Czy związek bez seksu to też związek? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy związek bez seksu to też związek?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 43 ]

Temat: Czy związek bez seksu to też związek?

Hej. Kilka dni temu Maja Staśko na swoim FB opublikowała bardzo ciekawy post dotyczący istnienia związków z różnych powodów pozbawionych współżycia seksualnego.

Omawiany wpis na chwilę obecną uzyskał już ponad 1600 reakcji oraz 1200 komentarzy:

Maja Staśko napisał/a:

W związku nie musi być stosunków. Nie jest to żaden obowiązek ani konieczność. Można uprawiać jeden stosunek w roku bądź setki. Nikt tego nie sprawdza, serio!
Niektórzy nie mają takich potrzeb.
Inni mają traumę.
Inni nie są jeszcze gotowi.
Inni są wierzący i nie decydują się na stosunki przed ślubem.
Inni nie mają ochoty w danym okresie na stosunki, bo mają stres lub trudny moment.
Jeszcze inni odczuwają ból w trakcie.
Inni mają związek na odległość.
Inni starali się długo o ciążę i odpoczywają od stosunków, które zaczęły im się kojarzyć z przymusem.
Inni są po ciąży i porodzie.
Powodów mogą być miliony. W związku można w ogóle nie uprawiać seksu nigdy lub przez jakiś czas - miesiącami lub latami - a potem do tego wrócić. Można to robić raz w roku. Albo dwa. Albo setki.
Jest mnóstwo szczęśliwych relacji bez stosunków. I nieszczęśliwych ze stosunkami. I na odwrót. Nie dla każdego seks to sposób na bycie blisko w związku. Dla kogoś to będzie przytulanie, wspólne oglądanie filmu czy spacer. Jesteśmy różni, a związki są niepowtarzalne - nie ma dwóch takich samych. Więc warto je tworzyć między sobą na naszych zasadach i jak nam odpowiada, a nie patrzeć na zewnętrzne oczekiwania na temat związków.
Żyjemy w świecie, gdzie seksualizacją sprzedaje się produkty - więc przypomnienie o tym, że w związku nie musi być stosunków, jest bardzo ważne.
Wiele z nas słyszało: „Związek bez stosunku w końcu musi się rozpaść”. Nie musi. A związki ze stosunkami też często się rozpadają. Może to nie zawsze wina stosunków lub ich braku?
„Jak on z tobą wytrzyma bez stosunków? Będzie Cię zdradzał”. Jeśli partner wszedł w związek bez stosunku, a następnie zdradził - to on skrzywdził. I przypominam, że zdrady są też w związkach ze stosunkami.
„Bez seksu to przyjaźń, a nie związek”. Przecież między przyjaciółmi też zdarza się seks. A nawet między znajomymi czy obcymi. To nie oznacza, że zaczynają być w związku. Bo stosunek to nie jest wyznacznik związku.
Związek to wspólne plany, zaufanie, bliskość. W tym stosunki mogą pomagać. A mogą zupełnie nie być do tego potrzebne. Lub przeszkadzać, gdy ktoś ich nie potrzebuje lub nie lubi.
Dopóki będzie choć jedna osoba, która odczuwa wstyd i poczucie winy, bo nie może (lub nie chce) odbywać stosunku, a przecież „w związku trzeba” - musimy walczyć o naszą autonomię.
Stosunek to nie obowiązek. Każdy ma zawsze prawo powiedzieć „nie” - i nie odczuwać wstydu ani winy. Także w związku.
Odgórne wymaganie stosunków w związkach jest jednym z bardziej szkodliwych mitów, który wiekami sprawiał, że w ogóle nie uznawano małżeńskiego gwałtu. Bo przecież „w małżeństwie trzeba”.
Nie, nie trzeba.
Na szczęście, obecnie stosunki to nie jest żaden obowiązek w związku. I jeśli ktokolwiek próbuje nam to wmówić - to promuje świat, w którym przymuszanie do stosunków jest na porządku dziennym.
My tworzymy inny świat.

https://scontent-waw2-1.xx.fbcdn.net/v/t39.30808-6/529334171_24561214616796436_8271366225485570413_n.jpg?_nc_cat=110&cb=99be929b-fc739e1c&ccb=1-7&_nc_sid=833d8c&_nc_ohc=M6pJ-6vqCFsQ7kNvwHdaPIy&_nc_oc=AdkwV2_38n7N_3yBuYm5hQ4nomA4roaRtZ8H_y6fnrbatympgb1nRbQy6ZWnZwRpzGk&_nc_zt=23&_nc_ht=scontent-waw2-1.xx&_nc_gid=zZLrfRSsgV6FB33v4RKdFg&oh=00_AfWslz5cR8loJUiMdOy1XJz3jhDNM4bT6aRGeSU6VnuWbg&oe=68A10817

Zapraszam do wyrażenia swojej opinii oraz dyskusji w wyżej opisanym temacie. Jestem ciekaw reakcji zwłaszcza, że sam zostałem kiedyś na tym forum wyśmiany przez pewną użytkowniczkę (nie pozdrawiam Giaa!) kiedy pisałem o rozdzieleniu doświadczenia związkowego od doświadczenia stricte seksualnego i że można posiadać jedno jednocześnie nie mając drugiego.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Przypomniało mi się tu kilka mądrości.
- mądra bajka, w której uczeń pyta mistrza, czy warto się żenić, na które mistrz odpowiada, co byś nie zrobił będziesz żałował
- po co stosunki w związku, skoro można je mieć poza
- tam była taka miłość, że nawet małżeństwo jej nie zniszczyło
- pytanie czy ty żyjesz i odpowiedź, żyję ale co to za życie (bez seksu)

Wg mnie ta pani promuje jakieś mega dziwadła. smile I kolejne feministyczne bzdury, że związek dla kobiety (w tym seks), jest formą zniewolenia.

3

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

No nie zgodzę sie z nią. Tzn z wycinkami tak, z niektórymi zgodziłbym sie gdyby napisała "pod warunkiem ze" a z niektórymi w ogóle sie nie zgadzam. Temat rzeka. Ale widze to inaczej niz ta pani

4

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz…
Jak igły w stogu siana trzeba by szukać takiej pary, żeby obydwoje mieli takie same podejście do braku współżycia.
Pociągiem seksualnym i wszystko co jest z tym związane, obdarzyła nas natura i nie mamy na to wpływu, ma to się nijak do opinii którą wkleiłeś.
A jak tam twoja znajomość z tą dziewczyną niedotykalską?

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Zwiazek bez seksu moze istniec, nawet powinien jezeli ktos jest wierzący
Małżeństwo bez seksu juz nie moze istniec, bo to wg Kosciola nawet powod do uniewaznienia małżeństwa jezeli w małżeństwie wogole nie ma seksu,a nie tylko np przez jakiś czas np przez chorobe

6

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Tak, związek bez seksu to też związek. I może być udany. Tylko dwoje musi tego seksu nie chcieć, nie odczuwać tej potrzeby, żeby nikt nie musiał się poświęcać. Zresztą nie wiem czy ktokolwiek byłby zdolny do aż takiego poświęcenia. Ale ludzie czasem potrafią zaskoczyć swoją determinacją, więc dopuszczam i taką ofiarę, choć nie rozumiem jej. Niech każdy żyje sobie jak chce.

