Bardzo proszę Was o poradę mądre kobiety. Jestem z facetem już od dwóch lat, nie mieszkamy razem, partner często miewa delegacje, ma swoje mieszkanie, a ja mieszkam oddzielnie. Mój partner jest osobą z jednej strony spokojna , a z drugiej strony lubi alkohol i imprezy w weekendy z kolegami, co często mnie smuci. Bywało tak, że mnie zostawiał i jechał sobie na impreze. Oczywiście mamy codzienny kontakt telefoniczny, jednak przez jego delegacje widujemy się jedynie w weekendy, kiedyś było to czesciej. Ja mam już 32 lata, i czuję ,że utknęliśmy w martwym punkcie. Nie rozmawia o przyszłości, nie robi planów a gdy go zapytam o przyszłość to odpowiada ,że on nie chce ani ślubu ani dziecka, że nawet o tym nie myśli, a ja czuję, że jestem już na to gotowa. Przez cały tydzień jestem sama, nie jest zbyt wylewny w uczuciach, bardzo ciężko do niego dotrzeć, mimo że jestem otwarta osoba. Nasz związek polega na tym, że przyjedzie w piątek a odwozi mnie w niedzielę, ja bym chciała czegoś więcej niż tylko to....jest bardzo zapatrzony na siebie, swoje nowe mieszkanie, siłownie i kolegów. Bardzo proszę o pomoc, czy czekać czy odejść ? Naprawdę boje się że on nigdy nie dojrzeje do poważnych decyzji a ja zostanę sama już na zawsze
1 2024-01-22 23:05:47 Ostatnio edytowany przez Lady01 (2024-01-22 23:06:53)
Podobne tematy
Bardzo proszę Was o poradę mądre kobiety. Jestem z facetem już od dwóch lat, nie mieszkamy razem, partner często miewa delegacje, ma swoje mieszkanie, a ja mieszkam oddzielnie. Mój partner jest osobą z jednej strony spokojna , a z drugiej strony lubi alkohol i imprezy w weekendy z kolegami, co często mnie smuci. Bywało tak, że mnie zostawiał i jechał sobie na impreze. Oczywiście mamy codzienny kontakt telefoniczny, jednak przez jego delegacje widujemy się jedynie w weekendy, kiedyś było to czesciej. Ja mam już 32 lata, i czuję ,że utknęliśmy w martwym punkcie. Nie rozmawia o przyszłości, nie robi planów a gdy go zapytam o przyszłość to odpowiada ,że on nie chce ani ślubu ani dziecka, że nawet o tym nie myśli, a ja czuję, że jestem już na to gotowa. Przez cały tydzień jestem sama, nie jest zbyt wylewny w uczuciach, bardzo ciężko do niego dotrzeć, mimo że jestem otwarta osoba. Nasz związek polega na tym, że przyjedzie w piątek a odwozi mnie w niedzielę, ja bym chciała czegoś więcej niż tylko to....jest bardzo zapatrzony na siebie, swoje nowe mieszkanie, siłownie i kolegów. Bardzo proszę o pomoc, czy czekać czy odejść ? Naprawdę boje się że on nigdy nie dojrzeje do poważnych decyzji a ja zostanę sama już na zawsze
Tylko na co masz czekać?
Chcesz być w takim związku, który Ci nie odpowiada w wielu kwestiach, sama sobie odpowiedz.
Bardzo proszę Was o poradę mądre kobiety. Jestem z facetem już od dwóch lat, nie mieszkamy razem, partner często miewa delegacje, ma swoje mieszkanie, a ja mieszkam oddzielnie. Mój partner jest osobą z jednej strony spokojna , a z drugiej strony lubi alkohol i imprezy w weekendy z kolegami, co często mnie smuci. Bywało tak, że mnie zostawiał i jechał sobie na impreze. Oczywiście mamy codzienny kontakt telefoniczny, jednak przez jego delegacje widujemy się jedynie w weekendy, kiedyś było to czesciej. Ja mam już 32 lata, i czuję ,że utknęliśmy w martwym punkcie. Nie rozmawia o przyszłości, nie robi planów a gdy go zapytam o przyszłość to odpowiada ,że on nie chce ani ślubu ani dziecka, że nawet o tym nie myśli, a ja czuję, że jestem już na to gotowa. Przez cały tydzień jestem sama, nie jest zbyt wylewny w uczuciach, bardzo ciężko do niego dotrzeć, mimo że jestem otwarta osoba. Nasz związek polega na tym, że przyjedzie w piątek a odwozi mnie w niedzielę, ja bym chciała czegoś więcej niż tylko to....jest bardzo zapatrzony na siebie, swoje nowe mieszkanie, siłownie i kolegów. Bardzo proszę o pomoc, czy czekać czy odejść ? Naprawdę boje się że on nigdy nie dojrzeje do poważnych decyzji a ja zostanę sama już na zawsze
Czekac na co? Cudow nie ma. Odejsc i to szybko, bo marnujesz swoj czas, nie pasujecie do siebie, on nie chce tego co ty. Nie ma tu miejsca na kompromis, bo nie da sie miec polowy slubu i polowy dziecka.
To tego jest pijusem i hulaka. Malo sie spotykacie, to w ogole nie brzmi jak zwiazek a juz na pewno nie jakis powazny. Dla niego ten zwiazek to tyko z nazwy a na prawde on traktuje cie tylko jak czasoumilacz, nie jak powazna partnerke.
Szanuj sie.
