uważam, że sprawy zaszły (za) daleko, bo on już się po cichu emocjonalnie wycofał.
Ja wiem. Nie o to mi chodziło.
Tam wiele rzeczy nie dziala a problem z seksem to najczęściej wynik a nie przyczyna
Bardziej Tobie zależy, niż jemu. On to czuje, on nie boi się końca tego związku, dlatego to Ty jesteś tą, która "idzie na kompromis", a jemu nie chce się iść do kina. Pytanie - czy bycie w związku jest tego warte? Co z tego masz, poza statusem "posiadania" chłopaka? Dlaczego tak bardzo boisz się być sama (do czasu poznania kogoś nowego)?
24 2026-05-16 16:24:57 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-05-16 16:26:28)
Bardziej Tobie zależy, niż jemu. On to czuje, on nie boi się końca tego związku, dlatego to Ty jesteś tą, która "idzie na kompromis", a jemu nie chce się iść do kina. Pytanie - czy bycie w związku jest tego warte? Co z tego masz, poza statusem "posiadania" chłopaka? Dlaczego tak bardzo boisz się być sama (do czasu poznania kogoś nowego)?
Lepiej zeby sie zastanowiła co nie działa bo tu pewnie oboje moga duzo poprawić. A tak jak ucieknie to w następnym zwiazku zrobi to samo. I dalej nie bedzie wiedziała o co chodzi, czemu nie dziala. Zawsze można zrzucać winę na drugą stronę i tak zycie "przejechac". Ale czy warto?
PS wcale nie jest powiedziane ze jej bardziej zalezy. Oni sa na etapie obustronne "domysl sie jak kochasz". On pewnie tak samo sie gryzie
No co nie działa? Na początku pojawił się tymczasowy kryzys z powodu zmiany pracy. Niby to zapoczątkowało problemy, choć wątpię. Następnie on miał ją gdzieś, kiedy płakała, później kolejny raz wykazał się brakiem empatii i dodatkowo złośliwością. Ona w reakcji na jego chłód, poczuła się niechciana/niekochana i automatycznie zaczęła się wycofywać, a jemu najwyraźniej było to na rękę lub nie miało znaczenia. Dalej była ta nie do końca zrozumiał część z filmem, gdzie nie chciał iść na ten sam, tylko mieli iść razem, ale osobno? Autorka zaznaczyła, że wielokrotnie dostosowywała się dla niego, a on dla niej nie. Na koniec dowiadujemy się, że to właściwie układ matka-syn, gdzie Autorka wszystko ogarnia, a synek gra w gry i zwodzi mamę pierścionkiem (i to w sumie wszystko, co on daje od siebie w tej relacji).
Jakie wnioski Autorka może z tego wyciągnąć na przyszłość? Moim zdaniem takie, aby: nie wchodzić w relacje z facetami o mentalności dziecka; więcej wymagać; nie robić za gosposię; patrzeć na czyny, a nie słowa (np. o pierścionku); najlepiej od razu informować o oczekiwaniach i nie bać się, że to odstraszy (jeśli odstraszy, to dobrze, bo nie zmarnuje kolejnych 4 lat); nie wycofywać się, tylko komunikować od razu co się nie podoba, co czuje itd. (tu może być trudniej, bo to raczej wykształcony mechanizm obronny); jeśli partner zignoruje taki komunikat, to zaakceptować, że nic z tego nie będzie i pożegnać się. Oczywiście, że łatwiej napisać, trudniej zrobić, ale tak wygląda to w teorii i wystarczy włożyć w to jakiś wysiłek. A jak się nie chce, to się później cierpi i życie marnuje.
A z tej mąki już chleba nie będzie, trzeba iść dalej.