7

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Legat napisał/a:

Przypomniało mi się tu kilka mądrości.
- mądra bajka, w której uczeń pyta mistrza, czy warto się żenić, na które mistrz odpowiada, co byś nie zrobił będziesz żałował
- po co stosunki w związku, skoro można je mieć poza
- tam była taka miłość, że nawet małżeństwo jej nie zniszczyło
- pytanie czy ty żyjesz i odpowiedź, żyję ale co to za życie (bez seksu)

Wg mnie ta pani promuje jakieś mega dziwadła. smile I kolejne feministyczne bzdury, że związek dla kobiety (w tym seks), jest formą zniewolenia.

Możesz mi pokazać Legacie w którym miejscu tego tekstu Maja napisała cokolwiek o tym, że związek i seks są formą zniewolenia dla kobiety.

wieka napisał/a:

Największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz…
Jak igły w stogu siana trzeba by szukać takiej pary, żeby obydwoje mieli takie same podejście do braku współżycia.
Pociągiem seksualnym i wszystko co jest z tym związane, obdarzyła nas natura i nie mamy na to wpływu, ma to się nijak do opinii którą wkleiłeś.
A jak tam twoja znajomość z tą dziewczyną niedotykalską?

Nie wiem którą konkretnie niedotykalską masz na myśli, ale tak czy siak wszystkie te relacje które opisywałem tu na forum to zamknięte tematy przeszłości.

Wracając do tematu wątku to mam wrażenie, że i ty i Legat podchodzicie do tego tematu tylko na jednej płaszczyźnie - tej na której seksu jedna osoba w związku odmawia seksu, a ta druga na tym cierpi. Nie widzę jednak w słowach Mai jakiegokolwiek nawoływania do tkwienia w nieodpowiadającym nam związku i zmuszania się do celibatu bo druga osoba nie chce.
No i co z tymi wszystkimi innymi przypadkami gdzie to obie osoby na równi mogą nie chcieć lub nie potrzebować seksu bo nie wiem są aseksualne, mają niskie libido albo ich wiara i religia tego od nich oczekuje? Moim zdaniem Maja skupia się raczej na takich przypadkach mówiąc, że nie w takich sytuacjach nic dziwnego, a takie związki dalej są związkami. Pomimo, że obligatoryjnie w pojęciu wielu osób związek bez seksu nie istnieje. Zwłaszcza twoje podejście wieka mnie zdziwiło bo zwykle zdajesz się być jednym z głosów rozsądku tego forum, a w tym przypadku wydajesz się patrzeć bardzo wąsko i tylko z perspektywy natury, ale nie biorąc w ogóle pod uwagę tego, że ludzie są różni i ich natury też mogą się z różnych powodów różnić.

Bert44 napisał/a:

No nie zgodzę sie z nią. Tzn z wycinkami tak, z niektórymi zgodziłbym sie gdyby napisała "pod warunkiem ze" a z niektórymi w ogóle sie nie zgadzam. Temat rzeka. Ale widze to inaczej niz ta pani

Hmm... No to może rozwiń trochę myśli?

Julia life in UK napisał/a:

Małżeństwo bez seksu juz nie moze istniec, bo to wg Kosciola nawet powod do uniewaznienia małżeństwa jezeli w małżeństwie wogole nie ma seksu,a nie tylko np przez jakiś czas np przez chorobe

Nie do końca bo to zależy kiedy małżonkowie podjęli decyzję o nieuprawianiu seksu i czy oboje się na to godzą. Brak współżycia rzeczywiście może być powodem do stwierdzenia nieważności małżeństwa jeżeli oboje małżonkowie podjęli tę decyzję jeszcze przed ślubem. Jeżeli decyzja o braku współżycia została podjęta po ślubie to już ten warunek nie zachodzi. W szczególnych przypadkach nieskonsumowane małżeństwo może rozwiązać też papież, ale tylko jeśli przynajmniej jeden z małżonków tego chce i musi też zajść tzw "słuszna przyczyna" takiej decyzji.

8 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-13 09:52:31)

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Jedyna informacje jaka widze gdy to czytam to Maja Stasko jest wybrakowana kobieta z jakas choroba umyslowa, ktora sprawia, ze nie jest zdolna do czerpania przyjemnosci z seksu z mezczyzna w zwiazku.
A ze Maja chcialaby byc jednak w zwiazku mimo swojego wybrakowania to probuje zmienic przekonania innych aby ja zaakceptowali.

Popularnosc nie wynika z madrosci tego co Maja napisala tylko z popularnosci tego rodzaju zaburzenia umyslowego w spoleczenstwie.
A to, ze mnostwo kobiet nie ma satysfakcji seksualnej w czasie stosunku jest oczywista konsekwencja internalizacji feministycznych przekonan, ktore przekonuja ja do buntu i walki a nie milosci i dawania.

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
JohnyBravo777 napisał/a:

Jedyna informacje jaka widze gdy to czytam to Maja Stasko jest wybrakowana kobieta z jakas choroba umyslowa, ktora sprawia, ze nie jest zdolna do czerpania przyjemnosci z seksu z mezczyzna w zwiazku.
A ze Maja chcialaby byc jednak w zwiazku mimo swojego wybrakowania to probuje zmienic przekonania innych aby ja zaakceptowali.

Popularnosc nie wynika z madrosci tego co Maja napisala tylko z popularnosci tego rodzaju zaburzenia umyslowego w spoleczenstwie.
A to, ze mnostwo kobiet nie ma satysfakcji seksualnej w czasie stosunku jest oczywista konsekwencja internalizacji feministycznych przekonan, ktore przekonuja ja do buntu i walki a nie milosci i dawania.

Mnie juz seksualne radosci i problemy juz nie dotyczą. A co ma feminizm do seksow,bo nie rozumiem?

10

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:

Możesz mi pokazać Legacie w którym miejscu tego tekstu Maja napisała cokolwiek o tym, że związek i seks są formą zniewolenia dla kobiety.

Oczywiście można udawać, że nie wiemy kim jest ta pani, tylko po co? Wystarczy nawet rzut oka w wiki i już wiemy, że wg tej pani seks to przemoc, gwałt, same nieprzyjemności. Nie dziwi zatem tekst o budowaniu związku bez tych przykrych dla kobiety czynności.
Może mały fragmencik z wiki:

Jest współzałożycielką Stowarzyszenia Forget-Me-Not, wspierającego osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej[1][10], ponadto sama wspiera ofiary przemocy. W ramach działań stowarzyszenia współorganizowała pokaz mody, gdzie modelki miały na sobie ubrania, które nosiły kiedy doświadczyły przemocy, w tym gwałtu[10][11].

11

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Ewidentnie mnie nie zrozumiałeś, dokładnie myślę jak ty i tak napisałam, że partnerzy muszą mieć takie same oczekiwania, żeby związek „działał”, czyli tak jak napisałeś np. są aseksualni, tylko właśnie trudno spotkać takie osoby, bo to nie jest zgodne z naturą.

12

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
JohnyBravo777 napisał/a:

Jedyna informacje jaka widze gdy to czytam to Maja Stasko jest wybrakowana kobieta z jakas choroba umyslowa, ktora sprawia, ze nie jest zdolna do czerpania przyjemnosci z seksu z mezczyzna w zwiazku.
A ze Maja chcialaby byc jednak w zwiazku mimo swojego wybrakowania to probuje zmienic przekonania innych aby ja zaakceptowali.

