Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

1 Ostatnio edytowany przez Doisatyordoigo (2025-01-23 14:08:23)

Temat: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Całe swoje życie miałam niewielkie fluktuacje wagi, ale jestem osobą aktywną i dobrze obeznaną w dobrym odżywianiu, więc gdy trzeba było to wchodziłam w ten tryb i gubiłam te kilka dodatkowych kilogramów. Brakowało mi za to systematyczności i stąd ten cykl, nie umiałam dostosować porcji czy odmówić sobie lodów więc nabierałam kg by potem je zrzucać restrykcyjną dietą i ćwiczeniami.
Odkąd poznałam narzeczonego 2.5 roku temu, cały czas moja waga się zwiększała. Próbowałam wejść w cykl „dieta i ćwiczenia”, ale za każdym razem nie udawało mi się jej trzymać. Zmiany życiowe, wejście w dorosłe i odpowiedzialne życie, ilość obowiązków mnie przytłoczyły.

- Dostałam bardzo wymagającą pracę, która szczególnie na początku wymagała ode mnie zaangażowania po 200h/msc+, potem się to ustabilizowało w okolicy zwykłego etatu, a dopiero od niedawna jest tej pracy mniej. Praca zadaniowa sprawiała że byłam w niej 24 na dobę , bez opcji wyłączenia się i odpoczynku.
- Dodatkowo uczęszczałam na studia zaoczne
- Dopiero od niedawna zaczęłam stawiać jasne wymagania i granice, ale m.in. planowanie zakupów, robienie ich 3x w tygodniu i potem rozliczanie było na mojej głowie
- Obowiązki domowe typu sprzątanie, randomowe rzeczy związane z życiem, autem, kotem staraliśmy się robić 50/50 ale każdy wie że codziennie jest tego masa do wykonania
- Skoro dieta to i gotowanie (czasem tylko dla siebie, ale często dla mnie i dla partnera, co zwiększało częstotliwość gotowania znacznie)
- Skoro dieta to i ćwiczenia.

No i nagle się okazywało, że aby pracować, uczyć się, wykonywać obowiązki domowe, trzymać dietę (co dotyczy planowania, zakupów, gotowania) i dodatkowo ćwiczyć, to zasadniczo byłam na chodzie od 7:00 do 22:00. Dodam jeszcze, że wiedziałam, że przewlekle choruję na tężyczkę, insulinooporność i tarczycę, co znacznie wzmagało uczucie wycieńczenia i psychicznego zmęczenia.

Nie dawałam rady, pękałam, zamawiałam żarcie bo tak było łatwiej. Szukałam dziesiątek różnych podejść, testowałam, no ale nie udawało mi się odnaleźć sposobu na to, by schudnąć.

Cały czas odczuwałam coraz silniejsze objawy jakiejś choroby, myślałam że to ta tężyczka, ale odbierało mi to jakość życia w sposób zatrważający. Wieczne zmęczenie, bóle stawów, wysypki, bóle brzucha, stany zapalne doprowadziły mnie do szpitala na oddział reumatologiczny na diagnostykę z której wyszłam z chorobą tkanki łącznej w tamtym tygodniu. Dostałam czarno na białym, że jestem chora, i dotarło do mnie, że kurna mać, to nie była moja wina.

W czym tu partner i na czym polega  mój problem?

Do wszystkich tych wniosków doszłam stosunkowo niedawno. Wcześniej zapierałam się, że to JA jestem za siebie odpowiedzialna i jeśli coś robię lub nie, to tylko moja sprawa, wina i zasługa.

Partner przez te 2.5 roku nie poczuwał się do tego, by mnie wesprzeć w jakikolwiek sposób.
- Nie zaproponował odciążenia w obowiązkach
- Nie zgadzał się na wspólne ćwiczenia (przed naszym poznaniem był sportowym świrem)
- Nie uznawał zdrowego odżywiania (kebaby, chipsy, piwko itd. Regularnie w tygodniu)

Uważał, że wygląda ok (bo to prawda, jest szczupły i wysportowany dalej), więc nie będzie nic zmieniać. Za to moje porażki, moje ciągle nowe podejścia, plany z biegiem czasu zaczęły być traktowane jak powód do żartu, do wypominania mi że nie potrafię dotrzymać słowa, że jestem leniwa. Ja też się czułam z tym okropnie, próbowałam mu tłumaczyć że to nie jest takie łatwe, że się źle czuję, że mam o wiele więcej obowiązków niż on, że to niesprawiedliwe mnie tak oceniać. Jeszcze się kłóciliśmy wtedy o to, że wcale tych obowiązków więcej nie mam.

