netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

32 odpowiedzi2 423 wyświetleniazałożony przez Vinilia90, 07.01.2025

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 33 ]

1

Temat: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Cześć wam
Będzie długo.
Zwracam się z prośbą o poradę jak go odpuścić sobie i może ktoś z boku pomoże mi trochę zrozumieć sytuację
Mianowicie poznałam chłopaka na tinderze, zmatchowałam go totalnie na ślepo z moich lików. Ze względu na ogromną odległość nie zdecydowałabym się na to, żeby z nim rozmawiać.
Napisał do mnie, rozmawiało się bardzo przyjemnie bardzo inteligentny facet. Szybko przeszliśmy na inny komunikator
Szczerze mówiąc nie byłam nim zainteresowana od początku za bardzo po prostu świetny materiał na kumpla. Od początku sprawę postawiłam jasno - rozmowa od czasu do czasu, mieliśmy mnóstwo tematów, rozmowa się kleiła za każdym razem. Ale prosiłam żeby nie robił kroków w moja stronę jeśli chodzi o jakąkolwiek bliską relację. Mam złe doświadczenia i bardzo duże problemy z zaufaniem więc na odległość byłoby to destrukcyjne.
Czas mijał my rozmawialiśmy codziennie. On przyjął postawę - jeśli ja nie mogę być Twoim mężczyzną to chociaż pokażę Ci, że można im zaufać.
Każdy konflikt rozwiązywaliśmy rozmową, jeśli czegoś nie chciałam - on to szanował i zmieniał się. Bez żadnych problemów i pretensji mimo, że widziałam że mu na mnie zaczyna bardzo zależeć.
Z czasem rozmowy stały się bardzo głębokie, poczułam że coraz bardziej mnie pociąga jako mężczyzna. Czułam się zaopiekowana, czułam że moje emocje są w dobrych rękach, byliśmy sobą ja go akceptowałam kompletnie a on mnie.
Dawał mi mnóstwo uwagi, która ani trochę nie sprawiała wrażenia sztucznej. Interesował się moim życiem, był przy mnie (online) w każdej chwili wspierał i zawsze był obecny.
Kiedy zauważyłam, że to zaczyna się przeradzać w więcej, powiedziałam że musimy to uciąć bo to przyniesie tylko cierpienie. Chciałam odejść i zostawić to po rozmowie z nim. Wytłumaczyłam mu wszystko jednak on nie mógł się pogodzić z myślą że odejdę. Powiedział, że będzie się kontrolować w słowach żeby nic nie było dwuznaczne, prosił i przepraszał choć nawet nie miał za co.
Zgodziłam się zostać, nadal w tym tkwiliśmy przez jakiś czas było znów po koleżeńsku ale iskra się rozpalała na nowo po jakimś czasie i wtedy ja ucichłam bo wiedziałam, że on nie pozwoli mi odejść po rozmowie. Po 2 dniach napisał do mnie, że on nie jest w stanie pozwolić mi odejść. Żebym została nieważne na jakich warunkach tylko żebym była. Zmiękłam znów.
Pomyślałam, co ma być to będzie
Byłam zdystansowana ale można było odczuć, że mi zależy na nim.
Powtarzał, że nie może znieść myśli o utracie mnie, żebym go nauczyła jak odpuścić to on pozwoli mi odejść ale póki co nie może.


Wszystko zaczęło się zmieniać jakieś 3 tyg temu
On dość często wychodził z kumplami ale zawsze (z własnej inicjatywy) był ze mną w kontakcie. Aż do pewnego dnia gdzie zniknął na 6 godzin bez słowa, kiedy wrócił napisał tylko „przepraszam za milczenie miałem problemy w domu, dobranoc”
Na drugi dzień prosiłam żeby więcej tak nie robił a jeśli już to niech uprzedzi. Obiecał, że to zmieni i przeprosił
Wieczorem powiedział, że wychodzi ale nie będzie tak długo jak wczoraj i odezwie się w międzyczasie. Odezwał się po 5 godzinach, później po kolejnych 2 z pytaniem czy jestem. Napisałam, że nie mogę rozmawiać (byłam na koncercie) Na drugi dzień kiedy się o tym dowiedział zaczął być oschły, pod wieczór spytał czy kogoś mam nowego w życiu.
Nie miałam. Byłam ze znajomymi
Kiedy wieczorem kolejny raz zniknął ja na drugi dzień uprzedziłam, że ide na siłownię i obiad ze znajomymi. Nie miał nic przeciwko ale zaczął znów był wycofany
Wieczorem porozmawialiśmy niestety wyniknęła z tego kłótnia osadził mnie, że się skims spotykam i że kogoś poznałam a jego oszukuje. Wściekł się, miał w sobie ogrom żalu o złości, poprosiłam żeby się uspokoił i napisał później.
Przeprosił za swoje zachowanie i było wszystko dobrze.
Na następny dzień powiedział, że znów wychodzi więc ja odpisałam, że idę na pizzę. Dopytywał gdzie konkretnie, zdenerwował mnie tym i nie odpowiedziałam mu na to.
Od tamtej pory przestał się odzywać. Po 5 dniach w wigilię ją do niego napisałam, zarzucał mi kłamstwo i oszustwo ja wytłumaczyłam mu wszystko i jakoś się dogadaliśmy choć był wycofany nadal.
Powiedział, że tęskni za mną i nie chce mnie stracić, zaczął być taki jak wcześniej.
Aż do momentu, kiedy spytał co robię w sylwestra. Powiedziałam, ze wychodzę ze znajomymi popołudniu a przed północą wracam do domu i będę w domu. On powiedział, że wychodzi z kumplami i zauważyłam, że znów chyba mu się coś nie spodobało.
Odzywał się od czasu do czasu, rzedko, odpisywał po godzinie lub dwóch. Dzień przed sylwestrem rozmawialiśmy do później nocy, mówił jak wdzięczny jest że mnie ma, dziękował za to że ostatnie miesiące były lepsze niż cała reszta roku dzięki mnie, że jestem dla niego najważniejsza i ze mną czuję się jak w domu, w pełni akceptowany o że nigdy czegoś takiego nie czuł.
Aż do momentu kiedy spytał czy napewno wychodzę na Sylwestra. Odpowiedziałam, że tak i znów zmienił nastawienie.
Kolejny dzień to już tylko zdawkowe rozmowy, życzenie sobie wcześniej szczęśliwego nowego roku bo „później może nie być czasu” i faktycznie, odezwał się dopiero o 3 nad ranem hmm napisał w ciągu nocy dwie wiadomości, że pięknie wyglądam i że naprawdę życzy mi wszystkiego dobrego w nowym roku i będzie myślał o mnie.
Następny dzień to była porażka, cały dzień miałam wrażenie, że muszę się dopominać o rozmowę, na pytanie jak było odpisał tylko że fajnie i na moją opowieść o tym jak było i kiedy wróciłam
odpowiedział tylko „ok”.
Reszta dnia tylko jedna wiadomość,
Popołudniu napisalam, czy wszystko wporzadku i czy chce ze mną jeszcze rozmawiać odpowiedział „czemu pytasz” i zniknął na 8 godzin.
Napisałam mu jeszcze jedną wiadomość że prosiłam, żeby się w ten sposób nie zachowywał bo to mnie boli. Nagrałam mu głodówkę, że przykro mi przez jego zachowanie.
Kiedy zobaczyłam te magiczne „dostarczono 8godz temu” coś we mnie pękło.
Ostatnie dni to był stres przez jego zimne zachowanie naprzemiennie z wybuchami czułości, byłam strzępkiem nerwów i niestety napisałam mu, ze jestem zawiedziona jego postawą i brak odpowiedzi z jego strony traktuje jako odpowiedź. I że ostatni czas odepchnął mnie od siebie.
Podziękowałam za wszytko, pożegnałam się.
Zablokowałam, żeby nie był w stanie mi nic odpisać bo miałam dość nerwów. Nie chciałam być może przeczytać prawdy. To był wpływ emocji i strachu
Po 2 dniach go odblokowałam (mógł się inaczej skontaktować gdyby chciał)
On wstawił zdjęcie na relację ze znajomymi stojąc obok jakiejś dziewczyny uśmiechnięty od ucha do ucha. Serce mi pękło bo zawiodłam się na nim tak bardzo.
Nie odzywamy się od 6 dni. Zero kontaktu a ja wariuję i nie mogę sobie go wybić z głowy.
Jestem kłębkiem nerwów bo zaufałam mu.


