netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czas spędzany razem

71 odpowiedzi3 390 wyświetleńzałożony przez carrie123, 08.01.2026

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czas spędzany razem

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 72 ]

1

Temat: Czas spędzany razem

Długo się zastanawiam nad tym tematem, i wiem, że każda para i każdy związek jest inny i nie ma jednej poprawnej odpowiedzi na to pytanie ani jednego poprawnego modelu. Jednak z moim partnerem mamy tak odmienne wyobrażenia na ten temat, że chciałabym wiedzieć jak to wygląda u innych. Oboje mamy 38 lat, mieszkamy razem od 8 lat.
Otóż z domu wyniosłam model, że praktycznie cały wolny czas się spędza razem. W poprzednich związkach miałam podobnie. Większość wolnego czasu razem, poza momentami, gdzie ktoś chce zrobić coś samemu lub wyjść gdzieś samemu. W obecnym związku jest totalnie na odwrót. Domyślnie każdy robi swoje, no chyba że akurat mamy ochotę (oboje) zrobić coś razem.
Wiem, że mam problem z wielkim lękiem przed odrzuceniem i samotnością, z czym chodzę już od lat na terapię i staram się z tym jakoś radzić, z mniejszym lub większym skutkiem. Jestem też mocno emocjonalnie zależna od partnera, z czym też staram sobie radzić na terapii. Całe też życie czułam, że jestem sama - nie miałam nigdy satysfakcjonujących relacji, takich przyjaźni prawdziwych. A w tym wieku już ciężko takie relacje znaleźć. Mam parę znajomych, ale nie są to wielkie przyjaźnie i częste spotkania. Każdy ma już swój świat i swoje życie i czasem wyjdzie się spotkać i tyle. Mam też swoje hobby, którymi się zajmuje sama, także nie muszę się generalnie.
W obecnym związku, partner jest introwertykiem (ja też, ale chyba mniejszym), i bardzo potrzebuje czasu dla siebie. Jest to pierwszy w moim życiu partner, który mi stawia granice i dba o swoją autonomię. Nauczyłam się dzięki niemu sporo rzeczy robić samej i nie uzależniać się od innych. On lubi być blisko siebie, ale niekoniecznie ciągle robić coś razem. I ja się czuję w tym związku często samotna. Partner nie raz mi mówił, że to jest głęboki problem we mnie. Że tak jakbym miała "kubeczek" ten relacyjny w sobie dziurawy, i niezależnie ile on (czy ktoś inny) tam wleje, to i tak wszystko wyleci i nie sposób tego zapełnić. Że to jest coś, czym ja sama muszę się zaopiekować, bo to nie jego rola, by mi tą potrzebę w całości zaspokoić. Po części się zgadzam. Ale mam wrażenie, przeglądając internet, czytając różne fora, patrząc na Instagrama (tak, wiem, słabe źródło wiedzy), że związki innych ludzi są "intensywniejsze", że więcej mają bliskości i czasu razem, że my jesteśmy na naprawdę dolnej granicy. Z kolei partner mówi mi, że mam nierealistyczne wyobrażenia na temat związku. Dlatego wiedząc, że każdy ma inaczej, chciałam tylko zrobić taki "reality check" by dowiedzieć się, co inni sądzą o naszym modelu i zapytać, jak to wygląda u innych.

Przykładowy dzień roboczy u nas w domu: oboje pracujemy z domu, więc w trakcie dnia mamy ze sobą kontakt, czasem mniejszy, czasem większy, ale na bieżąco mówimy jak coś się dzieje ciekawego / ważnego. Czasem zjemy lunch razem (10-15min) w trakcie. Po pracy jedno z nas gotuje obiad (rzadziej gotujemy razem), i ten obiad razem zjadamy. Czasem rozmawiamy w trakcie, czasem ogladniemy serial. Więc to może byc 20min rozmowy i koniec, albo 1-2h serialu i koniec. I potem każdy się rozchodzi do swoich czynności i tak już zostaje do końca dnia, do pójścia spać. Partner zazwyczaj czyta coś, słucha podcastów, ogląda coś, gra sobie. Odpoczywa po prostu na łóżku albo u siebie w pokoju. Między czasie zagadujemy coś czasem do siebie czy się przytulimy, ale to raczej krótkie chwile. Tak wygląda większość dni po pracy. Raz na czas wyjdziemy do restauracji czy zamówimy coś do domu do jedzenia albo pojedziemy na zakupy czy coś załatwić.
Jeśli chodzi o weekendy, to są dwa "rodzaje" weekendów. W okresie cieplejszym często jest tak, że gdzieś razem pojedziemy - na rowery, w góry czy coś zwiedzić, ale nie jest to nigdy cały dzień, raczej parę godzin, po powrocie razem jemy, i wieczór już partner spędza sobie sam odpoczywając (książka / komputer). Czyli np od godziny 19 do północy już zajmuje się swoimi sprawami.
Ale w okresie zimniejszym tak jak teraz, takich dni jest o wiele mniej, i większość weekendów spędzamy w domu. Wyjazd / wyjście do restauracji / kina / na spacer zdarza się raz na 2-3 tygodnie wtedy, a reszta to po prostu weekend w domu. I wtedy to wygląda tak, że wstajemy późno, jemy razem śniadanie, rozmawiamy, i potem koło południa partner idzie do swoich spraw odpoczywać sobie (znowu, książka / komputer itp). Między czasie mamy kontakt, ale taki krótki, gdzie ktoś przyjdzie, przytuli się, coś zapyta, raczej krótkie chwile. Ponownie spotykamy się przy obiadokolacji koło godziny 18, jemy razem i np oglądamy film albo rozmawiamy, a potem znowu każdy wraca do swoich spraw na 2-3h i idziemy spać. Czasem zdarzy się w te dni pojechanie po coś razem do sklepu czy króciutki 30min spacer albo coś podobnego.
Jeździmy razem na urlopy też, i tam wygląda to tak, że większość dnia aktywnie spędzamy razem, ale koło 19-20 wracamy (np do hotelu) i resztę wieczoru do pójścia spać partner już sobie sam odpoczywa (gdzie ja mogłabym spędzić wieczór nadal razem).
Partner nie lubi żadnych gier planszowych czy puzzli czy tego typu rzeczy, które moglibyśmy razem robić w domu. Także chyba najwięcej aktywność wspólnych kręci się wokół sportu, a w domu to głównie rozmowy / posiłki / serial.
Ja poza tym oczywiście mam swoje zajęcia, uprawiam sport sama, spotykam się czasem ze znajomymi, nie nudze się generalnie. Aczkolwiek mogłabym mieć tego czasu wspólnego o wiele więcej. Partner z kolei mówi, że mamy go bardzo dużo, nigdy nikomu tyle czasu nie poświęcał co mi, i że jak będzie go więcej to on "zniknie".

Czy to brzmi dla Was "normalnie", jak typowy związek, czy razem jak bliżej dolnej granicy? Czy ja naprawdę przesadzam i powinnam bardziej docenić to co mam?

Proszę, powiedzcie, jak u Was wygląda wspólny czas? Ile go faktycznie spędzacie razem? A ile to jest po prostu przebywanie razem w domu i robienie swoich rzeczy? Jak się różnią dni w tygodniu od weekendów?

Pomóżcie mi, bo mi to nie daje spać w nocy sad

2

Odp: Czas spędzany razem

A tak wgle to co masz z tego zwiazku?

3 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-08 02:39:26)

Odp: Czas spędzany razem

Srry, ze tak sie wcinam nie na temat, ale mieszkacie ze soba 8 lat, wiec cos musisz miec, skoro tak dlugo jestes w tym zwiaku.

Pytam z ciekawosci z pozycji singielki. Mi dla codziennego lunchu nie oplacaloby sie wchodzic w zwiazek. Nie bylqby to wystarczajaca korzysc i nie przewazalaby nad "wadami" i tym, co dajesz ty.
Wlasciwie ten post to antyreklama zwiazku i tylko mnie przekonal, ze lepiej pozostac singielka.


Dzis juz pozno, ale sa tu madrzy uzytkownicy w zwiazkach i mysle, ze beda potrafili trzezwo spojrzec na twoja sytuacje i cos doradzic. Moj wygladal jak twoje poprzednie, czyli duzo czasu razem, ale dzis trudno mi powiedziec, bo jestem tez zbyt przyzwyczajona do singielstwa, wiec nie chce sie wypowiadac. Z jednej strony jestem przyzwyczajona do niezaleznosci, a z drugiej jak zyc obok siebie to po co zwiazek? No ale ja tez nie jestem zakochana xD na logike moze to byc inaczej, a co innego jak wchodza uczucia xD

4

Odp: Czas spędzany razem
blueangel napisał/a:

Srry, ze tak sie wcinam nie na temat, ale mieszkacie ze soba 8 lat, wiec cos musisz miec, skoro tak dlugo jestes w tym zwiaku.

Pytam z ciekawosci z pozycji singielki. Mi dla codziennego lunchu nie oplacaloby sie wchodzic w zwiazek. Nie bylqby to wystarczajaca korzysc i nie przewazalaby nad "wadami" i tym, co dajesz ty.
Wlasciwie ten post to antyreklama zwiazku i tylko mnie przekonal, ze lepiej pozostac singielka.

To nią lepiej pozostań, tym bardziej że coraz mniej bym jakiemukolwiek facetowi był skłonny życzyć takiej partnerki jak ty. Zostań singielką, bo raczej nikt tak nie spełni twoich oczekiwań jak ty sama i nie zapewni ci takiej opłacalności (co za obmierzłe słowo w kontekście związku, swoją drogą). Jednocześnie tylko ty sama w związku z tobą będziesz miała poczucie, że ta druga strona daje ci tyle samo ile ty dajesz jej.


carrie123 Odnoszę wrażenie, że oczkujesz na etapie już mocno zaawansowanego stażowo związku takiego wyglądu tego związku jak w jego początkowej fazie: motylki, głębokie zakochanie, gdy tylko na chwilę odejdzie, to już tęsknię, bo nie potrafię sobie zagospodarować sama swojego czasu bez niego.
Ja w opisie widzę całkiem normalny związek z długim stażem: to absolutnie nie są dwie obce osoby żyjące obok siebie. To osoby, które codziennie znajdują czas dla siebie, czas na drobne, ważne czułe gesty, na rozmowę, na jakiś kawałek wspólny. Ale człowiek nie żyje jedynie miłością i blaskiem słońca: musi pracować, ma na głowie sprawy pozazwiązkowe, po tych sprawach też musi się zrelaksować i wyciszyć. Ja akurat jestem introwertykiem, potrzebuję więcej czasu dla siebie (moja partnerka także), więc nie may z tym problemu. U Ciebie widać lękowy typ przywiązania, on aż bije po oczach. Możesz zaproponować coś dodatkowego, wspólnego, ale w niewielkiej ilości. I uważaj, bo jak będziesz dążyć do zaspokojenia teraz tego, co wydaje Ci sie niezbędne, to faceta zadusisz lub stracisz.