Z biegiem czasu przestawałam być bohaterką domu i zrzucałam na niego coraz więcej obowiązków tak, aby zbliżały się one do podziału 50/50. Była z tego powodu masa wyzwań, rozmów i kłótni, ale ostatecznie docierało i akceptował to. Najważniejsza zmiana wyszła, kiedy zaproponowałam aby kosztami zakupów dzielić się 60% on i 40% ja, ponieważ byłam na diecie już kilka tygodni i jadłam o wiele mniej niż on.

Spowodowało to gigantyczną kłótnię, czym tak mnie zagotował, że aż sobie uświadomiłam jak mnie wykorzystuje. Ja jeżdżę, robię, dowożę, gotuję i rozliczam a on ma jeszcze pretensje? big_smile  Powiedziałam basta i od teraz każdy kupuje i gotuje sam dla siebie. Nagle okazało się, że:
- Wystarczają mi zakupy raz w tygodniu!
- Płacę znacząco mniej za te zakupy!
- Gdy gotuję to tylko dla siebie, dzięki czemu robię to znacznie rzadziej!

10 godzin tygodniowo wróciło do mojego portfela czasowego, co wpłynęło drastycznie poprawiając moje możliwości i samopoczucie.
Partnerowi za to te godzinki doszły i im więcej czasu mija, tym bardziej go to boli smile

Przed moim pójściem do szpitala mieliśmy kryzys na wielu płaszczyznach. Czułam się fizycznie jak zero z powodu tej tajemniczej choroby, czułam również że mój partner totalnie nie bierze tego na poważnie. Czułam się okropnie, niezrozumiana, niewysłuchana, jak hipochondryczka.

Mówiłam m.in. o tym, że liczę, że w końcu coś znajdą, i że jak wyjdę to wrócę do diety. Znowu usłyszałam, że jak zobaczy to uwierzy, że brakuje mi samozaparcia, jestem niekonsekwentna.  Zaczęliśmy się kłócić, wyrzuciłam mu że daję z siebie wszystko i jest mi po prostu ciężko, czuję się stale źle, nie mam jego wsparcia, mam masę obowiązków, nie daję rady.  Rzuciłam żeby sam spróbował diety jak jest taki cwany, bo robi i żre co chce to mu łatwo oceniać. Sam nie dałby rady na moim miejscu. On na to, że on nie próbuje schudnąć, więc nie widzi sensu żeby sobie cokolwiek ograniczać.
W końcu porozmawialiśmy, wyjaśniłam jak się czuję w związku z tymi objawami, partner przyznał że nie rozumiał tego wszystkiego i jak ja się czuję bo zmuszałam się ciągle do wysokiego funkcjonowania. Okazał mi masę wsparcia, obiecał że po moim wyjściu mnie wesprze, odciąży w czym może, sam będzie zdrowiej jadł i chętnie poćwiczy. W końcu, po bardzo długim czasie, poczułam że mogę na niego liczyć.

Po moim wyjściu szarpały mną różne uczucia. Okazało się że faktycznie coś mi dolega i poczułam z tego powodu … ogromną niesprawiedliwość. Dostałam masę leków i zaleceń lekarzy, w tym bardzo restrykcyjną dietę która wyklucza 90% produktów. Nie jestem idiotką, trzymam się jej i będę się jej trzymać, bo jeśli w przeciwnym wypadku skazuje się na objawy to wolałabym do końca życia żreć trawę.

Od mojego wyjścia partner nie zmienił odżywiania, ale za to podjął kolejną już (chyba trzecią) próbę namówienia mnie do tego, abym znowu to ja zajmowała się zakupami dla nas obojga. Zaargumentował to tym, że jeśli JA chcę, by ON się lepiej odżywiał, to ja muszę mu to ułatwić i kupować potrzebne produkty, bo on się nie zna, a poza tym teraz więcej pracuje i ciężko mu jeszcze do tego jeździć po zakupy i gotować.