Bardzo proszę Was o poradę mądre kobiety. Jestem z facetem już od dwóch lat, nie mieszkamy razem, partner często miewa delegacje, ma swoje mieszkanie, a ja mieszkam oddzielnie. Mój partner jest osobą z jednej strony spokojna , a z drugiej strony lubi alkohol i imprezy w weekendy z kolegami, co często mnie smuci. Bywało tak, że mnie zostawiał i jechał sobie na impreze. Oczywiście mamy codzienny kontakt telefoniczny, jednak przez jego delegacje widujemy się jedynie w weekendy, kiedyś było to czesciej. Ja mam już 32 lata, i czuję ,że utknęliśmy w martwym punkcie. Nie rozmawia o przyszłości, nie robi planów a gdy go zapytam o przyszłość to odpowiada ,że on nie chce ani ślubu ani dziecka, że nawet o tym nie myśli, a ja czuję, że jestem już na to gotowa. Przez cały tydzień jestem sama, nie jest zbyt wylewny w uczuciach, bardzo ciężko do niego dotrzeć, mimo że jestem otwarta osoba. Nasz związek polega na tym, że przyjedzie w piątek a odwozi mnie w niedzielę, ja bym chciała czegoś więcej niż tylko to....jest bardzo zapatrzony na siebie, swoje nowe mieszkanie, siłownie i kolegów. Bardzo proszę o pomoc, czy czekać czy odejść ? Naprawdę boje się że on nigdy nie dojrzeje do poważnych decyzji a ja zostanę sama już na zawsze
Facet mówi ci wyrażnie, prosto w twarz jakie ma plany życiowe, one nijak się mają do tego czego ty chcesz, a ty czekasz na cud? Przecież on cię prędzej czy później i tak zostawi, bo na co mu taka ciągle jęcząca baba, kiedy on chce się bawić i używać życia. Teraz masz może jakiś powiew świeżości, jeszcze, ale za rok czy dwa?
Sorry za szczerość, ale jesteś następną frustratką która chce poznanego faceta zmienić na takiego, który będzie jej odpowiadał i nie przyjmuje do wiadomości prostych komunikatów; NIE JESTEM TAKI JAKIEGO CHCESZ.
Ogarnij się kobieto.
On Ci wyraźnie powiedział na co możesz liczyć: na nic.
Jesteś tylko panią która umila mu weekend.
Sama powiedziałaś, dla niego liczą się koledzy, siłownia, imprezy i alkohol.
Ty się nie liczysz. Jeżeli facet widzi przyszłość z daną kobietą, to stara się ją zaklepać. Proponuję wspólne mieszkanie, oświadcza się i bierze w końcu ślub. Tutaj chłop po 2 latach nawet nie chciał z tobą zamieszkać, a ty o jakimś ślubie mówisz czy dzieciach. Jesteś bo jesteś, jutro może ci napisać SMSa że to koniec i tyle po twoim " związku"
Z tym człowiekiem nic nie osiągniesz.
Jesteś sex-rozrywka. Za darmo, bez szukania i na pstryknięcie palcami.
Młoda jesteś, szukaj faceta do życia a nie chłopca, który życie traktuje jak zabawę.
To nie jest związek tylko weekendowy seks. Nic więcej. Nie marnuj czasu.
No właśnie ja wiem, mówi, że kocha, rozmawiamy codziennie...ale mi brakuje go na co dzień, mówiłam mu czego chce, jednak dalej to wygląda tak, że są to tylko weekendy a w tygodniu rozmowy telefoniczne, na początku nie chciał ze mną mieszkać, później jakby zmienił zdanie, ale wciąż to się nie stało. .
Odejdź.
Szukasz stabilizacji, związku, miłości. To nie ten adres.
Z tego nic nie będzie. Szukaj kogoś innego....
10 2024-01-23 01:56:42 Ostatnio edytowany przez blueangel (2024-01-23 01:57:09)
Taki zwiazrk mialby sens gdybys chciala czegos lekkiego. On sie nie nadaje na meza ani ojca. Nawet jesli sie pojawi dziecko to zostaniesz samotna matka. A on dalej bedzie sie bawil z kolegami i juz nowa panna bez klopotu.
Bywało tak, że mnie zostawiał i jechał sobie na impreze.
Czy ja dobrze rozumiem, że jechał na tą imprezę, kiedy byłaś u niego na weekend i zostawiał Cię samą w jego mieszkaniu?
Wypunktujmy zatem:
Mój partner (...):
* lubi alkohol i imprezy w weekendy z kolegami, co często mnie smuci
* nie rozmawia o przyszłości, nie robi planów
* nie chce ani ślubu ani dziecka, nawet o tym nie myśli
* nie jest zbyt wylewny w uczuciach, bardzo ciężko do niego dotrzeć
* jest bardzo zapatrzony na siebie, swoje nowe mieszkanie, siłownie i kolegów
Trzeba tu jeszcze coś dodawać?
Jeśli chcesz to czekaj, ale gwarantuję Ci, że się nie doczekasz, a na pewno nie w ciągu najbliższych kilku lat.
Autorko pytasz czy czekać. Ale na co? Aż mu się odmieni ? Serio wierzysz że to jeszcze jest możliwe? On już dawno osiadł w tej relacji na laurach i jeśli nawet czuł jakieś mocniejsze emocje czy zauroczenie to minęły na rzecz stabilnego układu który wygląda tak… ma kobietę do sexu na weekendy. Nie musi chodzić na prostytuki ani uganiać się za laskami po klubach, zdobywać, kupować kwiatów itp. A tak poza tym jest wolnym gościem który mieszka bez Ciebie, imprezuje bez Ciebie, żyje bez Ciebie. Układ idealny, na który naprawdę niewiele kobiet się na dłuższą metę zdecyduje chyba że też lubią okazjonalny sex bez zobowiązań. A Ty liczysz że nagle któregoś dnia klęknie z pierścionkiem, poprosi Cię o rękę i zaproponuje wspólne życie. Równie dobrze pracodawca może liczyć na to że pracownik przyjdzie i zaproponuje któregoś dnia że on będzie pracował pro bono. Taka sama odklejona wizja.
Co więcej ten facet wprost Ci mówi że on tego nie chce,nie potrzebuje i nawet nie bierze pod uwagę. Także za kilka lat kiedy zostaniesz w tym samym punkcie, w którym jesteś dzisiaj tylko starsza i z mniejszymi szansami na rodzinę będziesz mogła mieć pretensje tylko do siebie bo on Cię w żaden sposób nie okłamuje. Jesteś jak niektóre kobiety które zostają przy damskim bokserze lub alkoholiku bo „on się zmieni” albo fundują sobie w kryzysie związkowym dziecko bo „ ono scementuje związek” a potem płaczą że zmarnowały życie i zostały oszukane. Same siebie oszukały albo nie myślały. Ty zacznij myśleć trzeźwo. To że gość dzwoni i mówi że kocha to żaden wysiłek. W nagrodę ma sex bez zobowiązań. Ja nie wątpię że on kocha ten układ z Tobą ale to kochanie wygody i bezproblemowosci tej relacji a nie prawdziwe uczucie do drugiego człowieka.