5

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:

Długo się zastanawiam nad tym tematem, i wiem, że każda para i każdy związek jest inny i nie ma jednej poprawnej odpowiedzi na to pytanie ani jednego poprawnego modelu. Jednak z moim partnerem mamy tak odmienne wyobrażenia na ten temat, że chciałabym wiedzieć jak to wygląda u innych. Oboje mamy 38 lat, mieszkamy razem od 8 lat.
Otóż z domu wyniosłam model, że praktycznie cały wolny czas się spędza razem. W poprzednich związkach miałam podobnie. Większość wolnego czasu razem, poza momentami, gdzie ktoś chce zrobić coś samemu lub wyjść gdzieś samemu. W obecnym związku jest totalnie na odwrót. Domyślnie każdy robi swoje, no chyba że akurat mamy ochotę (oboje) zrobić coś razem.
Wiem, że mam problem z wielkim lękiem przed odrzuceniem i samotnością, z czym chodzę już od lat na terapię i staram się z tym jakoś radzić, z mniejszym lub większym skutkiem. Jestem też mocno emocjonalnie zależna od partnera, z czym też staram sobie radzić na terapii. Całe też życie czułam, że jestem sama - nie miałam nigdy satysfakcjonujących relacji, takich przyjaźni prawdziwych. A w tym wieku już ciężko takie relacje znaleźć. Mam parę znajomych, ale nie są to wielkie przyjaźnie i częste spotkania. Każdy ma już swój świat i swoje życie i czasem wyjdzie się spotkać i tyle. Mam też swoje hobby, którymi się zajmuje sama, także nie muszę się generalnie.
W obecnym związku, partner jest introwertykiem (ja też, ale chyba mniejszym), i bardzo potrzebuje czasu dla siebie. Jest to pierwszy w moim życiu partner, który mi stawia granice i dba o swoją autonomię. Nauczyłam się dzięki niemu sporo rzeczy robić samej i nie uzależniać się od innych. On lubi być blisko siebie, ale niekoniecznie ciągle robić coś razem. I ja się czuję w tym związku często samotna. Partner nie raz mi mówił, że to jest głęboki problem we mnie. Że tak jakbym miała "kubeczek" ten relacyjny w sobie dziurawy, i niezależnie ile on (czy ktoś inny) tam wleje, to i tak wszystko wyleci i nie sposób tego zapełnić. Że to jest coś, czym ja sama muszę się zaopiekować, bo to nie jego rola, by mi tą potrzebę w całości zaspokoić. Po części się zgadzam. Ale mam wrażenie, przeglądając internet, czytając różne fora, patrząc na Instagrama (tak, wiem, słabe źródło wiedzy), że związki innych ludzi są "intensywniejsze", że więcej mają bliskości i czasu razem, że my jesteśmy na naprawdę dolnej granicy. Z kolei partner mówi mi, że mam nierealistyczne wyobrażenia na temat związku. Dlatego wiedząc, że każdy ma inaczej, chciałam tylko zrobić taki "reality check" by dowiedzieć się, co inni sądzą o naszym modelu i zapytać, jak to wygląda u innych.

Przykładowy dzień roboczy u nas w domu: oboje pracujemy z domu, więc w trakcie dnia mamy ze sobą kontakt, czasem mniejszy, czasem większy, ale na bieżąco mówimy jak coś się dzieje ciekawego / ważnego. Czasem zjemy lunch razem (10-15min) w trakcie. Po pracy jedno z nas gotuje obiad (rzadziej gotujemy razem), i ten obiad razem zjadamy. Czasem rozmawiamy w trakcie, czasem ogladniemy serial. Więc to może byc 20min rozmowy i koniec, albo 1-2h serialu i koniec. I potem każdy się rozchodzi do swoich czynności i tak już zostaje do końca dnia, do pójścia spać. Partner zazwyczaj czyta coś, słucha podcastów, ogląda coś, gra sobie. Odpoczywa po prostu na łóżku albo u siebie w pokoju. Między czasie zagadujemy coś czasem do siebie czy się przytulimy, ale to raczej krótkie chwile. Tak wygląda większość dni po pracy. Raz na czas wyjdziemy do restauracji czy zamówimy coś do domu do jedzenia albo pojedziemy na zakupy czy coś załatwić.
Jeśli chodzi o weekendy, to są dwa "rodzaje" weekendów. W okresie cieplejszym często jest tak, że gdzieś razem pojedziemy - na rowery, w góry czy coś zwiedzić, ale nie jest to nigdy cały dzień, raczej parę godzin, po powrocie razem jemy, i wieczór już partner spędza sobie sam odpoczywając (książka / komputer). Czyli np od godziny 19 do północy już zajmuje się swoimi sprawami.
Ale w okresie zimniejszym tak jak teraz, takich dni jest o wiele mniej, i większość weekendów spędzamy w domu. Wyjazd / wyjście do restauracji / kina / na spacer zdarza się raz na 2-3 tygodnie wtedy, a reszta to po prostu weekend w domu. I wtedy to wygląda tak, że wstajemy późno, jemy razem śniadanie, rozmawiamy, i potem koło południa partner idzie do swoich spraw odpoczywać sobie (znowu, książka / komputer itp). Między czasie mamy kontakt, ale taki krótki, gdzie ktoś przyjdzie, przytuli się, coś zapyta, raczej krótkie chwile. Ponownie spotykamy się przy obiadokolacji koło godziny 18, jemy razem i np oglądamy film albo rozmawiamy, a potem znowu każdy wraca do swoich spraw na 2-3h i idziemy spać. Czasem zdarzy się w te dni pojechanie po coś razem do sklepu czy króciutki 30min spacer albo coś podobnego.
Jeździmy razem na urlopy też, i tam wygląda to tak, że większość dnia aktywnie spędzamy razem, ale koło 19-20 wracamy (np do hotelu) i resztę wieczoru do pójścia spać partner już sobie sam odpoczywa (gdzie ja mogłabym spędzić wieczór nadal razem).
Partner nie lubi żadnych gier planszowych czy puzzli czy tego typu rzeczy, które moglibyśmy razem robić w domu. Także chyba najwięcej aktywność wspólnych kręci się wokół sportu, a w domu to głównie rozmowy / posiłki / serial.
Ja poza tym oczywiście mam swoje zajęcia, uprawiam sport sama, spotykam się czasem ze znajomymi, nie nudze się generalnie. Aczkolwiek mogłabym mieć tego czasu wspólnego o wiele więcej. Partner z kolei mówi, że mamy go bardzo dużo, nigdy nikomu tyle czasu nie poświęcał co mi, i że jak będzie go więcej to on "zniknie".

Czy to brzmi dla Was "normalnie", jak typowy związek, czy razem jak bliżej dolnej granicy? Czy ja naprawdę przesadzam i powinnam bardziej docenić to co mam?

Proszę, powiedzcie, jak u Was wygląda wspólny czas? Ile go faktycznie spędzacie razem? A ile to jest po prostu przebywanie razem w domu i robienie swoich rzeczy? Jak się różnią dni w tygodniu od weekendów?

Pomóżcie mi, bo mi to nie daje spać w nocy sad

Ja bym polecała zmienić partnera, bo partner się nie zmieni, tak mu wygodniej, lepiej, chce być i nie być w związku, kiedy mu pasuje. Gdyby on się Tobą więcej interesował, nie byłabyś taka "głodna" związku. Ludzie mają różne potrzeby i jak on nie poczuwa się i mało go obchodzisz, to nie zrobisz nic.
Właściwie to niby jesteś w związku, bo nowego partnera nie możesz poszukać, a czujesz się w tym czymś źle.

6

Odp: Czas spędzany razem
Nowe_otwarcie napisał/a:

[
carrie123 Odnoszę wrażenie, że oczkujesz na etapie już mocno zaawansowanego stażowo związku takiego wyglądu tego związku jak w jego początkowej fazie: motylki, głębokie zakochanie, gdy tylko na chwilę odejdzie, to już tęsknię, bo nie potrafię sobie zagospodarować sama swojego czasu bez niego.
Ja w opisie widzę całkiem normalny związek z długim stażem: to absolutnie nie są dwie obce osoby żyjące obok siebie. To osoby, które codziennie znajdują czas dla siebie, czas na drobne, ważne czułe gesty, na rozmowę, na jakiś kawałek wspólny. Ale człowiek nie żyje jedynie miłością i blaskiem słońca: musi pracować, ma na głowie sprawy pozazwiązkowe, po tych sprawach też musi się zrelaksować i wyciszyć. Ja akurat jestem introwertykiem, potrzebuję więcej czasu dla siebie (moja partnerka także), więc nie may z tym problemu. U Ciebie widać lękowy typ przywiązania, on aż bije po oczach. Możesz zaproponować coś dodatkowego, wspólnego, ale w niewielkiej ilości. I uważaj, bo jak będziesz dążyć do zaspokojenia teraz tego, co wydaje Ci sie niezbędne, to faceta zadusisz lub stracisz.

Dziękuję za odpowiedź. Umiem się sobą zająć, tak jak pisałam i nie oczekuje patrzenia w oczy. Ale dziękuję za taki punkt widzenia.
Partner nie ma za wielu spraw poza pracowych w sensie obowiązków, raczej jest to czas na odpoczynek. Czyli 1h po pracy poświęcona mi, a pozostałe 5 dla siebie na odpoczynek
W weekend 4h poświęcone mi, pozostałe 10h poświęcone sobie.

7

Odp: Czas spędzany razem
Tamiraa napisał/a:

[
Ja bym polecała zmienić partnera, bo partner się nie zmieni, tak mu wygodniej, lepiej, chce być i nie być w związku, kiedy mu pasuje. Gdyby on się Tobą więcej interesował, nie byłabyś taka "głodna" związku. Ludzie mają różne potrzeby i jak on nie poczuwa się i mało go obchodzisz, to nie zrobisz nic.
Właściwie to niby jesteś w związku, bo nowego partnera nie możesz poszukać, a czujesz się w tym czymś źle.

Dziękuję za opinię. Nie nazwałbym tego, że nie obchodzę mojego partnera. Zawsze mnie we wszystkim wspiera i wysłucha, wie o mnie wszystko na bieżąco co się dzieje, ja o jego życiu tak samo, jak mi coś potrzeba to zawsze mogę na niego liczyć. Na to nie narzekam. Tylko na ilość czasu.

8

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:
Tamiraa napisał/a:

[
Ja bym polecała zmienić partnera, bo partner się nie zmieni, tak mu wygodniej, lepiej, chce być i nie być w związku, kiedy mu pasuje. Gdyby on się Tobą więcej interesował, nie byłabyś taka "głodna" związku. Ludzie mają różne potrzeby i jak on nie poczuwa się i mało go obchodzisz, to nie zrobisz nic.
Właściwie to niby jesteś w związku, bo nowego partnera nie możesz poszukać, a czujesz się w tym czymś źle.

Dziękuję za opinię. Nie nazwałbym tego, że nie obchodzę mojego partnera. Zawsze mnie we wszystkim wspiera i wysłucha, wie o mnie wszystko na bieżąco co się dzieje, ja o jego życiu tak samo, jak mi coś potrzeba to zawsze mogę na niego liczyć. Na to nie narzekam. Tylko na ilość czasu.

Czyli jest dobrze, a nie jest dobrze? smile

W takim razie staraj się zmienić siebie i własne nastawienie skoro uważasz, że jest ok za wyjątkiem ilości czasu spędzanego wspólnie.

Masz mnóstwo możliwości. Są działania, które pochłaniają czas jak pasje, działalność na rzecz zwierząt, osób potrzebujących pomocy, itp. Takie potrzeby zaspokaja domowe zwierzątko, którym można się zaopiekować. Jeśli nie lubisz zwierząt to spróbuj zacząć coś kolekcjonować. Pomyśl czym chciałabyś jeszcze się zająć.