Wiem, że to koniec on się nie odzywa, może poznał tą dziewczynę w międzyczasie. Nie mam już czego tam szukać.
On wydaje się niewzruszony, dodaje ciągle relacje ale nie oglądam ich. Nie chce. Wywaliłam go.
Jestem zła kolejny raz dałam się wciągnąć w grę miłych słówek. Usunęłam Tindera w cholere, mam dość.

Pomóżcie mi jak się uwolnić od tego uczucia odrzucenia, tego że kolejny facet okazał się tym samym oszustem.
A mógł po prostu dać mi odejść wcześniej.
Jak uwierzyć komukolwiek?

2 Ostatnio edytowany przez Marthe (2025-01-07 15:44:37)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Związki na odległość są bardzo wciągające i kończą się źle. Wiem coś o tym niestety. Po pewnym czasie ta odległość wszystko niszczy. Dojazdy to duże koszty, czas i wysiłek. Polecam unikać. Szanse na przetrwanie są bardzo nikłe + jak u ciebie kłopoty z zaufaniem. Wszystko raczej rozgrywa się w fantazji.

3

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Dlatego sprawę postawiłam jasno. Niestety jesteśmy tylko ludźmi i wyszło jak wyszło..
mam żal do siebie bo zniszczyłam swój spokój.

4 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-01-07 15:23:13)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

To zrób sobie przerwę od tego wszystkiego. Zresetuj się, odpocznij, zajmij się czymś innym. To pozwoli Ci nabrać dystansu. Odzyskasz też spokój.

5 Ostatnio edytowany przez Marthe (2025-01-07 15:55:32)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

W przypadku takiej relacji to osoby musiałby szybko podjąć decyzję o np. zmianie miejsca zamieszkania. Ewentualnie zamieszkać razem. W przypadku gdy np nie jesteś lub on w stanie rzucić pracy/studiów, swojego obecnego życia i się przeprowadzić to nie warto na takie rzeczy tracić czasu.

6

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Aplikował do prac, szukał i mówił, że chce się przenieść bliżej. Nie tylko mówił ale wysyłał też oferty pracy i pokazywał odpowiedzi. Trochę się załamywał kiedy dostawał odmowy ale szukał dalej. Utrzymywał mnie w przekonaniu, że nie chce mnie stracić.
Mówił mi, że ja nie muszę go kochać, chcę tylko żebym była obecna w jego życiu bo jestem jego ulubioną osobą i zrobiłby dla mnie wszystko.
Wiem, głupio brzmi. Ale naprawdę podchodziłam z dystansem ale on czynami zawsze pokazywal, ze mówi poważnie.

7 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-01-07 19:54:27)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Wg mnie to dlatego, ze sie nie spotkaliscie. Macie wyidealizowane wyobrazenie, bo sie nawet nie znacie. Czesto gesto czar pryska po spotkaniu.


Ja nawet nie zaczynam eozmowy jesli ktos mieszka dalej niz 45 min ode mnie. Zwiazki na odleglosc nie maja sensu.


Jaki to byl komunikator? Dobrze ze usunelas tindera. Najlepiej w zaleznosci na czym pisaliscie, jesli to mozliwe i nie utrudni ci zycia to odinstalowalqbym i ten komunikator. Za jakis czas przejdzie to sciagniesz znowu. W ten sposob szybciej pojdzie.

8

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
blueangel napisał/a:

Wg mnie to dlatego, ze sie nie spotkaliscie. Macie wyidealizowane wyobrazenie, bo sie nawet nie znacie. Czesto gesto czar pryska po spotkaniu.


Ja nawet nie zaczynam eozmowy jesli ktos mieszka dalej niz 45 min ode mnie. Zwiazki na odleglosc nie maja sensu.


Jaki to byl komunikator? Dobrze ze usunelas tindera. Najlepiej w zaleznosci na czym pisaliscie, jesli to mozliwe i nie utrudni ci zycia to odinstalowalqbym i ten komunikator. Za jakis czas przejdzie to sciagniesz znowu. W ten sposob szybciej pojdzie.


Instagram.
Zastanawiam się czy nie zdeaktywować na jakiś czas… jasne, życia mi to nie utrudni. Właściwie to konto tam miałam od dawna ale używać zaczęłam regularnie dopiero odkąd zaczęłam z nim pisać.
Najbardziej nie radzę sobie z emocjami
Miałam już w życiu takie sytuacje, dwa związki i obaj odeszli do innej kobiety (co później się okazało) a oficjalnie obaj odeszli bo nie tolerowałam picia alkoholu u jednego a u drugiego palenia trawy.
Mam wrażenie, że stawiając granice ludzie uznają mnie za osobę nie wartą uczuć?
Tak naprawdę jednej osobie na mnie zależało i to był toksyk, który znęcał się nade mną psychicznie i więził w domu.
Chyba nie wiem jak się buduje normalne relacje…

9

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

I brawo dla niego, zdaje się udało mu sie zerwać z orbity.

10

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Legat napisał/a:

I brawo dla niego, zdaje się udało mu sie zerwać z orbity.


Też myślę, że słusznie zrobił.
Zamęczylibyśmy się
Co nie zmienia faktu jak się czuję

11

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Vinilia90 napisał/a:

Zwracam się z prośbą o poradę jak go odpuścić sobie i może ktoś z boku pomoże mi trochę zrozumieć sytuację

Jak na karuzeli... Ten typ to diabelski młyn - związek na odległość : - ) Raz na górze, raz na dole...
Co poradzić? Zsiąść i nie kupować biletów na kolejną rundkę...

Ufam, że zorientowałaś się kiedy nastąpił przełom w tej znajomości? (Trudno mi nazwać relacją coś, co trwało jakiś czas i mimo naturalnych i bardzo zbliżających ludzi okoliczności (święta, sylwester, Nowy Rok) nie doprowadziło do spotkania w realu, a nawet próby przeniesienia Waszej znajomości na inny poziom.) Tąpnięcie nastąpiło w bardzo charakterystycznej chwili. Wiesz kiedy?

Dopóki byłaś niedostępna i zachowywałaś dystans, zgłaszałaś wątpliwości, trzymałaś go w niepewności, a Twoja postawa wobec jego stopnia zaangażowania nie była symetryczna, jednym słowem kiedy byłaś "na górze" diabelskiego młyna - on był tym, który zabiega. Gdy zaczęłaś się "wkręcać" czekać na wieści od niego, robić dramy z tego, że nie odpisuje przez 6 - 8 godzin, kiedy Wasza znajomość przerodziła się w kontrolę tego, co robi to drugie i kiedy stała się sprawdzaniem na odległość Waszej wiarygodności, czyli kiedy po prostu on miał Cię już w garści, bo to Tobie zaczęło zależeć - spadłaś na dolne pozycje. I dyndasz tam teraz nie wiedząc, co robić...