13 2024-01-23 09:23:13 Ostatnio edytowany przez Legat (2024-01-23 09:27:01)
Człowiek a w tym przypadku kobieta, ma dziwną naturę. Kogoś kto jest pomocny, zaangażowany najczęściej zlewa, albo traktuje byle jak. Gdy facet ma ją gdzieś, stawia na ostatnim miejscu, ale ma np. wysoki status - no to już byłaby z nim długo, już by za nim biegała, oddała mu wszystko. Planuje ślub i dzieci.
Bardzo proszę Was o poradę mądre kobiety. Jestem z facetem już od dwóch lat, nie mieszkamy razem, partner często miewa delegacje, ma swoje mieszkanie, a ja mieszkam oddzielnie. Mój partner jest osobą z jednej strony spokojna , a z drugiej strony lubi alkohol i imprezy w weekendy z kolegami, co często mnie smuci. Bywało tak, że mnie zostawiał i jechał sobie na impreze. Oczywiście mamy codzienny kontakt telefoniczny, jednak przez jego delegacje widujemy się jedynie w weekendy, kiedyś było to czesciej. Ja mam już 32 lata, i czuję ,że utknęliśmy w martwym punkcie. Nie rozmawia o przyszłości, nie robi planów a gdy go zapytam o przyszłość to odpowiada ,że on nie chce ani ślubu ani dziecka, że nawet o tym nie myśli, a ja czuję, że jestem już na to gotowa. Przez cały tydzień jestem sama, nie jest zbyt wylewny w uczuciach, bardzo ciężko do niego dotrzeć, mimo że jestem otwarta osoba. Nasz związek polega na tym, że przyjedzie w piątek a odwozi mnie w niedzielę, ja bym chciała czegoś więcej niż tylko to....jest bardzo zapatrzony na siebie, swoje nowe mieszkanie, siłownie i kolegów. Bardzo proszę o pomoc, czy czekać czy odejść ? Naprawdę boje się że on nigdy nie dojrzeje do poważnych decyzji a ja zostanę sama już na zawsze
Widzisz, praca oparta głównie na delegacjach to bardzo ciężkie pole do budowania i rozwinięcia związku. Wiem, bo sam to mam od lat i niełatwo mi było coś zbudować po rozwodzie. Dziś w zasadzie każdy weekend dzielę między córkę, partnerkę (też mieszkamy osobno, choć niedługo się to zmieni), potrzebuję też trochę czasu dla siebie... i muszę przyznać że ten czas jest całkowicie wypełniony, nieraz przydałby mi się kolejny dzień weekendu, taki tylko dla mnie. Coraz bardziej też (właśnie ze względu na ten brak czasu w domu) ciąży mi ta praca wyjazdowa.
Dlatego jeśli pytasz o Wasze perspektywy, to... jeśli on nie zmieni pracy na robotę na miejscu, to nie da się tu jeszcze wcisnąć dziecka i normalnego życia rodzinnego; będzie musiał zrezygnować z kolegów i być może siłki. Bo taki układ przy pracy wyjazdowej prędzej czy później się wykrzaczy.
Ja już próbowałam odejść, ale za każdym razem mnie zatrzymywał, starał się, nie było dnia żebyśmy nie rozmawiali, jednak nie chce takiej stagnacji, on mówi, że kocha ale z drugiej strony często jest zimny wobec mnie, że nie jest gotowy na poważne deklaracje, że ślub to tylko problemy i nie rozumie facetów, którzy się w to pchają...jego brat jest młodszy i ma żonę i dzieci. Tak bywało tak, że jeździł na imprezy a ja zostawalam sama na weekend, często w sumie.
A co do jego statusu, tak ma pieniądze, ale mi ich nie daje , wszystko jest pół na pół, więc to nie jest tak....
A co do jego statusu, tak ma pieniądze, ale mi ich nie daje , wszystko jest pół na pół, więc to nie jest tak....
Status to jedno. Pieniądze drugie. Wysoki status, to najczęściej wysoka pozycja w danej grupie. Facet ci imponuje i jest niedostępny. Twój kobiecy mechanizm robi ci psikusa, że to super kandydat na ojca twoich dzieci. Mimo, że on kompletnie się do tego nie nadaje. Do tego dochodzą emocje i robi się groch z kapustą.
Musisz się od tego odciąć. Nie gadać z nim. Bo to tylko uruchamianie karuzeli uniemożliwiające ci podjęcie dobrej dla ciebie decyzji.
Mówi, że kocha... często czytam to tu na forum. Słowa to nic, mówi się łatwo, liczą się czyny. A tu nie ma miłości, miłość tak nie wygląda.
A co do jego statusu, tak ma pieniądze, ale mi ich nie daje , wszystko jest pół na pół, więc to nie jest tak....
Jesteś samodzielna, masz swoje życie niezależne od niego, to bardzo dobrze. Nie myśl o sobie, że na innego kandydata na męża cię nie stać, bo chyba nie masz garba ani drewnianej nogi? Są jeszcze na świecie mężczyźni którzy chcą tego samego co ty, czyli rodziny, żony i dzieci więc nie marnuj czasu na gościa który chce się bawić i traktuje cię jak chwilowy czasoumilacz. Według mnie po prostu zmarnowałaś dwa lata i czas sobie powiedzieć STOP. Nawet gdy w końcu dopniesz do czegoś czego chcesz, czyli ślubu, dziecka czy czegoś podobnego, to i tak będziesz dalej w domu siedzieć sama a on będzie używał życia gdzieś, gdzie nawet nie będziesz widziała. Nie oszukuj się, że go zmienisz, bo robisz bląd który tyle kobiet zrobiło przed tobą a teraz piszą tutaj zalewając się łzami, że przecież one takie dobre są, urodziły dzieci, prały gotowały a teraz zostały same bo mąż sobie kochankę znalazl i odpłynął na nieznane wody. Do malżeństwa nikt nie może czuć się przymuszony, nawet jeśli powie w końcu to sakramentalne TAK osobiście i bez przystawionej lufy pistoletu do glowy.
Rozumiem, że jest ci ciężko bo się zaangażowałaś emocjonalnie w ten związek, ale nic na siłę... Odpuść, jeśli nie chcesz sobie zmarnować życia. Sobie i jemu przy okazji, bo przecież on też ma prawo żyć jak chce, a jak chce żyć wyraźnie ci komunikuje.