9

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:

Zawsze mnie we wszystkim wspiera i wysłucha, wie o mnie wszystko na bieżąco co się dzieje, ja o jego życiu tak samo, jak mi coś potrzeba to zawsze mogę na niego liczyć. Na to nie narzekam. Tylko na ilość czasu.

Facet musi mieć swoje odskocznie, wy jesteście 24/7 razem a to może naprawdę zmęczyć, nawet jeśli piszemy o udanej relacji.

Wydaje mi się że masz zwiększone potrzeby w zakresie bliskości, że wymagasz od partnera czegoś, czego Ci brakowało i brakuje w zw. z rodzicami.
Piszę to, bo sama przyznajesz że masz udaną relację, mieszkacie razem, a jedyne co Cię martwi to że facet chce trochę czasu dla siebie.
Spróbuj to rozpoznać i jeśli tak jest, zajmij sie tym.
Jeśli się mylę, wtedy przyjmij do wiadomości że jest to jedna z różnic między Wami.
Zastanów się jakie zachowania sprawiłyby Ci radość, wypisz je.
Usiądź ze swoim facetem i opowiedz mu o tym co czujesz i czego potrzebujesz, poproś żeby wziął to pod uwagę.
Zapytaj o jego odczucia i potrzeby, może jest coś czego brakuje jemu.
Zostaw mu tę kartkę, to jest mężczyzna jednak;)

Nie nastawiaj się że będzie dokładnie tak jakbyś sobie wymarzyła, ale jeśli gościowi zależy to spędzi czasem z Tobą wieczór, oprze Cię o ten pieprzony blat czy co tam jeszcze.
Komunikacja- od tego trzeba zacząć.

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

10

Odp: Czas spędzany razem
blueangel napisał/a:

Srry, ze tak sie wcinam nie na temat, ale mieszkacie ze soba 8 lat, wiec cos musisz miec, skoro tak dlugo jestes w tym zwiaku.

O ile ktoś nie przeszkadza za bardzo to wystarczającym powodem może być dziura/bolec do ruchania. Także to, że związek trwa długo nic nie znaczy.



Nowe_otwarcie napisał/a:

Ja w opisie widzę całkiem normalny związek z długim stażem: to absolutnie nie są dwie obce osoby żyjące obok siebie.

Ale ty nie byłeś w normalnym związku. Dla swojej ex żony byłeś pomiotłem, gardziła tobą, rzucała ci ochłapy, a sama realizowała się z fagasem na boku. Tak drastyczne rozmijanie się potrzebami nie jest niczym normalnym. Tak - czas dla siebie jest istotny, bo nie można na sobie wisieć 24/7. Ale też tak kompletne rozminięcie się w potrzebach to w perspektywie czasu przepis na dramat, bo to się rozpadnie w końcu lub autorka skończy z depresją, z której nijak nie wyjdzie, bo aktualny stan/związek w jakim się znajduje napędza jej lęki. Uczenie się granic jest ważne, uczenie się zachowania indywidualności w związku również. Ale tutaj to już wygląda na zimny chów.




carrie123 napisał/a:

Umiem się sobą zająć, tak jak pisałam i nie oczekuje patrzenia w oczy. Ale dziękuję za taki punkt widzenia.
Partner nie ma za wielu spraw poza pracowych w sensie obowiązków, raczej jest to czas na odpoczynek. Czyli 1h po pracy poświęcona mi, a pozostałe 5 dla siebie na odpoczynek
W weekend 4h poświęcone mi, pozostałe 10h poświęcone sobie.

Kompletnie rozmijacie się w potrzebach. Ale tak masakrycznie. Fajnie, że twój partner znajduje dla ciebie czas, że posłucha, ze wspiera, ale to jest normalne, ludzkie zachowanie. To samo robi się dla kolegów czy znajomych, bo na tym relacje międzyludzkie polegają. Jeśli wasze potrzeby w związku są tak skrajnie odmienne to ja bym porozmawiał na twoim miejscu o tym z twoim terapeutą. Zna ciebie lepiej, może niech ona ci zaproponuje metody polepszenia komunikacji z partnerem celem lepszego zaspokojenia potrzeb.

11

Odp: Czas spędzany razem
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

Jest różnica w potrzebach czasu spędzanego z partnerem. Uważam, że w miarę upływu lat będzie się to pogłębiać.

Jeśli autorka nie może tego zaakceptować jak można nazwać związek satysfakcjonującym?

12

Odp: Czas spędzany razem
Tamiraa napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

Jest różnica w potrzebach czasu spędzanego z partnerem. Uważam, że w miarę upływu lat będzie się to pogłębiać.

Jeśli autorka nie może tego zaakceptować jak można nazwać związek satysfakcjonującym?


Nawet nie chodzi o to, że jest różnica. Chodzi o to jak ogromna ona jest.


Zła relacja to nie tylko taka, gdzie któraś ze stron jest pizdą/chujem i jest obiektywnie złą osobą. Nie brakuje związków dobrych ludzi, którzy "tylko" rozmijają się w swoich potrzebach. Nie da się szczęśliwie żyć z wieczną frustracją w tle. Na takiej różnicy nie da się budować przyszłości. Bo albo jej będzie wiecznie czegoś brakować, albo jej partner będzie przymuszony do działania niezgodnego ze sobą, aby tylko zadowolić potrzeby partnerki.

Są razem, bo brakuje powodów (i siły) do odejścia. A nie dlatego, że są szczęśliwi. To jednak słaba motywacja.

13

Odp: Czas spędzany razem

Jesteś niejako przyzwyczajona do takiego a nie innego "modelu" bliskiej relacji. Nie oznacza to, że taki model jest jedyny słuszny. Każdy zapewne kieruje się nieco odmienną zasadą, gdzie partnerzy dają sobie mniej lub więcej swobody. Rozumiem całkowicie potrzebę bliskości, ale jestem świadomy tego, że ciężko żyć cały czas z kimś, kto oczekuje, że będzie się z nim praktycznie cały czas. Przestrzeń jest niezbędna każdemu.
Skoro twierdzisz, że odczuwasz(czy odczuwałaś zawsze) lęk przed odrzuceniem, to już dużo świadczy o tym, dlaczego właśnie przeżywasz teraz rozterki. Ciężko oczekiwać, że się to zmieni. Jaki jest zresztą sens zmieniać kogoś pod naszą modłę czy też w znacznym stopniu się dla partnera zmieniać? Z drugiej strony wymieniasz tyle jego zalet, że jego ocena w Twoich oczach wydaje się nieco przesadzona..
Partner stawia granice, dbając o swoją autonomię? Bardzo dobrze, wręcz prawidłowo! Każdy człowiek jest jednak osobnym bytem, wobec czego potrzebuje chociaż tego minimum swobody..

14

Odp: Czas spędzany razem

Piszesz, że wieczorami on zajmuje się sobą, ok, ale nic nie wspominasz czy wspólnie „kładziecie się spać”, czyli jak jest z seksem, jesteś zadowolona w tym aspekcie?

15 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2026-01-08 11:38:29)

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Ale ty nie byłeś w normalnym związku. Dla swojej ex żony byłeś pomiotłem, gardziła tobą, rzucała ci ochłapy, a sama realizowała się z fagasem na boku. Tak drastyczne rozmijanie się potrzebami nie jest niczym normalnym. Tak - czas dla siebie jest istotny, bo nie można na sobie wisieć 24/7. Ale też tak kompletne rozminięcie się w potrzebach to w perspektywie czasu przepis na dramat, bo to się rozpadnie w końcu lub autorka skończy z depresją, z której nijak nie wyjdzie, bo aktualny stan/związek w jakim się znajduje napędza jej lęki. Uczenie się granic jest ważne, uczenie się zachowania indywidualności w związku również. Ale tutaj to już wygląda na zimny chów.

.

Skończ już pierdolić głąbie, nie piszę o byłej żonie. O tobie też ciężko powiedzieć byś był kiedykolwiek w normalnym związku, łącznie z wziętą z braku laku za żonę (bo każde z was równie bezskutecznie czekało na tego kogo chciało) długoletnią przyjaciółką wink

Nie odniosłem się jeszcze do jednego twojego pierdolenia, ale zwyczajnie miałem ważniejsze i pilniejsze rzeczy; spokojnie, wrócę w wolnej chwili i do tego.

16

Odp: Czas spędzany razem
wieka napisał/a:

Piszesz, że wieczorami on zajmuje się sobą, ok, ale nic nie wspominasz czy wspólnie „kładziecie się spać”, czyli jak jest z seksem, jesteś zadowolona w tym aspekcie?

Przecież napisała, przeczytaj jeszcze raz.

17

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Jesteś niejako przyzwyczajona do takiego a nie innego "modelu" bliskiej relacji. Nie oznacza to, że taki model jest jedyny słuszny. Każdy zapewne kieruje się nieco odmienną zasadą, gdzie partnerzy dają sobie mniej lub więcej swobody. Rozumiem całkowicie potrzebę bliskości, ale jestem świadomy tego, że ciężko żyć cały czas z kimś, kto oczekuje, że będzie się z nim praktycznie cały czas. Przestrzeń jest niezbędna każdemu.
Skoro twierdzisz, że odczuwasz(czy odczuwałaś zawsze) lęk przed odrzuceniem, to już dużo świadczy o tym, dlaczego właśnie przeżywasz teraz rozterki. Ciężko oczekiwać, że się to zmieni. Jaki jest zresztą sens zmieniać kogoś pod naszą modłę czy też w znacznym stopniu się dla partnera zmieniać? Z drugiej strony wymieniasz tyle jego zalet, że jego ocena w Twoich oczach wydaje się nieco przesadzona..
Partner stawia granice, dbając o swoją autonomię? Bardzo dobrze, wręcz prawidłowo! Każdy człowiek jest jednak osobnym bytem, wobec czego potrzebuje chociaż tego minimum swobody..

Przede wszystkim rzuca się w oczy to jak autorka widzi oczekiwany efekt: to wypisz - wymaluj związek z początkowej fazy, fazy "motyli w brzuchu" i różowych okularów, gdzie "więdnie się w każdej chwili spędzanej bez tego drugiego". Matko jedyna, są ze sobą już OSIEM lat, pod wieloma względami dawno już nastąpiło nasycenie sobą. A mimo tego jak najbardziej widać oznaki czułości, chęci wspólnego spędzenia części dnia... tylko że dla niej to za mało i nijak nie może zrozumieć że miesiąc miodowy nie trwa całe życie.

18

Odp: Czas spędzany razem
Tamiraa napisał/a:

W takim razie staraj się zmienić siebie i własne nastawienie skoro uważasz, że jest ok za wyjątkiem ilości czasu spędzanego wspólnie.

Masz mnóstwo możliwości. Są działania, które pochłaniają czas jak pasje, działalność na rzecz zwierząt, osób potrzebujących pomocy, itp. Takie potrzeby zaspokaja domowe zwierzątko, którym można się zaopiekować. Jeśli nie lubisz zwierząt to spróbuj zacząć coś kolekcjonować. Pomyśl czym chciałabyś jeszcze się zająć.

To nie jest problem z brakiem zajęć, ja mam się czym zająć. To jest problem w tym, że chciałabym, by więcej tego czasu było wspólne, i na tym polu mamy starcia.

19

Odp: Czas spędzany razem
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Facet musi mieć swoje odskocznie, wy jesteście 24/7 razem a to może naprawdę zmęczyć, nawet jeśli piszemy o udanej relacji.