Dlaczego tak się stało? Oprócz wielu czynników, które wpływają na to, że internetowa znajomość przechodzi do realu, warto pogrzebać trochę w sobie, by zrozumieć dlaczego coś się skaszaniło. Spójrz najpierw, w jaki sposób zaczęłaś tę znajomość...
Logujesz się na Tindera, przeglądasz profile gości, czyli ewidentnie polujesz na kogoś, kto Ci podpasuje, polubiasz "na ślepo" ("to nie ja, to moja ręka!") a zaraz potem twierdzisz, że masz złe doświadczenia, że nie jesteś gotowa, itd.

Sorry, ale jeśli nie wiesz czego chcesz, to albo nie loguj się w takich sytuacjach na Tindera, tylko na jakieś forum miłośników chomików mandżurskich, gdzie o wiele łatwiej o kumpla, albo powiedz sobie, że po prostu manipulujesz, na wypadek, gdyby odezwał się do Ciebie gość, którego profil od pierwszych chwil nie zwali Cię z fotela obrotowego i nie przeniesie do krainy fantazji o domku z ogródkiem i psem. Czyli bądź w swych intencjach prawdziwa od początku wobec siebie i wobec innych użytkowników Tindera.

Ty tę znajomość skopałaś od samego wstępu udając coś innego niż to, czego rzeczywiście chciałaś. I los spłatał Ci figla, bo Twój interlokutor, ze zdjęć najprawdopodobniej tylko w pięciu promilach przypomina Adonisa, ale za to okazał się świetnym i czarującym partnerem do rozmowy. (Być może należy on do kategorii długodystansowych gawędziarzy i gdy jego luba - którą się znudził jak mops - robi pranie firan lub wyszła z kotem do weterynarza, on uskutecznia z takimi kobietami jak Ty swoje pogawędki, choć nigdy, przenigdy nie rzuci swej umiłowanej dla Ciebie. I dlatego nigdy nie zechce się z Tobą spotkać naprawdę. A teraz, gdy pani jego serca zwęszyła jego wzmożoną aktywność w necie, on pod byle pretekstem, np. Twojej niesubordynacji i spędzania czasu z innymi ludźmi oraz niedostępnością na komunikatorze, po prostu zrywa znajomość.
Ale nim się nie zajmujemy, bo go tu nie ma, zaś na forum ze sporym kłopotem emocjonalnym trafiłaś właśnie Ty. 

Zaangażowałaś się w znajomość z gościem, który od dłuższego czasu, na odległość nawijał Ci makaron na uszy, przywiązałaś się do efektu wow, do komplementów, do zabiegania o Twoją uwagę, skróciłaś smycz, na której niektórzy panowie trzymają swe wirtualne ofiary i nie przyszło Ci do głowy, aby po prostu poznać w realu to cudo z Tindera, które rzekomo nie może pozwolić Ci odejść, ale samo nigdy jeszcze do Ciebie nie przyszło. A powinno.

Nie mam nic przeciwko poznawaniu się w wirtualnej agorze, ale jeśli za deklaracją mężczyzny, którą Ci złożył, że nie chce Cię stracić, nie idzie akceleracja jego zabiegów i ugaszenie palącej potrzeby poznania Cię w realu oraz propozycja konkretnego  dnia, miejsca i godziny, w której mogłoby się to wydarzyć, to można z kimś takim przez długie lata przeciążać światłowody na bezpłodnych pogawędkach, w czasie, gdy tylko jego żona/partnerka/whatever zdrzemnie się oglądając ulubiony serial...

Dlatego zwracaj w przyszłości uwagę na aktywność mężczyzny, (i nie chodzi mi tu o zielone światełko przy profilu na social mediach), na jego determinację by się spotkać, by poznać się naprawdę, zaprosić na kawę, spacer, etc. Choćby mieszkał w Nowej Kaledonii. Zapewniam Cię, przyleci. Właśnie po to, by Cię nie stracić. Ty też nie musisz być bierna. Wyślij sygnał, że chcesz się zobaczyć, że chcesz poznać osobiście tak interesującego człowieka, któremu udało się sprawić, byś zmieniła swoje plany weekendowe lub poszła nieco później spać, bo rozmowa z kimś tak inteligentnym jak on zatrzymała na chwilę wszystkie zegary, nawet te na giełdzie papierów wartościowych : - )

A bajkopisarza z opowieści zostaw na tym diabelskim młynie. Bóg jeden wie ile się już na nim kręci!

12

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Podobna historia: https://www.netkobiety.pl/t126318.html

13

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
aurora borealis napisał/a:
Vinilia90 napisał/a:

Zwracam się z prośbą o poradę jak go odpuścić sobie i może ktoś z boku pomoże mi trochę zrozumieć sytuację

Jak na karuzeli... Ten typ to diabelski młyn - związek na odległość : - ) Raz na górze, raz na dole...
Co poradzić? Zsiąść i nie kupować biletów na kolejną rundkę...

Ufam, że zorientowałaś się kiedy nastąpił przełom w tej znajomości? (Trudno mi nazwać relacją coś, co trwało jakiś czas i mimo naturalnych i bardzo zbliżających ludzi okoliczności (święta, sylwester, Nowy Rok) nie doprowadziło do spotkania w realu, a nawet próby przeniesienia Waszej znajomości na inny poziom.) Tąpnięcie nastąpiło w bardzo charakterystycznej chwili. Wiesz kiedy?

Dopóki byłaś niedostępna i zachowywałaś dystans, zgłaszałaś wątpliwości, trzymałaś go w niepewności, a Twoja postawa wobec jego stopnia zaangażowania nie była symetryczna, jednym słowem kiedy byłaś "na górze" diabelskiego młyna - on był tym, który zabiega. Gdy zaczęłaś się "wkręcać" czekać na wieści od niego, robić dramy z tego, że nie odpisuje przez 6 - 8 godzin, kiedy Wasza znajomość przerodziła się w kontrolę tego, co robi to drugie i kiedy stała się sprawdzaniem na odległość Waszej wiarygodności, czyli kiedy po prostu on miał Cię już w garści, bo to Tobie zaczęło zależeć - spadłaś na dolne pozycje. I dyndasz tam teraz nie wiedząc, co robić...

Dlaczego tak się stało? Oprócz wielu czynników, które wpływają na to, że internetowa znajomość przechodzi do realu, warto pogrzebać trochę w sobie, by zrozumieć dlaczego coś się skaszaniło. Spójrz najpierw, w jaki sposób zaczęłaś tę znajomość...
Logujesz się na Tindera, przeglądasz profile gości, czyli ewidentnie polujesz na kogoś, kto Ci podpasuje, polubiasz "na ślepo" ("to nie ja, to moja ręka!") a zaraz potem twierdzisz, że masz złe doświadczenia, że nie jesteś gotowa, itd.

Sorry, ale jeśli nie wiesz czego chcesz, to albo nie loguj się w takich sytuacjach na Tindera, tylko na jakieś forum miłośników chomików mandżurskich, gdzie o wiele łatwiej o kumpla, albo powiedz sobie, że po prostu manipulujesz, na wypadek, gdyby odezwał się do Ciebie gość, którego profil od pierwszych chwil nie zwali Cię z fotela obrotowego i nie przeniesie do krainy fantazji o domku z ogródkiem i psem. Czyli bądź w swych intencjach prawdziwa od początku wobec siebie i wobec innych użytkowników Tindera.