I wtedy mnie coś strzeliło… 

Po pracy kilka obowiązków, potem musi jechać do sklepu, coś ugotować, i nagle jest 20! I tłumaczy mi chłop że to jest nierealne do utrzymania i muszę mu pomóc.
Patrzę na niego z autentycznym szokiem czy on słyszy co mówi, gdzie teraz ja na L4 ogarniam dom i tak dalej, nie ma żadnych studiów ani obciążających chorób i jest mu ciężko utrzymać dietę (która wyklucza jedynie wysoko przetworzone produkty czyli gotowe) przez tydzień, ale przez ostatnie 2.5 roku miałam na głowie znacznie więcej i był pierwszy do oceniania mnie a ostatni do pomocy.

Próbowałam mu to wytłumaczyć żeby mnie zrozumiał, ale doszły tylko kolejne kwiatki jak m.in. to, że on by mógł i dałby radę nie to co ja, ale tej diety tak naprawdę nie chce bo to mój wymysł (nie do końca, do te 2 lata sam mówił dziesiątki razy że chciałby się zdrowo odżywiać). Dodatkowo stwierdził, że to on mnie wspiera tym że ja mam robić te zakupy dla nas znowu 3x w tygodniu i pewnie często gotować jak kiedyś, bo dzięki temu nie będzie tych złych rzeczy w domu i będzie jadł jak ja, dzięki czemu mi będzie łatwiej.
Tłumaczę mu, że nie, nie będzie mi łatwiej jak znowu mi dojdzie 10h roboty tygodniowo i będzie mi łatwiej tak jak jest teraz i niech sobie dalej żre gówno. Na to on stwierdził, że nie mogę wymagać wsparcia skoro sama go nie daję smile

Przypomniałam mu o naszej rozmowie przed szpitalem, to stwierdził, że to ja od niego wymagam a nie on od siebie więc powinnam mu to ułatwić a nie wymyślać.

Szczerze
Szczerze…
Co wy o tym myślicie?

PS. W ostatnie 3-4 msc schudłam 9kg, czyli połowę tego co sobie wyznaczyłam. Tak informacyjnie smile

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Tak szczerze? To pozbądź się tej kuli u nogi... bo to nie facet, to dosłownie kula u nogi.

3

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?
display napisał/a:

Tak szczerze? To pozbądź się tej kuli u nogi... bo to nie facet, to dosłownie kula u nogi.

Właśnie najgorsze jest to, że on jest czuły i kochany, a potem nagle z dupy zaczyna strzelać takimi tekstami albo odwala jakąś akcję.
Po 2.5 roku mam ogromny problem z rozpoznaniem, jaki on w końcu jest? Czy mogę na nim polegać, czy jest skupionym na sobie dupkiem?

Czy to ja źle go interpretuje, wyolbrzymiam, po prostu się nie rozumiemy?
Czy też to on jest popieprzony i gada takie rzeczy uważając, że to jest ok?

On twierdzi, że się stara i mnie kocha, że jest dobry i czuły.

4 Ostatnio edytowany przez Bullinka (2025-01-23 14:55:22)

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

W ogole nie rozumiem co ty w ogole w czyms takim robisz?
To ani zwiazek ani uklad, czort wie co to jest.

Jemu sie podoba obrobienie obowiazkow przez ciebie i wciskanie, ze to dla dobra obojga.

Teraz juz wiesz, ze od poczatku trzeba ustalic kto i co, bo pozniej wychodzi z owieczki wilk i chce cie pozrec - mam nadzieje, ze rozumiesz.

5

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Drzecie ze soba koty, nie pasujecie do siebie, nie rozumiecie się wzajemnie.
Całe życie czeka was przeciąganie liny.
Za bardzo chcesz nim rządzić, ma być tak jak ty chcesz. Dobrze, że facet nie daje sobie wejść na głowę.
Rozliczanie się z tego, że ktoś więcej zje, więcej zużyje wody itp. zakrawa na kuriozum. Tak jak gotowanie, każdy sobie i robienie zakupów, to po co razem mieszkać?

6

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?
wieka napisał/a:

Drzecie ze soba koty, nie pasujecie do siebie, nie rozumiecie się wzajemnie.
Całe życie czeka was przeciąganie liny.
Za bardzo chcesz nim rządzić, ma być tak jak ty chcesz. Dobrze, że facet nie daje sobie wejść na głowę.
Rozliczanie się z tego, że ktoś więcej zje, więcej zużyje wody itp. zakrawa na kuriozum. Tak jak gotowanie, każdy sobie i robienie zakupów, to po co razem mieszkać?

Co sprawiło, że uważasz, że chcę nim rządzić?