Wydaje mi się że masz zwiększone potrzeby w zakresie bliskości, że wymagasz od partnera czegoś, czego Ci brakowało i brakuje w zw. z rodzicami.
Piszę to, bo sama przyznajesz że masz udaną relację, mieszkacie razem, a jedyne co Cię martwi to że facet chce trochę czasu dla siebie.
Spróbuj to rozpoznać i jeśli tak jest, zajmij sie tym.
Jeśli się mylę, wtedy przyjmij do wiadomości że jest to jedna z różnic między Wami.
Zastanów się jakie zachowania sprawiłyby Ci radość, wypisz je.
Usiądź ze swoim facetem i opowiedz mu o tym co czujesz i czego potrzebujesz, poproś żeby wziął to pod uwagę.
Zapytaj o jego odczucia i potrzeby, może jest coś czego brakuje jemu.
Zostaw mu tę kartkę, to jest mężczyzna jednak;)

Nie nastawiaj się że będzie dokładnie tak jakbyś sobie wymarzyła, ale jeśli gościowi zależy to spędzi czasem z Tobą wieczór, oprze Cię o ten pieprzony blat czy co tam jeszcze.
Komunikacja- od tego trzeba zacząć.

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

Nie wiem czemu moja wypowiedź została uznana tak, że ja bym chciała 24h/dobę spędzać z facetem. Po pracy spędzamy razem może 1h, pozostałe 5h on spędza sam w swoim pokoju. To nie jest "trochę" czasu samemu, to jest większość. Na weekend 3-4h razem kontra 10h każdy sobie. Nie jestem na nim uwieszona.
Co do rozmowy z nim, to on o tym wszystkim wie, inaczej bym o tym nie pisała, że jest to problemem. Mamy na tym tle największe starcia (w sensie, najczęstsze). On często robi ze mną coś, bo wie, że ja tego potrzebuję, także idzie w moją stronę. Bez tego, tego czasu byłoby jeszcze mniej, bo on tyle tego nie potrzebuje. Także on doszedł już tak jakby do swojej granicy.
Często nawet te spacer na weekend to jest dlatego, że ja tego chcę, a nie dlatego, że on to potrzebuje - on ze mną idzie na spacer bo wie, że dla mnie to ważne.

20

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Kompletnie rozmijacie się w potrzebach. Ale tak masakrycznie. Fajnie, że twój partner znajduje dla ciebie czas, że posłucha, ze wspiera, ale to jest normalne, ludzkie zachowanie. To samo robi się dla kolegów czy znajomych, bo na tym relacje międzyludzkie polegają. Jeśli wasze potrzeby w związku są tak skrajnie odmienne to ja bym porozmawiał na twoim miejscu o tym z twoim terapeutą. Zna ciebie lepiej, może niech ona ci zaproponuje metody polepszenia komunikacji z partnerem celem lepszego zaspokojenia potrzeb.

Ja o tym rozmawiam na terapii sporo. Ale głównie sie skupiamy na tym moim lęku, a nie na tym, jak zmienić coś w zwiazku (tego nie robi sie na terapii indywidualnej).

21

Odp: Czas spędzany razem
Nowe_otwarcie napisał/a:

Skończ już pierdolić głąbie, nie piszę o byłej żonie.

Piszesz o dobrym związku z perspektywy swojego doświadczenia. Dostawałeś ochłapy i piałeś z zachwytu. Twoje doświadczenie obiektywnie nie jest dobre. Jak sam napisałeś - sam jesteś introwertykiem i zwyczajnie sympatyzujesz tutaj z partnerem autorki. Więc będziesz radzić autorce, aby w swoim niespełnieniu trwała, bo przecież ma dobrego chłopaka w domu.

Tylko tradycyjnie - nie możesz tego znieść, ze żonka puściła się na boku z niższym kolesiem i próbujesz to odgrywać na mnie i zawsze stajesz po stronie introwertyka albo kłócąc się z każdą babką o silniejszym charakterze i własnym zdaniu, albo w taki lub inny sposób uzasadniając, że babka powinna z takim typem trwać bez względu na to, że sama jest nieszczęśliwa.

Dobry chłopak, a odpowiedni mężczyzna to dwie różne rzeczy. On nie musi być zły, nie musi robić niczego niewłaściwego aby jednak do siebie nie pasowali.

Jej brakuje czasu spędzanego razem, którego obiektywnie nie ma dużo, a przez to, że jej partner jest większym introwertykiem od niej, to zamiast część potrzeb społecznych realizować ze znajomymi i rodziną, to siedzie w poczuciu osamotnienia w domu w swoistym stanie zawieszenia czekając na swojego partnera. Nie da się tak żyć. Ona potrzebuje kogoś innego - mającego w sobie więcej ciepła i potrafiącego ją otworzyć na świat. A nie kogoś, kto sumarycznie będzie ją dalej zamykał, co tylko będzie potęgować jej lękowe przywiązanie. Związek takich osób (lękowej z silnym intro, bez większych potrzeb dot. bliskości) to przepis na dramat w dłuższej perspektywie, bo się skończy silną deprechą i alienacją społeczną i to tylko kwestia czasu.

22

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Jesteś niejako przyzwyczajona do takiego a nie innego "modelu" bliskiej relacji. Nie oznacza to, że taki model jest jedyny słuszny. Każdy zapewne kieruje się nieco odmienną zasadą, gdzie partnerzy dają sobie mniej lub więcej swobody. Rozumiem całkowicie potrzebę bliskości, ale jestem świadomy tego, że ciężko żyć cały czas z kimś, kto oczekuje, że będzie się z nim praktycznie cały czas. Przestrzeń jest niezbędna każdemu.
Skoro twierdzisz, że odczuwasz(czy odczuwałaś zawsze) lęk przed odrzuceniem, to już dużo świadczy o tym, dlaczego właśnie przeżywasz teraz rozterki. Ciężko oczekiwać, że się to zmieni. Jaki jest zresztą sens zmieniać kogoś pod naszą modłę czy też w znacznym stopniu się dla partnera zmieniać? Z drugiej strony wymieniasz tyle jego zalet, że jego ocena w Twoich oczach wydaje się nieco przesadzona..
Partner stawia granice, dbając o swoją autonomię? Bardzo dobrze, wręcz prawidłowo! Każdy człowiek jest jednak osobnym bytem, wobec czego potrzebuje chociaż tego minimum swobody..

Ja chcę się zmieniać, bo wiem, że mój lęk nie zniknie w innym zwiazku też. Może jakbym miała partnera, który mi poświęca więcej czasu, to byłoby tego lęku mniej, ale wiem, że jest to do przepracowania z mojej strony.
Jednak zastanawiam się na ile jest to lęk, a ja ile za duża różnica między nami. Nie mam nic przeciwko potrzebie autonomii. Ale ciekawe jest jak niektórzy postrzegają mój wpis - niektórzy reagują tak, że rzeczywiście po co my jesteśmy razem skoro prawie nic nie robimy, a inni, że przecież wiszę na nim 24h/dobę. Prawda jest taka, że po pracy mamy czasu razem może 1h, a pozostałe 5h on robi swoje rzeczy, a na weekend razem spędzamy może 3-4h (albo jak jedziemy gdzieś to więcej), a pozostałe 10h każdy sobie.

23

Odp: Czas spędzany razem
wieka napisał/a:

Piszesz, że wieczorami on zajmuje się sobą, ok, ale nic nie wspominasz czy wspólnie „kładziecie się spać”, czyli jak jest z seksem, jesteś zadowolona w tym aspekcie?

"Wieczorem" zajmuje się sobą czyli np od godziny 19 do północy, to większość w sumie po-pracowego dnia. Tak, kładziemy się spać razem, przed spaniem leżymy czasem razem w łóżku - to znaczy on np. słucha coś, a ja czytam książkę. Z seksem jest w miarę ok, ale jest on raczej rano, niż wieczorem - mój partner wieczorem nigdy nie ma siły.

24

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:

Ja o tym rozmawiam na terapii sporo. Ale głównie sie skupiamy na tym moim lęku, a nie na tym, jak zmienić coś w zwiazku (tego nie robi sie na terapii indywidualnej).


Nie chodzi o zmianę w związku per se, tylko o sposób komunikacji z partnerem o własnych potrzebach. Twoje życie i problem i tak orbituje wokół związku więc siłą rzeczy nie da się tego aspektu pominąć w terapii.

Jak nie rozwiążesz tego problemu to utkniesz (dosłownie i metaforycznie). A nie będzie lepiej tylko będzie gorzej, bo nierozwiązane problemy nie przestają istnieć tylko się kumulują i ostatecznie frustracja będzie rzutować na inne aspekty twojego życia.

25

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Jej brakuje czasu spędzanego razem, którego obiektywnie nie ma dużo, a przez to, że jej partner jest większym introwertykiem od niej, to zamiast część potrzeb społecznych realizować ze znajomymi i rodziną, to siedzie w poczuciu osamotnienia w domu w swoistym stanie zawieszenia czekając na swojego partnera. Nie da się tak żyć. Ona potrzebuje kogoś innego - mającego w sobie więcej ciepła i potrafiącego ją otworzyć na świat. A nie kogoś, kto sumarycznie będzie ją dalej zamykał, co tylko będzie potęgować jej lękowe przywiązanie. Związek takich osób (lękowej z silnym intro, bez większych potrzeb dot. bliskości) to przepis na dramat w dłuższej perspektywie, bo się skończy silną deprechą i alienacją społeczną i to tylko kwestia czasu.

Partner mi cały czas mówi, że mój lękowy styl przywiązania to jest coś, nad czym ja muszę pracować, i nie mogę polegać na drugiej osobie, że mi te potrzeby zapewni. On też twierdzi, że to w moich oczach jest takim silnym introwertykiem, a według niego jest całkowicie "zwyczajnym" introwertykiem.

26

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Nie chodzi o zmianę w związku per se, tylko o sposób komunikacji z partnerem o własnych potrzebach. Twoje życie i problem i tak orbituje wokół związku więc siłą rzeczy nie da się tego aspektu pominąć w terapii.

Jak nie rozwiążesz tego problemu to utkniesz (dosłownie i metaforycznie). A nie będzie lepiej tylko będzie gorzej, bo nierozwiązane problemy nie przestają istnieć tylko się kumulują i ostatecznie frustracja będzie rzutować na inne aspekty twojego życia.

Ale partner jest świadomy problemu, rozmawialiśmy o tym nie raz.
No i zmiana komunikacji na taką, gdzie np. proszę "wyjdziesz ze mną na spacer" zamiast wyrzutów "nie wychodzisz ze mną na spacer" oczywiście działa, ale nie zmienia wiele w tym czasie razem. Wyjdzie ze mną na spacer, na godzinę, wróci, i siada do swoich spraw.

27

Odp: Czas spędzany razem
Tamiraa napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

Jest różnica w potrzebach czasu spędzanego z partnerem. Uważam, że w miarę upływu lat będzie się to pogłębiać.

Jeśli autorka nie może tego zaakceptować jak można nazwać związek satysfakcjonującym?

Różnica jest, ale- może wynikać z deficytów autorki, co sama częściowo potwierdza. Wtedy to ona jest przyczyną swoich rozterek i to ją czeka praca, bo inaczej nie odnajdzie się w żadnej relacji o obecną w końcu rozpieprzy.

Jeśli wynika z różnych potrzeb, a właściwie jednej, wtedy dojrzali ludzie próbują cos z tym zrobić, szczególnie gdy relacja jest ogólnie udana- a tak ją określa autorka.