Mówi to swoje banały, że nie spotkał takiej kobiety, że jestem najlepsza jaką spotkał, ale żadnego kroku nie ma, dlaczego faceci tak bardzo boja się pełnego zaangażowania, utraty wolności, czuję się trochę jak na smyczy, a może po prostu to ja tak naprawdę nie jestem dla niego
Tak Salomonka wiele razy mówił, że jestem ograniczająca, a ja naprawdę starałam się być wyrozumiała, ostatnio pojechał na kawalerskie na trzy dni, z miesiąc temu był z kolegą na imprezie w innym mieście, naprawdę starałam się to zrozumieć, bo każdy ma prawo do swoich zainteresowań. Odejść jest bardzo trudno, strach, że sobie znajdzie inna rozwala serce.
22 2024-01-23 10:32:55 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2024-01-23 10:36:26)
Mówi to swoje banały, że nie spotkał takiej kobiety, że jestem najlepsza jaką spotkał, ale żadnego kroku nie ma, dlaczego faceci tak bardzo boja się pełnego zaangażowania, utraty wolności, czuję się trochę jak na smyczy, a może po prostu to ja tak naprawdę nie jestem dla niego
Mówi ci te swoje banały bo nic innego nie ma ci do zaoferowania i dobrze o tym wie. Coś przecież musi rzucić jak ochłap, żebyś go nie spuściła z wodą w klozecie. Poza tym nie gniewaj się, ale gdzie on znajdzie drugą taką naiwną?
Zrób sobie bilans zysków i strat i zobacz, co od niego dostajesz. W jednaj linii postaw poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji, oparcie i takie tam... Napiszesz na pewno wielkie "0"! Czyli w efekcie minus. A wystarczy, że wychlipie ci jak jesteś ładna i powabna i już o tym punkcie zapominasz. Jemu bilans się zgadza.
Tak Salomonka wiele razy mówił, że jestem ograniczająca, a ja naprawdę starałam się być wyrozumiała, ostatnio pojechał na kawalerskie na trzy dni, z miesiąc temu był z kolegą na imprezie w innym mieście, naprawdę starałam się to zrozumieć, bo każdy ma prawo do swoich zainteresowań. Odejść jest bardzo trudno, strach, że sobie znajdzie inna rozwala serce.
To smutne, bo powinno cię w sumie cieszyć.
Masz problem z poczuciem własnej wartości? Dlatego pozwalasz się wykorzystywać? Tylko z tym problemem powinnaś udać się do specjalisty, bo forum ci chyba nie pomoże.
24 2024-01-23 10:45:32 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2024-01-23 11:14:10)
Odejść!
I popracować nad poczuciem własnej wartości.
Ja już próbowałam odejść, ale za każdym razem mnie zatrzymywał, starał się, nie było dnia żebyśmy nie rozmawiali,
No jasne, gdzie by znalazł taką drugą naiwną.
Ma wszystko czego mu potrzeba, weekendowy seks bez zobowiązań. I jeszcze płaci tylko za siebie. Żyć nie umierać.
No i stało się rozstaliśmy się, cierpię, ale muszę to przetrwać
milczy od dwóch dni, był bardzo niemiły dla mnie pod koniec mówiąc, "no przecież proponuje ci wspólne mieszkanie, czego ty chcesz kobieto, przecież jestem w delegacji", ale powiedział to w taki sposób chamski, że zakończyłam rozmowę mówiąc że nie chce się już spotykać ani rozmawiać.
No i stało się rozstaliśmy się, cierpię, ale muszę to przetrwać
milczy od dwóch dni, był bardzo niemiły dla mnie pod koniec mówiąc, "no przecież proponuje ci wspólne mieszkanie, czego ty chcesz kobieto, przecież jestem w delegacji", ale powiedział to w taki sposób chamski, że zakończyłam rozmowę mówiąc że nie chce się już spotykać ani rozmawiać.
Bardzo dobrze zrobilas, a to,ze sie nie odzywa to oczywisty znak, ze mu nie zalezy juz pewnie i tak ma kogos na boku
Słuchajcie wiem, że to zalosne, ale tak mi jest źle, zostałam sama i cierpie, ciągle płacze, wiem, że to przejdzie, jestem bardzo wrażliwa osoba, myślałam ,że tym razem będzie inaczej i znowu się zawiodłam...musiałam to napisać bo jestem w rozsypce, on już się nie odzywa, pewnie teraz będzie imprezował, zaliczał panienki a ja zostałam sama to jest takie smutne dla mnie, każdy dzień jest trudny, nie potrafię się skupić na pracy, na niczym, dajcie jakieś porady jak poradzić sobie, otoczenie mnie nie rozumie, staram się ich nie zadręczać...
Nie ma gotowej recepty jak sobie radzić po rozstaniu. Każdy inaczej to przechodzi i przez jakiś czas z pewnością będzie Ci trudno. Powiedz sobie, że to był jedyny sposób aby wyjść z relacji bez przyszłości i szansa na spotkanie osoby o podobnych oczekiwaniach do Twoich odnośnie zbudowania dobrego związku.
On nadal będzie robił to, co robił z Tobą - czyli beztrosko się bawił. Trudno aby było inaczej skoro tego chce od życia.
Jak będziesz nadal się nim interesować i zazdrościć mu zabawy to tylko bardziej będziesz to przeżywać.
Szukaj sposobów na własne przyjemności, na miłe spędzanie czasu i daj sobie szansę na poznanie innego mężczyzny.
Próbuje sobie tłumaczyc ze gdyby mu zależało to walczyłby o nas, ale tak się nie stanie, już się nigdy nie dogadamy, to okropne że ktoś znika nagle z Twojego życia. I jak sobie poradzić z codziennością
Słuchajcie wiem, że to zalosne, ale tak mi jest źle, zostałam sama i cierpie, ciągle płacze, wiem, że to przejdzie, jestem bardzo wrażliwa osoba, myślałam ,że tym razem będzie inaczej i znowu się zawiodłam...musiałam to napisać bo jestem w rozsypce, on już się nie odzywa, pewnie teraz będzie imprezował, zaliczał panienki a ja zostałam sama to jest takie smutne dla mnie, każdy dzień jest trudny, nie potrafię się skupić na pracy, na niczym, dajcie jakieś porady jak poradzić sobie, otoczenie mnie nie rozumie, staram się ich nie zadręczać...