Popularnosc nie wynika z madrosci tego co Maja napisala tylko z popularnosci tego rodzaju zaburzenia umyslowego w spoleczenstwie.
A to, ze mnostwo kobiet nie ma satysfakcji seksualnej w czasie stosunku jest oczywista konsekwencja internalizacji feministycznych przekonan, ktore przekonuja ja do buntu i walki a nie milosci i dawania.

Ej, ale ty wiesz, że Staśko ma partnera z którym starają się nawet obecnie o dziecko, co nie? xDD

Bardzo fajny przykład argumentum ad hominem, ale mimo wszystko przydałoby się odnieść do argumentu zamiast do osoby, która go głosi. Tym bardziej jeśli nie ma się do tego żadnych podstaw.

Legat napisał/a:
Thomas29 napisał/a:

Możesz mi pokazać Legacie w którym miejscu tego tekstu Maja napisała cokolwiek o tym, że związek i seks są formą zniewolenia dla kobiety.

Oczywiście można udawać, że nie wiemy kim jest ta pani, tylko po co? Wystarczy nawet rzut oka w wiki i już wiemy, że wg tej pani seks to przemoc, gwałt, same nieprzyjemności. Nie dziwi zatem tekst o budowaniu związku bez tych przykrych dla kobiety czynności.

Może mały fragmencik z wiki:

Jest współzałożycielką Stowarzyszenia Forget-Me-Not, wspierającego osoby, które doświadczyły przemocy seksualnej[1][10], ponadto sama wspiera ofiary przemocy. W ramach działań stowarzyszenia współorganizowała pokaz mody, gdzie modelki miały na sobie ubrania, które nosiły kiedy doświadczyły przemocy, w tym gwałtu[10][11].

I w jaki niby sposób to, że Staśko wspiera ofiary przemocy seksualnej świadczy o tym, że według niej każdy seks to przemoc, gwałt oraz same nieprzyjemności? Nie widzę żadnego związku przyczynowoskutkowego. Nie widzę też aby w swoim tekście podkreślała, że seks może być przykrą czynnością tylko dla kobiety.

wieka napisał/a:

Ewidentnie mnie nie zrozumiałeś, dokładnie myślę jak ty i tak napisałam, że partnerzy muszą mieć takie same oczekiwania, żeby związek „działał”, czyli tak jak napisałeś np. są aseksualni, tylko właśnie trudno spotkać takie osoby, bo to nie jest zgodne z naturą.

Okej. Czyli źle w takim razie zrozumiałem twoją wstawkę o naturze. Moim zdaniem jednak nie można nazwać niezgodnym z naturą czegoś co występuje w ludzkiej naturze od zawsze. Nawet jeśli dotyczy tylko 1 - 2% społeczeństwa.

13

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Nie takie anomalia wystepują w naturze, a nazywamy tak te które nie dorównują większości. Choć niektóre są takimi wynaturzeniami nie do zaakceptowania, choćby pedofilia

14

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Przecież nie żyjemy zgodnie z naturą. smile Obowiązują zasady społeczne i kulturowe. Nie można dla przykładu tłumaczyć zdradzania naturą.

15

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
wieka napisał/a:

Nie takie anomalia wystepują w naturze, a nazywamy tak te które nie dorównują większości. Choć niektóre są takimi wynaturzeniami nie do zaakceptowania, choćby pedofilia

Przywołałaś dość skrajny i ciężki przykład. Ale jeśli rozmawiamy na płaszczyźnie czysto biologicznej to tak - pedofilia też jest naturalna bo występuje w naturze człowieka. Od razu podkreślam - mówię tu o biologicznym pociągu jako takim nie o aspektach moralnych, i absolutnie nie pochwalam i nie usprawiedliwiam czynów.

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Jak chce żyć bez seksu to jej sprawa. Ja zdecydowanie wybieram z seksem. Bliskość z drugą osobą to też dotyk, spojerzenie, flir, rozmowa. Sam masaż stóp może byc zwykłą formą czułości, a nie jest seksem, a może być wstępem do długiej erotycznej gry

17

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Tak, dajmy ludziom żyć jak chcą, jeśli nikogo nie ranią. Jedni nie mogą żyć bez seksu, inni mogą. W czasach, gdzie seks wyziera zewsząd, nawet z reklamy dachówek, podejrzewam, że przyznanie się w towarzystwie, że się nie uprawia seksu z wyboru jest takim samym szokiem jak powiedzenie, że nie pije się alkoholu wink
Nawet w moim dość liberalnym towarzystwie, zwłaszcza panowie, kręcą głową z niedowierzaniem mówiąc, że dziwolągi.

18 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-13 11:54:44)

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

Jedyna informacje jaka widze gdy to czytam to Maja Stasko jest wybrakowana kobieta z jakas choroba umyslowa, ktora sprawia, ze nie jest zdolna do czerpania przyjemnosci z seksu z mezczyzna w zwiazku.
A ze Maja chcialaby byc jednak w zwiazku mimo swojego wybrakowania to probuje zmienic przekonania innych aby ja zaakceptowali.

Popularnosc nie wynika z madrosci tego co Maja napisala tylko z popularnosci tego rodzaju zaburzenia umyslowego w spoleczenstwie.
A to, ze mnostwo kobiet nie ma satysfakcji seksualnej w czasie stosunku jest oczywista konsekwencja internalizacji feministycznych przekonan, ktore przekonuja ja do buntu i walki a nie milosci i dawania.

Ej, ale ty wiesz, że Staśko ma partnera z którym starają się nawet obecnie o dziecko, co nie? xDD

Bardzo fajny przykład argumentum ad hominem, ale mimo wszystko przydałoby się odnieść do argumentu zamiast do osoby, która go głosi. Tym bardziej jeśli nie ma się do tego żadnych podstaw.

To co napisalem to nie ad hominem...
Nie odnioslem sie do argumentu bo go zwyczajnie nie ma - jest jedynie pusta deklaracja podejscia, ktore ma do tematu jakas osoba.

Wiec jedynie w powyzszych kategoriach nalezy rozpatrywac tego rodzaju komunikacje - probe ulozenia sobie czegos w glowie lub zaklinania rzeczywistosci autora z czysto osobistych powodow.

Fakt, ze ktos chce miec dziecko i uprawia w tym celu seks w zaden sposob nie dowodzi, ze nie ma zaburzenia psychicznego przez ktory nie potrafi z niego czerpac przyjemnosci.
A post jest raczej wyrazem nie czucia sie komfortowo we wlasnej glowie niz ma jakakolwiek wartosc intelektualna.

19

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:
wieka napisał/a:

Nie takie anomalia wystepują w naturze, a nazywamy tak te które nie dorównują większości. Choć niektóre są takimi wynaturzeniami nie do zaakceptowania, choćby pedofilia

Przywołałaś dość skrajny i ciężki przykład. Ale jeśli rozmawiamy na płaszczyźnie czysto biologicznej to tak - pedofilia też jest naturalna bo występuje w naturze człowieka. Od razu podkreślam - mówię tu o biologicznym pociągu jako takim nie o aspektach moralnych, i absolutnie nie pochwalam i nie usprawiedliwiam czynów.