Gdzieś Ty wyczytała, że autorka nie może tego zaakceptować? Ja tu widzę próbę zrozumienia niezaspokojonej potrzeby. Chęć porozmawiania z innymi nt ich doświadczeń.

Strasznie nadinterpretujesz.

28

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:
Tamiraa napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

Jest różnica w potrzebach czasu spędzanego z partnerem. Uważam, że w miarę upływu lat będzie się to pogłębiać.

Jeśli autorka nie może tego zaakceptować jak można nazwać związek satysfakcjonującym?


Nawet nie chodzi o to, że jest różnica. Chodzi o to jak ogromna ona jest.


Zła relacja to nie tylko taka, gdzie któraś ze stron jest pizdą/chujem i jest obiektywnie złą osobą. Nie brakuje związków dobrych ludzi, którzy "tylko" rozmijają się w swoich potrzebach. Nie da się szczęśliwie żyć z wieczną frustracją w tle. Na takiej różnicy nie da się budować przyszłości. Bo albo jej będzie wiecznie czegoś brakować, albo jej partner będzie przymuszony do działania niezgodnego ze sobą, aby tylko zadowolić potrzeby partnerki.

Są razem, bo brakuje powodów (i siły) do odejścia. A nie dlatego, że są szczęśliwi. To jednak słaba motywacja.


Twoja nadinterpretacja to już właściwie pisanie osobnej historii, która nie ma nic wspólnego z tym co pisze autorka, jest jakąś dziwną projekcją.

Jakiś obraz z Disneya chyba, gdzie jeśli nie wszystko jest różowe to jest złe, a praca nad sobą to nieistniejące pojęcie.

29

Odp: Czas spędzany razem
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

.


"Na to nie narzekam. Tylko na ilość czasu."

30

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Facet musi mieć swoje odskocznie, wy jesteście 24/7 razem a to może naprawdę zmęczyć, nawet jeśli piszemy o udanej relacji.

Wydaje mi się że masz zwiększone potrzeby w zakresie bliskości, że wymagasz od partnera czegoś, czego Ci brakowało i brakuje w zw. z rodzicami.
Piszę to, bo sama przyznajesz że masz udaną relację, mieszkacie razem, a jedyne co Cię martwi to że facet chce trochę czasu dla siebie.
Spróbuj to rozpoznać i jeśli tak jest, zajmij sie tym.
Jeśli się mylę, wtedy przyjmij do wiadomości że jest to jedna z różnic między Wami.
Zastanów się jakie zachowania sprawiłyby Ci radość, wypisz je.
Usiądź ze swoim facetem i opowiedz mu o tym co czujesz i czego potrzebujesz, poproś żeby wziął to pod uwagę.
Zapytaj o jego odczucia i potrzeby, może jest coś czego brakuje jemu.
Zostaw mu tę kartkę, to jest mężczyzna jednak;)

Nie nastawiaj się że będzie dokładnie tak jakbyś sobie wymarzyła, ale jeśli gościowi zależy to spędzi czasem z Tobą wieczór, oprze Cię o ten pieprzony blat czy co tam jeszcze.
Komunikacja- od tego trzeba zacząć.

Zastanawiam się co mają w głowach osoby, które podważają sens całej, dobrej przecież relacji, bo jest jakaś różnica.
Na pewno nie jest to znajomość życia.

Nie wiem czemu moja wypowiedź została uznana tak, że ja bym chciała 24h/dobę spędzać z facetem.

Nie została tak uznana, przeczytaj jeszcze raz.
Poczytaj też o językach miłości, przyda Ci się- pewnie tam też się rozjezdzacie i dobrze byłoby to zrozumieć. Wtedy łatwiej coś z tym zrobić.

31

Odp: Czas spędzany razem

No ja bym chyba zdurniala, gdybym miala kazdy wolny czas spedzac tylko z ta sama osoba.

32

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Skończ już pierdolić głąbie, nie piszę o byłej żonie.

Piszesz o dobrym związku z perspektywy swojego doświadczenia. Dostawałeś ochłapy i piałeś z zachwytu. Twoje doświadczenie obiektywnie nie jest dobre. Jak sam napisałeś - sam jesteś introwertykiem i zwyczajnie sympatyzujesz tutaj z partnerem autorki. Więc będziesz radzić autorce, aby w swoim niespełnieniu trwała, bo przecież ma dobrego chłopaka w domu.

Tylko tradycyjnie - nie możesz tego znieść, ze żonka puściła się na boku z niższym kolesiem i próbujesz to odgrywać na mnie i zawsze stajesz po stronie introwertyka albo kłócąc się z każdą babką o silniejszym charakterze i własnym zdaniu, albo w taki lub inny sposób uzasadniając, że babka powinna z takim typem trwać bez względu na to, że sama jest nieszczęśliwa.

Jak zwykle zabolało i malutki próbuje się odgryzać wink

Nie cymbale. Piszę o np. o związku dwóch osób o podobnej osobowości, dopasowanych (introwertyk z introwertyczką; potrzebujemy ileś godzin dziennie dla siebie, co nie zmienia faktu że wczoraj zaraz po pracy pojechaliśmy na spacer tam gdzie chciała (w miejsce, które oboje lubimy), po spacerze zrobiłem nam obojgu herbatę z miodem i dużą ilością cytryny, po czym jakiś czas czas jeszcze przytuleni rozmawialiśmy i ogląaliśmy razem różne rzeczy. Nie było to wiele godzin od tej herbaty, ale w chacie wylądowaliśmy dopiero ok. wpół do ósmej. Innych dni ci nie będę opisywać, ale robimy razem różne rzeczy, jest codziennie czas wiele razy na przytulanie i inne czułości, ale każde z nas potrzebuje też czasu dla siebie.
Natomiast nie rżnij głupa, bo nawet ty widzisz u niej mocno lekowy typ przywiązania, którego natężenie potrafiłoby zamęczyć faceta gdyby miała wprowadzić to w życie w satysfakcjonującej ją formie. Wspólne życie nie oznacza, że musi się każdą (lub prawie każdą) chwilę spędzać przyklejone do tego drugiego! A bycie w związku nie oznacza konieczności rezygnacji ze swoich drobnych, codziennych przyjemności, nawet jeśli ta druga strona nie podziela naszego umiłowania do każdej z nich.

33

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Nie chodzi o zmianę w związku per se, tylko o sposób komunikacji z partnerem o własnych potrzebach. Twoje życie i problem i tak orbituje wokół związku więc siłą rzeczy nie da się tego aspektu pominąć w terapii.

Jak nie rozwiążesz tego problemu to utkniesz (dosłownie i metaforycznie). A nie będzie lepiej tylko będzie gorzej, bo nierozwiązane problemy nie przestają istnieć tylko się kumulują i ostatecznie frustracja będzie rzutować na inne aspekty twojego życia.

Ale partner jest świadomy problemu, rozmawialiśmy o tym nie raz.
No i zmiana komunikacji na taką, gdzie np. proszę "wyjdziesz ze mną na spacer" zamiast wyrzutów "nie wychodzisz ze mną na spacer" oczywiście działa, ale nie zmienia wiele w tym czasie razem. Wyjdzie ze mną na spacer, na godzinę, wróci, i siada do swoich spraw.

34

Odp: Czas spędzany razem
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie została tak uznana, przeczytaj jeszcze raz.
Poczytaj też o językach miłości, przyda Ci się- pewnie tam też się rozjezdzacie i dobrze byłoby to zrozumieć. Wtedy łatwiej coś z tym zrobić.

Znam teorie o stylach przywiazania i o jezykach milosci, moj partnet tez. Generalnie czytam sporo ksiazek psychologicznych. Partner wie, ze dla mnie wazny jest czas razem, dlatego idzie ze mna na ten spacer w weekend. Gdyby od niego to zalezalo, to by siedzial w domu.

35

Odp: Czas spędzany razem
Julia life in UK napisał/a:

No ja bym chyba zdurniala, gdybym miala kazdy wolny czas spedzac tylko z ta sama osoba.

Nigdzie nie napisalam o kazdym wolnym czasie.

36

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Nie chodzi o zmianę w związku per se, tylko o sposób komunikacji z partnerem o własnych potrzebach. Twoje życie i problem i tak orbituje wokół związku więc siłą rzeczy nie da się tego aspektu pominąć w terapii.

Jak nie rozwiążesz tego problemu to utkniesz (dosłownie i metaforycznie). A nie będzie lepiej tylko będzie gorzej, bo nierozwiązane problemy nie przestają istnieć tylko się kumulują i ostatecznie frustracja będzie rzutować na inne aspekty twojego życia.

Ale partner jest świadomy problemu, rozmawialiśmy o tym nie raz.
No i zmiana komunikacji na taką, gdzie np. proszę "wyjdziesz ze mną na spacer" zamiast wyrzutów "nie wychodzisz ze mną na spacer" oczywiście działa, ale nie zmienia wiele w tym czasie razem. Wyjdzie ze mną na spacer, na godzinę, wróci, i siada do swoich spraw.

Bo kazdy nawet w małżeństwie/zwiazku ma prawo do czasu wolnego bez wspólnego udzialu. Jejku jak ja np lubię robic rozne tworcze rzeczy to nie bede zmuszac kogos,zeby ze mna siedzial i kwiatki wycinal, tak samo ja nie bede siebie zmuszac,zeby robic cos z kims co mnie nie interesuję

37

Odp: Czas spędzany razem

Carrie123

Czy nie możesz poprosić go by spędzał z tobą nie cały czas, ale dodatkową godzinę czy pół? Może się w tym czasie czegoś nowego zaczniecie uczyć? Gry w szachy na przykład albo gry na gitarze. Czegokolwiek, byle czas był z pożytkiem wykorzystany przez was obu.
Na moje to masz złego człowieka do związku, bo jego więcej interakcji z tobą będzie męczyć, a ciebie brak ich frustrować. Długo ze sobą jesteście, jakieś wspólne plany na przyszłość macie, czy po prostu żyjecie tak z dnia na dzień?

38

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie została tak uznana, przeczytaj jeszcze raz.
Poczytaj też o językach miłości, przyda Ci się- pewnie tam też się rozjezdzacie i dobrze byłoby to zrozumieć. Wtedy łatwiej coś z tym zrobić.

Znam teorie o stylach przywiazania i o jezykach milosci, moj partnet tez. Generalnie czytam sporo ksiazek psychologicznych. Partner wie, ze dla mnie wazny jest czas razem, dlatego idzie ze mna na ten spacer w weekend. Gdyby od niego to zalezalo, to by siedzial w domu.

Dlaczego nie zaplanujesz czegoś, co wpisywałoby się bardziej w Twoje potrzeby?
Np weekend w spa, gdzie każde ma swoje osobne zabiegi, ale jest też dużo czasu razem.
Czy wyjście w większym gronie.

Wreszcie, gdzie jest Twój krąg socjalny, gdzie koleżanki czy przyjaciółki, rodzina?

Nigdy w historii nie było tak, że potrzeby socjalne- czyli m.in. wspólny czas razem, wspólne aktywności, były jedyną wyłączną domeną partnerów. Przeciwnie.
Partnerzy mieli swoje odrębne zadania, często w obrębie swojej płci, a 'spotykali' się dopiero po całym dniu spędzonym w towarzystwie innych.
To dopiero obecne czasy to wywróciły do góry nogami, gdzie wymaga się od partnera czy partnerki by zaspokoili potrzeby, które wczesniej zaspokajane były w ramach społeczności.
Waszą sytuację poteguje fakt, że nie macie dzieci.