Jeśli jesteś całkiem atrakcyjna, to za moment zaliczysz nowego gościa.
Nie wyobrażam sobie tego teraz ...
Nie wyobrażam sobie tego teraz ...
Za miesiąc będziesz skakać na nowym konarze.
Lady01 napisał/a:Nie wyobrażam sobie tego teraz ...
Za miesiąc będziesz skakać na nowym konarze.
Puknij sie w leb.
Słuchajcie wiem, że to zalosne, ale tak mi jest źle, zostałam sama i cierpie, ciągle płacze, wiem, że to przejdzie, jestem bardzo wrażliwa osoba, myślałam ,że tym razem będzie inaczej i znowu się zawiodłam...musiałam to napisać bo jestem w rozsypce, on już się nie odzywa, pewnie teraz będzie imprezował, zaliczał panienki a ja zostałam sama to jest takie smutne dla mnie, każdy dzień jest trudny, nie potrafię się skupić na pracy, na niczym, dajcie jakieś porady jak poradzić sobie, otoczenie mnie nie rozumie, staram się ich nie zadręczać...
Daj sobie troche czasu na zalobe po zwiazku, chcesz plakac to placz, moze wez pare dni wolnego i zapros przyjacilke albo bliska osobe z rodziny zeby byla wsparciem. Pierwsze tygodnie najgorsza a pozniej juz jakos pojdzie. Za jakis czas nie bedzie cie to ruszac w ogole.
Dziękuję za poradę naprawdę ![]()
Lady01 napisał/a:Nie wyobrażam sobie tego teraz ...
Za miesiąc będziesz skakać na nowym konarze.
Piotruś, widzę że od czasu zwrotu akcji z Twoją M. stałeś się bardzo zgorzkniały i cyniczny. Czyżby sytuacja rozstrzygnęła się ostatecznie? Bo mogłem nie doczytać.
PiotrNet77 napisał/a:Lady01 napisał/a:Nie wyobrażam sobie tego teraz ...
Za miesiąc będziesz skakać na nowym konarze.
Piotruś, widzę że od czasu zwrotu akcji z Twoją M. stałeś się bardzo zgorzkniały i cyniczny. Czyżby sytuacja rozstrzygnęła się ostatecznie? Bo mogłem nie doczytać.
Nie rozstrzygnęła się jeszcze :-)
Autorko Twoim pierwszym błędem pałkarza było to że chciałaś się rozstać na niby. No przyznaj sama przed sobą że to miał być taki straszak, takie ocucenie pana by się wystraszył że Ciebie traci i w te pędy zmienił swoje zachowanie, klęknął z pierścionkiem i kluczami do mieszkania.
A tymczasem zonk, nie klęknął i czujesz się zła sama na siebie że wogole wyskoczyłaś z tym rozstaniem. Gdybys mogła cofnąć czas to pewnie w życiu nie powiedziałabyś koniec tylko jak do tej pory siedziała cichutko marząc, że może mu się kieeedys odmieni i łykając w milczeniu łzy gdy po raz kolejny pan wybędzie na jeden ze swoich kawalerskich wypadów weekendowych.
On nie robi teraz nic w Twoim kierunku z dwóch powodów:
a) bo zna Cię i wie że sama zmiękniesz i będziesz chciała jakoś nawiązać kontakt. On sobie poczeka cierpliwie na to i wtedy ustawi Cię do pionu. Szczerze ja Ciebie nie znam ale też obstawiam że sama wrócisz do niego bo mimo wszystko patrzysz na niego w kategoriach „ wielkiego szczęścia które tracisz” a nie wygodnego dupka
Lub
b) ma już dość Twojego jęczenia o poważniejsza relacje i faktycznie jest mu nawet na rękę że ma problem z głowy. Jak gość majętny i niebrzydki to ze znalezieniem laski do seksu nie będzie miał problemu a ona przynajmniej na początku nie będzie mu „truła” żeby z tego coś poważniejszego było.
Lub
A) i b) jednocześnie. Pan czeka aż się pokajasz i przeprosisz że śmiałaś postawić sprawę na ostrzu noża a w tym czasie a jakże korzysta z życia. Wkoncu nie jesteście teraz razem.
Moja rada? Wytrzymać w tym postanowieniu bo decyzja o odejściu była najlepszym co mogłaś dla siebie zrobić Dziewczyno. Będzie bolało bo mózg płata figle podpowiada same piękne obrazki z czasu związku, bo przyzwyczajenie do człowieka robi swoje. Ale jak już przetrwasz najgorsze to bardziej trzeźwym okiem spojrzysz na to wszystko i przekonasz się że mogłabyś tak czekać latami i byś się nie doczekała. Szkoda więc czasu na faceta.
Nowe_otwarcie napisał/a:PiotrNet77 napisał/a:Za miesiąc będziesz skakać na nowym konarze.
Piotruś, widzę że od czasu zwrotu akcji z Twoją M. stałeś się bardzo zgorzkniały i cyniczny. Czyżby sytuacja rozstrzygnęła się ostatecznie? Bo mogłem nie doczytać.
Nie rozstrzygnęła się jeszcze :-)
Piotr, ja rozumiem Twoje uczucie wkurwienia, niepewności i niewiedzy na czym teraz stoisz, ale to nie znaczy że wszystkie baby są złe i tylko patrzą jak przeskoczyć na lepszą gałąź. Część faktycznie taka jest (nawet niemała część) ale nie wszystkie. Poza tym (co pewnie Cię jeszcze bardziej boli) tu akurat sporo sam zabagniłeś. Pamiętam jak lata temu byłem w trakcie rozwodu i laska (z którą się wtedy spotykałem) wypaliła mi z kwaśną miną (spróbuję nie przekręcić) że "jej matka nie jest szczęśliwa że jeszcze nie mam rozwodu". Technicznie miała rację, tym bardziej że (gdy nam się rozwaliło jakiś miesiąc przed moją planowaną ostatnią sprawą rozwodową (pozew składała moja jeszcze wtedy żona, a ja wysłałem do sądu pismo że się zgadzam na rozwód, więc postanowienie zapadłoby szybko), to (najnieoczekiwaniej w świecie) żona "za minutę dwunasta" zaproponowała wycofanie wniosku, a ja się ostatecznie zgodziłem. Ergo: dopóki nie masz rozwodu, to teoretycznie możecie do siebie bez wielkich ceregieli wrócić i Twoja M. ma tego świadomość..