Ty tę znajomość skopałaś od samego wstępu udając coś innego niż to, czego rzeczywiście chciałaś. I los spłatał Ci figla, bo Twój interlokutor, ze zdjęć najprawdopodobniej tylko w pięciu promilach przypomina Adonisa, ale za to okazał się świetnym i czarującym partnerem do rozmowy. (Być może należy on do kategorii długodystansowych gawędziarzy i gdy jego luba - którą się znudził jak mops - robi pranie firan lub wyszła z kotem do weterynarza, on uskutecznia z takimi kobietami jak Ty swoje pogawędki, choć nigdy, przenigdy nie rzuci swej umiłowanej dla Ciebie. I dlatego nigdy nie zechce się z Tobą spotkać naprawdę. A teraz, gdy pani jego serca zwęszyła jego wzmożoną aktywność w necie, on pod byle pretekstem, np. Twojej niesubordynacji i spędzania czasu z innymi ludźmi oraz niedostępnością na komunikatorze, po prostu zrywa znajomość.
Ale nim się nie zajmujemy, bo go tu nie ma, zaś na forum ze sporym kłopotem emocjonalnym trafiłaś właśnie Ty. 

Zaangażowałaś się w znajomość z gościem, który od dłuższego czasu, na odległość nawijał Ci makaron na uszy, przywiązałaś się do efektu wow, do komplementów, do zabiegania o Twoją uwagę, skróciłaś smycz, na której niektórzy panowie trzymają swe wirtualne ofiary i nie przyszło Ci do głowy, aby po prostu poznać w realu to cudo z Tindera, które rzekomo nie może pozwolić Ci odejść, ale samo nigdy jeszcze do Ciebie nie przyszło. A powinno.

Nie mam nic przeciwko poznawaniu się w wirtualnej agorze, ale jeśli za deklaracją mężczyzny, którą Ci złożył, że nie chce Cię stracić, nie idzie akceleracja jego zabiegów i ugaszenie palącej potrzeby poznania Cię w realu oraz propozycja konkretnego  dnia, miejsca i godziny, w której mogłoby się to wydarzyć, to można z kimś takim przez długie lata przeciążać światłowody na bezpłodnych pogawędkach, w czasie, gdy tylko jego żona/partnerka/whatever zdrzemnie się oglądając ulubiony serial...

Dlatego zwracaj w przyszłości uwagę na aktywność mężczyzny, (i nie chodzi mi tu o zielone światełko przy profilu na social mediach), na jego determinację by się spotkać, by poznać się naprawdę, zaprosić na kawę, spacer, etc. Choćby mieszkał w Nowej Kaledonii. Zapewniam Cię, przyleci. Właśnie po to, by Cię nie stracić. Ty też nie musisz być bierna. Wyślij sygnał, że chcesz się zobaczyć, że chcesz poznać osobiście tak interesującego człowieka, któremu udało się sprawić, byś zmieniła swoje plany weekendowe lub poszła nieco później spać, bo rozmowa z kimś tak inteligentnym jak on zatrzymała na chwilę wszystkie zegary, nawet te na giełdzie papierów wartościowych : - )

A bajkopisarza z opowieści zostaw na tym diabelskim młynie. Bóg jeden wie ile się już na nim kręci!


Dziękuję Ci bardzo za wyczerpującą odpowiedź
Tak, wiem co robiłam ale ja poważnie nie chciałam się wkręcać.
Nie tylko ja spędzałam czas z innymi ludźmi, niestety on zaczął częściej wychodzić kiedy ja siedziałam w domu więc pomyślałam sobie, że może lepiej jak się odsuniemy od siebie

Fakt jest taki, że w listopadzie przyjechał do kumpla, mieliśmy się spotkać ale on urwał kontakt na te parę dni i nie reagował na na żadne próby kontaktu z mojej strony żeby w ostatni dzień jego pobytu zrobić mi jazdę o to, że na niego nie czekałam.
Ja nie wiedziałam co robić i przyjęłam opcję, że gość mnie po prostu wyrolował. Oboje się wściekliśmy i pożarliśmy, znów długie rozmowy, on wrócił do siebie. Wstyd mi za to było, bardzo żałowałam ale w tamtym momencie niestety zostawiona sama sobie na 4 dni bez odzewu zbyt dużo myślałam smile

planowaliśmy kolejny raz ale wyszło jak wyszło.

Jak teraz tak patrzę co pisze dochodzi do mnie, że to ja zawaliłam w ogromnej mierze. Zostawiając go tylko go utwierdziłam w tym jego przekonaniu, że nie traktuje go poważnie…

Krążyliśmy wokół siebie on nie wiedząc tak naprawdę co ja czuję a ja myśląc, że ze mną pogrywa. No cóż widocznie oboje nie byliśmy ze soba szczerzy i klapa.


Najchętniej bym po prostu go przeprosiła, czasem człowiek w natłoku emocji nie myśli ani trochę racjonalnie. Ja przyjęłam postawę obronną i dupa.

Dobrze mieć świeże spojrzenie na wszystko

Wyciągnę wnioski na przyszłość.
Ale nie wracam na żadne portale randkowe smile

14 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-08 08:06:15)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Vinilia90 napisał/a:

(...)Mówił mi, że ja nie muszę go kochać, chcę tylko żebym była obecna w jego życiu bo jestem jego ulubioną osobą i zrobiłby dla mnie wszystko.(...)

To bardzo dziwne stwierdzenie, bo wyglądające jakby ktos był bardzo zdesperowany i potencjalnie godził się na wszystko. Nawet na bycie z kimś, kto go potencjalnie nie kocha. Ten człowiek nie ma sam do siebie szacunku, albo nie rozumie, że w ten sposób szczęścia nie znajdzie. Jedyne co z tego by wyszło, to najpewniej toksyczna relacja.

Jest też mało doświadczony, bo gdyby tak nie chciał byc za bardzo pomocny, w porządku, oddany (przynajmniej nie sprawiał takiego wrażenia) i zarazem pewnie kontrolujący, to druga osoba, pewnie bardziej by się sama nim zainteresowała. Jeżeli to jest w ogóle mozliwe oczywiście.

Swoją drogą to na odległość to można mieć albo przyjaciół, albo ewentualnie jakichś sporadycznych kochanków.

15

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
gtx102 napisał/a:
Vinilia90 napisał/a:

(...)Mówił mi, że ja nie muszę go kochać, chcę tylko żebym była obecna w jego życiu bo jestem jego ulubioną osobą i zrobiłby dla mnie wszystko.(...)

To bardzo dziwne stwierdzenie, bo wyglądające jakby ktos był bardzo zdesperowany i godził się na wszystko. Nawet na bycie z kimś, kto go potencjalnie nie kocha. Ten człowiek nie ma sam do siebie szacunku, albo nie rozumie, że w ten sposób szczęścia nie znajdzie. Jedyne co z tego by wyszło, to najpewniej toksyczna relacja.

Jest też mało doświadczony, bo gdyby tak nie chciał byc za bardzo pomocny, w porządku, oddany (przynajmniej nie sprawiał takiego wrażenia) i zarazem pewnie kontrolujący, to druga osoba, pewnie bardziej by się sama nim zainteresowała. Jeżeli to jest w ogóle mozliwe oczywiście.

Swoją drogą to na odległość to można mieć albo przyjaciół, albo ewentualnie jakichś sporadycznych kochanków.



Dlatego w pewnym momencie czułam, że trzyma mnie jako zapełniacz czasu dopóki nie znajdzie docelowej osoby. To też mu mówiłam
I chyba tak też było
Pytałam go jak to dalej ma wyglądać i co powinniśmy zrobić w tej sytuacji to odpowiadał tylko, że nadal być razem dla siebie.
Bardzo dziwne i kołujące


Wiecie, natłok myśli mnie przytłacza bo mam poczucie winy ale też widzę jak ta sytuacja była niepewna

16 Ostatnio edytowany przez gtx102 (2025-01-08 11:07:18)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Vinilia90 napisał/a:

(...)Pytałam go jak to dalej ma wyglądać i co powinniśmy zrobić w tej sytuacji to odpowiadał tylko, że nadal być razem dla siebie.(...)

Czy wy w ogóle się spotykaliście na żywo ?. Z tego co wyczytałem, to nie. W takim razie jak to jest możliwe, że w ogóle zaczęłaś kontrolować co on robi i o jakim "razem" w ogóle jest tutaj mowa ?