Czytając Twój opis, ma się wrażenie jakby nie istnieli inni ludzie wokół Was.
Próbowałaś nawiązać lub pielęgnować inne znajomości, przyjaźnie? Spotykasz się z koleżankami, masz przyjaciółki? Kontakty z rodziną? Są? A jeśli tak, czy są dobre?
Chyba nie bardzo, skoro zamiast z nimi, rozmawiasz z nami.

Może to by pomogło, gdybyś część swoich potrzeb próbowała zadpokoic w innym gronie.
Może też, gdybyś powiedziała partnerowi że weekend spędzasz z koleżankami w spa, po tym gdy on nie wykazał zainteresowania, jego podejście by się trochę zaktywizowało.
A może nie, może zaczęlibyście się jeszcze bardziej rozmijać. To trzeba sprawdzić, zastanowić się, popróbować innych sposobów.

Wreszcie, co on robi codziennie zamknięty po pracy przez kilka godzin w swoim pokoju, a w weekendy dluzej? Co jest takie ważne?

39

Odp: Czas spędzany razem

Hey, wg mnie jest ok, tym bardziej, ze pracujecie oboje w domu, mijacie sie, tak wiec, jak ktos wyzej napisal, 24/7.

Mnie by tak odpowiadalo, bo mam tez swoje pasje. My reguly, kiedy moj partner wraca do domu po pracy, to spedzamy czas non stop razem, ale on wraca pozno okolo, 17.30. Ja jestem w domu po 14stej wiec mam kupe wolnego czasu dla siebie. W weekendy tez spedzamy razem duzo czasu, ale kazdy ma tez wlasne zajecia, ostatnio on gotuje w weekendy, to ja mam ten czas dla siebie i dla mojego hobby. On wtedy robi tez cos "swojego".
Czesto tez razem dzwonimy do rodziny na Whatsapp, niekiedy ja sama z moimi corkami, to on niekedy tez sobie cos sam porobi.

Wieczorem, to tak jak i w kazdy inny wieczor, spedzamy razem, razem wychodzimy z psem na spacer, niekiedy corka pojdzie z nami i kladziemy sie razem spac. Dla mnie nasz plan jest zupelnie ok, bo widzimy sie dopiero po dokladnie 11 godzinach, kiedy on wychodzi z domu do pracy, oczywiscie, telefonicznie w ciagu dnia jestesmy w kontakcie, w senscie na czacie.

Tak wiec, wg mnie twoje zycie z partnerem, jest dla mnie jak najbardziej ok, ale ty chcialabys wiecej z nim spedzac czasu..

40

Odp: Czas spędzany razem
Nowe_otwarcie napisał/a:

Piszę o np. o związku dwóch osób o podobnej osobowości, dopasowanych.


I dlatego, że są tacy dopasowani to ona chodzi na terapię i zakłada wątki w internecie, bo jednak związek w którym jest to nie spełnia jej oczekiwań?

Logiczne są te twoje wypociny.....

41

Odp: Czas spędzany razem
carrie123 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Nie chodzi o zmianę w związku per se, tylko o sposób komunikacji z partnerem o własnych potrzebach. Twoje życie i problem i tak orbituje wokół związku więc siłą rzeczy nie da się tego aspektu pominąć w terapii.

Jak nie rozwiążesz tego problemu to utkniesz (dosłownie i metaforycznie). A nie będzie lepiej tylko będzie gorzej, bo nierozwiązane problemy nie przestają istnieć tylko się kumulują i ostatecznie frustracja będzie rzutować na inne aspekty twojego życia.

Ale partner jest świadomy problemu, rozmawialiśmy o tym nie raz.
No i zmiana komunikacji na taką, gdzie np. proszę "wyjdziesz ze mną na spacer" zamiast wyrzutów "nie wychodzisz ze mną na spacer" oczywiście działa, ale nie zmienia wiele w tym czasie razem. Wyjdzie ze mną na spacer, na godzinę, wróci, i siada do swoich spraw.

Czyli on nie spędza czasu z tobą, a de facto obok ciebie?  Skoro tak było i tak jest to i tak pozostanie. Niemniej jednak spróbuj tego, o czym pisze Rozrabiaka. Wyjdź z inicjatywą. Zaplanuj coś. Zbuduj swój krąg przyjaciół i zacznij też realizować swoje potrzeby społeczne z nimi. Bycie osobą introwertyczną, a aspołeczną to są dwie osobne sprawy.


Jeśli to nie podziała to mówi się trudno, może i chłopak nie jest zły, może i jest dobry, ale nie jesteście najwyraźniej dla siebie stworzeni i się rozmijacie.

42

Odp: Czas spędzany razem
Gosiawie napisał/a:

Hey, wg mnie jest ok, tym bardziej, ze pracujecie oboje w domu, mijacie sie, tak wiec, jak ktos wyzej napisal, 24/7.

Mnie by tak odpowiadalo, bo mam tez swoje pasje. My reguly, kiedy moj partner wraca do domu po pracy, to spedzamy czas non stop razem, ale on wraca pozno okolo, 17.30. Ja jestem w domu po 14stej wiec mam kupe wolnego czasu dla siebie. W weekendy tez spedzamy razem duzo czasu, ale kazdy ma tez wlasne zajecia, ostatnio on gotuje w weekendy, to ja mam ten czas dla siebie i dla mojego hobby. On wtedy robi tez cos "swojego".
Czesto tez razem dzwonimy do rodziny na Whatsapp, niekiedy ja sama z moimi corkami, to on niekedy tez sobie cos sam porobi.

Wieczorem, to tak jak i w kazdy inny wieczor, spedzamy razem, razem wychodzimy z psem na spacer, niekiedy corka pojdzie z nami i kladziemy sie razem spac. Dla mnie nasz plan jest zupelnie ok, bo widzimy sie dopiero po dokladnie 11 godzinach, kiedy on wychodzi z domu do pracy, oczywiscie, telefonicznie w ciagu dnia jestesmy w kontakcie, w senscie na czacie.

Tak wiec, wg mnie twoje zycie z partnerem, jest dla mnie jak najbardziej ok, ale ty chcialabys wiecej z nim spedzac czasu..

Jezuuuuu kogo moje oczy widzom  big_smile

43

Odp: Czas spędzany razem
Julia life in UK napisał/a:

Jezuuuuu kogo moje oczy widzom  big_smile

ciebie tez milo widziec smile do siego roku Julka :*

44 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-01-08 13:00:43)

Odp: Czas spędzany razem
Gosiawie napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Jezuuuuu kogo moje oczy widzom  big_smile

ciebie tez milo widziec smile do siego roku Julka :*

big_smile przecież dopiero co rok się zaczal 

A mam nadzieję,że wszystko ok u Ciebie  smile

45

Odp: Czas spędzany razem
Julia life in UK napisał/a:
Gosiawie napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Jezuuuuu kogo moje oczy widzom  big_smile

ciebie tez milo widziec smile do siego roku Julka :*

big_smile przecież dopiero co rok się zaczal 

A mam nadzieję,że wszystko ok u Ciebie  smile

U mnie wszystko ok, a u ciebie?

46

Odp: Czas spędzany razem
Gosiawie napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Gosiawie napisał/a:

ciebie tez milo widziec smile do siego roku Julka :*

big_smile przecież dopiero co rok się zaczal 

A mam nadzieję,że wszystko ok u Ciebie  smile

U mnie wszystko ok, a u ciebie?

U.mnie tez ok

47

Odp: Czas spędzany razem

W sumie to wymuszasz wspólne aktywności, więc ich dodawanie wg mnie nic nie da.
Musisz żyć bardziej swoim życiem, jak chcesz być z nim, tylko czy dasz radę, skoro należysz do osób które nie potrafią żyć same…,dlatego tak ci ciężko.

Masz bardziej zimnego faceta, a ty potrzebujesz takiego misia przytulacza.

Myśleliście o dziecku?

48 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-08 13:59:06)

Odp: Czas spędzany razem

Autorko, skoro sama dalej twierdzisz, iż cierpisz na ten silny lęk przywiązania, to może warto się zastanowić, czy nie pora przepracować te traumy?

Tylko jest jeden problem: partner nie nadaje się, wręcz nie powinien służyć, jako terapia, do pozbycia się owych traum. Inaczej mówiąc: sama musisz to zrobić, BEZ udziału faceta, żaden nie pomoże Cię z tego wyjść. Wpierw uporaj się z tym, potem zdecyduj się na nawiązywanie kontaktów.
Jeśli nawet gość nie poświęca względnie zbyt dużo czasu Autorce, to nawet, jeśli on by się zmienił, to niewykluczone, że byłoby tego i tak za mało. Nastąpi z kolei ograniczenie JEGO przestrzeni, więc on zacznie się jeszcze bardziej wycofywać. Macie odmienne spojrzenia na to, jak powinna wyglądać relacja. Żadna z wersji nie jest zła ani błędna. Rozmijacie się po prostu, więc jedynym rozwiązaniem jest, póki co, próba spokojnej rozmowy na temat  delikatnego zwiększenia zaangażowania z jego stronę nie zaś wymuszania na nim swego rodzaju "absolutnej dostępności".
Na podstawie opisu wygląda to tak, jakby rzeczywiście sporo czasu poświęcał samemu sobie, zamiast chcieć być bliżej Ciebie. Tak jednak bywa, że ludzie nie prezentują jednakowego podejścia do związku czy bliskości, ich "język uczuć" bywa zupełnie różny.
Wydaje się, jakbyś potrzebowała mieć niemal cały czas bok siebie faceta, aby czuć się komfortowo. Nie jest to z pewnością do końca zdrowe, ale najlepiej znaleźć osobę o podobnym guście do Twojego.

49 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2026-01-08 14:17:18)

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Autorko, skoro sama dalej twierdzisz, iż cierpisz na ten silny lęk przywiązania, to może warto się zastanowić, czy nie pora przepracować te traumy?

Tylko jest jeden problem: partner nie nadaje się, wręcz nie powinien służyć, jako terapia, do pozbycia się owych traum. Inaczej mówiąc: sama musisz to zrobić, BEZ udziału faceta, żaden nie pomoże Cię z tego wyjść. Wpierw uporaj się z tym, potem zdecyduj się na nawiązywanie kontaktów.
Jeśli nawet gość nie poświęca względnie zbyt dużo czasu Autorce, to nawet, jeśli on by się zmienił, to niewykluczone, że byłoby tego i tak za mało. Nastąpi z kolei ograniczenie JEGO przestrzeni, więc on zacznie się jeszcze bardziej wycofywać. Macie odmienne spojrzenia na to, jak powinna wyglądać relacja. Żadna z wersji nie jest zła ani błędna. Rozmijacie się po prostu, więc jedynym rozwiązaniem jest, póki co, próba spokojnej rozmowy na temat  delikatnego zwiększenia zaangażowania z jego stronę nie zaś wymuszania na nim swego rodzaju "absolutnej dostępności".
Na podstawie opisu wygląda to tak, jakby rzeczywiście sporo czasu poświęcał samemu sobie, zamiast chcieć być bliżej Ciebie. Tak jednak bywa, że ludzie nie prezentują jednakowego podejścia do związku czy bliskości, ich "język uczuć" bywa zupełnie różny.
Wydaje się, jakbyś potrzebowała mieć niemal cały czas bok siebie faceta, aby czuć się komfortowo. Nie jest to z pewnością do końca zdrowe, ale najlepiej znaleźć osobę o podobnym guście do Twojego.

