Na początku napiszę, że jestem otwarta na krytykę, bo sama zaczęłam myśleć, że wariuję. Myślę, że mogę nie myśleć racjonalnie przez długi kryzys w związku, ale chciałam się wygadać.
Narzeczony od paru miesięcy mówił, że wybiera się za granicę na delegację i czy chciałabym polecieć z nim. Jakoś oboje w końcu stwierdziliśmy, że innym razem sobie polecimy, a on niech się skupi na pracy. On stwierdził, że racja, że będzie miał tam dużo roboty i będzie siedział po godzinach. No i teraz jest na tej delegacji i codziennie kończy pracę normalnie i codziennie wychodzi z ludźmi i siedzą do nocy na % albo jedzeniu. Czy mogłam się poczuć olana, czy przesadzam przez ten kryzys...
Właściwie na początku proponował, żebyś leciała z nim. Mówisz, że później oboje stwierdziliście, żeby jednak poleciał sam. Kto pierwszy rzucił ten pomysł?
3 2025-01-22 02:50:06 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-01-22 02:50:48)
Na początku napiszę, że jestem otwarta na krytykę, bo sama zaczęłam myśleć, że wariuję. Myślę, że mogę nie myśleć racjonalnie przez długi kryzys w związku, ale chciałam się wygadać.
Narzeczony od paru miesięcy mówił, że wybiera się za granicę na delegację i czy chciałabym polecieć z nim. Jakoś oboje w końcu stwierdziliśmy, że innym razem sobie polecimy, a on niech się skupi na pracy. On stwierdził, że racja, że będzie miał tam dużo roboty i będzie siedział po godzinach. No i teraz jest na tej delegacji i codziennie kończy pracę normalnie i codziennie wychodzi z ludźmi i siedzą do nocy na % albo jedzeniu. Czy mogłam się poczuć olana, czy przesadzam przez ten kryzys...
Co musiałoby się dziać, żebyś nie czuła się olana? Przeszkadza Ci to, że nie siedzi wieczorami sam tylko wychodzi ze znajomymi, czy że nie macie ze sobą wystarczającego kontaktu? W ogóle jak często kontaktujecie się ze sobą?
Ogólnie podałaś bardzo mało szczegółów, dlatego dopytam, w którym momencie wystąpił ten dwukrotnie podkreślany kryzys? Przed tym, kiedy narzeczony zaczął wspominać o wyjeździe, czy miało to miejsce w jego trakcie? Jest już zażegnany czy wciąż trwa? To może mieć znaczenie dla spojrzenia na sprawę.
Przecież możesz dojechać
Moja była miała bardzo podobny charakter. Jak siedziałem sam w domu było dobrze, jak wyszedłem gdzieś ze znajomymi bez niej to zaraz było że olewam ją, koledzy ważniejsi niż odpisanie jej na wiadomość itd.
Napisałaś za mało szczegółów żeby coś wywnioskować. Kiedy te kryzysy były, jak u was z zaufaniem, czy kiedyś były jakieś dziwne akcje?
Skoro jesteście zaręczeni to już troszkę chyba sie znacie
nie chodzi mi o to, że wychodzi. Chodzi o to, że też stwierdził, że bez sensu żebym leciała z nim, bo on tam będzie miał dużo pracy, będzie siedział po godzinach, a nie siedzi. Kończy normalnie, a po pracy do wieczora wychodzi ze znajomymi z pracy i z szefostwem, ich żonami.
Wcześniej podobno OBOJE stwierdziliście że bedzie lepiej jak w innym terminie polecicie a teraz masz pretensje, że mógł wtedy zaprzeczyć i nalegać żebyś z nim leciała?
Troche absurd...
no wiem, uprzedzałam, że może nie myślę logicznie...
Jest proste rozwiązanie.
Porozmawiajcie, czy możesz do niego przelecieć skoro ma wiecej czasu niż sie tego spodziewał?
I nauczka na przyszłość, jak coś Ci nie odpowiada to mów to wprost, a nie czekasz aż ktoś sie domyśli.