Tu nie do końca się zgodzę, bo idąc tym tokiem rozumowania, to wszelka przemoc też można mówić leży w naturze człowieka, no nie tędy droga…Nie wspominając o zaburzeniach, typu mitomania, nałogi itp.we wszystko wyposażyła nas natura, tylko powinniśmy umieć tym zarządzać.

20

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:

Hmm... No to może rozwiń trochę myśli?

Tak krótko, rozwine jak bedzie chwilą.

Zgadzam sie ze nie ma jakiejś zdrowej ilości seksu w związku. Każda para ustala swoje zasady. Jeśli obu stronom wystarczy raz na rok to wszystko gra , jak chca codziennie to wszystko gra. Jak sie rozjeżdżają ale nie skrajnie i potrafia znaleźć kompromis pasujący obu stronom to wszystko gra.

Problem jest wtedy gdy jednej stronie sie zmienia. I chce nagle 10 x częściej lub 10x rzadziej. A druga strona tego nie chce. Jak sie zdarzy na etapie wstępnym to nie ma problemu po prostu sie rozstają. Jak sie zdarzy w 5 letnim małżeństwie z dziećmi, kredytami itd to już gorzej. Bo moze sie po prostu u jedej strony pojawić trudne pytanie: czy brak spełnienia potrzeb związanych z seksem jest wystarczającym powodem dla rozpadu? Tu każdy niech sobie sam odpowie.

I tu jest podejście Autorki ktore mi nie pasuje. Jak ci sie nie chce to olej to twoje prawo. Jak chcesz 10 razy więcej to bierz bo to twoje prawo. A zwiazek to para i dwójka ludzi z potrzebami. Dla mnie np. zwiazek bez seksu to zwiazek w którym czegoś brakuje - intymnego własnego zamkniętego dla innych świata. Ale inni mogą to jakoś inaczej widzieć.

W każdym razie jeśli z 3 x w tygodniu nagle jedna strona stwierdza ze 3 x w roku wystarczy to to nie jest indywidualny problem tej strony. To dotyczy obu stron. I podejście "to moje prawo tak bedzie" moze położyć zwiazek bo to egoizm. Każdy czasem nie ma ochoty to normalne ale permanentna istotna zmiana wymaga od strony której sie zmienia zainteresowania sie problemem. Co takiego sie stało ze mi sie zmieniło? I rozmawiac o tym z druga strona a nie stwierdzić "to moje prawo".

Zasada dotyczy wszystkiego a nie tylko seksu. Jak facet stwierdzi po 5 latach- od dzis nie pomagam i nie robię nic w domu to jest ok? Przeciez to moje prawo.

21 Ostatnio edytowany przez Solaris (2025-08-13 13:38:52)

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Ale ona ma rację - seks to nie obowiązek. Podobnie jak miłość to nie obowiązek.
Jak w związku odmieni się komuś i stwierdzi, że już nie będzie uprawiał seksu, albo, że raz na rok to jego prawo. Twoje prawo albo zaakceptować albo nie i się rozstać.
Jak żona powie, że już Cię nie kocha to co zrobisz? Zażądasz miłości? No nie. Chciałbyś seks z obowiązku? Też nie.
Czasem się ludziom zmienia w rożnych kwestiach i jak się nie mogą dogadać, ustalić kompromisu to niestety, nic nie zrobisz. Wymuszanie czegokolwiek tylko budzi większy opór.

"Obowiązek" - jest w świetle prawa abyś mógł dostać bez problemu rozwód podając powód "ustanie współżycia". Sąd nie może w żaden sposób wyegzekwować tego obowiązku, ani ukarać za uchylanie się, więc to jest taki sztuczny twór ten obowiązek.

22

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
JohnyBravo777 napisał/a:

To co napisalem to nie ad hominem...

Alez oczywiscie, ze to jest ad hominem. Oceniasz wiarygodnosc argumentu przez ocene osoby, ktora ten argument stawia. To jest definicja argumentum ad hominem.
W dalszej czesci idziesz dalej i stosujesz juz otwarte ad personam, a ponadto stawiasz diagnozy psychiatryczne w sposob calkowcie nieuprawniony. Cos takiego moze zrobic tylko specjalista po bezposrednim badaniu danej osoby, a nie losowy uzytkownik internetu nie znajacy nawet osobiscie tego o kim sie wypowiada tylko na podstawie jego publicznej wypowiedzi.

wieka napisał/a:

Tu nie do końca się zgodzę, bo idąc tym tokiem rozumowania, to wszelka przemoc też można mówić leży w naturze człowieka, no nie tędy droga…Nie wspominając o zaburzeniach, typu mitomania, nałogi itp.we wszystko wyposażyła nas natura, tylko powinniśmy umieć tym zarządzać.

Patrzac z czysto biologicznegu punktu widzenia (a taki  musimy przyjac oceniajac czy cos jest zgodne z natura czy nie) to tak. Tak wlasnie jest. Ale ty przez caly czas mieszasz plaszczyzne biologoiczna z plaszczyzna moralna czy kulturowa. Po prostu nie wszystko co jest naturalne jest dobre i moralne. Ale to, ze nie jest nie znaczy, ze jest nienaturalne.

Bert44 napisał/a:

I tu jest podejście Autorki ktore mi nie pasuje. Jak ci sie nie chce to olej to twoje prawo. Jak chcesz 10 razy więcej to bierz bo to twoje prawo.

(...)

W każdym razie jeśli z 3 x w tygodniu nagle jedna strona stwierdza ze 3 x w roku wystarczy to to nie jest indywidualny problem tej strony. To dotyczy obu stron. I podejście "to moje prawo tak bedzie" moze położyć zwiazek bo to egoizm. Każdy czasem nie ma ochoty to normalne ale permanentna istotna zmiana wymaga od strony której sie zmienia zainteresowania sie problemem. Co takiego sie stało ze mi sie zmieniło? I rozmawiac o tym z druga strona a nie stwierdzić "to moje prawo".

Zasada dotyczy wszystkiego a nie tylko seksu. Jak facet stwierdzi po 5 latach- od dzis nie pomagam i nie robię nic w domu to jest ok? Przeciez to moje prawo.

Zgadzam sie. Tylko, ze ja nie widze w tekscie Mai niczego takiego co tutaj opisujesz. W moim odczuciu wpis nie zawiera nakazu podporzadkowania sie bez zadnej rozmowy partnerowi w zwiazku kiedy temu nagle odechce sie seksu.
Moim zdaniem ten post raczej pietnuje poglad osoby z zewnatrz na to, ze dany zwiazek w ktorym nie ma seksu nie moze byc zwiazkiem.

23 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-08-13 14:40:56)

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

To co napisalem to nie ad hominem...

Alez oczywiscie, ze to jest ad hominem. Oceniasz wiarygodnosc argumentu przez ocene osoby, ktora ten argument stawia. To jest definicja argumentum ad hominem.
W dalszej czesci idziesz dalej i stosujesz juz otwarte ad personam, a ponadto stawiasz diagnozy psychiatryczne w sposob calkowcie nieuprawniony. Cos takiego moze zrobic tylko specjalista po bezposrednim badaniu danej osoby, a nie losowy uzytkownik internetu nie znajacy nawet osobiscie tego o kim sie wypowiada tylko na podstawie jego publicznej wypowiedzi.

wieka napisał/a:

Tu nie do końca się zgodzę, bo idąc tym tokiem rozumowania, to wszelka przemoc też można mówić leży w naturze człowieka, no nie tędy droga…Nie wspominając o zaburzeniach, typu mitomania, nałogi itp.we wszystko wyposażyła nas natura, tylko powinniśmy umieć tym zarządzać.