W jej wypadku chyba najlepiej znaleźć przyjaciółkę (lub raczej przyjaciółki, bo przyjaciółka sztuk jedna też może w tej sytuacji wymięknąć), które pozwolą jej bardziej równomiernie rozłożyć jej potrzebę atencji i zagospodarowania wolnego czasu. Powinno to dac następujące pozytywne efekty:

- ona zagospodaruje więcej swojego czasu, w związku z czym nie będzie potrzebowała tego w aż takiej ilości od faceta, czym go nieco "odciąży";

- przytłaczany dziś jej oczekiwaniami facet może nawet z czasem odczuć brak jej presji w ten sposób, że sam z siebie może odczuć potrzebę jakiegoś niewielkiego zwiększenia udziału ich wspólnych aktywności/czułości w "harmonogramie" tygodnia/miesiąca.

Nie jest nigdy dobrze gdy osoba z takimi oczekiwaniami i tak silnym lękowym typem przywiązania "wisi" całkowicie tylko na jednej osobie, bo może ją wręcz zadusić.

Nie musi szukać nikogo innego; wystarczy, że przeniesie część "ciężaru" zajęcia się nią na kogoś innego, a resztę tego "ciężaru" będzie już łatwiej im zgrać.

50 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-08 14:21:22)

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Jeśli nawet gość nie poświęca względnie zbyt dużo czasu Autorce, to nawet, jeśli on by się zmienił, to niewykluczone, że byłoby tego i tak za mało.

Oczywiście. Niemniej jednak łatwiej wypracować kompromis pomiędzy osobą jak autorka i jakimś facetem w typie misia przytulanki niż pomiędzy nią, a tym aktualnym partnerem, którego potrzeby stoją po drugiej stronie spektrum.


Piszesz o zwiększeniu jego zaangażowania. I dobrze. Tyko też popatrz na osoby tak skrajnie introwertyczne i aspołeczne. Czy one według ciebie rozumieją czym jest zaangażowanie? Czym jest spędzanie czasu razem ze sobą, a nie równolegle obok przy tej samej czynności? Przy tak skrajnych charakterach mimo wszystko, to praktyczne rozumienie tych samych pojęć już staje problemem. Bo dla niego czas razem to może być spacer we względnym milczeniu czy wspólne oglądanie filmu. A tu nie ma tak naprawdę żadnej interakcji. Wszak jak sam słusznie zauważyłeś - język uczuć bywa różny.

Może zamiast strzelania w ciemno aktywnościami, warto pomyśleć w pierwszej kolejności o czymś tego pokroju: https://zwierciadlo.pl/seks/533068,1,za … wosci.read

51

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Może zamiast strzelania w ciemno aktywnościami, warto pomyśleć w pierwszej kolejności o czymś tego pokroju: https://zwierciadlo.pl/seks/533068,1,za … wosci.read

Równie dobrze można użyć "zwykłych" (i powszechnie znanych) wersji tego, co starasz się zareklamować. Czyli normalna jenga, "Na końcu języka", Scrabble czy tego rodzaju gry. Też łączą, też można razem miło i wesoło spędzić czas z bliską osobą.

52 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-08 14:28:49)

Odp: Czas spędzany razem
Nowe_otwarcie napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Może zamiast strzelania w ciemno aktywnościami, warto pomyśleć w pierwszej kolejności o czymś tego pokroju: https://zwierciadlo.pl/seks/533068,1,za … wosci.read

Równie dobrze można użyć "zwykłych" (i powszechnie znanych) wersji tego, co starasz się zareklamować. Czyli normalna jenga, "Na końcu języka", Scrabble czy tego rodzaju gry. Też łączą, też można razem miło i wesoło spędzić czas z bliską osobą.


O jezu drogi, nie N_o, normalna jenga czy skrable to nie jest to samo. To nawet nie jest blisko. Link był jedynie obrazowy, bo nie chodzi o te konkretne gry, tylko chodzi o cel, zakres i sposób - takich gier jest ogólnie dużo. To, że nie widzisz różnicy pomiędzy grami i aktywnościami, które budują psychologiczną więź i intymność, a zwykłymi grami, które polegają jedynie na rywalizacji i wynikającej z tego dopaminie jedynie pokazuje jak bardzo aspołeczny jesteś. I jak bardzo nie rozumiesz na czym polega bliskość i intymność w związku. A to jest właśnie problem autorki i jej partnera, dla którego "razem" najwyraźniej oznacza tyle co "obok siebie". A takie czynności - bez względu na ich ilość i czas nigdy nie zaspokoją jej potrzeb.

53

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:

Może zamiast strzelania w ciemno aktywnościami, warto pomyśleć w pierwszej kolejności o czymś tego pokroju: https://zwierciadlo.pl/seks/533068,1,za … wosci.read

Równie dobrze można użyć "zwykłych" (i powszechnie znanych) wersji tego, co starasz się zareklamować. Czyli normalna jenga, "Na końcu języka", Scrabble czy tego rodzaju gry. Też łączą, też można razem miło i wesoło spędzić czas z bliską osobą.

54

Odp: Czas spędzany razem

NO - jest coś(cokolwiek), przy czym nie będziesz się tak "odpalać"?
Chłopie, wrzuć na luz...


Oczywiście, że lepiej poszukać dla siebie misiowatego przytulaska, tylko obawiam się, że to i tak nie pomoże. Potem kryzys się może pogłębić jeszcze bardziej, kiedy jej będzie brakować faceta nawet wtedy, kiedy jest np. w pracy. Autorka może mu coś zaproponować, ale szczerze wątpię w powodzenie tego kroku. On się raczej nie zmieni. Uderza jednak, nie pierwszy raz zresztą, taka narracja, kiedy to jedno powinno się zmienić dla dobra drugiego czy raczej obojga(lub "dla dobra związku"). Zazwyczaj jest to facet lub też ta strona oferująca "mniej" musi się bardziej postarać, dając więcej.
Sama Autorka przyznała, że cierpi na lękowy styl przywiązania, więc tutaj zdecydowanie warto to spróbować naprawić.

55

Odp: Czas spędzany razem

Możesz sobie robić kopiuj-wklejkę dowolną ilość razy, a i tak nie stanie się ona prawdziwa.

Pójście na spacer, obejrzenie filmu czy pierdolnięcie rozgrywki albo dwóch w jakąś planszówkę nie buduje zaufania i nie zaspokaja potrzeby intymności w związku, bo to są czynności jakie można realizować z każdą inną osobą. Nawet randomami z internetu. Gry i zabawy, do przykładów których wrzuciłem tu link korzystają, opierają się i pomagają tworzyć to, o czym jest mowa w arcie poniżej.
https://psychopark.pl/2023/07/06/budowa … w-relacji/


O takich rzeczach można też poczytać w książkach i poradnikach tego pokroju:

https://grawrelacje.pl/pl/p/ODBUDUJ-INT … bpjYWWpAIO



Albo tu:

https://www.carepatron.com/pl/guides/co … hapter-two



Takie rzeczy są szczególnie potrzebne aspołecznym introwertykom, którzy nie mają szczególnej potrzeby bliskości i ten aspekt relacji międzyludzkich im umyka. Bo tu nie chodzi o dosłowną ilość czasu spędzanego razem, ale o sposób.

56

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Oczywiście, że lepiej poszukać dla siebie misiowatego przytulaska, tylko obawiam się, że to i tak nie pomoże.

Nie chodzi o to, że ma to rozwiązać jej problem z samą sobą, tylko o to, że przy jej problemach związek z takim misiem będzie po prostu łatwiejszy. Tam łatwiej będzie wypracować jakiś zdrowy środek zaspokajający oboje strony. O ile w parze dalej tak czy siak będzie iść terapia.

Widzisz to trochę jak np z wychodzeniem z nałogu. Myślisz, że jakikolwiek odwyk, terapia czy cokolwiek będzie w stanie pomóc jeśli twój partner będzie ci dragi podtykał pod nos w każdym momencie? Nie nie bardzo. I tak samo nie pozbędziesz się leków i nie wypracujesz zdrowych wzorców przywiązania przy oschłym i aspołecznym partnerze, którego styl życia alienuje cię od społeczeństwa. Przecież jeśli ona zbuduje sobie swój własny krąg znajomych i przyjaciół przy których będzie się realizować, to myślisz, że jak to podziała na tamtego kolesia? Poczuje zazdrość i zawalczy o swoje, czy wycofa się jeszcze bardziej, bo przecież "już nie musi" ?


Uderza jednak, nie pierwszy raz zresztą, taka narracja, kiedy to jedno powinno się zmienić dla dobra drugiego czy raczej obojga(lub "dla dobra związku"). Zazwyczaj jest to facet lub też ta strona oferująca "mniej" musi się bardziej postarać, dając więcej.

Bo narracja o zaniżeniu własnych oczekiwań i potrzeb jest cokolwiek dziwna. Każdy ma prawo oczekiwać więcej. I na tym polegają zdrowe i udane związki. 1+1 nie daje w nich 2 tylko 3 (i nie chodzi mi o ewentualne dziecko tylko jest to metaforą jakość życia i szczęścia). A jak się tego nie znajduje u partnera, to trzeba go zmienić, a nie wymuszać. Zwłaszcza jeśli związek trwa x miesięcy czy wręcz lat i niewiele się zmienia pomimo podejmowanych kroków i działań (np typu terapia).

57

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

NO - jest coś(cokolwiek), przy czym nie będziesz się tak "odpalać"?
Chłopie, wrzuć na luz...


Oczywiście, że lepiej poszukać dla siebie misiowatego przytulaska, tylko obawiam się, że to i tak nie pomoże. Potem kryzys się może pogłębić jeszcze bardziej, kiedy jej będzie brakować faceta nawet wtedy, kiedy jest np. w pracy. Autorka może mu coś zaproponować, ale szczerze wątpię w powodzenie tego kroku. On się raczej nie zmieni. Uderza jednak, nie pierwszy raz zresztą, taka narracja, kiedy to jedno powinno się zmienić dla dobra drugiego czy raczej obojga(lub "dla dobra związku"). Zazwyczaj jest to facet lub też ta strona oferująca "mniej" musi się bardziej postarać, dając więcej.
Sama Autorka przyznała, że cierpi na lękowy styl przywiązania, więc tutaj zdecydowanie warto to spróbować naprawić.

Możesz mi powiedzieć w którym miejscu według Ciebie się tu odpaliłem? Wrzuciłem KONSTRUKTYWNĄ propozycję mającą REALNĄ szansę na korzystną zmianę sytuacji. Bo nikt z dyskutujących (widząc po komentarzach) nie ma wątpliwości co do tego, że oczekiwania autorki (oparte na lękowym stylu przywiązania, co do czego - co ponownie widać po komentarzach - też raczej nikt nie ma wątpliwości) mają charakter wręcz osaczający, przytłaczający dla każdego faceta (nawet dla "misia-przytulasa", co PONOWNIE nawet Ty zauważasz). Co jest wręcz w zasadzie konieczne? Ona musi NIECO zmniejszyć to swoje ciśnienie na faceta. A może to zrobić przenosząc część tego "ciśnienia" na inne osoby i inne rodzaje relacji (zresztą doradzacie jej terapię; naprawdę myślisz, że podczas terapii nie zostanie jej podrzucony pomysł w stylu tego co teraz proponuję?).Spróbujmy wyjaśnić to liczbowo: powiedzmy, że ona chce na nim położyć 100% tego umownego "ciężaru", on jest skłonny przyjąć na siebie 40-50%. Powiedzmy że 30-40% rozłożymy na inne relacje/aktywności (przyjaciółki, jakiś fitness, jakieś inne coś) i zostanie już "tylko" 60%. I od 60% już łatwiej się zbliżyć powiedzmy do 45% (znajdując punkt porozumienia w okolicach 50-55%).