Wracając do wątku: autorka dostała bardzo bolesnego kopa, choć były przesłanki że może się go spodziewać. I może go zarówno relatywnie szybko przeboleć jak i cierpieć latami. Bo w takich przypadkach nie ma reguły. W każdym razie jej współczuję.
Feniks dziękuję za poradę, jednak ona bardzo boli, on się odzywal w weekend, ale ja go odrzuciłam, bo czuję że nie jest poważny w tym co robi względem mnie a teraz już milczy
niech sobie szuka laski do seksu, powodzenia ....ale te słowa bardzo bolą
Autorko Twoim pierwszym błędem pałkarza było to że chciałaś się rozstać na niby. No przyznaj sama przed sobą że to miał być taki straszak, takie ocucenie pana by się wystraszył że Ciebie traci i w te pędy zmienił swoje zachowanie, klęknął z pierścionkiem i kluczami do mieszkania.
A tymczasem zonk, nie klęknął i czujesz się zła sama na siebie że wogole wyskoczyłaś z tym rozstaniem. Gdybys mogła cofnąć czas to pewnie w życiu nie powiedziałabyś koniec tylko jak do tej pory siedziała cichutko marząc, że może mu się kieeedys odmieni i łykając w milczeniu łzy gdy po raz kolejny pan wybędzie na jeden ze swoich kawalerskich wypadów weekendowych.
On nie robi teraz nic w Twoim kierunku z dwóch powodów:
a) bo zna Cię i wie że sama zmiękniesz i będziesz chciała jakoś nawiązać kontakt. On sobie poczeka cierpliwie na to i wtedy ustawi Cię do pionu. Szczerze ja Ciebie nie znam ale też obstawiam że sama wrócisz do niego bo mimo wszystko patrzysz na niego w kategoriach „ wielkiego szczęścia które tracisz” a nie wygodnego dupka
Lub
b) ma już dość Twojego jęczenia o poważniejsza relacje i faktycznie jest mu nawet na rękę że ma problem z głowy. Jak gość majętny i niebrzydki to ze znalezieniem laski do seksu nie będzie miał problemu a ona przynajmniej na początku nie będzie mu „truła” żeby z tego coś poważniejszego było.
Lub
A) i b) jednocześnie. Pan czeka aż się pokajasz i przeprosisz że śmiałaś postawić sprawę na ostrzu noża a w tym czasie a jakże korzysta z życia. Wkoncu nie jesteście teraz razem.
Moja rada? Wytrzymać w tym postanowieniu bo decyzja o odejściu była najlepszym co mogłaś dla siebie zrobić Dziewczyno. Będzie bolało bo mózg płata figle podpowiada same piękne obrazki z czasu związku, bo przyzwyczajenie do człowieka robi swoje. Ale jak już przetrwasz najgorsze to bardziej trzeźwym okiem spojrzysz na to wszystko i przekonasz się że mogłabyś tak czekać latami i byś się nie doczekała. Szkoda więc czasu na faceta.
Diagnoza wygląda na trafną. Autorka postanowiła powiedzieć "sprawdzam", jednak okazało się że nie tylko nie ma tak mocnych kart (albo on tak słabych) jak ona myśli, ale jest także słabą pokerzystką.
Jak dla mnie, to ona jest na przegranej pozycji niezależnie od wariantu. Ale niestety ZAWSZE na przegranej pozycji jest ten, komu bardziej zależy.
Feniks dziękuję za poradę, jednak ona bardzo boli, on się odzywal w weekend, ale ja go odrzuciłam, bo czuję że nie jest poważny w tym co robi względem mnie a teraz już milczy
niech sobie szuka laski do seksu, powodzenia ....ale te słowa bardzo bolą
Lepiej żebyś patrzyła na to realnie nawet jeśli boli niż wciąż przez różowe okulary tego że to wielka miłość tylko czasu potrzeba żeby ON dojrzał do pewnych decyzji. On już dojrzał dawno temu do tego że chce by było jak jest obecnie. Wiesz to doskonale gdzieś w głębi siebie. Nie bez powodu tutaj napisałaś ze stwierdzeniem że utknęłaś w martwym punkcie tej relacji. A to co on mówił i zachwalał że jesteś wyjątkowa to zaiste prawda. Bo tylko wyjątkowa kobieta zgodzi się na weekendową znajomość z seksem albo i nie ( bo pan akurat wybył). Inna jak zobaczy o co w tym chodzi zawinie się szybko, no chyba że lubi ten sex dla samego sexu i traktuje taką znajomość na zasadzie fwb. Ty nie jesteś tego typu osobą a tyle wytrzymywałaś w tej „relacji”. Zaiste wyjątkowe. Wybacz sarkazm ale myślę że dobrze Ci zrobi jak sama na siebie się trochę wkurzysz za to jak pozwoliłaś się traktować. Może to pomoże Ci wytrwać w decyzji rozstania
Postaram się być silna, chociaż zawalił mi się świat, na początku nie zadawałam pytań, przez rok było super, bo nie było oczekiwań z mojej strony, starał się bardzo, z czasem zaczęłam wymagać i to było powodem rozstania, on będąc w delegacji mówił mi "dam ci klucze to będziesz mieszkać sama" przecież mnie nie ma, dopiero pod koniec związku o tym mówił, ale czułam że to jest wymuszone, ze kochał to swoje mieszkanko i nie chciał się dzielić swoim światem, a ja wziąz miałam nadzieję, boli mnie to że jakaś inna bedzie z nim mieszkać a nie ja
Dlaczego rozstalas się przez telefon?
Nie chciałaś w 4 oczy? Tak by było chyba lepiej, powiedzieć o co chodzi.
Czy chodź raz powiedziałaś mu tak dosadnie,że chcesz konkretnej deklaracji?