Patrzac z czysto biologicznegu punktu widzenia (a taki  musimy przyjac oceniajac czy cos jest zgodne z natura czy nie) to tak. Tak wlasnie jest. Ale ty przez caly czas mieszasz plaszczyzne biologoiczna z plaszczyzna moralna czy kulturowa. Po prostu nie wszystko co jest naturalne jest dobre i moralne. Ale to, ze nie jest nie znaczy, ze jest nienaturalne.

Bert44 napisał/a:

I tu jest podejście Autorki ktore mi nie pasuje. Jak ci sie nie chce to olej to twoje prawo. Jak chcesz 10 razy więcej to bierz bo to twoje prawo.

(...)

W każdym razie jeśli z 3 x w tygodniu nagle jedna strona stwierdza ze 3 x w roku wystarczy to to nie jest indywidualny problem tej strony. To dotyczy obu stron. I podejście "to moje prawo tak bedzie" moze położyć zwiazek bo to egoizm. Każdy czasem nie ma ochoty to normalne ale permanentna istotna zmiana wymaga od strony której sie zmienia zainteresowania sie problemem. Co takiego sie stało ze mi sie zmieniło? I rozmawiac o tym z druga strona a nie stwierdzić "to moje prawo".

Zasada dotyczy wszystkiego a nie tylko seksu. Jak facet stwierdzi po 5 latach- od dzis nie pomagam i nie robię nic w domu to jest ok? Przeciez to moje prawo.

Zgadzam sie. Tylko, ze ja nie widze w tekscie Mai niczego takiego co tutaj opisujesz. W moim odczuciu wpis nie zawiera nakazu podporzadkowania sie bez zadnej rozmowy partnerowi w zwiazku kiedy temu nagle odechce sie seksu.
Moim zdaniem ten post raczej pietnuje poglad osoby z zewnatrz na to, ze dany zwiazek w ktorym nie ma seksu nie moze byc zwiazkiem.

Mają pisze : Stosunek to nie obowiązek. Każdy ma zawsze prawo powiedzieć „nie” - i nie odczuwać wstydu ani winy. Także w związku.

I to jest właśnie punkt o którym myślałem ze sie zgadzam ale brakuje "pod warunkiem ze". Pod warunkiem ze to sie zdarza od czasu do czasu, ze jest to np. połog,  ze uczucia są dalej a kuleje tylko seks, pod warunkiem ze nie oleje potrzeb patrnera tylko będę z nim rozmawial ze MAMY problem. Takie lekkie podejście: już mi się nie chce ale nie pójdę do seksuologa, nie zagłębie sie w temat, nie interesuje mnie co jest przyczyną to dla mnie już słabe. Oczywiście zmuszanie sie do seksu jest bez sensu a dla mnie jako faceta wręcz odrzucające, ale jeśli druga strona nie chce już seksu (niepisana jednak czesc umowy związkowej bo seks byl zawsze) to czy druga strona jest zwolniona z obowiązku wierności? Przeciez to pies ogrodnika. Sam nie chce nie potrzebuje ale druga strona ma sie nauczyć żyć w celibacie. Jak nie ma seksu i nikt sie interesuje dlaczego to zwiazek bedzie sie sypał aż sie rozleci.

Odwieczna prawda: zwiazek jest tak dlugo jak jest wspólny, jak sie wspieramy, jak znamy i statmy sie zaspokoić swoje potrzeby, jak sie nie olewamy, jak moje nie jest 100 metrów nad twoje i nasze

A to czy zwiazek bez seksu moze byc związkiem czy nie to chyba indywidualna sprawa każdej pary

24

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

My nie żyjemy od zarania w zgodzie z naturą, bo lubimy ją poprawiać, cokolwiek to znaczy. I tak dochodzi do wynaturzeń. Tylko w sumie nie nam oceniać co jest zgodne z naturą.
Wszystko jest wypracowane przez badania, doświadczenia i obserwacje.

25

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

To co napisalem to nie ad hominem...

Alez oczywiscie, ze to jest ad hominem. Oceniasz wiarygodnosc argumentu przez ocene osoby, ktora ten argument stawia. To jest definicja argumentum ad hominem.
W dalszej czesci idziesz dalej i stosujesz juz otwarte ad personam, a ponadto stawiasz diagnozy psychiatryczne w sposob calkowcie nieuprawniony. Cos takiego moze zrobic tylko specjalista po bezposrednim badaniu danej osoby, a nie losowy uzytkownik internetu nie znajacy nawet osobiscie tego o kim sie wypowiada tylko na podstawie jego publicznej wypowiedzi.

Ad hominem to jest jak ktos wnioskuje o zakaz broni i argumentuje to zwiekszona liczba wymuszen z bronia, po czym ktos inny wyciaga cos z zycia autora co nie zawiera sie w tresci przekazu aby pogorszyc jego etos.
Ja odnioslem sie bezposrednio do tego co wkleiles i wnioskow, ktore z tego wysuwam - nie wiem nic o zyciu Maji poza tym tekstem a ten tekst co najwyzej utwierdza mnie w przekonaniu, ze dzieki temu zaoszczedzilem sobie pamieci w mozgu.

Identycznie jak gdybys wrzucil tutaj nagranie spod kosciola gdzie moherowy beret zaklina rzeczywistosc, ze jakas mlodsza dvpa ma spodniczke przed kolano i oczekiwal jakiejs wnikliwej analizy na tej podstawie bo ktos ma taka sama opinie jak Ty.
Tak samo chory psychicznie jestes jak ta jakas Maja co to ja znaja tylko takie zyciowe przegrywy, ktore nie maja nic lepszego do roboty jak ogladanie Tik Tokow jak Ty.

I to, ze uwazam, ze Ty czy ta Maja jestescie chorzy psychicznie to nie jest diagnoza psychologiczna debilu.
Diagnoza psychologiczna ma konsekwencje prawne. To co napisalem ja nie ma, wiec jest to zwykla opinia randomowej osoby w necie.
Jakie gowno trzeba miec w mozgu aby opinie blednie nazywac diagnoza psychologiczna a pozniej walczyc z ta kukla, ze przeciez dana osoba nie moze diagnozowac?

Ja yebie komu prawo do glosu dajemy w tym spoleczenstwie... zero wyksztalcenia a 100% dyletanckiej napinki w internecie.

26

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Są takie osoby aseksualne i oni też podszebują drugiej osoby jak prawię każdy tyle że są pozbawione pociągu seksualnego to dziwne ale tak jest
Są specjalne fora tak zwanych asuw i tam nawiązują kontakty i i nie którzy łączą się w pary  smile

27 Ostatnio edytowany przez JohnyBravo777 (2025-08-13 23:11:11)

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Nic tylko wspolczuc facetowi tej Maji.
Na bank by wolal miec zone taka jak ja, dla ktorej najwazniejszym kryterium wartosci jest moja przyjemnosc (obok zdrowia i spokoju).
A wybral sobie taka roszczeniowa feminsityczna podrobe kobiety, ktora nawet nog rozlozyc nie potrafi dla swojego faceta (juz nawet nie wspominajac o sensualnym poruszaniu sie czy kinkach).
To pewnie dlatego, ze tak jej mozg od tego feminizmu sfermentowal, ze az z cipki stechlizna smierdzi.