W momencie gdy chciałam zmienić rozliczenie zakupów, wynikało to z tego że ja je robię, ja gotuję, ja rozliczam, a partner spożywa 3/4 produktów. Byłam po prostu wykorzystywana i chciałam uczciwszego podziału. To on zareagował tekstem, że jak mi się nie podoba to nie muszę tego robić i jemu samemu wyjdzie taniej też. Zasadniczo to ja jedynie przystałam na jego propozycje podziału z której się potem wycofał. Ja również byłam oburzona w pierwszym momencie, ale potem doszłam do wniosku że go uszczęśliwiam na siłę.

7

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Czyje to jest mieszkanie w którym mieszkacie i kto z was więcej zarabia?

8

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

juz dostalas mnostwo odpowiedzi https://www.netkobiety.pl/t134492.html

9

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?
wieka napisał/a:

Czyje to jest mieszkanie w którym mieszkacie i kto z was więcej zarabia?

Mieszkamy w moim mieszkaniu, zarabiamy różnie, raz więcej ja raz on.

10

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Żeby się nie szarpać kto więcej kto mniej zjadł czy więcej zużył żelu do mycia czy wody, załóżcie trzecie wspólne konto i wpłacajcie takie same sumy co miesiąc, na wspólne bieżące wydatki.
Nigdy nie da się wszystkiego dzielić po równo. Ważne żeby się dogadywać.
I nie liczyć każdego grosza.

11 Ostatnio edytowany przez Shoggies (2025-01-23 18:42:29)

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?
wieka napisał/a:

Żeby się nie szarpać kto więcej kto mniej zjadł czy więcej zużył żelu do mycia czy wody, załóżcie trzecie wspólne konto i wpłacajcie takie same sumy co miesiąc, na wspólne bieżące wydatki.
Nigdy nie da się wszystkiego dzielić po równo. Ważne żeby się dogadywać.
I nie liczyć każdego grosza.

To jest bardzo dobry pomysł. U mnie się sprawdza.
Myślę, że liczenie się kto więcej je, zużywa wody jest trochę bez sensu.
Za to do Autorki - robiłaś przez dwa lata coś, Twojemu partnerowi to pasowało, nie dziw się, że on chce wrócić do ustawienia, które było dla niego dobre.

To czego nie rozumiem, to po co go ciśniesz, żeby dbał o siebie? Ja rozumiem, że zależy Ci na tym, żeby był zdrowy, ale nie zmusisz dorosłego człowieka do niczego. Zwłaszcza, że jak mu ciosasz kołki na głowie, to nic dziwnego, że on potem mówi "Ok, ale Ty to załatw".
Odpuść. Jak chce się źle odżywiać to jego sprawa. Jeśli nie jest w stanie się zatroszczyć o swoje zdrowie i podejść do tematu odpowiedzialnie, to może nie jest to odpowiedni partner dla Ciebie. Co będzie jak pojawią się dzieci? Będzie je karmić czipsami?

Jeśli chodzi o robienie zakupów polecam taki sposób - dzielcie się kto robi te zakupy.
Można sobie na spokojnie wspólnie zrobić większe zakupy raz w tygodniu i po prostu rozplanować co zamierzacie jeść. Na jedno gotowanie można zrobić kilka porcji posiłku i trzymać w lodówce albo zamrozić i mieć na dzień, gdy wam się nie będzie chciało gotować. A w tygodniu jak się komuś jakieś drobne rzeczy pokończą, np. warzywa, owoce, to każdy może sobie we własnym zakresie dokupić.

Mnóstwo rodzin z dziećmi tak żyje, a też pracują i mają do dyspozycji te same 24 godziny co wy.
Jeśli zaś chodzi o gotowanie możesz sprawę postawić tak, ok, możesz gotować, ale to co Ty możesz jeść (skoro i tak masz duże ograniczenia w związku z chorobą) i on albo je to co Ty, albo jeśli nie to niech gotuje sobie sam.
Albo np. Ty gotujesz obiady, on robi śniadania i kolacje.

Ja mam wrażenie, że Wy się nie chcecie dogadać. On jest ciągnięty za uszy przez Ciebie, a Ty się wściekasz, że nie jest po Twojemu. Odpuść i go zaobserwuj. Jak się sam o siebie nie zatroszczy to żadna ilość Twojego marudzenia niczego nie zmieni.