Wkręciłaś się w fikcję, co można by było zrozumieć, gdybyś była nastolatką, a nie dorosłą osobą. Zastanów się nad sobą, jak w ogóle można się czymkolwiek "szarpać", czy nad czym się w ogóle zastanawiać, gdy nawet nie widziało się drugiej osoby, nie dotknęło jej, nie zakochało, czy nie poszło z nią do łóżka ? W ten właśnie sposób bywają kobiety, że napisze do nich "żołnierz amerykański", a one przelewają mu oszczędności całego życia. To nie jest "wina" gościa, jeżeli można tak w ogóle mówić, bo też coś mu widocznie w życiu nie styka, a obydwu stron, że w ogóle w coś takiego chce im się bawić i jeszcze to przeżywać. To jest wszystko iluzja w głowie jednej i drugiej strony.

On jest oszustem według Ciebie ? Stwierdziłbym tylko, że jest tak samo zagubiony jak ty. Też zupełnie niedorosły, bo jeszcze tłumaczący się przed kobietą i to taką, którą na oczy nie widział. To wszystko brzmi jak rozdział z książki Lema: Bajki robotów, gdzie jedna robocica, niby zakochała się w człowieku i to pomimo, ze czegoś takiego jak człowiek, na oczy nie widziała.

Poznaj sobie kogoś na żywo, ale nie wymuszaj na nim, żeby do Ciebie pisał, nie dopytuj się co robił, z kim robił itd, bo to nie ma najmniejszego sensu. A jeżeli uważasz, że nie dajesz rady inaczej postępować (zawłaszczać go i kontrolować), to się umów do psychologa, bo tak zyć się nie da i nikt normalny z taką osobą, nie wytrzyma. Jedyne co byście potencjalnie stworzyli to silnie toksyczną relację, którą już zresztą stworzyłaś i to wirtualnie. Żeby tak nie było, to przed wejściem w potencjalne związki, musimy mieć ustabilizowane poczucie własnej wartości i być stabilnym emocjonalnie.

17

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
gtx102 napisał/a:
Vinilia90 napisał/a:

(...)Pytałam go jak to dalej ma wyglądać i co powinniśmy zrobić w tej sytuacji to odpowiadał tylko, że nadal być razem dla siebie.(...)

Czy wy w ogóle się spotykaliście na żywo ?. Z tego co wyczytałem, to nie. W takim razie jak to jest możliwe, że w ogóle zaczęłaś kontrolować co on robi i o jakim "razem" w ogóle jest tutaj mowa ?

Wkręciłaś się w fikcję, co można by było zrozumieć, gdybyś była nastolatką, a nie dorosłą osobą. Zastanów się nad sobą, jak w ogóle można się czymkolwiek "szarpać", czy nad czym się w ogóle zastanawiać, gdy nawet nie widziało się drugiej osoby, nie dotknęło jej, nie zakochało, czy nie poszło z nią do łóżka ? W ten właśnie sposób bywają kobiety, że napisze do nich "żołnierz amerykański", a one przelewają mu oszczędności całego życia. To nie jest "wina" gościa, jeżeli można tak w ogóle mówić, bo też coś mu widocznie w życiu nie styka, a obydwu stron, że w ogóle w coś takiego chce im się bawić i jeszcze to przeżywać. To jest wszystko iluzja w głowie jednej i drugiej strony.

On jest oszustem według Ciebie ? Stwierdziłbym tylko, że jest tak samo zagubiony jak ty. Też zupełnie niedorosły, bo jeszcze tłumaczący się przed kobietą i to taką, którą na oczy nie widział. To wszystko brzmi jak rozdział z książki Lema: Bajki robotów, gdzie jedna robocica, niby zakochała się w człowieku i to pomimo, ze czegoś takiego jak człowiek, na oczy nie widziała.

Poznaj sobie kogoś na żywo, ale nie wymuszaj na nim, żeby do Ciebie pisał, nie dopytuj się co robił, z kim robił itd, bo to nie ma najmniejszego sensu. A jeżeli uważasz, że nie dajesz rady inaczej postępować (zawłaszczać go i kontrolować), to się umów do psychologa, bo tak zyć się nie da i nikt normalny z taką osobą, nie wytrzyma. Jedyne co byście potencjalnie stworzyli to silnie toksyczną relację, którą już zresztą stworzyłaś i to wirtualnie. Żeby tak nie było, to przed wejściem w potencjalne związki, musimy mieć ustabilizowane poczucie własnej wartości i być stabilnym emocjonalnie.


Nie kontrolowałam go, nie zawłaszczałam, nie miałam problemu z tym, że żyje swoim życiem bo nie miałam takiego prawa nawet i nie poczuwałam się do tego. Ale jednak po 3 miesiącach gdzie człowiek pisał do mnie ciągle i nieustannie, pisał o wszystkim i o niczym, zawsze był obecny, nagle znika i nie jest w stanie nawet wytłumaczyć co się dzieje, to daje do myślenia po prostu.
Nie robiłam problemów, rozmawialiśmy i jedynie co to prosiłam, żeby mi dał znać że go nie będzie i tyle. Nie robił tego tylko dalej znikał.
Żyłam w takim razie swoim życiem tak jak on
Żaden człowiek nie lubi zostawać nagle w zawieszeniu, w ciszy, bez odpowiedzi.
Skąd mogłam wiedzieć czy jeszcze w ogóle się odezwie? Mimo tego, że to z boku wygląda śmiesznie to żaden człowiek nie zasługuje na takie zniknięcie bez słowa.

Jestem wrażliwa, naiwna, taki mam charakter, staram się to zmienić. Dlatego stawiam granice ale niestety nie potrafię być konsekwentna bo po tylu porażkach jestem zwyczajnie bezsilna jeśli ktoś okaże mi więcej ciepła.

Rozmawialiśmy długie godziny przez telefon, face time, staraliśmy się jakoś trzymać i zobaczyć co będzie.

Wiem, że to głupie. No cóż. Mija tydzień, czuję się lepiej choć brakuje mi go.

Mam też świadomość, że to nie miałoby sensu dlatego myślę o tym pozytywnie, czeka nas oboje coś lepszego w życiu.

Z oszustem chodziło mi jedynie o to, że uzgodniliśmy razem, że nie będzie znikania bez słowa a jak któreś poczuje, że chce odejść to jasno zakomunikować i się rozejść w swoje strony i tyle.

Niestety dostałam w twarz tym czego się obawiałam i jestem zawiedziona bo przecież po drugiej stronie ekranu był również chyba rozumny człowiek, który z premedytacją się zachował jak się zachował.

18

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Tez tak mialam. Po prostu z dnia na dzien przestalam do niego pisac i tyle, skoro dorosly chlop nie rozumie prostych slow "ze jest dla mnie jak kumpel" to trzeba mu to dobitnie wyjasnic

19

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Vinilia90 napisał/a:

Dziękuję Ci bardzo za wyczerpującą odpowiedź
Tak, wiem co robiłam ale ja poważnie nie chciałam się wkręcać.
Nie tylko ja spędzałam czas z innymi ludźmi, niestety on zaczął częściej wychodzić kiedy ja siedziałam w domu więc pomyślałam sobie, że może lepiej jak się odsuniemy od siebie

Fakt jest taki, że w listopadzie przyjechał do kumpla, mieliśmy się spotkać ale on urwał kontakt na te parę dni i nie reagował na na żadne próby kontaktu z mojej strony żeby w ostatni dzień jego pobytu zrobić mi jazdę o to, że na niego nie czekałam.
Ja nie wiedziałam co robić i przyjęłam opcję, że gość mnie po prostu wyrolował. Oboje się wściekliśmy i pożarliśmy, znów długie rozmowy, on wrócił do siebie. Wstyd mi za to było, bardzo żałowałam ale w tamtym momencie niestety zostawiona sama sobie na 4 dni bez odzewu zbyt dużo myślałam smile

planowaliśmy kolejny raz ale wyszło jak wyszło.