No co nie działa? Na początku pojawił się tymczasowy kryzys z powodu zmiany pracy. Niby to zapoczątkowało problemy, choć wątpię. Następnie on miał ją gdzieś, kiedy płakała, później kolejny raz wykazał się brakiem empatii i dodatkowo złośliwością. Ona w reakcji na jego chłód, poczuła się niechciana/niekochana i automatycznie zaczęła się wycofywać, a jemu najwyraźniej było to na rękę lub nie miało znaczenia. Dalej była ta nie do końca zrozumiał część z filmem, gdzie nie chciał iść na ten sam, tylko mieli iść razem, ale osobno? Autorka zaznaczyła, że wielokrotnie dostosowywała się dla niego, a on dla niej nie. Na koniec dowiadujemy się, że to właściwie układ matka-syn, gdzie Autorka wszystko ogarnia, a synek gra w gry i zwodzi mamę pierścionkiem (i to w sumie wszystko, co on daje od siebie w tej relacji).
Jakie wnioski Autorka może z tego wyciągnąć na przyszłość? Moim zdaniem takie, aby: nie wchodzić w relacje z facetami o mentalności dziecka; więcej wymagać; nie robić za gosposię; patrzeć na czyny, a nie słowa (np. o pierścionku); najlepiej od razu informować o oczekiwaniach i nie bać się, że to odstraszy (jeśli odstraszy, to dobrze, bo nie zmarnuje kolejnych 4 lat); nie wycofywać się, tylko komunikować od razu co się nie podoba, co czuje itd. (tu może być trudniej, bo to raczej wykształcony mechanizm obronny); jeśli partner zignoruje taki komunikat, to zaakceptować, że nic z tego nie będzie i pożegnać się. Oczywiście, że łatwiej napisać, trudniej zrobić, ale tak wygląda to w teorii i wystarczy włożyć w to jakiś wysiłek. A jak się nie chce, to się później cierpi i życie marnuje.
A z tej mąki już chleba nie będzie, trzeba iść dalej.
Zawsze jak się chrzani w zwiazku to jest ciężko. I albo sie ludzie sie okopuja albo słysza nawzajem. Albo jedno słucha a drugie nie. Jedyna wersja pozwalająca na naprawę to słyszymy się wzajemnie. Próbujemy słyszeć. Staramy się. Jak nie to kicha.
Moge tak jak Ty stworzyc scenariusz w oczach gościa.
Mamy zwiazek. Jest ok. Zmieniła pracę i widze ze zestresowana jest. Więc staram sie wesprzeć. Poprawić humor. Zapraszam na bilarda, imprezę, gdziekolwiek. Nic nie akceptuje. Nie daje sie dotknąć. Chyba juz przestaje byc dla niej kimś ważnym. Seks zniknal. Odmawia caly czas. Staram sie ale w kółko nie ma humoru. Nie ma czasu. Nie ma ochoty. Coraz wiecej gram na kompie. Moge sie wtedy wyluzować bo ciagle cos wisi w powietrzu. Niewazne co zrobię w domu jest zle. Nie chce mi sie juz nic robic . Po co skoro jest zle i wielkie nie dotykaj mnie?
Chyba ja wk...wiam. Nie mam siły na to. Ona mnienjuz nie kocha raczej. Byłem zdecydowany na ślub ale każdy dzień budzi we mnie wiecej wątpliwości.....
Achh, piękna manipulacja. Gdyby to się chociaż zgadzało z treścią wątku, ale się nie zgadza. Zgubiłeś też kilka istotnych informacji i pomieszałeś kolejność. A wystarczyło napisać - "dla zasady się z tobą nie zgadzam, bo cię zaszufladkowałem.".
28 2026-05-16 20:01:34 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-05-16 20:02:23)
Achh, piękna manipulacja. Gdyby to się chociaż zgadzało z treścią wątku, ale się nie zgadza. Zgubiłeś też kilka istotnych informacji i pomieszałeś kolejność. A wystarczyło napisać - "dla zasady się z tobą nie zgadzam, bo cię zaszufladkowałem.".