12

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Autorko, tak jesteś dietowym świrem. W kółko tylko ta dieta dieta dieta. Jeszcze faceta do tych swoich diet namawiasz. Nie wiem, ja cię podziwiam, że ze wszystkim dajesz radę mając pracę i jeszcze studia. Na twoim miejscu odpuściłabym dietę z odchudzaniem na rzecz studiów, albo odwrotnie - wzięłabym urlop dziekański na rzecz odchudzania. Lepiej ponoć robić jedną rzecz a dobrze, niż pięć byle jak.

Facet do odstawienia, on manipuluje.

13 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-01-23 19:08:43)

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Zmęczyłam się samym czytaniem posta, bo bardzo się w tym związku szarpiecie. Oboje.

Nie ma u Was współpracy, każdy ciągnie w swoją stronę i każdy robi tak, żeby jemu było możliwie wygodnie. Owszem, zdrowy egoizm jest bardzo ważny dla zachowania higieny psychiki oraz równowagi, ale u Was to poszło za daleko. U dwojga kochających się ludzi nikt nie jest wykorzystywany ani nikt nie wykorzystuje, bo partnerzy wzajemnie się uzupełniają. To nie musi być tak, że na każdym polu jest 50/50, bo będą takie działki, które niemal w całości scedowane są na jednego, wtedy drugie w zamian bierze na siebie coś innego.

Ty oczekujesz od niego wsparcia, dzielenia wszystkich obowiązków na pół, ale równocześnie traktujesz go jak małego chłopca, któremu na siłę narzuca się jakiś jedyny słuszny model postępowania.

Rozumiem Twoją frustrację, jak najbardziej rozumiem również złość, która się pojawia, ale może warto zacząć rozmawiać w sposób, którego efektem będą konstruktywne, dobre dla obojga wnioski? Póki co z dwóch stron jest dużo trudnych emocji, obrażania się, on posuwa się do manipulacji, wzajemnie chcecie sobie coś udowodnić, a z tego nie wyniknie nic dobrego. Zresztą sama widzisz, że nie wynika.

P.S.
Sam tytuł sugeruje, że nie ma między Wami nawet szacunku, który moim zdaniem jest najważniejszym filarem dobrego związku.

14

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

A może on nie chce, żebyś schudła. Być może obawia się, że kiedy osiągniesz swój cel, staniesz się atrakcyjniejszą kobietą. Wtedy Twoja samoocena i wartość wzrosną, a to oznaczać będzie ryzyko, że go zostawisz.

15

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?
Anewe napisał/a:

juz dostalas mnostwo odpowiedzi https://www.netkobiety.pl/t134492.html

Ups, coś zaskakująco zbieżna ta historia wink

16

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Przecież to jest jakaś dziecinada po całości jak w trzeciej klasie - bynajmniej nie szkoły średniej.

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Nie można mieć wszystkiego. Praca na dwa etaty, fitness, studia. Kiedy ty masz czas na jakikolwiek związek i wyjścia z chłopakiem? Wzięłąs na siebie bardzo dużo, teraz szukasz winnego dlaczego jesteś zmęczona. A wystarczyło być konsekwentnym: zamiast przełączać się z fitnesiary na pracoholiczkę zachować umiar.
Sprawiasz wrażenie osoby zero jedynkowej. Albo dieta, ćwiczenia, odchudzanie, albo kompletny brak aktywności i wcinanie jak leci.
Z chłopakiem tak samo. Albo jesteś gosposia na medal i nie wspomnisz nawet że nie chce ci się gotować tak dużo, albo robisz jazdy że każdy sobie i żyjecie jak współlokatorzy.
Warto się zastanowić czy to nie powtarzający się wzorzec w twoim życie.

Może warto dopuścić chłopaka do głosu. Jesli mówi że jesteś niekonsekwentna i nie dotrzymujesz swoich postanowień to może tak jest?

18

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Jak ktoś się przyznaje do insulinooporności i problemów z tarczycą, to te 'małe fluktuacje wagi' wcale takie małe nie były. Trzeba się naprawdę postarać, żeby do takiego stanu doprowadzić. A tu jeszcze pewnie jakaś autoimmunologia weszła z tego co widzę.



I o ile zadaniem partnerów jest wspieranie siebie wzajemnie do bycia jak najlepszą wersją siebie, o tyle robienie z partnera swojej lokomotywy, od której całkowicie uzależnia się kierunek zmian jest słabe.