Jak teraz tak patrzę co pisze dochodzi do mnie, że to ja zawaliłam w ogromnej mierze. Zostawiając go tylko go utwierdziłam w tym jego przekonaniu, że nie traktuje go poważnie…

Krążyliśmy wokół siebie on nie wiedząc tak naprawdę co ja czuję a ja myśląc, że ze mną pogrywa. No cóż widocznie oboje nie byliśmy ze soba szczerzy i klapa.


Najchętniej bym po prostu go przeprosiła, czasem człowiek w natłoku emocji nie myśli ani trochę racjonalnie. Ja przyjęłam postawę obronną i dupa.

Dobrze mieć świeże spojrzenie na wszystko

Wyciągnę wnioski na przyszłość.
Ale nie wracam na żadne portale randkowe smile

Vinilijko Miła!

Dwie sprawy jeszcze...

Nie zawsze w życiu mamy szczęście uczyć się relacji na dobrych wzorcach. Czasem po prostu nie mamy skąd ich czerpać, a od tysiącleci fabrycznie wbudowane w człowieka marzenia o dobru, prawdzie i pięknie niestety nie zawsze ziszczają się w nas samych i w innych ludziach w których chcemy je widzieć... Taka usterka techniczna : - )))

Dlatego wielką robotą dla większości ludzi jest uczenie się co to znaczy obdarzać kogoś uczuciem, czym jest stan zakochania, jakie są warunki, by tworzyć udaną relację, co to znaczy kogoś kochać, jednocześnie stąpając realnie po ziemi i nie zatracając się w jakiejś chorej pogoni za okruchami zainteresowania czy uczucia, którym ktoś nas obdarza.
Poszukaj w swoim otoczeniu ludzi, od których możesz się tego uczyć, z którymi można o tym porozmawiać. Jeśli nie dostrzegasz ich w obecnej chwili wokół siebie, to na szczęście jest mnóstwo treści na ten temat w internecie, mądrych podcastów z psychologami, psychiatrami, ludźmi, którzy doświadczyli czegoś podobnego co Ty i wiele książek, nawet w najbliższej bibliotece publicznej.

To, co obydwoje uznaliście jako zarzut - czyli spotykanie się z innymi ludźmi w trakcie trwania Waszej znajomości - jest akurat jedną z lepszych dróg do tego, aby po pierwsze zweryfikować te wszystkie wizje, które wyhodowałaś w swojej głowie, bo potrzeba kogoś, aby zrobił Ci zimny prysznic, pozwolił przejrzeć się jak w lustrze Twoim imaginacjom i stwierdził, że to straszna siara. Im więcej takich ludzi, którzy są Tobie życzliwi i których możesz zapytać wprost, co myślą o gościu z Tindera, który w Tobie widzi sens swojego życia (i zwykle wypisuje takie teksty z kibla, gdzie siedzi ukryty z telefonem) im więcej mężczyzn w życiu poznasz, tym szybciej będziesz się orientować, że bajkopisarz z internetów, który, jak gejzer z Yellowstone   z co godzinę wydziela z siebie trochę ciepłej pary, jest po prostu czarodziejem, a Ty uległaś magii i fantazji na jego temat.
Nie martw się. Mam takie znajome, które ze dwa lata pisały z takimi klitusiami - bajdusiami, bo albo same twierdziły, że nie mogą się z nimi spotkać bo są za grube, albo gość okazywał się mieć partnerkę/ żonę i przychówek stąd nigdy nie spotykał się z osobą do której pisał, bo jemu nie o spotkania chodziło, tylko o to, żeby poklikać w klawiaturę z jakąś gąską, która dała się nabrać. Są też i tacy, co się spotykają, a jakże i też ukrywają kim są naprawdę, ale to nie Twój (na szczęście) przypadek.

Jesteś doskonałym przykładem, jak złożoną istotą jest człowiek i jak jego wyobrażenia mogą tworzyć wizje, których nie ma i nigdy nie było. Czasem, w ekstremalnych warunkach pozwala to człowiekowi przetrwać jakiś czas, ale w takich przypadkach, jak Twój staje się jedynie doskonałym studium dla psychologów i tylko tym. Bo Ty, jak wstaniesz i się otrzepiesz z tych wszystkich słodkich słówek, którymi pozwoliłaś się oblepić, jak już ten wirtualny lukier z Ciebie spłynie, to sama zobaczysz, że z tej znajomości nie dostałaś nic czego pragnęłaś. Że zbudowałaś sobie domek z kart (tylko tych z serduszkami) i że Twoja fantazja spłatała Ci figla i wkręciłaś się w gościa, którego w Twoim realnym życiu NIE MA, a którego oglądasz tylko na obrazkach. Zadaj sobie pytanie, czego nie dostałaś, czego Ci zabrakło i jaką pustkę w sobie wypełniłaś po brzegi gościem z netu, który zamiast przycwałować do Ciebie z wiechciem w najbliższy możliwy weekend, skręcił z Twoich fantazji jakiś parciany sznurek i trzymał Cię w pełnej gotowości przez tyle czasu!?

Ty chcesz go przepraszać?
Może chcesz w ten sposób znowu nawiązać z nim kontakt i liczysz, że nastąpi aktualizacja systemu, bo on przyjmie Twoje przeprosiny i znowu będzie wydzielał tę słodką trutkę słówek, od której się zwyczajnie uzależniłaś? Chodzisz po ścianach, bo jakaś amba z netu już do Ciebie nie pisze? Tobie nie jest potrzebny do życia drugi człowiek co jest blisko, ma ciepłe łapki, mądry i odpowiedzialny łebek i zabierze Cię czasem na długi spacer, czasem pozwoli ze sobą mecz obejrzeć i taki co czasem ma katar, co chodzi siku, tylko jakiś bot z internetów, co nawet nie chce Cię raz zobaczyć? Weź sobie wygeneruj takiego z AI i też z nim pogadasz na czacie. Serio!

Uszy do góry Vinilio! Zejdź już z chmur na ziemię. Zobacz, gdzie jesteś. I dostrzeż, że nikogo obok Ciebie nie ma. Że to fantazma. Że ona jest tylko do chwili, w której telefon lub laptop się nie rozładuje...
Nikogo nie musisz przepraszać. Nikomu na tych przeprosinach nie zależy. Że po prostu to sobie uroiłaś.

I zacznij żyć tym, co jest.
Powodzenia!

20

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Związki na odległość to zły pomysł. Bo myślisz co kto robi w tym czasie. A myśli głupie się nasuwają.

21

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Jareccki00 napisał/a:

Związki na odległość to zły pomysł. Bo myślisz co kto robi w tym czasie. A myśli głupie się nasuwają.

Zgadzam sie. Nie chciala bym.byc w takim zwiazku. Zreszta w zadnym bym nie chciala byc

22

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
aurora borealis napisał/a:
Vinilia90 napisał/a:

Dziękuję Ci bardzo za wyczerpującą odpowiedź
Tak, wiem co robiłam ale ja poważnie nie chciałam się wkręcać.
Nie tylko ja spędzałam czas z innymi ludźmi, niestety on zaczął częściej wychodzić kiedy ja siedziałam w domu więc pomyślałam sobie, że może lepiej jak się odsuniemy od siebie

Fakt jest taki, że w listopadzie przyjechał do kumpla, mieliśmy się spotkać ale on urwał kontakt na te parę dni i nie reagował na na żadne próby kontaktu z mojej strony żeby w ostatni dzień jego pobytu zrobić mi jazdę o to, że na niego nie czekałam.
Ja nie wiedziałam co robić i przyjęłam opcję, że gość mnie po prostu wyrolował. Oboje się wściekliśmy i pożarliśmy, znów długie rozmowy, on wrócił do siebie. Wstyd mi za to było, bardzo żałowałam ale w tamtym momencie niestety zostawiona sama sobie na 4 dni bez odzewu zbyt dużo myślałam smile

planowaliśmy kolejny raz ale wyszło jak wyszło.