Ciekawe czy chociaz mu gotuje czy jedza gowno na wynos.
Obstawiam, ze to drugie bo jestesmy tym co jemy.

28

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Bert44 napisał/a:

Mają pisze : Stosunek to nie obowiązek. Każdy ma zawsze prawo powiedzieć „nie” - i nie odczuwać wstydu ani winy. Także w związku.

I to jest właśnie punkt o którym myślałem ze sie zgadzam ale brakuje "pod warunkiem ze". Pod warunkiem ze to sie zdarza od czasu do czasu, ze jest to np. połog,  ze uczucia są dalej a kuleje tylko seks, pod warunkiem ze nie oleje potrzeb patrnera tylko będę z nim rozmawial ze MAMY problem. Takie lekkie podejście: już mi się nie chce ale nie pójdę do seksuologa, nie zagłębie sie w temat, nie interesuje mnie co jest przyczyną to dla mnie już słabe.

Ponownie pełna zgoda. Tylko, że mnie to "pod warunkiem" akurat wydaje się tak bardzo oczywiste, że nie potrzeba o tym wprost wspominać.

Oczywiście zmuszanie sie do seksu jest bez sensu a dla mnie jako faceta wręcz odrzucające, ale jeśli druga strona nie chce już seksu (niepisana jednak czesc umowy związkowej bo seks byl zawsze) to czy druga strona jest zwolniona z obowiązku wierności?

Nie. Druga strona nie jest raczej zwolniona z obowiązku wierności. Ale też nikt nie będzie wymagał żeby w ogóle tkwiła w związku, który jej nie pasuje albo tym bardziej jej męczy. To też wydaje się oczywiste.

wieka napisał/a:

My nie żyjemy od zarania w zgodzie z naturą, bo lubimy ją poprawiać, cokolwiek to znaczy. I tak dochodzi do wynaturzeń. Tylko w sumie nie nam oceniać co jest zgodne z naturą.
Wszystko jest wypracowane przez badania, doświadczenia i obserwacje.

Wydaje mi się, że tu mieszamy dwa różne znaczenia słowa „natura”.
Natura w sensie biologicznym to wszystko, co w obrębie gatunku powstaje bez naszej świadomej kontroli — czyli także cechy rzadkie czy nietypowe, jeśli pojawiają się naturalnie. My jako ludzie możemy kształtować moralność, kulturę i normy społeczne, ale samego „kodu biologicznego” gatunku nie zmieniamy decyzją czy wolą.

To, że coś jest rzadkie, nie znaczy, że jest „nienaturalne” biologicznie. Aseksualizm, leworęczność czy pewne cechy temperamentu są częścią ludzkiej różnorodności i istniały od zawsze.
Co innego kwestia moralnej oceny i społecznej akceptacji — tu już wchodzi kultura, prawo i nasze wartości.

W skrócie: natura jest ponad naszą świadomą kontrolą, a to, co możemy „poprawiać” i zmieniać, dotyczy raczej środowiska, zachowań i norm, a nie samej natury biologicznej.

JohnyBravo777 napisał/a:
Thomas29 napisał/a:
JohnyBravo777 napisał/a:

To co napisalem to nie ad hominem...

Alez oczywiscie, ze to jest ad hominem. Oceniasz wiarygodnosc argumentu przez ocene osoby, ktora ten argument stawia. To jest definicja argumentum ad hominem.
W dalszej czesci idziesz dalej i stosujesz juz otwarte ad personam, a ponadto stawiasz diagnozy psychiatryczne w sposob calkowcie nieuprawniony. Cos takiego moze zrobic tylko specjalista po bezposrednim badaniu danej osoby, a nie losowy uzytkownik internetu nie znajacy nawet osobiscie tego o kim sie wypowiada tylko na podstawie jego publicznej wypowiedzi.

Ad hominem to jest jak ktos wnioskuje o zakaz broni i argumentuje to zwiekszona liczba wymuszen z bronia, po czym ktos inny wyciaga cos z zycia autora co nie zawiera sie w tresci przekazu aby pogorszyc jego etos.
Ja odnioslem sie bezposrednio do tego co wkleiles i wnioskow, ktore z tego wysuwam - nie wiem nic o zyciu Maji poza tym tekstem a ten tekst co najwyzej utwierdza mnie w przekonaniu, ze dzieki temu zaoszczedzilem sobie pamieci w mozgu.

Identycznie jak gdybys wrzucil tutaj nagranie spod kosciola gdzie moherowy beret zaklina rzeczywistosc, ze jakas mlodsza dvpa ma spodniczke przed kolano i oczekiwal jakiejs wnikliwej analizy na tej podstawie bo ktos ma taka sama opinie jak Ty.
Tak samo chory psychicznie jestes jak ta jakas Maja co to ja znaja tylko takie zyciowe przegrywy, ktore nie maja nic lepszego do roboty jak ogladanie Tik Tokow jak Ty.

I to, ze uwazam, ze Ty czy ta Maja jestescie chorzy psychicznie to nie jest diagnoza psychologiczna debilu.
Diagnoza psychologiczna ma konsekwencje prawne. To co napisalem ja nie ma, wiec jest to zwykla opinia randomowej osoby w necie.
Jakie gowno trzeba miec w mozgu aby opinie blednie nazywac diagnoza psychologiczna a pozniej walczyc z ta kukla, ze przeciez dana osoba nie moze diagnozowac?

Ja yebie komu prawo do glosu dajemy w tym spoleczenstwie... zero wyksztalcenia a 100% dyletanckiej napinki w internecie.

Twoje wcześniejsze wpisy i ten obecny to klasyczny przykład argumentu ad hominem – czyli oceny wiarygodności argumentu przez ocenę osoby, która go wygłasza. Nie ma znaczenia, czy nazywasz to „opinią randomowej osoby w necie” czy „diagnozą” – w obu przypadkach jest to odwołanie się do rzekomych cech psychicznych autorki zamiast do treści jej argumentu.

Ad hominem nie jest tylko „wyciąganiem szczegółów z życia prywatnego”. To także sugerowanie, że czyjś pogląd jest nieważny, bo ta osoba ma jakieś wady, zaburzenia lub przeszłość, które rzekomo ją dyskwalifikują.

Druga sprawa – jeśli przyznajesz, że nie masz podstaw do stawiania diagnoz, to tym bardziej warto trzymać się dyskusji o meritum, a nie o domniemanych stanach psychicznych rozmówcy czy osoby trzeciej. W przeciwnym razie wchodzimy w poziom rozmowy, który nie prowadzi do żadnych konstruktywnych wniosków.

Nic tylko wspolczuc facetowi tej Maji.
Na bank by wolal miec zone taka jak ja, dla ktorej najwazniejszym kryterium wartosci jest moja przyjemnosc (obok zdrowia i spokoju).
A wybral sobie taka roszczeniowa feminsityczna podrobe kobiety, ktora nawet nog rozlozyc nie potrafi dla swojego faceta (juz nawet nie wspominajac o sensualnym poruszaniu sie czy kinkach).
To pewnie dlatego, ze tak jej mozg od tego feminizmu sfermentowal, ze az z cipki stechlizna smierdzi.