Nie rozumiem też tych problemów z 'dietą'. Dobra, zróżnicowana dieta, w której niczego nie brakuje, to wcale nie zajmuje nie wiadomo ile czasu.

19

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Też mi się wydawało, że czasy magicznych diet przeminęły razem z Kwaśniewskim, albo niewiele potem.
A praktyczna różnica między zdrowym a niezdrowym jedzeniem sprowadza się do tego na którą półkę w sklepie sięgniesz i co z niej weźmiesz, bo zdrowa woda gotuje się dokładnie tak samo niezdrowa - i wszystko inne też.

Te drobiazgowe rozkminy, jakieś dzielenie każdej złotówki na troje to mi zalatuje jakąś manią albo psychozą. No na pewno dorosły zdrowy psychicznie człowiek czegoś takiego by nie robił. Chyba że jesteś w czarnej dupie finansowej i musisz tak sępić. Ale w takim przypadku to trzeba odstawić odchudzania, ćwiczenia i co tam jeszcze i srodze ruszyć dupę do roboty z której są jakieś pieniądze akceptowalne.

A tak w ogóle oboje jesteście zdrowo - a właściwie całkiem niezdrowo - posrani.

20

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?
noben napisał/a:

Te drobiazgowe rozkminy, jakieś dzielenie każdej złotówki na troje to mi zalatuje jakąś manią albo psychozą. No na pewno dorosły zdrowy psychicznie człowiek czegoś takiego by nie robił.


Dokładnie - tak się nie da żyć. Zwłaszcza w związku. Taki poziom skąpstwa to już jakaś fiksacja.

21

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Szczerze, to mysle, ze on jest bezczelnym trutniem i 100 razy wolalabym byc sama niz z nims tak sliskim. Rzuc go w cholere, takie toksyczne zwiazki niszcza psychicznie i fizycznie. Pewnie troche zrdowia tez ci wroci jak sie pozbedziesz tej pijawy.

22

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Kim jesteś Ty z zawodu a kim twój facet. I ile godzin dziennie/tygodniowo pracuje twój facet. Ile poświęcacie na dojazdy?

23

Odp: Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

W związku z tym że zawitałam na forum z innym tematem, postanowiłam zrobić mały update.

Dogadaliśmy się.

Po wielu rozmowach doszliśmy do konsensusu i od pół roku bez problemu dzielimy się zakupami, gotowaniem i rozliczaniem. Partner docenił mój wkład i zaangażował się, oraz w końcu wyraził chęć pomocy w moich problemach. Dzięki temu od miesięcy trzymam odpowiednią dietę. Wbrew niektórym opiniom, to że przestał namawiać mnie do alkoholu i zamawianego żarcia znacząco pomogło i nie wynikało z mojej chęci zmuszenia go do czegokolwiek. Ostatecznie ja gotuję zdrowo i zachęcam go do poczęstunku, a jeśli chce coś innego to robi sobie coś innego. Jeśli gotuje coś co jemy razem to w tym czasie on sprząta itd.

Pomogło to że się obroniłam i odeszły mi z harmonogramu studia w lutym.

Zrozumiał że jestem chora a ja przestałam na siebie brać aż tak dużo. Pozwoliłam sobie czasem wrócić i się położyć, a jemu dać posprzątać. Dzięki temu uzyskałam pewien balans i komfort tego, że mam prawo nic nie robić. Przestałam patrzeć na dietę jako sposób na schudnięcie a zaczęłam patrzeć na nią jako sposób na czucie się dobrze. Obecnie regularnie ćwiczę pilates, bo po nim czuję się dobrze, oraz jem rzeczy jedynie te na które reaguję dobrze.

Uzyskałam efekty, które mogę utrzymać, tj. odzyskałam część energii i zdrowia, dzięki czemu łatwiej mi wkładać wysiłek w dietę i ćwiczenia, które potęgują uczucie energii i zdrowia. Utwierdziłam się w przekonaniu, że to nie była moja wina że 2 lata nie umiałam się ogarnąć, tylko miałam na sobie za dużo i byłam chora.

W każdym razie jest dobrze, i nasz związek też się ma bardzo dobrze. Mój narzeczony to nie dupek. Po prostu czasem mamy problemy w komunikacji - najważniejsze jest to że obydwoje wkładamy pracę w to, żeby się dogadać.

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy jestem świrem czy mój narzeczony to dupek?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024