Postaram się być silna, chociaż zawalił mi się świat, na początku nie zadawałam pytań, przez rok było super, bo nie było oczekiwań z mojej strony, starał się bardzo, z czasem zaczęłam wymagać i to było powodem rozstania, on będąc w delegacji mówił mi "dam ci klucze to będziesz mieszkać sama" przecież mnie nie ma, dopiero pod koniec związku o tym mówił, ale czułam że to jest wymuszone, ze kochał to swoje mieszkanko i nie chciał się dzielić swoim światem, a ja wziąz miałam nadzieję, boli mnie to że jakaś inna bedzie z nim mieszkać a nie ja
Bo i w tym podejrzeniu może być wiele prawdy. Bardzo łatwo przywyknąć do takiej tylko swojej przestrzeni i gdy następuje chwila takich oczekiwań jak Twoje, to facet nieraz staje przed trudnym wyborem i praktycznie zawsze musi zrobić jakiś bilans, z którego wychodzi mu rozwiązanie. W Twoim wypadku albo mu wyszło że nie warto w to wchodzić albo czeka aż zmiękniesz i Twoje warunki będą dla niego bardziej do przyjęcia. Chociaż pewnie gdyby w związki wchodzili tylko ci, którzy są tak bardzo zakochani że nie mają żadnych wątpliwości, to pewnie 80% społeczeństwa byłoby singlami ![]()
47 2024-01-30 14:07:29 Ostatnio edytowany przez Lady01 (2024-01-30 14:15:20)
Był w delegacji, a ja czułam że coraz bardziej się oddalamy, w cztery oczy bym płakała i pewnie zrobiła coś desperackiego a tego chciałam uniknąć, dlatego wolałam przez telefon porozmawiać
Net facet wydaje mi się ,że moje oczekiwania nie były wygórowane, były normalne ....po prostu było mu wygodnie...
Net facet wydaje mi się ,że moje oczekiwania nie były wygórowane, były normalne ....po prostu było mu wygodnie...
Dla niego były wygórowane.
Net facet wydaje mi się ,że moje oczekiwania nie były wygórowane, były normalne ....po prostu było mu wygodnie...
Ale ja wcale nie napisałem że były ogólnie wygórowane. Nie przesądzam też ostatecznie że on nie "złoży lepszej oferty" jeśli TY nie wymiękniesz (choć na razie więcej procentowego prawdopodobieństwa daję wariantom że albo on sobie da spokój albo że Ty zmiękniesz), bo może dojść do wniosku że w ogólnym bilansie woli pójść na Twoje warunki niż Cię stracić. Ale nawet jeśli do takiego (pomyślnego dla Ciebie) rozwiązania dojdzie, to musisz mieć świadomość że "wygrasz" z niezbyt dużym zapasem punktowym (a to z kolei oznacza że jak nie popracujecie nad związkiem, to za kilka lat i tak będzie po zabawie).
Lady01
dlaczego tak bardzo zależy ci na facecie który nie był tobą zainteresowany?
Facet który jest zainteresowany chce z kobietą mieszkać.
Ty byłaś tylko od umilania mu czasu w weekendy.
52 2024-01-30 17:14:26 Ostatnio edytowany przez Lady01 (2024-01-30 17:20:48)
Gdybym była tylko do umilania w weekendy nie jeździłby ze mną na wakacje, nie robilibyśmy też innych wielu rzeczy razem...chodziliśmy do kina, graliśmy itd, robiliśmy zakupy, nie było dnia w którym nie rozmawialiśmy..umilanie w weekendy to jest wtedy jak facet dzwoni do kobiety po tygodniu bez odzewu "wpadnij". Ja z nim zerwałam, bo właśnie nie chciał ślubu ani dziecka, nie myślał o przyszłości, ale nie zgadzam się że byłam tylko od umilania w weekendy, jak był nanmiejscu spotykaliśmy się też w tygodniu...tylko jego potrzeba przestrzeni:( tak naprawdę nie wiem co jest w jego głowie i się nie dowiem już
Gdybym była tylko do umilania w weekendy nie jeździłby ze mną na wakacje, nie robilibyśmy też innych wielu rzeczy razem...chodziliśmy do kina, graliśmy itd, robiliśmy zakupy, nie było dnia w którym nie rozmawialiśmy..umilanie w weekendy to jest wtedy jak facet dzwoni do kobiety po tygodniu bez odzewu "wpadnij". Ja z nim zerwałam, bo właśnie nie chciał ślubu ani dziecka, nie myślał o przyszłości, ale nie zgadzam się że byłam tylko od umilania w weekendy, jak był nanmiejscu spotykaliśmy się też w tygodniu...tylko jego potrzeba przestrzeni:( tak naprawdę nie wiem co jest w jego głowie i się nie dowiem już
Nie ma tu w sumie co drazyc. Wasze priorytety zyciowe sie rozjezdzaly, ty chcialas czego innego, on czego innego. Niczyja wina, czasem tak byla.
A co miał jechać sam na wakacji? Kto by je mu umilał?
Gościu dawał Ci totalne minimum abyś nie odeszła, i miał cie pod ręką.
Wątpię czy choc raz pomyślał o tobie poważnie.
Moje słowa potwierdza jego zachowanie, on nie chciał mieć z tobą jakichkolwiek zobowiązań, nawet mieszkać z tobą nie chciał.
Byłaś kobieta od zapewniania rozrywki, a nie od wspólnego zcyia z obowiązkami/powinnościami i trudem dnia powszechnego.
Nie usprawiedliwiaj jego, on tylko brał, gdy ty chciałaś cos wziąć, to powiedział "nic z tego"
55 2024-01-30 18:37:08 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-01-30 18:39:26)
To nie byla jego "potrzeba przestrzeni" Tą realizują i faceci, którzy sie oświadczają, chcą mieć dzieci i rodzinę
Tylko po prostu inne podejście do relacji.
Wyraźnie Ci powiedział, że nie chcę tego co Ty.
Tak jak wyżej napisali tu netfaceci: Jeśli mężczyźnie zależy na zwiazku, to stara się ustalić już ma poczatku, czy kobieta jest skłonna z nim zamieszkać.
I nie jest to temat tabu.
Nie uważam, że byłaś umilaczem, ale.na pewno nie najważniejszym punktem jego prywatnego życia.
I z opisu jestem przekonana, że prowadził kawalerskie życie na tych 3 dniowych imprezach.
Fajnie było, ale inaczej to sobie wyobrażaliście o nawet o tym mówiliście.
Nie ma ci wpadać w długą żałobę, bo to nie zdrada, rozstanie w małżeństwie czy długoletnim związku z dziećmi, tylko właściwie koniec romansu.
Nie ważne co mówił.
Facet który kocha kobietę chce z nią być na stałe i do tego dąży.
Widocznie to nie Ty jednak byłaś tą jedyną i szkoda czasu na ,alewanie się łzami.