Jak teraz tak patrzę co pisze dochodzi do mnie, że to ja zawaliłam w ogromnej mierze. Zostawiając go tylko go utwierdziłam w tym jego przekonaniu, że nie traktuje go poważnie…

Krążyliśmy wokół siebie on nie wiedząc tak naprawdę co ja czuję a ja myśląc, że ze mną pogrywa. No cóż widocznie oboje nie byliśmy ze soba szczerzy i klapa.


Najchętniej bym po prostu go przeprosiła, czasem człowiek w natłoku emocji nie myśli ani trochę racjonalnie. Ja przyjęłam postawę obronną i dupa.

Dobrze mieć świeże spojrzenie na wszystko

Wyciągnę wnioski na przyszłość.
Ale nie wracam na żadne portale randkowe smile

Vinilijko Miła!

Dwie sprawy jeszcze...

Nie zawsze w życiu mamy szczęście uczyć się relacji na dobrych wzorcach. Czasem po prostu nie mamy skąd ich czerpać, a od tysiącleci fabrycznie wbudowane w człowieka marzenia o dobru, prawdzie i pięknie niestety nie zawsze ziszczają się w nas samych i w innych ludziach w których chcemy je widzieć... Taka usterka techniczna : - )))

Dlatego wielką robotą dla większości ludzi jest uczenie się co to znaczy obdarzać kogoś uczuciem, czym jest stan zakochania, jakie są warunki, by tworzyć udaną relację, co to znaczy kogoś kochać, jednocześnie stąpając realnie po ziemi i nie zatracając się w jakiejś chorej pogoni za okruchami zainteresowania czy uczucia, którym ktoś nas obdarza.
Poszukaj w swoim otoczeniu ludzi, od których możesz się tego uczyć, z którymi można o tym porozmawiać. Jeśli nie dostrzegasz ich w obecnej chwili wokół siebie, to na szczęście jest mnóstwo treści na ten temat w internecie, mądrych podcastów z psychologami, psychiatrami, ludźmi, którzy doświadczyli czegoś podobnego co Ty i wiele książek, nawet w najbliższej bibliotece publicznej.

To, co obydwoje uznaliście jako zarzut - czyli spotykanie się z innymi ludźmi w trakcie trwania Waszej znajomości - jest akurat jedną z lepszych dróg do tego, aby po pierwsze zweryfikować te wszystkie wizje, które wyhodowałaś w swojej głowie, bo potrzeba kogoś, aby zrobił Ci zimny prysznic, pozwolił przejrzeć się jak w lustrze Twoim imaginacjom i stwierdził, że to straszna siara. Im więcej takich ludzi, którzy są Tobie życzliwi i których możesz zapytać wprost, co myślą o gościu z Tindera, który w Tobie widzi sens swojego życia (i zwykle wypisuje takie teksty z kibla, gdzie siedzi ukryty z telefonem) im więcej mężczyzn w życiu poznasz, tym szybciej będziesz się orientować, że bajkopisarz z internetów, który, jak gejzer z Yellowstone   z co godzinę wydziela z siebie trochę ciepłej pary, jest po prostu czarodziejem, a Ty uległaś magii i fantazji na jego temat.
Nie martw się. Mam takie znajome, które ze dwa lata pisały z takimi klitusiami - bajdusiami, bo albo same twierdziły, że nie mogą się z nimi spotkać bo są za grube, albo gość okazywał się mieć partnerkę/ żonę i przychówek stąd nigdy nie spotykał się z osobą do której pisał, bo jemu nie o spotkania chodziło, tylko o to, żeby poklikać w klawiaturę z jakąś gąską, która dała się nabrać. Są też i tacy, co się spotykają, a jakże i też ukrywają kim są naprawdę, ale to nie Twój (na szczęście) przypadek.

Jesteś doskonałym przykładem, jak złożoną istotą jest człowiek i jak jego wyobrażenia mogą tworzyć wizje, których nie ma i nigdy nie było. Czasem, w ekstremalnych warunkach pozwala to człowiekowi przetrwać jakiś czas, ale w takich przypadkach, jak Twój staje się jedynie doskonałym studium dla psychologów i tylko tym. Bo Ty, jak wstaniesz i się otrzepiesz z tych wszystkich słodkich słówek, którymi pozwoliłaś się oblepić, jak już ten wirtualny lukier z Ciebie spłynie, to sama zobaczysz, że z tej znajomości nie dostałaś nic czego pragnęłaś. Że zbudowałaś sobie domek z kart (tylko tych z serduszkami) i że Twoja fantazja spłatała Ci figla i wkręciłaś się w gościa, którego w Twoim realnym życiu NIE MA, a którego oglądasz tylko na obrazkach. Zadaj sobie pytanie, czego nie dostałaś, czego Ci zabrakło i jaką pustkę w sobie wypełniłaś po brzegi gościem z netu, który zamiast przycwałować do Ciebie z wiechciem w najbliższy możliwy weekend, skręcił z Twoich fantazji jakiś parciany sznurek i trzymał Cię w pełnej gotowości przez tyle czasu!?

Ty chcesz go przepraszać?
Może chcesz w ten sposób znowu nawiązać z nim kontakt i liczysz, że nastąpi aktualizacja systemu, bo on przyjmie Twoje przeprosiny i znowu będzie wydzielał tę słodką trutkę słówek, od której się zwyczajnie uzależniłaś? Chodzisz po ścianach, bo jakaś amba z netu już do Ciebie nie pisze? Tobie nie jest potrzebny do życia drugi człowiek co jest blisko, ma ciepłe łapki, mądry i odpowiedzialny łebek i zabierze Cię czasem na długi spacer, czasem pozwoli ze sobą mecz obejrzeć i taki co czasem ma katar, co chodzi siku, tylko jakiś bot z internetów, co nawet nie chce Cię raz zobaczyć? Weź sobie wygeneruj takiego z AI i też z nim pogadasz na czacie. Serio!

Uszy do góry Vinilio! Zejdź już z chmur na ziemię. Zobacz, gdzie jesteś. I dostrzeż, że nikogo obok Ciebie nie ma. Że to fantazma. Że ona jest tylko do chwili, w której telefon lub laptop się nie rozładuje...
Nikogo nie musisz przepraszać. Nikomu na tych przeprosinach nie zależy. Że po prostu to sobie uroiłaś.

I zacznij żyć tym, co jest.
Powodzenia!



Dziękuję Ci baaaaardzo smile
Nawet nie wiesz jak to do mnie dotarło. To co napisałaś, trafiło w samo sedno i w sam środek mojej głowy.

Od razu po przeczytaniu poczułam jakby ktoś ściągnął mi z pleców ogromny ciężar. Sama nie wiem co to było, poczucie winy, żal czy zawód nie ważne. Ważne, że otworzyłaś mi oczy i rozjaśniłaś umysł, który jakimś cudem się zamglił oparami fikcji.

Spojrzałam na to jak rzeczywiście na jakąś aplikację w telefonie, która kasuje wszystko po odinstalowaniu lub jakbym skończyła czytać wciągająca książkę.