Ale to bez znaczenia. Albo ludzie chcą byc razem i razem sie starają albo nie. Czasem trzeba sie rozstać jak piszesz kiedy tylko jedna osoba sie stara ale w tym watku nie wiem co jest problemem bo nie znamy wersji faceta.
A osoba rozczarowana związkiem zazwyczaj widzi winnego/winna po drugiej stronie
Nie znamy, ale wygląda na to, że Autorka nie przyszła się wybielić, bo zadała pytanie "Czy to kryzys?", czyli chciała oceny sytuacji (którą szczerze opisała) kogoś z zewnątrz, nie szukania winnych.
SamotnaWilczyca napisał/a:Achh, piękna manipulacja. Gdyby to się chociaż zgadzało z treścią wątku, ale się nie zgadza. Zgubiłeś też kilka istotnych informacji i pomieszałeś kolejność. A wystarczyło napisać - "dla zasady się z tobą nie zgadzam, bo cię zaszufladkowałem.".
Ale to bez znaczenia. Albo ludzie chcą byc razem i razem sie starają albo nie. Czasem trzeba sie rozstać jak piszesz kiedy tylko jedna osoba sie stara ale w tym watku nie wiem co jest problemem bo nie znamy wersji faceta.
A osoba rozczarowana związkiem zazwyczaj widzi winnego/winna po drugiej stronie
Nigdy nie znamy wersji drugiej strony więc musimy trochę zawierzyć jednej;)
Nie znamy, ale wygląda na to, że Autorka nie przyszła się wybielić, bo zadała pytanie "Czy to kryzys?", czyli chciała oceny sytuacji (którą szczerze opisała) kogoś z zewnątrz, nie szukania winnych.
Zgadza sie
Bert44 napisał/a:SamotnaWilczyca napisał/a:Achh, piękna manipulacja. Gdyby to się chociaż zgadzało z treścią wątku, ale się nie zgadza. Zgubiłeś też kilka istotnych informacji i pomieszałeś kolejność. A wystarczyło napisać - "dla zasady się z tobą nie zgadzam, bo cię zaszufladkowałem.".
Ale to bez znaczenia. Albo ludzie chcą byc razem i razem sie starają albo nie. Czasem trzeba sie rozstać jak piszesz kiedy tylko jedna osoba sie stara ale w tym watku nie wiem co jest problemem bo nie znamy wersji faceta.
A osoba rozczarowana związkiem zazwyczaj widzi winnego/winna po drugiej stronieNigdy nie znamy wersji drugiej strony więc musimy trochę zawierzyć jednej;)
No
Solaris napisał/a:Bert44 napisał/a:Ale to bez znaczenia. Albo ludzie chcą byc razem i razem sie starają albo nie. Czasem trzeba sie rozstać jak piszesz kiedy tylko jedna osoba sie stara ale w tym watku nie wiem co jest problemem bo nie znamy wersji faceta.
A osoba rozczarowana związkiem zazwyczaj widzi winnego/winna po drugiej stronieNigdy nie znamy wersji drugiej strony więc musimy trochę zawierzyć jednej;)
No
Cóż za skondensowana odpowiedź ![]()
Bert44 napisał/a:Solaris napisał/a:Nigdy nie znamy wersji drugiej strony więc musimy trochę zawierzyć jednej;)
No
Cóż za skondensowana odpowiedź
A ile treści niesie ![]()
Solaris napisał/a:Bert44 napisał/a:No
Cóż za skondensowana odpowiedź
A ile treści niesie
Cały Ty ![]()
36 2026-05-19 00:49:54 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-05-19 01:12:39)
madoja napisał/a:Wiem że to może być trudne i kontrowersyjne, ale jeśli chcesz ratować związek spróbuj od zbliżenia się do faceta. Wieczór we dwoje, ładny strój, daj mu kilka komplementów, a potem bądź jego dziwką. Po wszystkim możecie porozmawiać. Zobaczysz że jego uczucie do Ciebie wróci.