Dobrze zrobiłaś. I we właściwym momencie.
Nie oszukał Cię. Rozminęliscie się w oczekiwaniach.
Dla mnie to nie był żaden romans, tylko coś najważniejszego, błędem było ,że nie rozmawialiśmy o przyszłości i mysleniem że on chce tego samego co ja. Myślałam sobie że jest dobrze, po co o tym rozmawiać. Czekałam na coś co nie nadeszło.
Nie przejmuj się za bardzo tym, co napisała Ela210. Szkoda, że związek zbudowałaś na wyobrażeniach, ale czyż usankcjonowane związki małzeńskie też się nieraz na nich nie opierają? Masz prawo być w żałobie, w żałobie za swoimi marzeniami, byleby faktycznie nie była to żałoba na całe życie.
Dobrze zrobiłaś zrywając, teraz dbaj o siebie i konsekwentnie unikaj z nim kontaktu, to pierwsza zasada zdrowienia po związku. Zdrowo się odżywiaj, dbaj o sen i wypoczynek, może więcej ruchu, jakieś babskie zakupy, wszystko, co odsunie natrętne myśli od niego i poprawi Ci nastrój. Powodzenia i wytrwałości, daj czasowi czas, a serce na pewno znowu zabije dla kogoś - jak mawiają starzy górale: niewiele osób jest z przeznaczenia powołanych do życia bez pary.
Dla mnie to nie był żaden romans, tylko coś najważniejszego, błędem było ,że nie rozmawialiśmy o przyszłości i mysleniem że on chce tego samego co ja. Myślałam sobie że jest dobrze, po co o tym rozmawiać. Czekałam na coś co nie nadeszło.
Dokładnie: to nie był żaden romans, tylko związek; związek, który w pewnym momencie się rozjechał. Nie rozumiem tego upartego deprecjonowania związków, które odbiegają od wyobrażenia niektórych forumowiczów. Wielokrotnie pisałem, że to czy coś jest związkiem to zależy tylko i wyłącznie od tego, czy obie osoby tworzące tę relację uważają że to związek. Można mieszkać osobno i TO TEŻ JEST ZWIĄZEK (czasami każda z tych osób potrzebuje czasu i miejsca tylko dla siebie. To, że chce się z kimś być w związku, to wcale nie znaczy że zawsze chce się być cały czas ze sobą!
59 2024-01-30 19:45:46 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-01-30 19:51:32)
ToTy deprecjonujesz, romanse.
One nie są tylko dla seksu I są tam uczucia.
Ale tam gdzie chodzi o związek, są plany na przyszłość. On ich nie miał.
Nic die nie rozjechało, bo nie mieli wspólnego podejścia do tych spraw
No to jak oboje uważali ze byli w związku, to o co im chodziło, pełnia szczęścia.?
Jak u Ciebie Nowe Otwarcie obojgu odpowiada ten stan i nie macie planów, to nic komuś do tego, w czym jesteście szczęśliwi.
Autorka nie była.
ToTy deprecjonujesz, romanse.
One nie są tylko dla seksu I są tam uczucia.
Ale tam gdzie chodzi o związek, są plany na przyszłość. On ich nie miał.
Nic die nie rozjechało, bo nie mieli wspólnego podejścia do tych spraw
Plany na przyszłość też mogą być różne i w różnym stopniu zaawansowane.
Jak mieszkacie osobno, ale macie takie same plany i oczekiwania I uznajecie to za związek, to jesteście.
Ja w związki na odległość na dłuższą metę nie wierzę, więc dążenie do zamieszkania razem nie jest tematem na kiedyś tam.
Poprosił mnie o związek, więc to był zwiazek, ale to naprawde nie ma znaczenia w tym momencie....
Jak mieszkacie osobno, ale macie takie same plany i oczekiwania I uznajecie to za związek, to jesteście.
Ja w związki na odległość na dłuższą metę nie wierzę, więc dążenie do zamieszkania razem nie jest tematem na kiedyś tam.
Zależy co rozumiesz przez "związek na odległość" ![]()
Inaczej też wyglądają dążenia w różnych grupach wiekowych. W wieku Autorki i jej faceta to faktycznie raczej czas na ustatkowanie się, na założenie rodziny. Z drugiej strony ja znam specyfikę życia w delegacjach i to naprawdę nie jest łatwe życie: mało czasu dla najbliższych, z reguły ciężko coś zaplanować , jedynym plusem (choć też nie zawsze) jest lepsza kasa niż na miejscu. Jak gostek przyjeżdża z delegacji i spotka się z kumplami, to wtedy pewnie myśli że przynajmniej coś z tego życia ma. Wiesz, może musi po prostu poważnie się nad tym zastanowić, zrobić bilans sytuacyjny... Wspólne życie i założenie rodziny to też wyrzeczenia. A do decyzji o wyrzeczeniach z reguły potrzeba czasu na przemyślenia.
64 2024-01-30 20:59:04 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2024-01-30 21:00:02)
Zawsze warto rozmawiać, co to słowo związek dla kogoś oznacza.
Byle dla dwóch osób to samo.
Nie widzę zależności z wiekiem kandydatów.
Prosząc o związek miał być może miał na myśli wyłączność. I obawiam się że tylko z Twojej strony.
Na Twoim miejscu ja bym go sobie odpuściła, nawet jakby za tydzień przybiegł z pierścionkiem zaręczynowym.
No chyba że zaakceptuje celibat do ślubu w ramach testu ![]()
Właśnie dlatego, NO, że ludzie mają tak mało czasu i wiele różnych zobowiązań, mieszkanie osobno jest bez sensu, bo wyrzuca się z grafiką wspólne wieczory i noce, wspólne śniadanie.
Tego się nie da zastąpić pisaniem czy rozmowami przez telefon.
Cóż, nawet w służbach mundurowych nacisk jest ma to, by oficer miał normalny dom, rodzinę, chociaż bywa w delegacjach.
Takie spotykanie się raz na parę dni niestety przypomina...romans..
Zauważyłam, że ludzie dopisują sobie historie. Podczas naszego związku on nigdy mnie nie zdradził, tego akurat jestem pewna, to nie jest typ, który uprawia seks z byle kim....teraz być może z kimś już się zadaje, ale podczas naszego związku na pewno tak nie było...dla niego seks nigdy nie był priorytetem, czasami podczas spotkań w ogóle go nie było ...