Jeszcze raz zaakcentuję: KONSTRUKTYWNĄ propozycję, a nie propozycję totalnego odjebania delikwenta tylko dlatego że np. kojarzy mi się on (albo w mojej głowie uosabia go ) z kimś, z kim mam wybitnie osobisty konflikt wink

58 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2026-01-08 15:33:52)

Odp: Czas spędzany razem
Jack Sparrow napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Może zamiast strzelania w ciemno aktywnościami, warto pomyśleć w pierwszej kolejności o czymś tego pokroju: https://zwierciadlo.pl/seks/533068,1,za … wosci.read

Równie dobrze można użyć "zwykłych" (i powszechnie znanych) wersji tego, co starasz się zareklamować. Czyli normalna jenga, "Na końcu języka", Scrabble czy tego rodzaju gry. Też łączą, też można razem miło i wesoło spędzić czas z bliską osobą.


O jezu drogi, nie N_o, normalna jenga czy skrable to nie jest to samo. To nawet nie jest blisko. Link był jedynie obrazowy, bo nie chodzi o te konkretne gry, tylko chodzi o cel, zakres i sposób - takich gier jest ogólnie dużo. To, że nie widzisz różnicy pomiędzy grami i aktywnościami, które budują psychologiczną więź i intymność, a zwykłymi grami, które polegają jedynie na rywalizacji i wynikającej z tego dopaminie jedynie pokazuje jak bardzo aspołeczny jesteś. I jak bardzo nie rozumiesz na czym polega bliskość i intymność w związku. A to jest właśnie problem autorki i jej partnera, dla którego "razem" najwyraźniej oznacza tyle co "obok siebie". A takie czynności - bez względu na ich ilość i czas nigdy nie zaspokoją jej potrzeb.

Bzdura. Autorka nie narzeka na JAKOŚĆ (np. seksu) tylko na ILOŚĆ, na czas który jej poświęca w ciągu dnia.
Nie na BRAK bliskości tylko na ILOŚĆ tej bliskości.

I nie chodzi w tych zwykłych grach o rywalizację (to pokazuje twój kolejny defekt: od gówniarza musiałeś walczyć o swoje, więc dziś rywalizacja i wyszarpywanie to jedyne co rozumiesz). Bo jeśli grasz z kimś, kto dla ciebie dużo znaczy, to dasz jej nawet wygrać by zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Bo ten uśmiech będzie cenniejszy od wygranej.

59 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-08 15:41:41)

Odp: Czas spędzany razem

Nowe Otwarcie: tak wole byc singielka, niz byc w zwiazku, zeby czuc sie samotna

Jezeli chodzi o "oplacanie sie" mialam na mysli czas, zainteresowanie, zaangazowanie i tego typu sprawy, nie wiem, co sam sobie dopowiedziales. Bo inaczej z tego "zwiazku" pozostaje tylko to:

Jack Sparrow napisał/a:

O ile ktoś nie przeszkadza za bardzo to wystarczającym powodem może być dziura/bolec do ruchania. Także to, że związek trwa długo nic nie znaczy.

+bycie czasoumilaczem.

60

Odp: Czas spędzany razem
Nowe_otwarcie napisał/a:

Bzdura. Autorka nie narzeka na JAKOŚĆ (np. seksu) tylko na ILOŚĆ, na czas który jej poświęca w ciągu dnia.
Nie na BRAK bliskości tylko na ILOŚĆ tej bliskości.

Bo autorka ma problemy z rodzajem przywiązania. Spędzanie czasu razem, obok siebie nigdy nie zapewni jej poczucia bliskości. Bo nie gra to w te nuty, które potrzeba.


I nie chodzi w tych zwykłych grach o rywalizację (to pokazuje twój kolejny defekt: od gówniarza musiałeś walczyć o swoje, więc dziś rywalizacja i wyszarpywanie to jedyne co rozumiesz). Bo jeśli grasz z kimś, kto dla ciebie dużo znaczy, to dasz jej nawet wygrać by zobaczyć uśmiech na jej twarzy. Bo ten uśmiech będzie cenniejszy od wygranej.

LOL.

Nope.

To gry edukacyjne (poznajesz słowa, uczysz się podstaw ekonomii jak w monopoly lub ćwiczysz koordynację), które polegają na rywalizacji z samej definicji i przebiegu rozgrywki. Jeśli dajesz dziecku wygrać - nie nauczysz go przegrywać. Jeśli dajesz wygrywać dorosłej osobie to wystawiasz bardzo smutną laurkę wam obojgu.

61

Odp: Czas spędzany razem

Jakbyś nieco trzeźwiej myślał, to byś wiedział, że akurat nie chodziło zupełnie o odpalanie w stosunku do tematu wątku, lecz o te "arcyciekawe dyskusje" z Jackiem(chociaż nie tylko)...


Jack Owszem, związek z misiem będzie łatwiejszy. Tylko co przyniesie dalszy etap w związku, czy da się tak przetrwać przez te kolejne lata?
Prędzej czy później któreś z nich się wypali. Na początku na pewno będzie im dużo łatwiej ,chociaż osobiście dla mnie lekko niepokojący jest fakt, że ktoś po tylu latach dalej tkwi na tym etapie "różowych okularów". Opadanie owych okularów nie jest, moim zdaniem, objawem kryzysu, ale naturalnym elementem każdej relacji, więc kiedyś to musi nastąpić.
Dlatego pierwsze, co Autorka powinna zrobić, patrząc z dłuższej perspektywy, to właśnie zastanowić się, czy nie warto tego lęku przepracować, w trakcie odpowiednio prowadzonej terapii. Nikt nie będzie się czuł swobodnie, chcąc się wbrew sobie dostosować się na siłę czy zmieniać znacząco "dla dobra" związku. Związek tworzą ludzie, więc obie strony powinny czuć się szczęśliwie i komfortowo na tyle, na ile pozwalają mu/jej własne potrzeby.
Wiadomo, że życie w związku to nie to samo, co singielstwo. Nie można jednak wymagać od kogoś aż tyle, aby całkowicie się poświęcał, kompletnie zmieniając swój charakter.
Gdzieś leży owa granica między dawaniem od siebie "więcej" a poświęcaniem siebie samego, kiedy narusza się czyjeś granice.

62 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-08 16:08:35)

Odp: Czas spędzany razem

Bagieni: autorka ma swoje zajecia i swoich znajomych, moze sie myle, ale raczej nie chodzu o to, ze chcialaby misia, i byc 24 ha ze soba, a o to, zeby w weekend spedzic jakas dodatkowa godzine, dwie razem idac na glupi spacer czy ugotujac cos RAZEM, zamiast wmawiania, ze cos z nia nie tak i powinna sie z tego podowu leczyc, bo gdy mowi o tej potrzebje to wlasnie to od niego slyszy

63

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Jack Owszem, związek z misiem będzie łatwiejszy. Tylko co przyniesie dalszy etap w związku, czy da się tak przetrwać przez te kolejne lata?

Tego nigdy nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że przy tak skrajnie potrzebach w tym względzie to nie wypali i skończy się kiepsko dla autorki. To tylko kwestia czasu.


Na początku na pewno będzie im dużo łatwiej ,chociaż osobiście dla mnie lekko niepokojący jest fakt, że ktoś po tylu latach dalej tkwi na tym etapie "różowych okularów".

Ja tam nie widzę tych różowych okularów tutaj. Będąc z moją żoną już sumarycznie dobrze ponad dekadę to wciąż mam ogromną radość ze wspólnych aktywności i wciąż podejmujemy ich niemało. I oboje się z tego cieszymy. W sensie - mamy fan odpowiedni.


Dlatego pierwsze, co Autorka powinna zrobić, patrząc z dłuższej perspektywy, to właśnie zastanowić się, czy nie warto tego lęku przepracować, w trakcie odpowiednio prowadzonej terapii

Oczywiście, że tak. Ale nie jako singielka, bo nie wierzę, aby dała radę.


Gdzieś leży owa granica między dawaniem od siebie "więcej" a poświęcaniem siebie samego, kiedy narusza się czyjeś granice.

Otóż to. I tego złotego środka w przypadku takiej pary jaką widzimy po prostu nie będzie dało się wypracować.

64

Odp: Czas spędzany razem
bagienni_k napisał/a:

Jakbyś nieco trzeźwiej myślał, to byś wiedział, że akurat nie chodziło zupełnie o odpalanie w stosunku do tematu wątku, lecz o te "arcyciekawe dyskusje" z Jackiem(chociaż nie tylko)...


Wiesz co Bagiennik, trochę racji tym jest: gdyby nie Jack i jego debilno-zaczepne  wstawki (niedawno wyzywał mnie od aspołecznych i wycofanych w co drugim poście, teraz robi to już niemal w każdym, zupełnie jakby to w jakikolwiek sposób mogło dodać wiarygodności jego bajdurzeniom), to dyskusja  miałaby praktycznie na bank jednocześnie niższą temperaturę i wyższy poziom.

Natomiast niepokoi i jednocześnie mocno intryguje  podobieństwo Jacka (chwyty, zainteresowania dyskusyjne, fantazjowanie o własnej zajebistosci, agresja i wulgarnosc wobec oponentów, zakładanie kont obojga płci, grzebanie po najgłębszych archiwach czyichś wpisów, próba gnojenia w tej konkretny sposób... lista jest dość długa i tym bardziej zaskakuje match aż w tylu kryteriach. Chyba wreszcie złapałem o co chodziło.z tekstem o bardzo dawnej rejestracji tutaj  wink

65 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-08 16:30:22)

Odp: Czas spędzany razem

Nie moje wstawki są debilne tylko twoje tezy, które po prostu obok realnego życia nawet blisko nie stały. Wielokrotnie podkreślałeś swoje wypalenie zawodowe, nieudane małżeństwo, gdzie ex żona ustawiała cię jak chciała i cię zdradzała a ty nawet nie miałeś jaj zakończyć taki związek, brak znajomych, głęboki introwertyzm, problemy ekonomiczne i zawodowe....i odpalasz się dosłownie wszędzie, w każdym jednym temacie. Wystarczy napisać, że kobiety bardziej dbają o wygląd, a ty już na świętą wojnę bogoojczyźnianą idziesz.

Każda jedna twoja relacja jest albo płytka i powierzchowna, do tego stopnia, że jeszcze nie dawno tu płakałeś, że nie miałbyś od kogo pieniędzy pożyczyć, albo nieudana jak to w przypadku twojego małżeństwa. Nie rozumiesz nawet celu edukacyjnego gry dla dzieci, a próbujesz pouczać innych.


-edit- nawet patrzą po moim nicku to ślepy by się zorientował, że znaczna część moich wpisów to trollowanie zakompleksionych debili twojego pokroju smile bo to urocze patrzeć jak się odpalasz, a często jedyne czego trzeba, to przytaknąć twojej rozmówczyni. Niezależnie od tego jakim banałem by nie pojechała. A im większy i im bardziej przerysowany (i prześmiewczy) tym mocniej się odpalasz. Nie jesteś czasem autystykiem?

Posty [ 1 do 65 z 72 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czas spędzany razem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026