Nie potrafiłam spojrzeć na to z tej strony i katowałam się myślami jakby to był realny długoletni związek

Poczułam ulgę, przez czas tej relacji chodziłam jak śnięta ryba nie zauważając otaczającego mnie świata… dopiero teraz to zauważam. Boję się trochę z tego cieszyć bo boję się nocy i popołudnia, zwykle wtedy mnie trochę myśli dopada. Jeszcze coś się wewnątrz tli, resztka tych fajnych emocji. Ale powinno być już tylko lepiej smile

Dziękuję jeszcze raz za otwarcie oczu i umysłu. Głupio się wciągnęłam ale jestem mądrzejsza na przyszłość.

Co do przepraszania, chodziło mi jedynie o to że poczułam się winna i naprawdę żal mi się go zrobiło. Nie chciałam kontaktu, za dużo emocji mnie kosztował ostatni tydzień żeby tak o z nim wrócić na dawną ścieżkę.

Potraktuję to jak jakiś marny komediodramat, który skończyłam oglądać

23

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Poczytaj o love-bombingu, ghostingu, orbitingu i breadcrumbingu. Facet może mieć poważne zaburzenia osobowości lub psychiczne.

24 Ostatnio edytowany przez Alessandro (2025-01-08 19:56:52)

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Najważniejsze, abyś Autorko dokładnie odrobiła lekcje po tej całej sytuacji. To pozwoli Ci, aby wyjść na prostą. A za jakiś czas będziesz pukać się czoło i śmiać się z siebie wspominając własne zachowania z przeszłości.

25

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Alessandro napisał/a:

Najważniejsze, abyś Autorko dokładnie odrobiła lekcje po tej całej sytuacji. To pozwoli Ci, aby wyjść na prostą. A za jakiś czas będziesz pukać się czoło i śmiać się z siebie wspominając własne zachowania z przeszłości.

To echo straszne będzie..

26

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Każdy jest kowalem swego losu.

27

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Jesteśmy tylko ludźmi, różnimy się, nie jesteśmy idealni, jedni uzależniają się od fajek a drudzy od emocji smile
Nie sądzę, żebym miała pusto w głowie.

A wnioski wyciągnęłam, dziękuję wszystkim

28

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Vinilia90 napisał/a:

Dziękuję Ci baaaaardzo smile
Nawet nie wiesz jak to do mnie dotarło. To co napisałaś, trafiło w samo sedno i w sam środek mojej głowy.

Od razu po przeczytaniu poczułam jakby ktoś ściągnął mi z pleców ogromny ciężar. Sama nie wiem co to było, poczucie winy, żal czy zawód nie ważne. Ważne, że otworzyłaś mi oczy i rozjaśniłaś umysł, który jakimś cudem się zamglił oparami fikcji.

Spojrzałam na to jak rzeczywiście na jakąś aplikację w telefonie, która kasuje wszystko po odinstalowaniu lub jakbym skończyła czytać wciągająca książkę.

Nie potrafiłam spojrzeć na to z tej strony i katowałam się myślami jakby to był realny długoletni związek

Poczułam ulgę, przez czas tej relacji chodziłam jak śnięta ryba nie zauważając otaczającego mnie świata… dopiero teraz to zauważam. Boję się trochę z tego cieszyć bo boję się nocy i popołudnia, zwykle wtedy mnie trochę myśli dopada. Jeszcze coś się wewnątrz tli, resztka tych fajnych emocji. Ale powinno być już tylko lepiej smile

Dziękuję jeszcze raz za otwarcie oczu i umysłu. Głupio się wciągnęłam ale jestem mądrzejsza na przyszłość.

Co do przepraszania, chodziło mi jedynie o to że poczułam się winna i naprawdę żal mi się go zrobiło. Nie chciałam kontaktu, za dużo emocji mnie kosztował ostatni tydzień żeby tak o z nim wrócić na dawną ścieżkę.

Potraktuję to jak jakiś marny komediodramat, który skończyłam oglądać

Do usług, myśląca i czująca Istoto!
Polecam się ; - )

Przypuszczam, że po tej historii uszczelnisz trochę własne granice. I przesuniesz poczucie własnej wartości z pozycji pionka na królową : - ) Bardzo Ci tego życzę.
Owszem, pewnie tak, jak piszesz uronisz jeszcze łzę, bo nie podałaś informacji jak długo klituś - bajduś trzymał Twe emocje na smyczy najpierw Cię adorując, a potem odsuwając. Nie znam się za bardzo, ale wygląda to na jakiś rodzaj manipulacji, ale zostawmy to, bo istotniejsze jest, że musi być jakiś powód w Tobie, że ktoś taki wdarł się w Twoją uczuciową przestrzeń, mimo iż intuicja ostrzegała Cię od początku... I tu proponuję, abyś pokopała trochę łopatą. Najlepiej do czarnoziemu : - ), by dowiedzieć się dlaczego tak się stało.

Kolejna zagadka dla Ciebie to kwestia kontroli. Będziesz wiedziała najlepiej, czy to ta właśnie sytuacja wywołała w Tobie  poczucie niepewności i lęku, czy ogólnie relacja kojarzy się Tobie z wnikliwą kontrolą z obu stron, sztywnym łączem z chłopem, koniecznością natychmiastowego odpowiadania na wiadomości. Bo tu jest grubo i nie rokuje to dobrze na przyszłość. Musi być jakieś złe doświadczenie, jakaś zadra, jakiś model relacji, który sobie wdrukowałaś. Spróbuj trochę się sama siebie o to podpytać.

Życzę Ci wiary, że uporasz się z tym wszystkim jak najszybciej. Dużo dobrego!

29

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
New Me napisał/a:
Jareccki00 napisał/a:

Związki na odległość to zły pomysł. Bo myślisz co kto robi w tym czasie. A myśli głupie się nasuwają.

Zgadzam sie. Nie chciala bym.byc w takim zwiazku. Zreszta w zadnym bym nie chciala byc

Powiem tak. Różnie w życiu bywa, ale co spotkanie w realu to w realu.

30

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa
Marthe napisał/a:

W przypadku takiej relacji to osoby musiałby szybko podjąć decyzję o np. zmianie miejsca zamieszkania. Ewentualnie zamieszkać razem. W przypadku gdy np nie jesteś lub on w stanie rzucić pracy/studiów, swojego obecnego życia i się przeprowadzić to nie warto na takie rzeczy tracić czasu.

Dokładnie, im dłużej trwa ten stan tym trudniej z niego wyjść.

31

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Znam ten typ ludzi jak ten gość i uwierz mi nie byłabyś z nim szczęśliwa nawet jakby się wszystko ułożyło.

32

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Najpiekniejszy czar chwil kiedyś pryska. Wtedy kiedy kontakt zaczął się urywac on znikał na bank poznał ową dziewczynę. Była realna na wyciągnięcie ręki.
Te jego ataki zazdrości były dobrze wyreżyserowane po to aby powoli znajomość kończyć.
Daj sobie czas a wszystko sie ułoży.

33

Odp: Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Nie warto żyć iluzją i wyobrażeniem o drugiej osobie, bo można zrobić sobie krzywdę. Miałem kiedyś podobną sytuację z osobą poznaną w necie i nie warto się w to wkręcać i żyć nadzieją. Jeśli chciałby się spotkać, to by się spotkał. Lizanie lizaka przez szybę szczęścia nie da, lepiej od razu konkretnie przejść do rzeczy i się spotkać, jeśli któraś strona nie chce, to lepiej to zakończyć lub traktować to na luzie bez angażowania się emocjonalnie. Poczytaj sobie mój temat, bo coś podobnego przeżyłem. Według mnie nie warto do tego wracać, trzeba się podnieść i iść do przodu próbując poznać kogoś realnie. Wiara w takie wyobrażenia to w pewnym sensie oszukiwanie samego siebie.

Posty [ 33 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moje odejście, brak kontaktu, znajomość Internetowa

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026