Ciekawe czy chociaz mu gotuje czy jedza gowno na wynos.
Obstawiam, ze to drugie bo jestesmy tym co jemy.

To co napisałeś w żaden sposób nie odnosi się do tematu dyskusji, tylko sprowadza się do obrażania osób trzecich i używania wulgaryzmów.
Zamiast podać jakikolwiek argument dotyczący tego, czy związek bez seksu może funkcjonować, kierujesz rozmowę na tory czysto personalnych ataków i insynuacji o charakterze seksualnym.

Takie podejście nie tylko nie rozwija dyskusji, ale wręcz ją zamyka, bo nie zostawia przestrzeni na wymianę poglądów.
Jeżeli chcesz dyskutować o ideach, to skupmy się na nich, a nie na ocenianiu wyglądu, życia prywatnego czy domniemanych cech osób, których tu nawet nie ma.

29

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Gdzieś wychwyciłam zacytowany wpis, ale przyznaję, że tylko pobieżnie rzuciłam okiem i zupełnie odruchowo przeszłam dalej.

Maja nie jest pierwszą osobą, która porusza tę kwestię i ja jej wypowiedź odbieram jako apel, aby nie narzucać sobie presji, że coś musimy tylko dlatego, że jesteśmy w związku.
Oczywiście, że uporczywe odmawianie seksu partnerowi, dla którego ta sfera jest ważna będzie robieniem mu krzywdy, ale osobiście uważam, że jeśli kogoś krzywdzimy, to nie ma związku, a raczej jakiś niezrozumiały dla mnie układ. Zresztą nieuporczywe, ale w jakikolwiek sposób upokarzające drugą stronę także.

Tu moje podejście jest bliskie Bertowi, że problem zaczyna się wtedy, jeśli coś było, a nagle tego nie ma, bo dla mnie jest to stan, w którym jedna ze stron łamie niepisaną umowę obowiązującą między partnerami.
I jasne, że zdarzają się sytuacje losowe, jak choroba czy innego rodzaju okoliczności, które mają przełożenie na życie seksualne pary, jeśli jednak są niezawinione i niejako narzucone tzw. siłą wyższą, to należy je rozpatrywać na zupełnie innej płaszczyźnie.

Ja w każdym razie nie chciałabym związku bez bliskości fizycznej, a ta jednak nierozerwalnie łączy mi się z seksem, ale nie wyobrażam sobie także związku bez bliskości emocjonalnej. Są jednak osoby, którym wystarcza albo jedno, albo drugie i jeśli obojgu jest z tym tak samo dobrze, to nie daję sobie prawa, aby to oceniać.

30

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Ja wszystko rozumiem, na naturę biologiczną mają wpływ też różne czynniki, my tu rozmawiamy na tematy również poboczne.

Sama natura biologiczna jest faktem i tu nie ma o czym dyskutować, wystarczy powiedzieć, że w każdej relacji musi być obopólna zgoda w poruszanej kwestii.

Ja jestem ciekawa, czy ty jesteś zainteresowany taką relacją bez seksu?

31

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
wieka napisał/a:

Ja jestem ciekawa, czy ty jesteś zainteresowany taką relacją bez seksu?

Nie. Nie tylko nie jestem zainteresowany, ale jestem obecnie w relacji z seksem.
Nie mniej mimo to nie uważam, ze związek bez seksu nie ma racji bytu i nie jest związkiem. Uważam tez, ze można miec doświadczenia związkowe jednocześnie nie mając tego seksualnego za co jak przypominam zostałem tutaj już kiedyś wyśmiany przez jedna z użytkowniczek.

32

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:
wieka napisał/a:

Ja jestem ciekawa, czy ty jesteś zainteresowany taką relacją bez seksu?

Nie. Nie tylko nie jestem zainteresowany, ale jestem obecnie w relacji z seksem.
Nie mniej mimo to nie uważam, ze związek bez seksu nie ma racji bytu i nie jest związkiem. Uważam tez, ze można miec doświadczenia związkowe jednocześnie nie mając tego seksualnego za co jak przypominam zostałem tutaj już kiedyś wyśmiany przez jedna z użytkowniczek.

Może nie zaznaczyłeś, że obydwie strony muszą chcieć tego samego, opierać związek na przyjaźni/miłości platonicznej czyli nie mieć oczekiwań seksualnych…
Czyli taki związek też ma rację bytu.
Taka silna więź emocjonalna i intelektualna bez seksu potrafi związać ludzi, ale to są raczej wyjątki.
Można powiedzieć, jest to „sprzeczne” z biologią big_smile

33

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
wieka napisał/a:

Może nie zaznaczyłeś, że obydwie strony muszą chcieć tego samego, opierać związek na przyjaźni/miłości platonicznej czyli nie mieć oczekiwań seksualnych…
Czyli taki związek też ma rację bytu.
Taka silna więź emocjonalna i intelektualna bez seksu potrafi związać ludzi, ale to są raczej wyjątki.

No tak. To sa wyjatki. Ale tu chyba nie chodzi o to ile takich zwiazkow jest, a raczej o spoleczne podejscie do nich i nie rownanie czegos takiego z choroba psychiczna.

PS: Nie zaznaczylem tego bo jak juz wczesniej wspomnialem wydaje mi sie to oczywistoscia.

Można powiedzieć, jest to „sprzeczne” z biologią big_smile

Nie mozna tak powiedziec. Poniewaz to ta biologia dopuszcza istnienie takich sytuacji i jest to niezalezne od tych ktorych to dotyczy. Nawet jesli jest ich niewiele. Po prostu biologia jest rozna.

Ale tak z innej beczki - co w przypadku kiedy seks nagle sie skonczy z powodu choroby jednej ze stron?
Czy w takiej sytuacji druga strona ma prawo odejsc albo zdradzic partnera czy jednak powinna byc wierna choremu partnerowi?
Zalozmy, ze nie mowimy o niedyspozycji czasowej ale o permamentnej albo takiej gdzie nie da sie przewidziec ile potrwa.

34

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Dlatego sprzeczne wzięłam w cudzysłów, żebyś się nie doszukiwał drugiego dna. A natura też ma swoje wybryki smile

To nie jest kwestia prawa, bo nie można powiedzieć, że ktoś ma prawo do zdrady lub go nie ma. To jest kwestia sumienia, zasad moralnych i radzenia sobie z abstynencją seksualną.
Ja uważam, że w takich sytuacjach powinno się rozmawiać o swoich oczekiwaniach i wspólnie postanowić co dalej, ale jak chce się zjeść to przysłowiowe ciastko i mieć ciastko, to nie jest w porządku.
Choć może są też tacy którzy wiedzą o zdradzie ale nie chcą werbalnie usłyszeć. Czyli nie ma problemu jak się o nim nie mówi.
Dlatego nie ma odpowiedzi wprost na twoje pytania.

35

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:

Ale tak z innej beczki - co w przypadku kiedy seks nagle sie skonczy z powodu choroby jednej ze stron?
Czy w takiej sytuacji druga strona ma prawo odejsc albo zdradzic partnera czy jednak powinna byc wierna choremu partnerowi?
Zalozmy, ze nie mowimy o niedyspozycji czasowej ale o permamentnej albo takiej gdzie nie da sie przewidziec ile potrwa.