Tutaj być może uda Ci sie dołączyć do narzeczonego i po problemie.
W innej sytuacji może być coś nieodwracalnego.
nie no, już nie dołączę, bo on za trzy dni wraca, więc bez sensu, a ja sama już nie wezmę wolnego w pracy
nie chodzi mi o to, że wychodzi. Chodzi o to, że też stwierdził, że bez sensu żebym leciała z nim, bo on tam będzie miał dużo pracy, będzie siedział po godzinach, a nie siedzi. Kończy normalnie, a po pracy do wieczora wychodzi ze znajomymi z pracy i z szefostwem, ich żonami.
Też stwierdził, czyli Ty pierwsza zasugerowałaś, że to bezsensu, byś leciała z nim?
A co z tym kryzysem? Dowiemy się?
Na razie nie ma o co kruszyć kopii.
Mógł nie przewidzieć jak długo będą pracowali i nie ma w tym nic złego, że wychodzi ze znajomymi, a nie siedzi w hotelu.
W każdym razie jak wróci nie wyskakuj z pretensjami, bo jedynie może popsuć wasze relacje.
Drugiego wyjazdu nie odpuszczaj, skoro tak uzgodniliście.
A może zwyczajnie takie były przypuszczenia, że będą pracować dużo i zostawać po godzinach a wyszło inaczej ? Albo faktycznie przydałoby się zostawać po godzinach ale z uwagi na to że szefostwo zdecydowało inaczej i chce żeby czas po pracy był czasem integracji i wyjść na miasto to Twojemu narzeczonemu nie wypada się z tego wyłamywać albo przypominać towarzystwu że mieli ciężko pracować.
Pomijam już fakt że sama nie wyraziłaś jednoznacznej chęci by z nim leciec.
nie chodzi mi o to, że wychodzi. Chodzi o to, że też stwierdził, że bez sensu żebym leciała z nim, bo on tam będzie miał dużo pracy, będzie siedział po godzinach, a nie siedzi. Kończy normalnie, a po pracy do wieczora wychodzi ze znajomymi z pracy i z szefostwem, ich żonami.
Myślę podobnie jak Feniks, że warto wziąć pod uwagę, że założenie mogło być inne, ale na miejscu okazało się, że mają znacznie więcej wolnego czasu.
Ty z jakiegoś powodu jednak zakładasz, że Cię oszukał. Dlaczego?
16 2025-01-24 07:30:47 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-01-24 07:59:45)
Na początku napiszę, że jestem otwarta na krytykę, bo sama zaczęłam myśleć, że wariuję. Myślę, że mogę nie myśleć racjonalnie przez długi kryzys w związku, ale chciałam się wygadać.
Narzeczony od paru miesięcy mówił, że wybiera się za granicę na delegację i czy chciałabym polecieć z nim. Jakoś oboje w końcu stwierdziliśmy, że innym razem sobie polecimy, a on niech się skupi na pracy. On stwierdził, że racja, że będzie miał tam dużo roboty i będzie siedział po godzinach. No i teraz jest na tej delegacji i codziennie kończy pracę normalnie i codziennie wychodzi z ludźmi i siedzą do nocy na % albo jedzeniu. Czy mogłam się poczuć olana, czy przesadzam przez ten kryzys...
A dlaczego zakładasz ze macie "wspolcierpiec"? Zapraszał nie pojechałaś. Okazało się że fajny rozrywkowy wyjazd i on ma teraz siedzieć w hotelu i netfkixa łupać zebys się lepiej czuła?
Albo wywleczmy prawdziwy problem na wierzch. Boisz się że zdradzi?
A dlaczego zakładasz ze macie "wspolcierpiec"? Zapraszał nie pojechałaś. Okazało się że fajny rozrywkowy wyjazd i on ma teraz siedzieć w hotelu i netfkixa łupać zebys się lepiej czuła?
Albo wywleczmy prawdziwy problem na wierzch. Boisz się że zdradzi?
Niektórzy tak mają. Taki pies ogrodnika.
"Nie będziesz się dobrze bawił, skoro i ja nie mogę".