Dobrze ze Madoja to napisała bo facet by po uszach dostał
To samo pomyślałem. ![]()
Babka zmieniła pracę, bo w poprzedniej było toksycznie i w tej też jest, w dodatku nie ma znajomych, z którymi mogłaby pogadać o problemach związkowych ? No coś może być na rzeczy, że to z nią jest problem.
I ta litania ciągłego odmawiania.....to nie, tamto nie. Ile można się starać i ile można wychodzić z inicjatywą cały czas napotykając odmowę lub zgodę z widoczną łaską?
Z drugiej strony te jego gadki o pierścionku nie wiem czemu mają służyć. Zapewnieniu, że poważnie o niej myśli i że wciąż widzi ich przyszłość jako pary? A może mają być pstryczkiem w nos, że jakby przestała kiężniczkować to już by to zrobił? A może to tylko bezwiedna odpowiedź na jej insynuacje i naciski, bo widać, że babce się śpieszy.....
Nie daj sobie wmówić, że wina leży po Twojej stronie. I seks też nie działa tak, że jak mu ‘dasz’, to nagle wszystko się zmieni.
Ktoś tu kiedyś dobrze napisał, że dobry seks to tylko 10% szczęścia w udanym związku, ale zły seks to 90% nieszczęścia kiedy się sypie. A przynajmniej coś w tym stylu. I taka jest prawda. Seks jest jednym z fundamentów związku i jednocześnie papierkiem lakmusowym. Jeśli ona swoje potrzeby w tym względzie komunikuje tak jak ich to wyjście na bilarda i ciągłe księżniczkowanie to musi być bardzo, ale to bardzo słabiutko. A żaden facet nie czyta w myślach.
Nie znamy, ale wygląda na to, że Autorka nie przyszła się wybielić, bo zadała pytanie "Czy to kryzys?", czyli chciała oceny sytuacji (którą szczerze opisała) kogoś z zewnątrz, nie szukania winnych.
Autorka zapytała, bo sama nie ma nikogo bliskiego, aby porozmawiać o tym, co ją męczy. Co już powinno być jasnym sygnałem co do jej zdolności interpersonalnych. Tak samo jak powinien dać do myślenia fakt, że ona ocenia ich firmę jako toksyczną, a on ze wszystkimi się koleguje. To ogromny dysonans w ocenie zachowania pracowników tej samej, niewielkiej firmy - nawet jeśli dwóch osobnych oddziałów. On dogaduje się ze wszystkimi - ona nie ma nawet ani jednej lepszej koleżanki z jaką mogłaby pogadać o swoich problemach.
Babka nie jest bardziej zaangażowana. Nie zależy jej bardziej. Jej się śpieszy - dlatego tak szybko i jednoznacznie wskazała swój wiek jak i fakt, że jest starsza od swojego partnera. Ani razu nie opisała swojego związku w kontekście "bardzo mi zależy na wspólnej przyszłości" tylko jest narracja "bo ja już mam prawie 40ści lat". A jej interpretacja jego zachowania jest, jak to słusznie padło, z poziomu sfochowanej nastolatki. Też uczciwie - jak niby rozmawiać z babką, która najpierw odmawia seksu, a jak facet nie klaszcze uszami to zamyka się w łazience? To ona zamknęła się w łazience jako odpowiedź na "niezrozumienie". Sorry ale takie zachowanie jest manipulacją i próbą wymuszenia. Partner ma prawo do niezadowolenia i frustracji z powodu braku seksu.
To nie jest tak, że koleś jest bez winy. Ale też jak się cały czas napotyka odmowę lub obłudę (jak z grą w planszówki) i tanie zagrywki emocjonalne (jak z tym zamykaniem się w łazience) to efekt jest taki, że szuka się ucieczki z domu i od obowiązków (domowych/związkowych).