Mogę w pełni podpisać się pod tymi słowami:

wieka napisał/a:

To nie jest kwestia prawa, bo nie można powiedzieć, że ktoś ma prawo do zdrady lub go nie ma. To jest kwestia sumienia, zasad moralnych i radzenia sobie z abstynencją seksualną.

Jeśli dla kogoś partner, który z powodu zdarzeń losowych nie może uprawiać seksu nagle staje się kimś, kto pozbawiony jest wystarczającej wartości, żeby chcieć dotrzymać mu wierności i/lub pozostać w relacji, to to dużo mówi o sile uczuć i postawie etycznej tego drugiego.
Swoją drogą co to za "miłość" i co to za związek, jeśli ucieka się z niego, jak tylko zaczyna być trudno? Pytanie jest oczywiście retoryczne.
Niestety znam dużo (zbyt dużo) sytuacji, kiedy jedna osoba nie dość, że ciężko zachoruje, to zostaje sama - nie tylko z problemem, ale i fizycznie.

36

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Priscilla napisał/a:

Niestety znam dużo (zbyt dużo) sytuacji, kiedy jedna osoba nie dość, że ciężko zachoruje, to zostaje sama - nie tylko z problemem, ale i fizycznie.

Tak bywa, bo sytuacja przerasta i nie można nikogo oceniać, jak nie jest się w skórze tej osoby.
Nie wiadomo co lepsze czy odejść czy jak w wątku obok, zostać i „posiłkować” się na boku… Dla każdego co innego będzie jakimś wyjściem w którym będzie czuł się lepiej.
Na pewno są tacy, co mimo wszystko zostają i nie zdradzają, myślę, że w większości są to kobiety.

37

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Solaris napisał/a:

Tak, związek bez seksu to też związek. I może być udany. Tylko dwoje musi tego seksu nie chcieć, nie odczuwać tej potrzeby, żeby nikt nie musiał się poświęcać.

W punkt.
Jeśli dwoje aseksualnych się ze sobą zwiąże, to jak najbardziej mogą być szczęśliwi.

38

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
wieka napisał/a:

Tak bywa, bo sytuacja przerasta i nie można nikogo oceniać, jak nie jest się w skórze tej osoby.
Nie wiadomo co lepsze czy odejść czy jak w wątku obok, zostać i „posiłkować” się na boku… Dla każdego co innego będzie jakimś wyjściem w którym będzie czuł się lepiej.
Na pewno są tacy, co mimo wszystko zostają i nie zdradzają, myślę, że w większości są to kobiety.

Czasem sytuacja przerasta, a czasem po prostu idzie się na łatwiznę, bo - jak poprzednio wspomniałam - nagle okazuje się, że brakuje zarówno miłości, jak i przywiązania. Uważam też, że w takiej sytuacji brakuje odchodzącej stronie dojrzałości i zwykłej, ludzkiej przyzwoitości, bo nie wiem co musiałoby się dziać, żeby dorosły człowiek do tego stopnia nie potrafił tego udźwignąć, żeby musiał odejść, by samego siebie ratować.

39

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Bert44 napisał/a:

Mają pisze : Stosunek to nie obowiązek. Każdy ma zawsze prawo powiedzieć „nie” - i nie odczuwać wstydu ani winy. Także w związku.

I to jest właśnie punkt o którym myślałem ze sie zgadzam ale brakuje "pod warunkiem ze". Pod warunkiem ze to sie zdarza od czasu do czasu, ze jest to np. połog,  ze uczucia są dalej a kuleje tylko seks, pod warunkiem ze nie oleje potrzeb patrnera tylko będę z nim rozmawial ze MAMY problem. Takie lekkie podejście: już mi się nie chce ale nie pójdę do seksuologa, nie zagłębie sie w temat, nie interesuje mnie co jest przyczyną to dla mnie już słabe. Oczywiście zmuszanie sie do seksu jest bez sensu a dla mnie jako faceta wręcz odrzucające, ale jeśli druga strona nie chce już seksu (niepisana jednak czesc umowy związkowej bo seks byl zawsze) to czy druga strona jest zwolniona z obowiązku wierności? Przeciez to pies ogrodnika. Sam nie chce nie potrzebuje ale druga strona ma sie nauczyć żyć w celibacie. Jak nie ma seksu i nikt sie interesuje dlaczego to zwiazek bedzie sie sypał aż sie rozleci.

AMEN.

40

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Thomas29 napisał/a:

I w jaki niby sposób to, że Staśko wspiera ofiary przemocy seksualnej świadczy o tym, że według niej każdy seks to przemoc, gwałt oraz same nieprzyjemności? Nie widzę żadnego związku przyczynowoskutkowego. Nie widzę też aby w swoim tekście podkreślała, że seks może być przykrą czynnością tylko dla kobiety.

Poczytaj ją trochę. Ona ze wszystkiego robi problem i od razu wtórnie i na siłę wiktymizuje ludzi.

Chłopach w szkole nie może swojemu kumplowi wypłacić piąchy, bo to od razu przemoc i co jak ów kolega nabawi się z tego powodu traumy? To jej przykład z jednego z jej artykułów, chyba w Krytyce Politycznej. To debilna narracja narzucająca konkretny tok myślenia, że zawsze osoba silniejsza/lepiej wykształcona/bogatsza/o wyższym libido/ wstaw w sumie cokolwiek jest winna. Winna czemu? W zasadzie wszystkiemu, o czym akurat mowa, a w kontekście czego z jednej strony dyskusji/przykładu można zrobić ofiarę.

W jej narracji i wpisach to zawsze winna jest Ziemia, że jabłko spadając się obiło.

41

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?

Seks jest ważny, ale nie stanowi fundamentu miłości. Prawdziwa więź opiera się na zaufaniu, bliskości emocjonalnej, wzajemnym szacunku i wspólnym życiu. Intymność fizyczna może pogłębiać relację i być jej pięknym dopełnieniem, ale sama w sobie nie wystarczy do stworzenia trwałej, głębokiej miłości.

42

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Sandraa12 napisał/a:

Seks jest ważny, ale nie stanowi fundamentu miłości. Prawdziwa więź opiera się na zaufaniu, bliskości emocjonalnej, wzajemnym szacunku i wspólnym życiu. Intymność fizyczna może pogłębiać relację i być jej pięknym dopełnieniem, ale sama w sobie nie wystarczy do stworzenia trwałej, głębokiej miłości.

Intymnosc fizyczna sama w sobie nie wystarczy ale jej brak wystarczy zeby zabić każdy zwiazek. Tak to jest ze strony faceta.

43

Odp: Czy związek bez seksu to też związek?
Bert44 napisał/a:

Intymnosc fizyczna sama w sobie nie wystarczy ale jej brak wystarczy zeby zabić każdy zwiazek. Tak to jest ze strony faceta.

Z mojej perspektywy wygląda to tak samo. Uważam, że związek bez bliskości fizycznej jest martwy, pomimo że nie na da się na niej zbudować trwałej relacji.
W ogóle związek musi mieć kilka mocnych filarów, intymność emocjonalna i fizyczna (jedno od drugiego należy wyraźnie rozróżnić) to podstawa.

Posty [ 43 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy związek bez seksu to też związek?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024